Czerwiec 2013

Ludzie z Cro-Magnon mogą być potomkami kosmitów

Zagadka nagłego pojawienia się na Ziemi gatunku człowieka zwanego od miejsca odkrycia Cro-Magnon, nadal nie znalazła rozwiązania. Uczeni twierdzą tylko, że gatunek ten "wyodrębnił się" obok neandertalczyków około 40 tysiące lat temu i rozprzestrzenił się w Europie. Wykopaliska wskazują na to, że anatomicznie kromaniończycy byli niemal zupełnie identyczni z człowiekiem współczesnym. Bardzo możliwe, że w tajemnicze "wyodrębnienie się" tego rodzaju Homo sapiens zamieszane są siły pozaziemskie.

 

Sensacją naukową było podanie do wiadomości rezultatów badania kodu genetycznego neandertalczyków. Okazało się, że teorie jakoby gatunki się krzyżowały upadła a kod genetyczny Homo sapiens ma niewiele wspólnego z DNA neandertalczyków. To też cios dla uwielbianej w nauce teorii ewolucji, bo wedle niej neandertalczyk jest etapem w ewolucyjnym drzewie ludzkości. Nagle okazało się, że przodek człowieka jest po prostu nieznany.

 

Paradoksalnie rozwiązanie tej zagadki może być bliżej niż nam się wydaje. W starożytnych księgach takich jak Biblia aż roi się od opisów tajemniczych znaków na niebie, aniołów i synów bożych, którzy zstąpili z nieba i wzięli za żony córki ludzi. Wygląda na to, że nie są to bajki tylko opisy zdarzeń z przeszłości, o których kultywowano wiedzę. Oczywiście czyniono to wedle systemu wartości typowego dla niezbyt rozwiniętych społeczeństw. Trudno się dziwić, że nasi prymitywni przodkowie uznali istoty na dużo wyższym od nas poziomie rozwoju za Bogów.

 

Dobrym przykładem funkcjonowania takich wierzeń jest tak zwany Kult Cargo. Tubylcy z jednej z wysp Melanezji na Pacyfiku, którzy nie mieli nigdy styczności z białymi ludźmi byli wstrząśnięci, gdy zobaczyli nadlatujący samolot wodnopłat, z którego wysiedli odziani dziwnie dla nich ludzie o białej skórze. Potem biali odlecieli a gdy po jakimś czasie wrócili okazało się, że na wyspie rozkwita nowa religia, której początek dała właśnie ta pierwsza wizyta samolotu transportowego. Tubylcy zaczęli budować samoloty z patyków i trzciny, przy czym od razu dobudowali ideologię do tego, czego nie rozumieli.

Jest aż nadto dowodów na podobne analogie, których opisy znajdują się w Biblii. Wniebowstąpienia, tajemnicze artefakty, bóg przemawiający z przestworzy, to nosi znamiona tego samego mechanizmu. Doskonałym przykładem jest Księga Ezechiela. Zdarzenia opisywane przez tego proroka miały rzekomo miejsce w VI wieku p.n.e. Opisuje on, że w okolicach rzeki Kebar doszło do "otwarcia niebios". Widział wielką chmurę i ogień oraz "nieustanną jasność". Oto, co można przeczytać w jego przekazie  (Ez 1: 4-28):

 

„Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący (oraz blask dokoła niego), a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, (ze środka ognia). Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony. Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Oblicza (i skrzydła) owych czterech istot - skrzydła ich mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one szły; każda szła prosto przed siebie. Oblicza ich miały taki wygląd: każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze lwa, z lewej zaś strony każda z czterech miała oblicze wołu i oblicze orła (oblicza ich) i skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie. Każda posuwała się prosto przed siebie; szły tam, dokąd duch je prowadził; idąc nie odwracały się.

 

W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice. Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice. 

 

"Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło. Wygląd tych kół (i ich wykonanie) odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim. Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc. Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło. A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła. Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. Gdy się poruszały [te istoty], ruszały się i koła, a gdy przestawały, również i koła się zatrzymywały: gdy one podnosiły się z ziemi, koła podnosiły się również, ponieważ duch życia znajdował się w kołach. Nad głowami tych istot żyjących było coś jakby sklepienie niebieskie, jakby kryształ lśniący, rozpostarty ponad ich głowami, ku górze. Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie. Gdy szły, słyszałem poszum ich skrzydeł jak szum wielu wód, jak głos Wszechmogącego, odgłos ogłuszający jak zgiełk obozu żołnierskiego; natomiast gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Nad sklepieniem które było nad ich głowami, rozlegał się głos; gdy stały, skrzydła miały opuszczone. Ponad sklepieniem, które było nad ich głowami, było coś, o miało wygląd szafiru, a miało kształt tronu, a na nim jakby zarys postaci człowieka. Następnie widziałem coś jakby połysk stopu złota ze srebrem, (który wyglądał jak ogień wokół niego). Ku górze od tego, co wyglądało jak biodra, i w dół od tego, co wyglądało jak biodra, widziałem coś, co wyglądało jak ogień, a wokół niego promieniował blask. Jak pojawienie się tęczy na obłokach w dzień deszczowy, tak przedstawiał się ów blask dookoła. Taki był widok tego, co było podobne do chwały Pańskiej. Oglądałem ją. Następnie upadłem na twarz i usłyszałem głos Mówiącego."

 

Czy nie wygląda to na opis lądowania UFO? To oczywiste, że prymitywni ludzie doświadczając tak zdumiewającego zjawiska uznają to za działanie Boga tak jak samolot dla Melanezyjczyków był czymś magicznym i boskim.

 

Przypadek Ezechiela jest na tyle interesujący, że z pewnością zostanie jeszcze omówiony na tych łamach, ale teraz warto dodać, że niektórzy naukowcy zainspirowani jego opisem próbowali odtworzyć jaki pojazd widział prorok. Inżynier z NASA, Joseph Blumrich uważa, że mogło to wyglądać jak na ilustracji poniżej.

Czego to wszystko dowodzi? Po pierwsze człowiek pojawia się nagle. Nikt nie wie jak to się stało a genetyczna odrębność naszego gatunku od innych hominidów jest poważnym kłopotem dla wyznawców teorii ewolucji. Na dodatek są liczne dowody na to, że odwiedzali nas jacyś potężni "bogowie", którzy po prostu doglądali swojej trzódki.

 

Dodajmy, że intencje tych "bogów" są trudne do odgadnięcia. Trzeba naprawdę dużo dobrej woli, żeby uznać naukowy bełkot o człowieku schodzącym z drzewa w postaci małpy i cudownie ewoluującym do poziomu umożliwiającego osiągnięcie tak dużej przewagi nad przyrodą. Kolejne niewygodne dowody naukowe wskazujące na to, że oficjalna wersja historii Homo sapiens jest pełna dziur, są rugowane z przestrzeni publicznej a ludzkość utrzymywana jest w niewiedzy.

 

 



Pono, czyli boski porządek

Siódma zasada huny, czyli PONO odnosi się do boskiego, duchowego, doskonałego porządku. To porządek natury naszego bytu. To porządek naturalny, niestworzony przez umysł. Szamani łączą się z tym porządkiem i działają z nim w zgodzie. Przynajmniej próbują. Również są ludźmi. W tradycjach szamańskich istnieją jednak różne metody, pozwalające na odpowiednie harmonizowanie się z Naturą.

 

Ego w momencie problemu jest głęboko poruszone, dotknięte do samych podstaw. Dlatego żyjąc w ego czujemy się ku czemuś nierzadko popychanymi. Chcemy coś ciągle zmieniać, coś naprawiać. I bywa, że tworzymy jakiś nowy porządek, który okazuje się ostatecznie jeszcze większym chaosem niż ten, który pragnęliśmy opanować.

 

Według zasady PONO wszystko ma swoje naturalne miejsce. Wszystko jest skuteczne najbardziej, gdy jest ostatecznie zgodne ze swoją naturą. Czyli wtedy, kiedy jest sobą. Nie wtedy, gdy podlega jakiemuś zewnętrznemu procesowi przemiany. Jakiemuś założonemu przez intelekt transformowaniu się. Gdy pozostajesz takim, jakim jesteś, odkrywasz siebie takiego, jakim jesteś, i odkrywasz świat takim, jakim jest.

 

To bardzo trudne pozostać sobą w dobie tak wielkiej ilości informacji i tendencji, które odbijają się w naszych umysłach. Nie sposób pozostać sobą gdy nieustannie dąży się za tym, co zewnętrzne i kiedy uginamy kolana przed szansami, okazjami i ludźmi na zewnątrz, pozwalając się zmieniać. Nie pozwalaj się zmieniać. Bądź jak nieociosany kloc drewna. Nie przyjmuj żadnej konkretnej formy, nie identyfikuj się z nią. Nie przyjmuj konkretnej formy swojego życia - tego, jak ma wyglądać, ile masz zarabiać, jak ma przebiegać twój dzień powszedni.

 

Bądź sobą - tak dalece, jak to jest tylko możliwe. Wtedy każda chwila będzie stawać się dla ciebie przygodą samopoznania i samorealizacji. Odnosi się to również do pieniędzy. Gdy mamy problemy finansowe, wtedy często zaczynamy polegać na rozhisteryzowanym umyśle. Ego wypełnia ten umysł po brzegi. Stajemy się niecierpliwi, napaleni, tracimy korzenie i trwałość, ulegamy humorom, fascynacjom, negatywnym wyobrażeniom przyszłości. Pozwól wszystkiemu być sobą. Pozwól sobie być sobą. Tylko tak można zapoczątkować prawdziwe zmiany, które mają na celu rozwój a nie autodestrukcję.

 

 

 



Niezidentyfikowany obiekt latający w pobliżu samolotu pasażerskiego

W sieci pojawiło się nagranie wykonane z pokładu samolotu pasażerskiego linii lotniczej United Airlines. Widać obiekt, który zdaje się towarzyszyć samolotowi podczas lotu.


Nalu - genialna praktyka szamanów hawajskich

Różne sposoby praktyki szamańskiej, podobne do nalu, można znaleźć w różnych systemach. Chodzi o to, że ćwiczenie to stanowi rdzeń szamańskiego doświadczenia. Jeżeli szaman chciał rozwinąć moc i wiedzę, musiał pracować ze swoją percepcją.

 

Geniuszem szamanizmu jest zmysłowość. Choć szaman dociera do poziomu duchowego, zaczyna od zmysłów. Dlaczego? Jak pisał starożytny poeta grecki: nous widzi, nous słyszy. Innymi słowy duch widzi, duch słyszy.
Gdy rozwijasz swoje widzenie i słyszenie oraz inne zmysły w odpowiedni sposób, rozwijasz również doświadczenie duchowe.

Świadomość jest zawsze duchowa. Tylko tego na co dzień nie zauważamy. Kierujemy ją bowiem do rzeczy zewnętrznych. Nalu jest swoistym uświadamianiem sobie świadomości. W nalu nie tylko widzę przedmiot - to za mało. Pracuję jeszcze ze swoim wnętrzem. Rozpoznaję naturę świadomości i różne wzorce mentalne, kryjące się za moim postrzeganiem.

Te wzorce powodują problemy z pieniędzmi, miłością, zdrowiem, relacjami z innymi i z duchową ścieżką.
Szamani hawajscy (i nie tylko) wykonując nalu na jakimś przedmiocie umieją się do niego dostroić. To warunek, by móc coś z nim zrobić - coś na poziomie energetycznym, mentalnym i duchowym.
Nalu to nawiązywanie kontaktu na poziomie świadomości. Tylko tak można coś zmienić. Gdy dotykasz czegoś świadomością, możesz to przekształcić, zharmonizować, uzdrowić.

Sama świadomość angażuje już duchowe energie uzdrawiające. Dlatego często wystarczy tylko stać się czegoś głęboko świadomym, by popłynęły z naszego wnętrza uzdrawiające energie i dokonały uzdrowienia.
Na tym polega duchowe uzdrawianie, jakie stosował np. Harry Edwards - znany, wielki brytyjski uzdrowiciel. On nie przekazywał energii. On otwierał się i dostrajał do poziomu duchowego, a energie duchowe same uzdrawiały.

To nie oznacza, że przekazywanie energii jest niewłaściwe w duchowym uzdrawianiu. Chodzi o to, że istotą jest tu świadomość, czyli forma nalu. Gdy wykonujemy nalu na swoim wnętrzu, na duchowej naturze i jej energii uzdrawiającej, jej spokoju, ciszy, błogostanie, uzdrawiamy swoje życie, rozpoczynamy proces uzdrawiania wewnątrz i na zewnątrz. Nalu jest fascynującą praktyką pod wieloma względami. Gdy zaczynasz je stosować w kontekście różnych zmysłów zauważasz, jak ubogie było dotąd twoje doświadczenie świata i w ogóle rzeczywistości, w tym samego siebie.

Gdy dzięki nalu otwierasz się na różne aspekty świata, otwierasz się zarazem na różne aspekty siebie. Świadomość jest jedna. Gdy naprawdę jesteś czegoś świadomy, stajesz się również samoświadomy i odwrotnie. Medytacja, dhyana, zen jest pewną formą nalu wykonywanego na poczuciu "ja" i przebudzona świadomość tego "ja" (która usuwa ego) sprawia, że otwiera się również nasza świadomość świata zewnętrznego.

Stosuję nalu na co dzień i w tym momencie nie wyobrażam sobie swojego życia bez tej cudownej praktyki. Wszystkim ją polecam. Potencjał, jaki w niej się ukrywa, jest po prostu niezmierzony. Nalu to klucz otwierający wszystkie drzwi, to kamień filozoficzny, to... można mnożyć i mnożyć superlatywy. Ale nic nie da opowiadanie o smaku cytryny, jeżeli nie można jej spróbować. Opis nalu znajdziesz w książce Serge'a Kahili Kinga pt. "Szaman miejski".
 

 

 

 



Anielska postać na nagraniu z kamery leśnej

Kamery przemysłowe często rejestrują rzeczy, które potem trudno wytłumaczyć. Kilka dni temu informowaliśmy o rzekomo anielskiej interwencji w szpitalu w USA. Okazuje się, że takich świetlistych istot rejestruje się też w innych częściach tego kraju.

 

Według opisów w powyższym nagraniu właściciel lasu kilkukrotnie widział w nim nocą światła. Zakładał oczywiście, że dochodzi tam do jakiejś nielegalnej działalności w postaci wycinki należącego do niego drzewa albo kłusownictwa. Zgłaszał potem te przypadki lokalnej policji, ale z powodu braku dowodów nie miały nadanego biegu.

 

Postanowił, zatem zdobyć dowody instalując w lesie kamerę. To, co zdołała ona nagrać 4 lipca 2011 roku zupełnie go zdumiało. Jedna z klatek, wykonana o 22:54 przedstawia jakąś świetlistą postać. Zdjęcie to wynalazł słynny badacz UFO, Stephen Hannard, ale nie informuje, dlaczego pozostawało ono nieznane aż przez dwa lata.

 

Badacz wskazuje na swojej stronie internetowej, że anomalia ta posiada wyraźny zarys postaci i da się wyodrębnić twarz, skrzydła oraz jakiś przedmiot w ręce. Trudno wyrokować czy jest to rzeczywiście manifestacja zjawiska paranormalnego czy też na przykład przelot świetlika. Wydaje się jednak, że nie był to owad, a jeśli tak to wyjątkowo duży, zatem co zarejestrowano?

 

 

 

 

 

 



Jasny dysk, przypominający płytę CD, zlokalizowano na zdjęciu z Marsa

Marsjański łazik Curiosity przesłał na Ziemię kolejne kontrowersyjne zdjęcie. Tym razem na powierzchni czerwonej planety można zobaczyć obiekt, który wygląda jak płyta CD.

 

Anomalia jest widoczna na oficjalnym zdjęciu dostępnym na stronie internetowej dokumentującej dokonania łazika NASA. To nie pierwszy przypadek gdy na Marsie widać coś czego nie powinno tam być. Do tej pory widziano już cegły, deski a nawet kształty przypominające zwierzęta.

Możliwe są tylko dwie możliwości. Jeśli łazik rzeczywiście znajduje się na Marsie to wspomniane anomalie wymagają więcej uwagi naukowców i przynajmniej podania jakiegoś wytłumaczenia. Gdy wypatrzono fragment tworzywa leżący na glebie sugerowano przecież, że może to być część lądownika. Teraz po prostu nie komentuje się tych znalezisk sugerując tym samym, że nie ma w nich nic nadzwyczajnego.

Zmowa milczenia może mieć tez inne wyjaśnienie. Curiosity mógł nigdy nie dotrzeć do Marsa i jeździ gdzieś na którejś z pustyń w USA. Cała ta historia z poszukiwaniem życia na Marsie może być tylko oszustwem obliczonym na wyłudzenie pieniędzy podatników przez szefów NASA i dlatego trafiają się takie dziwaczne artefakty, które nie miałyby prawa istnieć na Marsie.

 

 

 



Kolejne przykłady wielkich obiektów w okolicy Słońca

W okolicach tarczy słonecznej pojawiły się kolejne anomalie, które wymagają komentarza. Niestety żadna z agencji kosmicznych nie komentuje tych obrazów transmitowanych przez ziemskie satelity obserwujące Słońce. Widać tam obiekty wyglądające na ogromne sferyczne pojazdy o wielkości przekraczającej średnicę Ziemi.


UFO nad Opolszczyzną w 1990 roku – wspomnienia naocznego świadka

Portal Innemdium.pl dotarł do osoby, która 09 listopada 1990 roku, była świadkiem przelotu niezidentyfikowanych obiektów nad Kluczborkiem. Oto relacja świadka.


Wzbudzanie mocy i zaufanie do siebie

Każdy z nas w życiu czemuś, komuś ufa. Ostatecznie jest to ktoś. Za doświadczeniami mocy, energii również stoi ktoś. To my sami. To nasza natura, która jest pełna możliwości i właściwości paranormalnych. W życiu polegamy na swoich umiejętnościach. Praca z mocą, uzdrawianie, istota haipule również należą do tych umiejętności.

 

Możesz nauczyć się przyciągać do swojego życia wiele rzeczy, jak pieniądze. To nie jest kwestia tylko techniki. Możesz wykorzystywać różne techniki, a nawet nie używać żadnej z nich, a rzeczy i osoby będą przyciągane. Podobnie jest z uzdrawianiem. Wiele osób uważa, że jeżeli poznają technikę, to wszystko będzie dobrze. Techniki są ważne, ale niewystarczające.

 

Mogą pomóc ci rozwinąć pewne zdolności, właściwości, lecz same w sobie nie mają mocy. Istotne jest to, by umieć otworzyć się i wzbudzić moc, by doświadczyć jej we wnętrzu. Wtedy technika jest natchniona. Moc płynie z ducha a nie z umysłu. Są techniki bazujące na umyśle, ale nie są one tak głębokie i tak odpowiednie, jak techniki szamańskie, duchowe. Do technik tych należy wykonywane przeze mnie dla klientów haipule.

 

Doświadczają oni nie tylko wpływu na ciało, co mogą zapewnić do pewnego stopnia techniki umysłowe, ale również na wewnętrzne sfery egzystencji, na relacje, na stosunek do rzeczywistości. Moc to coś innego od zwykłej energii, o jakiej na ogół się myśli - moc, o którą chodzi w szamanizmie. Huna ma dwie nazwy: "mana" i "ki". Gdybyśmy mieli podać różnicę, to jest ona taka, jak między duchem a ciałem. Energia ki to energia ciała. Nawet słowo "ciało" po hawajsku, jedno ze słów je określających to "kino" (ki-no).

 

Mana z kolei odnosi się do ducha i naszej natury. To moc pochodząca z podstawy naszego bytu, to boska, twórcza ekspresja. Warto odróżniać te dwa rodzaje siły. Obie są istotne. Istnieją jednak techniki oparte zasadniczo na energii ki, na kino, czyli na ciele. Można przekazywać energię z ciała do ciała. Można przykładać dłonie nad chore narządy. Można manipulować energią poprzez umysł.

 

Ale nie osiąga się głębi skuteczności many. Tym różni się szamanizm od niektórych metod psychotroniki. Tu wzbudzamy moc i ufamy swojej duchowej naturze. Nie manipulujemy umysłem. Ufamy, że wszystko stanie się we właściwy, doskonały sposób (zasada huny PONO). Nie twierdzę, że techniki oparte na manipulacji są niewłaściwe. Zaznaczam jedynie, że uzdrawianie szamańskie - jak wykonywane przeze mnie haipule - różni się od metod często związanych z bioenergoterapią, które przez to, że nie korespondują z duchowym, boskim porządkiem (PONO), mogą czasami wyrządzić szkodę.

 

Energia ki może być w nich przytłaczająca, obciążająca, zniewalająca. Zamknie ona przestrzeń i duchowe doświadczenie osoby uzdrawianej. Częstokroć zwiąże z uzdrowicielem, niekiedy nawet podda go jego władzy.

 

 

 



Mieszkańcy wioski w Zimbabwe twierdzą, że gobliny pobiły na śmierć małego chłopca

Jakkolwiek dla nas Europejczyków brzmi to jak kolejna z baśni braci Grimm w Zimbabwe panuje powszechne przekonanie, że istnieją złośliwe istoty zwane goblinami. Jakiś czas temu donosiliśmy o szpitalu, który opustoszał, bo nikt nie chciał tam pracować z obawy przed goblinami. Teraz doszło do przypadku śmierci dziecka w okolicy Chinamhora. Mieszkańcy są przekonani, że winne są gobliny.


Strony