Kwiecień 2016

Syberyjskie jednorożce mogły żyć na Ziemi w tym samym okresie co ludzie

Zgodnie z ostatnimi odkryciami wymarły już gatunek zwierząt znanych jako syberyjskie jednorożce mógł współistnieć z ludźmi. Jak się okazało archeolodzy odnaleźli bardzo dobrze zachowane szczątki tego zwierzęcia odnalezione w centralnej Azji tym samym przesuwając datę jego wymarcia o blisko 320 tysięcy lat.

 

 

Wyniki swoich badań opublikowali oni w czasopiśmie naukowym American Journal of Applied Science. Badacze z Uniwersytetu w Tomsku zasugerowali że z racji tego że czaszka liczy około 29 tysięcy lat a ludzie po wyewoluowaniu dotarli na Syberię w okolicach 45 tysięcy lat to współistnienie obu tych gatunków jest bardzo prawdopodobne. Czaszka została odnaleziona w wiosce Kozhamzhar w regionie Pavlodar w Kazachstanie. Co jednak ważniejsze, stan czaszki był zadziwiająco dobry jak na tak stare znalezisko i nie odnotowano żadnych znaczących śladów jej uszkodzeń.

 

Nazwa syberyjskie jednorożce jest bardzo myląca ponieważ w rzeczywistości gatunek ten był  jednym rodzajów długorogich nosorożców. Elasmotherium sibiricum bo taka jest ich zwyczajowa nazwa były roślinożernymi zwierzętami o wadze dochodzącej do czterech ton. Ich habitat mieścił się od rzeki Don aż po wschód dzisiejszego Kazachstanu. Zgodnie z opinią Dr Andreia Shpanski'ego odkrycie to zmienia nie tylko dotychczasowy pogląd na datę wyginięcia syberyjskich jednorożców, ale może wpłynąć na ponowną ocenę przybliżonej daty wyginięcia innych ssaków, które miały zniknąć w okolicach 50-100 tysięcy lat temu.

 

Znaczącym faktem może być jednak to że naukowcy nie zdołali odnaleźć jednego z najważniejszych części jego czaszki czyli samego rogu. Wstępne badania wskazują jednak na to że mocna struktura czaszki wspierała niegdyś na sobie dość pokaźny róg a szkielet zwierzęcia pozwalał nie tylko na ciężki kłus znany wśród dzisiejszych nosorożców ale umożliwiał im galop i osiąganie podobnych prędkości jak dzisiejsze konie. Kto wie może legendy o jednorożcach nie były wcale kłamstwem ?

 

 



Biały dom i mroczne wrota

biały dom

Jerzy WaszyngtonThomas Jefferson i Pierre L’Enfant to pierwotna trójka, która w roku 1791 zaprojektowała mapę Waszyngtonu, a konkretnie miejsca okalającego Biały Dom. Dlaczego takie osobistości zajęły się projektowaniem tego miejsca z Prezydentem USA na czele? Nim odpowiemy na to pytanie wcześniej zastanówmy się chwilę nad bardzo popularnym symbolem, a mianowicie gwiazdą wpisaną w okrąg. Pięcioramienna gwiazda nosząca również nazwę pentagram, jest najczęściej stosowanym symbolem religijnym w historii.

 

Możemy ją znaleźć u podstaw wierzeń Majów, Egipcjan i Chińczyków. Co ciekawe owa gwiazda okala biały dom, może brzmieć to dość dziwnie, ponieważ jeżeli spojrzymy na ów Biały Dom to raczej żadnych pentagramów tam nie ma, ale to tylko złudzenie, początkowe złudzenie, ponieważ czasem trzeba wiedzieć jak patrzeć by móc coś dojrzeć, takie sztuczki preferowali wolnomularze czyli masoni. Jerzy Waszyngton był wolnomularzem, Thomas Jefferson również to też powstaje zasadnicze pytane, czy przez przypadek tak zaprojektowali plan wokół Białego Domu, że powstał tam pentagram? Oczywiście, że nie, ponieważ tego zostali nauczeni i takie też mieli zadanie do wykonania.

 

Dodam jeszcze, że w starożytnej Grecji pięcioramienna gwiazda symbolizowała ogień, wodę, powietrze, ziemię i piąty żywioł, czyli duszę. To też widzimy, że raczej to nie był przypadek, iż ów symbol jest tak rozpowszechniony, ma on pewną moc, realną moc. Teraz, jeżeli odwrócimy ów pentagram to otrzymamy coś przeciwnego, otrzymamy symbol, który został zaadoptowany przez okultystów, przez siły nadprzyrodzone i co ciekawe także przez wolnomularzy, czyli masonerię, czy to przypadek? Raczej nie, zawsze mogli wybrać chociażby okrąg lub kreskę, ale oni woleli odwrócony pentagram. Przy okazji odsyłam do serii artykułów, które zamieściliśmy wcześniej na stronie Tajemnice Świata, artykułów poświęconych Iluminatom, ponieważ dowodzimy w nich tego, że masoneria jest organizacją stojącą u podstaw tajnego bractwa oświeconych.

 

Teraz idąc dalej, ów symbol, czyli odwrócony pentagram był często używany przez Masonerię, odwoływano się do niego na licznych budynkach wzniesionych na terenie stolicy USA. Mało tego, dziwnym sposobem ów symbol był również odnajdowany także na różnych fortecach w Hiszpanii, zamkach w Irlandii, a nawet na starych kamiennych kościołach w Chicago. Dlaczego ktoś w tak obsesyjny sposób nieustannie przez setki lat odwoływał się właśnie do tego symbolu? Ponieważ uważa się, że symbol ten jest potrzebny do otworzenia wrót, jest elementem wrót do innego wymiaru powiedzmy, że do świata duchowego, Masoneria mocno w to wierzyła, był to jeden z ich sekretów, z resztą jest i do dziś.

 

Nie mniej jednak, jeżeli tak jest to, czemu nie udało się tego dokonać wcześniej, to znaczy otworzyć tego tajemniczego przejścia? Ponieważ brakowało jednego elementu, a mianowicie władzy. Czasem ażeby zainicjować pewne procesy nadprzyrodzone, nie wystarczy to czy tamto, potrzeba do tego predyspozycji. To nie przepis na placek, który każdy może upiec, lepiej lub gorzej, do tego typu czynności potrzeba jak wcześniej napisałem predyspozycji. Tutaj brakowało władzy, pewnego fundamentu, który został by położony pod konkretny rytuał.

 

Punkt pierwszy to Dupont Circle, punkt drugi to Logan Circle, trzy to Washington Circle, cztery toMount Vernon Square i wreszcie punkt piąty to Pennsylvania Avenue tysiąc sześćset. Jeżeli zaznaczymy te punkty na planie miasta to szybko zauważymy, że mamy do czynienia z pentagramem a wrotami do drugiego świata jest cały Biały Dom. Teraz idźmy dalej i zastanówmy się, po co ktoś to robił? Czy rzeczywiście w Białym Domu dokonywane są pradawne rytuały mające na celu porozumiewanie się z istotami nie z tego świata? Edward Snowden kontrowersyjna postać, znana myślę większości, kiedyś powiedział znamienne słowa, a mianowicie, iż widział w Białym Domu wysokie istoty, mające ponad dwa metry wzrostu.

 

Charakteryzowały się one owalną twarzą i bardzo jasną karnacją skóry. Wydawały się nie być ludźmi. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tę relację człowieka, który pracował w NSA, czyli agencji, która udziela informacji CIA, FBI czy DEA to możemy dojść do wniosku, że wiele rzeczy przed nami się ukrywa. Oczywiście, ktoś powie, po co wierzyć temu maniakowi. Ja osobiście uważa, że ten człowiek jest w pewnym sensie bohaterem, ponieważ ryzykował swoje życie i ryzykuje je do dziś, tylko po to by móc ujawnić wszelkie niezgodne z prawem działania USA czy ludzi za kurtyną. Mógł spokojnie pracować w NSA, był doskonale zapowiadającym się analitykiem, mimo to zrezygnował z tego na rzecz prawdy i budzenia uśpionej ludzkości. My również nie ustawajmy w drodze i nie wierzy w te ochłapy, które są nam rzucane pod nogi, to tak naprawdę kłody oddzielające nas od prawdy.

 

Artykuł pochodzi z portalu www.tajemnice-swiata.pl

Tajemnice Świata

 

 



W Tamizie sfilmowano jakieś ogromne niezidentyfikowane stworzenie

W sieci pojawiło się niedawno ciekawe nagranie przedstawiające jakieś stworzenie płynące rzeką Tamizą w okolicy kolejki linowej w dzielnicy Greenwich w Londynie. Do obserwacji doszło 26 marca bieżącego roku.

 

Coś ogromnego przepływało tam poruszając taflę wody. Widać jakiś kształt sunący powoli w górę rzeki. Jedna z hipotez zakłada, że mógł to być jakiś wieloryb, który wpłynął do Tamizy. Wiadomo z historii, że takie wypadki się zdarzały. Niektórzy sugerowali też, że mogło to być stado delfinów.

Zwolennicy kryptozoologii z pewnością będą sugerować, że było to jakiś nieznane morskie stworzenie. Z czymkolwiek mieliśmy do czynienia jedno jest pewne, było to bardzo duże stworzenie i nie jest to typowy widok na Tamizie.

 

 



87-letni Amerykanin okazał się być ojcem 1300 dzieci

Historia zaczęła się od nieodpartego pragnienia dwóch nieznających się osób, chcących wiedzieć, kto jest ich prawdziwym ojcem. Detektyw, który zajął się sprawą, ustalił, iż tatą tych ludzi jest jeden i ten sam człowiek. Ten przypadek tak zainteresował tropiciela, że ten kontynuował swoje dochodzenie, które niespodziewanie ciągnęło się przez 15 lat.

 

 

 

Przy użyciu testów PCR ustalono, iż mocno spokrewnionych ze sobą jest co najmniej 1300 ludzi. Biologicznym ojcem tych osób jest 87 – letni staruszek, który kiedyś pracował, jako listonosz.

 

Mężczyzna, jako młody roznosiciel poczty, był bardzo podobny do popularnego w tamtych czasach wokalisty Johnny Casha. Okazuje się, że listonosz był szalenie pożądany przez znudzone gospodynie domowe, łącząc przyjemną rozrywką z obowiązkiem dostarczania poczty.

 

Były listonosz nie czuje żadnego żalu, powołując się na fakt, że byłby głupcem, odmawiając kobietom, a wszystkie jego dzieci nie chcą ujawniać swojego pochodzenie, bo to zniszczyłoby rodziny, w których dorastały.
 



Zgodnie z badaniami genetycznymi czaszki z Paracas nie należą do żadnego znanego gatunku człowieka

Pustynny półwysep Paracas leży u wybrzeża jednego z najbardziej tajemniczych państw Ameryki Południowej czyli Peru. To właśnie tam w 1928 roku archeolodzy pod przewodnictwem Julio Tello odkryli jedne z najbardziej zagadkowych pochówków w historii archeologii. Podczas prac wykopaliskowych natrafili oni na ślady grobów umiejscowionych w samym sercu pustyni.

 

 

Jakby tego było mało, szczątki odnalezione w tych grobach na długie lata zapisały się w historii archeologii jako przykłady najdłuższych czaszek na całej planecie. Peruwiański archeolog odnalazł blisko 300 tajemniczych czaszek a dotychczasowe badania wskazują że liczą one blisko 3 tysiące lat. Z racji miejsca ich znalezienia zostały one okrzyknięte mianem czaszek z Paracas.

Ich kształt pozostawia wiele miejsca na rozważania nad ich możliwą genezą ale jak się okazało nawet genetyka stawia ich pochodzenie pod wielkim znakiem zapytania. Ostatnie badania DNA przeprowadzane na czaszkach wyraźnie bowiem wskazują, że czaszki te nie należą do przedstawicieli gatunku Homo Sapiens Sapiens.

 

Badania zostały przeprowadzone dzięki uprzejmości dyrektora Muzeum Historii w Paracas, który wysłał próbki czaszek do analizy. Jak się okazało ich mitochondrialne DNA, które zawsze powinno być dziedziczone po matce wykazywały ślady mutacji nieznanych u ludzi, naczelnych ani żadnych zwierząt żyjących na Ziemi.

Wyniki badań wskazywały na to że badacze mieli do czynienia z kompletnie nowym humanoidalnym gatunkiem który wyraźnie różnił się od Homo Sapiens, Neandertalczyków czy Denisowian. Zgodnie z raportami istoty z Paracas tak bardzo różnili się od innych gatunków człowieka że mieszanie się genów między nimi a ludźmi byłoby biologicznie niemożliwe. Nie wykluczone że ludzie z Paracas nie wpisują się nawet w znane dotychczas drzewko ewolucyjne.

 

Bez wątpienia tego typu odkrycia nie poprawiają sytuacji naukowców reprezentujących tak zwany „główny nurt” . Czaszki z Paracas to bezpośredni, naukowy dowód na to że przed tysiącami lat na naszej planecie bytowały istoty na tyle różne od znanych nam przykładów ludzi, że wyraźnie łamią one szeroko przyjęty dogmat o rozwoju człowieka.

Niestety ale nadszedł już chyba czas aby odpowiedzieć sobie na pytanie dotyczące przeszłości naszej planety które do tej pory nie miały okazji paść w przestrzeni publicznej. Kim były te tajemnicze hominidy ? Dlaczego tak bardzo różnią się od innych przedstawicieli gatunku ludzkiego ? I co chyba najważniejsze czy jest możliwe że te istoty nie pochodziły wcale z naszej planety ?

 



Naukowcy twierdzą, że lasery mogą uchronić nas przed inwazją obcych

Wielu znanych uczonych, takich jak fizyk teoretyk Stephen Hawking, ostrzega przed agresywnymi obcymi cywilizacjami, które mogą zniszczyć Ziemię lub zamienić wszystkich ludzi w swoich niewolników. Co ciekawe, pojawił się nawet pomysł jak zaradzić temu problemowi, maskując obecność Ziemi w naszym Układzie Słonecznym.

 

Dwóch astronomów z Columbia University, David Kipping i jego współautor obawiają się że obcy, podobnie jak my, mogą poszukiwać życia na innych planetach i zauważyć Ziemię podczas jej przejścia na tle Słońca. Ich zdaniem zaawansowane cywilizacje, obserwując naszą planetę, mogą odkryć że znajduje się ona w idealnej odległości od gwiazdy, tak aby mogło zaistnieć tam życie.

 

Uczeni proponują użyć laserów w taki sposób aby obcy, zakładając że właśnie obserwują naszą gwiazdę, nie dostrzegli tranzytu Ziemi. Mówiąc dosłownie, David Kipping zaleca "świecenie laserem po oczach". Twórcy tej inicjatywy obliczyli, że wystarczy użyć 30-megawatowego lasera przez około 10 godzin w ciągu całego roku, co pozwiłoby zakamuflować Ziemię podczas tranzytu.

 

Oczywiście pomysł ten posiada istotne wady. Trudno przecież powiedzieć jaka obca cywilizacja może akurat obserwować Słońce, kiedy ludzie powinni zacząć się kamuflować i w jakim kierunku powinni kierować swoje lasery. Według astronoma, inne cywilizacje mogą korzystać z tej samej techniki aby zataić swoją obecność przed innymi istotami, takimi jak np. ludzie, dlatego rzekomo nie jesteśmy w stanie odnaleźć inteligentnego życia we Wszechświecie i nawet nie wiemy gdzie należy go szukać.

 

Źródło: http://tylkonauka.pl/wiadomosc/astronomowie-zaproponowali-wykorzystanie-laserow-aby-ochronic-sie-potencjalna-inwazja-obcy



Strony