Lipiec 2015

Księżycologia

Księżycologia jest to paranauka o Księżycu wypracowana poprzez nowatorskie i przełomowe połączenie rozfragmentowanej beznadziejnie na drobne wiedzy o Księżycu: z religioznawstwa, logiki, astrologii, zoologii, teologii, mitologii oraz bacologii.

 

Z wiedzy o naszym satelicie wiemy że on jest. Z logiki że go nie powinno być. Z teologii wynika, że Księżyc jest ojczystą planetą księży – w tym ojca Rydzyka. Z zoologii, że do niego wyją psy. Z mitologii wiadomo, że go odwiedziła jakaś masoneria, od katolików wiemy, że należy się do niego modlić, natomiast z bacologii wiadomo, że coś z Księżycem i to bardzo mocno jest nie tak. I stąd bezpośrednio zaszła wyższa konieczność stworzenia Księżycologii – nauki, która obejmie pełnym spojrzeniem Księżyc jako całość.

 

Według starożytnej mitologii dawno, dawno temu, kiedy Ziemią rządzili biali ludzie zamiast afrykańskich koczowników albo dinozaurów, pewien bardzo ciekawy wszechświata Amerykanin - niejaki Armstrong, pewnego dnia uważnymi oczami bystrego obserwatora podpatrzył jak sprytni farmerzy przykładają koniom rozpalone żelazo do dupy, aby je rozpędzić do prędkości dźwięku. Armstrong doznał wówczas epokowego natchnienia i pod jego wpływem też sobie rozpalił pod dupą bardzo wielki ogień i niczym koń wyścigowy, pognał przed siebie hen w przestrzeń.

 

Ogień był tak wielki, że Armstronga i jego żaroodporne majtki zaniosło na Księżyc. Tyle legendy o dzielnym Armstrongu i jego grubych gaciach. Jednakże niewiele jest w tych starożytnych podaniach prawdy, albowiem dziś, kiedy zadać sobie odrobinę trudu i odwiedzić w celach badawczych nawet najbardziej wykształcone amerykańskie getta i tam podpytać amerykańskich naukowców w temacie podróży na Księżyc, żaden nie kojarzy Armstronga. Wszyscy ci uczeni w ludzkiej mowie dżentelmeni z getta jak jeden uważają, że Armstrong nie był wcale podpalaczem i nie latał w przestrzeni w pancernych majtkach, tylko był rozśpiewanym alkoholikiem, który swym ochrypniętym głosem pijanego dozorcy wykonał nieprzemijający przebój wszechczasów: What A Wonderfull World.

Pikantnego smaczku tej aferze dodaje fakt, że nawet najwybitniejsi murzyni skoncentrowani w Narodowej Agencji Stowarzyszającej Afroamerykanów – NASA – nie mogą udzielić ani jednej logicznej odpowiedzi na niezliczone pytania dotyczące Księżyca. I to pomimo, iż oni również posiadają co do niego swoje starożytne teorie wypracowane na podstawie licznych prób z rozpalaniem ognia pod dupami ciekawych świata oblatywaczy oraz dźwięków ludowej muzyki z tam tama – co sprawia, że są w tym temacie najbardziej na Ziemi kompetentni. Ich wrodzone predyspozycje do nabierania olbrzymich prędkości – nawet one - nie pomogły im opracować technologii lotów na Księżyc. Jeśli więc im – bohaterskim murzynom, którym jako jedynym na świecie udało się w końcu pieszo dogonić najszybsze zwierzę na Ziemi – ostatniego etiopskiego kurczaka – wygrywać od stu lat najbardziej morderczy bieg na planecie – Derby Uchodźców - lub biegnąc z kanistrami wody po Saharze rok w rok zdobywać Puchar Głodnej (Sukcesów) Afryki – no to jakie szanse na podróż na Księżyc mogą mieć zapasieni dyletanci hitlerowca Von Brauna? Rakiety Von Brauna były przecież tak ociężałe i tak toporne, że nie dolatywały nawet z Brukseli do Londynu! Niemcy są totalnie przereklamowani, albowiem ot taki sobie prawie zupełnie nieznany i zapomniany Polski Program Kosmiczny – PPK - wykształcił na każdej wsi kadrę doświadczonych absolwentów – niesamowicie utalentowanych kosmonautów zdolnych do bezproblemowego umieszczenia na orbicie geostacjonarnej dużego satelity – nawet o masie petrobeczki z olejem do ciągnika. Według bacologii niemiecka pseudo nauka – tak samo zresztą jak i murzyńska - poszły już dawno temu w zupełnie złym kierunku jakichś paliw płynnych zamiast jeszcze na początku rozwinąć technologię paliw stałych – wtajemniczeni wiedzą oczywiście, że mówimy tu o napędzie karbidowym.

Polak potrafi. Polak jest skromnym naukowcem - kosmonautą. Jest w stanie latać nawet na beczce. Niemiec natomiast jest rozszczekany i niech się naszych osiągnięć wstydzi. Prędzej kury zaczną odlatywać do ciepłych krajów, niż taka Angela Merkel bez tony karbidu i kopa całej bundesligi wzniesie się w powietrze. Von Braun też zresztą był nielotem i się zbłaźnił całkowicie ze swoimi rakietami. Po wojnie za karę umieszczono jego i resztę Niemców w NASA razem z murzynami i program kosmiczny upadł totalnie. Współcześni potomkowie zesłańców z NASA – ci wszyscy zgermanizowani mulaci – obecnie nie są zdolni do zbudowania nawet motolotni – zamiast ich budują więc muskulaturę i udoskonalają anaboliczne odżywki dla kulturystów – dostępne zresztą w telewizji Mango po cenach hurtowych, jeśli się zamówi co najmniej trzy wiadra.

Świat się zmienia na naszych oczach – zmienia się też Narodowe Getto. W laboratoriach NASA produkują obecnie już nie tylko anaboliczno proteinowe dopalacze dla zresocjalizowanych kryminalistów, ale też znakomite odkurzacze, pisuary, szczepionki dla ludzi mających alergię na hamburgery syntetyczne, inteligentne dywaniki modlitewne z żyrokompasem pozwalającym muzułmańskim kosmonautom nawet w stanie nieważkości w pełni automatycznie nakierować wypiętą dupę na Mekkę, no i oczywiście kewlarowe kalesony dla dzikich zwierząt, a w przyfabrycznym sklepiku dla turystów jak ktoś ma szczęście do dostanie po niewygórowanej cenie elegancko polakierowanego plastikowego Shreka – który po naciśnięciu guzika – jak transformers przemieni się w rakietę saturn, przynętę na łososia, hulajnogę lub podświetlany diodami LED otwieracz do butelek z funkcją GPS i aplikacją autonomicznie umieszczającą fotki wszystkich kapsli u Cukierberga na Facebooku.

Technologia się rozwija w niesamowitym tempie i nawet teraz w pełni sezonu ogórkowego jest w stanie bez trudu dopaść największych nawet ortodoksyjnych turystów. Sezon ogórkowy to jest rzecz straszna – niechybnie wskazuje nadejście lata. Dla tych, którzy nigdy nie widzieli prawdziwego ogórka i nie wiedzą kiedy wziąć urlop, podpowiem że lato można rozpoznać również na wiele innych sposobów, z których oczywiście najmniej pewny jest ten w formie prognozy pogody lub przepowiedni górala pijanego w trzy dupy. Lato rozpoznajemy nieomylnie proszę państwa, kiedy w tramwajach nie da się otworzyć okien… tych samych, których nie można domknąć zimą. Inny sposób na bezbłędną prognozę: zimą menele jadą tramwajami, latem tramwaje jadą menelami – to bardzo proste określić w tym zakłamanym świecie, kiedy naprawdę jest pora roku dobra na ogórki.

Mnie ta ogórkowo letnia technologia dopadła, kiedy w związku z aferą księżycową postanowiłem sobie sprawić nowy aparat, który umożliwi mi popchnięcie Księżycologii na wyższy level. Omijając więc szerokim łukiem tramwaje udałem się do sklepu i w ramach zbierania niepotrzebnych gadżetów nawet taniej niż Transformersa-Shreka nabyłem najnowszego Kodaka z serii Astro Zoom, aby przystąpić do eksploracji otaczającego mnie kosmosu i wykonać w końcu dobre zdjęcia nawet najbardziej oddalonym od mojej galaktyki nudystkom. Możecie uwierzyć lub nie ale oprócz gigantycznego zooma X 208 (optyczny X 52 + cyfrowy X 4) aparat posiada funkcje o których nie śniło się nawet fizjologom z NASA. Ma nie tylko samowyzwalacz reagujący na uśmiechniętą mordę ale wykrywacz twarzy… u kota i psa! Masakra normalnie – idzie kundel albo futrzak a foty się same robią i ponadto zaraz się wysyłają samodzielnie przez WI FI bezpośrednio do NASA. Cukierberg ze swoimi kapslami musi być ha, ha, ha zdruzgotany normalnie… jaka żenada… no ale nieważne. Ważne, że mam w końcu zdjęcia Księżyca i gołych bab o jakości lepszej niż z teleskopu Hubbla.

Ba, do moich fotek nie umywa się nawet materiał z profesjonalnego studia, gdzie kręcono Lądowanie Na Księżycu bo mój Kodak nie tylko rozpoznaje psy i koty ale nawet gołych ludzi, a u ludzi wygładza skórę i powiększa oczy. Ten mały i nieważny krok bacy w sklepie ze sprzętem wolnym od cła i podatku, sprawił, że Bacologia i Księżycologia niewielkim kosztem zrobiły wielki krok dla ludzkości – obecnie mogę udowodnić wszystkim niedowiarkom, że są bardzo dziwne jasne plamy na Księżycu – głównie pośrodku kraterów - oraz jeszcze jaśniejsze łańcuszki i kolczyki w łechtaczkach – o czym wcześniej nawet nie miałem bladego pojęcia. Fascynujące są tajemnice przyrody. Wszystko w Full HD, Stereo i niemożliwych do przeliczenia mega pikselach. Myślę, że jak NASA już się upora i skataloguje prawidłowo wszystkie wchodzące mi nieustannie pod obiektyw pudle, sznaucery, ratlerki, dogi (oraz rozjechanego na poboczu borsuka), to wypożyczy ode mnie Kodaka na wyprawę na Marsa, aby po raz pierwszy w historii udostępnić lemingom materiał w przyzwoitej rozdzielczości – gdzieś czytałem, że chcą w tym celu wysłać wystrzelić w kosmos paru silnych i przystosowanych do pracy na pustyni murzynów.

Być może murzyni ci lecąc na Marsa wpadną po drodze na Księżyc, kiedy na przylądku Canaveral uda się wreszcie rozpalić im pod dupą jakiś sprawiedliwy ogień, a następnie wyjaśnić parę księżycowo murzyńskich zagadek, jakie nieustannie propaguje NASA. Zagadki stojące przed obamopodobnymi von Braunami są iście salomonowe:

1. Księżyc powstał rzekomo w tym samym okresie co Ziemia. Problem z tą teorią polega na tym, że nasz satelita jest zbudowany z zupełnie innych minerałów – a co niektóre z nich są parę miliardów lat starsze niż Ziemia. Hm…

2. Księżyc latał sobie po kosmosie swobodnie do czasu, aż go przechwyciła ziemska grawitacja. „Niewielki” problem z tą teorią jest taki, że Księżyc to największy satelita w Układzie Słonecznym i jest po prostu za duży, aby nasze słabe pole grawitacyjne przechwyciło go i umieściło na orbicie. Przecież ziemskie pole nawet stacji Mir nie przechwyciło i kiedy skończyło się paliwo zwaliła się ona na glebę – podobnie zresztą jak setki innych satelitów. Te cienkie pole przechwyciło póki co tylko parę śrubek no i kombinerki kiedy na spacerze kosmicznym zgubiła je jakaś amerykańska łajza.

3. Księżyc jest na orbicie stacjonarnej. Jest to jedyny satelita na takiej orbicie i nawet najzręczniejsze ręce doświadczonego zbieracza bawełny nie sklecą teorii tłumaczącej dlaczego tak jest, że jest to orbita niemal kołowa. Dobroczynna Fundacja Kościoła Bacologicznego jest w stanie ufundować całą europaletę bananów kosmonaucie, który dla dobra ludzkości ten dziwny fenomen wyjaśni.

4. Z wielu badań, zwłaszcza misji Apollo wynika, że Księżyc jest całkiem lub częściowo pusty. To kolejne poważne wyzwanie dla NASA i lepiej żeby z wyjaśnieniem ci uczeni ludzie się pośpieszyli, bo może być już za późno kiedy banany zrobią się brązowe.

5. Dlaczego księżycowe kratery są wielkie, płytkie i niezwykle płaskie? Przecież tam nie ma atmosfery, która by meteory wyhamowywała zanim pierdykną o powierzchnię. Porównując ziemskie i księżycowe kratery od razu widać zasadnicze różnice – „nasze” są wyglądem zbliżone do artyleryjskich lejów – głębokie i o stromych brzegach - a tamte kompletnie płaskie – a powinno być dokładnie na odwrót. Innymi słowy, księżycowe kratery wyglądają jakby na rozsypaną na czymś twardym mąkę spuścić ostrożnie krople wody, a ziemskie jakby na tę mąkę spadały bomby atomowe. Trzymam kciuki, aby jakiś ciemnoskóry sturmbanfuhrer von Braun Junior kiedyś to objaśnił.

6. Niezliczoną ilość razy obserwowano na Księżycu dziwne światła, konstrukcje lub opary, które po jakimś czasie znikały i mimo lepszego sprzętu nie dały „się zaobserwować” ponownie. Jak to wytłumaczyć?

7. Dlaczego po rzekomym zwycięstwie w wyścigu na Księżyc Stany Zjednoczone Afroamerykanów całkowicie zrezygnowały z programu kosmicznego, a nawet zaczęły po cichutku mordować swoich latających murzynów od czarnej roboty? W latach 1964 - 1967 w zupełnie niewyjaśnionych okolicznościach zginęło ponad 15 % korpusu astronautów NASA!

8. Po jaką cholerę Stanley Kubrick nakręcił Lądowanie Na Księżycu CELOWO zamieszczając w nim masę filmowych błędów, których nie robią nawet filmowi amatorzy: łopocząca flaga, różne kąty padania cieni, nie poruszony nawet na milimetr pył pod dyszami heh… odrzutowego lądownika, elementarne błędy z wręcz cudownie doskonałą głębią ostrości co poskutkowało tym, że… WSZYSTKIE zdjęcia są udane, ostre i świetne – co się NIGDY przecież nie zdarza w rzeczywistości. Dlaczego zastosował archaiczne filmowe techniki trikowe z doklejaniem tła do aktorów na pierwszym planie – widoczne nawet dla laika, który się pobawi „księżycowymi” zdjęciami na komputerze manipulując kontrastem i jaskrawością i bardzo, bardzo wiele innych błędów? Czyżby Stanley pragnął, aby po latach prawda wyszła na jaw? Dlaczego?

9. Dlaczego NASA „zagubiła” oryginalny najważniejszy film na planecie – ten z rzekomego lądowania na Księżycu?

Nieścisłości i niewytłumaczalnych spraw związanych z naszym satelitą jest tak wiele, że nawet nadanie im przez ludzi z getta uroczej nazwy „księżycowe anomalie” nie jest w stanie przysłonić prostego faktu, że dosłownie cały Księżyc jest jedną wielką anomalią. Tak wielką, że chyba tylko TIR darmowych bananów mógłby skłonić murzynów aby się tam udali po garść informacji. Jestem jednakże pogodnym optymistą i mam nadzieję, że małe żółte ludziki kiedyś też rozpalą sobie pod dupą duży żółty ogień i zainstalują na Księżycu parę ton apetycznych bananów co sprawi, że NASA w końcu się ogarnie i wreszcie się czegoś dowiemy o Księżycu co nie będzie żydomasońską propagandą.

Po za tym wszystkim dochodzą do wyżej wspomnianych anomalii te cholerne fazy. Od lat problem faz księżycowych nie daje mi spokojnie wypić piwa. O co chodzi? A o to, że są takie dni, kiedy na niebie jednocześnie świeci i Księżyc i Słoneczko – sytuacje takie zdarzają się stosunkowo często i nie ulega wątpliwości, że teraz kiedy mam w aparacie funkcję „panorama 360 stopni” kiedyś te zjawisko uda mi się wreszcie obiektywem… obiektywnie ogarnąć i dla niedowiarków uwiecznić. Problem z fazami Księżyca jest taki, że nie zawsze Księżyc jak wszystkim wiadomo jest w… pełni. Są tak zwane rogale – raz rogal jest z lewej a innym razem z prawej – słynne księżycowe fazy. Uczeni w piśmie murzyni z NASA twierdzą od lat, że zjawisko faz jest spowodowane tym, że Ziemia od czasu do czasu rzuca cień na powierzchnię Księżyca i to powoduje, że nie widać całej jego powierzchni.

Logiczne?

Na pozór tak, ale tylko na pozór, bo przecież istnieją sytuacje takie jak już wspomniałem – że na niebie jest i Księżyc i Słońce jednocześnie – i w związku z tym NIC wówczas nie stoi na przeszkodzie promieniom Słońca OŚWIETLAJĄCYM wówczas Księżyc. A ten jest w formie rogala zamiast PEŁNI.

DLACZEGO? DLACZEGO? DLACZEGO?

Dlaczego więc są też te cholerne pełnie, w sytuacji, kiedy na niebie jest tylko Księżyc a Słoneczko już dawno zaszło i znajduję się dokładnie po drugiej stronie Ziemi? Hę? Ha, jeśli noc ma na przykład 10 godzin to od zachodu Słońca można odliczyć 5 godzin aby być PEWNYM że jest ono dokładnie po drugiej stronie Ziemi, czyż nie?

Tak więc skoro to tak to dlaczego co dobę nie ma faz Księżyca – skorelowanych z ruchem Słońca – tylko mają one cykl… całkiem z dupy wzięty - miesięczny? Murzyni twierdzą, że pełnia w nocy to jest efekt Słońca oświetlającego zza drugiej półkuli jego powierzchnię.

Logiczne?

Na pozór tak, ale tylko na pozór, no bo przecież Słońce świecące zza drugiej półkuli (kiedy na naszej jest noc) też „robi” Księżycowi różne fazy. Raz jest to sierp lewy a raz prawy. I tu powraca po raz kolejny pytanie – dlaczego, kiedy niczego nie ma na przeszkodzie i Słońce świeci prosto na Księżyc ten także ma najróżniejsze fazy zamiast być za każdym razem „taki sam” w „takiej samej sytuacji” a czasami nawet w pełni? Zwłaszcza, że do jego oświetlenia dodatkowo dociera jeszcze światło odbite od powierzchni Ziemi?

To rozsądne pytania i uwierzcie mi ludziska – absolutnie żadna animacja faz dostępna w necie nie tłumaczy tego zjawiska – te animacje przeczą temu co widać na własne oczy - gdzie nie zajrzeć zamiast uczciwej odpowiedzi typu „nie wiem” sam paranormalny nawiedzony bełkot i pseudonaukowe brednie. A pytanie zasadnicze jest od lat bez odpowiedzi: dlaczego, kiedy nic nie stoi na przeszkodzie Księżyc nie jest w pełni? Hę?

Zapytam o to samo ale inaczej – dlaczego, kiedy Ziemia stoi na przeszkodzie promieniom słonecznym… bywają pełnie? Oświetlenie Księżyca (będącego jednocześnie ze Słońcem na niebie) powinno dla obserwatora stojącego na Ziemi przybrać formę rogala na chłopski rozum, skoro Księżyc jest oświetlony z boku, nieprawdaż? I tu się rodzi kolejne pytanie bez odpowiedzi: dlaczego więc pełnie Księżyca bywają? Dlaczego pełnie występują nawet w sytuacjach, kiedy Ziemia „rzuca” na niego swój cień?

Proszę tylko się nad tym chwilę spokojnie zastanowić, nie udawać przemądrzałych i nie szukać pochopnie odpowiedzi na stronach NASA – tam jest wyłącznie bełkot - zapewniam. Bełkot tak samo nieporadnie tłumaczący fazy Księżyca jak na przykład bełkot na temat obiegu na Ziemi wody. NASA – w odróżnieniu od bacologii - nie jest w stanie wytłumaczyć nawet skąd się bierze woda w… źródłach wody, tak więc proszę się nawet nie łudzić, że wytłumaczy sprawy wyższych rzędów. To tylko murzyni w końcu. I to by było na tyle moich przemyśleń na temat Księżyca. Fazy są póki co, jedną, wielką tajemnicą – tajemnicą, która niestety ale tylko się rozkminia, rozkminia i… nie może rozkminić w dalszym ciągu. Zapewniam że - aczkolwiek sam nie wierzę tym oszołomkom - to jednak obiektywnie muszę tu przyznać, że aferę z fazami Księżyca dużo logiczniej niż NASA wyjaśniają matołki od Teorii Płaskiej Ziemi – te wszystkie rozmodlone ofiary biblii, nadstawiające zawsze bliźniemu drugi pośladek i pokutujące na wieki wieków za grzechy żydów.

Księżycologia natomiast się nie poddaje czynnościom pokutnym tylko się rozwija dynamicznie więc wracam do własnych badań i dodam kończąc, że nie jest to wcale takie proste i łatwe jak by się mogło wydawać, bo jak tylko jest pełnia i mam pod ręką aparat i zapas aromatycznego piwa z limitowanej serii Rio Grande albo Sombrero Tequilla, to natychmiast jakieś latające zwierzęta z NATO rozpylają mi smugi chemiczne i udupiają w ten sposób cały zaawansowany bacologiczny program kosmiczny. To skandal po prostu, żeby tak inwestować w aromatyczny browar a potem czekać na pełnię no i doczekać się… smugi z chemicznego murzyna. Grubej jak Droga Mleczna. Do dupy taka zabawa. Ja żądam i to bardzo stanowczo dostępu do bezchmurnego nieba! Na zakończenie zaprezentuję parę autorskich fotek Księżyca strzelonych oczywiście z mojej pewnej ręki w przerwach pomiędzy smugami – co notabene jest dowodem naukowym na to, że zamiast w statywy jakieś o wiele bardziej opłaca się zainwestować w zgrzewkę Rio Grande lub Sombrero Tequilla.

I niech nikt mi już nigdy więcej nie wmawia, że NASA mająca przecież zagrabioną z Niemiec po wojnie lornetkę Zeissa i beczkę bawarskiego piwa, nie może zrobić lepszych fotek, bo skądinąd i tak wiadomo, że masoneria posiada tak doskonałe teleskopy, że mogłaby (gdyby oczywiście chciała) pory roku precyzyjnie określić po otwartych lub nie otwierających się oknach w księżycowych tramwajach.

Uny coś tam ukrywają, zapewne księżycowych meneli, i tylko to jest w Księżycu na dziś pewne.

 

 

 



Odnajdowane są kolejne lewitujące skały na Marsie

Od czasu gdy na Ziemię docierają zdjęcia z Marsa wykonane przez łaziki, pojawia się coraz więcej ciekawych anomalii. Część z nich tłumaczona jest jak pareidolia, czyli doszukiwanie się znajomych kształtów w przypadkowych formacjach. Teraz jednak mamy do czynienia z czymś innym - z lewitującą skałą.

 

Na zdjęciu przesłanym przez łazik Curiosity wypatrzono coś zdecydowanie dziwnego. Jest to jakby skała, która unosi się nad powierzchnią Marsa. Co więcej widać nawet cień, który odpowiada rozmiarom tej skały. Oczywiście najprostsze wyjaśnienie zakłada uznanie, że mamy do czynienia ze złudzeniem optycznym, ale czy aby na pewno?

Zresztą to nie pierwszy przypadek gdy wypatrzono coś co wygląda jak kamień lecący nad powierzchnią tej planety. Być może to kolejna dziwaczna pareidolia, ale nie można też wykluczyć, że są to jakieś rodzaje sond kosmicznych, które badają postępy ludzkości w eksploracji kosmosu.

 

 

 



Mordercze ocieplenie ?

O globalnym ociepleniu, można się nasłuchać i naczytać na wielu stronach nie tylko informujących o klimacie, niby nic, a jednak temat jest wnerwiająco zabawny. Dlaczego piszę o tym właśnie na Innemedium?A dlatego, że tu się pisze o zjawiskach niesamowitych, a takim zjawiskiem właśnie jest globalne ocieplenie.

 

Naukowcy dysponujący „niezbitymi dowodami” że klimat się ociepla mają wiele racji...ale rządcy tego świata, sprytnie nadużywają tych „dowodów” do manipulacji ludźmi i narzucają na kraje jakieś limity emisji dwutlenku węgla i takie tam...a jak wiadomo limit = kara za przekroczenie Smile

 

i tak to trwa i trwa a naród wierzy, bo przecież tak głosi nauka, a tymczasem ta sama nauka ostrzega że niedługo czeka nas kolejna epoka lodowcowa...no tak...

 

czyli że jak? Klimat się tak ociepli że aż zamarzniemy ??? Biggrin

 

Tymczasem czy ktoś się kiedyś zastanawiał, słuchając tych bajek o ociepleniu, czy klimat na ziemi zawsze był stabilny? Ależ skąd, nawet jak ludzi nie było klimat zmieniał się raz po raz i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, były okresy gorące i okresy zimne i nauka wcale temu nie przeczy, a usilnie stara się znaleźć winnego ocieplania się klimatu.

 

Człowiek z otwartym umysłem kojarzy niektóre fakty i tak łatwo nie da się zmanipulować, ziemi nie ogrzewa tylko słońce...ziemia cokolwiek ma w środku...ma to gorące Wink a ciepło promieniuje na zewnątrz , poczytajcie sobie jaką temperaturę mają górnicy 1000m pod ziemią i głębiej...tam nie jest zimno ...słońce ogrzewa nas z zewnątrz ale naszym grzejnikiem są prądy oceaniczne i powietrzne, które transportują to ciepło w różne regiony świata ...dlatego w bezchmurne noce temperatura nie spada nam do około -270 stopni chociaż słońce nas przestaje ogrzewać, ów grzejnik działa dalej.

 

Problem w tym, że zarówno jak i reakcje zachodzące na słońcu, jak i pod ziemią przez wieki się zmieniają i owe epoki ciepłe i zimne nie są winą człowieka...

 

najlepszym dowodem na to, że tak jest, jest chociażby to, że gdy przypuśćmy na to u nas mamy upały, gdzie indziej jest nienaturalnie zimno...winne są zmiany prądów rozprowadzających ciepło, które nigdy nie bedą zachowywać się tak samo przez wieki.

 

Globalne ocieplenie, można włożyć między bajki, tak samo jak „wyprodukowanie atmosfery na marsie.

 

Czyż myślicie inaczej ?

 

 



Dziwna czaszka znaleziona w rosyjskim Stonehenge

Podłużne czaszki to notowany na całym świecie fenomen, który dla naukowców głównego nurtu jest czymś wyjątkowo uciążliwym. Początkowo wytłumaczenie ich istnienia było proste i naukowcy w swoich wyjaśnieniach opierali się na celowych deformacjach przeprowadzanych przez plemiona Afrykańskie. Co jednak można powiedzieć,gdy tego typu relikt znajduje się na obrzeżach Rosji ? 

 
Cały szkielet humanoida z wydłużoną czaszką odnaleziono w rosyjskim odpowiedniku Stonehenge czyli Arkaim. Jest to archeologiczny plac, który stworzono w 1987 roku nieopodal Czelabińska w centralnej Rosji, tuż obok granicy z Kazachstanem. Te wielkie na ponad 20 000 metrów kwadratowych pozostałości budowli datuje się na XVII wiek p.n.e i to właśnie stąd bierze się porównanie do Stonehenge. Mimo iż całość osady spłonęła już dawno temu, ogólny jej rozkład i dwie zewnętrzne ściany są wyraźnie dostrzegalne nawet i teraz. Ich układ prowadzi naukowców do hipotezy, że podobnie jak Stonehenge Arkaim również pełniło rolę obserwatorium.

Maria Makurova, która zgłosiła odkrycie do rosyjskiej  TASS opisała znalezisko jako "dobrze zachowany szkielet kobiety". Zdaje się że wstępne badania umożliwiły określenie wieku znaleziska na II lub III wiek p.n.e. Badaczka spekuluje, że czaszka kobiety może być wskaźnikiem tego, że była ona członkiem plemienia Sarmati, które żyło właśnie na tym obszarze i znane było między innymi z celowych deformacji czaszek dzieci.
Tego typu wyjaśnienie na pewno uspokoi wszystkich sceptyków i bez wątpienia jest ono prawdopodobne.  Idąc jednak tą drogą, dlaczego wiele prymitywnych plemion właśnie w taki sposób ceremoniowało swoje oddanie bogom ? Jest to trudne do zrozumienia, jak wiele podobieństw istnieje między kulturami, które nigdy tak na prawde nie były w stanie się spotkać. Bez wątpienia nie jest to przypadkiem, a fakt, że cały nasz glob jest obsypany tego typu znaleziskami tylko to potwierdza. Obie Ameryki, Afryka, Azja, ciekawe jakie miejsca jeszcze mogli odwiedzić starożytni bogowie.

 
 
 



W satanistycznej świątyni w Detroit zaprezentowano wielką statuę Baphometa

W Detroit odbyła się chyba największa satanistyczna publiczna ceremonia w historii. Grupa przedstawicieli Kościoła Szatana zaprezentowała tam 4 metrową statuę bóstwa zwanego Baphometem. To ten sam cielec do którego rzekomo modlili się Templariusze.

 

Kościół Szatana udostępnił największy posąg Baphometa na prywatnej imprezie, gdzie ludzie mogli przyjść tylko po nabyciu biletów kosztujących 25 dolarów. Miejsce zdarzenia ze względów bezpieczeństwa nie zostało ogłoszone publicznie i było znane tylko tym, którzy kupili bilety.

Posąg Baphometa wykonano z brązu. Waży około tony i nigdy nie był pokazywany w miejscach publicznych. Statua przedstawia rogatą postać, która nosi odwrócony pentagram i jest otoczona figurami dwóch młodych dzieci.

 

Cała impreza została oprotestowana przez środowiska odwołujące się do kultury chrześcijańskiej. Jednak pod satanistyczną świątynią zgromadziło się tez odpowiednio dużo zwolenników drugiej strony którzy krzyczeli "Hail Satan". Detroit, upadające duże amerykańskie miasto, może się stać wkrótce jeszcze bardziej upadłe.

 

 

 



Brytyjczycy boją się czarnych pierścieni, pojawiających się czasem nad ich miastami

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii byli świadkami niezwykłego zjawiska – na niebie  nad miastem Nottingham pojawił się czarny pierścień, pisze Komsomolskaja Prawda.


Dziwna ciemna postać uchwycona na zdjęciu nieba nad El Paso w Teksasie

Powyższe zdjęcie przedstawia to co udało się uchwycić przypadkiem jednemu z mieszkańców Teksasu. Bynajmniej nie fotografował on świadomie dziwacznej anomalii tylko piękny zachód Słońca. Niezwykły kształt zauważono dopiero po wykonania zdjęcia.

 

Świadek twierdzi, że na to co jest na tym ujęciu zwróciła mu uwagę żona, która przeglądała zdjęcia 20 minut po ich wykonaniu. Według przekazów w trakcie wykonywania tego ujęcia na niebie nie było ptaków. W istocie wykonano dwa zdjęcia, ale tylko na jednym jest ta dziwna anomalia.

Skończyło się na tym, że autor, który postanowił pozostał anonimowy, przekazał sprawę do rozwiązania amerykańskiej organizacji ufologicznej MUFON, gdzie obserwacja ta została zarejestrowana pod numerem 68439. Do teraz nie pojawiło się żadne sensowne wytłumaczenie. Niektórzy sugerują, że to jakieś istoty międzywymiarowe. Sceptycy z pewnością będą raczej podejrzewać niedoskonałość aparatu fotograficznego. Fenomen pozostaje nierozpoznany.

 

 

 



Nad świetlistymi plamami nad planetą karłowatą Ceres dostrzeżono mgłę

Oczy całego świata w ciągu ostatnich dni były skierowane w strone Plutona. Tymczasem na dużo bliższej nam planecie karłowatej Ceres naukowcy odkryli coś co może wyjaśnić tajemnicę, która już blisko rok zaprząta głowy pracowników NASA.

 
 
Zgodnie z tym co twierdzi jeden z badaczy odpowiedzialnych za wyjaśnianie sekretu świateł Christopher Russell, nad jednym z kraterów w którym znajdują się tajemnicze światła (Occator), o regularnych porach można dostrzec coś co wygląda na mgłę.
 
"Niektórzy członkowie ekipy badawczej byli już przekonani co do wytłumaczenia z solą, ale odkrycie mgły sugeruje, że na Ceresie może mieć miejsce zjawisko sublimacji lodu." - powiedział naukowiec - " Równo w południe jeśli spojrzy się na błyszczące plamy widać coś co na pierwszy rzut oka przypomina mgłę. Wraca ona na miejsce w regularnych odstępach czasu i zakrywa blisko połowę krateru."
Na ten moment nie wiadomo jednak nic więcej ponieważ od awarii z 30 czerwca spektrometr zamontowany na sondzie Dawn nie działa tak jak powinien, przez co mapowanie Ceresa staje się niemożliwe. Podobna historia miała zdaje się miejsce również w 2011 roku kiedy to sonda dobiła do orbity asteroidy Vesta.  
Jeżeli okaże się jednak iż na planecie Ceres rzeczywiście obserwuje się wodę w postaci mgły, to nawet jeśli wydziela się ona z "lodowych wulkanów" jak to twierdzi NASA, to jest to fenomen o niebywałym znaczeniu. Zjawisko sublimacji, które ma być odpowiedzialne za pojawienie się mgły sugeruje, że na powierzchni tej palnety karłowatej dzieje się więcej, niż chcieliby tego nasi naukowcy. Ciekawe ile jeszcze takich "przypadkowych awarii" będzie miało miejsce nim NASA przyzna, że sonda Dawn odnalazła coś czego współczesna nauka obawia się najbardziej.
 
 


Symbole Vinca - czy to najstarsze pismo świata?

Kultura Vinca jest jedną z najstarszych kultur europejskich, sięgając swymi początkami epoki neolitu. Pierwsze ślady tej kultury odkrył serbski archeolog Miloje Vasic w 1908 roku w miejscowości Vinca 16 km na wschód od Belgradu. Kultura Vinca rozwijała się na Bałkanach pomiędzy 5500 p.n.e. do koło  3500 roku p.n.e. Potwierdzony badaniami archeologicznymi zasięg kultury Vinca można określić w następujących granicach. Zachodnia granica opiera się o Chorwację (rejon Vukovaru)| wschodnia o Rumunię (Transylwania) natomiast na osi północ- południe skrajne punkty to południowo zachodnie Węgry i północna Grecja (pogranicze macedońskie).

 

U szczytu rozwoju kultura Vinca, odgrywała ważną rolę w południowo-wschodniej Europie. To właśnie kultura Vinca jako pierwsza na świecie wkroczyła w epokę chalkolitu (epoka miedzi, to okres przejściowy pomiędzy neolitem a epoką brązu). W miejscowości Plocnik archeolodzy odkryli zaawansowany warsztat metalurgiczny z kominami i rurami napowietrzającymi oraz najstarsze przykłady narzędzi miedzianych oraz miedzianych ozdób. Odkrycie w Plocnik przesunęło początek epoki miedzi o 500 lat w stosunku do wcześniejszych ustaleń.  Kultura Vinca została więc pionierem metalurgii podczas gdy inne  równoległe kultury tkwiły w epoce kamienia.

 

Na terenie kultury Vinca pojawiają się po raz pierwszy w Europie drewniane domy piętrowe, meble, które współczesny człowiek rozpozna jako formę krzesła i stołu. Ludzie kultury Vinca byli w stanie wykonać ubrania o skomplikowanych wzorach co świadczy o wysokich umiejętnościach w dziedzinie tkactwa. Także ceramika kultury Vinca wyróżnia się na tle innych równoległych kultur wysoką jakością i bardziej skomplikowanym procesem produkcyjnym. Kulturze Vinca przypisuje się także wprowadzenie do użycia po raz pierwszy (napewno w Europie) koła.  A także użycie po raz pierwszy w Europie rodzaju pługu zaprzęgniętego do zwierząt pociągowych.

 

Ta rewolucja w rolnictwie pozwoliła na wprowadzenie do uprawy nowych roślin takich jak len, pszenica, jęczmień i owies. Spowodowało to zapewne nadwyżkę żywności co automatycznie poskutkowało gwałtownym rozrostem populacji. Odkryte do tej pory osady kultury Vinca zadziwiają swą wielkością, będąc największymi osiedlami w Europie tamtych czasów a w wielu przypadkach rzucając nawet cień na współczesne im osady z kręgu kultury egejskiej czy kultur Bliskiego Wschodu. Dla przykładu można podać osadę w Divostin, składała się ona z 1028 domów i zamieszkana była przez około 8200 osób lub osada w Stubline zamieszkane maksymalnie przez 4000 mieszkańców, nieco mniejsza osada znajduje się w Belo Brdo osada pokrywała 29 hektarów i zamieszkana była przez około 2500 ludzi.

 

Intrygującym aspektem kultury Vinca są zoomorficzne i antropomorficzne figurki, którym przypisuje się funkcje kultowe. Razem z figurkami odkrywano ołtarzyki na trzech lub czterech nogach co wskazuje na istnienie systemu kultowego.  Do tej pory odkryto ponad 1000 figurek, czasami pomalowanych. Zwraca uwagę, że większość z figurek przedstawia postaci o kobiecych cechach fizjologicznych. Na tej podstawie podejrzewa się, że kultura Vinca mogła być kulturą matriarchalną

 Powyżej przykłady figurek Vinca

Jednak najbardziej intrygującym i gorąco dyskutowanym aspektem cywilizacji doliny Dunaju, jest ich domniemane pismo. Niektórzy naukowcy (głównie specjaliści zajmujący się rejonem Mezopotamii) utrzymują, że symbole Vinca są właściwie tylko zbiorem figur geometrycznych i symboli, zwyczajnymi dekoracjami bez głębszego znaczenia. Ignorując fakt, że istnieje ponad 700 różnych symboli co jest liczbą podobną do ilości hieroglifów w piśmie egipskim. Czasami w świecie naukowym można spotkać się z opiniami, że w najlepszym razie ludzie Vinca skopiowali swe znaki od którejś z kultur Mezopotamii, zapominając przy tym, że niektóre z tabliczek Vinca zostały przebadane laboratoryjnie i stwierdzono, że są starsze niż tabliczki sumeryjskie.  

Powyżej gliniane tabliczki w formie amuletu lub wisiorka

Inni tak jak Harald Haarmann, wybitny niemiecki naukowiec, językoznawca i kulturoznawca, wiodący specjalista w dziedzinie starożytnych skryptów i starożytnych języków. Obecnie wiceprezes międzynarodowej instytucji The Institute of Archaeomythology. Zdecydowanie popiera pogląd, że symbole Vinca są najstarszym przykładem pisma na świecie. Utrzymuje On, że symbole Vinca zawierają w sobie cechy prawdziwego systemu piśmienniczego. Jeśli ta teoria jest poprawna, mamy do czynienia z najstarszym znanym pismem stworzonym przez rodzaj ludzki. Symbole Vinca określane czasem mianem protopisma predatują pismo sumeryjskie a nawet symbole z tabliczki Dispilio datowane na rok 5260 p.n.e.(patrz osobny artykuł na temat tabliczki Dispilio)  Nie dziwi więc, że badacze specjalizujący się w kulturach Bliskiego Wschodu negują a nawet czynnie przeszkadzają i blokują badania tak nad symbolami Vinca jak i nad tabliczką Dispilio.

Powyżej przykłady znaków Vinca

Spór trwa i na pewno zasługuje na dalsze i szersze badania. Miejmy nadzieję, że nowe badania nad kulturą Vinca przyniosą nam nowe fascynujące odkrycia potwierdzające, że na terenie Europy pod koniec neolitu rozwinęła się zaawansowana kultura dysponująca pismem.

 

Artykuł pochodzi z serwisu historycznego:



Potężny obiekt wypatrzony w okolicy Słońca

Praktycznie cały czas pojawiają się doniesienia, że na zdjęciach Słońca wykonywanych przez kosmiczne obserwatoria solarne należące do NASA, pojawiają się dziwne obiekty. Naukowcy twierdzą, że to "artefakty obrazu", ale ufolodzy analizują te dane sugerując, że to statki kosmiczne. Właśnie doszło do kolejnego tego typu przypadku.

 

Nietypowy obiekt zaobserwowano 15 lipca bieżącego roku na zdjęciach z koronagrafu SOHO. Rzekomy obiekt, który uchwycono na pierwszy rzut oka nie wygląda imponująco, ale ufolodzy docenili jego regularny kształt sugerując, ze jest to ogromny statek kosmiczny wielkości około 200 tysięcy kilometrów kwadratowych, co odpowiada powierzchni typowego kraju na Ziemi.

 

Wedle niektórych teorii nasze Słońce pełni też funkcję transportową. Jak twierdzą niektórzy badacze wszystkie gwiazdy we wszechświecie mogą być czymś w rodzaju "gwiezdnych wrót", a supermasywne czarne dziury znajdujące się w centrach galaktyk to wielkie huby transportowe jak nasze większe lotniska.

 

Jednak przyjęcie do wiadomości, że w naszej całkiem bliskiej okolicy trwa duży ruch statków kosmicznych, których pasażerowie zupełnie nie zwracają na nas uwagi wydaje się być dla większości ludzi teorią nie do przyjęcia, ale czy my sami tak bardzo interesujemy się mrowiskiem w naszej okolicy? Dlaczego zatem założenie, że istoty, które byłyby w stanie wykorzystywać gwiazdy do transportu przez galaktyki, będą tak bardzo zainteresowane kontaktem z nami?

 

 

 

Źródła:

http://sohowww.nascom.nasa.gov//data/REPROCESSING/Completed/2015/c2/2015...

https://www.rt.com/news/310459-nasa-ufo-sun-aliens/



Strony