Sierpień 2012

Na szczycie góry w Rosji odnaleziono coś co może być ruinami lotniska sprzed tysięcy lat

W Rosji, w regionie Permskim odkryto ruiny niesamowitej budowli, która może się okazać prehistorycznym lotniskiem. Dziwne znalezisko odkrył przypadkiem dyrektor lokalnego klubu geograficznego, Radik Garipov, który kiedyś pracując dla nadleśnictwa zapuścił się w teren wcześniej niepenetrowany. W pewnym miejscu, na grzbiecie górskim o nazwie Tulimskovo, odkrył on pozostałości jakiejś budowli, być może pasu startowego.

Jego uwagę przykuły specyficzne kamienie. Ogromne głazy wyglądają jak kostka o krawędzi dwóch metrów. Już wtedy uznał to znalezisko za niezwykłe a ponieważ minęło trochę czasu, od kiedy Radik Garipov był tam ostatnio, z radością przyłączył się do ekspertów rosyjskiej akademii nauk, którzy wybierali się w to samo miejsce.

 

Droga składała się z kilku części. Pierwszą przebyto helikopterem, potem korzystano z auta terenowego, które jechało przez Tajgę tak daleko jak to było możliwe, następnie spławiano się przemieszczając się 35 kilometrów w górę rzeki. Ostatnie 15 kilometrów i tak trzeba było przejść pieszo po wąskich górskich ścieżkach.

 

Członkowie wyprawy w końcu dotarli do miejsca opisywanego przez Garipova i przyznali, że głazy noszą znamiona obróbki. Biorąc pod uwagę fakt, że znajdują się ponad 1500 metrów nad poziomem morza, w Tajdze, trudno się dziwić, że historycy nie chcą o tym słyszeć, bo to rodzi setki nowych pytań.

Miejsce gdzie znaleziono charakterystycznie obrobione głazy jest idealnym lądowiskiem dla pojazdów latających zdolnych do zawisu, na przykład dla helikopterów. Poza tym sprzyja temu ukształtowanie terenu gdyż znajduje się tam przesmyk składający się z jakby tarasów i to właśnie na jednym z nich odnaleziono ślady działalności tej nieustalonej jeszcze cywilizacji.

 

Powierzchnie kamienne są idealnie gładkie. To jest taki poziom dokładności, że nie m na nich nawet żadnych porostów. Oznacza to, że cięcie jest tak gładkie, że porosty nie mają, do czego przylegać. Bloki skalne twardością odpowiadają granitowi, ale gwoli ścisłości skała ta nazywa się serycytem.

Podobne znaleziska idealnie obrobionych skał spotykane są według Garipova w miejscach gdzie znajdują się złoża złota. Według niego to daje do myślenia. Oczywiście chodzi o znaną teorię promowaną w środowisku paleoastronautyki jakoby w zamierzchłej przeszłości Ziemi prowadzona była na naszej planecie eksploatacja złóż złota potrzebnego do funkcjonowania jakieś nieznanej cywilizacji.

 

Gdyby przyjąć taką hipotezę należałoby zadać pytanie czy była to cywilizacja ziemska czy też pozaziemska. My sami, jako Ziemianie planujemy już górnictwo asteroidowe,  można sobie wyobrazić również górnictwo polegające na eksploatacji obcych planet. Być może w przeszłości taką obcą dla innej rasy planetą była Ziemia. Większość zna historię opowiadaną przez film Avatar, to byłyby podobne sprawy i pewnie podobne problemy.

 

Nagłe pojawienie się gatunku homo sapiens może również nie być przypadkiem tylko wynikiem tej eksploatacji i potrzebą istot na tyle inteligentnych, aby byli w stanie swą pracą pomóc w eksploatacji złota. To jednak tylko trudne do zweryfikowania teorie. Wracając do innych naukowych wyjaśnień fenomenu z okolic Permu,  możliwe, że idealnie oszlifowane głazy z są po prostu efektem przejścia lodowca, Radik Garipov twierdzi jednak, że to nie lodowiec tylko ślady cywilizacji sprzed tysięcy lat.

 

 



Obserwacja dziwnych obiektów latających w Ekwadorze

Poniższy materiał wideo został wykonany 19 sierpnia 2012 roku w okolicy miejscowości w Ekwadorze. Według świadka całe zjawisko zauważył przypadkiem jadąc samochodem. Uznał, że jest to na tyle interesujące, aby to nagrać.

To, co udało mu się uwiecznić to zmieniające kierunek i prędkość obiekty. W sumie można naliczyć trzy takie jaśniejsze punkty na niebie. Obiekty z pewnością nie są chińskimi lampionami, bo te prymitywne balony nie są w stanie wyglądać zza drzew.

Kształt, jaki udało się uchwycić sugeruje, że możemy mieć w tym przypadku do ewidentnej manifestacji UFO. Być może obiekty te to w istocie jakieś formy życia, na przykład plazmoidy. Mogą to być istoty zamieszkujące wyższe partie atmosfery na granicy z kosmosem. Czy tak jest w tym przypadku? Czy mogą to być nieznane ludzkości istoty zamieszkujące z nami na Ziemi?

 



Nieznane starożytne cywilizacje z zamierzchlej przeszłości Ziemi mogły istnieć naprawdę

Mimo, że w historii ludzkości jest wiele przypadków występowania legend opisujących starożytne wysoko rozwinięte cywilizacje nowoczesna nauka wciąż odmawia przyznania, że nasza dzisiejsza cywilizacja jest jedynie kolejną formą rozwoju ludzkości, jaką widziała Ziemia.

Opisy zawarte w rozmaitych antycznych manuskryptach są tak sugestywne, że nowocześni badacze tych tekstów wolą uciekać w szaleństwa wyszukiwanego na siłę symbolizmu. Wiele opisów biblijnych można zinterpretować literalnie i wcale niewykluczone, że dojdziemy do wniosku, że na przykład Sodomę i Gomorę, niszczył w istocie wybuch jądrowy. To oczywiście nie wyklucza istnienia Boga, oznacza to tylko, że pewne interpretacje znanych z przeszłości wydarzeń mogą rzucić na nie inne światło.

 

Inne przykłady opisów, które uważane są za fantazje mamy w Indiach. Tak zwane starożytne eposy Mahabharata i Bhagawita opisują krwawe wojny toczone przez istoty uważane za Bogów. Cały panteon bóstw hinduskich oparty jest właśnie o opowieści o wielkiej wojnie, jaka miała miejsce między zwaśnionymi stronami. Opisywane są dokładnie pojazdy latające "bogów" a nawet sposób ich pracy. Niektóre opisy bitw powietrznych i ataków na miasta brzmią tak przekonująco, że naukowcy po prostu nie mogą uznać, że to prawdziwa historia, ponieważ musieliby uznać, że nic o tym nie wiedzą.

 

Jeśli przyjmiemy, że zaawansowane cywilizacje istniały już na naszej planecie to pojawia się pytanie o to, co stało się z ich pozostałościami. Przede wszystkim, jeśli założymy, że w przeszłości doszło do konfliktu jądrowego to można powiedzieć, że wiele pozostałości po prostu nie ma, bo zostały zniszczone. Poza tym, jeśli mówimy o cywilizacji, która swój okres rozkwitu miała kilkadziesiąt tysięcy lat temu to większość pozostałości może już nie istnieć.

 

Niektóre centra tej cywilizacji znajdują się obecnie pod wodą a niektóre przysypały tysiące ton piasku i osadów. Mimo to niektóre artefakty z przeszłości nadal są odnajdowane, ale niechęć do reklasyfikacji historii powoduje, że często eksponaty takie są ukrywane. Ostatnio naukowcy odkryli ślady zaawansowanych cywilizacji żyjących na obszarze dzisiejszego Morza Północnego (miedzy Wielką Brytanią a Danią), na Pustyni Gobi, w Ameryce Północnej i pod wodami Morza Czarnego, gdzie wydobyto precyzyjnie wykonane ozdoby ze złota.

 

Większość opisów starożytności zawiera wzmianki o potopie. Pojawiły się sugestie, że wielkie opady deszczu mogły wystąpić właśnie w wyniku konfliktu nuklearnego. Po wielu testach broni jądrowej zauważono powstawanie chmur, które potem dawały początek radioaktywnym opadom. Nie wydaje się jednak możliwe, aby było ich tak dużo, że spowodowały przypływ wielkości odpowiedniej do tego, aby statki osiadły prawie na szczycie góry Ararat.

 

Aby doszło do takiego kataklizmu nie wystarczy odpalić odpowiedniej ilości głowic jądrowych. Jednak to, że w przeszłości dochodziło do nagłego podniesienia poziomu wody jest raczej pewne. Nie wiadomo tylko, jaki cykl wyznacza początek ponownego takiego zjawiska. Jednak skoro tak mało wiemy o swojej własnej historii trudno oczekiwać, że będziemy dysponować tak szczegółową wiedzą o cyklach przyrody.

 

 



W Niemczech przypadkowe odkrycie kości mamuta

W Düsseldorfie ok. 20 sierpnia br. podczas budowy nowej linii metra na głębokości 12 metrów pod ziemią odkryto kieł mamuta. Szacuje się, że może mieć on nawet 10 tys. lat, ale dokładnie potwierdzi to analiza DNA. „Okazały ząb” waży 34 kg i mierzy 1,20 m. 

Budowa podziemnego tunelu została wstrzymana. Do akcji przystąpili archeolodzy, aby wydobyć i uratować nietypowe znalezisko. Odkryta kość pochodzi prawdopodobnie od mamuta włochatego (Mammuthus primigenius) i znalazła się na terenie obecnego Düsseldorfu za sprawą odpływu związanego z topnieniem lodowców.

 

Źródło: Augsburger Allgemeine



Kolejne zdjęcia z Marsa przedstawiaja niezidentyfikowane obiekty

Można założyć, że lądowanie łazika marsjańskiego Curiosity na tak zwanej czerwonej planecie było wydarzeniem wyjątkowym. Od samego początku towarzyszą mu niewytłumaczalne obiekty na horyzoncie. Już pierwsze zdjęcia wysłane z powierzchni Marsa zawierały niezidentyfikowane światła, potem było bardzo podobnie.

Oto nagranie wykonane prawdopodobnie poprzez nałożenie na siebie jedno po drugim wielu zdjęć transmitowanych z powierzchni Marsa. Dzisiaj dokonano również transmisji głosowej, co tylko potwierdziło możliwość prowadzenia rozmów z ewentualnymi Marsonautami.

Na widnokręgu, jaki widać z pokładu łazika Curiosity w pewnym momencie dało się zobaczyć jasne światło. Tak zwykle wyglądają satelity, orbitery okrążające tą planetę. To właśnie dzięki jednemu z nich udało się wysłać wspomniane transmisje na Ziemię. Jednak obiekt zachowuje się nietypowo jak na satelitę. Wyraźnie zmienia kurs i sprawia wrażenie jakby był sterowany.

 

Kompilację zdjęć podobno skopiowano ze strony NASA, ale potem zniknęła z oficjalnych serwerów. Internauci żartują, że to kolejny "martwy piksel" w 2 megapikselowym aparaciku wartej 2,5 miliarda dolarów sondy kosmicznej Curiosity.

 

 

 



Stara wierzba celem pielgrzymek za sprawą dziwnego zjawiska

Dziwne rzeczy dzieją się w okolicach Tarnopola na Ukrainie. W miejscu odciętej gałęzi na starej wierzbie, która rośnie przy wjeździe do wsi Czumalia (ukr. Чумаля), ukazał się kontur postaci kobiecej, przywodząc na myśl obraz Matki Bożej. Dodatkowo rzekomy wizerunek nawadniania wonny płyn sączący się z miejsca po odciętym konarze. Jest to bardzo nietypowe zjawisko dla obumarłych drzew. Wieść o cudzie szybko rozeszła się po okolicy i nie tylko.

Do Czumali codziennie przybywają pielgrzymki. Rozmodleni ludzie przychodzą pod drzewo. Dotykają zawilgoceń, a tajemniczą cieczą nacierają oczy, ręce, nogi, rany. Kapłani odprawiają msze w okolicach wierzby. Wokół szpaleru iw, gdzie stoi ta jedyna naznaczona, wymurowano kilka lat temu kapliczkę. Ulokowano ją w miejscu, gdzie tryska źródełko. 

 

Z ciekiem tym wiąże się różne historie, a przeszłość i obecne wydarzenia w jakiś sposób odnoszą się do siebie nawzajem. Według lokalnej legendy prawie sto lat temu, służąca dworska poszła po wodę i w nurcie źródła ujrzała ikonę Matki Bożej z małym Jezusem. Kobieta próbowała wyciągnąć obraz, ale nie mogła go unieść. Nie mógł uczynić tego także ksiądz. Dopiero licznie zgromadzeni wierni wydobyli ikonę z wody i przenieśli ją do miejscowego kościoła. Obraz do dziś przechowywany jest w świątyni. Tam, gdzie tryskało źródło zdarzały się uzdrowienia z poważnych dolegliwości. 

 

Ludzie wspominają, że w czasach sowieckich źródełko próbowano zlikwidować układając na nim bruk przy budowie drogi. Robiono to celowo, aby trwale usunąć miejsce kultu.  Źródło zidentyfikowano na nowo przy pomocy ruszczkarza. W jego miejscu ustawiono wspomnianą kapliczkę. Do wsi zewsząd ruszyły pielgrzymki. Ludzie w każdym wieku chcą zobaczyć i dotknąć cudu, wierząc, że wilgoć z drewna poskramia choroby. Ze źródła czerpią wodę do plastykowych butelek. 

 

Cud wierzby w Czumali wydarzył się na przełomie lipca i sierpnia 2012r. W następnych dniach podobne zjawisko zaobserwowano w pobliskiej wsi Dobra Wody (ukr. Добраbода). Tam też w miejscu odciętej gałęzi na starej wierzbie pojawiła się sylwetka kobiety. Z mikropęknięć na wizerunku sączy się ciecz.

 

 

Źrodło: Газета Місто



Cmentarz wampirów w Europie Wschodniej

Nieopodal miasta Stary Boleslav nad Łabą w okolicach miejscowości Celakovice w Czechach znajduje się prawdopodobnie jedyny cmentarz wampirów w Europie Wschodniej. Przypadkowo podczas stawiania nowych obiektów budowlanych natrafiono tam niegdyś na kilkanaście dziwacznie zagrzebanych ciał. Ułożenie kości szkieletów wskazywało, że zmarłych pochowano w okrutny sposób. 

Ich ręce skrępowano skórzanymi rzemieniami, a w klatkach piersiowych tkwiły specjalnie strugane kołki skrupulatnie sporządzone z drewna głogu, klonu lub jesionu. Dawniej w wierzeniach ludowych uważano, że drzewo tych właśnie gatunków skutecznie poskramia martwego wampira. Głowy odkrytych nieboszczyków oddzielone były od korpusów prawdopodobnie za pomocą siekiery lub innego ciężkiego, tępego narzędzia. Wszyscy zmarli to mężczyźni w wieku od 20 do 60 lat i wzroście około 168 cm.

 

Głębokość ich grobów wahała się od 35 do 120 cm. Szczątki tych nieszczęśników przeleżały w ziemi więcej niż sto lat. Według czeskich badaczy na cmentarzu pochowano ludzi, których pokojarzono z wampirami. Istnieje przypuszczenie, iż mogli być oni ofiarami choroby psychicznej, która na pierwszy rzut oka przypominała wampiryzm.

Nie wiadomo po dziś dzień, czy ci zmasakrowani osobnicy stanowili zagrożenie dla okolicznych mieszkańców, czy padli ofiarą lokalnego zabobonu. Na śmierć w męczarniach mogły mieć wpływ tragiczne wydarzenie na terenach, gdzie ci ludzie na co dzień żyli. Zazwyczaj decydowała o tym niespodziewana śmierć jakiejś osoby w najbliższym środowisku, epidemia, pomór bydła, ale także różnego rodzaju klęski żywiołowe powodowane np. pożarem, uderzeniem pioruna itp. Uważano, iż te wszystkie nieszczęścia inspirowane są przez ludzkie upiory, co rodziło oczywisty strach przed nimi.

Jak dotąd Celakovice to prawdopodobnie jedyne znane miejsce pochówku przeznaczone wyłącznie dla osób, uważanych za "wampiry" w Europie Środkowej i Wschodniej. Zagadnienie, czy wampiryzm to anachroniczna przeszłość, czy zjawisko kwalifikujące się do normalności, czy po prostu zboczenie, należy ocenić we własnym zakresie. W 2012 w sieci znaleźć można stale wiele stron, porad i artykułów związanych z tą tematyką.

 

 

Źródła:
http://www.muzeum-celakovice.com/index.php?id=133
http://blood-luna.org/vpage/1705



Dziwne dźwięki w Rosji i w Kazachstanie

W Internecie pojawiło się nagranie rzekomo zawierające odgłosy nieznanego pochodzenia. Dźwięki trwały około 15 minut i na tyle różniły się od tak zwanego szumu miasta, że od razu zwróciły uwagę mieszkańców. To juz kolejne takie doniesienie w ciągu ostatnich kilku dni.


Pojawiło się kilka nagrań tego samego UFO z Niemiec

Gdy po raz pierwszy do redakcji portalu innemedium.pl dotarł film dokumentujący zjawisko, jakie można było obserwować nad górą Achalm w okolicy Reutlingen w Niemczech, wyglądało to na bardzo dobrze wykonane fałszerstwo. Potem jednak okazało się, że istnieją, co najmniej cztery nagrania dokumentujące to samo. Coś, co zdecydowanie nie wygląda jak helikopter zawisło nad górą.

 

Na górze Achalm znajduje się zamek o tej samej nazwie. Obiekt wyraźnie wisi nad tą budowlą. Na każdym z filmów widać, że pojazd obraca się wokół swej osi, po czym powoli unosi się, skręca a po chwili w mgnieniu oka odlatuje.

Można powiedzieć, że powyższe nagranie należy do kategorii "za dobrych”, aby było prawdziwe. Prawdopodobnie gdyby istniał jeden film każdy sceptyk mógłby powiedzieć, że jest to oczywiste fałszerstwo, ale mamy cztery ujęcia tego samego obiektu z różnych perspektyw a na dodatek są one dodane na YouTube przez cztery różne osoby posiadające konta o różnej dacie ich utworzenia.

Obserwacja miała miejsce 18 sierpnia 2012 i do dzisiaj nie wiadomo, co to był za obiekt. W świecie ufologii od razu pojawiły się sugestie, że jest to obiekt wylatujący z góry, która może kryć wejście do sekretnej podziemnej bazy. Gdyby przyjąć takie wyjaśnienie należałoby zadać pytanie o to, dlaczego obiekt wykonywał operację w świetle dnia. Być może poruszający się nim nie mieli świadomości, że można ich zobaczyć. 

 

 

 



Dziwny obiekt na niebie nad stacją arktyczną Neumayer

Nie po raz pierwszy okazało się, że nadawany w Internecie feed z obrazem transmitowanym z Antarktydy wzbudza emocje. Według wielu osób planeta Nibiru nie jest widoczna z naszej szerokości geograficznej. Dlatego zwolennicy teorii Nibiru poszukują  Antarktydzie.  Idealnie nadaje się do tego niemiecka stacja Neumayer III.