Marzec 2013

Potwierdzono, że Całun Turyński jest prawdziwy, ale nadal nie wiadomo co wypaliło na nim ślad

Według tradycji chrześcijańskiej, istnieje tkanina, w którą zostało zawinięte ciało Jezusa Chrystusa. To tak zwany Całun Turyński, który jest płótnem o długości 437 cm i szerokość 111 cm. Od jakiegoś już czasu jest on przechowywany Turynie, w katedrze św. Jana Chrzciciela.

 

Na płótnie znajdują się dwa negatywy odciśniętego okaleczonego ludzkiego ciała odciśniętego od przodu do tyłu. Niektórzy uważają, że wizerunek zawiniętego w płótno Jezusa nadrukował się na tkaninie w sposób nadprzyrodzony. Sceptycy wątpią i podejrzewają, że Całun jest średniowiecznym fałszerstwem. Oznacza to, że znajdujący się na nim wizerunek uzyskano sztucznie. Obie strony zaciekle walczy o swoją wersję.

 

I oto są nowe wyniki. Przemawiają na korzyść tych, którzy wierzą w autentyczność Całunu Turyńskiego.  Zaprezentowali je naukowcy z Uniwersytetu w Padwie. Profesor Giulio Fanti, ekspert w dziedzinie mechaniki i pomiarów cieplnych Wydziału Inżynierii Uniwersytetu w Padwie zapewnia, że płótno, z którego wykonano całun powstał w czasach Jezusa Chrystusa.  A nawet wcześniej około 300 lat przed jego narodzeniem.  Górna granica błędu to 4 wiek naszej ery.

 

Profesor i jego współpracownicy wykorzystali kryminalistyczne podejście do analizy włókna z Całunu Turyńskiego. Wykorzystano spektroskopię w podczerwieni i okazało się, że te włókna pochodzą ze starożytności. Naukowcy sugerują, że można wierzyć w wyniki mniej więcej z 95 procentową skutecznością. Sceptycy cytują badania z 1988 roku, kiedy trzy niezależne laboratoria przeprowadziły analizy tkaniny za pomocą metody datowania radiowęglowego.  I dały wynik, że całun powstał w latach 1260/90.

 

Giulio Fanti wie o tym "wyroku" na autentyczność płótna. Uważa jednak, że wyniki datowania radiowęglowego zostały zniekształcone pod wpływem ognia i wody po tym, gdy płótno omal nie spłonęło w pożarze.  Profesor Fanti swoje ustalenia opisał w książce "Tajemnica całunu" (Mistero della Sindone), napisanej wspólnie z dziennikarzem Saverio Gaeta. Publikacja książki poświęconej Całunowi Turyńskiemu odbyła się 30 marca, w przeddzień katolickiej Wielkanocy.

Foto: soren007 / 123RF Zdjęcie Seryjne

Ustalono poza tym, że odcisk ciała z przodu i z tyłu, wskazuje na to, że mężczyzna został poddany torturom, które doprowadziły do śmierci, co jest widoczne na lnianym Całunie Turyńskim. Poza tym płótno posiada wiele niezwykłych właściwości chemicznych i fizycznych, które nawet obecnie trudno jest odtworzyć w laboratorium, nie mogą się, bowiem powtarzać, a tym samym fałszować obraz na całunie. Ale to również nie pozwalają na sformułowanie wiarygodnych hipotez na temat mechanizmu powstawania tego negatywu. Do dzisiaj, nauka nie jest w stanie wyjaśnić, jak powstał odcisk ciała w płótnie. Udało się jednak wykazać, że ciało na płótnie przebywało tam nie więcej niż dwa dni. Ale pochodzenie śladu na Całunie jest głównym sekretem.

 

 

Paradoksalnie może to wskazywać, że Jezus został zabrany za pomocą jakiejś zdalnej metody przesyłania niemal rodem ze Star Trek. Ktoś, bowiem zauważył, że ślad na płótnie mógł powstać wtedy gdyby ciało było skanowane niczym w tomografie komputerowym z tym, że efektem takiego skanowania było potem zabranie ciała Jezusa i pozostawienie samego całunu z wypalonym śladem stanowiącym efekt tego wydarzenia. Inna mniej kontrowersyjna teoria zakłada, że len był pokryty jakąś substancją z pyłków roślinnych, co dało efekt zdjęcia. Jeśli jednak przyjmiemy, że ktoś za pomoca jakiejś technologii wytransferował ciało Chrystusa to można podejrzewac, że Chrześcijaństwo zostało jakoś sztucznie zaimplementowane na naszej planecie.

 

Nauka nie potrafi wyjaśnić pochodzenia wizerunku na całunie, więc lepiej dla niektórych, aby zdyskredytować ten artefakt, jako fałszerstwo, ponieważ przyjęcie innych rozwiązań albo mocno podbuduje podstawy wiary Chrześcijan lub wręcz przeciwnie nada bardziej techniczny wymiar procesom opisywanym, jako boskie, magiczne, niewyjaśnione.

 

 

 



Wkrótce odbędzie się konferencja na temat prawdy o istotach pozaziemskich

Interesujące wydarzenie zapowiadziano w Stanach Zjednoczonych. Za mniej niż miesiąc, 29 kwietnia 2013 roku ma dojść do konferencji w trakcie, której kilku amerykańskich kongresmenów, będzie świadkami ujawnienia dowodów istnienia pozaziemskiego życia.

 

Zapowiadane wyjątkowe wydarzenie odbędzie się w Klubie Prasowym w Waszyngtonie a konferencja potrwa pięć dni, czyli skończy się 03 maja 2013. Weźmie w niej udział czterdziestu naukowców i wojskowych, którzy będą zeznawać przez wiele godzin. W konferencji weźmie również udział pięciu byłych członków Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Głównym tematem konferencji będą rozmowy o ujawnieniu obecności istot pozaziemskich na Ziemi.  Mottem konferencji będzie, „Jeżeli Kongres nie zrobi swojej pracy, ludzie będą robić to sami."  Wydarzenie będzie transmitowane na żywo w Internecie i tłumaczone symultanicznie w kilku językach.  Zapowiedziano również, że cały przebieg rozprawy będzie podstawą do powstania filmu dokumentalnego pod wymownym tytułem „Zabroniona Prawda”.

 

Organizatorzy zauważają, że ostatni raz Konges debatował nad UFO w 1968 roku a od tego czasu doszło do setek tysięcy obserwacji niewyjasnionych obserwacji, których po prostu nie można w nieskończoność ignorować. Czas zadać odpowiednie pytania i dowiedzieć się w końcu jaka jest prawdziwa historia naszej cywilizacji.

 

 

 

 



Trzy podobne obserwacje UFO nad USA, Meksykiem i Europą

Dziwne jasne obiekty były widziano w kilku miejscach na świecie w dniach 27 - 28 marca 2013 roku. UFO wyglądają bardzo dziwacznie, wydaje się, że podlega jakiejś rotacji. Bardzo trudno przypisać tym obserwacjom jakieś sensowne wyjaśnienie. Zastanawia szczególnie obszar ich występowania, który obejmował aż dwa kontynenty.

 

Bardzo podobne zjawiska widziano między innymi w Amsterdamie, w Holandii. Do obserwacji doszło 27 marca 2013.

Tego samego dnia niemal takie same nagranie nakręcono nad meksykańską Tijuaną. Sam ten fakt, że zjawisko zarejestrowano jednego dnia zarówno na obszarze Ameryki Północnej jak i Europy sugeruje, że nie jest to z pewnością jakiś zaginiony balon meteorologiczny.

Następnego dnia, tj. 28 marca 2013 roku, doszło do jeszcze innej obserwacji, którą trzeba zaklasyfikować, jako kolejny przypadek niezidentyfikowanego obiektu latającego tego samego typu.

Gdy przeglądnie się nagrania wideo dostępne w Internecie szybko okazuje sie, ze tego typu dziwwne obiekty widywano juz w przeszłości i wiele filmów z lat poprzednich wydaje się przedstawiać tego samego rodzaju obiekty. nadal jednak nikt nie potrafi powiedziec co to właściwie jest.

 

 

 

 

 

 



Dyskoidalne obiekty uchwycone za pomocą kamery na ISS

Pojawiło się kolejne nagranie wskazujące na obecność UFO w pobliżu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tym razem widać coś, co wygląda jak dyskoidalny obiekt poruszający się z dużą prędkością na ziemskiej orbicie.

 

Z powodu szybkości ten przelot to właściwie ułamek sekundy. Można to łatwo przeoczyć, ale na szczęście przekazy z ISS śledzi bardzo wielu zapaleńców i dzięki nim możemy podziwiać pełne spektrum anomalii, jakie występują w pobliżu ziemskiej stacji kosmicznej.

Dopiero po bliższej analizie i odtworzeniu tego filmu w zwolnionym tempie da się zauważyć, że tak naprawdę z ziemskiej atmosfery podrywa się nie jeden a dwa obiekty. Obiekty oddzielają się następnie i odlatują w stronę przestrzeni kosmicznej.

 

 

 



Czakry w życiu i w szamanizmie

Pełnia doświadczenia jest możliwa, gdy jesteś otwarty. Ale nie może być to tylko fizyczna czy umysłowa otwartość. Każdy człowiek powinien poznać i nauczyć się otwierać swoje czakry. W kategorii "każdy" znajdujesz się również ty.

 
Jeżeli masz zamknięte, zablokowane, przymknięte czakry, nie masz subtelnej percepcji. Jako że nie masz subtelnej percepcji, nie masz również subtelnych zdolności. Ludzie chcą na różne sposoby rozwijać zdolności paranormalne. Pytam się: po co? Wystarczy dbać o to, by twoje czakry były otwarte i działały prawidłowo, a te zdolności, jakie masz osiągnąć na danym poziomie, osiągniesz.
 
To jest droga joginów. Oni rozumieją tę zasadę. Czakry są zmysłami poznania i działania. Jeżeli chcesz obudzić swój potencjał ezoteryczny, pracuj z czakrami. Jak? Tego najlepiej dowiedzieć się od specjalistów. Gdzie ich znajdziesz? Stwórz odpowiednio mocny zamiar (mana'o) a sami się znajdą.
 
Ostatnio ktoś napisał mi, ktoś znany w Polsce z tego, że zajmuje się huną, że w hunie nie ma czakr. Pomimo wszelkiej sympatii i wdzięczności za cenne teksty, muszę zganić takie twierdzenie. To po prostu bzdura. Piko to czakry. Tam, gdzie kahuni umieścili piko, ja widzę czakry, postrzegam to, nie tylko czuję. Przez lata pracy rozwinąłem dobrą percepcję czakr - nie tylko siedmiu, ale w ogóle czakr. Nie muszę polegać na teoriach, wiem gdzie leżą i jakie mają właściwości, barwy itd. I jestem przekonany, że każdy człowiek może się tego nauczyć. Ja nie urodziłem się z żadnymi zdolnościami, nie jestem nikim wybitnym.
 
Pracując z piko pracujesz z czakrą. Robiąc pikopiko pobudzasz czakrę. Piko i czakra to jest to samo. "Piko" znaczy "centrum". Czakrę nazywa się centrem energetycznym. W każdym szamanizmie są czakry, także w szamanizmach amerykańskich. Jeżeli nie ma czakr, nie ma szamanizmu, pomimo obecności bębnów, masek, całego tego folkloru itd. Mnie osobiście nie interesuje folklor. Nie jest mi do niczego potrzebny, chyba że miałby wspierać doświadczenie. Określone stroje i rekwizyty związane są z kulturą lokalną, niekoniecznie z istotą szamanizmu. Istotą szamanizmu są czakry. Nie masz kontaktu z czakrami, nie jesteś szamanem ale przebierańcem. Albo narkomanem, jeżeli to od jakichś substancji uzależniasz swoje "wizje".
 
Gdy wchodzisz na płaszczyznę czakr, widzisz, że szamanizm to coś bardzo subtelnego i zarazem uniwersalnego. To nie są stroje, to nie jest zakopywanie się w ziemi lub spędzanie czasu w szałasie potu, to nie jest nawet chodzenie po rozżarzonych węgielkach. Te wszystkie rzeczy wydają mi się dziecinne. Po co to komu? Chyba że ma jakieś walory zdrowotne lub służy jakiejś metodzie.
 
Szamanizm to patrzenie na świat również w aspekcie energii. Tym różni się szaman od bioterapeuty, że na tym nie poprzestaje, ponieważ włącza duchową stronę, duchowe istoty i inteligencje. Bioterapeucie nie wolno w ramach swojego zawodu. On nie wykonuje egzorcyzmów i nie uzdrawia energii duszy ani nie robi innych rzeczy, które nie mieszczą się w jego opisie zawodowym.
 
Szaman pracuje dodatkowo z ezoteryczną stroną, ale i on jest bioterapeutą w tym sensie, że opiera się w całości na czakrach i ciele energetycznym jeżeli chodzi o osiąganie i rozwijanie doświadczenia. Idzie dalej w stronę ciał subtelnych i ducha, ale wchodzi przez tę samą bramę, jaką są czakry. Jeżeli ty próbujesz dostać się do świata wewnętrznego, subtelnego inną bramą, jesteś włamywaczem i spotkają cię przykre, "prawne" konsekwencje. Natura ma swoje prawa i tylko głupcy chcą je łamać.
 
 
 
 


Nieznana planeta w pobliżu Słońca spowoduje wstrząsy na całym świecie?

W serwisie internetowym YouTube pojawił się interesujący film. Można na nim zobaczyć Słońce i widoczną obok plamę, jakby inną planetę. Sądząc po wielkości musiałaby być wielokrotnością wielkości Jowisza. Jest ona jednak widoczna jedynie po zastosowaniu filtra, który zmniejsza jasność światła słonecznego.

 

Zwolennicy teorii o planecie X twierdzą, że jest ona już blisko Słońca.  Jeśli hipotezy te są poprawne, na początku kwietnia na świecie należy oczekiwać wzrostu aktywności sejsmicznej. Może dojść do trzęsienia ziemi, która będzie porównywalne siłą do japońskiego z marca 2011. Obiekt tej masy musiałby wprowadzić dramatyczną nierównowagę orbit planet powodując chaos, który mógłby trwać miliony lat.

Na temat "drugiego słońca" od jakiegoś czasu toczy się w sieci ożywiona debata, w której sceptyczne obywatele, zaprzeczają jego istnieniu. Zamiast się spierać można po prostu wziąć specjalny filtr słoneczny lub maskę spawalniczą i obserwując po kilka sekund okolicę tarczy słonecznej powinno się dać to coś zobaczyć nie uszkadzając sobie wzroku. Należy jednak zachować przy tym dużą ostrożność w tego typu obserwacjach i nigdy nie patrzyć w gwiazdę gołym okiem ani za pomocą jakiejkolwiek optyki gdyż grozi to nieodwracalnym uszkodzeniem wzroku.

 

Gdyby tam rzeczywiście była planeta trzeba przyznać, że okolice Słońca to kamuflaż idealny. Ostatni przypadek komety PanSTARRS dobitnie pokazał, że Słońce swoim blaskiem skutecznie przyćmiewa wszystko w swojej okolicy nieboskłonu. Jednak nawet kometa PanSTARRS była w końcu widoczna, więc trudno uwierzyć, że może istnieć planeta, o której oficjalnie nauka nie wie a na dodatek nikt jej nie zaobserwował, podczas gdy amatorska astronomia słoneczna, jako hobby wśród astronomów amatorów ma się dobrze. To po prostu niewiarygodne, aby ktoś machnął filterkiem przed obiektywem kamery i zobaczył coś, czego nie widza tysiące znających się na rzeczy astronomów.

 

Dużo bardziej realnym drugim słońcem na nieboskłonie może być wkrótce kometa ISON, która ma mieć jasność przewyższająca Księżyc w pełni. Z pewnością wielu wizjonerów ma już przygotowane odpowiednie treści, gdy niesamowity widok na niebie nie będzie wymagał nie tylko filtrów słonecznych, ale będzie widoczny gołym okiem. Wszyscy, którzy chcieli zobaczyć drugie "słońce" na naszym niebie będą usatysfakcjonowani już w listopadzie 2013 roku.

 

 

 

 



Watykan mógł mieć kontakty z przedstawicielami obcej cywilizacji

Fakt, że Kościół jest zainteresowany możliwością istnienia inteligentnego życia pozaziemskiego jest znany od dawna. Gdy ostatnio ustąpił papież Benedykt XVI pojawiały się nawet rozmaite spekulacje kosmicznych czasami przyczyn jego abdykacji. Sugerowano między innymi, że jakiś związek ma z tym tajemnicza wiedza, którą posiadł papież.

 

Sam Benedykt XVI jeszcze w początkach swego pontyfikatu wypowiedział w trakcie modlitwy na Anioł Pański, 11 czerwca 2006 roku, intrygująco brzmiące słowa.

"Dla wierzących, wszechświat jest dowodem jedności Boga i Trójcy Świętej od przestrzeni międzygwiezdnej po mikroskopijne cząsteczki.  Wszystko, co istnieje, sięga do jednej istoty, które w swej różnorodności i wielości elementów jest w stanie ogromnej harmonii "

Według ufologów przemowa ta może być interpretowana, jako przyznanie możliwości istnienia życia pozaziemskiego. Kościół stara się też nie ignorować fenomenu UFO. Słynny teolog i badacz chrześcijańskiej demonologii Corrado Balducci stał się wręcz kimś w rodzaju watykańskiego ufologa kiedy we włoskiej telewizji rozprawiał o krzyżu z obiektów na niebie, jaki miał się pokazać 14 sierpnia 2005 roku. Zdarzenie, jakie przywołał ksiądz Balducci wystąpiło na Florydzie w USA.

 

Temat obcych cywilizacji jest niebezpieczny dla Kościoła, ponieważ dowód na istnienie innych istot inteligentnych we wszechświecie będzie niósł problem w postaci jak podejść do tych istot czy Bóg stworzył również ich? Pojawienie się obcych nastręczyłoby wiele problemów natury teologicznej i Kościół musiałby jakoś to wytłumaczyć.

Oświadczenia papieża i działalność księży ufologów może być początkiem tego procesu. Watykan może wiedzieć o UFO więcej niż nam się może wyobrazić. Nie sposób w tym kontekście nie wspomnieć postaci Cristoforo Barbato, niezależnego publicysty, który twierdzi, że istnieje coś takiego jak SIV (być może Servizio Informaziono del Vaticano), czyli kościelny wywiad złożony z jezuitów, jeden z nich przekazał mu niepokojące informacje o planecie X.

 

Opowieść Barbato brzmi rzeczywiście sensacyjnie. Twierdzi on, że podczas tego spotkania otrzymał różnorodne materiały, a później wysyłano mu pocztą film wideo, które pokazuje proces zbliżania do układu słonecznego hipotetycznej dziesiątej planety (aka Planeta X, Nibiru, Marduk). Film został podobno nakręcony w 1995 rzekomo z tajnego próbnika Siloe wyniesionego w przestrzeń za pomocą samolotu aurora. Nagranie rzekomej planety X można zobaczyć poniżej.

Warto też wspomnieć, że Watykan ma też swoje teleskopy. Na przykład wspominany przez Barbato radioteleskop, który znajduje się na Alasce, na terenie jednej z opuszczonych rafinerii. Obiekt ten jest podobno zarządzany przez specjalistów w służbie Watykanu. W grudniu 2006 roku, poinformowano również, że Kościół jest zaangażowany w utworzenie obserwatorium astronomicznego w amerykańskim stanie Arizona. Kuria Rzymska oficjalnie przeznaczyła na jego ukończenie 30 mln euro. W ramach tej kwoty powstać miały dwa potężne teleskopy, które można wykorzystać do obserwacji najodleglejszych zakątków wszechświata, w tym chmur pyłu kosmicznego, czyli potencjalnych źródeł nowych planet. Obserwacje i badania wykorzystujące nowe teleskopy przeprowadzać mieli księża.

 

Działalność opisywanego przez Barbato watykańskiego wywiadu SIV została podobno zapoczątkowana w wyniku spotkania prezydenta USA, Dwighta D. Eisenhowera z przedstawicielami pozaziemskiej cywilizacji. Spotkanie rzekomo miało miejsce w Air Force Base Muroc Airfield w lutym 1954 roku. Podobno brał w nim udział również ówczesny biskup Los Angeles, James McIntyre. Zaraz po "bliskich spotkani trzeciego stopnia", biskup idzie do Rzymu, aby zreferować o tym niesamowitym wydarzeniu papieżowi Piusowi XII.  Po wysłuchaniu biskupa McIntyre nakazał utworzenie SIV, którego zadaniem było zbieranie wszelkich informacji na temat działalności istot pozaziemskich.  Biskup McIntyre, wracając do USA, stał się głównym koordynatorem operacji przeniesienia zebranych informacji do Watykanu.

 

Ale to nie wszystko.  Z przekazanych Barbato raportów wynika, że doszło do bezpośrednich kontaktów jezuitów z SIV z przedstawicielami pozaziemskiej rasy nordyckiego typu, pochodzące z gromady Plejad w gwiazdozbiorze Byka.  Obcy ostrzegali ludzi przed kontaktem z obcymi innej rasy, z którymi Amerykanie spotkali się wcześniej na pustyni w Kalifornii. Spotkania z Plejadanami miały rzekomo miejsce dwukrotnie w Stanach Zjednoczonych, oraz dwukrotnie w Ogrodach Watykańskich, Akademii Nauk w Watykanie.  W spotkaniu brał też udział papież Piusa XII. Wszystkie informacje dotyczące wspomnianych kontaktów mają w Watykanie najwyższy poziom tajności.

 

Niestety nie sposób zweryfikować jakoś tych wszystkich sensacyjnych informacji, ale pewne informacje na temat rzekomych spotkań przedstawicieli obcych cywilizacji z przywódcami na Ziemi co jakiś czas wypływają. Sprawa UFO może być z tym bezpośrednio związana.

 

 

 



Samodyscyplina - traktuj życie jak trening

Życie jest jak ćwiczenie sztuk walki czy czegokolwiek innego. Zaczynamy od zera i stajemy się mistrzami. W czym tkwi sekret? Przede wszystkim w samodeterminacji, w samodyscyplinie. Na czym ona polega? To po prostu robienie tego, czego się naprawdę chce wbrew temu, czego nam "się chce".

 

Ciało i umysł mają różne nawyki, które płyną z i ogniskują się w ego. Będąc pod ich wpływem ciągle czekamy, aż coś nam się zechce lub czegoś nam się nie zechce. A gdzie decyzja, wola? Wola nie jest bierna, wola to chcenie. Gdy nam się chce to znaczy, że coś innego decyduje za nas. Są to ogółem mówiąc ciało i umysł.

Przestań mówić i myśleć "chce mi się", zobaczysz, że twoje życie zacznie się pozytywnie zmieniać. To sformułowanie jest bez sensu. Do istoty woli należy chcenie ze strony podmiotu, a nie podleganie jakimś chceniom. Gdy ćwiczysz np. sztuki walki twojemu ciału i umysłowi nie będzie się chciało trenować. Podobnie ćwicząc pisanie na klawiaturze czy nawet medytację.

 

Na początku im się chce, ponieważ jesteś podekscytowany nowością, zmianą, świeżym przepływem energii zewnętrznej. Później jednak, gdy będziesz musiał oprzeć się na energii wewnętrznej, pojawią się problemy. Ciało i umysł zaczną mówić NIE. Będą nawet robić swoje różne rzeczy, podczas gdy ty usiłować będziesz wykonywać jakieś ćwiczenie. To nieuniknione. Od razu się na to przygotuj. Jeżeli chcesz wziąć udział np. w moich warsztatach haipule to od razu uświadom sobie, że na początku możesz czuć się jak na haju, ale potem pojawi się ciężar odpowiedzialności.

Będziesz musiał zaangażować swoją wewnętrzną energię i narzucić ciału i umysłowi dyscyplinę. Inaczej wycofasz się, zrezygnujesz. Będzie to co prawda oznaką duchowej słabości, ale tak się stanie. Dlatego zanim wybierzesz się na moje zajęcia czy jakiekolwiek inne zapytaj się siebie: czy będę w stanie wziąć odpowiedzialność i pracować również wtedy, gdy wszystkie siły ciała i umysłu będą się temu sprzeciwiać?
Dopiero wtedy rodzi się prawdziwa szlachetność, kiedy czujemy i dźwigamy ciężar odpowiedzialności. Nie kiedy fruwamy sobie z kursu na kurs, z systemu na system, od nauczyciela do nauczyciela albo zadowalamy się książkowymi teoriami, snując złudzenie bycia kompetentnym w jakiejś dziedzinie.

Prawdziwa wiedza przychodzi dopiero z doświadczenia. A doświadczenie wymaga zaangażowania.
Jeżeli nie wiesz od czego zacząć, zacznij od wykształtowania w swoim życiu samodyscypliny. Nie musisz zaczynać spektakularnie. Wielu ludzi zaczyna spektakularnie i równie spektakularnie kończy. Wykonują niezwykłe techniki, podczas gdy nie opanowali samodyscypliny oraz podstaw, czyli zwykłych technik.
Weź sobie choćby jedną mudrę, np. Mudrę Relaksacyjną i stosuj ją regularnie. Dobrze jest zapisywać w planach tę praktykę. Możesz notować swoje doświadczenia. W piśmie jest magia, bogiem egipskim pisma był Toth, ten sam, który patronował magii.

Dla ciebie to za mało? Mudra Relaksacyjna? Phi, daj mi coś więcej, coś mocnego. Nie rozumiesz myśląc w ten sposób, że moc pochodzi z ciebie, ale masz do niej dostęp tylko wtedy, gdy jesteś zdyscyplinowany i zaangażowany. Jeżeli nie stać się na to, że regularnie będziesz wykonywał Gyan Mudrę codziennie przez tydzień lub miesiąc, to dlaczego miałbyś umieć wykonywać haipule, tybetański tsa lung lub inną, bardziej złożoną praktykę?

Dla wytworzenia samodyscypliny istotna jest organizacja. Mnisi w klasztorach tybetańskich organizują swoją praktykę. Nie robią tego, co przyjdzie im do głowy - dzisiaj to, jutro tamto. Mają swoją regułę, swój zakon. Inaczej się pogubią. U kahunów to samo, choć nauka jest bardziej zindywidualizowana. Tylko długie powtarzanie ćwiczenia przynosi trwałe efekty, a to wymaga już samodyscypliny.

Trening sztuk walki zaczyna się od podstaw. To są takie podstawy jak stanie, chodzenie itd. Od nich zależy wszystko inne. Wielki mistrz taijiquan Xiaowang Chen ciągle wykonuje podstawowe ćwiczenia i się w nich doskonali. Robią to inni, również mistrzowie tybetańscy, jogini indyjscy itd. Mistrzowie zen także biją pokłony. Nie musisz przystępować do żadnej szkoły, możesz korzystać z wielu szkół. Ale samodyscyplina jest istotna, to zasada ogólna.

Stwórz sobie własną dyscyplinę. Wykorzystaj wiedzę, którą posiadasz albo którą ktoś się z tobą dzieli. Zacznij od zera, od podstaw. Nie myśl sobie, że twoje doświadczenie medytacji jest mocne, jeżeli ćwiczysz raz na miesiąc. (A jeżeli nie wiesz co zrobić, od czego zacząć wykonuj Zaklinanie Akua lani, wiedza przyjdzie.) Jeżeli chcesz osiągnąć szczyty, zacznij najpierw od pagórków. Skoro nie umiesz nawet zdobyć pagórka, skąd złudzenie, że uda ci się wspiąć na wyżyny?

Używam tego jako przykładu. Nie popieram wspinaczki i w ogóle sportów ekstremalnych, uznaję je za egoistyczne, jak wszystko, co głupio naraża zdrowie i życie, włącznie z różnymi wycieczkami. Tybetańskie powiedzenie głosi, że tylko głupcy wspinają się po górach. Łacińskie zaś: czy jest coś piękniejszego niż siedzenie w domu? Nie oznacza to, że mamy się stąd nie ruszać. Taoizm głosi, że mędrzec nigdzie nie podróżuje a wie wszytko. Nie chodzi o ilość, ale o jakość doświadczeń. A tę najłatwiej jest rozwinąć w miejscach, które znamy najlepiej i od dzieciństwa. To są najgłębsze życiowe doświadczenia. Rezygnując z tego i szukając czegoś innego, wyrzucamy czek na miliard dolarów w błoto.

(Słyszałem kiedyś, że większość bogatych stała się takimi żyjąc w swoich miejscach urodzenia.)
Przeprowadzka? Czemu nie? Ale czy przetrawiłem już swoje najwcześniejsze doświadczenia, czy wytrenowałem się dzięki nim w samodyscyplinie, czy wyczerpałem ich ezoteryczną i duchową esencję? Czy może po prostu uciekam, choć nie muszę, z powodu żądzy luksusu i braku odwagi? Dziś wszyscy chcą się poruszać, jeździć, zwiedzać świat itd. Trening wymaga przebywania w konkretnym miejscu, w konkretnym czasie i konkretnym celu.

Lepiej zostań tutaj, pracuj nad sobą, trenuj zamiast błąkać się po świecie jako rozbitek życia. Na zewnątrz i tak nigdy, nigdzie nie znajdziesz szczęścia i prawdy, których szukasz. Przyjdą one do twojego życia wraz z duchowym treningiem. Metody to kwestia osobistych preferencji i potrzeb, warunków, wiedzy, doświadczeń, ale samodyscyplina jako zasada jest ogólna i nie da się jej wyminąć by osiągnąć prawdziwy, pełny sukces. Realizuje się go małymi kroczkami, szczegółowymi, konkretnymi - niestety na duchowej ścieżce nie ma siedmiomilowych butów. Nie ma dróg na skróty bez względu na to, co mówią prowadzący różne kursy w ramach swojej reklamy.

Wszystko musisz zdobyć siłą swojego ducha. Ciało i umysł, pełne nawyków i egoizmu są tym, co musisz sobie podporządkować, w przeciwnym razie ich energia zdominuje energię ducha. Zaczniesz wtedy mówić, że nie chce ci się ćwiczyć danej metody, ponieważ stałeś się niewolnikiem ciała i umysłu. Samodyscyplina polega na tym, że narzucamy ciału i umysłowi naszą wolę, że robimy coś mimo tego, czy nam się tego chce czy nie chce. My chcemy, innego chcenia w swoim życiu nie uznajemy.

 

 

 



Jasne UFO nad Mexico City

Kilka dni temu, 20 marca 2013 roku doszło do ciekawej obserwacji niezidentyfikowanego obiektu latającego w stolicy Meksyku. Nagranie przedstawia obiekt idealnie pasujący do określenia "latający spodek"

 

Obiekt był widoczny w godzinach popołudniowych. Z pewnością nie był to chiński lampion, ponieważ kształt był wyraźnie podłużny. Pojazd przez chwilę zawisł w bezruchu, aby po chwili zmienić kilkukrotnie pozycję i ostatecznie obniżył lot, co mogłoby sugerować, że doszło do lądowania.

Można wyrazić żal, że nie udało się uzyskac lepszej jakości zbliżenia jednak biorąc pod uwagę, że zostało ono wykonane za pomocą kamery VHS starego typu nie ma co liczyć na szczegóły w wysokiej rozdzielczości. Jednak to co udało się zarejestrować na tym nagraniu jest na tyle intrygujące, że warto o tym wspomnieć.

 

 

 



Kręgi w lodzie pojawiły się na stawie w okolicach Nowego Jorku

Mimo, że na zboże przyjdzie nam jeszcze poczekać dochodzi do zjawisk, które można klasyfikować w tej samej kategorii, co słynne kręgi widywane na całym świecie. Jednak w tym wypadku, ponieważ trwa zima, doszło do obserwacji kręgów w lodzie.

 

Takie niezwykłe regularne kręgi pojawiają się w taflach lodowych w wielu miejscach na świecie. Część z nich może być wytłumaczona, jako anomalie cieplne występujące czasami w miejscach gdzie może dochodzić do zanieczyszczeń w postaci cieplejszej wody dostarczanej do danego zbiornika.

Powyższe nagranie przedstawia całą serię kręgów, które pojawiły się na lokalnym akwenie wodnym w okolicy Eden stanowiącego przedmieścia Nowego Jorku. Szczególnie intryguje fakt, że kręgów jest wyjątkowo dużo i są tak dokładnie odwzorowane, że aż trudno w to uwierzyć, że są to przypadkowe twory naturalne. Skoro jednak nie jest to coś zwykłego jak to sklasyfikować?

 

 



Strony