Kwiecień 2016

Istnieje wiele nieścisłości w powszechnie znanych historiach o Wielkiej Piramidzie w Gizie

Wielu ludzi zastanawiało się nad tym jakim sposobem starożytni Egipcjanie nie władający elektrycznością, zaawansowaną maszynerią ani nawet wynalazkiem koła byli w stanie stworzyć tak ogromne konstrukcje jak choćby Wielka Piramida w Gizie. W czasie gdy naukowcy zadowalają się wyjaśnieniem o podmokłym piasku, który ułatwiał przesuwanie bloków, pozostaje wiele innych aspektów tejże konstrukcji, które nadal mogą zaskakiwać.

 

Po pierwsze, ogólnie przyjęty mit zgodnie z którym Wielka Piramida w Gizie była grobowcem jest całkowitym kłamstwem. Pomimo wielu sprzecznych teorii co do zawartości piramid, nie znaleziono w niej ani jednego hieroglifu, który mógłby na to wskazywać.

Co więcej nigdy nie znaleziono tam nawet żadnej mumii, a gdy w 820 roku n.e wkroczyli do niej Arabowie jedyne co w niej odnaleziono to puste granitowe pudło w komnacie królewskiej. Niestety ale wbrew powszechnie przyjętym hipotezom rzeczywiste przeznaczenie piramid nadal pozostaje tajemnicą.

 

Po drugie im więcej bada się historię powstania Wielkiej Piramidy tym bardziej trzeba dojść do wniosku, że jest to konstrukcja niebywała w swej skali i bez wątpienia jedyna w swoim rodzaju. Przede wszystkim jest to jedyna ośmiokątna piramida na świecie. TAK nie przejęzyczyłem się, mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale boki wielkiej piramidy są w rzeczywistości odrobinę wklęsłe.

Naturalnie nie sposób zauważyć to z perspektywy obserwatora stojącego na ziemi, ale przy dobrych warunkach atmosferycznych można to dostrzec z powietrza. Warto dodać, że jest to jedyny znany przykład zastosowania takiej techniki budowy piramid.

 

Po trzecie wiele wskazuje na to, że Wielka Piramida niegdyś pełniła rolę wielkiej soczewki słonecznej. Działo się tak dlatego, że oryginalnie była ona pokryta grubą warstwą wypolerowanych wapieni, które odbijały promienie słoneczne. Uważa się tak, ponieważ oryginalna nazwa wielkiej piramidy po staroegipsku czyli Ikhet oznacza w wolnym tłumaczeniu Wspaniałe Światło.

Zresztą istnienie tych bloków wapieni jest potwierdzone historycznie a ich zniknięcie jest rezultatem działalności Arabów, którzy po trzęsieniu ziemi w XIV wieku wykorzystali wiele z obluzowanych bloków do budowy meczetów. Zgodnie z obliczeniami dzisiejszych naukowców oryginalna piramida z błyszczącymi kamieniami odbijałaby światło w taki sposób, że byłaby ona widoczna z księżyca zupełnie jak gwiazda błyszcząca na Ziemi.

 

I wreszcie po czwarte Wielka Piramida w Gizie jest najbardziej zagadkowym monumentem jeśli chodzi o korelacje z innymi tego typu budowlami. Naturalnie każdy słyszał już chyba teorię zgodnie z którą piramidy w Gizie układają się dokładnie tak samo jak gwiazdy w pasie Oriona, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że jest ona umiejscowiona równo na 30°00′N 31°00′E. Co więcej zdaniem niektórych uczonych istnieje zaskakująca korelacja pomiędzy Wielką Piramidą a innymi tego typu konstrukcjami takimi jak choćby angielskie Stonehenge.

Jak więc widać Wielka Piramida w Gizie to zagadka na miarę XXI wieku. Mimo iż zdaje się nam, że wiemy o niej praktycznie wszystko, to nasza wiedza sprowadza się jedynie do tego co usłyszymy w telewizji bądź dowiemy się podczas lekcji historii. Nie da się ukryć, że jest to smutne ale jak znaczące znamię naszych czasów.

 

 

 



Mieszkaniec Arizony odkrył na swoim podwórku zwłoki dziwnego stworzenia

Jeden z mieszkańców Arizony znalazł na swoim podwórku dziwne zwłoki wielkości dłoni. Stwór wyglądał tak niezwykłe, że człowiek zamroził go i wysyłał do instytutu medycznego na badania. Na razie nie ustalono, co to może być.

 

 

 

Szaro-fioletowy kolor skóry, narośl płetwo podobna zamiast rąk i dziwnie skręcona gula na głowie w połączeniu z ogromnymi oczami nie przypominają żadnego ze znanych nam gatunków zwierząt.

 

Eksperymenty nad zielonymi zwłokami nie zostały zakończone. Wstrzymało je rzekomo kierownictwo ww. instytutu. Nie zdecydowano się w szczególności na przykład na przeprowadzenie testu DNA. Obecnie okaz trafił z powrotem do osoby, która go znalazła. Nie wiadomo dokładnie, co właściciel zamierza z tym zrobić.

 

Do dyskusji włączyli się ufolodzy, którzy z wielkim zainteresowaniem komentują znalezisko i żywo się nim interesują, sugerując pozaziemskie pochodzenie i konieczność interwencji w strukturę genetyczną tej substancji. Są też i tacy, którzy twierdzą, że jest to słabo rozwinięty zarodek słonia. Trudno powiedzieć jednak, skąd na podwórku w Arizonie mogła znaleźć się niewidzialna i niesłyszalna słonica, która urodziła coś tak dziwnego…

 

 



Zlot Nad Kukułczym Jajem - część IV

W poprzednich odcinkach... Kukułcze jajo i wesoły aspirant Mirek kontynuowali niegodziwy spisek podrzucając na budowę kolejne jaja. Tymczasem ja używając znajdy Persila, wypłukałem co nieco brudu z mojej rzeczywistości... (podkład muzyczny jest oczywiście nadal tutaj): (tytuły rozdziałów zainspirowane zostały piorunującymi nagłówkami miesięcznika Polskie Drobiarstwo)

 

2015

Część IV

Sądna ekspresja naturalnych zachowań kukułczego drobiu w kontekście ich dobrostanu

Jeszcze zanim ruszył proces sądowy nastąpiła wymiana wniosków, czyi pisemna pyskówka pomiędzy naszymi adwokatami. Przygotowałem się jak należy do uczciwej rozgrywki ze znienawidzoną Ewcią, bo przez ostanie pół roku starannie pozbierałem faktury, rachunki oraz umowy o pracę i to od samego początku budowy wiedząc doskonale, że w porównaniu do niej mam udokumentowane wręcz gigantyczne nakłady. Zanim jednak jeszcze rozpoczął się sam proces, zaistniała i to na samym starcie bardzo przykra niespodzianka. Otóż nagle „okazało się”, że nie ma absolutnie żadnego znaczenia co też zainwestowałem w tę nieruchomość albowiem znaczenie ma tylko i wyłącznie to, co zainwestowałem ale tylko od momentu przystąpienia przez Ewcię do współwłasności. Ewcia i jej prawnik znaleźli na tę okoliczność jakiś kruczek prawny. Hm... okrutna to niespodzianka i bardzo niesprawiedliwa, skoro praktycznie w pojedynkę ciągnąłem budowę wcześniej poświęcając na ten cel dobrze ponad ćwierć bańki. Tak więc dosłownie całą kasę uzyskaną ze sprzedaży mieszkania i dużo pochodzącej z pracy za granicą „powinienem sobie” w świetle kruczka... odpuścić. Tak nagle okazało się, że to co włożyłem przed pojawieniem się Ewci u notariusza, jest całkowicie bez znaczenia. No szok po prostu. Odrobinę przygnębiające było być świadomym takiego stanu rzeczy, albowiem teraz dopiero w pełni zrozumiałem dlaczego wsiąknęły mi faktury z okresu po przystąpieniu przez Ewcię do współwłasności a nie zaginęły te wcześniejsze. Te niby „bez znaczenia”. Okazało się, że o wiele staranniej zaplanowany był ten wałek niż mógłbym przypuszczać. Jej prawnik był nawet tak pewny siebie, że zaraz po tym jak przytłoczył sąd lipnymi fakturami Ewci bezczelnie odgrażał się w jednym ze swoich pisemek i to nawet nie pomiędzy wierszami, „że będę mógł sobie zabrać lodówkę i okap kuchenny kiedy będę opuszczał nieruchomość". Hm... drugi Lesio normalnie. Oni już się najwyraźniej czują tu jak w Palestynie. Chociaż nie, w Palestynie wyrzucają właścicieli z ich domów bez lodówek – Polska to jednak cywilizowany kraj i swoją lodówkę można jeszcze zabrać ze swojego domu, kiedy lesiopodobni cię wyrzucą. Tak czy siak ten typ o aparycji koczownika, również jeszcze ani razu nie wykrztusił słowa prawdy w czasie procesu. Obiektywnie mówiąc, bardzo lubię z nim rozmawiać. Bardzo, ponieważ Ewcia jako pół Cyganka prawdę przekazuje tylko w co drugim słowie i bardzo ciężko jest je w tym bełkocie odnaleźć. Ten natomiast jest stuprocentowy a więc łże bez przerwy dając po prostu odetchnąć od szukania ziaren prawdy w jego słowotokach. Bardzo lubię z nim rozmawiać. Mam zupełnie wolną głowę, kiedy nie muszę analizować piany którą nieustannie wytacza.

Na przestrzeni parunastu kolejnych dni okazało się, że mimo wszystko, istnieją jednak również zalety owego kruczka. Jest tak, bo skoro moje wcześniejsze nakłady idą się pieprzyć to taki sam los musi też spotkać... wcześniejsze nakłady Ewci. Wszystkie te sprzed notariusza, u którego formalnie odkupiła jedną drugą nieruchomości. Tak więc skoro liczy się tylko i wyłącznie, co kto włożył od momentu kiedy ona się pojawiła jako współwłaściciel to i tak są to tylko nakłady śladowe w jej przypadku. Nawet bowiem te marne 95 tysięcy, które mi przekazała jeszcze przed wizytą u notariusza w tej sytuacji również znikają jako jej nakłady i stają się moim wkładem, którego użyłem do kontynuowania budowy... oczywiście już po chwili kiedy ona przystąpiła do współwłasności. Ewcia najwidoczniej liczyła na to, że za niecałe 100 tysięcy wycygani połowę budynku o wartości milion. Dość cwana cyganicha. Na to najwyraźniej liczyła wyjeżdżając jeszcze przed rozprawą z kruczkiem prawnym ale to nie znaczy, że wyszarpie to na co liczy tylko że się... przeliczy, gdyż od momentu jej przystąpienia i tak niemal wyłącznie ja finansowałem budynek. Robiłem to nawet przy pomocy otrzymanych od niej pieniędzy - i to że ma on obecnie taką a nie inną wartość jest wynikiem niemal wyłącznie moich nakładów pracy oraz pieniędzy. Tak więc generalnie po bardzo dokładnym przemyśleniu tego całego kruczka przestałem aż tak czarno to widzieć jak na samym początku.

Na wniosek Ewci kompletnie zmieniły się reguły tej gry no ale jakoś się do nich przystosowałem.

I rozprawa

Wybrane schorzenia kukułczego drobiu związane z technologią chowu oraz genotypem ptaków

6 maja 2015 ruszył proces. Do prowadzenia sprawy przydzielono sędzię Agnieszkę. Agnieszka jest bardzo ładna i co jest bardzo miłą niespodzianką, jej uroda to nie koniec zalet, gdyż jako jedna z niewielu osób związanych z moją historią, nie traktuje mnie z uprzedzeniami czyli jak przygłupa. Agnieszka jest młoda lecz niezwykle bystra. Pomimo przerażającego stosu papierów zalegających na jej biurku, wręcz doskonale orientuje się w temacie i zna perfekcyjnie całą sprawę. To niesamowite ale błyskawicznie odnajduje w tej makulaturze każdą potrzebną akurat kartę. Rozmawia wyłącznie o rzeczach istotnych nie pozwalając nikomu przywalić się bezwartościową polemiką albo pustym słowotokiem. Zadaje łagodne lecz podchwytliwe pytania, spokojnie słucha, wyciąga logiczne wnioski, drąży tak długo krętaczy, aż wydobędzie prawdę, a robi to wszystko w sposób niezwykle uprzejmy, taktowny oraz inteligentny. Słowem sędzia jest kompleksowo komunikatywna, w pełni ogarnia zagadnienie i nie odniosłem ani razu wrażenia żeby traktowała mnie jak idiotę – tak jak stało się to już smutną normą we wszystkich innych instytucjach, do których dotarły macki Ewci lub jej sitwy.

Na początek Agnieszka zawezwała mnie do przesłuchania o charakterze informacyjnym. Stanąłem więc sobie ładnie na środku, tuż przy ambonie dla świadków i opowiedziałem po prostu jak było. Zeznałem, że sprzedałem mieszkanie za 240 tysięcy, z tego kupiłem działkę za 135, uzbroiłem ją za 15 i za 50 tysięcy postawiłem budynek w stanie surowym - i tyle on był wówczas w praktyce warty - wychodzi średnio po niecałe 10 tysięcy za piętro. Kiedy skończyły mi się fundusze odsprzedałem Ewci za 95 tysięcy jedną drugą, gdyż generalnie taka była wówczas wartość tej nieruchomości. Ewcia obiecała sfinansować resztę swojej połowy ale jak pokazało życie to okazały się tylko puste obiecanki, bo na dzień dzisiejszy z sześciu lokali w budynku samodzielnie pod klucz zrobiłem cztery, a pozostałe dwa doprowadziłem do stanu deweloperskiego. Wkłady Ewci odkąd przystąpiła okazały się śladowe, bo ograniczyły się tylko do gładzi w jednym mieszkaniu i tynków w dwóch pokojach. Powiedziałem też, że Persile chciały sobie zająć lokal mający być dla Ewci ale zostali spłukani. Powrócili jednak zrobić samowolę budowlaną, kiedy byłem za granicą a po tej samowoli zaczęli tam nielegalnie mieszkać. Potem opisałem, że mnie szantażowano więc wezwałam Krakena, czyli usunęła ich policja. Dodałem, że oprócz nabijania mi kolosalnych rachunków Ewcia nawet jednej marnej złotówki nie dała jeśli chodzi o tak zwaną część wspólną. Balkony, klatka schodowa, dach, elewacje oraz teren wokół budynku sfinansowałem samodzielnie. Odkąd Ewcia przystąpiła do współwłasności kupiła tylko parę metrów kafli na balkon i koszyczek na mydło pod prysznic łącznie za jakieś niecałe 300 złotych. Opłaciła też robociznę za gładzie i tynki w dwóch pokojach. Cała reszta jej faktur to lipa. Skoro więc to ja w praktyce zrobiłem całą resztę budynku to chciałbym podzielić tę nieruchomość proporcjonalnie wedle poniesionych nakładów lub znieść współwłasność poprzez spłatę Ewci i przekazanie mi budynku na wyłączność.

Potem wypytywał mnie mój adwokat. Powiedziałem mu, że Ewcia długo i skutecznie się ociągała ze spełnieniem swoich obiecanek na temat finansowania swojej części. Dodałem że jesienią 2014 stwierdziłem że zaginęły mi faktury za materiały budowlane z poprzedniego okresu, że prosiłem Ewcię o ich zwrot ale jako że nie zwróciła złożyłem zawiadomienie do prokuratury o ich kradzieży oraz do sądu wniosek o zniesienie tej współwłasności. Wyjaśniłem, że zorientowałem się co do fałszywych faktur rzekomo nabywanych przez babcię Kazię i że mam dowody na to, że prawie cały materiał z nich powędrował na inne nieruchomości rodziny Ewci. Zostało to zrobione po to, aby oszukać mnie oraz przy okazji skarbówkę. Dodałem, że odzyskałem duplikaty moich zaginionych faktur i że jestem w stanie udowodnić że na mojej budowie są materiały zakupione tylko przeze mnie. Dodałem, że czuję się oszukany, gdyż skoro te faktury były preparowane już na lata wcześniej zanim pojawiły się między nami konflikty, oznacza to że Ewcia z premedytacją planowała to aby zagarnąć nieruchomość i oszukać moich spadkobierców.

Potem pytał mnie adwokat Ewci. Powiedziałem czosnkowi, że mieszkanie na drugim piętrze (przywłaszczone bezprawnie przez plemię Persila) zrobiłem do stanu deweloperskiego, jeszcze przed wyjazdem za granicę. Wykonałem tam instalacje wodne, kanalizacyjne, domofonową, internetową, telefoniczną i z wyjątkiem farby na ścianach i glazury było tam już wszystko. Ściany działowe, drzwi, okna, parapety, ocieplenie i tak dalej. Dodałem, że pod moją nieobecność Persile zrobili tam wbrew mojej woli samowolę budowlaną - tak zwaną wykończeniówkę - a podczas zamieszkiwania zniszczyli okno i połamali futryny. Spieprzyli też instalację elektryczną. Dodałem że tylko raz tam byłem odczytać wodomierze, bo rachunki były kolosalne więc chciałem to wyjaśnić. Od tamtej samowoli nie mam do lokalu dostępu bo przywłaszczyli klucze. Powiedziałem też, że wymieniono zamki do piwnicy i nie mam dostępu do znajdującej się tam kotłowni, wodomierza i przyłączy wodnych. Potem podchwytliwie pytał mnie skąd niby ja wiem, że materiały z lipnych faktur preparowanych na rzecz Ewci powędrowały na inne posesje. Odparłem mu więc, że winny byłem Szymonkowi przysługę za jego pomoc przy ociepleniu więc widziałem te rzeczy na własne oczy, kiedy osobiście je instalowałem u niego w mieszkaniu w ramach odwdzięki za jego pomoc u mnie. Nieco przygasł kiedy to usłyszał – Ewcia najwidoczniej nie doinformowała go pod tym względem, jak zresztą rutynowo ma zwyczaj ludziom to robić. Adwokat więc skoncentrował się na dostarczonych przez Ewcię gigantycznych fakturach za prąd twierdząc, że są to duże „nakłady”. Wyjaśniłem mu że to nie żadne nakłady ale straty, bo ten prąd nie został użyty na cele budowlane ale do podgrzewania wody, którą się myły ciągle brudne Persile kiedy tam zamieszkiwały nielegalnie. Rachunki sprzed Persilów kiedy prąd był używany tylko do celów budowlanych oscylowały w granicach 70 złotych miesięcznie. Pytał dlaczego więc Ewcia płaciła. Wyjaśniłem że ja nie posiadam konta w banku, bo odkąd wybrałem pieniądze ze sprzedanego mieszkania już nie mam czego tam trzymać, natomiast Ewcia ma, gdyż prowadzi pizzerię i musi konto posiadać. Oszczędziłem mu wykładu na temat systemu bankowego i tej oczywistości że nawet gdybym wolną kasę miał to i tak nigdy bym jej w żadnym banku nie umieścił, bo nie jestem z tych upośledzonych, którzy nie potrafią się własnymi pieniędzmi samodzielnie zatroszczyć. Tak więc na rachunki za wodę oraz prąd zrzucali się wszyscy, a potem Ewcia jedynie robiła przelewy na poczet tych należności ze swojego konta. Robiła to ona bo ja gdybym to robił na poczcie musiałbym opłacać jeszcze opłaty za przelewy a ona nie kiedy robiła to samodzielnie przez internet. Jednakże każdy się składał na te rachunki a poza tym to są i tak tylko koszty eksploatacyjne a nie wkłady budowlane. Koszty niepotrzebne i rzecz jasna zbędne. Natomiast co do innych opłat rzekomo dokonywanych przez Ewcię, to owszem ponosiła je kiedy byłem za granicą jednakże po powrocie regulowałem jej te ponoszone na moją rzecz kwoty do ręki – polisa na samochód, internet, raty, itp. Tak było co roku zresztą i po powrocie oddawałem jej kasę którą na moje potrzeby wydawała. Gdybym chociaż raz tego nie zrobił to rzecz jasna w kolejnych latach niczego by mi już nie opłacała – to proste.

Skończył się czas na rozprawę i odroczono ją na 8 lipca. Generalnie nie ma w papierach wszystkiego co zostało powiedziane, bo tylko Agnieszka decyduje co ma trafić do protokołu, no ale całość z grubsza się zgadza.

To co jest bardzo zastanawiające to fakt, że kiedy w sprawie procesu przybyłem do kraju i ogarnąłem w dziale obsługi klienta już na miejscu cały spisek z fałszywymi fakturami -dosłownie na dzień przed rozprawą - uzyskując na niego dowody i przedstawiając je następnie przed obliczem sądu, zaledwie tydzień później (w świecie równoległym) szybciuteńko rozpytano z ramienia prokuratury o koszt i miejsce w domu wariatów i...

13 maja czyli zaledwie tydzień po moim wystąpieniu w sądzie cywilnym obnażającym przekręt Ewci błyskawicznie popchnięto do sądu karnego wniosek o umieszczeniu mnie na obserwacji psychiatrycznej. Oczywiście niby też powiadomiono  o tym mnie i moją panią mecenas. Niestety, tak naprawdę aż do grudnia oboje nie mieliśmy o tych posunięciach bladego pojęcia, bo ktoś zapomniał wysłać tych „powiadomień”. To już kolejny zadziwiająco zbieżny i cudownie skorelowany czasowo z moim normalnym życiem „zbieg okoliczności”. Hm, synchronizacja zdarzeń jest tu wręcz idealna. Moich sądowych rewelacji o tym, że fałszywki Ewci były preparowane na lata naprzód i stąd logiczny wniosek, że moje faktury już dawno były tym samym „skazane na zaginięcie”, aby zrealizować wałek z fakturami i przejąć nieruchomość, niestety w protokole z rozprawy nie zamieszczono. Moje rewelejszon były najwidoczniej tej samej wagi co tajemnice fatimskie, skoro od razu je utajniono przed społeczeństwem do czasu wyboru nowego papieża. Dopiero później o ich zamieszczenie w którymś tam wniosku udało się upomnieć... dużo później. Gdzieś tam są w tej makulaturze…

II Rozprawa

Praktyczne aspekty bioróżnorodności kukułczego drobiu - zaburzenia termoregulacji i deficyt elektrolitowy oraz krytyczne procesy tuczu w okresie upałów

8 lipca sędzia Agnieszka postawiła tym razem Ewcię przy korytku dla świadków w celu przesłuchania informacyjnego.

Ewcia podeszła na miękkich nogach, kompletnie rozbita i z bardzo niewyraźną miną. Generalnie była tak zdewastowana psychicznie, że nie pozwoliło jej to nawet zebrać myśli. Ha, ha, była totalnie zdezorientowana a ten stan z premedytacją to ja jej zafundowałem. Dlaczego? Och, powodów jest wiele - wszystkie poprzednie części. Z co ważniejszych to doskonale wiedziałem już o jej perfidnych machlojach z fakturami. Doskonale wiedziałem też o jej paru wcześniejszych szopkach, z których największą była jej rzekoma miłość do mnie. Ewcia bowiem na początku naszej znajomości była tak jakby zakochana. Pisała liściki miłosne, miała motylki w brzuszku i tak dalej. To jednak była tylko gra pozorów, bo aczkolwiek czasami faktycznie dała ciała to tak naprawdę zawsze w tego typu sytuacjach była sucha jak torebka ryżu. Nawet przemysłowy pochłaniacz wilgoci nie byłby w stanie bardziej jej odwilżyć. Mowa ciała zawiera o wiele więcej, nawet aż 90 procent informacji, napływających z zewnątrz. Z tradycyjnej mowy, czyli z tego co się pisze albo mówi nie wynika nawet paru procent informacji. Jej miłość była tak naprawdę tylko udawana po to aby mnie omotać, a ponadto trwała ona naprawdę krótko, bo błyskawicznie się ulotniła natychmiast po rybackim tangu. Kobieta, która rzeczywiście pragnie faceta, jest mokra, maślana, posiada rozszerzone źrenice, wywraca oczami no i wykonuje cały szereg gestów podświadomie no i oczywiście chce z nim spędzać jak najwięcej czasu, wiadomo. Tymczasem Ewcia zdemaskowała się już lata temu, bo marną jest aktorką tak w zasadzie. To co ona uważa za inteligencję i spryt to tylko prymitywna cygańska przebiegłość. Tak więc oprócz nieruchomości nie łączyło nas nic więcej. Po wyłożeniu przeze mnie na poprzedniej rozprawie kart na stół - kart które przeciwko niej w obróciły jej własny kruczek prawny - Ewcia zapragnęła zmienić co nieco strategię i uderzyć podczas rozprawy w klimat związku w jakim z nią rzekomo byłem, a „zniesienie współwłasności” obrócić tym samym w „podział majątku” – podobnie jak to ma miejsce w małżeństwach. Rozgryzłem ją, bo mam na nią oko i podjąłem oczywiście odpowiednie przeciwdziałania aby to uniemożliwić. Nie wiedziałem rzecz jasna, że zaraz po poprzedniej rozprawie kiedy wyłożyłem karty na stół obnażając cały wałek z fakturami - sitwa natychmiast wysłała do innego sądu wniosek o skierowanie mnie do wariatkowa. Nie wiedziałem rzecz jasna również wtedy tego, że Mirek to nakręcił i że w ogóle jest tam gdzieś w innym sądzie tego typu sprawa. Dużo rzeczy jeszcze nie wiedziałem. Wiedziałem jedynie, że Ewcia napreparowała całą kupę lipnych faktur i że z wyrachowaniem będzie w sądzie udawać do mnie uczucie, skoro nie ma na budowę prawdziwych nakładów. Udawać tylko przed Agnieszką oczywiście, bo wobec mnie już od lat jej poczynania z miłością nie miały kompletnie nic wspólnego. Jej działania wobec mnie to była i to już od bardzo dawna czysta i narastająca nienawiść za to, że... jeszcze tam jestem, a przecież „do niczego nie jestem już potrzebny.” Być może miała nadzieję w swoim pokrętnym umyśle, że jej udawana miłość, czy ja wiem zaślepiła mnie i ja do dziś mimo wszystko w tym tkwię. Żałosne nadzieje, jeśli rzecz jasna jeszcze takie u niej wówczas były. Nie wydaje się to jednak prawdopodobne, bo przecież poza sądem odbyło się w międzyczasie całkiem sporo niezapomnianych wymian poglądów między nami, w czasie których padały słowa których już nie można cofnąć. Wrzucamy sobie od najgorszych - na takim właśnie etapie znajduje się od paru dobrych lat nasz „związek” i na innym, niestety nigdy już nie będzie. Nie w świetle tego co się zdążyło wydarzyć. Wiedziałem już bowiem doskonale jak Ewcia traktuje ludzi – nawet najbliższych – i wiedziałem że nie tylko nie zaprosili mnie na wesele Persilów ale wręcz urządzili je w sekrecie przede mną, pod moją nieobecność... z kasy bezlitośnie wyszarpanej z babci Kazi. Tylko po to, to zrobili abym nie zadawał trudnych pytań o pieniądze na tę okoliczność. Z tych pieniędzy zamiast podfinansować choć trochę budowę (choćby nawet z myślą o babci Kazi), zrobili oprócz hucznego wesela również kapitalny remont u Szymonka a z tego co pozostało Ewcia wykupiła sobie kosztowną koncesję na sprzedaż alkoholu i otworzyła pub do kompletu z pizzerią wyposażony w kilkaset alkoholi. O znęcaniu się nad własną rodzoną matką nawet nie wspominam, bo nie ma tu nawet jak porównywać tego do znęcania się nade mną – obcym. I dlatego też, aby ją wstępnie zdruzgotać, wytrącić z równowagi i wybić przy okazji jej z głowy jakieś brednie o jakimś rzekomym związku, zaprosiłem do sądu piękną, błękitnooką blondynkę.

Ewcia – stara cwana cyganicha - jak ujrzała na korytarzyku sądowym dziesięć lat młodszy model przytulony czule do mojego boku omal nie wyskoczyła ze skóry. Spojrzenia jakie panie wymieniały, ociepliły klimat na półkuli północnej, co ogrzało również i moje serce oraz zapodało przy okazji dużą dawkę cholernej satysfakcji. Takiego ciosu w najgorszych snach się nie spodziewała. Najwidoczniej – to niebywałe – ale nadal myślała, że jest pępkiem świata i że wytworzyła u mnie jakiś syndrom sztokholmski nie pozwalający mi się nigdy od tej pajęczej hetery uwolnić. He, He, za nic w świecie nie potrafiła się pogodzić z faktem istnienia uroczej słowiańskiej blondynki. Rozpadła się na kawałki widząc na własne oczy, że znaczy dla mnie tyle co psie gówienko i nie wiedziała kompletnie co ze sobą począć. Należało jej się za te wszystkie lata. Och jak musiała się wówczas poczuć staro. Niezapomniane są te chwile.

Tak więc jak już Ewcia się doczłapała do korytka dla świadków i zaczęła tam chrumkać to dopiero popłynął potok nonsensów przerywany co chwilę eeee... yyyy.... hyyyy... w chwilach, kiedy nie mogła zebrać myśli i odpowiedzieć na pytania. (W nawiasach będę podawał stan faktyczny, aby prostować na bieżąco jej nieporadne kłamstwa, w których beznadziejnie się poplątała). Najpierw na dzień dobry skłamała, że rok później przystąpiła do współwłasności czyli w grudniu 2012 roku, (a był to przecież grudzień 2011). Chciała sobie rok na plus wykruczkować dodatkowo w ten sposób. Potem powiedziała, że od tamtej chwili prace budowlane finansowaliśmy wspólnie, (zgadza się, ja z braku pieniędzy jeździłem po nie za granicę a potem finansowałem budowę a ona w tym czasie finansowała swoje inne nieruchomości, robiła wesela no i poszerzała o pub swoją pizzerię). Wyjechała oczywiście, że ho, ho przez dziesięć lat byliśmy w konkubinacie, czyli w latach 2005 - 2015, (tak naprawdę to do 2008 byłem z zupełnie inną kobietą - Beatką, z którą notabene udałem na pamiętną zabawę sylwestrową, gdzie zwąchałem się z Ewcią. Natomiast od 2009 byłem sam przez pewien okres czasu. Ponadto Ewcia w końcu sprzedała swoje mieszkanie i mogła zamieszkać razem ze mną – w tym jej konkubinacie na przykład – to zamiast tego udała się mieszkać do męża i teściowej. Być może to z nimi była więc w konkubinacie? Hmm. Poza tym mimo iż zawsze była zapraszana to ani razu przez te lata nie była u mojej rodziny na urodzinach, imieninach albo wigilii. Ani jednego razu nie zawitała do mnie lub mojej rodziny. Nigdy. Zawsze natomiast każde jedne święta spędzała z mężem i swoją teściową - tak więc trochę dziwny był ten konkubinat. Ponadto on „trwał” tylko do momentu rybackiego tanga – zaledwie parę miesięcy – a potem przestała nawet udawać ta cała „moja” Ewcia). Powiedziała też, że jakiś jej znajomy kładł tynki i gładzie na I piętrze a my za to nie płaciliśmy, (jasne, tynki i gładzie dali nam za darmo, za darmo przywieźli i za darmo położyli - tak naprawdę ja te tynki kładłem, kupowałem i przywoziłem osobiście są fotografie, rachunki oraz inne dowody - późniejsze zeznania świadków). Powiedziała, że po sprzedaniu swojego mieszkania dała mi całość 200 tysięcy do ręki, bo ona konta nie miała i ja nimi dysponowałem i zostały użyte na... postawienie budynku - tego który kupiła jak był postawiony chyba, bo nie ma w tym grama sensu, jako że u notariusza już stojący budynek przecież nabyła. (Udało się odnaleźć nowych właścicieli tamtego mieszkania i złożyli oświadczenie na piśmie że przelali całość pieniędzy na konto Ewci - są zresztą zawezwani na świadka na siódmą rozprawę). Powiedziała, że zwodziłem ją dwa lata z wizytą u notariusza, (kiedy tak naprawdę to ona się ociągała ze sprzedażą mieszkania, do czasu aż Mirek zrobi papierkową robotę i ustawi mi zakład psychiatryczny). Powiedziała że uczestniczyła w budowie od samego początku (wycisnąłem z niej chwilę potem, że do chwili przystąpienia nie dała w tym całym „uczestniczeniu” ani jednej złotówki ograniczając się tylko do roli damy do towarzystwa). Był rzekomo „jakiś pan który robił hydraulikę i musieliśmy mu zapłacić”, (całą hydraulikę zrobiłem sam i potem w przesłuchaniu zresztą potwierdziła, że wykonałem całkowicie instalację wodno kanalizacyjną, przecząc sobie samej przeciwko temu co powiedziała kilkanaście minut wcześniej). Potem powiedziała, że babci Kazi mieszkanie poszło za 85 tysięcy i oczywiście znowu to ja otrzymałem całość gotówki do ręki, (nigdy to jednak nie nastąpiło - babcia Kazie została owdowiona, ograbiona i bezdomna kiedy byłem za granicą z powodu... braku pieniędzy właśnie. Zamiast przekazania mi pieniędzy nastąpiło: wesele na sto osób, poszerzenie pizzerii o pub i kapitalny remont u Szymonka. Gdyby takie zastrzyki pieniędzy bywały to nie byłoby nawet powodu do moich wyjazdów za granicę aby zarobić w sumie kwoty drobne 7 - 10 tysięcy euro. Nie byłoby przerw letnich i budowa byłaby kontynuowana bez żadnych przestojów.) Stwierdziła że „jej” faktury (rzekome babci Kazi) dotyczą materiałów użytych na naszej posesji, zwłaszcza na I piętrze, (jasne, koszyczek z drutu na mydełko i parę metrów kafli na balkon za całe 270 złotych - znakomita reszta na kilkadziesiąt tysięcy pojechała do Szymonka na kapitalny remont jego kawalerki na osiedlu). Twierdziła, że jak w 2012 umarł jej ojczym uzgadniała ze mną wzięcie babci Kazi, (owszem uzgadniała to ale z własną siostrą, która jest zupełnie do mnie niepodobna. Ja babcię Kazię odkryłem na budowie zainstalowaną pod moją nieobecność, kiedy powróciłem z Francji). Powiedziała, że wziąłem 85 tysięcy ze sprzedaży babci Kazi mieszkania ale z tej kwoty nie ma faktur, (ano nie ma bo nie było nigdy tych pieniędzy więc skąd mają być faktury?). Rzekomo za te pieniądze zrobione zostały wszystkie piony grzewcze, (tak naprawdę jest jeden pion zrobiony oczywiście przed śmiercią jej ojczyma przeze mnie - inaczej nikt nie mógłby zamieszkać gdyby ten pion nie był zrobiony razem z podłogówką, a podłogówka już była nawet przykryta glazurą co sama zeznała w innej części zeznań). Stwierdziła że to ja wykręciłem korki złośliwie kiedy Agnieszka ją przycisnęła w związku z kradzieżą prądu, (prąd tak naprawdę formalnie wyłączył zakład energetyczny na moje pisemne zlecenie przesłane z Francji, są protokoły oczywiście, no i tam oczywiście nie ma korków które się wykręca tylko przełączniki). Przyznała się, że piwnicę zamknęła. Skłamała że nie płaciłem za wodę i prąd (ale mam jednak rachunki i oczywiście sfinansowałem dwa przyłącza o wartości 10 tysięcy - podczas gdy jej rachunki opiewają tylko na około 30 złotych miesięcznie - tak więc choćby Ewcia do końca życia płaciła za wodę i tak nigdy by się nie wyrównały w ten sposób nasze nakłady gdyż „w wodę” ona wyłożyła sto coś złotych a ja ponad dziesięć tysięcy). Potem przyznała się, że dzwoniła do Enei i że poinformowano ją na infolinii, że prąd jest odcięty na mój wniosek pisemny. Uprzedzono ją, że za zerwanie plomb poniesie odpowiedzialność. Dodała, że elektryk, którego wezwała to samo jej powiedział. A jednak dobrała się do mojego licznika i podłączyła go z Persilami nielegalnie, (sprawa jeszcze się toczy w tej kwestii w którejś tam instancji). Zełgała że z poprzedniego rachunku za prąd zapłaciła połowę, a potem drugą połowę, (tymczasem to ja zapłaciłem drugą połowę, a po jej rzekomej drugiej połowie nie ma nawet śladu na kolejnych fakturach, gdzie powinna w tym przypadku być nadpłata). Twierdziła, że mam klucze tam gdzie zainstalowała babcię Kazię, (niestety ale aby tam wejść musiałem wiercić zamki, bo Ewcia wymieniła je kiedy tam wprowadziła Kazię). Skłamała że nie posiadała konta przed rokiem 2012 i kasę z jej mieszkania dostałem do ręki (ludzie którzy kupili od niej mieszkanie podali numer konta którego Ewcia rzekomo nie miała - konta na które przelali jej wszystkie pieniądze - złożyłem wniosek do sądu o prześledzenie transakcji na tym koncie, aby zobaczyć co się z tymi pieniędzmi działo - na razie bez odzewu - ludzie ci przyjdą zeznawać na siódmej rozprawie aby rozwiać wątpliwości na okoliczność gdzie naprawdę powędrowały ich pieniądze za które nabyli Ewci mieszkanie). Twierdziła, że opchnąłem swoje mieszkanie i ona biedna nie wie na co wydałem zdobyte wówczas pieniądze, (zapewne wydałem na dziwki a budynek to przyszły i postawiły w czynie społecznym krasnoludki). Przyznała się jednak, że była sytuacja kiedy mój pracodawca we Francji nie miał gotówki więc ona otworzyła konto walutowe i tam zostało przelane w drodze wyjątku moje wynagrodzenie zza granicy. Na koniec podkreśliła wyraźnie, że nie partycypowała w kosztach innych nieruchomości, (kłaniają się fałszywe faktury na babcię Kazię, bo Ewcia niestety ale na samą siebie nie ma faktur... żadnych jeśli chodzi o wydatki budowlane).

Potem czas się skończył i przesłuchanie Ewci odroczono na...

III Rozprawa

Obsługa urządzeń technologicznych w intensywnej produkcji kukułczego drobiu

2 października kiedy to Ewcia dokończyła sobie kłamać. Błękitnooka blondyneczka o buzi aniołka ponownie nie zawiodła i Ewcia nadal była roztrzęsiona kompletnie zaraz po przyjściu do sądu. Zapewne myślała, że mnie już nie będzie bo już będę w psychiatryku - tego nie wiem. Wiem tylko, że coś poszło nie po jej myśl, bo nadal padały płomienne spojrzenia i nadal była zdezorientowana jak koń na bagnach nie mogąc zupełnie ogarnąć uroczej blondynki. Na miękkich nogach podeszła do korytka dla świadków a ja okazałem jej wówczas oświadczenie nowej właścicielki mieszkania i Ewcia musiała się przyznać że miała jednak konto i na jej konto została przelana cała kasa od nowych właścicieli. Wycisnąłem też z niej, że do momentu sprzedania jej mieszkania byłem jedynym finansującym budowę i zakup nieruchomości. Dalej znowu kłamała, że kasa babci Kazi była używana na I piętrze, (i to prawda, gdyż jest tam na tych fakturach koszyczek na mydło za 20 złotych). Dodała też, że były te pieniądze wykorzystane na II piętrze, (a to dziwne bo Martusia i Persil twardo twierdzą, że oni to podczas samowoli sfinansowali). Objaśniła też pod naporem faktów, że to co kupiła rzekomo Martusia jest na babcię Kazię… żeby nie płacić skarbówce podatku. Ha! Potem skłamała, że pieniądze wyszarpane z babci Kazi nie były kierowane na wesele wnuczki. Wycisnąłem z niej, że grzejnik, płyn do zmywania starych farb i drzwi 60-tki znajdują się w mieszkaniu Szymonka. Już nie twierdziła, że całość tylko że „część” materiałów z tych faktur powędrowała na naszą budowę. Skłamała, że zapłaciła fakturę za prąd w całości - tę na prawie 3000, (niestety nie ma śladu po tej wpłacie). Później moja adwokatka wycisnęła z niej, że nie było żadnej przeróbki instalacji wodnej, bo na to też Ewcia i jej prawnik przynieśli jakiś zalatujący czosnkiem rachunek. Potem Ewcia skłamała, że niby byłem obecny kiedy Persil robił samowolnie wykończeniówkę. Później się pożaliła, że jej działalność gospodarcza nie przynosi dochodu i że budowy nie finansowała z tej działalności (i to jest niestety połowiczna prawda jak przystało na pół cygankę – jej pizzeria oczywiście przynosi dochód bo ona nie prowadzi jej charytatywnie, ale rzeczywiście nie idzie on na finansowanie budowy, tylko na spełnianie życzeń Martusi). Na koniec skłamała, że okna kupowaliśmy razem i bez faktury, (płaciłem za nie oczywiście ja i mam na szczęście fakturę, której nie udało się Ewci ukraść, bo została wystawiona już po kradzieży tamtych, kiedy dla celów sądowych przerwałem proces zamawiania dalszych okien i poprosiłem producenta o podliczenie dotychczasowych wydatków oraz wystawienie rachunku. Nie rąbnęła mi tej faktury i nie może tego przeboleć, bo tylko ta jedna faktura i tak jest większa niż jej wszystkie fałszywki razem wzięte).

Potem zeznawał koleś Persila, który z nim spieprzył instalację elektryczną. Nałgał, że nie było projektu instalacji i że on mi pokazywał a nie ja jemu gdzie ona ma być. (Tak naprawdę zostało to dużo wcześniej ustalone z dziadkiem który porzucił robotę, mną i Ewcią - gdyż to miało przecież być rzekomo jej mieszkanie).

Kolejny „świadek” Ewci to specjalista od tynków, którego nigdy nawet na oczy nie widziałem. Okazało się że to szef ludzi, którzy kończyli tynki w mieszkaniu na II piętrze. Potwierdził uczciwie, że mnie widzi pierwszy raz w życiu i dodał że tylko tam wysłał ludzi, sam na budowie nie pracował. Potwierdził że używali mojego materiału. Potem wsypał Ewcię. Powiedział że skoro ona płaciła to pewnie ona kupowała materiały. Powiedział że to było dwa lata temu. Stwierdził że tam były do otynkowania i wyszpachlowania 2 - 3 pokoje a część była już zrobiona. Dodał na koniec z goryczą, że był niezadowolony, bo musiał wystawić fakturę i zapłacić podatek a „miało być bez podatku”. Miał jakiś szczery żal, że musiał zabulić VAT ale już nie mógł ludziom po latach tego potrącić, bo ludzie odeszli.

Kolejny lipny świadek to hydraulik, który rzekomo robił na mojej budowie jakieś tajemnicze „modernizacje instalacji wodnej i kanalizacyjnej” i wystawił na to rachunek na jakieś 500 złotych. Nie kojarzył mnie oczywiście i nie był w stanie powiedzieć co niby rzekomo tam robił. Wykręcał się bredniami typu, że on wykonuje niby 5 - 10 tego typu robót dziennie i nie pamięta. (Gdyby to była prawda to zarabiałby... 2500 - 5000 złotych dziennie, masakra. Tak naprawdę to u Szymonka on robił tę modernizację bo tam było wypruwanie wanny oraz rur, burzenie ścianki, wstawianie nowych rur i zamurowywanie ich do kabiny prysznicowej. Za takie coś można skasować 500 złotych, bo to się robi jakiś tydzień czasu). Potem był przyciskany więc wyciśnięto z niego, że mu płaciła Ewcia. Ja z niego chciałem wycisnąć dlaczego więc wystawił rachunek na babcię Kazię ale nie był w stanie na to odpowiedzieć. Powiedział tylko że nazwisko babci Kazi niczego mu nie mówi. Na koniec powiedział rozbrajająco, że przypomniałby sobie co tam niby robił na mojej budowie gdyby tam wszedł i zobaczył – no tak, wówczas na pewno by sobie przypomniał ha ha. (Tak naprawdę ja sam zrobiłem całą instalację wodno kanalizacyjną w budynku. Ponadto jest to instalacja kompletnie nowa, nie wymagająca żadnej „modernizacji” jako niezawodna oraz w pełni funkcjonalna).

Następny świadek Ewci to koleś od rusztowań. Potwierdził że były dwa razy wypożyczane, że Ewcia płaciła za drugie wypożyczenie (pokrywała straty, kiedy Persil mnie zostawił na zimę samotnie). Okazano mu jego fakturę i stwierdził, że „nie pamięta czy miał konto w mBanku ale jeśli jest taki przelew to widocznie musiał je tam mieć.” (Zapewne Ewcia przelała znowu komuś innemu z rodziny jakieś środki po to tylko aby spreparować kolejną fakturę, bo nigdy nie uwierzę, że ktoś mania lub niemania konta w banku nie pamięta). Wycisnąłem z niego, że ten przelew był tylko za drugie wypożyczenie, (czyli kiedy Ewcia pokrywała wyrządzone przez Persila szkody).

Kolejny „świadek” Ewci to sprawny intelektualnie inaczej ojczym Persila – ten sam, któremu jeszcze do niedawna marzyło się zrobienie ze mnie ciecia we własnym domu. Marzenia miał ambitne jak na osobę niepełnosprawną – która przez ponad rok nie potrafiła z sukcesem podłączyć z wężykiem wanny tak żeby nie zatopić budynku - ale runęły one kiedy zgarnął całą pulę. Pragnąc mi zainstalować Persila rozpoczął grę w podrzutków i… rozbił bank – biorąc wszystkie trzy kukułcze jaja do siebie. Nie jest co prawda z żadnym spokrewniony nawet odrobinę ale co tam – niech zna moją hojność – potrafię przegrywać i widok dżakpota jaki zgarnął, nie odebrał mi pogody ducha nawet odrobinę. Ha, ha, otrzymał z powrotem Persila, a w bonusie jego wymagającą kurewnę no i oczywiście kolejnego bękarta, który się wykluł. Oprócz Persila do którego najwyraźniej już przywykł otrzymał od życia jeszcze dwóch Cyganów w pakiecie. Obecnie na pewno nie skarży się że jest samotny kiedy żyje mu się raźniej z psami, chomikami, glonojadami i roślinami jakie w międzyczasie wyhodował Persil. Myślę że jego nora musi wyglądać i pachnieć jak ogród zoologiczny z nutką botanicznej fantazji w czasie najazdu turystów i plemion koczowniczych. Wiedziałem, że za ten prezent wynikły podczas migracji ludności będzie stawał na głowie aby mi dokuczyć w sądzie, toteż do jego przesłuchania przygotowałem się szczególnie starannie. Przy ambonie dla świadków ciołek poczuł się jak Obama przy mównicy. Skończył przeżuwać banana, nabrał powietrza i powiedział, że w przypływie ojcowskich uczuć zaciągnął dług i kupił AGD dla pasierba. Niestety nie dodał, że w tym celu pragnął mnie z mojego własnego domu wysiudać umieszczając w nim swoje zarodniki pod moją nieobecność. Potem skłamał, że innych rzeczy nie kupował, (jest jednak z czasów jak się bawiłem w detektywa fałszywa faktura babci Kazi na wannę i umywalkę, za którą to on jednak tak naprawdę płacił kartą kredytową maestro). Stwierdził, że Persil mu powiedział, że to będzie jego mieszkanie i nie pamięta co Persil mówił na temat wyrzucenia go przez policję. Zlecał tę robotę (samowolę) Persil według niego. Nie mógł sobie przypomnieć biedny kiedy ja go wyrzuciłem z nieruchomości, (ale jakoś zapamiętał samowolę kilkanaście dni później, której dokonał zaraz po tym wyrzuceniu). Wystarczyło mu do pracy tylko to, że Persil mu powiedział, że „mieszkanie jest dla niego”. Zapytałem go czy te AGD to jego, czyli już spłacone, czy to nadal jest własność banku. Odparł, że spłacone i podarowane dla Persila. (Heh, orkiestra tusz… skoro więc te AGD to jest prywatna darowizna ciołka dla Persila to jakim cudem Ewcia i jej czosnek przedkładają to jako „jej nakłady”? Kolejny paradoks niewytłumaczalny.) Dalej, nie pamiętał biedny czy kupował wannę i umywalkę ani korzystania z mojego rabatu. (W Leroy Merlin mają program lojalnościowy - jak się nakupi u nich furę towaru za kilkanaście tysięcy i nazbiera jakieś głupie punkty to potem się ma przez jeden dzień 10 % zniżki na dosłownie wszystko. Trzymałem ten rabat zatem na duże zakupy na przykład na materiał na ocieplenie budynku aby zaoszczędzić parę tysięcy a ten palant rąbnął mi moją kartę albo otrzymał ją od Ewci i wykorzystał pod moją nieobecność ten mój już wypracowany rabat tylko po to, aby dostać zniżkę na wannę i zaoszczędzić sobie... 20 złotych i uniemożliwić mi przy okazji zaoszczędzenie paru tysięcy. Hmm… kiedy ja harowałem za granicą aby zarobić na tę budowę ci skurwiele, żyli na mój koszt i nieustannie okradali mnie i szkodzili mi na każdym kroku dosłownie. Ba, on nie tylko kupił wannę ze skradzionym rabatem płacąc swoją kartą maestro ale wziął ją na… babcię Kazię ponadto - jako kolejna osoba preparująca na jej rzecz lipne „nakłady budowlane”). Po okazaniu mu tej faktury na tę wannę ciołek nadal nie pamiętał niczego niestety – nawet tego jak za nią osobiście płacił kartą maestro. Kiedy go zapytałem skąd się zatem wzięła na budowie wanna, którą osobiście pokrywał kafelkami, przypomniał sobie że... już mówił, że tego nie pamięta. Wyjątkowy skurwysynek – nawet jak mu kłaść pod nos dowody nadal idzie w zaparte.

W tej sytuacji, aby podnieść na jeszcze wyższy poziom przebieg tego procesu, ja złożyłem wniosek o powołaniu babci Kazię na świadka, aby skoro nikt niczego nie pamięta to ona jako najbardziej zasłużona na polu ludzi mających kłopoty z pamięcią (i jednocześnie rzekoma właścicielka tych wszystkich lipnych faktur), jasno w końcu określiła gdzie niby konkretnie jest ten cały zakupiony „przez nią” towar. Chciałem oczywiście żeby chociaż na jeden jedyny dzień ta biedna babcia Kazia wiedziała kto i w jaki sposób pozbawił ją dorobku życia, męża oraz wszystkich jej i jego pieniędzy. Potem by to oczywiście tradycyjnie sobie zapomniała budząc się szczęśliwie z resetem na mózgu ale przez ten jeden dzień byłaby świadoma tego co jej córka nawywijała. Tylko tyle chciałem zafundować tym kłamcom i krętaczom, bo przecież babcia Kazia tak naprawdę nigdy niczego nie kupiła na budowę i jest to dla każdego kto ją widział oczywiste. Chciałem też oczywiście aby ją zobaczyła Agnieszka i uświadomiła sobie że kto jak kto ale babcia Kazia nie jest zdolna do kupowania czegokolwiek, ponieważ to tylko nieporadna staruszka z zaawansowanym Alzheimerem – więc jej widok mógłby w końcu przerwać tę niekończącą się fakturową szopkę i skrócić przez to proces, który zbacza z kursu w obszary logicznie ujemne, przeciągając się w nieskończoność. Czosnek natychmiast się zakwasił słysząc ten wniosek, którego się nie spodziewał w ogóle z mojego kierunku, ale Agnieszka w przypływie dobroci zawezwała babcię Kazię na… jedynego mojego świadka (!) i odroczono proces na...

IV Rozprawa

Termoregulacja kurnika - warunki efektywnej produkcji kukułczego drobiu

16 grudnia. Ewcia aby nie dopuścić babci Kazi do wizyty w sądzie załatwiła jej zwolnienie lekarskie. Babcia Kazia bez problemu mieszkająca całymi latami na zimnej budowie oraz roztańczona na weselu, (z którego te jełopy wrzuciły filmy i fotki na neta), nagle ze względu na „zły stan zdrowia” okazała się niezdolna do wizyty w cieplutkim, przytulnym sądzie. Tym samym babcia Kazia chyba już nigdy nie dowie się, że ją wyrolowano z dorobku życia. Nieważne. Przestałem się już w ogóle przejmować jej losem, skoro wszyscy i tak mają to w dupie. Poza tym ja już od paru dni wiedziałem dużo ważniejsze rzeczy niż problematyka babci Kazi. Te, że 28 grudnia mam być wsadzony w kaftan i byłem brakiem dostępu do akt tamtej sprawy dużo bardziej niż losem babci Kazi zaabsorbowany. Ewcia oczywiście również to wiedziała tak więc była w sądzie dość wyluzowana i to nawet mimo niezawodnej blondyneczki. Na pewno miała motylki w brzuszku na myśl, że pójdę do psychiatryka. Reszta jej „świadków” również zachowywała się stosunkowo beztrosko... wiedząc doskonale o tym, że są to i tak już moje ostatnie chwile na wolności.

Pierwszy zeznawał Persil. To było już po kradzieżach prądu i gigantycznych rachunkach za skradzioną energię na ich cele grzewcze, tak więc od razu sędzia Agnieszka wycisnęła z niego, że ostatnio był dwa miesiące temu na budowie - w okresie kiedy kradziono mój prąd. (To rok potem jak policja go usunęła i uświadomiła że nie może tam być, podkreślam.) Nagadał się na okoliczność ile on tam niby nie pomagał na tej budowie, że nosił krokwie, poręcze na balkony i niespodzianka... oznajmił, że „wyremontował” mieszkanie na II piętrze od stanu surowego aż „na gotowo”. Oświadczył, że mieszkanie „miało być” dla niego i Martusi i że „wyremontowali” je za własne środki. Dodał że niby ze mną na ten temat rozmawiał ale niestety nie ma na to żadnej pisemnej umowy. Agnieszka wydobyła z niego, że go usunęła policja, że pomieszkiwał tam sobie półtora roku i że jest świadomy, że jest krata i nikt nie ma dostępu do budowy. Potem skłamał, że w 2011 nie było jeszcze dachu, (a był przecież ukończony kiedy była katastrofa smoleńska w 2010). „Wie”, że Ewcia przekazywała mi pieniądze ale nie był świadkiem nigdy czegoś takiego. Skłamał, że dał mi pieniądze na kotłownię i że obiecałem mu je… oddać. Na koniec z dumą oświadczył, że ja „im kładłem kafelki na balkonie”. (Ja – im, masakra. Oczywiście że kładłem te kafelki ale nie „im”, bo „ich” nigdy na mojej posesji nie było i nie będzie. Kładłem... sobie. Kładłem po to aby ktoś obustronnie leworęczny tego nie spierdolił, bo przecież odpadłyby po pierwszych przymrozkach gdyby on do tego przyłożył chociaż jedną swoją lewą rękę.) Na pytanie mojego adwokata co do kar za mieszkanie na budowie, nie wspomniał o szantażu jaki wobec mnie zastosował ale rzekł że nie był świadomy ryzyka mieszkania na budowie. Oświadczył „że zamieszkał prawidłowo”. Przyznał się, że zniszczył moje okno wiercąc w nim dziurę na swój pieprzony kabel od anteny satelitarnej. Potem go zapytałem dlaczego porzucił robotę przy ociepleniu. Odparł oczywiście że miał kontuzję barku. Skłamał że nie wiedział o innym elektryku który już wykuł rowki (och jak będzie potrzeba zawsze można zerwać trochę gładzi aby te pozalepiane rowki ujrzały światło dzienne). Potem znowu zaprzeczył, że mieszkał po usunięciu przez policję, co stoi w sprzeczności z tym że wcześniej zeznał że był tam dwa miesiące temu. Przyznał się że jest tam zameldowany i wyraził nawet „gotowość do powrotu” ale ja mu „utrudniłem przeprowadzkę”. (Tak naprawdę ja mu nie utrudniam tylko ułatwiam… wyprowadzkę.) Skłamał, że kiedy robił „remont” I piętro było zamieszkane – (posiadam fotografie że jednak nie ale poczekam z nimi aż wszyscy już skończą kłamać). Wsypał Ewcię, że to ona kazała brać faktury na babcię Kazię i wsypał ojczyma potwierdzając, że to oni jednak kupili wannę. Potem ponownie potwierdził, że nie mieszka tam od września – czyli że mieszkał ponownie pod moją nieobecność – rok po tym jak usunęła go policja. I potwierdził, że nakazałem mu jego rzeczy zabrać. Nie zrobił tego jednak jeszcze. To co najlepsze to podał zawód „pedagog” kiedy się przedstawiał w sądzie. O dziwo nie jest już dzięki mnie bezrobotnym, politowania godnym politologiem ale „wychowawcą”. Ciekawe kogo „wychowuje” - bo raczej nie swoje chomiki i rybki, gdyż to wszystko pod bacznym okiem Ewci już dawno zdechło, jako że ona nie hoduje ale bezwzględnie wybija wszystko to co nie jest kukułką i żyje w pobliżu.

Kolejny „świadek” to oczywiście Martusia – pasożyt który tam mieszkał najdłużej ale nie przepracował nawet jednego dnia przy dajmy na to sprzątaniu po sobie własnych odchodów. Ewcia chyba zapomniała jej powiedzieć o tym co sama wcześniej zeznawała, bo nagle się okazuje, że to Martusia płaciła za te tynki w dwóch pokojach. Persil też nie zdążył z nią pogadać i uzgodnić zeznań, bo jego świnka okazała się też kolejnym już hojnym sponsorem jednej i tej samej wanny.

Kuźwa, dopiero początek procesu a ta wanna ma już tylu nabywców, że jeszcze chyba tylko prezes Samsunga i prawosławna cerkiew nie zdążyli przedstawić do niej swoich roszczeń właścicielskich. Adwokat Ewci musi być zakonspirowanym na osiedlowego prawnika, tajnym wysłannikiem światowego kongresu żydów, bo non stop dostarcza do sądu kolejne lipne kwity, lipne faktury i lipnych świadków na tę cudem ocalałą z zagłady wanienną osobliwość. Na dzień dzisiejszy tę wannę kupiła: babcia Kazia, ojczym Persila który już nawet zdążył o tym zapomnieć, Persil, Martusia no i oczywiście ja, który do przywaniennej wspólnoty honorowo ale nieświadomie ufundował rabat i patronat medialny. Zagadkowa historia wanny i zamieszanie przy niej jak wokół Złotego Pociągu, sprawiły chyba że Władimir Putin jeszcze nie zabrał głosu w tej kwestii. Czekając więc na oficjalne stanowisko Kremla można podejrzewać, że oni wszyscy w tej wannie w za gorącej wodzie po prostu się wykąpali. Zeznają bowiem jak poparzeni i na dzień dzisiejszy na temat tej wanny już zgromadzono więcej dokumentów niż na temat Bursztynowej Komnaty. Świadków w zastraszającym tempie przybywa a takiej ilości wanien w jednym mieszkaniu to nawet najstarsi Cyganie nie pamiętają.

Oczywiście Martusia rzekomo kupiła również kotłownię – wygląda więc że są dwie tajne kotłownie na budowie – jedna jej a druga Persila – plus oczywiście moja jedna. Te dwie tajne multikotłownie to chyba służą do napełniania tych wszystkich wanien – bo jak inaczej to wytłumaczyć. Odkąd Persile ukradły mi moje klucze od mieszkania na II piętrze nie mam do niego dostępu ale podejrzewam że umeblowane jest ono wyłącznie w wanny. Być może jest tam jeszcze transformator, elektrociepłownia oraz sauna i stąd epidemia udarów, na którą cierpi cygańska mniejszość – nie mam pojęcia. (Na rok 2016 przewidziana jest wizyta biegłego który policzy te wszystkie wanny, kotłownie i wyceni to wszystko.)

Zeznając dalej Martusia sypnęła Ewcię, że tylko z nią rozmawiała o tym, że tam sobie zamieszka jeśli zrobi „remont”. Skłamała że „remont” robili w marcu 2013 a ja mam ciągle fotografie z końca kwietnia na których nikogo nie było – zrobione tuż przed moim wyjazdem. Jednak zaraz po tym przyznała się, że kiedy tam robili „remont” mnie nie było. Królowa oświadczyła również że teściowie sfinansowali „jej” AGD. Wcześniej mówiła, że sami za wszystko płacili. Wbrew temu co zeznała Ewcia nagle się okazało, że Ewcia mi przekazywała pieniądze ze swojej działalności – tej samej która nie przynosi dochodu według samej Ewci. Oświadczyła też, że ja nie pracowałem w sezonie jesienno zimowym tylko na wakacje sobie jeździłem i... byłem na utrzymaniu Ewci. (Oczywiście że tak było, budynek sam sobie rósł kiedy byłem na wakacjach a moje utrzymanie kosztowało Ewcię wieczorną zupkę raz dziennie – jakieś 16 złotych. Natomiast nocleg całej tej patologii warty ok 200 złotych dziennie to nie jest oczywiście „utrzymywanie” tylko akt łaski – łaski ze strony kurewny, która raczyła ubogacić mnie swoją obecnością, swoim przydupasem, swoim bękartem, swoją babcią i resztą inwentarza. Budynek rósł oczywiście przez te lata w wyniku nieodpłatnej pracy siedmiu krasnoludków, które otaczają kurewnę.) Martusia słyszała o przekazaniu mi pieniędzy przez Ewcię, (pogłoski o Ewci koncie jednak do niej jakoś nie dotarły co jest dowodem że każdy ze „świadków” Ewci zna kompletnie inną wersję ale żaden prawdziwej, bo już się doszczętnie pogubiła we własnych knowaniach i kłamstwach). Wsypała jednak Ewcię, że to ona kazała brać faktury na babcię Kazię, (po to oczywiście aby oszukać mnie i skarbówkę). Skłamała, że na parter wprowadzili się wszyscy. Też potwierdziła, że ostatnio korzystała z tego lokalu latem – rok po usunięciu Persila przez policję. Skłamała ponownie, że dała kasę na kotłownię i że rzekomo miałem jej ją… oddać. (Kurde, nawet nie wiedziałem że oprócz mojej kotłowni winny jeszcze jestem pieniądze za dwie inne – jedną jej (szczytową) i drugą Persila (pompową) aby kurewna była zaspokojona jak należy, kiedy nie doprowadziły jej do szczytowania te wszystkie chętne krasnoludki.) Skłamała, że jak robili „remont” II piętra to już było wykończone I piętro i tam sobie mieszkała Ewcia i babcia Kazia, (tak naprawdę dopiero po powrocie pół roku później zza granicy zrobiłem tam za przywiezione pieniądze wykończeniówkę i są na to oczywiście skradzione/odzyskane faktury oraz fotografie).

Przycisnąłem ją na tę okoliczność i minutę potem zeznała, że „nie wie w jakim stanie było I piętro, kiedy ona z Persilem „remontowali” II piętro.

Siostry Ewci i jej syna nie zdążono przesłuchać. Odroczono proces na:

V Rozprawa

Stres cieplny u kukułczego drobiu oraz wpływ żywienia na wydziobywanie piór

9 marca 2016. Ewcia była dość mocno zaskoczona faktem, że nie siedzę w psychiatryku zatem blondyneczka znowu ją doszczętnie zdruzgotała swoim widokiem i masą wrodzonego wdzięku. Do sądu stawiła się siostra Ewci, którą widziałem zaledwie po raz drugi w życiu no i Szymonek. Zanim jednak ich wezwano zrobiła się pyskówka, bo Ewci nerwy juz puściły. Ewci prawnik odniósł się do mojego wniosku o to aby Ewcia zwróciła skradzione klucze i powymieniane zamki. Koleś  od wyrzuceń właścicieli z ich domów, niemal się zapluł na temat kraty, którą zimą wstawiłem aby odciąć patologię od koryta i nałgał, że to ja wymieniłem zamki oraz wyrzuciłem z budowy wszystkie rzeczy Persila. Bredził coś o naruszeniu jej własności i stanu posiadania. Oświadczyłem jemu wówczas, że nie wymieniłem nigdy w tej nieruchomości żadnych zamków a Ewcia nadal posiada na własność swoje lipne faktury, którymi może sobie swobodnie władać i zbudować z nich na przykład własny papierowy domek. Moich własnych zamków jednak nie wymieniałem na budowie nigdy, ponieważ to ja je wszystkie kupiłem więc po co miałbym coś takiego robić? Cztery zamki – moje rzecz jasna - jak dotąd zostały wymienione wyłącznie przez Ewcię. Powiedziałem, że nie mam dostępu do bezpieczników, gdyż wymieniono zamek zaraz po tym jak wydałem jej klucz do skrzynki elektrycznej. Wcześniej zanim zmieniono zamek, zerwano plombę i kradziono prąd na moją szkodę, bo Ewcia i Persil zachowali się po wydaniu klucza, potrzebnego rzekomo do odczytów licznika, jak lisy w kurniku. Ponadto natychmiast po nielegalnym podłączeniu licznika wymieniono tam kolejny zamek i teraz to ja nie mam dostępu do swojej własnej skrzynki bezpiecznikowej. Zapytałem czy pokryje moje szkody jako osoba która napisała wniosek o wydanie kluczyka? Nic nie odpowiedział czosnek. Dodałem więc zatem, że ponadto Ewcia wymieniła już wcześniej zamek do piwnicy i do dwóch lokali: na I i II piętrze. Do jednego mieszkania musiałem wejść, bo świeciło się tam światło, kiedy babcia Kazia zapomniała je wyłączyć kiedy opuszczała budynek oraz do piwnicy bo śmierdziało – tam stwierdziłem kolejny sabotaż - celowo uszkodzoną kratkę ściekową, kotłownię oraz mnóstwo nagromadzonych rzeczy Persila – ubrań męskich, starych gratów no i zabawek dziecięcych. Wejście do tych pomieszczeń odbyło się w obecności dozorcy więc jest świadek tych zniszczeń jak by kto pytał.

Sędzia Agnieszka zaczęła więc cisnąć Ewcię i wydobyła z niej, że dostała ode mnie klucz do liczników, (czosnek pewnie musiał Agnieszce nakłamać, że nie wydałem kluczyka a to nieprawda bo posiadam Ewci pokwitowanie napisane przez nią osobiście na którym potwierdza przekazanie kluczyka) a później… wymieniła tam zamek, bo nie „mogła” się do niego dostać (!). Przyznała, że zwracałem się do niej o klucze i że nie wydała mi ich, bo ona też rzekomo czeka na jakieś klucze. (Nikt nie wie jednak na jakie ona czeka klucze). Później Ewcia skłamała, że jak zajdzie potrzeba to ona udostępni lokal (ale to nieprawda, bo ani kontroli z nadzoru nie wpuściła, ani inkasentów z Enei, ani kierownika budowy, ani geodecie także nie wyraziła zgody na pomiary związane z inwentaryzacją powykonawczą budynku). No i z uporem maniaka twierdziła, że zabawki dziecięce, męskie buty i ubrania Persila są… jej własnością. Standard.

Oświadczyłem więc zgodnie z prawdą, że Ewcia nie podpisała zgody geodecie kiedy przybył po tę zgodę osobiście a Ewcia rutynowo że to kłamstwo. Poza tym oznajmiłem, że Ewcia kiedy chce to przychodzi, jest wpuszczana przeze mnie albo dozorcę, bierze przecież ciągle swoje leki, rzeczy, dokumenty wedle uznania. Jej tylko nie wolno tam mieszkać. Pyskówka się przeciągała więc ją ucięto.

Wezwano Szymonka. Bredził, że pomagał od początku, „bo mieliśmy zatrudnioną firmę”. Agnieszka od razu go przycisnęła słysząc liczbę mnogą w słowie „mieliśmy”. Szymonek więc kwaśno ale sprostował, że to „ja” a nie jacyś „my” miałem zatrudnioną firmę. Potem już nie kłamał tylko uczciwie powiedział przy czym pomagał. Powiedział też znowu o „remoncie” II piętra na koszt Persila i Martusi. Przyznał że wszyscy korzystali z parteru. Znowu skłamał że nie finansowałem wykończenia I piętra, bo mnie rzekomo nie było stać. (Ewcia najwidoczniej nie powiedziała mu, że odzyskałem skradzione faktury dotyczące owego piętra.) Mój adwokat wycisnął z niego, że na budowie nie ma grzejników i nie była robiona żadna modernizacja sieci wodno kanalizacyjnej. Potem ja z niego wycisnąłem, że u niego była robiona modernizacja instalacji wodno kanalizacyjnej w okresie z którego pochodzi fałszywa faktura pod adresem ustalonym na „dodatku” do faktury który uzyskałem bawiąc się w detektywa, kiedy ustaliłem dokąd naprawdę pojechał rzekomo kupiony przez babcię Kazię materiał. Mimo to skłamał, że sam sobie finansował mieszkanie i nie przypomina sobie aby faktury były brane na nazwisko babci ale dodał, że być może Ewcia coś kupowała. No więc na mój wniosek okazano mu fałszywą fakturę babci Kazi na której to on jest prawdziwym klientem, na między innymi kabinę prysznicową. Przypomniał sobie wtedy, że jednak była u niego montowana taka kabina. Przypomniał sobie jeszcze pod naporem pytań, że miał remont generalny. Wciśnięty w narożnik wymienił, że wymieniono podczas niego, podłogi, glazurę, meble, sanitariaty, rury wodno kanalizacyjne. Wycisnąłem z niego też, że te rury u niego są plastikowe (takie jak na lipnych fakturach) oraz że zainstalował nowy grzejnik i nowe panele podłogowe i wymienił drzwi i okna. Nie pamiętał jednak szerokości drzwi wejściowych. Potem Szymonek oświadczył znowu, że mieszkali wszyscy na parterze.

Następnie zeznawała siostra Ewci. Ujawniła, że to ona zawarła układ z Ewcią na temat babci Kazi. W tym układzie siostry ustaliły że babcię Kazię i jej kasę w pakiecie bierze Ewcia. (No i Ewcia wzięła kasę. Natomiast mamę „wzięła” i wsadziła na… moja budowę a nie do siebie. Do „siebie” wsadziła Persila i Martusię a do Szymonka i córci pieniądze mamy. Dla mnie przygotowała fałszywe faktury i samą babcię Kazię którą umieściła w lokalu który urządziłem za własne pieniądze - i między innymi za ten lokal właśnie wsiąkły mi faktury.) Dodała też na pytania Agnieszki, że o losie babci Kazi rozmawiała jedynie z Ewcią a nigdy ze mną. (No i tak było właśnie jako że przebywałem za granicą kiedy umierał ojczym Ewci i pozapadały te rodzinne „ustalenia”).

Kolejny „świadek” to koleżaneczka Ewci z podstawówki. Jest to pełnotłusta urzędniczka z urzędu miasta, gdzie opłaca się użytkowanie wieczyste, podatki od nieruchomości i tego typu opłaty. Aby polepszyć warunki czyli zrobić wejście do budynku oraz zjazd do garażu dokupiłem na własność dzierżawioną wcześniej działkę obok budynku już w czasie budowy. Działkę przyległą do budynku. Ewcia oczywiście tradycyjnie nie dała u notariusza na nią nawet złotówki ograniczając się tylko do roli damy do towarzystwa. Działka ta jest na jakieś 40 rat. Pełnotłusta skłamała, że Ewcia za tę moją działkę płaciła wszystkie raty przez pięć ho, ho, ho, lat. (Tak naprawdę jednak, Ewcia płaciła te kwartalne raty ale tylko wówczas kiedy mnie nie było w Polsce. W praktyce była to ta „czerwcowa” rata rokrocznie, gdy mnie nie było w kraju. Po powrocie się z nią rozliczałem a ona mi dawała potwierdzenia wpłat. Gdybym jej nie oddał nie zapłaciłaby w kolejnych latach żadnej raty - to proste. Oczywiście mam te wszystkie dowody wpłat.) Zapytałem ją czy nie wie przypadkiem dlaczego Ewcia taka rzekomo skora do płacenia rat za cudzą działkę nie chciała dać nawet złotówki za... tę samą działkę kiedy do opłacenia jej były nie raty/należność ale sama tylko opłata notarialna. Powiedziała że nie wie dlaczego. Biedna ona ta koleżaneczka – strasznie schudła kiedy oderwała się od biurka i ruszyła na wyprawę po sądach. Do dziś nie odzyskała utraconej podczas kłamliwej ekspedycji masy, co widziałem na własne oczy płacąc parę dni temu (kwiecień 2016) kolejną ratę.

Kolejny koleś robiący za świadka Ewci zeznawał, że budował ze mną. Nosił krokwie, sprzątał, ocieplał. Powiedział że to Persil mu powiedział że będzie tam pracował a potem mieszkał. Na deser oznajmił, że ja tylko „pomagałem” Persilowi w mieszkaniu które „remontował” ten ułom. Wycisnąłem z dupka odpowiedź na pytanie ile tam łącznie niby on się „nabudował razem ze mną”. Odparł po głębszym namyśle rozbrajająco, że... jeden dzień a na budowie był w sumie kilka razy po parę godzin. Moje osiem lat codziennej pracy nagle okazało się „pomocą” dla Persilów zaledwie.

Jeszcze jeden „świadek” Ewci też oczywiście „pomagał” Persilowi. Kładł kafle, nosił deski i malował. Od Persila wiedział że Persil „ma na to zgodę” i na wprowadzenie się do tego mieszkania również. Ale wyciśnięto z niego, że byłem obecny tylko jak nosił deski - (bo to jest prawda - trzeba było przygotować mieszkanie na II piętrze do tynkowania i na jeden dzień przyszło paru ludzi.) Dodał, że jak Persil robił samowolę mnie nie było na budowie.

Skończył sie czas i odroczono proces na...

VI rozprawa

Nienasycone kwasy tłuszczowe w mieszankach paszowych jako czynnik wpływający na odporność kukułek

11 marca. Kolejny „świadek” Ewci, braciszek Persila, który nie tylko jest odrobinkę opóźniony i ma wygląd albinosa ale jeszcze urodę Woody Allena – słowem zgarnął cały pakiet od życia. Zza butelek od szampana których na co dzień używa jako oczu Pokrak zeznał, że nosił poręcze balkonowe i deski i to jest prawda. Szklarz robił to wszystko dwa razy po parę godzin razem ze mną. Powiedział, że Persil mieszkał tam około półtora roku i to też jest prawda. Przyciśnięty wykrztusił z trudnością, że dla mnie pracował 2 dni a dla Persila jakieś 2 tygodnie. Co ciekawe „wie”, że wyraziłem zgodę na tę samowolę. Od Persila i Ewci oczywiście on to wie, dodał kiedy zaraz został przyciśnięty przez Agnieszkę. Skłamał że na I piętrze mieszkała wtedy babcia Kazia. (Zaczekam z fotografiami pustego, niewykończonego mieszkania do momentu aż wszyscy skończą już kłamać aby im zawczasu nie ujawniać moich dowodów - może wyłapią coś za notoryczne składanie fałszywych zeznań - kto wie - Agnieszka każdego świadka zresztą uprzedza o tego typu odpowiedzialności zanim ten jeszcze zacznie zeznawać... zobaczymy jak to się skończy).

Dwóch „świadków” nie przyszło. Jeden prawidłowo odebrał awizo więc otrzymał 200 zeta za to, że się nie objawił, a sędzia wezwała ich obu ponownie na kolejny termin w czerwcu oraz przy okazji ustanowiła na mój wniosek biegłego do jak najszybszej wyceny tej nieruchomości i oszacowania nakładów na budowę poniesionych przed i po przystąpieniu przez Ewcię do współwłasności.

Druzgocące dla oszustów zeznania Ewci „świadków” oraz naoczny brak mojej obecności w psychiatryku musiał bardzo mocno wstrząsnąć Ewci tanim osiedlowym prawnikiem, bo pod koniec rozprawy czosnek nie tylko wyprowadził się tym faktem z równowagi ale jeszcze pozwolił sobie przy Agnieszce uznać mnie za schizofrenika i osobę z rozdwojeniem jaźni – wykonał publiczną projekcję własnych schorzeń, obaw i lęków - identycznie jak parę dni wcześniej zrobił to biegły psychiatra w sądzie karnym. Miał chyba nadzieję na, nie wiem? Że wybuchnę? Zelżę go? Rzucę pogróżki? Prowokował przez dłuższą chwilę ale gówno mu z tego wyszło. Agnieszka słysząc jego mętne, obraźliwe słowotoki zdegustowała się tym jego „wystąpieniem” i taktownie zakończyła rozprawę. Tak więc dopiero na kolejnej czosnek otrzyma ode mnie zasłużoną ripostę…

Proces trwa i idzie jak krew z nosa… kolejna rozprawa, czyli parada odmieńców wystąpi przed publicznością 3 czerwca… wstęp wolny i szeroko otwarty dla obserwatorów dziwnych zjawisk i szeroko pojętej publiczności…

Tymczasem kończąc tę część dodam że wszyscy ci Ewci „świadkowie”, jak jeden z uporem maniaka ciągle bredzą o tej samowoli Persila jako o jakimś „remoncie”. Usiłowałem nawet zapytać Persila czy aby rozróżnia pojęcia „budowa” i „remont” ale nie wiadomo dlaczego Agnieszka uchyliła mi to pytanie. Może założyła że to za trudne pytanie dla niepełnosprawnych i mogą je odebrać jako dyskryminujące – tego nie wiem. A to przecież jest sprawa elementarna. Wręcz fundament tego sporu, albowiem budowa w świetle obowiązującego prawa, to jest czynność polegająca na budowaniu czegoś co nie istnieje, a tymczasem remont to tylko wymiana czegoś istniejącego, (co się na przykład zepsuło) na nowe lub sprawne. W przypadku zatem budowy, (rozbudowy, przebudowy, odbudowy, itp.) wymagane oczywiście jest pozwolenie na... budowę i tylko ja je posiadam jako inwestor w tym konkretnym przypadku, bowiem jako jedyny zainwestowałem w przywilej pomachania sobie na tej posesji łopatą lub młotkiem całkiem sensowne pieniądze. Nikt inny tego nie zrobił. Nigdy. Natomiast w przypadku remontu wystarczy tylko zgłoszenie (również jednak dotyczy to właściciela), bo jest to naprawa już istniejącego budynku lub jego części. Różnica na tym polu jest więc zasadnicza i nie wiem kompletnie dlaczego nikt w tym sądzie nie chce na to zwrócić uwagi. Agnieszka to nawet tam sobie kiedyś warknęła pod moim adresem, że o tym czy to jest samowola czy nie samowola to ona/sąd podejmie decyzję, kiedy już po raz któryś słysząc o jakichś „remontach” na bieżąco sprawę usiłowałem wyjaśnić. Czasami dziwny obrót przybiera ten proces. Jeszcze bardziej dziwne jest dla mnie to, że w tym sądzie nadal z niezrozumiałym uporem roztrząsa się „nakłady budowlane” osób kompletnie nieupoważnionych do ich „nakładania” - nawet nie związanych z tą nieruchomością - osób z którymi nie toczę żadnego sporu, rzecz jasna. Ludzi typu babcia Kazia, Persil lub jego ojczym, czyli osób nie mających nawet prawa i pozwolenia do jakichkolwiek „inwestycji” na cudzej nieruchomości. Jest parę dziwnych spraw w tym dziwnym procesie, gdyż uważam, że jeśli jakiś ojczym lub jakiś Persil kupili sobie jakąś dajmy na to wannę to oznacza to tylko tyle, że... mają wannę. To wszystko. Mają wannę, ponadto z moim skradzionym rabatem, tak więc powinni wziąć tę wannę wsadzić sobie w dupę i z nią w końcu wypierdalać z mojej posesji. Gdzieś daleko najlepiej, gdzie do tej przeklętej wanny dokupią sobie na przykład jakieś mieszkanie. Nie wiem dlaczego tak na to nie patrzy Agnieszka, nie mam pojęcia, a przecież taki jest właśnie stan zgodny z prawem, no bo czyż nie? Już trzy lata czekam aż oni się z tą wanną wyniosą w cholerę i… umożliwią mi kupno innej – legalnej wanny przeze mnie. Są to oczywiste oczywistości, które jakoś jednak nadal nie mogą się przebić do protokółów z rozpraw. Pomijam już fakt, że te debile montując tę cholerną wannę sknocili to maksymalnie i dopiero po zakryciu jej kaflami okazało się że jest źle podłączony wężyk no i zostało zalane mieszkanie poniżej. Co zrobił Persil w tej sytuacji? Persil przez jakiś rok chodził z Martusią kąpać się... tam gdzie ja przebywałem - tam gdzie była sprawna łazienka i gdzie można było pozostawić niespuszczone odchody. Potem dopiero ktoś wykuł tę wannę i prawidłowo podłączył wężyki. Ech... znowu mi drga powieka jak powraca ten koszmar, tak więc nie będę tego drążył...

Sprawa w toku... kolejna porcja dziwnych ludzi wystąpi w czerwcu a ja chyba tymczasem zaprenumeruję sobie Drobiarstwo Polskie, ponieważ nagłówki są tam po prostu miażdżące...

cdn.



Pocztówki, które wstrząsnęły Europą

Pod koniec XIX - XX wieku wielu europejscy cukiernicy często umieszczali kolekcjonerskie widokówki w pudełkach z produktami. Były to zwykle obraz natury, dzikich zwierząt, władców z przeszłości, zapiski historyczne lub po prostu reklamy. Człowiek oglądał i czytał wkładki, a tym samym kupował i oczekiwał na nowe czekoladki, aby zebrać kolekcję.

 

 

 

W 1898 roku fabryka czekolady Chocolaterie d'Aiguebelle przy klasztorze La Trappe, a także stowarzyszenie Tapioca de l'Etoile zdecydowały się dystrybuować w swoich produktach serię czternastu pocztówek, opowiadających o masakrze Ormian w osmańskiej Turcji w latach 1895 - 1896.

 

Na Wystawie Światowej w Paryżu szokujące ilustracje zostały nagrodzone złotym medalem przez międzynarodowe jury. W 2012 roku Muzeum i Instytut Ludobójstwa Ormian pozyskało na aukcji jedną z tych kolekcji.

 

Przedstawiamy Wam kilkanascie kart pt. Pogrom Ormian. Pocztówki pokazują nie tylko rzeź dokonaną przez Turków i Kurdów na Ormianach, ale i brutalne represje wobec chrześcijan i obywateli greckiego Heraklionu (Kreta).

 

 



Utoń z Titanicem w czasie rzeczywistym!

Na jednym z kanałów YouTube pojawiło się wideo w formacie 3D, które jest filmem promocyjnym gry, skupiającej się na tym legendarnym statku. Produkcja jest bardzo interesująca, ponieważ podczas oglądania, można poczuć się jak jeden z uczestników wydarzeń do jakich doszło po zderzeniu jednostki z górą lodową.

 

 

 

Akcja filmu dzieje się w czasie rzeczywistym, co oznacza, że obejrzenie zajmie dwie godziny i czterdzieści minut. Pozwala to jednak w pełni doświadczyć paniki i rozpaczy, jakie panowały na pokładzie.

 

Film zaczyna się od pogadanki żeglarzy kilka minut przed wykryciem góry lodowej. Potem wiadome już było, że katastrofa jest nieunikniona. Klip został opublikowany 14 kwietnia br. 104 lata wcześniej w tym dniu rozbił się Titanic. Film zdobył już kilka milionów odsłon i ponad sześć tysięcy komentarzy.



W Egipcie znaleziono zatopione mityczne miasto

Wydawałoby się, że Egipt jest pełen piasku i tylko w nim warto szukać skarbów. Nowe tajemnice odkrywa Nil – rzeka, która była niegdyś sercem dawnej cywilizacji. W swoim ogromnym korycie skryła ona całe miasto, które uznawano dotychczas za mityczne.

 

 

 

Rzecz idzie o sam Herakleion, nazwany na cześć jednego z najsłynniejszych bohaterów starożytności. Francuski archeolog, który poświęcił swoje życie poszukiwaniu miasta w Delcie Nilu, w końcu znalazł to, czego szukał.

 

Dobrze zachowana część miasta leży na dnie rzeki. Ostała się tam wspaniała świątynia, a także rzeźby i wiele obelisków, które nie były narażone na działanie czynników atmosferycznych. Pokrywają je jasne znaki, których egiptolodzy jeszcze nie rozszyfrowali.

 

Odkrycie w wodach Nilu zatopionego miasta Herakleion, które, choć małe, uważano jednak za kolebkę uczonych i mędrców. Badacze dowodzą, że nowe zapisy i artefakty mogą znacząco uzupełnić aktualną wiedzę o starożytnej cywilizacji egipskiej.

 
Thonis - Herakleion (egipska i grecka nazwy starożytnego miasta), niedaleko Aleksandrii, którego ruiny znajdują się w zatoce Abu Kir, leży obecnie 2,5 km od wybrzeża i 10 m pod powierzchnią wody. Jego legendarne początki sięgają 12 wieku p. n. e. Znaczenie Herakleion wzrosło szczególnie w ostatnich dniach faraonów - późnego okresu, kiedy był to główny port Egiptu w handlu międzynarodowym i miejsce poboru podatków.

 



W starożytnym opuszczonym peruwiańskim mieście archeolodzy odkryli dobrze zachowaną mumię

Podczas wykopalisk prowadzonych w starożytnym peruwiańskim mieście Aspero, uważanym za jedną z kolebek starożytnej cywilizacji peruwiańskich Indian, odkryto doskonale zachowaną mumię kobiety.

 

 

 

Szacuje się, że niewiasta urodziła się około cztery i pół tysiąca lat temu, a zmumifikowano ją w wieku pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu lat.

 

Zakłada się, że kobieta reprezentowała wyższe szczeble drabiny społecznej. Mogła być kapłanką, albo należała do elity rządzącej, choć ta kwestia nie jest jasna. Wraz z kobietą zakopano przedmioty wyposażenia, takie jak narzędzia do codziennej pielęgnacji, ozdoby, malowidła z wizerunkami zwierząt i ptaków, które mogą mieć wartość totemiczną i symboliczną.

 

Archeolodzy interesują się Aspero ze względu na fakt, że chcą lepiej zbadać i poznać historię Peru, jak również zaznaczyć wpływ na pewien okres czasu jednej z najstarszych cywilizacji, której wiek może być znacznie zaniżony.



Wiele ze starożytnych tekstów w podobny sposób opisuje rządy Bogów nad ludźmi

Teksty napisane przez cywilizacje starożytne już od dawna zadziwiały miłośników teorii o paleokontaktach ludzi i obcych. Historie te, często przedstawiane z perspektywy żyjących wtedy ludzi pokazują nam obraz społeczeństwa dalece odległego dzisiejszym ludziom, w którym kluczową rolę pełnią Bogowie.

 

 

Wielu ludzi uważa, że gdyby zaawansowana cywilizacja techniczna rzeczywiście dotarła kiedyś na Ziemię, to nie byłoby mowy o tym aby nie pozostało po nich nic co mogłoby udowodnić ich domniemaną wizytę. Naturalnie mają oni rację, a pomijając rozmieszczone po całym świecie budowle megalityczne czy zadziwiające monumenty pokroju piramid z Gizy jest aż nadto pisemnych dowodów na to że istnieją fragmenty naszej historii o których nadal nie mamy pojęcia.

 

W ostatnich latach pojawiło się nawet przekonanie, że wiele z tych dokumentów nosi ślady pewnych wyraźnych podobieństw. Dobrym przykładem tego typu są Sumeryjska Lista Królów, Kanon Turyński oraz kamień z Palermo. Trzy niezwykle ważne starożytne teksty, opisujące okres w historii, gdy „Bogowie” zstąpili z nieba i własnoręcznie rządzili światem.

W Liście Królów podany jest dość konkretny przedział dat, w których rządzili starożytni władcy Sumeru. Jej kopie są odnajdywane w Babilonie, Suzie, Asyrii i pochodzącej z VII wieku n.e królewskiej bibliotece w Nineveh. Wszystkie te reprodukcje mają pochodzić od oryginału powstałego w czasie Trzeciej Dynastii Ur lub nawet nieco wcześniej. Całość dokumentu wyraźnie wskazuje na to, że na początku ludność znad Eufratu była rządzona przez „niebiańskie istoty” które nie tylko przybyły z „nieba” ale również uczyniły ludzi podległymi sobie.

Zgodnie z tym co w niej napisano:

Po tym jak królestwo zostało dane z nieba, królestwo było w Eridu.W Eridu Alulim był królem, panował przez 28800 lat. Alalgar panował przez 36000 lat. Dwóch królów panowało przez 64800 lat.

Dotychczas nie skonstruowano żadnej logicznie brzmiącej teorii, która wyjaśniałaby dlaczego Sumerowie przedstawili w tym tekście zarówno historycznych władców jak i mitycznych monarchów żyjących często ponad 30 tysięcy lat, ale kto wie może to też miało charakter alegoryczny ? Aby osiągnąć jakiś kompromis, dzisiejsi naukowcy przyjmują, że jedynie część z Sumeryjskiej Listy Królów to prawda natomiast rządy Bogów to zwykła symbolika.

Oczywiście dyskusja mogłaby się zakończyć w tym miejscu, gdyby nie fakt, że istnieje Turyńska Lista Królów zwana również kanonem Turyńskim. Ten opisany w języku hieratycznym dokument, podobnie jak jego sumeryjski odpowiednik przedstawia genezę pojawienia się rządów pierwszych „boskich” dynastii władających starożytnym Egiptem. Ten dość zniszczony obecnie dokument oryginalnie zawierał w sobie ponad 300 imion władców Egiptu, ze szczególnym uwzględnieniem lat, miesięcy i dni ich panowania.

Dla nas szczególnie ważne są dwie ostatnie linijki pierwszej z kolumn, która była poświęcona postaciom Bogów, zawiera ona coś na kształt dzisiejszego podsumowania dokumentu i ponownie tak jak w przypadku Sumeryjskiej Listy pojawia się tam wiele dynastii Bogów-królów, które rządziły przez kilkadziesiąt tysięcy lat każda. Ostatni władca z dynastii Shemsu-Hor (nazwa ma oznaczać poplecznika Horusa) miał władać przez blisko 36 620 lat zanim oddał władzę w ręce pierwszego ludzkiego króla Menesa.

Kontynuując temat Egiptu, istnieje tam jeszcze jeden tekst do złudy przypominający Sumeryjską Listę Królów, znany szerszym kręgom jako kamień z Palermo. Ta starożytna kamienna tablica jest jednym z najważniejszych źródeł wiedzy dla historyków zajmujących się Egiptem, ponieważ zasadniczo jest to jeden z najstarszych podręczników do historii. Mimo iż dokładna data jego powstania jest nadal nieznana, szacuje się, że powstał on w okresie panowania piątej Dynastii.

Podobnie jak w przypadku Turyńskiej Listy, tutaj ponownie pojawiają się mityczni predynastyczni Bogowie-władcy starożytnego Egiptu. Warto w tym momencie wspomnieć że do naszych czasów dotrwała jedynie połowa wielkiej tablicy, która oryginalnie mierzyła blisko 2 metry długości i około 60 centymetrów szerokości. Na dzień dzisiejszy tablica zawiera w sobie opisy 120 władców ze wczesnych dynastii, którzy mieli władać Egiptem w czasach gdy w delcie Nilu nie było mowy o istnieniu jakiejkolwiek cywilizacji. Co ciekawe wielu z tajemniczych Bogów i półbogów pojawiało się również w dużo późniejszych drzewach genealogicznych rodów królewskich.

Zapewne gdyby trochę pogrzebać znalazło by się co najmniej kilka podobnych przykładów tego typu podobieństw, ale fakt faktem nie ma chyba takiej potrzeby. Dla zajadłych sceptyków nawet i setka starożytnych zapisków współistnienia naszej rasy z inną pozaziemską cywilizacją nie wystarczy by udowodnić im jej istnienie. Może to i dobrze, że niektórzy z nas są zawzięcie podejrzliwi w czasie gdy inni zwyczajnie „Chcą wierzyć”, że historia ludzkości nie jest wcale tak prosta jak zdaje się większości z nas.

 

 

 

 



Astrofizycy wskazali gdzie może się znajdować Planeta X

Dwóch amerykańskich naukowców, Matthew Holman i Matthew Payne z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics, opublikowało informacje na temat ewentualnej przybliżonej lokalizacji odkrytej niedawno Planety X. Nowe dane zebrane przez znacząco zawęża niż wcześniejsze szacunki.

 

Astrofizycy po dokonaniu odpowiednich obliczeń na podstawie ruchu transneptunowców, wskazali na mapie nieba przybliżoną lokalizację tak zwanej Planety X. Naukowcy stwierdzili, że obecnie przechodzi w okolicy gwiazdozbioru Wieloryba, który sąsiaduje z gwiazdozbiorami Barana i Ryb. Jest to wycinek nieba o promieniu 20 stopni.

 

Nadal nie ma też pewności co do tego czym właściwie jest to ciało niebieskie o wyraźnie potężnej grawitacji wpływające na okoliczne obiekty w obłoku Oorta. Zobaczenie tego obiektu będzie bardzo trudne, ponieważ nie jest znana jego charakterystyka. Być może ta rzekoma planeta będzie nawet większa od Jowisza i wtedy byłby to tak zwany brązowy karzeł, nieudana gwiazda.

Bardzo możliwe, że wkrótce naukowcy zaproponują powrót do dawno zapomnianej teorii o bliźniaku naszego Słońca, tak zwanym Nemezis. Większość gwiazd odkrytych we Wszechświecie występuje w grupie, albo przynajmniej układzie podwójnym. Samotne Słońce byłoby wielką anomalią, trudną do wyjaśnienia. Odkrycie nieudanego "rodzeństwa" naszej dziennej gwiazdy byłoby zatem elementem rozwiązującym tę zagadkę.

 

Artykuł na temat rzekomej lokalizacji Planety X został opublikowany na łamach arxiv.org i w New Scientist.

 



Blisko Czarnobyla przeleciało UFO w kształcie cygara

Mieszkańcowi obszaru, przylegającego do strefy zamkniętej, udało się sfotografować obiekt w kształcie cygara nad Czarnobylem. UFO poruszało się bezszelestnie, a jego wielkość dokładnie mogą określić jedynie specjaliści. Przyglądając się zdjęciu, można wywnioskować, że miało ono imponujące wymiary.

 

 

 

 

Nie jest to pierwszy raz, kiedy rejestrowany jest obiekt latający w kształcie cygara nad Czarnobylem. Na przestrzeni lat pojawiło się na ten temat wiele relacji naocznych świadków z okolicznych miast i wsi.

 

Okolica przyciąga uwagę UFO po wybuchu w elektrowni atomowej. Każdego roku odnotowywane są przypadki pojawiania się dziwnych obiektów na niebie nad strefą wyłączoną.

 

Obecnie trwają prace nad budową bardziej nowoczesnego i niezawodnego sarkofagu, który ma pokryć szczątki czwartego reaktora. Istniejąca cementowa powłoka jest teraz w opłakanym stanie.
 



Strony