Czerwiec 2015

Po 2000 lat 30 czerwca 2015 roku na nocnym niebie zobaczymy ponownie "Gwiazdę Betlejemską"

Gwiazda betlejemska to fenomen astronomiczny, który rzekomo towarzyszył narodzinom Jezusa Chrystusa. Okazuje się, że podobnie ekscytujący pokaz będzie miał miejsce już 30 czerwca. Właściwie wszystko rozpoczęło się już 27 czerwca i potrwa do 4 lipca.

 

Mityczna "Gwiazda Betlejemska" to Wenus i Jowisz, dwa najjaśniejsze obiekty na nocnym niebie po Słońcu i Księżycu. Tak się składa, że znajda się z naszej perspektywy tak blisko siebie, że 30 czerwca będą przypominać gwiazdę podwójną.

 

Takie zbliżenie dwóch ciał niebieskich nazywa się koniunkcją. Kiedyś wierzono, że takie układy wpływają na Ziemię i zarazem na zamieszkujących ją ludzi, ale nie ma na to przekonujących dowodów uznanych przez naukowców głównego nurtu. Tak czy inaczej tak bliskie przejście na nieboskłonie dwóch bardzo jasnych planet jest zjawiskiem bardzo nietypowym.

Istnieje dobrze znana teoria wedle której słynna "Gwiazda Betlejemska", która według świętych ksiąg zwiastowała miejsce narodzin mesjasza, mogła być w istocie koniunkcją Jowisza i Wenus, do której doszło akurat wtedy gdy rodził się Jezus. Inne teorie zakładają, że była to kometa albo supernova, ale w praktyce po prostu nie wiemy co to było.

 

 

 

Wiadomość pochodzi z portalu astronomicznego:



W przeciągu kilku dni w Indiach widziano UFO i latających humanoidów

Młody chłopak w Kanpurze w Indiach, który fotografował chmury nad miastem przez przypadek uwiecznił coś co zdaje się być latającym spodkiem. W tym samym czasie, indyjskie programy informacyjne prezentują film z latającym humanoidem nad miastem Nellore. Niektórzy twierdzą, że oba zjawiska wyglądają podejrzanie podobnie.

Dwudziestego czwartego czerwca, siedmioletni Abhijeet Gupta myślał, że fotografuje paralotnie lecącą przez chmury. Jednak gdy obiekt zaczął zmieniać barwy i emitować światło, oczywistym stał się fakt, że to coś innego.
Oto jak sam opisał ten obiekt:

"(Obiekt) miał czerwone migające światło po środku i otoczony był okrągłym białym światłem. Wyglądało to tak jakby biały dym wydzielał się z centrum obiektu."
 

Powiedział również, że latający spodek poruszał się dużo szybciej niż inne samoloty lecące wtedy przez niebo. Po pewnym czasie wzleciał on wysoko w górę i zniknął z oczu chłopaka. Jego ojciec, Santosh Gupta, znalazł innych świadków, którzy potwierdzają historię Abhijeet`a. Przekazał fotografię razem z zeznaniami świadków Profesorowi Debopam Dasowi z wydziału inżynierii lotnictwa IIT w Kanpurze, który przyznał, że obiekt był najprawdopodobniej UFO. Organy władzy powiadomione o wydarzeniu przez Gupta nie wyraziły jakiegokolwiek zainteresowania zdjęciami i zeznaniami świadków.

Równolegle do zdarzeń z miasta Kanpur, telewizje informacyjne pokazały film przedstawiający latających humanoidów z miasta Nellore na południowo-wschodnim wybrzeżu. Według zeznań świadków rzekome latające humanoidy były widziane niemalże w całym mieście i sprawiły, że mieszkańcy w całym mieście bali się wyjść w nocy z domu.

Wideo zrobione przez anonimowych mieszkańców prezentuje się bardzo podobnie do tego zrobionego w grudniu 2014 roku w Brazylii. Wtedy film wyglądał jednak dużo wyraźniej i wywołał poważną społeczną dyskusję. Mieszkańcy Brazylii zastanawiali się wtedy czy wideo przedstawia anioły, obcych czy może jest rezultatem zaawansowanej obróbki graficznej.

Wtedy dyskusja zakończyła się gdy artysta cyfrowy Jessen Carlos przyznał, że sam sfabrykował ten film. Ujawnił on nawet film pokazujący krok po kroku proces tworzenia latających humanoidów. Jak się okazało jeden z roporterów zasugerował się pomysłem Brazylijczyka, nieco rozmył animację i stworzył kolejną tanią sensację.

Fotografie Abhijeeta Gupta zostały więc zasłonięte przez inną i wyraźnie naciąganą sprawę. Sytuacja ta pozostaje więc nadal bez odpowiedzi a zdaniem niektórych, jest to specjalne działanie, by schować całą sprawę pod dywan.

 

 



UFO nad Piramidą Słońca w Meksyku

Nad słynną Piramidą Słońca znajdującą się w starożytnym mieście Teotihuacan na terenie dzisiejszego Meksyku, sfotografowano UFO. Dziwne fenomeny i obserwacje towarzyszą temu miejscu od czasu gdy je znamy.

 

Oczywiście w dzisiejszych czasach taka obserwacja oznacza przede wszystkim, że mógł to być dron, ale kształt tego obiektu nie przypomina typowych urządzeń tego typu dostępnych na rynku. Tak czy inaczej skoro nie wiadomo co to było to jest to NOL, czyli Niezidentyfikowany Obiekt Latający.

Sama Piramida Słońca w kompleksie Teotihuacan, jest bardzo zagadkową budowlą. To największa znana piramida w obu Amerykach i tak jak Wielka Piramida w Egipcie jest podejrzewana o to, że znajdowała się tam zanim Aztekowie zbudowali tam miasto. Twórcy tej budowli ani jej pierwotna nazwa nie są znane do dzisiaj

 

 

 



Wojna na Ziemi może mieć związek z przybyciem obcych

Wojna na Ziemi może być związana z pojawieniem się obcych. Eksperci przypominają, że UFO,  wielokrotnie wspominane w historii, towarzyszyło konfliktom na dużą skalę. UFO widziano podczas bitwy pod Kurskiem i na niebie pod Kulikowem, pisze Russian Look.


W Kanadzie archeolodzy znaleźli ślady człowieka sprzed 13 tys. lat

W Kanadzie naukowcy odkryli dziesięć odbitek ludzkich stóp, które mają więcej niż 13 tys. lat, podaje CTV News.


W Kaliningradzie znaleziono przejście podziemne do bunkra, gdzie może być Bursztynowa Komnata

W Kaliningradzie poszukiwacze znaleźli przejścia podziemne do bunkra, gdzie może być przechowywana Bursztynowa Komnata. Jak donosi KP, powołując się na słowa historyka Siergieja Trifonowa, prace badawcze w tunelu rozpoczną się jesienią.


Wysyp kręgów w zbożu na całym świecie

Praktycznie codziennie dochodzi do obserwacji kolejnych kręgów w zbożu. Znajdowane są tam gdzie zwykle, czyli w angielskim hrabstwie Wiltshire, ale też w wielu innych miejscach na świecie. W ciągu ostatnich kilku dni piktogramy znaleziono między innymi w Niemczech czy w Hiszpanii.

 

W hrabstwie Wiltshire odnajduje się obecnie kręgi praktycznie codziennie. Większość z nich ma bardzo skomplikowane wzory i jest wykonana perfekcyjnie.

Powyższy wzór pojawił się w Westwood, Wiltshire, 21 czerwca 2015

A powyżej znajduje się piktogram znaleziony w Uffkot, Wiltshire, 22 czerwca w 2015. Dwa dni później kolejny krąg odnaleziono w okolicach West Amesbury, w pobliżu Stonhenge, w Wiltshire. Zlokalizowano go 24 czerwca bieżącego roku.

Z kolei ten krąg zlokalizowano 19 czerwca 2015

Całkiem interesujące piktogramy znaleziono również w Niemczech, w pobliżu miejscowości Groziethen, w okolicy Berlina. Krąg ten po raz pierwszy odnaleziono 22 czerwca 2015.

Co ciekawe kręgi interesujące kręgi w zbożu odnaleziono też w Hiszpanii. Wzór odkryto na polu pszenicy, 25 czerwca w okolicy Tierra Estella.

 

 

 



Nowe Piramidy W Europie… Znowu

Proszę państwa, sprawa jest najwyższej wagi. To sytuacja wyjątkowa i dlatego, aby trafić do maksymalnie dużej liczby odbiorców tekst zawiera przypisy dla niesłyszących. Każdy się bowiem liczy człowiek i stąd wyjaśnienia również dla przygłuchych, oniemiałych, niedowidzących, jak również nierozumiejących. Sądząc po sytuacji w sejmie w dzisiejszych czasach nawet wędrowny przygłup posiada swoją wartość... na tyle dużą, że chwilami nawet warto mu poświęcić odrobinę uwagi. Generalnie jednak artykuł jest przeznaczony dla osób w pełni dorozwiniętych.

 

Jeszcze kurz nie opadł do końca po ostatniej wyprawie badawczej, jeszcze górskie echo niesie po Alpach odgłosy ostatnich odkrywkowych detonacji, a są już kolejne piramidy zesłane przez opatrzność do radosnej eksploracji. Zarymowało się i to tak ładnie, że ze wzruszenia nie mogę prawie mówić normalnie, ekhmmm… [odchrząknięcie, które strząsa łzę radości]. Tak więc… mądrzy ludzie powiadają, że czas leczy rany ale tak tylko powiadają. Nie minęło bowiem jeszcze nawet dwa lata od pamiętnej ekspedycji ratunkowej mającej na celu zdobycie i zabezpieczenie skarbów ukrytych wewnątrz starożytnej słowiańskiej piramidy, a już przeznaczenie stawia przede moją skromną ekscelencją kolejne wyzwanie… chyba nawet i trochę godne mojego majestatu. No cóż, a zatem… nie pozostaje mi nic innego tylko ponownie zebrać najlepszą elitę z najlepszej elity i zaliczyć kolejny sprawdzian nadludzkiej pomysłowości, przedsiębiorczości oraz inteligencji.

 

Nie będzie łatwo albowiem czas jeszcze nie zdążył do końca zagoić ran, które nadal przykro jątrzą dusze uczestników pamiętnej ekspedycji. Trauma, jaka powstała w duszach ówczesnych Muszkieterów, do dziś wywołuje bolesne wspomnienia oraz nerwowe tiki. Kto wie czy kiedykolwiek się skończą śnić koszmarne cienie minionych wydarzeń. Przypomnę niewtajemniczonym tylko, że ekskluzywny zespół profesjonalnych ekspertów wyłoniony oczywiście ze ścisłej elity, powołany wyłącznie do tamtej konkretnej ekspedycji na drodze niesłychanie wyśrubowanych wymagań, musiał podczas wyprawy stawić czoła nie tylko ekstremalnym warunkom pogodowym i pokusom paraseksualnym ale zmuszony był również nieustannie kluczyć oraz mylić tropy niezliczonym wręcz wrogom naukowej wyprawy i nierzadko nawet przegrupowywać się przed mrocznymi zastępami sił zła, pragnącymi ze wszystkich ludzkich i nadludzkich sił zniweczyć wysiłek badawczej ekspedycji.

 

Muszkieterowie uciekali przed gigantyczną zmiennokształtną afrykańską prostytutką, walczyli o prowiant z uzbrojonymi po zęby bandami paramilitarnych osiłków zwanych slangowo karabinierami, stawiali czoła bezlitosnym siłom przyrody - burzom stulecia, powodziom stulecia, atakom mrówek… chociaż nie, mrówki nie atakowały – to był atak ślimaków, dobrze ich pamiętam… tych najgorszych ślimaków – menelskich – brr… obrzydliwych bezdomnych ślimaków wyglądających jak pijawki… [ekhmmm]… to było okropne jak Bronek na dyktandzie lub Donald u logopedy… jak również musieli ratować życie przed oszalałym tłumem zboczonych klepaczy i małą armią transwestytów, jaka chciała zamordować wszystkich naukowców biorących udział w ekspedycji. Groźba brutalnego linczu wisiała nad uczestnikami dosłownie bez przerwy – co świadczy chyba najlepiej o rozmiarach sił zła, jakie zmontowano tylko po to, aby udaremnić wysiłek naukowców wysłanych do zbadania piramidy.

 

To były ciężkie, pełne heroizmu dni – Tomb Raiderzy zaraz po wstąpieniu do Kościoła Bacologicznego heh… przeszli cały monumentalny i epicki szlak bojowy z pogrążonego z deszczach monsunowych Disneylandu, poprzez rozprażone bezlitosnym Słońcem slumsy Rzymu, aż po Alpy. W trakcie wędrówki będąc na granicy śmierci z odwodnienia sukcesywnie przeniknęli i spenetrowali niedostępny jak obóz koncentracyjny strzeżony ośrodek zaopatrzenia w pączki i piwo. Przedostali się również poprzez okropne ruchome piaski, na których jak sama nazwa wskazuje, w bardzo niemiły dla oka sposób… okropnie ruchali się pederaści. Ich psie ruchy są dla osób religijnych po prostu nie do wytrzymania, [przypis dla ateistów].

 

Pomimo tych wszystkich okropieństw naukowcy pokonali również swoje własne słabości szlifując charaktery jak diamenty – zwycięsko wychodząc z iście diabelskiej pokusy do strajków wystawiającej na destrukcyjną dla psychiki próbę lenistwa, ich szlachetne i pracowite z natury dusze roboli. Wędrowali po bezdrożach bez wytchnienia – dosłownie gdyż momentami znikali pod wodą w nieprzebytych górskich potokach, aż w końcu z dumą zdobyli w plażowych klapkach mroźne i posępne Alpy – gdzie dopiero dali finałowy i nie mający precedensu bezprzykładny wyraz słowiańskiego bohaterstwa pokonując oberwanie chmury, oberwanie drugiej chmury, oberwanie jeszcze paru chmur, potop, już wspomniany atak bezdomnych ślimaków oraz parę pomniejszych kataklizmów, z których w cudowny i nadprzyrodzony sposób uratowali bez strat w ludziach i sprzęcie dosłownie cały zapas sprywatyzowanego z narażeniem życia piwa.

 

To tyle wywołujących nerwicę i tiki wspomnień. Z drgającym policzkiem lub podskakującą stopą można jak się okazuje żyć, i tamta ekspedycja, chociaż nie zakończyła się oszałamiającym sukcesem nie była też w żadnym bądź razie porażką – no bo jeśli nie liczyć tych parunastu załamań na tle nerwowym - impreza udała się znakomicie. Absolutnie żaden z uczestników nie trafił do zakładu dla obłąkanych – to wręcz niebywały sukces – nie mający jeszcze precedensu w całej nowożytnej historii archeologii i browaroznawstwa. Aby w pełni oddać chwałę uczestnikom tamtej bohaterskiej pionierskiej ekspedycji należałoby ich udekorować orderem virtuti co najmniej ale jest to oczywiście niemożliwe ze względu na ich święte prawo do zachowania prywatności. Chwała prawdziwym bohaterom – skromnym, anonimowym, gotowym zawsze bezinteresownie nieść słowiańskim zabytkom wszelką niezbędną pomoc bez względu na przeciwności.

 

To tyle traumatycznych wspomnień. Ech… [westchnięcie – przypis dla niedosłyszących].

A teraz małe co nieco z aktualnych wiadomości.

Tak więc… ehmmm… [podniosłe chrząknięcie] szanowne panie, szanowni panowie i najszanowniejsza społecznościo ze wszystkich społecznościowieństw… ehehmmm… szanowna społecznościu portalu Innemedium… Eh…. Ekh… EKHMMM!!! [głośne chrząknięcie przechodzące płynnie w pokasływanie – informacja dla niesłyszących]… o czym ja tu… aha… tak więc… mam dziś niezwykły zaszczyt przedstawić waszej… społecznościowej, [to ładny rym do „teściowej”, gdyby ktoś szukał… kiedyś… ] uwadze, kolejne epokowe odkrycie… tego… społeczne, jakiego miałem przywilej być naocznym świadkiem. Jest to sprawa dużej wagi, droga społecznościu… naprawdę dużej, i to dla całego społecznościowego społeczeństwa – dla wszystkich znaczy z małym w wyjątkiem aspołecznościowej teściowej [wiedziałem że ten rym się kiedyś przyda…]. A zatem, aby nie trzymać nikogo w niepokoju powiem może od razu: czy się to komuś podoba czy nie, ale odkryto w Europie kolejną teściową…

Oczywiście żartowałem… odkryto piramidę. Sztuk dwie. Kompleks znaczy…

Tada! [werble grają marsz cyrkowy, klauni skaczą przez obręcze, słonie stają na trąbach i wypierdują confetti, wystrzelona z armaty kobieta z brodą odlatując ze skowytem poza horyzont pozostawia smugę chemiczną przemykając nad oniemiałą publicznością, magik wyciąga z kapelusza volkswagena, a bardzo atrakcyjne woltyżerki ubrane tylko w listek laurowy, fruwają na trapezach żonglując płonącymi karłami]

               Tak to wszystko prawda, dobrzeżcie społecznościo przeczytali – odkryto dwie, zupełnie nowe piramidy. I teraz należy się nad tym faktem pospołem zastanowić - czyli użyć mądrości społecznościowiennej.

To jest w związku z tym bardzo, ale to bardzo uroczysty moment, tak więc nie muszę już chyba nikomu przypominać jak się należy zachować w obecnej sytuacji.

Nie muszę, prawda?

No dobrze, skoro muszę więc przypomnę droga społecznościu – aby jakoś ogarnąć tę sytuację, niech matki natychmiast przytulą niemowlęta do piersi a silni mężczyźni zapalą papierosa. Naturalnie mogą to zrobić społem.

A teraz co nieco o celu nowej ekspedycji. Nowe piramidy są jak widać… niewidzialne. No prawie…

Taki bowiem właśnie jest stan rzeczy i to przez znakomitą większość czasu. Tysiące ludzi przez tysiące dni przemieszcza się tuż obok nich i nie ma o ich istnieniu najmniejszego pojęcia. Jest tak z kilku bardzo ważnych powodów.

 

Po pierwsze położenie – piramidy odcięte są na dobre od świata dwoma poważnymi łańcuchami górskimi. Ten łańcuch od strony zachodniej jest nawet taki trochę bardzo poważny, gdyż przez cały rok pokryty jest jak widać śniegiem. Pokonanie tego łańcucha w plażowych klapkach, podejrzewam mogłoby się okazać nieco kłopotliwe, tak więc raczej odpada droga tamtędy, a szkoda bo w sumie tylko z tamtego kierunku byłoby z górki… no ale nieważne.

 

Natomiast łańcuch widoczny od wschodu jest w sam raz na klapki. Ten wschodni łańcuch pomimo iż jest zamieszkały przez półdzikie kobiety z brodą jest od łańcucha zachodniego odrobinę niższy. A zatem to z wschodniego kierunku musi nastąpić uderzenie Zgrupowania Żubryk. Należy wykorzystać zwiększoną przyczepność klapków plażowych do tego łańcucha oraz naukowy fakt, że poranne Słońce zza naszych pleców oślepi kobiety z brodą, które mogą ekspedycji rzucać kłody podczas ekspedycji. Należy również od razu pogodzić się z tym, że będzie pod górkę. Dobrze byłoby zatem zawczasu oddać swoje klapki do profesjonalnej bieżnikowni, aby potem nie było rozczarowań na stromych podejściach. Ponadto co bardzo ciekawe w miarę zbliżania się do piramid one mają zadziwiającą zdolność znikania z oczu, bowiem początkowo droga wiedzie w dół i wówczas to łańcuch wschodni zasłania piramidy całkowicie.

Te piramidy widać, jak widać, wyłącznie z trzeciego łańcucha, [czego już nie widać – przypis dla niedowidzących], gdyż położonego za widocznym na pierwszym planie… czy ja wiem… domem (?) – nieeee… to na pewno nie jest dom, bo to nie ma okien, tylko jakieś… hmm… krematorium… umieszczone na trzecim łańcuchu – tym, który jest wyższy niż łańcuch wschodni.

 

Dla potrzeb ekspedycji łańcuchowi z krematorium moja ekscelencja nadała roboczą nazwę łańcuch bliskowschodni. To po to, aby nie zabłądzić w tych wszystkich łańcuszkach górskich. Ponadto aby nie uczyć się na pamięć nazw łańcuchów [no bo i po co?] ale jednocześnie nie pobłądzić w górach i tak należy wyruszając do celu zaopatrzyć się jeszcze przy krematorium w dobry kompas z Biedronki i przed rozpoczęciem natarcia wyznaczyć prawidłowy azymut. W innym przypadku ekspedycja pogubi kierunki, pogubi klapki i po kilku promilach, słysząc ten przeciągły śpiew brodatych syren, porozłazi się beznadziejnie po całej okolicy no i szukaj potem człowieku zagubionych Tomb Raiderów na tych wszystkich łańcuchach i przełęczach. Kompas to podstawa, bo inaczej co drugi z uczestników będzie krążył wokół krematorium w kółko jak ci muzułmanie z Mekki, do chwili aż mu się całkowicie zetrze bieżnik na klapkach.

 

Po drugie – pogoda. Warunki atmosferyczne są po prostu nieobliczalne i pogoda na miejscu Operacji Żubryk jest po prostu katastrofalnie nieprzewidywalna. Świadczą o tym dwie powyższe fotografie wykonane w odstępie zaledwie kilkudziesięciu minut. W jednej chwili piramidy są spowite we mgle lub wręcz monsunowych chmurach, a w następnej wyłaniają się w pełnej okazałości przy blasku słońca. I dlatego właśnie, nawet kiedy są ku temu warunki – czyli nic nie zasłania widoczności – i tak przez znakomitą większość czasu w ogóle piramid nie widać - właśnie ze względu na mgły, chmury lub opady atmosferyczne.

 

Ale one tam są – wypatrzyły je doskonale błękitne oczy odkrywczyni, której dane są na chwilę obecną bardzo ściśle tajne. Doskonałe oczy plus nie mniej doskonały refleks – tyle wystarczyło, aby dokonać epokowego odkrycia. Piramidy widać bowiem tylko kiedy je widać, a widać je z zaledwie kilku miejsc położonych na już wspomnianym łańcuchu bliskowschodnim - tym leżącym na wschód od krematorium. W całej okolicy NIE MA innych miejsc, z których można byłoby je dostrzec. Z każdego innego kierunku są doskonale zasłonięte przed wzrokiem ciekawskich całą serią kolejnych łańcuchów, którym jeszcze nawet nie nadałem nazwy. Tajemnicza sprawa ta ich lokalizacja – i z pewnością zostanie to w przyszłym roku gruntownie zbadane przez zespół ekspertów.

 

Sam moment epokowego odkrycia, gdyby oczywiście ktoś chciał go wiernie zachować dla przyszłych pokoleń wyglądał tak:

- O ku*wa!

- Co?

- Piramidy!

- Gdzie?

- Tam.

- O ku*wa!

Tak właśnie było w mroźny lutowy poranek tego roku [przypis dla historyków] i już wówczas – niejako natychmiast - podjęta została pierwsza poważna próba zbliżenia się do piramid, aby je sprywatyzować. Było ciężko – nie za bardzo ciężko, ale tak lekko średnio półciężko. Jakaś śnieżyca w górach szalała już co prawda od kilku ładnych godzin i tak w sumie to dosyć dokładnie zasypała wszystkie strome jak dach od stodoły i pozbawione barierek ochronnych serpentyny dojazdowe do pobliskiej przełęczy, no ale co tam jakiś śnieżek lub lodzik na drodze, kiedy człowiek z rodzaju mojej ekscelencji ma stalowe nerwy, dwa żubry w krwiobiegu zapewniające pewne i skoordynowane ruchy podczas driftingu no i co najistotniejsze - wspaniałe chińskie opony letnie, z których dla jeszcze lepszej niż fabryczna przyczepności udało się wydobyć na wierzch przewspaniałe chińskie druty stalowe, z którymi jak wiadomo mogą konkurować tylko stalowe nerwy mojej ekscelencji.

 

Kontrolki od jakichś lichych niemieckich abeesów i kontroli trakcji świeciły jak jakieś głupie lampki na choinke, lokalne muminki z łańcuchami utknęły jak szczenięta na przydrożnych parkingach, a polska szlachta parła pod górę licząc już w myślach ile jachtów sobie kupi za zdobyte złoto i pozostałe artefakty. Tak było i mam na to świadka i nie jest to świadek jehowy, tylko prawdomówna, błękitnooka aryjska księżniczka. No i tak sobie jechaliśmy pod tę górkę sącząc żubra oraz ignorując ostrzeżenia dla lemingów, że droga jest nieprzejezdna, z politowaniem patrzeliśmy na całe parkingi udupionych przez pogodę tirowców którym zabroniono w ogóle wychodzić z budy, zignorowaliśmy też brnących nieśmiało pod górkę kolesi z pługami jak od lokomotywy, no i w sumie to dalibyśmy oczywiście radę i przepierdzielilibyśmy się swobodnie przez te pagórki ale niestety, gdzieś tam po drodze, gdzie do celu było już zaledwie kilka kilometrów zeszła nieco wcześniej jakaś cholerna lawina. Lawina zasypała drogę tak, że wymiękły nawet te gigantyczne pługi, które wysłano z doliny muminków - które minęliśmy po drodze.

 

Kiedy pługi zobaczyły lawinę – uciekły spłoszone z powrotem - no i do walki ze zwałami śniegu nadciągnęły cięższe sprzęty – gąsienicowe ładowarki z łychami jak domek jednorodzinny. Ten cały śnieg ładowano tak jakoś bez sensu na wywrotki zamiast go oczywiście raz dwa zepchnąć z jezdni gdzieś tam hen na pobocze i zrobić przy okazji jeszcze parę widowiskowych lawin dla tych wszystkich mieszkających poniżej imbecylków – [przypis dla poetów szukających najładniejszego na świecie rymu do „muminków”]. Widząc jak oni się tam szamoczą z tą garstką śniegu doszliśmy do wniosku, że odkopanie tych paru kilometrów drogi zajmie czas do maja leniwym muminkom. Przy dobrym odżywianiu naturalnie, bo przy niedobrym muminki bawiły się tam będą do jesieni tymi kopareczkami. Postanowiliśmy zatem pojechać coś zjeść i powrócić w maju żeby jeszcze raz spróbować zamiast obserwować do lata jak muminki odkopują drogę do przełęczy. Objazd był potężny, bo przez muminki musieliśmy zrobić ekstra 300 kilometrów no ale czas jak się okazało wyliczyliśmy doskonale - w maju rzeczywiście już nie było pługów, śniegów, ładowarek i tej całej sytuacji z muminkami – wszystko elegancko było odkopane a założona przez naszych słowiańskich praojców osada na przełęczy na powrót została połączona ze światem.

Piramidy zostały więc w maju poddane oględzinom oraz obfotografowane jak trzeba i oto co o nich już wiadomo na tę chwilę.

Piramidy są sztuczne na pewno. Tak sądzę, bo w odróżnieniu od otaczających je zalesionych również gór – [przypis dla niewidomych], tylko i wyłącznie ten las, który piramidy porasta rośnie… w jakieś hmm… paski. Musimy się chyba tutaj więc zgodzić, że takie zjawisko po prostu nie występuje naturalnie w przyrodzie, i jeśli podczas naukowej ekspedycji okaże się, że ktoś celowo nie obsiał ich drzewami w ten właśnie sposób – aczkolwiek pojęcia nie mam po kiego ktoś miałby coś takiego robić [?] – możliwość tego fenomenu pozostanie proszę ja waszą społecznościom, już tylko jedna: taka, że są to piramidy schodkowe, bo tylko na takiej konstrukcji drzewa mogą rosnąć w formie poziomych pasów razem z całą resztą roślinności, która sobie szuka w ten właśnie sposób punktu zaczepienia indywidualnie na każdym z tarasów. I stąd robocza hipoteza, że piramidy są starsze od potopu, gdyż tylko w takim przypadku mogły powstać w tej górskiej okolicy grube osady mułów umożliwiające pokrycie gigantycznych obiektów w całości roślinnością. Co sprawiło natomiast, że okolicę pokryły plemiona kobiet z brodami – to dopiero należy wyjaśnić. Być może jakiś cyrk się rozbił tam jeszcze w średniowieczu – być może są to stada zdziczałych transwestytów zapędzone w pradziejach pod krematorium – to się na pewno kiedyś wyjaśni ale i tak nie stanowi to głównego celu ekspedycji. Najważniejszym zadaniem naukowej wyprawy będzie odmulenie piramid z tego co potopem naniosło i sprywatyzowanie ukrytych wewnątrz skarbów typu złoto lub artefakty zanim zniszczeją bezpowrotnie lub wpadną w łapy chciwych muminków. Jest to operacja ratunkowa tym samym.

Ekwipunek dobrego naukowca – samarytanina, niezbędny podczas ekspedycji powinny stanowić: noże, maczety, śpiwory, łopaty, kilofy, siekiery, łomy oraz jak kto lubi to mega petardy – które znakomicie robiły robotę podczas poprzedniej ekspedycji. Doświadczenie życiowe uczy również, że nie od rzeczy byłoby też zabrać ze sobą jakąś packę na ślimaki – takie urządzenie wielofunkcyjne wyglądające do złudzenia jak bieżnikowane klapki.

O ile poprzednio celem nadrzędnym ekspedycji była jej maksymalna dyskrecja, spowodowana mało liczebną i bardzo podejrzliwą lokalną ludnością buracką, o tyle tym razem nie ma absolutnie żadnego powodu do aż tak głębokiej konspiracji. Wtedy najbliżej położona od celu mieścina (Sant Martin Vesubie) była bardzo malutką i tym samym dość hermetyczną społecznością, ale tym razem w pobliżu celu ekspedycji znajduje się całkiem spore miasto, którego nazwa z oczywistych względów jest póki co bardzo ściśle tajna - [kwestia wypowiedziana szeptem – info dla osób niedosłyszących]. Miasto przez cały rok wręcz przepełne jest przyjezdnych lemingów, czyli tak zwanych poprawnie politycznie turystów. Nie można też oczywiście ignorować mieszkającego tam na stałe lokalnego buractwa, które oprócz już wspomnianych kobiet z brodą, również posiada jakieś całkiem niedorzeczne z naszego punktu widzenia chore poczucie własności „swojego” terytorium. Trzeba ich z tego niezdrowego przeczucia po prostu wyleczyć, sprywatyzować cały ten teren i następnie przekazać nam – prawowitym właścicielom z powrotem nasze piramidy oraz całą ich zawartość. Konieczne bowiem jest pilne zabezpieczenie artefaktów, aby dłużej nie niszczały wystawione pastwę żywiołów, transwestytów lub muminków. Trzeba je w końcu po gospodarsku otoczyć specjalistyczną opieką konserwatorską oraz oczywiście zabezpieczyć raz na zawsze. Tym opuszczonym i niszczejącym obiektom nie można się dłużej bezdusznie przyglądać. Tam po prostu rozpaczliwie potrzebny jest troskliwy gospodarz – właściciel, który się o swoją własność rzetelnie zatroszczy. Sprawa zabezpieczenia skarbów jest dosyć pilna i dlatego też na przyszłoroczną ekspedycję uda się tym razem jeden duży lub dwa małe zespoły ekspertów – batalion ludzi z wrodzonym talentem do łopatologii i smykałką do prac rozbiórkowych, a przy okazji uczciwych do granic ludzkich możliwości – bezinteresownych pasjonatów historii i starożytności nie przechodzących obojętnie na widok niszczejących i porzuconych zabytków. Tylko ludzie o szlachetnych intencjach, wrażliwi na dobroczynność i pracę dla społeczeństwa mogą wziąć udział w tej podniosłej społecznościowiennej ekspedycji, która jest zorganizowana dla dobra ludzkości. Tej ludzkości, która uda się na ekspedycję, oczywiście.

Nasze piramidy są duże co najmniej jak tamte od Cheopsa, tak więc dużo ludzi tym razem wyruszy w ich kierunku spod krematorium. W związku z tym liczba uczestników Krucjaty nie posiada żadnych rygorystycznych limitów – każdy kto spełni wymagania może się zabrać z naszą nową, przyszłoroczną ekspedycją, której robocza nazwa brzmi: „Żubryk – dwa tysiące szesnaście”. Nie oznacza to jednak oczywiście, że na Operację Żubryk pojedzie każdy chętny. Pojedzie jak zwykle wyłącznie elitarne grono najwybitniejszych naukowców i ekspertów, którzy przebrną przez morderczą selekcję oraz szereg wyrafinowanych testów praktycznych. Jedynie uczestnicy tamtej Krucjaty są zwolnieni z obowiązku rekrutacyjnego tak więc jeśli to teraz czytają, gdzieś tam są, no i oczywiście pragną… no to mogą śmiało się zabierać z nową ekspedycją. Pozostali chętni do uczestnictwa w Krucjacie są bardzo proszeni o spełnienie kilku - czarno na białym objaśnionych, nieskomplikowanych, regulaminowych:

FORMALNOŚCI

  1. Zgłoszenie osobiste drogą maila, wpisu w komentarzach, na pocztę lub poprzez formularz kontaktowy w nieprzekraczalnym terminie: „do końca 2015 roku” - czasu jest jak widać do oporu ale ten czas jest tylko w tym terminie i ani jednego dnia więcej – to ze względu na sprawy organizacyjne. Uwaga, tytuł wiadomości powinien brzmieć jakoś tak: „Żubryk - 2016” aby wiadomość z resztą spamu nie wylądowała automatycznie w kuble,
  2. Wiek w przedziale 30 – 50 lat – bez absolutnie żadnych odstępstw lub wyjątków – chodzi o to, aby na ekspedycję nie pojechały zawracać dorosłym ludziom dupy jakieś nadpobudliwe dzieci, ani też spierniczali emeryci, którzy się zadyszą i za którymi ktoś będzie musiał w związku z tym jakieś butle z tlenem nosić lub zestaw do reanimacji,
  3. Kandydat na Tomb Raidera musi jak zawsze w tego typu przypadkach obowiązkowo być szczęśliwym alkoholikiem – to znaczy takim posiadającym niezabrane prawo jazdy – nieszczęśliwi alkoholicy nie pojadą, bo tam nie dojeżdża nic prócz pojazdów mechanicznych no i to tyle, aha… autostopowiczów lokalnym zwyczajem wiesza się na przydrożnych drzewach tak więc albo prawo jazdy albo własna hulajnoga lub ewentualnie karta woźnicy z paszportem na kucyka – innej drogi na Krucjatę nie ma…
  4. Kandydat musi być również szczęśliwym palaczem tytoniu – to znaczy takim nieposiadającym astmy, gruźlicy, rozedmy albo raka – musi być człowiekiem nieczułym na niedotlenienie, zdolnym do ciężkiej, fizycznej pracy przy łopacie na dużych wysokościach i minimalnym ciśnieniu atmosferycznym występującym na terenie położonym znacznie nad poziomem morza – u podstawy chmur żeby nie było to tamto,
  5. Kandydat absolutnie nie może być małym, zapoconym i żałosnym bacofobem – kimś nieuznającym oczywistego faktu, że Kościół Bacologiczny jest bardzo poważną religią, a nie dajmy na to jakąś sektą – to nie dlatego, bo pojedziemy się w góry ewangelizować ale dlatego, bo nie pojedziemy w góry się ewangelizować tylko odkopać piramidy,
  6. Kandydat musi posiadać swój własny czyli sprywatyzowany środek lokomocji – wehikuł mechaniczny zdolny o własnych siłach - bez kapitalnego remontu lub grupy najemnych popychaczy przebyć samodzielnie trasę długości 6 - 10 tysięcy kilometrów oraz…
  7. posiadać swoje własne środki finansowe – które mu zapewnią całkowitą niezależność operacyjno logistyczną w okresie od dwóch do czterech tygodni w zakresie samodzielnego wyżywienia i upicia – nasze piramidy leżą na terenach okupowanych więc jakieś 800 w walucie jewro-pejskiego okupanta na głowę wystarczy,
  8. Kandydat nie może być małym, zapoconym i żałosnym bacofobem podważającym oczywistą oczywistość, że bardzo poważny Kościół Bacologiczny posiada bardzo poważnego guru – bacę, czyli moją ekscelencję - posiadającą bardzo poważne doświadczenie przy odkopywaniu piramid – bo jeśli ktoś uważa że ma większe – zapraszam do dyskusji teologicznej – wyjaśnimy sobie to wszystko łopa-teologicznie – oczywiście po to aby już na starcie odsiać jakiś oszołomiony element tinopodobny,
  9. Kandydat bezwarunkowo musi być mężczyzną lub kobietą a nie jakimś dajmy na to małym, zapoconym gejem albo transwestytą – dewianci posiadają oraz znają swoje prawa i dlatego z nami nie pojadą, gdyż to rażąco pogwałciłoby niniejszy regulamin organizacyjny,
  10. Kandydat w żadnym bądź razie nie może być koczownikiem – oczywiście jest to określone tylko i wyłącznie z przyczyn ściśle organizacyjnych i zupełnie niezależnych od uczestników ekspedycji – otóż koczownicy nie mogą pojechać na Krucjatę, ponieważ są małymi, zapoconymi bacofobami a to niestety stoi w rażącej sprzeczności z punktami 5, 8 i 13,
  11. Kandydat bezwarunkowo musi być nastawionym na sukces optymistą – to konieczne dlatego aby odrzucić już na starcie nieszczęśliwych i czarnowidzów,
  12. Kandydat nie może pod żadnym pozorem mieć na imię aron – to po to aby już na starcie odrzucić nieszczęśliwych jasnowidzów,
  13. Kandydat na Indianę Jonesa absolutnie nie może być kiedykolwiek skojarzony lub zaprzyjaźniony z jakąś – homochlewikową „konkurencją” – to po to aby już na starcie odrzucić piątą kolumnę z dewianckich portali - sekciarzy, mieszańców, histeryków, oszołomów, troli, popaprańców, pederastów i całą resztę skowyczącego jak rozdrażnione geje planktonu – w tej ekspedycji weźmie bowiem udział wyłącznie zdrowy rdzeń zdrowej społeczności nie posiadający absolutnie żadnych problemów z poczuciem dumnej słowiańskiej tożsamości – obcej zupełnie chorym na kompleks Edypa, syndrom mieszańca i homo ból dupy, debilom z niebyłej Ukrainy lub poniemieckich gospodarstw rolnych. Chodzi tu tylko o to, aby nie narobić za granicą siary zabierając w świat ludzi głęboko upośledzonych… ludzi w ogóle nieprzywykłych do nagłego opuszczania rodzinnych zagród, w których wszyscy od urodzenia cierpią na syndrom dziecka potrząsanego i zespół nieszczelnego jelita,
  14. Limit uczestników naukowej ekspedycji określa jedynie wielkość parkingu pod krematoriami – więcej jak piętnaście pojazdów się tam nie wciśnie i to nawet jak uwzględnić parking przy krematorium ein i krematorium zwei – tak więc ewentualną nadwyżkę zasobów ludzkich (oraz spóźnialskich) trzeba będzie wsadzić do pieca Smile Heh… to był żart oczywiście… ale tak czy siak myślę, że w celu zakończenia z sukcesem imprezy nie można przedobrzyć i na liczbie piętnastu rzeczywiście należy zakończyć rekrutację. Większy tłum może się bowiem okazać po prostu niemożliwy do opanowania a co jak co ale nikt chyba nie chciałby aby naukowa ekspedycja wyrwała się jak spod wszelkiej kontroli. Tak więc najwyżej piętnastu elitarnych uczestników w zupełności wystarczy aby sprawę piramid wybadać. Piętnaście osób to i tak jest kupa ludzi która pójdzie śmiało w góry w klapkach.

Termin Operacji Żubryk moja ekscelencja i ekscelencja jej mości odkrywczyni na bardzo ściśle tajnym konklawe zaplanowała na początek lipca 2016 roku.

Dlaczego?

To proste - skoro letnia inwazja aliantów w Normandii zakończyła się sukcesem, to dlaczego nasza, by nie miała?

No i to chyba na tyle spraw organizacyjnych. Na koniec kolekcja najlepszych zdjęć dostępna do kontemplacji na dzień dzisiejszy no to na tyle droga społecznościu.

 

 Jeśli są jakieś poważne pytania – proszę śmiało zadawać – będą poddane uwadze społecznościowiennej. Jeśli są jakieś poważne problemy – koniowi należy je natychmiast zgłaszać – inaczej spotka je społecznościowienna szydera. Operacja Żubryk będzie bowiem przedsięwzięciem w pełni bezproblemowym i stuprocentowo idiotoodpornym. Jak zawsze nie powstrzyma jej atak Talibów, koniec świata, krakanie jasnowidzów – którzy w zastanawiający sposób zawsze wszystko… czarno widzą, okres godowy żółwia błotnego, ślimaki lub awaria medalika z matką boską lub któregoś z krematorium.

 

 



Liczne dowody wskazuja na to, że nieznana siła wpływa na cały Układ Słoneczny

Gdy podsumuje się ogół wiedzy jaki zebrała ludzkość w ciągu ostatnich dekad nie można nie dojść do wniosku, że następują jakieś procesy wpływające na wszystkie planety z Układu Słonecznego. Istnieje długa lista niepokojących faktów, ustalonych za pomocą urządzeń badawczych wysyłanych przez ziemskie agencje kosmiczne. Tak się jednak składa, że zwykle rozpatrujemy takie informacje pojedynczo, podczas gdy należałoby raczej przeanalizować dostępne dane z perspektywy całego systemu planetarnego.

 

Nasza dzienna gwiazda jest zresztą pierwszym dowodem na to, że w kosmosie dzieje się coś dziwnego. Wystarczy wspomnieć, że od 1901 roku pole magnetyczne Słońca wzrosło o 230% i nikt nie wie dlaczego. Poza tym zaskakujące jest to, że Księżyc znacznie zwiększył swoją szczątkową atmosferę. Od jakiegoś czasu staje się ona coraz większa. Wokół Księżyca powstała już warstwa, składająca się głównie z sodu a sięgająca 6000 km. Według wszelkich dostępnych danych, wcześniej czegoś takiego nie było.

Ksieżyc

Do kolekcji osobliwości z Układu Słonecznego trzeba dodać to co sonda Messenger odkryła na Merkurym. Nieoczekiwanie na najbliższej Słońcu planecie skalistej odkryto pokrywy lodowe na biegunach. Na dodatek okazało się, że glob ten ma zaskakująco silne pole magnetyczne.

Planeta Wenus

Podobnie wygląda sytuacja z Wenus. Ustalono, że zorze polarne na tej planecie stają się jaśniejsze i to aż o 2500%. Smaczku dodaje fakt, że doszło do tego zaledwie w niecałe 40 lat. Można zaryzykować twierdzenie, że nie byłoby to możliwe o ile nie doszło tam do globalnych zmian atmosferycznych.

Planeta Mars

Z kolei Mars doświadcza podobno globalnego ocieplenia. Na skutek tych procesów zaobserwowano na przykład zdecydowany wzrost siły burz występujących na powierzchni tej planety. Nie bez znaczenia jest też fakt, że doszło do zupełnego zaniku lodu w obszarach polarnych.

Planeta Jowisz

Zmian nie unikły też wielkie gazowe olbrzymy. Chmury plazmy nad Jowiszem zaczęły świecić z 200% większą jasnością. Ogromny pas w atmosferze zmienił przy tym swój kolor. Poza tym chmury stały się cieńsze i zdają się rozpuszczać szybciej niż kiedyś.

Planeta Saturn

Zmiany dotknęły też Saturna. prędkość równikowego prądu strumieniowego znacznie spadła i to zaledwie w ciągu 30 lat. Zjawisku towarzyszy niewytłumaczalny wzrost emisji promieniowania rentgenowskiego na równiku tej planety.

Planeta Neptun

Dalsze planety również ulegają zmianom. Uran znacząco zmienił swą jasność. Wzrosła aktywność atmosferyczna skutkująca pojawianiem się chmur. Warto zaznaczyć, że w przeszłości atmosfera była tam bardzo spokojna. Również na Neptunie atmosfera stała się jaśniejsza o około 40%. Nawet mały Pluton odnotował anomalię z ciśnieniem atmosferycznym, które wzrosło o 300% i to pomimo tego, że planeta ciągle odsuwa się od Słońca.

Planeta Uran

Co do Ziemi, to każdy chyba widzi, że wszystko się zmienia i to bardzo szybko. Pogoda często szaleje, a na dodatek widoczne są znaczące zmiany geofizyczne na naszej planecie. Może za to odpowiadać przesunięcie osi Ziemi, do którego doszło w ciągu ostatnich 30 lat.

Ziemia i Księżyc - foto: 123rf.com

Co zatem dzieje się w okolicy Układu Słonecznego, że praktycznie wszystkie planety i Słońce, doświadczyły fundamentalnych zmian, które bardzo trudno wytłumaczyć. Oczywiście zwolennicy teorii planety Nibiru od razu uznali, że to dowód na jej zbliżenie do nas, ale nie ma na to mocnych dowodów. Prawdę mówiąc zmiany wskazane powyżej mogą być powodowane licznymi czynnikami i nie sposób obecnie powiedzieć co wpływa na Układ Słoneczny. Pewne jest tylko to, że coś się dzieje, ale nadal nie wiadomo co.

 



Niewielka piramida odnaleziona na jednym ze zdjęć z Marsa może być dowodem na istnienie tam zaawansowanej cywilizacji

Niesamowity artefakt udało się odkryć ziemskiemu łazikowi Curiosity, który rzekomo jeździ obecnie po powierzchni Marsa. Jest to regularna piramida, do złudzenia przypominająca te znane nam z Egiptu.

 

Wielkość odkrytej piramidy nie jest zbyt imponująca. Szacując po zdjęciach może być ona nieco większa od typowego samochodu. Szczególnie zaskakuje to, że wypatrzona struktura wygląda tak jakby brzegi ostrosłupa zostały ścięte za pomocą jakichś narzędzi.Taka struktura raczej nie mogła powstać w sposób naturalny chociaż oczywiście takie wytłumaczenie od razu się pojawiło.

 

Eksperci z NASA zasugerowali też, że to co ludzie określają jako piramida na Marsie to efekt pareidolii, czyli przypisywania znanych kształtów przypadkowym wytworom przyrody. Niektórym być może łatwiej przyjąć takie wyjaśnienie, ponieważ w innym przypadku należałoby to uznać za kolejny dowód na to, że na Marsie istniała kiedyś zaawansowana cywilizacja, która została zniszczona w jakimś kataklizmie.

Warto też zwrócić uwagę na to, że w ostatnich dniach mamy swoisty wysp „piramid” rejestrowanych przez urządzenia należące do NASA, a znajdujące się poza Ziemią. Przed kilkoma dniami okazało się, że przypominającą ostrosłup strukturę odkryto również na planecie karłowatej Ceres, która jest usytuowana w tak zwanym Pasie Asteroid między Marsem a Jowiszem. W tym przypadku jednak rzekoma piramida jest ogromna i mierzy aż 6 km wysokości. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj.