Maj 2015

Dziwne zjawisko zaobserwowano na niebie nad Holandią

Na jednym ze zdjęć nieba nad holenderskim Groningen, wykonanych przez mieszkańca miasta, Harrego Pertona, widać niezwykłą rzecz. Jest to tajemnicze "UFO" świecące na zielono.

 

Autor zdjęcia twierdzi, że wykonał je 19 maja bieżącego roku. Stało się to gdy podróżował z Onlanden, na granicy prowincji Drenthe i Groningen. Perton twierdzi, że wracając do domu, spojrzał w niebo i zobaczył coś dziwnego i zaczął robić zdjęcia. Na jednym z nich, widać dziwne zjawisko, które niektórzy nazwali trochę na wyrost UFO. Faktem jest, że obiekt świeci zielonym światłem, które trudno przegapić na niebie.

 

Autor zdjęcia twierdzi, że zobaczył jakiś błysk i początkowo myślał, że to jego lampa błyskowa działa nieprawidłowo, albo na obiektywie pojawiła się jakaś kropla. Gdy po raz pierwszy zobaczył w wizjerze co udało mu się uchwycić, myślał, że to jakiś rodzaj odbicia słońca. Ale potem gdy przeglądnął to zdjęcie na większym ekranie okazało się, że jest to coś trudnego do wytłumaczenia.

Jeśli można by się było pokusić o hipotezę co to mogło być wydaje się, że w tym konkretnym przypadku można zasugerować, że jest to na przykład jakiś portal podprzestrzenny, albo po prostu nie znane jeszcze nauce zjawisko naturalne.

 

 

 



Każdy ma prawo być człowiekiem ? Globalne plany UFO-nautów i UFO-sonów ?

Jeżeli zmiennokształtne UFO byty to istoty planujące zrobić na Ziemi rewolucję tak by wprowadzić jeden światowy porządek, zwany NWO, a potem jeden światowy rząd, o którym informują nas UFO kontakterzy, to sprawa wygląda poważnie. Jak państwo wiedzą z różnych UFO opracowań istoty z pojazdów NOL chcą także wprowadzić na Ziemi hybrydy ludzko ufonautyczne, a może i inne.

 

Bosko ludzka miłość ma być zastąpiona technologią (kosmitów), zamiast rodzin mają być probówki i inkubatory. Do tego celu mają służyć im tajne organizacje duchowe, które są narzędziem w ich rękach ! Uznany wybitny polski naukowiec, doktor Stanisław Krajski, zajmujący się tymi organizacjami, stwierdził w jednej ze swoich wypowiedzi, że czołowi przywódcy tych stowarzyszeń otrzymują bezpośrednie rozkazy od nierozpoznanych stworzeń duchowych. W mojej ocenie można podejrzewać, że są nimi istoty zwane ufonautami.

W przepowiedni proroka Daniela znajdujemy opis przyszłego światowego rządu hybrydalnego. Nie wiemy czy cały będzie złożony z hybryd czy tylko część, nie jest to teraz istotne. Byty UFO zdają się być wykonawcami jakiegoś planu, który prawdopodobnie spowoduje, że na Ziemi znowu pojawią się istoty zanieczyszczone genetycznie !
Aby to wszystko wprowadzić potrzebna jest ufonautom zmiana normalności ludzkiej, takiej jaką jeszcze mamy na Ziemi, na rzeczywistość ufologiczną, stworzeń nazywanych również gnomami, elfami i innymi syrenami, czyli taką gdzie Boskie prawa moralne, stworzone i przeznaczone dla istot tego wymiaru i tej planety przestaną funkcjonować, a zastąpione będą jakimiś innymi, na przykład ufo-genetycznymi, odmiennymi od ludzkich i pozbawionymi moralności ! Tajne organizacje duchowe muszą więc starać się zmienić człowiecze prawa na prawa hybrydalne, czyli na przykład homoseksualiści muszą być uznani za normalnych, a przecież wiemy że, ludzie ci borykają się z problemami natury umysłowej, wielu z nich nie ma pewności do czego służą określone ludzkie narządy, jak się nimi posługiwać.
Następnie tajne światowe władze muszą zmienić normalne związki małżeńskie na te wypaczone, na przykład dwie kobiety mające problem z percepcją człowieczeństwa, z zachwianą umysłowością odnoszącą się do cielesności i moralności ludzkiej, mają się żenić, ma tak się dziać bo jednej z nich się wydaje, że jest mężczyzną, a druga w to wierzy ! Oczywiście to nie wszystko, wiemy że są jeszcze gorzej zachwiani psychicznie ludzie zwani GENDEROWCAMI, ci obcinają sobie pewne narządy rozrodcze, by uznać się za kobiety lub mężczyzn a nawet za obojnaków (UFO bezpłciowość?), okaleczają się zapewne w wyniku problemów umysłowych, lub jak część badaczy podejrzewa, bo zostali tak zaprogramowani genetycznie (oraz duchowo - demonicznie !), choć może to wynikać i z tego, że posiadają inną narzuconą im (paranormalnie) umysłowość, pragną tak jak ufonauci się zmieniać, na życzenie chcą być kimś innym, przybrać inne ciało ?! (W skrajnych przypadkach stać się innymi istotami !)
Ujmując to w kilku zdaniach, chodzi o to by uznać chorobę umysłową za zdrowie, ludzi szalonych za w pełni władz umysłowych, a w rezultacie hybrydy za LUDZI ! Wyżej wspomniane organizacje starają się tak zmienić ludzką normalność żeby uznać nienormalność za coś normalnego. Możliwe iż taki jest plan, ponieważ w przyszłości mają pojawić się na ulicach hybrydy ufo ?
 
Gdy społeczeństwo odpowiednio zmanipulowane, z zaprogramowanymi umysłami nie będzie się takiej sytuacji sprzeciwiać i dziwić, nienormalność UFO hybrydalna zostanie przez rządy masońskie prawnie uznana za normalność, tak jak obecnie prawnie sankcjonuje się małżeństwa jednopłciowe, a nawet DNA manipulacje, nazywane edycją genetyczną ludzkich zarodków ! Wówczas to globalne społeczeństwo przyszłego jednego rządu światowego stanie się zasymilowane do cywilizacji UFO, tak bardzo upragnionej przez większość fanów UFO hobby.
Przytoczmy tu słowa znanego wszystkim francuskiego ufologa.
(...)Dr Jacques Vallee uważa, „iż istnienie zjawiska UFO można by przypisać szeroko zakrojonej akcji, mającej na celu manipulację masami i prowadzonej za pośrednictwem licznych środowisk towarzystw ufologicznych, których twórcy utrzymują, że nawiązali kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi. (...) Po przeprowadzeniu wnikliwego wywiadu, który zaprowadził go w poszukiwaniu Melchizedecha aż do tunelu paryskiego metra, nabrał głębokiego przekonania, że wszystkie tajemne sekty oraz ci wszyscy, którzy utrzymywali z nimi jakieś kontakty, wydają się manipulowani przez jedną i tę samą, centralną, bardzo bogatą i silną organizację ('apokaliptyczną bestię'), której celem jest zniszczenie zachodniej kultury i zastąpienie jej czymś w rodzaju dyktatury religijnej lub militarnej'.(...)
 
(Poniżej UFO istota, czy gnom ukazujący się jako byt UFO ?, widziany i naszkicowany przez ofiarę porwania, słowo gnom to synonim krasnoludka)

Czy nie dlatego te skryte organizacje atakują obecnie Kościół Katolicki, który w mojej ocenie jest jedyną ostoję normalności ludzko-chrześcijańskiej, a ta jest zgodnie z tajemniczą nazwą Jezusa - Syna Człowieczego, CZŁOWIECZĄ ?! Jak pisałem wcześniej niemieckie duchowe towarzystwa są jednymi z głównych niszczycieli cywilizacji, kultury i normalności ludzkiej. Wiemy to z własnej historii, że zabijali inne narody by narzucać swoje chore ideologie, wydaje się, że nie inaczej jest i obecnie !

 

Poniżej kompilacja UFO grafiki, widoczny jest tam znany wam naukowiec prof. David M. Jacobs, słynący ze swoich zaawansowanych badań nad hybrydyzacją)

Ostatnimi czasy kardynał Reinhard Marx (na zdjęciu) ocenił, że Kościół katolicki musi być w obecnych czasach bardziej "otwarty" dla wszystkich ludzi, bo ważne jest to, co nas łączy, a nie co dzieli. Natomiast inny Niemiec, Mathias von Gersdorff ze Stowarzyszenia Tradycja, Rodzina i Własność, stwierdził że takie poglądy „oznaczają zgodę na otwarcie drzwi antykościelnym prądom”.
Niemiecki kardynał stwierdza również, że „Należy przygotować w katolickich parafiach, związkach i ruchach kulturę akceptacji, dzięki której każdy będzie mówił własnym językiem, ale będzie rozumiany.” Następnie wylicza ludzi, których Kościół ma zatwierdzić, by w dalszej perspektywie byli na równi z ludzmi porządnymi: „Zielonych” i „czarnych” [polityków CDU/CSU – dopisek redakcji Polonii Christiany, z której pochodzi cytat, prosimy o wybaczenie i wyrozumiałość redakcję], homoseksualistów i heteroseksualistów, rozwodników, uchodźców…” ( a kiedyś i UFO stwory GMO ? dopisek mój)
(Poniżej kompilacja starożytnej UFO ingerencji w ludzki genom)
 
Oczywiście pojawiły się głosy sprzeciwu, inny Niemiec Von Gersdorff wskazuje, że kardynał Marx mówiąc o "homoseksualistach" i "heteroseksualistach" akceptuje nowomodny podział ludzi podług ich orientacji seksualnej, wzywa też do akceptacji „Zielonych", a ruch ten, jak przypomina von Gersdorff, jest w Niemczech najzagorzalszym zwolennikiem wprowadzenia do szkół i społeczeństwa ideologii gender, która w ocenie papieży i wielu biskupów jest atakiem na sam rdzeń chrześcijańskiego obrazu człowieka.
"ja też jestem człowiekiem..."
 
Duchowy matrixowiec", który w roku 2005 odszedł do 'domu Ojca gdzie jest wiele mieszkań'; Ew. Jana 14:2 )
Niezwykłym dowodem potwierdzającym pewne założenia duchowej archeologii, dotyczącej strefy badań nad istotami anielskimi ale i demonicznymi, jest biblijny cytat, w którym jeden z apostołów wypowiada się w duchu czasów Noego. Dzięki licznym filmom, w tym opracowaniu Michaela Heisera w temacie istot zwanych strażnikami, oraz czasów sprzed potopu, zdają sobie państwo sprawę, iż w starożytności działy się bardzo dziwne rzeczy, że wtedy jak i dzisiaj ludzie doświadczali innych humanoidalnych bytów.(Następna kompilacja wyjaśni państwu zagadkę tajemniczego przesłania duchowych organizacji o przyszłej ludzkości hybrydalnej…)
"A kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do nóg i oddał mu pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: Wstań, ja też jestem człowiekiem" Dzieje Apostolskie 10:25
 
Wielu humanistów sądzi, że nie wystarczy być humanoidem by uznać kogoś za człowieka ? Możliwe że wszyscy tu na tej planecie uczymy się być ludzmi. UFO-logiczny ruch Nowej Ery głosi nawet, że wszyscy tu skądś przybyliśmy. Podobnie chrześcijaństwo twierdzi, iż jesteśmy na tej planecie tylko przechodniami, przelotnymi pielgrzymami, udającymi się do innej rzeczywistości. Dlatego chciałbym zaproponować państwu wspaniałe rzważania potężnego starożytnego duchowego matrixowca, św. Augustyna:
„I oto niemowlęctwo moje już dawno umarło, a ja żyję. Ty zaś. Panie, który żyjesz zawsze i nic w Tobie nie umiera, ponieważ przed zaraniem wieków i przed tym wszystkim, co poprzednim można nazwać, Ty istniejesz i Bogiem, i Panem jesteś tego wszystkiego, co stworzyłeś. W Tobie trwają przyczyny całego nietrwałego świata, pozostają niezmienne początki wszystkiego, co zmienne, i żyją wieczne zasady wszystkich niepojętych i doczesnych rzeczy. Powiedz mi, Boże, błagam Ciebie, Ty miłosierny — mnie nędznemu, powiedz mi, czy niemowlęctwo moje nastąpiło po jakimś innym już minionym okresie życia mego?* Czy może był to ów okres, który spędziłem w łonie matki mojej? Albowiem i o tym mi nieco mówiono i sam widziałem ciężarne niewiasty. Co jednak przedtem było, Słodyczy moja, Boże mój? Czy byłem gdzieś albo czy byłem kimś? Nie mam bowiem nikogo, kto by mi o tym powiedział; nie umieli mnie o tym pouczyć ani ojciec, ani matka, ani doświadczenie innych, ani własna pamięć. Czy śmiejesz się ze mnie, że się o to pytam i każesz, bym Ciebie za to, co wiem, chwalił i Tobie wyznawał ?
 
Wyznaję Ci, Panie nieba i ziemi, wielbiąc Ciebie za te pierwsze chwile istnienia i niemowlęctwo moje, których nie pamiętam. A pozwoliłeś, żeby człowiek o tym okresie swego życia snuł przypuszczenia na podstawie obserwacji innych, a nawet wierzył w wielu sprawach powadze niepoważnych niewiast. Byłem bowiem i żyłem wtedy także, i już pod koniec niemowlęctwa szukałem znaków, którymi mógłbym ukazać innym moje chęci. Skądże pochodzi takie stworzenie, jeśli nie od Ciebie, Panie? Czy jest taki mistrz, który by stworzył siebie samego? Czy bodaj jedna żyła, którą płynie w nas byt i życie, ma gdzie indziej swe źródło niż w Tobie, Panie, który nas stwarzasz i dla którego nie ma różnicy między bytem a życiem, bo najwyższy byt i najwyższe życie są tym samym…”
(Poniżej kompilacja ufo grafiki, pierwsza z lewej to prawdziwy rysunek UFO hybryd, narysowany przez porwanego)
Pogląd że ktoś wyglądający na człowieka nie musi nim być, był prawdopodobnie dobrze znanym w czasach prehistorycznych. Wiedziano wtedy że małżeństwo humanoidów tej samej płci nie jest małżeństwem ludzkim ! (Zgodnie z Boskimi prawami zawartymi w Biblii !”Nie będziesz łączył dwóch gatunków bydląt. Nie będziesz obsiewał pola dwoma rodzajami ziarna. Nie będziesz nosił ubrania utkanego z dwóch rodzajów nici” Księga Kapłańska 19:19) Że hybryda humanoidalna nie jest genetycznie poprawnym człowiekiem, że życie takich stworów nie jest życiem ludzkim, dlatego część badaczy sugeruje, iż istoty te w starożytności naśladowały bycie ludzmi ! Pojawiają się nawet opinie części biblistów, że o tym właśnie opowiada tajemniczy urywek Ewangelii, że ONI (chybrydy DNA ?) starali się jeść, uczyli się pić, naśladowali ludzi i tak jak obecni homoseksualni się żenili i za mąż wychodzili:

"A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego." Ewangelia Mateusza 24:37

„…i nie spostrzegli się…”  O kim mówi Jezus ?  Kim są ONI, którzy się nie spostrzegli ?

Film który całościowo podchodzi do tajemnicy zjawiska humanoidów z innego wymiaru, to wcześniej znana państwu dwuczęściowa produkcja, teraz połączona w jedno, bardzo polecam wszystkim, którzy nie widzieli jej jeszcze:

 

 

 

 



W okolicach Lwowa 26 dzieci zasłabło podczas modlitwy o pokój

Co najmniej 26 dzieci straciło przytomność podczas modlitwy o pokój na Ukrainie w gimnazjum w miejscowości Ożidow (ukr. Ожидов)w okolicy Lwowa, podaje gazeta Wiesti.


Drewniana statua sprzed 10 tysięcy lat może zawierać zakodowaną wiadomość o początkach ludzkości

Tak zwany Szigirski Idol (Шигирский идол) to drewniana statua, która jest niemal dwukrotnie starsza niż egipskie piramidy. Jej wiek jest szacowany aż na 10 tysięcy lat. Rosyjscy eksperci uważają, że artefakt może mieć w sobie zakodowane informacje o powstaniu ludzkości.

 

Szigirski Idol jest prawdopodobnie najstarszą drewnianą statuą na świecie. Został odkryty 24 stycznia 1894 roku, w torfowisku Szigir na Uralu, około 100 km od Jekaterynburga, gdzie spoczywał na głębokości 4 metrów. Badania w tej lokalizacji zaczęły się 40 lat wcześniej, po odkryciu wielu obiektów prehistorycznych podczas prac w znajdującej się tam odkrywkowej kopalni złota.

Od lutego bieżącego roku, w Niemczech trwają badania, które mogą pomóc w ustaleniu precyzyjnego wieku tego niezwykłego znaleziska. Może uda się też rzucić nieco światła na temat prawdziwego charakteru tego artefaktu. Niektórzy spekulują, że pokryty symbolami 2,8 metrowy pomnik może się okazać jednym z najważniejszych odkryć w historii najnowszej.

Statua o siedmiu twarzach ma potencjał, aby spowodować konieczność przepisania naszych podręczników historii i sposobów myślenia o prehistorii. Naukowcy sugerują, że może ona zawierać zakodowane informacje na temat stworzenia świata i pochodzenia człowieka.

 

 



W Chinach tysiące osób widziało na niebie spiralę światła

W Chinach wielu świadków zaobserwowało niezwykłe zjawisko. Na niebie pojawiło się coś jak świetlista spirala. Obserwacje tej  niezwykłej anomalii prowadzono na dużym obszarze, od północno-zachodnich Chin aż po Mongolię Wewnętrzną.

Zdarzenie miało miejsce w nocy 23 maja. Chwilę potem, chińskie portale internetowe zostały zalane licznymi zdjęciami zaobserwowanej anomalii. Widać na nich wiązkę światła lecącego na ciemnym niebie.

Jeden z ekspertów wojskowych powiedział, że takie struktury są najczęściej tworzone przez ludzi i nie występują naturalnie. Świadkowie sugerowali, że obiekt znajdował się na wysokości przynajmniej 10 km.

Wielu internautów sugeruje, że ta wiązka światła to, albo nowy typ statku kosmicznego albo pocisku balistycznego testowanego przez chiński rząd.
 

 



UFO wysysa wodę z amerykańskiego jeziora

Pilot małego samolotu lokalnych linii lotniczych podczas podejścia do lądowania na lotnisku w hrabstwie Nevada w Kalifornii, zobaczył niezidentyfikowany obiekt w kształcie spodka unoszący się nad sztucznym jeziorem Scotts Flat Lake. Od obiektu do jeziora ciągnęła się przezroczysta linia. Wyglądało to tak jakby UFO wyciągało wodę z jeziora.

 

Z tego co wiadomo do zdarzenia doszło w połowie maja. Drugi pilot wspomnianego samolotu, który też był jego świadkiem, próbował skontaktować się z UFO za pomocą radia, ale nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Jak wynika z jego słów zdał sobie wtedy sprawę, że to nie może być inny samolot, ani helikopter.

Jak wynika z dodatkowych informacji, niezwykły obiekt widzieli również turyści z pobliskiego kempingu oraz wędkarze. Niektórzy ufolodzy zadeklarowali, że zdjęcie wykonane przez pilota to dowód na to, że obcy podbierają wodę, której w Kalifornii jest mniej niż potrzeba. A może po prostu UFO zatankowało w taki sposób?

Jezioro Scotts Flat Lake znajduje się na wysokości 940 m w rezerwacie Tahoe National Forest of Nevada County w Kalifornii, około 10 kilometrów od miasta Nevada City i zajmuje powierzchnię 340 hektarów. Kwestia UFO wysysającego zeń wodę jeszcze długo będzie przedmiotem analiz rozmaitych specjalistów od zjawisk paranormalnych.

 

 

 

 



Już za 200 lat ludzie będą w stanie pokonać śmierć

Według naukowców z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, w ciągu najbliższych 200 lat ludzkość będzie w stanie pokonać śmierć z pomocą technologii komputerowych. Ludzie staną się cyborgami i zatrzymają umieranie. Naukowcy są przekonani, że krok ten będzie największym w dziejach ewolucji od momentu powstania życia na Ziemi.


Rydwany Bogów - czyli opowieść o kosmonaucie z Palenque

Modelarz Paul Francis, znany z prac do filmów takich jak „Człowiek przyszłości” (1999), Blade: Wieczny łowca II (2002) oraz wielu innych, postanowił wykonać model przestrzenny z reliefu Majów, przedstawiający osobę siedzącą w dziwnym pojeździe (rydwanie). Naukowcy badający ów relief twierdzą, że płyta nagrobna przedstawia wędrówkę władcy majów do świata umarłych.

 

Paul Francis, który nie tak dawno wystąpił w jednym odcinku serialu „Starożytni kosmici” jest zdania że relief z płyty w Palenque przedstawia prawdziwy pojazd do poruszania się w próżni. Udowadnia to pokazując na modelu, do czego musiały być używane niektóre odtworzone przyrządy i instrumenty pokładowe.


Zwraca szczególna uwagę na przyrząd do oddychania umiejscowiony na wprost twarzy pilota, połączony giętką rurą z komora w której prawdopodobnie musiał znajdować się tlen. Inny przyrząd znajdujący się pod prawą stopą i wyglądający jak współczesny pedał gazu, musiał być używany do zwiększania/zmniejszania siły ciągu silnika rakietowego, który umiejscowiony jest na końcu pojazdu.


Pojazd wykonany przez niego własnoręcznie w jego własnym studio „ Researcher/Model Maker – Lucas Francis Studio” przedstawia się imponująco, co widać na załączonych zdjęciach. Nasuwają się pytania, jak powstał ten relief ? Czy jest to tylko wizja artysty, czy też odtworzony ze szczegółami  prawdziwy pojazd widziany przez artystę z tamtych czasów na własne oczy ?

 Paul Francis zaproponował również swoje własne rozwiązanie zastosowania dziwnych kamieni z ruin w Tiahuanaco. Uważa że niektóre kamienie mają taki kształt, że łącząc je w długi ciąg, można z nich ułożyć linie startową dla pojazdów latających, takich, jak modele odkryte w Bogocie (Kolumbia). Te miniaturki wykazują zaskakujące podobieństwo do współczesnych samolotów, a nawet promów kosmicznych.


 

Źródła:

http://www.modelermagic.com/?cat=396

http://www.dossierx.nl/onverklaarbaar/high-tech-rond-de-bouw-van-puma-punku.html

http://innemedium.pl/wiadomosc/sarkofag-krola-majow-pacala-zawiera-wizerunek-rakiety-kosmicznej

https://www.youtube.com/watch?v=gwTFWrl1THA&ab_channel=AlternativeView

 



Upiorne widmo ukazało się na fotografii brytyjskiego wędkarza

Brytyjski wędkarz Wayne Foulkes z Wrexham w Północnej Walii był przerażony, kiedy przeglądał zdjęcia, dokumentujące rekordowy połów, pisze Mirror.


Obcy - Brutalna Prawda - część IV

Jak już doskonale wszystkim poważnym ufologom wiadomo, żadnych hipotetycznych Obcych z kosmosu nie ma. Nie ma, nie tylko dlatego, ponieważ nie ma absolutnie żadnych przesłanek aby tak sądzić, ale również dlatego, ponieważ… ech, no… ich nie ma. Gdyby bowiem Obcy byli no to… byliby. Wszędzie. Co chwilę oglądalibyśmy w telewizorni żenujące i obleśne macanki Bronków z szarakami, codziennie można by iść z Plejadanem na browarek, aby przy jakimś żubropodobnym sikaczu pogawędzić sobie o kosmosie i tak dalej.

 

Pozostałe wiadomości wypełnione byłyby bez reszty rasistowskimi wypowiedziami Ziemian skierowanymi pod adresem kosmitów, którzy byliby przecież inną niż ziemska rasą – a więc o problemy rasowe nie byłoby nawet potrzeby się martwić – one byłyby tematem numer jeden każdych, jednych ziemskich wiadomości. Papież miałby oczywisty żal, że szaraki nie modlą się do Maryi i nie są bierzmowani, patriarcha Rusi obłożyłby ich klątwą, potem oczyścił z zarzutów a jeszcze potem sportretował i gonił na jarmarkach w formie świętych ikon,

 

Dalaj Lama nasłałby na nich z kasztoru Szaolin jakiś turbo mnichów, ojciec Rydzyk pokryłby się toksyczną pianą na samą myśl, że pojazdów Plejadanów nie może pokropić jak policyjnych radiowozów, Wałęsa poruszyłby ziemię, niebo i każdą jedną śrubkę swoim śrubokrętem aby z kosmitami sparzyć jedną ze swoich córek, kombatanci wylaliby swoje żale, że kosmici nie pomogli im podczas kampanii wrześniowej, koczownicy chcieliby od razu wrobić przybyszów w Plan Balcerowicza Dla Plejadanów oferując im jeden ze swoich lichwiarskich kredytów, z kosmicznymi odsetkami naturalnie, Donald Tusk sprzedałby im natychmiast Kolumnę Zygmunta i parę hektarów ziemi za miastem – ten błotnisty kawałek między Odrą a Uralem - którego nie udało się sprzedać jego dziadkowi, kiedy był tam na wycieczce z niemieckim biurem podróży… Wehrmachtem, Lufthansą a może Luftwaffe… dokładnie już nie pamiętam jaki to był przewoźnik… problemów jak widać byłoby co niemiara i chyba najbłahszym dylematem kosmitów, byłaby bezinteresowna nienawiść kiboli, spowodowana tym, że szaraki nie uznają prostego faktu, że Cracovia jest Pany (a Lech zdechł) albo że Ruch Chorzów.

 

Nie można też pominąć oczywiście nieuniknionych problemów z celebrytami: Kukiz napisałby piosenkę-hymn dla Marsjanów i zrobił majdan ufoludkom na pokładzie statku-matki, Sikorski założyłby tam lożę masońską Wielki Wschód Oriona i założył obrzędowe fartuszki wtajemniczonym szarakom, pierwsza dama by ich obrzezała i nawróciła na judaizm aby naczelny rabin Polski mógł objąć urząd naczelnego rabina Drogi Mlecznej Wraz Z Asteroidami, Al-Kaida wujka mulata Obamy deportowałaby paru kosmitów z powrotem w kosmos przy pomocy wielbłąda-pułapki a resztę umieściła w tajnym obozie koncentracyjnym dla Talibów pod Klewkami, gdzie poddała ich przesłuchaniom razem z całą resztą nielegalnych emigrantów z Wielkiej Niedźwiedzicy i Azerbejdżanu, straż miejska ani chybi założyłaby im blokady za nieopłacony parking i zrobiła zdjęcia z fotoradarów, komornik zająłby ich statki i wystawił na przetarg – ustawiony rzecz jasna bo licytację wygrałby zięć Donalda żyjący póki co na kocią łapę z Kasią – a Ozajasz Goldberg nadałby im obywatelstwo i polskie nazwiska a potem kazał głosować na siebie czyli Korwina Mikkego, bo jak nie to im poodcina ręce, przylgi macki oraz nogi – tak jak chciał przykładnie obciąć własnej córce Korynnie, kiedy wyniosła skrzynkę narzędzi z Castoramy nie płacąc za te duperele przy kasie, i tylko ochroniarze go przed tym aktem barbarzyństwa (płaceniem za towar) powstrzymali, żydzi uświadomiliby szaraków, że są gojami i pozwali ich o zwrot mienia pożydowskiego – wszechświata, który jehowa stworzyła wyłącznie dla narodu wybranego i że są na to kwity, które z holokaustu i potopu ocalały. Kwaśniewski przeprosiłby reptilianów za zbrodnię Szewczyka Dratewki pod Wawelem, żydów za szaraków, a szaraków i żydów za te grube jak Merkel nieporozumienie z krematoriami… problemom i przeprosinom nie byłoby końca normalnie…

 

I teraz już chyba widać, że gdyby kosmici byli – byłyby kosmiczne problemy – problemy zupełnie nieznane w innych niż demokracja ustrojach. Problemy takie, że łeb mały.

No tak czy nie tak?

Na całe szczęście nie musimy wcale gdybać, bowiem żyjemy w przeszczęśliwym wolnym od kosmitów i kosmicznych problemów kraju, gdzie w ogóle nieznane są tego typu kłopoty. I właśnie dzięki temu możemy się zająć na spokojnie Obcymi, którzy… istnieją.

 

Istnieją, albowiem w odróżnieniu do powyższych są wszelkie możliwe przesłanki oparte nie tylko na logice i zdrowym rozsądku ale również na bardzo licznych relacjach podróżników, pasjonatów i badaczy, kierujące naszą uwagę na ziemskie pochodzenie tak zwanych Obcych. Przypomnę tylko, że hipotetyczne kosmiczne pochodzenie Obcych jest  wyłącznie wynikiem ich własnych zapewnień oraz urojeń ich ziemskich kolaborantów – koczowników sprawujących na Zachodzie tymczasową władzę. To że ziemskie kolaboranckie pasożyty zawsze kłamią – to doskonale wiadomo. Kłamią, ponieważ mają w tym swój żywotny interes, od którego zależy ich nędzna egzystencja - ich dalsze pasożytowanie. Dlaczego więc kłamią również obcy?

 

No cóż, obcy również… zawsze kłamią. To wręcz uniwersalna, kosmologiczna norma przy jakichkolwiek kontaktach lub rozmowach na linii obcy-swoi. Zawsze i wszędzie w takich sytuacjach obcy kłamią, bowiem także mają w tym swój własny – bardzo kolidujący z tubylczym – interes. Konkwistadorzy okłamali Indian, USA okłamały Irak, Zachód okłamał w 1939 Polskę, Tusk, Wałęsa, Balcerowicz i reszta obcej bandy również okłamali rdzennych Polaków, obcy pustynni afrykańscy pseudo kapłani okłamali naiwniaków o życiu… he he PO ŚMIERCI (to jest normalnie jakiś mega idiotyzm wszechczasów)… dlaczego więc obcy nie mieliby okłamać generalnie całej ziemi?

Hę?

I dlatego właśnie kłamią. Podczas spotkań z Ziemianami nieustannie bredzą o swoim pochodzeniu z gwiazd, galaktyk, innych gęstości albo ojoj… innych wymiarów. I stąd prosty wniosek że oni, aby przetrwać wręcz muszą tak kłamać, bo w każdym innym przypadku – gdyby uczciwie powiedzieli, że pochodzą spod ziemi i stamtąd porywają tubylców do pseudo medycznych badań – raz dwa dostaliby trutkę na krety w te swoje tunele albo wręcz bombkę atomową, aby odszczurzenie nastąpiło w tych norach generalne i w wyniku wstrząsów skorupy – szybko pospadałyby im berety z bani na samą tylko złowrogą myśl o wszczynaniu z nami wojen lub jakimś porywaniu.

To popaprańcy innymi słowy i są popaprani, ponieważ po pierwsze, od zawsze byli nie bardzo skoro ich pod ziemię wygnano, a po drugie, po naszej stronie ziemskiej skorupy także od zawsze wypędzano zewsząd na przykład żydów i Cyganów. Tak samo było w przeszłości i w dawniejszych czasach dokładnie w ten sam sposób pozbywano się plemion lub jednostek społecznie nieprzystosowanych. Wygnanie czyli banicja protoplastów naszych starych dobrych Obcych, to zapewne najstarsza ziemska kara jaką kiedykolwiek stosowano. Kara działająca doskonale zresztą nawet po dzień dzisiejszy, no bo czyż nie banuje się na forach obcych troli? Czy na całym świecie nie wypędza przy pomocy bana z portali jednostek lub grup wrogów o obcej orientacji? Czy nie zabrania się powszechnie w ramach najprzeróżniejszych sankcji wstępu to temu to tamtemu osobnikowi do danego kraju?

No właśnie.

Skazanie na banicję działa proszę ja was – jest to długa i świecka tradycja na Ziemi - i dlatego właśnie aby tej kary uniknąć… obcy ZAWSZE OBOWIĄZKOWO kłamią. Grozi im po prostu… wygnanie!

Jeśli ktoś w tym momencie zdał sobie sprawę, że przez całe życie był przekonany o kosmicznym pochodzeniu Obcych, niech sobie dla własnego dobra zda też sprawę, że był… właśnie w tym celu starannie programowany. Uwierzcie, dużo lepiej jest się pogodzić z prawdą – choćby była ona gorzka - niż dalej żyć złudzeniami. Im szybciej drodzy ale naiwni jak dzieci „ufolodzy” zejdziecie z nieba na ziemię, tym mniejszych obrażeń dostąpią wasze umysły w ogólnym bilansie.

Uwierzcie proszę… bo jak nie uwierzycie czeka was bardzo żałosny i bardzo smętny los katodebilków – tych są już pierdyliony na Ziemi, ponieważ od ponad tysiąca lat są starannie okłamywani, że będą żyli wiecznie bla, bla… i nie będą bla, bla, bla… chorowali ale pod jednym małym warunkiem, czyli że… jak umrą - najlepiej w wyniku choroby… buahahahaha… oj wy sieroty… nieważne.

Obcy jeszcze nie zrobili co prawda aż takich spustoszeń w głowach ufologów jak pseudo kapłani tej katolickiej dżumy w główkach katolików, bo w odróżnieniu od tamtych kłamią zaledwie od kilkudziesięciu lat no ale… jadą z koksem równo – świat obecnie jest zalewany relacjami ze spotkań z Obcymi, szemrane i jakieś pogięte na maksa „autorytety” typu Hawking nieustannie wyliczają pierdyliony obcych cywilizacji dla lemingów tylko czekających na spotkanie by ich profilaktycznie inwazją wystraszyć, filmy o obcych kosmonautach są robione już masowo niczym papierosy z filtrem, „dokumentalne” sekcje szaraków z Roswell widział już dzięki Spielbergom prawie każdy mieszkaniec Ziemi – prawie, bo tylko mieszkańcy Roswell nigdy ich na żadnej sekcji nie spotkali Smile

Indoktrynacja na temat nadlatującego z kosmosu robactwa trwa na całego. Zbiorowa świadomość jest urabiana już nie tylko przy pomocy telewizji, filmów lub seriali ale również nieustannym bełkotem prasy, radia i różnej maści internetowych oszołomów, których Obcy rzekomo zapłodnili albo dla odmiany usunęli im jakieś płody lub wstawili w głowę chipa – ci z chipem są debeściakami normalnie. Tak właściwie to gdyby ten szum informacyjny i dezinformacyjny wziąć kiedyś na poważnie to wyjdzie na to, że tylko baca na całej Ziemi jeszcze nie zaliczył kosmitki, bo wszyscy inni już nie tylko zaliczyli ale jeszcze porodzili dzieci obcym szarym kosmonautom.

Ten zalew propagandy nieco dziwi, bo w kolaboranckich wiadomościach wcale nietrudno dziś nie tylko o doniesienia na temat przybyłych z kosmosu ludzi-pająków, super-ludzi, ludzi-jaszczurki, ludzi-kotów, ludzi-zmiennokształtnych, ludzi-gadów, ludzi-nietoperzy, albo ludzi-szaraków. Mnie osobiście zaskakuje ilość tych dziwnych ludzi, albowiem na wszelkie ich problemy na powierzchni naszej planety od dawna czeka przecież życzliwie nastawiona do nich kasta ludzi-psychiatrów. Ludzie-psychiatrzy mają dla ludzi-pająków, ludzi-nietoperzy i ludzi-gadów bezpieczną odzież, zastrzyki na uspokojenie – nieodzowne myślę podczas spotkań agresywnych kosmicznych karłów, mają też lokale starannie odizolowane od agresywnych Ziemian gdzie Obcy i ci dziwni ludzie mogliby się na spokojnie odstresować po dalekiej podróży, posiadają nawet specjalne gumowe rurki, aby nakarmić każdy jeden gatunek ludzi-dziwaków. Innymi słowy na naszej planecie jest już całe zaplecze techniczne przygotowane na wizytę każdej jednej obcej cywilizacji i nie rozumiem dlaczego Oni nadal nie lądują Smile

Tyle żartów a tak na poważnie to jak zawsze największą skarbnicą wiedzy są mądrości ludowe – wiedza narodów. I tak, nasza własna wiedza ludowa twierdzi na temat obcych od niepamiętnych czasów że:

Nie taki diabeł straszny jak go malują.

I chyba każdy, kto widział w poprzednich częściach fotki niefajnie pachnących pokraków teraz się z tą wiedzą naszych przodków chętnie lub niechętnie ale jednak zgodzi – no bo czyż nie? Przecież widać, że to nie są żadne „siły ciemności”, „słudzy szatana” – jak się ich określało w dawniejszych czasach, lub „obce cywilizacje” – jak głosi kolaborancka nowomowa dzisiaj. To tylko czy może aż potomkowie wypędzonych degeneratów – nieudaczników przepędzonych już w pradziejach z oblicza ziemi do dziur godnych robactwa.

A pod ziemią, no cóż… nie jeden i nie dwa razy tylko co najmniej kilkadziesiąt razy kraje, niezależne od siebie instytuty lub ośrodki badawcze prowadziły badania na ten temat i wynik był zawsze ten sam – organizm człowieka nie może funkcjonować w jaskini, schronie lub innym bunkrze bez szwanku dłużej niż sześć miesięcy – koniec kropka. Jeśli organizm ludzki nie ma przez pół roku dostępu do światła słonecznego następuje bardzo szybka degeneracja – pierwsza cierpi na tym psychika, potem upada zdrowie, bo pojawia się krzywica no i klops – szaraki i spółka kuleją jak Cygan potrącony przez autobus, bo zmiany są nieodwracalne. I dlatego właśnie na nic koczownikom luksusowe podziemne schrony albo bunkry, jakie sobie przygotowali aby przeczekać zagładę ludzkości. Na nic zupełnie, ponieważ oni zdziczeją tam znacznie szybciej niż pozbawione cywilizacji i porzucone na pastwę epidemii i kataklizmów ich ofiary – ludzie na powierzchni.

Zgodnie z zapowiedzią mam zatem znowu niezwykłą przyjemność zaprezentować garść trzeźwych, normalnych relacji ze spotkań z obcymi zamieszkującymi wnętrze naszej planety.

NOWOŻYTNE RELACJE

W roku 1961 trzej speleolodzy Arnold White, Rick Grayton i Don Lawrence, penetrując starą i nieczynną kopalnię żelaza w Kanadzie natknęli się na coś osobliwego. Oto skrócona przeze mnie do samego sedna relacja Arnolda:

Według opowieści okolicznych mieszkańców, wkrótce po wydrążeniu najgłębszego poziomu kopalni zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Górnicy pracujący na nocnej zmianie zaczęli słyszeć dziwne głosy. Nie były to dudnienia ani inne naturalne dźwięki, jakie słyszy się w kopalniach ale słyszano „dziwną muzykę”. Zdawała się ona dobiegać z daleka a czasem ze wszystkich stron. Niektórzy twierdzili, że było to „mamrotanie” lub „głosy”. Ciągnęło się to przez wiele miesięcy lecz w popłoch wpadali tylko ci górnicy, którzy słyszeli te dźwięki. Potem zaczęły się poważniejsze zdarzenia. Pewien mężczyzna wszedł do kopalni późnym wieczorem, by sprawdzić pewne oprzyrządowanie, i kiedy po zakończeniu przeglądu miał zamiar wrócić na powierzchnię, z tyłu złapało go kilku „małych ludzi”, którzy wyrwali mu z rąk lampę i „strzelili” w niego czymś, co rzuciło nim o ścianę chodnika, zwalając go z nóg i powodując utratę przytomności. Górnicy, którzy przyszli z rana do pracy, znaleźli go w dobrym stanie fizycznym lecz zupełnie roztrzęsionego psychicznie. Oświadczył, że już nigdy więcej nie wejdzie do kopalni. Zaraz potem porzucił zawód górnika.

Kilka dni później zniknął górnik z nocnej zmiany. W rezultacie poszukiwań głęboko wewnątrz kopalni odnaleziono jego lampę i czapkę, lecz ani śladu jego samego. Wkrótce zaczęły psuć się światła i maszyny bądź też działały one nieregularnie, i to bez jakiejkolwiek wyraźnej przyczyny. Ludzie stopniowo tracili chęć do pracy w tej kopalni i ostatecznie ją zamknięto.

Właśnie tą kopalnią zainteresował się nasz kanadyjski znajomy i zapragnął pomóc nam w badaniach. Chociaż speleologia ogranicza się zazwyczaj do badania jaskiń powstałych w sposób naturalny, nasza ciekawość była pobudzona do tego stopnia, że zachęciła nas do podjęcia tego niezwykłego wyzwania. Przybyliśmy do miasteczka górniczego, w którym znajduje się ta kopalnia, położonego w pobliżu granicy Nowej Fundlandii z Quebekiem, 22 marca 1961 roku i zamieszkaliśmy w miejscowym hotelu. Nazajutrz uporządkowaliśmy nasz ekwipunek, załadowaliśmy go na jeepa i ruszyliśmy w kierunku kopalni.

Przy wejściu do kopalni zostaliśmy zatrzymani przez dwóch policjantów, którzy poradzili nam, abyśmy nie wchodzili do środka. Kiedy upieraliśmy się przy swoim zamiarze, zagrozili nam aresztowaniem, w związku z czym odeszliśmy z mocnym postanowieniem powrotu na piechotę po zapadnięciu zmroku. O godzinie 1.30 w nocy wyruszyliśmy po raz drugi. Tym razem ominęliśmy posterunek policji i podeszliśmy do kopalni z innego kierunku. Nikt nas nie zatrzymał i wkrótce znaleźliśmy się przy wejściu. Podczas gdy Rick stał na czatach, ja i Don opuściliśmy się do kopalni. Kopalnia była w doskonałym stanie i nie było widać żadnych oznak zniszczeń wywołanych starzeniem się – nie była to kopalnia, którą rząd mógł zamknąć z powodu złego stanu technicznego. Kiedy kończyliśmy wstępne rozpoznanie, usłyszeliśmy dobiegający z głębi kopalni głos, który wołał: „Chodźcie!”

Znieruchomieliśmy na moment, a następnie ruszyliśmy w kierunku z którego zdawał się dobiegać. Potem usłyszeliśmy, jak ktoś lub coś biegnie. Zapaliliśmy flarę, ale nic nie było widać. Ruszyliśmy do przodu i znowu usłyszeliśmy, jak ktoś biegnie. W tym momencie zdążyliśmy się już zagłębić daleko, zaś nasza ciekawość i podniecenie wzrosły niepomiernie. Odgłos biegnących kroków nagle urwał się i zobaczyliśmy niewyraźne, błękitne światełko promieniujące z odległej niszy. Potem usłyszeliśmy coś, co zabrzmiało jak stukot zamykanych drzwi. Szybko znaleźliśmy miejsce, z którego promieniowało światło, ale nie mogliśmy znaleźć drzwi. Opukując młotkiem geologicznym ściany w wielu miejscach natrafiliśmy na puste, metaliczne odgłosy. Po zlokalizowaniu powierzchni, na której występowały te puste odgłosy, oznaczyliśmy ją odłupując dłutem kawałki skały. Okazało się, że jest to w ogólnym zarysie prostokątny obszar o wysokości prawie 1,5 metra i szerokości około 0,6 metra. Ponieważ nie mogliśmy prowadzić dalszych badań przy pomocy sprzętu, jaki zabraliśmy ze sobą, postanowiliśmy wrócić tam następnej nocy i kontynuować nasze poszukiwania. Nazajutrz wszyscy troje weszliśmy do kopalni. Ku naszemu zdziwieniu ślady dłuta w skale zniknęły! Znalezienie powierzchni dającej pusty odgłos zajęło nam kilka minut. Tym razem byliśmy już przygotowani właściwie. Posługując się napędzaną akumulatorem wiertarką wywierciliśmy dziesięciocentymetrowej głębokości otwór w skale, aż dotarliśmy do metalu. Wyciągnęliśmy wiertło ze skały i zmieniliśmy je na przystosowane do wiercenia w metalu. Ostatecznie przebiliśmy się przez metal i po wyciągnięciu wiertła ponownie zobaczyliśmy łagodne, błękitne światło, które świeciło tak jak poprzednio. Nagle usłyszeliśmy niskie buczenie i zostaliśmy zaskoczeni nagłym uniesieniem się sekcji ściany, nad którą pracowaliśmy. Powiedzenie, że byliśmy przestraszeni, byłoby wyraźnym niedomówieniem. To, co roztoczyło się przed naszymi oczami, było niesamowite. Był to korytarz oświetlony błękitnym światłem, który wyglądał, jakby był wykonany z jakiegoś półprzeźroczystego, pozbawionego szwów, samoświecącego, niebieskiego plastyku lub metalu. Początkowo byliśmy pełni obaw przed badaniem tego enigmatycznego korytarza, jednak po chwili wahania postanowiliśmy wejść do niego. Musieliśmy się zgiąć, ponieważ miał tylko półtora metra wysokości. Po przejściu około 50 metrów natknęliśmy się na kolejny korytarz, który odchodził w lewo. Po chwili namysłu weszliśmy do niego. Po przejściu około 100 metrów dotarliśmy do jego końca, gdzie natknęliśmy się na wijące się stromo w dół schody. Schodziliśmy nimi przez co najmniej 20 minut, ze zdziwieniem odnotowując, że świecenie staje się coraz silniejsze. W końcu doszliśmy do końca schodów, gdzie znajdowało się wejście do kolejnego korytarza, który był dla odmiany jasnozielony. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy nim w drogę. Miał zaledwie 30 metrów długości i przemierzyliśmy go bardzo szybko. Na lewo i na prawo znajdowały się owalne otwory. Zdecydowaliśmy się wejść w prawy i natychmiast spostrzegliśmy, że jest to kolejny korytarz, tyle że o cylindrycznym kształcie i jednocześnie znacznie większy od poprzednich. Zauważyliśmy również, że był wykonany z jakiegoś krystalicznego materiału, z którego emanowało jasne, lecz łagodne białe światło. Biegł łukiem w dół. Po pewnym czasie doszliśmy do ogromnej komory, która wyglądała jak laboratorium i jednocześnie przypominała hydroponiczny ogród. W jednej jej części znajdowały się rzędy gigantycznych, egzotycznych roślin, zaś w drugiej jakieś oprzyrządowanie chemiczne. Ściany tego laboratorium były wyłożone panelami różnowymiarowych ekranów telewizyjnych, wskaźników, zaworów i całego mnóstwa urządzeń elektronicznych. Niektóre ekrany miały powierzchnię co najmniej metra kwadratowego. W centralnej sekcji znajdował się ogromny, mieniący się różnymi kolorami kryształ. Miał szorstką naturalną powierzchnię i najwidoczniej jakieś specjalne przeznaczenie. Reszta komory była wypełniona dziwnymi urządzeniami i aparaturą o nie znanym dla nas przeznaczeniu. Sufit stanowił jedną plamę światła. W najodleglejszym krańcu komory znajdowało się coś, co przypominało samochodowy podnośnik lub platformę windy, na której stał dyskokształtny metalowy obiekt. Postanowiliśmy obejrzeć go dokładniej. Na szczęście winda była uniesiona zaledwie około pół metra nad poziom podłogi, dzięki czemu mieliśmy dobry widok. Obiekt miał kolisty kształt – około 11 metrów średnicy i 1,2 metra wysokości. Nagle Don krzyknął: „To latający spodek!” Bez wahania zgodziliśmy się z nim – to rzeczywiście było UFO. Rick wszedł na platformę, aby dokładnie przyjrzeć się spodkowi. Zapukał delikatnie młotkiem w jego powłokę. W niektórych miejscach słychać było pusty pogłos. Po zastukaniu w jedno miejsce jego ogonowa część zdematerializowała się. Tak go to zaskoczyło, że omal nie spadł z platformy. Prawie połowa wewnętrznych mechanizmów stała się widoczna, z których żaden nie przypominał niczego, co byłoby nam znane. Jedyną rzeczą, którą byliśmy w stanie się domyślić, było to, że spodek był zdalnie sterowany, jako że nie widzieliśmy w nim miejsc dla załogi. Rick zeskoczył z platformy i przystąpiliśmy do dalszych oględzin. Winda niespodziewanie zaktywizowała się i zaczęła opadać ku podłodze, zaś światło w komorze zmieniło kolor z łagodnego białego na czerwony. W chwilę potem znajdujący się w górze na prawo od nas ekran rozświetlił się. Z powodu nienaturalnego oświetlenia nie byliśmy w stanie rozróżnić, co przedstawia obraz, który się na nim ukazał. Potem usłyszeliśmy płynący z ekranu głos, który miał wysokie brzmienie i mówił: „Spodziewano się was. Byliście obserwowani od momentu, kiedy po raz pierwszy wdarliście się do naszych posiadłości. Przyglądacie się górnym regionom naszego świata. Jesteście pierwszymi, którzy dostąpili tego zaszczytu. Wiedzcie, że nie żywimy wobec was złych zamiarów. Nie zależy nam na waszym powierzchniowym świecie, albowiem nie jest on nam do niczego potrzebny. Ci z was, którzy mienią się być tłumaczami naszych zamiarów, to miernoty i oszuści. Jeszcze raz podkreślamy, że nie pragniemy krzywdy człowieka. Jedyne, czego chcemy, to zachowanie naszego niezależnego istnienie na naszej wspólnej planecie. Nie zamierzamy wtrącać się w wasze sprawy ani skłócać was w jakikolwiek sposób. Nie jesteśmy tymi, co czynią zło. Nasz świat rozciąga się w wewnętrznej zatoce tego globu. Istniejemy tu znacznie dłużej niż wy. Gdybyśmy życzyli wam czegoś złego, sami stalibyśmy się tego ofiarami. Ślemy więc wam przyjazne „Żegnajcie”, wyrażając nadzieję, że potraktujecie nasze przesłanie poważnie i że znajdzie ono zrozumienie pośród tych z was, którzy czują się odpowiedzialni za wasze sprawy”.

Potem ekran zblakł nie wyostrzając zarysów postaci, która przemawiała. Na szczęście Don szybciutko zapisał w swoim notatniku to, co nam powiedziano. Czerwona poświata w komorze nagle pogłębiła się i wszyscy poczuliśmy zawrót głowy. Rick krzyknął, że za chwilę zemdleje, i zaczął osuwać się na ziemię, jednak w porę udało się go nam pochwycić. Potem poczuliśmy, że tracimy świadomość. Kiedy się ocknęliśmy, okazało się, że znajdujemy się przy wejściu do kopalni. Mieliśmy przy sobie wszystkie swoje rzeczy osobiste, notatniki, ołówki, portfele etc., z wyjątkiem ekwipunku – hełmów, młotów, dłut oraz licznika Geigera-Müllera, który zniknął. Po powrocie do Stanów Don odkrył, że wszystkie kartki w jego notatnika uległy spaleniu lub zwęgleniu, natomiast jego plastykowe okładki były, o dziwo, nietknięte. Wszyscy nosiliśmy ręczne zegarki z tarczami zawierającymi rad. Kilka tygodni po tym zdarzeniu rad zdezaktywował się i cyfry nie świeciły już w ciemności.

Inną relację, ze zdarzenia w roku 1978, (też nieco przeze mnie skróconą) zaserwował agent wywiadu amerykańskich sił powietrznych John Smith:

Zaczęło się od powodzi. Powyżej pewnego miasta w Arizonie stała tama, którą obce istoty zwane Blondynami (Aryjczycy) rozmyślnie zniszczyły. Byłem przydzielony do jednostki która zajmowała się działalnością nie-ludzi. Większość tego co się działo można było stosunkowo łatwo zatuszować. Pewnego razu uczestniczyłem w operacji w Idaho podczas której do zbiornika wodnego wpadł srebrzysty dysk. Nasze zadanie polegało na odszukaniu i przejęciu go tak, aby nikt się o tym nie dowiedział. Zorganizowaliśmy więc niewielki wybuch na zboczu góry aby utworzyć „naturalne” osuwisko gruntu, które zatarasowało jedyną na tym terenie drogę i rozmieściliśmy tam znaki drogowe zakazujące wstępu. Mój oddział zajmował się dyskami w kształcie soczewek i dyskami z kopułą mającymi pod spodem trzy kule, które są kierowane przez istoty zwane Blondynami. Istoty te mają od 1,8 do 2,1 metra wzrostu i są do tego stopnia podobne do ludzi, że mogą spacerować po zatłoczonych ulicach nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Przy bliższym kontakcie z nimi można zauważyć, że ich tęczówki są większe niż u ludzi. Te które miałem okazję obejrzeć były bladoniebieskie, prawie jak przejrzysta akwamaryna. Nie miały czarnych plamek i linii, jakie można zobaczyć u ludzi. Wiem też że są Blondyni mający złociste oczy.

Są jeszcze istoty typu szaraków, które znam jako „pozaziemskie jednostki biologiczne”. Te istoty używają białych jajokształtnych pojazdów, które po wylądowaniu spoczywają na podnośnikowych łapach. Moja jednostka działała w ramach zadania nawiązania z szarakami kontaktu, ponieważ poznaliśmy pewne częstotliwości i matematyczne przekazy, które pozwalały nam łączyć się z nimi. Mogliśmy wysyłać do nich komunikaty i się porozumiewać z nimi ale z Blondynami nie było żadnej łączności, chyba że poprzez szaraki. Te dwie rasy prowadziły ze sobą długą wojnę ale obecnie, mimo iż nadal nie są w zgodzie walczą ze sobą za pomocą umysłów i klonowania. Szaraki interweniują czasami u Blondynów na naszą korzyść. Właśnie do czegoś takiego doszło tamtej nocy w Arizonie. Wysłaliśmy do szaraków sygnał z pytaniem dlaczego zniszczono tamę i zalano miasto. Zaraz potem dostałem rozkaz udania się helikopterem w miejsce położone o kilka mil od zalanego miasta. Kiedy tam dotarłem dostałem rozkaz zameldowania się u szefa, który powiedział mi, że niedaleko wylądował pojazd szaraków i że: „Najwyższy czas żebyś zrozumiał na czym polega telepatyczny przekaz od szaraka. Jeden z nich zgodził się przeprowadzić demonstrację. Zaprowadzę cię do namiotu, gdzie ten szarak czeka na nasz sygnał. Na początku będziesz się znajdował w odległości kilku metrów od niego ale ktoś z nas będzie cały czas w pobliżu abyś się nie bał. To jest bezpieczne ale możesz zemdleć. Dlatego cię uprzedzam. Kiedy zobaczysz szaraka, wiedz że zgodził się trzymać stopy na ziemi. W normalnych warunkach wolą unosić się nad nią ale wiedzą, że to przeraża ludzi. Będzie chodził po ziemi ale będzie to wyglądało jakby chodził Kaczor Donald. Ten szarak ma 1,2 metra wzrostu więc będziesz patrzył na niego z góry. Zapamiętaj jednak to co ci teraz powiem. Kiedy ten szarak zbliży się na kilka stóp twój cały organizm będzie chciał uciekać. Będziesz czuł taki sam strach jaki czułbyś widząc skierowany na siebie miotacz ognia. Każda komórka twego ciała będzie rwała się do ucieczki ale nie wolno ci tego zrobić. Musisz twardo stać na miejscu. Przypuszczalnie będziesz miał wrażenie, że zaraz zemdlejesz ale nie rób tego. Jeśli jednak do tego dojdzie złapiemy cię. Nie chcę jednak żebyś mdlał, uciekał wymiotował. Czy to jasne? Potem szarak zacznie podnosić głowę żeby ci zajrzeć w oczy. Wtedy stracisz kontrolę nad swoim umysłem. Musisz pozwolić aby to się stało. Dzięki temu dowiesz się dlaczego ludzie nigdy nie usiądą przy kawie z tymi facetami aby pogadać sobie o wszechświecie.”

W tym momencie John Smith powiedział osobie prowadzącej wywiad, że czuł się pewnie, że się nie bał i że jego szef dramatyzuje. W związku z tym odparł mu: „Niech się pan nie martwi, poradzę sobie”. Potem zobaczył że klapa namiotu unosi się i na zewnątrz wychodzi mała szara istota kołysząc się na boki.

Dokładnie tak samo jak Kaczor Donald na filmach rysunkowych. Wcale nie żartuję. Człapał w moim kierunku ze spuszczonymi oczami. Kiedy był w odległości około dwóch metrów zaczęły mi się trząść kolana. Potem trzęsło się całe ciało i myślałem że zemdleję. Żałowałem że tam jestem! Naprawdę chciałem uciec! Jedynym co mnie trzymało na miejscu była myśl o moim szefie. Słyszałem w głowie jego głos i mówiłem sobie: „ O kurwa! Nie mogę się załamać kiedy szef na mnie patrzy!” W momencie kiedy doszło do kontaktu wzrokowego z szarakiem, czułem jakby w moim umyśle było wyświetlanych siedem pełnometrażowych filmów fabularnych z jednoczesnym odtwarzaniem dźwięku, odczuwaniem temperatury, dotyku i rzutowaniem trójwymiarowych złotych symboli na te filmy. Wiedziałem, że mój umysł stara się zadawać pytania, co najwyraźniej skutkowało powstawaniem odgałęzień tych filmów – czegoś w rodzaju wizualnej odpowiedzi na to co myślał mój mózg. W czasie gdy oglądałem te filmy które dotyczyły tego skąd oni pochodzą i po co tu przybyli odnosiłem wrażenie że cały mój umysł jest transferowany do umysłu tego szaraka. Gdyby sam bóg zapytał mnie co mi ten szarak zakomunikował, odpowiedziałbym, że nie mam pojęcia. A kiedy to się skończyło i szarak opuścił oczy, rzeczywiście zacząłem mdleć. Mój szef i jego ludzie złapali mnie. Wydaje mi się, że zemdlałem bo nie pamiętam nic do momentu kiedy się ocknąłem w łóżku w jednym z namiotów polowych. No i właśnie dlatego ludzie nie mogą usiąść przy kawie z szarakami aby pogadać sobie o wszechświecie. Po tym wszystkim, mimo iż szaraki pomogły nam się skontaktować z Blondynami nigdy nie udało nam się ustalić dlaczego Blondyni zniszczyli tę tamę. Powiem jednak to co wiem na pewno, Blondyni nigdy nie robią nic bez określonego powodu.

Kolejna relacja dotyczy Agarthy i Szambali - jest to spora garść informacji pochodzących między innymi z Mojej Wizyty W Agharcie - książki wydanej w 2003 roku. Książka ta powstała na podstawie nadesłanych do nowojorskiego księgarza rękopisów Lobsanga Rampy. W książce tej Rampa oraz jego Przewodnik wędrują po podziemiach poprzez jaskinie i pieczary do podziemnego królestwa Agarthy napotykając po drodze przyjazne i nieprzyjazne rasy. W końcu docierają to tajemniczego wiru, który przenosi ich do samego środka Ziemi - do świętej Agarthy. Tak wewnętrzny świat i jego mieszkańców opisał Rampa w książce Podpowierzchniowy Świat:

Istnieje szereg naturalnych otworów prowadzących do wewnętrznego świata. Jeden z nich jest w Andach, inny na pustyni Gobi a jeszcze inny za Szetlandami stale otoczony wirem mgły, znane jako Ultima Thule – Ostatnia Wyspa.

Nota bene brytyjska marynarka królewska tylko raz odwiedziła tę wyspę po to, aby dokonać jakichś pomiarów ale to co tam ujrzano sprawiło, że wszystko zostało utajnione. Jak podaje źródło „Doszło tam do tak fantastycznych wydarzeń, że do dziś w tajnych archiwach marynarki materiały na ten temat trzymane są pod ścisłą kontrolą.”

Już samo istnienie tej wyspy jest gigantyczną tajemnicą, jako że obecnie jedyną wyspą Morza Północnego odpowiadającą opisowi Rampy jako Ultima Thule, jest należąca do Norwegii Jan Mayen – ponura i bezludna wyspa, która jak podaje Rampa jest bramą prowadzącą do innych wymiarów. Być może to jest właśnie ta wyspa, a być może Ultima Thule zniknęła, albowiem chociaż to wydawać się może komuś nieprawdopodobne ale faktem jest, że tylko w dwóch ubiegłych wiekach zaobserwowano istnienie, skatalogowano oraz sporządzono mapy a potem zaobserwowano… zniknięcie aż kilkudziesięciu wysp na całym świecie. Kilkadziesiąt przypadków jest potwierdzonych, bo niepotwierdzonych co najmniej kilkaset.

Tymczasem powracając do Rampy jego opis mieszkańców podziemnego świata wygląda dalej tak:

Oni nie lubią tych, którzy mieszkają na powierzchni Ziemi. Nie są wcale przyjaźni i śmiertelnie boją się tych, którzy żyją w Słońcu. To niewielka kolonia ludzi, którzy mieszkają wewnątrz Ziemi. Potrafią latać pojazdami powietrznymi niewiele lepszymi od samolotów, jakie my posiadamy i nie są zdolni do podróży w kosmosie. Wygasły wulkan stworzył wiele lawowych kominów, przez które nie różniący się od ludzi mieszkańcy wnętrza Ziemi czasami odwiedzają powierzchnię. Chociaż nie lubią mieszkańców powierzchni, nigdy ich nie atakują o ile nie zostaną sprowokowani. Ich pojazdy rozwijają olbrzymie prędkości i mogą prześcignąć wszystko czym obecnie dysponują mieszkańcy powierzchni.

W innej książce (At Is Was) Rampa przedstawił kompleks jaskiń pod Lhasą, jaki mu pokazał lama Dondup. W jaskiniach tych znajdowały się artefakty i dziwne rzeźby. Lama opowiedział mu o tunelach wiodących z jednego bieguna na drugi oraz o takich prowadzących w głąb ziemi, które obecnie są szczelnie zamknięte. Zrobili to ludzie, szukający schronienia pod ziemią, którzy pragnęli się uratować kiedyś przed kataklizmem na powierzchni. Pod ziemią rozwinęli własną naukę, która w wielu dziedzinach jest bardziej zaawansowana od tej jaką dysponują ludzie na powierzchni. Lama Dondup powiedział Rampie:

My z kasty wyższych lamów często odwiedzaliśmy te miejsce i próbowaliśmy się telepatycznie porozumiewać z tymi pod nami ale oni nie chcą mieć z nami nic wspólnego. I jeśli zajdzie potrzeba będą interweniować. Oni mają wewnętrzne Słońce podobne do naszego ale mniejsze i znacznie słabsze. Mają znacznie więcej niż my i są inteligentniejsi od nas. Czasami wychodzą na zewnątrz w specjalnych pojazdach i latają dookoła Ziemi, aby sprawdzić co robią ludzie i upewnić się, że ich własne bezpieczeństwo nie jest zagrożone przez szaleństwa tych, których sami nazywają outsiderami.

W Twilight Rampa tak opisał pustą Ziemię:

Wierzę w to od lat i zbadałem sprawę dokładnie. Czytałem wszystko na ten temat i wierzę, że jest wewnątrz Ziemi inny świat – jakieś 2,9 razy większy od Księżyca i jest on zasiedlony przez bardzo inteligentną rasę. Byłem w niektórych tamtych tunelach jak i tunelach Ultima Thule. Są takie miejsca na Ziemi, gdzie wtajemniczeni mogą podróżować w dół do środka Ziemi i spotykać się tam z przedstawicielami wewnętrznej cywilizacji.

Rampa podsumowuje sprawę pustej Ziemi w kilku zwięzłych punktach.

  1. Samoloty cywilne nie latają nad biegunami bo instrumenty nawigacyjne dawałyby błędne wskazania.
  2. Nikt nigdy nie był na biegunach tylko w ich pobliżu.
  3. W środku Ziemi jest Słońce, które jest przyczyną powstawania zórz polarnych.
  4. Obecny model budowy Ziemi (skorupa, płaszcz, jądro) nie jest oparty na żadnych podstawach – to tylko przypuszczenia.
  5. Wewnętrzna Ziemia jest 2,9 razy większa od Księżyca co sprawia że ma większą powierzchnię lądów niż nasza strona.
  6. Mieszkańcy wewnętrznej Ziemi są potomkami mieszkańców Lemurii, Mu, Atlantydy, którym udało się zbiec do systemu jaskiń przed kataklizmami na powierzchni.
  7. Rządy zaprzeczają istnieniu pustej Ziemi aby nie doprowadzić do powstania paniki.
  8. Niektóre UFO pochodzą z wnętrza Ziemi.

Kolejną relację zdał Marius Boirayon i pochodzi ona z Wysp Salomona.

W roku 1998 na położonej na północy części Guadalcanal Złotej Przełęczy rozpoczęto prace przy budowie kopalni złota. Wprowadzono w dżunglę duże górnicze spycharki w celu zrobienia dróg, karczowania lasów i całej reszty infrastruktury górniczej. Kopalnia graniczy z terenem należącym do gigantów a oni mają bardzo silne poczucie własności swojego terytorium. Pewnego razu jedna z gigantycznych spycharek uległa awarii, kiedy urwał jej się lemiesz. Ponieważ było późno robotnicy zostawili go na miejscu a spycharkę zabrali do warsztatu aby ją w nocy naprawić i rano kontynuować pracę. Kiedy rano wrócili po lemiesz okazało się że go nie ma. Ponieważ ważył 10 ton i nie mógł sam zniknąć, zaczęli uważnie badać okolicę i nieopodal miejsca, gdzie go pozostawili natknęli się na gigantyczne, bo długości około metra, ślady stóp. Sto metrów dalej, na niewielkim pagórku odnaleźli porzucony lemiesz. Analiza śladów wykazała, że giganci wcale go nie nieśli ani nie wlekli tylko rzucili lub przetransportowali jakimś nieznanym zupełnie sposobem.

Kilka lat temu szef zespołu pilotów helikopterów amerykańskiej floty rybackiej poprosił mnie, pilota helikoptera, abym zajął się dostarczaniem im części zamiennych z Australii ponieważ ona leży bliżej Wysp Salomona niż Guam. Praca trwała sześć tygodni i szczodrze zapłacono mi za mój wysiłek. Założyłem sobie biuro w budynku naprzeciwko siedziby władz Guadalcanal i w porze lunchu wpadałem tam i wypijaliśmy z premierem i ministrem finansów po kilka piw. W czasie jednego z takich lunchów opowiedzieli mi o spotkaniu z gigantami, które przeżyli kilka miesięcy wcześniej. Premier oraz minister finansów wybrali się razem na Złotą Przełęcz dokonać oględzin terenów przeznaczonych na kopalnię. Wsiedli do terenowej Toyoty i wyruszyli w drogę. Po minięciu kilku wsi przybyli na miejsce. Spychacze usypały drogę ale ponieważ często tam pada deszcz droga wokół wzgórza była śliska. Samochód zsunął się z jej krawędzi i ugrzązł w błocie. Usiłowali wyjechać z powrotem na drogę ale mimo napędu na cztery koła nie udało im się. W rezultacie musieli wrócić do ostatniej wsi miniętej po drodze i zwerbować ludzi do pomocy. Po skrzyknięciu 30 robotników wrócili z powrotem. Kiedy wrócili na miejsce zobaczyli, że samochód z powrotem stoi na drodze a obok niego znajdują się potężni giganci, jeden przed a drugi za samochodem. W pierwszym odruchu wszyscy z krzykiem rzucili się do ucieczki. Po pół godzinie ochłonęli i wrócili ale po gigantach już nie było śladu. Ich wzrost wynosił około 4,5 metra co odpowiada śladom stóp o metrowej długości. Ludność zamieszkująca Guadalcanal uważa, że giganci byli na niej na długo przed ich przybyciem. Prawdopodobnie ich zestaw genów pozwala im krzyżować się z miejscowymi ludźmi. Naoczni świadkowie którzy byli przez nich pojmani a potem uwolnieni, powiedzieli mi że wewnątrz gór jest tak jasno jak w dzień. Wewnątrz siedzib gigantów w jaskiniach jest system oświetlenia, który nie ma wyraźnego źródła światła, takiego jak na przykład żarówki lub lampy.

Kolejną relacją jest dość dobrze znany wywiad szamana Zulusów Credo Mutwy, którego ze względu na wielkość nie ma nawet potrzeby w całości przytaczać – jest bardzo łatwy do znalezienia w sieci. Całość jest na przykład tutaj:

https://treborok.wordpress.com/about/vasamazulu-credo-mutwa-i-tajemna-wi...

Przypomnę tylko, że jego najistotniejsza część dotyczy porwania przez Obcych samego Mutwy jakiego doznał w młodości a także podobne przypadki z jakimi się później zetknął wykonując swoje szamańskie obowiązki. Podczas porwania poddany był pseudo medycznym bolesnym eksperymentom a także został zgwałcony. Oto najciekawsze fragmenty wywiadu Mutwy:

Powiem panu, że te stwory które ludzie nazywają obcymi istotami wcale obce nie są. Po wielu latach przyglądania się temu problemowi, mogę powiedzieć panu że Mantidiane (reptilianie) oraz inne istoty o których wiedzą ludzie są kompatybilne płciowo z ludźmi. Mantidiane są zdolne do zapładniania afrykańskich kobiet. W ciągu 30 lat natknąłem się na wiele przypadków tego typu. Jeżeli ci obcy pochodzą z obcych planet, to jakim cudem mogą zapładniać nasze kobiety?

Powyższe retoryczne pytanie Credo Mutwy jest najmądrzejszą kwestią w całym artykule! Niech więc może spróbują na nie logicznie odpowiedzieć zwolennicy obcych z kosmosu, hmm…

Dlaczego ten dziwaczny stwór, który był nagi i miał rude włosy łonowe, który wlazł na mnie na tym roboczym stole, dlaczego miał narząd nieco inny niż u normalnej kobiety, nadal wyglądał jak żeński organ płciowy? Narząd tego stwora był w niewłaściwym miejscu, z przodu a nie pomiędzy nogami. Był jednak rozpoznawalny i nadal wyglądał jak kobiecy narząd.

Dodam tu tylko, że porwanie Mutwy nastąpiło oczywiście nie na pokład UFO lub czegoś podobnego ale zaciągnięto go po prostu do jakiejś podziemnej nory, gdzie umieszczone go na stole tortur z kilkunastoma innymi porwanymi ludźmi.

Tak więc uważam proszę pana, że te tak zwane obce istoty wcale nie pochodzą z daleka. Uważam że są tutaj z nami i potrzebują od nas różnych substancji, podobnie jak niektórzy z nas potrzebują niektórych substancji z dzikich zwierząt, na przykład małpich gruczołów dla zaspokojenia swoich samolubnych zachcianek. Zbyt dużo ludzi ulega pokusie traktowania obcych istot jako nadnaturalne. To materialne stworzenia, proszę pana. Są takie jak my i za chwilę powiem coś co może się okazać dużą niespodzianką. Otóż szaraki, proszę pana są jadalne. Ich ciało zbudowane jest z protein, tak jak ciało ziemskich zwierząt ale każdy kto spożyje ich mięso może otrzeć się o śmierć. W ciągu ostatnich 50 lat pojazdy obcych kilka razy rozbiły się o górę Laribe w Lesotho. Kiedy Afrykanie znajdują szaraki, których uważają za bogów, wsadzają ich zwłoki do worków i niosą do buszu, gdzie je ćwiartują i rytualnie spożywają, przy czym niektórzy z nich potem umierają.

Mantidiane i szaraki nie są jedynymi obcymi istotami jakie my Afrykanie widujemy. Wiele, wiele, wiele lat temu zanim jeszcze pierwszy biały człowiek przybył do Afryki, natknęliśmy się na rasę obcych istot, które wyglądały dokładnie tak samo jak biali Europejczycy, którzy mieli w przyszłości najechać Afrykę. Te obce stworzenie są wysokie. Niektórzy z nich są dobrze zbudowani, jak atleci i mają lekko skośne niebieskie oczy i wysokie kości policzkowe. Mają złote włosy i wyglądają dokładnie jak dzisiejsi Europejczycy, z jednym wyjątkiem – mają pięknie ukształtowane palce, jak muzycy i artyści.

Tak właśnie Credo Mutwa opisał rasę Aryjczyków ale to wcale nie koniec jego rewelacji, bo kiedy padło pytanie prowadzącego na temat najtajniejszego z tajnych bożka żydomasońskiego, (o którym wiedzą tylko masoni 33 stopnia):

- Czytałem pana deklarację, w której wymienia pan imię jabulon. Czy może pan wyjaśnić kto to taki?

Mutwa odparł:

- Jabulon proszę pana to bardzo dziwny bóg. Podobno jest przywódcą Chitauli (gady). Jest bogiem którego ku moim zdziwieniu, czczą pewne grupy białych ludzi (koczownicy). My – czarni ludzie – znamy jabulona od wielu stuleci. Dziwi mnie że są biali ludzie, którzy czczą tego boga. Wśród tych ludzi jest wielu którzy winą za to co się stało na Ziemi obarczają masonów. My wiemy że jabulon jest przywódcą chitauli. On jest „tym starym”. Jedno z jego imion w języku afrykańskim brzmi Umbaba co oznacza „pan-król-wielki-ojciec-okropnych-oczu”, ponieważ wiemy że jabulon posiada tylko jedno oko, które potrafi zabić jeśli je otworzy i na kogoś spojrzy. Umbaba uciekł ze wschodniego lądu podczas zmagań o władzę ze swoimi synami i znalazł azyl w środkowej Afryce, gdzie kryje się w pieczarze głęboko pod ziemią. Pod Górami Księżycowymi w Zairze jest wielkie miasto z miedzi posiadające tysiące lśniących budynków, w którym żyje Umbaba – jabulon. Ten (żydomasoński) bóg czeka na dzień w którym powierzchnia Ziemi zostanie oczyszczona z rodzaju ludzkiego tak by on i jego dzieci Chitauli mogli wyjść na zewnątrz i cieszyć się ciepłem Słońca…

- Chciałbym wrócić jeszcze do miedzianego miasta. Wygląda na to, że ów jabulon jest odpowiednikiem tego którego na Zachodzie nazywamy szatanem. Czy tak?

- Myślę, że tak, proszę pana. On jest wodzem chitauli. I podobnie jak szatan mieszka w domu pod ziemią, gdzie zawsze płonie wielki ogień aby było mu ciepło. Bóg istnieje proszę pana ale między nami a nim stoją stwory udające bogów. No i żeby zbliżyć się do boga musimy się ich pozbyć. Ludzie nigdy nie zaznali prawdziwego postępu, ponieważ zawsze były siły powstrzymujące nas przed zajęciem przez nas właściwej pozycji we wszechświecie. Chodzi mi o obcych. Musimy przestać traktować te stworzenia jako coś nadludzkiego. To tylko pasożyty, które znacznie bardziej potrzebują nas, niż my ich. I tylko dureń będzie zaprzeczał faktowi, że nie jesteśmy jedynymi inteligentnymi istotami jakie stworzyła ta planeta. To my wygramy ale sceptycy muszą zaprzestać wyśmiewania a durnie nazywać te obce stwory bogami. Jest tylko jeden bóg i on jest tym który nas stworzył, a nie oszust, który przybłąkał się tutaj, aby kryć się za nami i pić krew naszych dzieci. Amen, proszę pana.

KONIEC

źródła:

Nexus nr/str

19/54

32/57

49/60

65/48

72/56



Strony