Lipiec 2016

Likwidator chrześcijaństwa - papież Franciszek - jest oskarżany o jawny satanizm

Papież Franciszek, zwany też przez niektórych antypapieżem, z racji swoich czynów i niezaprzeczalnego faktu, że papież Benedykt XVI nadal żyje, pozostaje bardzo tajemniczą postacią. Pojawił się na nagle, jako nadzieja na odnowę kościoła, ale coraz wyraźniej widać, że będzie to raczej jego niszczyciel. Na dodatek przeciwnicy Franciszka wynajdują kolejne dowody wskazujące na to, że jego bóstwem nie jest wcale Jezus Chrystus tylko Lucyfer.

 

Wszyscy chyba pamiętamy w jakich dziwnych okolicznościach doszło do wyboru Jorge Bergoglio na tron Piotrowy. Aktualny papież Benedykt XVI abdykował z niejasnych powodów i udał się na emeryturę. Wiele osób twierdzi do dzisiaj, że został on zmuszony do ustąpienia, ze względu na działające w Watykanie lobby masońskie. Tak się składa, że obecny rzekomy papież, który przybrał imię Franciszek, od dawna jest członkiem jawnie masońskiego Rotary Club, a ostatnio jego starania na drodze do NWO docenili też masoni z Unii Europejskiej, którzy wręczyli papieżowi jawnie polityczną nagrodę Karola.

Wszystko to jednak blednie w zestawieniu z oskarżeniami papieża Franciszka o satanizm, a takie pojawiają się od przynajmniej roku. Wszystko zaczęło się od dziwnej ceremonii, transmitowanej na cały świat, w której odprawiono rzekomo chrześcijański obrzęd zwieńczony jednak łacińską inwokacją do Lucyfera zamiast do Jezusa Chrystusa.

Ostatnią odsłoną satanistycznych wątków są obchody tak zwanych Światowych Dni Młodzieży, które rozpoczną się jutro w naszym kraju. Logo imprezy tylko pozornie przypomina krzyż, a de facto jest symbol ankh znany jako "krzyż okultyzmu". Jest to staroegipski piktogram symbolizujący wieczne życie. Na dodatek wyraźnie widać, że w logo jest wpisana cyfra 6, która jest uważana za szatańską. Co więcej monstrancja, która zostanie wykorzystana podczas mszy świętej celebrowanej przez papieża Franciszka, również ma kształt szóstki.

Wszystko to oznacza, że chrześcijaństwo w wykonaniu watykańskim, weszło w okres schyłkowy. Kościół Katolicki staje się na naszych oczach narzędziem do wprowadzenia Nowego Porządku Świata, co otwarcie wspiera sprawujący urząd papieża argentyński jezuita Bergoglio. Jednak czemu się dziwić skoro hierarchowie kościelni zaczęli jawnie promować satanizm ?

 



W Chinach odkopano fresk, który powstał dwa tysiące lat temu

Chińscy archeolodzy w Regionie Autonomicznym Mongolii Wewnętrznej znaleźli w grobowcu fresk, który powstał około dwa tysiące lat temu.

 

 

Grób znajduje się w dzielnicy miejscowości Ordos. Naukowcy odkryli również w zrujnowanym sarkofagu dwie czaszki, przedmioty ceramiczne i naczynia z brązu, podaje agencja Xinhua.

 

Poinformowano również, że fresk obejmuje 30 metrów kwadratowych powierzchni i składa się z ponad 10 obrazów. Malowidło, które częściowo pokrywa ściany i sufit grobu, przedstawia epizody z życia osób zmarłych wśród kwiatów i latających smoków.

 

Po zbadaniu tajemniczego miejsca pochówku, naukowcy doszli do wniosku, że pochodzi ono z okresu wschodniej dynastii Han, która panowała w latach 25 - 220 n. e. Obecnie eksperci starają się ustalić, kto konkretnie został pochowany w przedmiotowym miejscu.
 



Astrolog Trzeciej Rzeszy

Człowiek o imieniu Kraft jest mało znany, bo w nazistowskich Niemczech reklamowanie astrologii było raczej niebezpieczne. Kraft urodził się w Bazylei w 1900 roku. Od dzieciństwa wyróżniał się wśród rówieśników niezwykłymi zdolnościami, ale szczególnie celował w matematyce i statystyce. Ulubionym przedmiotem Krafta była jednak astrologia.

 

 

Po ukończeniu studiów na Wydziale Matematyki młody Niemiec dziesięć lat pracował nad książką pn. Podstawy astrobiologii, w której opisał swoją teorię o możliwości przewidywania przyszłości na podstawie studium ludzkiego typu. Na początku lat 40 - tych dwudziestego wieku, Kraft wyróżniał się wśród swoich kolegów astrologów encyklopedyczną wiedzą i umiejętnością przewidywania przyszłych zdarzeń.

 

Początkowo naziści nie rozpoznali talentów Krafta i kojarzyli go z okultystami, czy masonami, których nigdy nie kochali. Jednak Hitler, Rudolf Hess i Himmler korzystali z jego umiejętności. Szczyt popularności wśród wyższych władz Rzeszy Kraft osiągnął po ataku na Hitlera, kiedy przewidział zamach między 7 - 10 grudnia 1939.

 

Kraft o swoich przewidywaniach poinformował swojego znajomego Fezla, który pracował w aparacie Himmlera i poprosił, aby ten nikomu o tym nie mówił. Gdy 08 grudnia w sali piwa Burgenau w Monachium eksplodowała bomba, Fezel ujawnił wizję Krafta, wysyłając w tej sprawie telegram do Hessa.

 

Astrolog został natychmiast aresztowany i był przesłuchiwany przez Gestapo. Zdołał udowodnić jednak swoją niewinność i został zwolniony. Zaproponowano mu pracę w Ministerstwie Propagandy, kierowanym przez Goebbelsa. Tam zajmował się m. in. deszyfrowaniem prac Nostardamusa w celu wzmocnienia pozycji ideologicznej faszyzmu.

 

Sam Kraft był przekonany, że przepowiednie zawarte w proroctwach Nostradamusa zachęcają Trzecią Rzeszę do realizacji planu Barbarossa, który miał zakończyć się powodzeniem. Oszałamiający sukces pierwszych dni wojny zapewnił astrologowi silną pozycję w otoczeniu Hitlera.

 

Kraft ostrzegał jednak przywódców Rzeszy Niemieckiej, że aby wygrać wojnę, trzeba ją zakończyć do 1943 roku. Było to po części prawdą. Niemcy osiągnęły szczyt swojej potęgi w 1942 roku, a następnie ich moc zaczęła słabnąć pod siłą naporu ZSRR i jego sojuszników.

 

W latach 1940 - 1941 Kraft układał horoskopy dla Hitlera i jego najbliższych współpracowników. Po 1941 roku jego popularność zaczęła topnieć. W 1942 roku został ponownie aresztowany i wtrącony do więzienia, gdzie spędził rok. Po odzyskaniu wolności nakazano mu sporządzić horoskopy dla generałów alianckich.

 

Podczas „wojny na pustyni" Kraft wykonywał horoskopy dla Rommla i Montgomerego i wówczas odważył się powiedzieć, porównując obie postacie: „Montgomery jest niewątpliwie silniejszy niż Rommel". Miał rację.

 

Kontynuując swoje obserwacje astrologiczne, Kraft doszedł do wniosku, że w najbliższej przyszłości brytyjska bomba zniszczy Ministerstwa Propagandy w Berlinie. Swoimi przewidywaniami podzielił się z władzami Rzeszy. List przekazano Gestapo, a Kraft został aresztowany za szerzenie antyrządowej propagandy.

 

Warunki w więzieniu były bardzo trudne i zdrowie Kraft pogorszyło się gwałtownie. Astrolog zachorował na tyfus i trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, a potem 24 listopada 1944 przewieziono go do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, gdzie 08 stycznia 1945 zmarł.

 



Czy Himalaje są rzeczywiście nawiedzone przez duchy ?

Himalaje to jedno z najbardziej znanych pasm górskich na świecie. W czasie gdy większość kojarzonych z nim tajemnic, wiąże się z istotami pokroju Yeti, nawet Himalaje mają swoje historie o duchach. Wielokrotnie są one o wiele gorsze niż to co opowiada się o nawiedzonych domach, szpitalach psychiatrycznych czy sierocińcach, lecz dla wielu z nas, nie są one powszechnie znane.

 

Nie ma co się dziwić, że tak trudno dostępny masyw górski doczekał się mocno zakorzenionego w folklorze i mitologii miejscowej ludności szacunku. Himalaje są od dawna postrzegane przez rodzimych Szerpów jako świat licznych zjaw, bogów i duchów. Szerpowie uważają, że każdy, kto umiera w górach bez właściwego pochówku jest skazany na wieczne wędrowanie jako niespokojny duch. Miejscowi często obawiają się, że jeśli ktoś nie wraca długo do domu, to może to oznaczać, że spotkał jedną z tych zagubionych zjaw . Zgodnie z podaniami czasami atakują one wędrowców a innym razem opętują ich ciało.


Nikt nie ma chyba wątpliwości co do tego, że jeśli Szerpowie mieliby mieć rację Himalaje powinny być domem tysięcy jeśli nie dziesiątek tysięcy duchów. Jak powszechnie wiadomo, wielu z tych, którzy wyruszyli by zdobywać góry z masywu himalajskiego nigdy nie wróciło a ich ciała najprawdopodobniej nadal leżą gdzieś w górach. Mało tego śmiertelność wśród próbujących wspiąć się na Mount Everest i K2 wynosi około 25 do 33%. W większości przypadków trudne warunki uniemożliwiają zabranie ciał i odpowiednie ich pochowanie.

Biorąc pod uwagę wszystkie ofiary Himalajów i legendy Szerpów, nie jest chyba zaskoczeniem, że już od dawna istnieją zeznania ludzi, którzy doświadczali tam zjawisk zdecydowanie nadprzyrodzonych. Jednym z częstych rodzajów działalności upiorów z Himalajów jest napotkanie widmowych postaci, które wędrują przez wrogie krajobrazy. Jedno z takich spotkań miało mieć miejsce chociażby w 2004 roku a jego świadkiem był Szerp o imieniu Pemba Dorji, który prowadził wyprawę na czubek Mt. Everest.

Twierdził on, że w czasie wspinaczki w kierunku szczytu natknął się na grupę rozrzuconych zwłok w śniegu, przy czym jedne z nich wciąż wisiały na linie przymocowanej do ściany skalnej. Gdy zbliżył się do ciała, Szerpa twierdzi, że został nagle otoczony przez grupę ciemnych, tajemniczych postaci, które zbliżyły się do niego z otwartymi ramionami i błagały go o jedzenie. Naturalnie nie pozostał on tam na tyle długo, aby zobaczyć co stanie się później i zaczął uciekać. Jak twierdził, jego zdaniem były to duchy zmarłych wspinaczy.Te rzekome duchy nie są zwykle opisywane jako szczególnie złe lub złośliwe i rzeczywiście są najczęściej zgłaszane jako proszące o pomoc lub w wręcz przeciwnie oferujące ją  działając jako przewodnicy dla zagubionych lub ostrzegając o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

W jednej z opowieści z 1975 roku, dwaj członkowie brytyjskiej wyprawy Dougal Haston i Doug Scott twierdzili, że w pewnym momencie w czasie ich wędrówki mieli oni bardzo mało zapasów i wkroczyli w burzę śnieżną tuż poniżej szczytu Everestu. Obawiając się o swoje życie, wykopali dziurę w śniegu i czekali na najgorsze. Gdy skulili się już głęboko w śniegu, zamarznięci na śmierć i głodni, twierdzili, że nagle dostrzegli obecność trzeciego alpinisty. Nieznajomy dawał im rady co do przeżycia, pocieszał ich i obiecał im że wydostaną się z tej niebezpiecznej sytuacji. Takie łagodne duchy oferujące pomoc zostały zgłoszone przez wielu innych wspinaczy nie tylko z Himalajów, ale i różnych części świata.

 

Inne bardzo dziwne spotkanie w Himalajach odnotowano w 1930 roku przez brytyjskiego wspinacza Franka Smytha. Na jednej ze swych kilku prób zdobycia Mt. Everest, Smythe twierdził, że natknął się na "obecność", która zbliżyła się do niego. W tym czasie, wspinacz nie czuł, czy duch był złośliwy, a nawet zaproponował mu trochę ciasta miętowego. Sama ta historia brzmi już niesamowicie, ale później na tej samej wyprawie doszło do jeszcze bardziej dziwacznych obserwacji.

Smythe powiedział, że natknął się na grupę unoszących się przedmiotów które przelatywały i spadały po pobliskiej półce skalnej. Jeden z obiektów został opisany jako piskle ze słabo rozwiniętymi skrzydłami, podczas gdy inny miał przypominać czajnik. Smythe twierdzi, że obiekty "wyraźnie pulsowały ... jakby posiadały jakąś aurę życia. "

Nie wszystkie spotkania z duchami w Himalajach są jednak tak spokojne. Dość dziwna i raczej przerażająca jest relacja Mohana Singha, mieszkańca wsi Bemni. W 2013 roku pisarka BBC tuż po podróży badawczej w region Himalajów twierdziła, że Singh opowiedział jej niezwykłą opowieść. Zgodnie z jego relacją kiedyś, gdy był w lesie tnąc drzewo na opał nagle tajemniczy nieznajomy człowiek pojawił się i zaczął na niego krzyczeć, i gniewnie dociekać dlaczego ścinał drzewa.

Zdaniem drwala, w tym momencie całe niebo nagle stało się czarne a nieznajomy brutalnie chwycił jego koszulę. Podobno palce dziwnego nieznajomego przenikały przez ciało Singha tak jakby było niematerialne. Dwóch mężczyzn nagle zaczęło się bić, a podczas kłótni tajemniczy mężczyzna miał zmieniać rozmiar. W jednej chwili miał być wysoki na 2 metry a tymczasem w następnej był wielkości kurczaka. Kiedy Singh w końcu uwolnił się i uciekł do swojej wsi twierdził, że wrócił z wysoką gorączką i wierzył, że został opętany przez ducha . Niedługo po tym przeprowadzono na nim rytualne egzorcyzmy .

 

Równie przerażająca jest historia posterunku wojskowego, znajdującego się na Przełęczy La Baralacha, na jednym z łańcuchów górskich Himalajów. Historia opowiada o trójce żołnierzy, którzy zostali uwięzieni w placówce na dwa miesiące, kiedy zostali osaczeni przez niebywale ostrą zimę w czasie której nikt nie mógł dotrzeć im na ratunek. Kiedy pogoda się poprawiła i w końcu pomoc dotarła na posterunek, na miejscu znaleźli oni jedynie zgarbionego obcego mężczyznę pożerającego ciało jednego z martwych żołnieży. W pomieszczeniu znajdował się jedynie ów obcy oraz części ciał żołnieży leżące w kałużach krwi. Obcy podobno warknął i zaatakował ratowników, którzy w odpowiedzi na to otworzyli ogień i zabili go na miejscu.

W następnych latach inni żołnierze umieszczeni tam na posterunku skarżyli się na tajemnicze szepty czy dziwne głosy, jak również krzyki agonii. Niektórzy widzieli tam nawet złowrogie widmo mężczyzny trzymającego nóż. Na dodatek przejeżdżające w pobliżu pojazdy zgłaszały również bycie ściganymi przez człowieka biegnącego w ich stronę z nożem, który nagle znika, a także żołnierzy pokrytych krwią i wołających o pomoc,którzy znikają jeśli podejdzie się w ich okolice.

 

Sceptycy zwracają uwagę, że dziwne spotkania z duchami i inne zdarzenia w Himalajach mogą być wyjaśnione przez skutki trudnych warunków i dużej wysokości na mózg. W takich warunkach, kombinacja zmęczenia fizycznego, strachu, zimna, głodu i niskiego poziomu tlenu mogą spowodować zaburzenia funkcji umysłowych, utratę koordynacji, pogorszenie pamięci, a nawet halucynacje. Istnieje również zjawisko znane jako "efekt wyczuwania obecności", zwany także "uczuciem obecności", w którym mózg tworzy iluzję upiornej obecności w warunkach skrajnego stresu fizycznego i psychicznego, takich jak w przypadku himalajistów. Bez wątpienia jest to dobre wytłumaczenie jednak czy wszystkie te obserwacje mogą być rezultatem zwykłych halucynacji, czy może dzieje się tam coś więcej o czym nadal nie mamy pojęcia?

 

 

 

 



Zwyczaje związane z lustrem w domu zmarłego

Jednym z częstych zwyczajów po śmierci człowieka jest obracanie lustra do ściany, a nawet wynoszenia go z pokoju, z uwagi na fakt, że może dojść do powielenia odbicia zmarłego i stworzenia niebezpieczeństwa tzw. otwartego lustra, czyli powielenia zgonów w danym domu.

 

 

Według dawnych przekonań, dusza zmarłej osoby może wejść w lustro i utknąć w nim, jak w pułapce. A jeśli takie zwierciadło ktoś odziedziczy w spadku lub otrzyma w darze, to należy spodziewać się najprawdopodobniej wielu kłopotów. Zazwyczaj takie lustro można łatwo rozpoznać. Jest ono zimne w dotyku zanim zgaśnie płomień świecy, stawianej przy umierającym człowieku. W takich przypadkach trudno wyzbyć się klątwy, a duchowe oczyszczenie jest raczej mało skuteczne. Wówczas jest tylko jedno rozwiązanie – rozbicie przedmiotu i uwolnienie duszy.

 

W Serbii jest taki zwyczaj, że po śmierci członka rodziny w danym domu nikt z bliskich nie może spojrzeć w lustro, i aby zapobiec katastrofie Serbowie wykorzystują koty… Zwierzę stawiane jest przed zwierciadłem zaraz po odejściu człowieka, jako pierwsze, aby ujrzeć siebie w celu zgarnięcia niepożądanych uroków. Wraz z niebezpieczeństwem powtórzenia śmierci wielu ludzi boi się, że umarli powrócą do domu, który opuścili, przez obraz odbity w lustrze.

 

Wielu starszych ludzi uważa, że lustro to drzwi do podziemi, przez które przechodzi dusza. Niektórzy sa przekonani, że zmarli mogą mieć wpływ na życie innej osoby i wciągają żywych do miejsc im nieznanych. Inni twierdzą, że silne pragnienie życia wśród zmarłych może zachęcać ich do wycieczek do świata żywych. Otwiera się więc możliwość przenikania duchów do naszej rzeczywistości. Istnieje wiele hipotez na ten temat. Niektórzy mistycy twierdzą, że przez lustro obserwują nas ci, którzy odeszli.

 



W Danii znaleziono czaszkę obcego

Na bardzo dziwną czaszkę natrafiła w Danii 19 maja 2015 grupa pracowników, która wymieniała rury kanalizacyjne w jednym z budynków na terenie tego kraju. Znalazcy mówią, że odkrycie natychmiast wzbudziło autentyczne zainteresowanie ufologów, bo charakteryzuje je niezwykły i niespotykany kształt .

 

Ogromne okrągłe oczy, wielkie kły i sam rozmiar czaszki, która jest większa o 50% niż czaszka Homo Sapiens, wskazuje na jej obce pochodzenie. Być może jest to hybryda człowieka i obcego?

 

Badający dziwny artefakt na Uniwersytecie w Kopenhadze, nie byli w stanie stwierdzić, do kogo czaszka należała. Niels Bohr, pracownik ww. uczelni ustalił, iż znalezisko liczy przeszło 800 lat.

 



Brytyjski policjant twierdzi, że natknął się na przedstawicieli obcej cywilizacji

Mieszkańcy hrabstwa Wiltshire w Anglii od dawna niepokojeni są pojawianiem się na miejscowych polach, tajemniczych kręgów i piktogramów. Wydaje się, że nowe spojrzenie na tę tajemniczą kwestię może rzucić zeznanie miejscowego policjanta z Wiltshire, który niedawno opowiedział o dziwnym spotkaniu jakiego doświadczył na miejscu powstania jednego z kręgów.

Policjant postanowił się podzielić opowieścią o tym co spotkało go w jednym z kręgów w zbożu, który odnalazł w okolicach Wiltshire. Wypowiedział się dla lokalnych dziennikarzy, pod warunkiem zachowania anonimowości, z obawy, że może być uważany za nienormalnego i w konsekwencji nawet wydalony z pracy w policji.

Formacje kręgów w zbożu, w okolicy których widziano tajemnicze wysokie istoty

Wszystko wydarzyło się 6 czerwca 2009 roku. Policjant, nie będąc akurat na służbie, mijał okoliczne pola i nagle zobaczył na jednym z  nich coś dziwnego. Zauważył tam jakieś sylwetki przypominające wysokich ludzi. Jak przystało na policjanta, postanowił dowiedzieć się, co się tam dzieje. Gdy zaczął się zbliżać do tych istot, usłyszał dźwięk przypominający trzaski na skutek elektrostatyki. PO chwili stworzenia uciekły z, jak twierdził, niewiarygodną prędkością.

Według policjanta istoty te były ubrane na biało i ich wzrost znacznie przekraczał średnie dla człowieka 180 centymetrów. Mieli też jego zdaniem jasne długie blond włosy. Stróż prawa twierdzi, że po tym spotkaniu, przez jakiś czas narzekał na ból głowy. Jego zdaniem mógł zobaczyć wewnątrz kręgów w zbożu przedstawicieli obcych cywilizacji.

Sensacyjne wyznanie skomentowali już brytyjscy ufolodzy, którzy zgodnie uznali, że policjant widział tak zwanych "nordyckich obcych", którzy w ciągu ostatnich kilku lat byli już widywani w różnych częściach świata. W kontekście zeznań anonimowego policjanta warto zwłaszcza przypomnieć nagranie z przed lat zawierającej świadectwo podobnego spotkania z przedstawicielami tych samych wysokich jasnowłosych obcych. Z wielkim przejęciem relacjonowała to pewna starsza Brytyjka. Uderzające w tych obu opisach jest to, że zdają się dotyczyć tych samych istot. Kobieta wspomina też o "elektrycznym" dziwnym dźwięku, który słyszała w trakcie obserwacji - dokładnie jak w przypadku opowieści policjanta z WIltshire.

 



Niezwykłe czerwone światło unosiło się nad Houston

07 lipca br. nad Houston sfilmowano niezwykłe czerwone światło. Świadkowie sugerują, że mógł to być dron, lub chiński lampion. Inni uważają, że było to UFO. Zdarzenie miało miejsce o godz. 21.00 wieczorem. Na niebie obserwować można było „czerwony ognik” ,unoszący się powoli ze stałą prędkością.

 

 

Następnie obiekt kontynuował poziomy ruch po niebie. Kolor UFO, jak mówi jeden z naocznych świadków, nie zmieniał się z czerwonego na inny, jak to bywało często w historii o podobnych przypadków. Ponadto, dodał on także, iż w pierwszej chwili myślał, że zjawisko ma związek z pokazem fajerwerków.

 

Każdy może osobiście wyciągnąć własne wnioski na temat zdarzenia, zapoznając się z filmem, który jest dostępny w sieci i nie musi polegać na relacjach i opiniach obserwatorów z Houston.

 



Odkryty niedawno cmentarz filistynów może zawierać szczątki Goliata

Nieco ponad tydzień temu informowaliśmy o odnalezieniu liczącego przeszło 3000 lat filistyńskiego cmentarza położonego poza murami starożytnego Aszkelonu. Zgodnie z tekstami źródłowymi pomiędzy XII a VII wiekiem p.n.e. było to główne miasto Filistynów. Natomiast teraz pojawiają się spekulacje odnośnie tego, czy ów cmentarz nie jest miejscem spoczynku biblijnego Goliata.

 

 

Opowieść o Dawidzie i Goliacie to bez wątpienia jedna z najbardziej znanych opowieści Starego Testamentu. Młody chłopiec o imieniu Dawid przeciwstawia się olbrzymiemu wojownikowi Filistynów, którego imie na zawsze będzie już kojarzone z gigantami czyli Goliatowi. Ku zaskoczeniu zarówno Filistynów jak i Izraelitów, Dawid zwycięża po czym zostaje ogłoszony królem.

Jak w większości opowiadań wojennych, nie wiele wiadomo nam o przegranej stronie i Filistyni nie są wcale wyjątkiem od tej reguły. Po raz pierwszy, archeolodzy są jednak pewni, że odkryli cmentarz Filistynów, który może odpowiedzieć na wiele pytań odnośnie ich życia lub ewentualnie wysokim wzroście ich wojowników.

Daniel Master, profesor archeologii na Wheaton College oraz współdyrektor ekspedycji Leon Levy , byli podekscytowani, kiedy 30-letni projekt poszukiwań w Aszkelon w południowym Izraelu zdołał odnaleźć liczący 3000 lat filistyński cmentarz. Niegdyś znajdujący się na wybrzeżu Morza Śródziemnego, Aszkelon jest jednym z pięciu miast uznanych za Filistyńskie i stanowił główny port dopóki nie został zniszczony w czasie wypraw krzyżowych. W czasie gdy filistyńskie artefakty i domy bywały okresowo odkrywane, jest to pierwszy znany cmentarz należący do tego ludu.

Stanowi to punkt odniesienia dla tego, kim był "filistyńczyk". Możemy już powiedzieć, że praktyki kulturowe widziane tutaj znacznie różnią się od Kananejczyków i mieszkańców wschodu.

Badacz Lawrence Stager z Uniwersytetu Harvarda przypomina również, że ​​Filistyni pojawiają się w hebrajskiej Biblii przeważnie jako postaci złe i wrogie Bogu. Najprawdopodobniej dlatego, że nie dość iż byli nieobrzezani, a niegdyś ukradli nawet Arkę Przymierza to nadomiar złego właśnie z ich powodu Delajla ścięła włosy  Samsona i pozbawiła go jego siły skazując go na śmierć.


Wracając jednak do tematu cmentarza. Wiadomo już, że wiele z odnalezionych szkieletów jest zakopanych z bronią w ręku. Czy mogłoby to więc oznaczać, że na tym konkretnym cmentarzu znajduje się też legendarny filistyński wojownik Goliat ? Jak twierdzą archeolodzy, na ten moment nie zidentyfikowano żadnych szczątków o nietypowym rozmiarze, które mogłyby na to wskazywać. Cóż, biorąc pod uwagę, że jest to pierwszy filistyński cmentarz odnaleziony od 3000 lat można chyba założyć że na odkopanie kości Goliata o ile rzeczywiście istniał, przyjdzie jeszcze czas.

 

 

 

 



Co lub kogo sfotografował pasażer samolotu pasażerskiego?

Niektórzy uważają, że latanie samolotem, to niewiarygodnie nudne zajęcie. Zwłaszcza, gdy w podróży trzeba spędzić wiele godzin. Ludzie urozmaicają sobie czas, oglądając filmy, grając lub po prostu śpiąc, ale niewiele osób stale obserwuje to, co dzieje się za oknem.

 

 

30-letni Irlandczyk Nick O'Donohue, pracujący jako programista, leciał z Wiednia do Londynu, kiedy zobaczył coś niebywałego. Tuż nad powierzchnią chmur dostrzegł on dziwną postać która zdawała się przechodzić przez chmury. Co przypomina wam ten kształt, przemieszczający się na wysokości 10 tys. metrów? Zdaniem niektórych istota ta wygląda jak robot z filmu animowanego The Iron Giant.

Zgodnie ze słowami autora fotografii:

„Leciałem do domu po wizycie roboczej w Austrii. Wyjrzałem przez okno i wtedy zobaczyłem tą postać. Na pewno miała ona konkretny kształt. Udało mi się zrobić kilka zdjęć, choć obraz szybko zniknął”.

Wszystko działo się w przedziale około dwóch minut w górnej warstwie chmur, ułożonych blisko siebie. Nick nie daje wiary, że były to tylko chmury. Według niego, jest to zbyt słabe wytłumaczenie choć nie da się ukryć, że narazie jedyne mające rację bytu.

 

 

 



Strony