Październik 2015

Efekt placebo leczy depresję niemal tak samo dobrze jak drogi farmaceutyk opracowany przez koncern medyczny

Od dawna wiadomo, że siłą umysłu można uleczyć praktycznie wszystko, trzeba tylko wierzyć, że to jest możliwe. W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono właśnie badania, których wyniki zdają się potwierdzać tę zasadę. Wykazały one, że różnica skuteczności działania między placebo i prawdziwymi lekami jest niemal niezauważalna.

 

Wysokie wskaźniki wyleczenia zostały zarejestrowane po zastosowaniu substancji, które nie mają wpływu medycznego. Naukowcy odkryli, że w ciągu ostatnich 25 lat zwiększyła się liczba przypadków pozytywnego wpływu na siłę wyleczenia za pomocą przekonania, że pomaga im lek. Eksperci twierdzą, że dobre wyniki z placebo u pacjentów, osiągnięto zwłaszcza u tych, którzy przeżywają przewlekły ból, depresję, zmęczenie i nudności.

 

Poprzez obrazowania naukowcy byli w stanie odkryć, że u pacjentów otrzymujących placebo zaczynają pracować części mózgu, które kontrolują ból. W trakcie badania pacjenci anonimowo otrzymali lek lub placebo, a następnie zapisywali zmiany w swojej kondycji.

Koncerny farmaceutyczne są sfrustrowane, bo lata badań w celu stworzenia wymyślnych leków na depresję zostały zakończone bez skutecznie. Ich ogromne inwestycje okazały się być zbędne, ponieważ jednym z warunków uznania nowych leków jest porównanie ich z placebo.

 

Wygląda na to, że na podobnej zasadzie swe sukcesy święci homeopatia, która na zdrowy chłopski rozum nie może działać, a niektórych po prostu leczy. To prawdopodobnie ta sama siła, która nie pozwala zarejestrować nowego leku na depresję czyniąc placebo równie skutecznym środkiem, co nowy farmaceutyk.

 

 

 

Artykuł pochodzi z portalu medycznego:

 

 

 



Na Czerwonej Planecie sfotografowano żywego niedźwiedzia

Portal UFO Sightings Daily poinformował o odkryciu na powierzchni Marsa dziwnej futrzanej istoty z ogonem, przypominającej wyglądem niedźwiedzia. Przyglądnijmy się zatem najnowszej marsjańskiej anomalii


W pobliży greckich wysp sfotografowano niezidentyfikowane zwierzę

Harvey Robertson, 52 – letni turysta ze Szkocji, sfotografował u wybrzeży Korfu dziwne zwierzę. Nikt nie wie do jakiego może należeć gatunku. Czy to możliwe, że w XXI wieku w pobliżu Gecji żyją nieodkryte jeszcze zwierzęta?


Zagadkowe nagranie podbija internet - czym jest tajemniczy film z Polski ?

Zagadkowe nagranie jakie zostało upublicznione przez stronę GadgetZZ.com powoli zdobywa coraz większy rozgłos w internecie. Jego niepokojąca zawartość i ukryte sprytnie wskazówki wywołują niemałą konsternację wśród internautów i skłaniają do solidnej refleksji nad tym "Co autor miał na myśli ? ".

<--break->

<--break->

<--break->

Wszystko zaczęło się od zwyczajnego listu, który został wysłany z Warszawy na adres szwedzkiego blog technologicznego. Zawierał on w sobie tylko płytę CD, która była zapisana dziwnym kodem, jak gdyby był to jakiś klucz bądź szyfr. Na samej płycie nagrany był jedynie jeden plik z dziwnym nagraniem, które trudno byłoby opisać inaczej niż jako niepokojące.Odbiorca przesyłki przedstawiający się jako John przekazał sprawę do zabawy użytkownikom reddita prosząc o pomoc w rozgryzieniu tej zagadki dzięki czemu sprawa szybko nabrała rozpędu.
 
IB Image
Prędko okazało się, że to bynajmniej nie GadgetZZ było pierwszym odbiorcą tego nagrania a dużo wcześniej pojawiło się ono na portalu 4chan 9 Maja 2015 roku. Zgodniem z oryginalnym postem użytkownika, który umieścił ten film na 4chanie znalazł on go na ławce w parku i zdecydował się zadać sprawę z pomocą internetu. Niestety wtedy to wideo nie cieszyło się tak dużym zinteresowaniem jak teraz.
 
IB Image
Nie trzeba było długo czekać by przekonać się, że film ten pojawił się na Youtubie również 9 Maja tak samo jak post na 4chanie. Autor zarzeka się, że również odnalazł go na ławce w parku. Jest to o tyle zaskakujące, że wskazuje na to iż samo nagranie pojawiło się w conajmniej kilku źródłach naraz bez wywoływania zbytniego zainteresowania.
 

W samym filmie internauci odkryli szereg ukrytych przekazów i tekstów, wskazujących na to, że każdy gest i każdy odgłos ma za cel przekazanie konkretnego komunikatu. Występują tam nie tylko dziwaczne obrazy, ale i alfabet morsa, język binarny czy nawet szyfr z enigmy. Pomimo tego stale okrywane są nowe informacje, a każda z nich stawia to dziwne nagranie w nowym świetle.
 
Oto i kilka z nich:
 
Gdy tylko pierwszy użytkownik wrzucił podejrzane jego zdaniem pliki do spektrogramu jasne okazało się, że jest tego dużo więcej. Pierwszy obraz przedstawiał dosyć wyraźny ( chociaż ucięty przy końcu ) napis "You are dead". Po przetworzeniu w spektrogramie dźwięku z menu naszym oczom ukazuje się dość wyraźna czaszka razem z ciągiem liczb i dziwnych znaków wyglądających jak swego rodzaju szyfr.
 
IB Image
IB Image
Jednym z ciekawszych odkryć w tym zakresie był obraz odkryty przed paroma dniami przedstawiający ciąg zer i jedynek ( oczywiście język binarny ) z przekazem "You still have one year or less" oraz kilka grafik z maskami podobnymi o tej jaką posiadała postać w filmie.
 
 
IB Image
Poza obrazami ukrytymi w dźwięku, również i w samym wideo można było odnaleźć tajne przekazy a nawet adres Białego Domu. Szczególnie interesująco brzmi zdekodowana przez jednego z internautów wiadomość, która wygląda tak. 
 
IB Image
“Powstaje nowy porządek. Dołączysz bądź upadniesz. Wirus rozprzestrzenił się zbyt daleko; musi zostać powstrzymany. Wyrwiemy go z korzeniem. 13 i 50 spłoną."
Nie upłynęło dużo czasu gdy nasi polscy internauci odnaleźli miejsce akcji tajemniczego filmu, które okazało się być odwiedzonym już przezemnie Opuszczonym Szpitalem dla umysłowo chorych w Otwocku. Jedno poprowadziło do drugiego i poprzez liczenie....  średniej wysokości cegieł internauci doszli do wniosku, że postać przedstawiona na filmie ma około 1,4m wzrostu.
 

IB Image

Oczywiście teorie pojawiły się równo z rozpowszechnieniem się wideo i jedną z pierwszych, które wykluczono była ta zakładająca, że mamy doczynienia z seryjnym zabójcą. Obrazy katowanych kobiet przedstawiane w spektrogramie prędko okazały się jedynie zdjęciami bądź znalezionymi w internecie co definitywnie wyklucza, że może to być jakaś rozbudowana groźba bądź próba pochwalenia się swoimi wyczynami.
 
Zdaniem jednego z internautów odpowiedzialny za to nagranie może być Skrillex, DJ znany ze swojego zamiłowania do umieszczania tematyki illuminati i satanizmu w swojej twórczości. Odkryta wiadomość w alfabecie morsa o treści "RED LIPSLIFE TENTH" miałaby być więc aluzją do jego piosenki "Red Lips", która dziwnym trafem wyszła akurat w Maju 2015 roku. Bez wątpienia byłaby to ciekawa kampania reklamowa ale na ten moment nic o tym nie wiadomo.
 
IB Image
Pojawiła się nawet taka teoria wedle której "RED LIPSLIFE TENTH" miałoby być anagramem do "KILL THE PRESIDENT". Nieco naciągane, ale nie da się ukryć, że trafne. Przedstawione w jednym z przekazów liczby 13 i 50, które miały spłonąć, zdaniem niektórych mogą również nawiązywać do 13 pasków i 50 gwiazdek na amerykańskiej fladze. Można mówić co się chce ale na ten moment ta teoria zdaje się najbliżej prawdy.
 
IB Image
Nawiązania do symboli pokroju trójkątów, liczby 3 czy oka z wpisaną w środek literką G skłoniły niektórych do sugestii, że mogą one być swoistym zaproszeniem do jednego z tajnych stowarzyszeń. Trudno zrozumieć dlaczego takie zaproszenia znajdywano na ławkach w parku bądź zostały one wysyłane do jakiegoś szwedzkiego blogera niemniej nie można niczego wykluczyć, dopóki nie znajdziemy jakiegokolwiek wyjaśnienia. Możliwe, że jest to coś pokroju strony Magibon.com i kto wie, może jest to nawet twór pochodzący od tych samych ludzi. Jedno jest pewne, dzięki temu nagraniu internet wreszcie ma temat do rozważań. Polecam obserwowanie batalii redditu z tym filmem a ludzi bardziej uzdolnionych zachęcam do spróbowania swoich sił w rozwikłaniu tej zagadki.
 
 
 


Dziwna mała istota uchwycona na kamerach CCTV w Singapurze

Dzięki powszechnej obecności kamer telewizji przemysłowej udaje się uchwycić ciekawe anomalie. Jedna z nich miała miejsce w barze Cato w chińskiej dzielnicy w Singapurze. Na nagraniu widać dziwną małą istotę przebiegającą przez lokal.

 

Niestety nie da się stwierdzić ponad wszelką wątpliwość co takiego przebiega za plecami mężczyzn. Pojawia się dziwna postać, niektórzy mówi, że to zwierze, inni, że mały duch. Tę teorię miałoby wspierać dziwne zachowanie jednego z krzeseł barowych, które poprzedza obserwację dziwnej istoty. Zdaje się ono zachowywać jakby nie oddziaływała na nie grawitacja.

Są też inne interpretacje, bo przecież moze to być równie dobrze przybysz z innego świata. Być może zbyt pochopnie przypisano tą obserwację jako związaną ze światem duchów. Niewątpliwie rzuca się w oczy zwinność tej istoty, tak jakby nie chciała być odkryta. Przebiegające stworzenie można zobaczyć od 49 do 52 sekundy zamieszczonego poniżej nagrania, udostępnionego w portalu YouTube.

 



Egipskie piramidy skanują promienie z kosmosu

Badacze piramid  mają zamiar wykorzystać nowe metody ich penetracji. Jedna z nich zakłada wykorzystanie do tego promieniowania kosmicznego.


Zwłoki rzekomej chupacabry zostały odkryte przy peruwiańskiej rzece

Grupa paragwajskich strażaków, odnalazła rozkładające się zwłoki dziwnej istoty, której żadne z nich nie było w stanie zidentyfikować. Z racji tego, że znalezisko poczyniono w Ameryce Południowej, stwora prędko okrzknięto mianem "chupacabry".

 
Oczywiście teorie różnią się w zależności od tego, kto je konstruuje. Peruwiańczycy widzą w tym stworze chupacabrę, w czasie gdy ufolodzy kosmitę. Jeszcze inni chylą się ku opinii, że dziwne stworzenie musi być nieznaną jeszcze światu kryptydą.
Zgodnie z wieloma raportami ciało zostało odkryte 21 października niedaleko rzeki Parana.
 

 
Nie ma pewności czy to właśnie strażacy odnaleźli je jako pierwsi, ale bez wątpienia to właśnie oni podjeli próby zbadania tego ciała. Sfotografowali oni szczątki dziwnej istoty, zakładając iż może to być jakiś gatunek małpy. Po przekazaniu zdjęć do dalszej analizy, koroner oglądający ujęcie nie był jednak w stanie stwierdzić co tak na prawdę ono przedstawia.
 

 
Na ten moment nie wiadomo wiele więcej, ale jeśli wykluczy się możliwość, że dziwne stworzenie może być tajemniczą "chupacabrą", kosmitą bądź nowo poznanym stworzeniem to czym tak naprawdę ono jest. Ameryka Południowa znana jest z dość pokaźnego panteonu kryptyd i nie wykluczone, że dziwne zwłoki mogły należeć choćby do podgatunku odkrytej w 1914 roku małpy Maricoxi złapanej przez Petera Fawcetta. 
 

 
Inną możliwością jest Mono Grande, małpa która jest znacznie większa niż większość osobników z obu Ameryk. Obserwacje tych stworzeń datuje się na późny XVI wiek kiedy odkrywcy Pedro Cieza de León i Sir Walter Raleigh pisali o niej w swoich  raportach. Ponoć żywy okaz tego gatunku został złapany w 1920 roku przez Francois de Loysa, od którego to imienia została nazwana szympansem De Loysa.
 

 
Informacje jakie można znaleźć o tym odkryciu są dość znikome i w dużej mierze opierają się na spekulacjach różnych grup badaczy. Na ten moment nie ma nawet definitywnego dowodu czy owe zdarzenie rzeczywiście miało miejsce, czy jest to może jakiś mało śmieszny żart, ale nie oznacza to bynajmniej, że należy je zignorować. Zadziwiające zdarzenia mają miejsce każdego dnia i jeśli przestaniemy wierzyć, że choćby jedno z nich nosi znamiona prawdy, to świat stanie się chorobliwie nudny.
 
 



Tajemnicze miasto Ariów odnaleziono pod Czelabińskiem

W 1987 roku ekspedycja archeologiczna z uniwersytetu w Czelabińsku dokonała odkrycia, które wkrótce stało się sensacją archeologiczną na skalę światową. Grupa naukowców pod przewodnictwem Gienadija Zdanowicza przeprowadzała rutynowe rozpoznanie archeologiczne poprzedzające rozpoczęcie budowy zbiornika wodnego. Przy pomocy wojskowych zdjęć lotniczych z 1935 roku archeolodzy zlokalizowali ufortyfikowane osiedle znane współcześnie jako Arkaim.

 

Dzięki ogromnemu zainteresowaniu znaleziskiem i nagłośnieniu sprawy władze odstąpiły od planów budowy zbiornika retencyjnego i zalania cennego odkrycia. Tym samym Arkaim uniknął losu chazarskiego miasta Sarkel spoczywającego dziś na dnie sztucznego Jeziora Cymlańskiego.

 

Wiek osady datuje się na około 1700- 2000 lat p.n.e. Mimo, że osiedle zostało spalone i opuszczone, do naszych czasów zachowało się wiele szczegółów umożliwiających nam rekonstrukcję osady. Osada chroniona była przez dwa okrągłe mury, w centrum osady znajdował się plac. Całość zajmowała obszar o powierzchni 20.000 m2.

Powyżej  Arkaim dzisiaj

Mury o grubości do 5m i wysokości do 5.5m wykonano w ten sposób, że ubitą ziemią wypełniano drewniane skrzynie a całość wzmocniona była nie wypalanymi cegłami. Wypełnianie drewnianych ram ziemią przypomina technikę zastosowaną w Biskupinie i pózniej stosowaną na szeroką skalę przez Słowian. Fortyfikacje osady uzupełniała fosa o głębokości 2m.

 

Do osady można było się dostać poprzez cztery bramy. Domostwa ulokowane wzdłuż murów i mające wejścia od głównej ulicy było duże, zazwyczaj o wymiarach pomiędzy 110m2 do 180m2. Tak duże mieszkania zamieszkiwały zapewne wielopokoleniowe rodziny. W każdym domu znajdowało się palenisko i studnia. Gienadij Zdanowicz szacuje, że w osadzie mieszkało od 1500 do 2500 osób.

Powyżej plan osady Arkaim

Główna i jedyna ulica w osadzie wyłożona była drewnianymi balami pod, którymi odkryto pozostałości systemu odprowadzającego ścieki i wodę burzową. Mieszkańcy miasta uprawiali ziemię przylegająca do osady,  archeolodzy odnalezli ślady prosa i jęczmienia stwierdzili także obecność systemu irygacyjnego pól. W okolicach osady archeolodzy odkryli inne ślady działalności gospodarczej mieszkańców grodu, takie jak górnictwo, metalurgia i garncarstwo.

 

Kim zatem byli mieszkańcy osady? Powszechnie w świecie nauki przyjmuje się, że osada Arkaim należy do tak zwanej kultury Sintaszta będącej jedną z kilku pokrewnych podgrup kultury Andronowo uważanej za kolebkę starożytnego ludu Ariów. Arkaim nie jest jedyną osadą odnalezioną na rozległych stepach na południe od gór Ural i w zachodniej Syberii. Do tej pory zlokalizowano ponad 20 osad podobnych w kształcie i rozmiarze do Arkaim w tym osadę Sintaszta od której nadano umowną nazwę całej kulturze.

Powyżej Arkaim z lotu ptaka

Na to, że Arkaim zamieszkany był przez Ariów wskazują typowe dla tego ludu liczne pochówki odnalezione na terenach kultur Sinteszta i andronowskiej. Pochówki te charakteryzują się obecnością ofiar z koni pochowanych razem z właścicielem, zdarzają się również  bogate pochówki zapewne arystokratyczne zawierające kompletne rydwany, będące zarazem najstarszymi znanymi nauce rydwanami. Zwyczaje pogrzebowe Ariów opisane w Rygwedzie (najstarszy zabytek literacki indoaryjski) niemal zupełnie odpowiadają temu co obecnie archeolodzy odkrywają na stepach pogranicza rosyjsko- kazachskiego. Na stanowiskach archeologicznych odnaleziono liczne egzemplarze ceramiki przyozdobionej swastykami i krzyżem wpisanym w koło co wskazuje na kult solarny.

Ariowie byli ludem bardzo ekspansywnym. Ekspansywność ta przejawiała się poprzez rozległą sieć kontaktów handlowych ale w głównej mierze poprzez podbój. Zródłem ich przewagi militarnej okazał się udomowiony przez nich po raz pierwszy w historii koń, którego również zaprzęgali do rydwanu. Rydwan był wynalazkiem Ariów i dzięki nim rozprzestrzenił się na Bliski Wschód a następnie do Egiptu.

 

Na zakończenie jako ciekawostkę można wspomnieć, że badania genetyczne szczątków z kurhanów odnalezionych w okolicach Arkaim i Sinteszta przeprowadzone przez Anatola Klosowa. Wykazały, że najbardziej prominentną haplogrupą (nie jedyną) była ta oznaczona jako R1a1. A więc haplogrupa nazywana "słowiańską" a ze wszystkich narodów słowiańskich występuje najczęściej wśród współczesnych Serbów Łużyckich 63% i Polaków 55% . Według mocno dyskutowanej w świecie nauki teorii, sformułowanej przez Anatola Klosowa około 2300 lat p.n.e.  odłam protosłowian przemieścił się na wschód  gdzie stworzył kulturę andronowską. Mimo, że pierwsze ludy, które można nazwać Słowianami dzieli od Ariów z kultury andronowskiej 2000 lat nie ulega wątpliwości, że jesteśmy bliskimi krewnymi.

 

 

Artykuł pochodzi z portalu historycznego:

 

 



Dziwny obiekt w okolicy Słońca - zwolennicy teorii o Nibiru sugerują, że to zapowiedziana przez Sumerów planeta

Nibiru, Nemesis czy planeta X, nie ważne jak nazwiemy to hipotetyczne ciało niebieskie niezmienne jest to, że rzesze ludzi na całym świecie od dekad czekają na ponowne pojawienie się planety, która ma zwiastować nawet koniec świata. Zwolennicy tej teorii zyskali właśnie jej mocne potwierdzenie w postaci nagrania, które od kilku dni robi wielkie zamieszanie w Internecie.

 

W serwisie YouTube pojawił się film udostępniony przez użytkowniczkę, Melissę Huffman, który rzekomo przedstawia właśnie tą wyczekiwaną planetę. W trzydziesto sekundowym klipie widzimy jasne Słońce i coś o wyraźnie okrągłym kształcie, co można zobaczyć nad naszą dzienną gwiazdą. Wyraźnie widać, że wygląda to jak tarcza jakiejś planety.

 

Oczywiście pierwsze skojarzenie jest takie, że to może być po prostu Księżyc, ale obecnie nie powinien on być w pełni. Autorka nagrania pokazuje zresztą w pewnym momencie, że znajduje się on w zupełnie innym miejscu nieba. Można tez założyć, że to jakiś rodzaj słońca pobocznego, ale te pojawiają się zwykle razem z halo słonecznym, a czegoś takiego na filmie nie widać.

 

Pozostaje też opcja, że ta rzekoma planeta to miraż, złudzenie optyczne, które w jakiś sposób spowodowało projekcję tarczy słonecznej. Jest to chyba najbardziej sensowne wytłumaczenie na potrzeby sceptyków. Jednak jeśli to nie jest jakiś niezwykły fenomen optyczny to w takim razie co to jest?

 

 

 



Niezwykłe rytuały pogrzebowe, które przetrwały do dzisiaj

Najstarsze znane nauce rytuały pogrzebowe, pochodzą sprzed 100.000 lat. Niezliczone kultury i cywilizacje przez tysiące lat wytworzyły swoje własne, unikalne obrzędy pogrzebowe, mające na celu w sposób godny wyprawić w zaświaty zmarłych członków swojej społeczności. Podczas gdy jedne kultury przywiązywały dużą wagę do zadbania o duszę człowieka, którą uważały za coś nadrzędnego i ważniejszego niż martwe ciało, które to często było zwyczajnie porzucane na pastwę dzikich zwierząt. Inne kultury wręcz obsesyjnie starały się zachować doczesną powłokę człowieka.

 

Niektóre z dziwacznych dla nas rytuałów nie są już praktykowane i wymarły wraz z ludami, które je stosowały. Jednak w odległych, trudno dostępnych rejonach świata, istnieją rdzenne grupy, które zachowały zwyczaje przodków i pielęgnują prastare rytuały przodków, sięgające swymi początkami setek a nawet tysięcy lat wstecz. Zapraszam na przegląd najdziwniejszych, prastarych rytuałów pogrzebowych z przeszłości.

 

1. Sarkofagi Karajia.

W 1928 roku potężne trzęsienie ziemi wstrząsnęło górami otaczającymi dolinę Utcubamba w Peru. Wtedy to po raz pierwszy naukowcy znalezli szczątki dziwnych figur, które spadając z wysokich trudno dostępnych klifów rozbiły się u podnóża góry. Szybko okazało się, że dziwne statuy wcale nie są tym na co wyglądają. Ku swojemu wielkiemu zdziwieniu naukowcy stwierdzili, że są to sarkofagi zawierające w sobie zmumifikowane szczątki ludzkie. Sarkofagi o wysokości do 2,5 m ulepione są z gliny, dla wytrzymałości wzmocnionej sianem. Sarkofagi lepiono na drewnianym stelażu wokół uprzednio, pieczołowicie zawiniętego w całun ciała. Po wymodelowaniu głowy, twarzy oraz męskich genitaliów, sarkofagi były malowane żółtą i czerwoną ochrą. Malunki imitują odzienie zmarłego a także biżuterię. Sarkofagi nazwane purunmachu zostały stworzone przez wojowniczy lud Chachapoya nazywany także Niebiańskimi Wojownikami.

 

Badania archeologiczne wskazują, że lud Chachapoya tworzył swą kulturę w tym regionie Peru od roku 200 n.e. Podbity został przez Inków na krótko przed przybyciem do Peru hiszpańskich konkwistadorów. Ciągłe powstania wszczynane przez lud Chachapoya broniący się przed wchłonięciem ich kultury, były krwawo tłumione przez Inków, którzy nie mieli lekko z krnąbrnym ludem. Resztki niegdyś wspaniałej kultury zniszczyli konkwistadorzy, którym nie oparli się sami Inkowie. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się kim byli pochowani w tak wyszukany sposób ludzie. Musieli być jednak kimś ważnym dla ludu Chachapoya, skoro zadano sobie ogromny trud by umieścić ich sarkofagi, wysoko na szczycie zasnutych mgłą gór lasu deszczowego. Kiedy naukowcy po raz pierwszy zapytali miejscową ludność o sarkofagi, ta wyrażała się o nich z wielką czcią i nazywała ich "starożytnymi mędrcami".

 

2. Wiszące trumny Syczuanu.

Kolejnym dziwnym rytuałem pogrzebowym są wiszące trumny z regionu Gongxian w prowincji Syczuan w Chinach. Rytuał taki nie jest ekskluzywny tylko dla Chin (można się spotkać z podobnymi praktykami na Filipinach i Indonezji). Setki drewnianych trumien, zawiesił na wysokich klifach wymarły przed 400 laty lud Bo. Lud ten przegrał walkę z dominującą w Chinach ludnością Han rządzoną przez potężną dynastię Ming. Chińczycy Han nie mieli litości i poddali pokonanych Bo niemal całkowitej eksterminacji (do dziś w Chinach przetrwały ludy, który swe pochodzenie wywodzą od wymarłych Bo. Są to Lachi zamieszkujący Wietnam i południowe Chiny oraz  lud Ku z prowincji Junan, który do dziś praktykuje zawieszanie trumien na klifach.)

Powyżej wiszące trumny wymarłego ludu Bo

Lud Bo zadawał sobie wiele trudu by umieścić trumny wyrzezbione z jednego grubego pnia drzewa na klifach. Trumny te nie były malowane w żaden sposób, jednak zabezpieczano je pokrywą z brązu. Dziś oczywiście nikt już nie wie dlaczego to robiono. Istnieje teoria, że Bo chcieli umieścić swych zmarłych bliżej bogów i w ich zasięgu. Inna teoria jest bardziej prozaiczna i postuluje, że Bo w ten sposób zabezpieczali szczątki swych bliskich przed dzikimi zwierzętami. Tajemnicą pozostanie także w jaki sposób Bo umieszczali trumny wysoko nad ziemią. Przypuszcza się, że ciężkie trumny opuszczano na wcześniej przygotowane platformy za pomocą lin ze szczytu klifu. Według innej wersji Bo musieli zastosować jakiś rodzaj drewnianych rusztowań. Takie rusztowania byłyby pomocne i wygodne podczas wiercenia otworów pod paliki tworzące platformę.

 

3. Lud Toradżów i najbardziej skomplikowany rytuał pogrzebowy świata.

Powyżej  drewniane figurki symbolizujące zmarłych z ludu Toradżów

Toradżowie są rdzenną ludnością zamieszkującą środkową górską część indonezyjskiej wyspy Celebes. Większość Toradżów wyznaje dziś protestantyzm, jednak pozostała wśród nich grupa, która kultywuje animistyczną religię przodków. Częścią tej religii jest skomplikowany rytuał pogrzebowy.  Dla ludu Toradżów życie obraca się wokół śmierci, jednak nie w smutnym i przerażającym jej sensie. Dla Toradżów pogrzeb jest wielkim świętem życia i okazją do zabawy i wspominania zmarłego. Toradżowie uważają, że śmierć nie jest nagłym lecz raczej stopniowym procesem przechodzenia do Puya, krainy dusz i życia po śmierci.

Pochówki dziecięce zawieszone na drzewie   

Gdy ktoś umiera w rodzinie Toradżów, rodzina zobowiązana jest do wyprawienia godziwego pogrzebu i wyprawienia serii ceremonii pogrzebowych zwanych Rambu Soloq. Wiąże się to z ogromnymi kosztami dla rodziny, która musi zebrać ku temu odpowiednie środki finansowe. Dlatego pogrzeb i uroczystości pogrzebowe odbywają się czasami kilka tygodni, miesięcy a nawet lat po śmierci zmarłego. W tym czasie zabalsamowane ciało zmarłego umieszczane jest w specjalnej chatce wybudowanej obok domostw rodziny. W tym pośrednim okresie zmarła osoba nie jest uważana za w pełni martwą a jedynie śpiącą lub cierpiącą chorobę a jej dusza ciągle przebywa w wiosce pośród mieszkańców. W tym czasie krewni zmarłego symbolicznie karmią zmarłego, opiekują się nim a nawet zabierają ze sobą na pola do pracy. W tym sensie zmarły ciągle jest częścią społeczności i uczestniczy w jej życiu.

 

Uroczystości pogrzebowe trwające czasami kilkanaście dni (zależy to od tego jak bogaty był zmarły i jaki miał status społeczny, tylko najbogatsi maja prawo do rozbudowanych uczt pogrzebowych) rozpoczynają się od uczty pogrzebowej której kulminacją jest rytualny ubój bawołu/bawołów, świń oraz walki kogutów, liczba poświęconych zwierząt zależy oczywiście od zamożności rodziny zmarłego. Czasami liczba zabitych bawołów idzie w dziesiątki a świń w setki. Ucztującym towarzyszy muzyka, pieśni pogrzebowe oraz poematy. Zabite zwierzęta złożone są jedno obok drugiego oczekując na swojego właściciela, który aż do zakończenia uroczystości pogrzebowych je w "fazie snu". Dzięki bawołom zmarły ma się dostać szybciej do Paya.  Bawoły, które są podstawą gospodarki Toradżów maja także towarzyszyć zmarłemu w zaświatach gdzie będzie wiódł szczęśliwe życie zajmując się tym samym co na ziemi.

 

Toradżowie stosują trzy metody pochówku zmarłych. Pierwsza polega na złożeniu trumny w naturalnej jaskini w klifie, druga wymaga wycięcia w skale  specjalnego balkonu na trumnę co jest oczywiście czasochłonne i wymaga sporych funduszy. Wreszcie trzecia metoda polega na umieszczeniu trumny na platformie lub w wypadku małych dzieci zawieszeniu na linie zwisającej z klifu lub drzewa.  Tau tau symboliczna, odziana w ubrania drewniana figurka, przedstawiająca zmarłego. Ustawiana jest na krawędzi jaskini lub balkonu tak by zmarły mógł obserwować całą okolicę. Każdego roku w sierpniu w czasie uroczystości zwanej Ma Nene krewni uroczyście wyjmują zmarłych z ich trumien, by zmienić ubranie zmarłego, wymyć go i uczesać. Po tych czynnościach mumie obnoszone są po wsi w uroczystej procesji, po zakończeniu której składane są na następny rok do trumien. Tak w wielkim skrócie oczywiście, wyglądają obyczaje pogrzebowe Toradżów.

 

Pozostała część artykułu dostępna na portalu historycznym:



Strony