Sierpień 2016

W Czechach w pobliżu autostrady D11 znaleziono skarb

W regionie Pardubic archeolodzy odkryli ponad 1200 monet z czasów Bolesława II (972-999). Skarb, według wstępnych szacunków, wart jest ponad 23 miliony koron, ale wartości historycznej znaleziska nie da się oszacować. Miejsce wykopów ochrania czeska policja – film/relacja stacji CT24 z miejsca prac badaczy.

 

 

 

Część monet znaleziono w listopadzie ubiegłego roku kilkaset metrów od autostrady D11. Skarb pochodzi z przełomu dziesiątego i jedenastego wieku. "Spoczywał sobie" tylko kilka centymetrów pod ziemią w polu w obszarze nieistniejącego już gospodarstwa. Stan zachowania monet jest zupełnie wyjątkowy.

 

Pierwsza część skarbu, który obejmuje około 780 całych monet i ich fragmenty, pokazano szerszej publiczności na wystawie w lokalnym muzeum, zorganizowanej na początku bieżącego roku. Archeolodzy kontynuują poszukiwania, używając m. in. wykrywaczy metali. Dotychczas znaleźli kolejne 745 monet i ich części.

 

Średniowieczne denary były wybite przez księcia Bolesława II w ostatniej dekadzie dziesiątego wieku w mennicach w Pradze i Wyszehradzie. Za jeden taki pieniądz można było wówczas dostatnio żyć przez okres co najmniej dwóch miesięcy.

 

 



Właśnie odkryto nowe kręgi w zbożu w hrabstwie Wiltshire

Na polu w brytyjskim hrabstwie Wiltshire ponownie pojawiły się tajemnicze kręgi w zbożu. Tym razem rysunek przedstawia obraz klasycznej hinduskiej swastyki. Starożytnego symbolu buddyzmu i jainizmu datowanego na II wiek p.n.e.

 

Mimo iż symbol swastyki jest przez wielu kojarzony z jednym z najbardziej krwawych okresów współczesnej historii, ta konkretna wariacja tego znaku symbolizuje szczęście i ogólny dobrobyt. Zresztą, pisma sanskryckie które jako pierwsze wprowadziły ten symbol do ogólnego użytku opisują go jako obiekt bezpośrednio połączony z pomyślnością.

Do zdarzenia doszło dzisiaj w nocy z 26-27 sierpnia nieopodal miejscowości Beckhampton. Jak to zwykle bywa, nie ma żadnych świadków budowy tego kręgu, lecz na przypisywanie jego autorstwa kosmitom jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Nawet na podstawie jednego zdjęcia można określić, że dziwne linie na obrzeżach swastyki wyglądają co najmniej podejrzanie. Zupełnie jakby ktoś przed stworzeniem kręgu wyszykował sobie do niego szkic.

 



Sensacja! Odkryto najstarsze pismo świata - czy stworzyli je Słowianie?

Fragment ceramiki sprzed 7000 lat, odkryli archeolodzy w Bułgarii w okolicy miejscowości Riben w okręgu Plewen. Odkrycia dokonano na wcześniej nieznanym stanowisku z epoki chalkolitu (epoka miedzi), które skrywane było przez drogę i zabudowania z okresu rzymskiego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak archeolodzy wykopują codziennie fragmenty ceramiki, gdyby nie to co znajduje się na ceramicznym fragmencie.

W czasie wykopalisk pod przewodnictwem prof. Sergieja Torbatowa z Narodowego Instytutu i Muzeum Archeologii natrafiono na fragment naczynia pokryty piktogramami lub przed-alfabetycznym pismem. Wołodja Popow dyrektor Regionalnego Muzeum Historii w mieście Plewen stwierdził ogłaszając odkrycie, że znalezisko może okazać się  najstarszym pismem świata.

 

Popow będący specjalistą w prehistorycznej archeologii twierdzi, że potencjalne prehistoryczne pismo widniejące na ułamku ceramiki jest 2000 lat starsze niż pisma znane z Sumeru, Mezopotamii i Egiptu. To ma dowodzić, że  pierwszy znany przypadek pisemnego transferu informacji miał miejsce właśnie na Bałkanach w Bułgarii.

 

Obecnie sensacyjne znalezisko widziane było tylko przez grupę archeologów i naukowców prowadzących badania i oględziny obiektu. Sam obiekt zostanie pokazany publicznie na początku 2017 roku na konferencji prasowej w Narodowym Instytucie i Muzeum Archeologii w Sofii.

 

Popov uchylił jednak rąbek tajemnicy i powiedział, że na ceramice znajdują się piktograficzne znaki takie jak swastyka i inne pisane symbole. Popow powiedział, że naczynie z którego pochodzi ukruszony fragment było używane do religijnych rytuałów. Zaznaczył także, że odkodowanie zapisu będzie  bardzo trudne. W przeszłości zajmowałem się już tematyką początków pisma, w artykułach na temat tabliczki z Dispilio czy też symboli kultury Vinca (tabliczki Tartaria), oba artykuły znajdują się na tojuzbylo.pl.

 

Wśród naukowców na temat zawartości tabliczek kojarzonych z neolitycznymi kulturami naddunajskimi zdania są podzielone. Na przykład według   dr Stephena Guide widać na nich początki pisma,  wyprzedzające pismo z terenu Mezopotamii. Wówczas byłoby to faktycznie najstarsze pismo świata, jednak m.in. Steven Roger Fischer mocno deprecjonuje informacje o ich odczytaniu (poprzez analogię do później powstałych hieroglifów), podając że aktualna (2003) opinia jest taka, że tabliczki te mogą przedstawiać na przykład jedynie impresje artystyczne, bez bezpośredniego semantycznego odniesienia, czy sformalizowanej semantycznej funkcji.

 

Warto także wspomnieć o innym znalezisku tego typu. W 2008 roku archeolodzy odnalezli w okolicy Burgas trzy gliniane stożki, także pokryte przed-alfabetycznym pismem. Ich wiek także szacuje się na 7000 lat gdyż odnalezione zostały na stanowisku z epoki chalkolitu, w osadzie posadowionej na szczycie dużego kopca ziemnego.

Powyżej jeden z trzech glinianych stożków odkrytych w okolicy Burgas.

Tak czy inaczej z niecierpliwością oczekuję na publiczną prezentację znaleziska i na pewno wrócę do tematu publikując ujawnione zdjęcia cennego i intrygującego znaleziska.



Amerykanie chcą wskrzeszać zmarłych

Do 2045 roku amerykańska firma Humai chce opracować sposób wskrzeszania zmarłych.

 

 

 

Humai, która od dawna obmyśla koncepcję osiągnięcia długowieczności, znalazła rozwiązanie niestandardowe i planuje je wdrożyć do 2045 roku. Szefem innowacyjnego projektu jest Josh Bocanegra – biznesmen ze Stanów Zjednoczonych.

 

Naukowcy chcą przechowywać ludzki mózg w stanie zamrożonym w specjalnym naczyniu, aby następnie przeszczepić go do bionicznego ciała. Bocanegra, realizując swoje zadanie, próbuje przechytrzyć plan Boga. Warto zauważyć, że nad  zatrzymaniem procesu starzenia, pracują naukowcy z całego świata, a i tak śmierć jest nieunikniona. Komórki starzeją się i zużywają bez powodu, bo jest to naturalny bieg życia.

 

Amerykanie z Humai chcą wprowadzić metodę ochrony mózgu, jak głównego narządu w ludzkim ciele i w przyszłości zamierzają restytuować go, projektując bioniczny korpus, aby oba elementy mogły współdziałać i sprawnie funkcjonować. Na tą usługę będzie stać jednak tylko bardzo bogatych ludzi, którzy są gotowi do zamrożenia swojego mózgu po śmierci. Naukowcy zapewniają, że są w stanie dać im szansę na drugie życie, gdy przyjdzie godzina X.

 



Kolejne kręgi w zbożu pojawiły się w hrabstwie Wiltshire

W przeciągu ostatnich 8 dni, w brytyjskim hrabstwie Wiltshire doszło do pojawienia się dwóch nowych kręgów w zbożu. Oba kręgi prezentują dość duży stopień zaawansowania, a zdaniem niektórych zawierają nawet jakąś formę ukrytego przekazu.

 

Pierwszy z kręgów został odnaleziony 17 sierpnia na farmie nieopodal miejscowości Devizes. Rysunek przedstawia skomplikowaną strukturę na której można dostrzec kolejno koło z wpisanym w środek pięciokątem, dwa sześciany wpisane w siebie nawzajem oraz dwanaście okręgów umiejscowionych na krawędziach i w środku figur. Badacze nie są w stanie orzec jakie jest możliwe znaczenie figur lecz zgadzają się, że jest to pewnego rodzaju szyfr.

O wiele ciekawszym jest jednak krąg odnaleziony wczoraj 24 sierpnia w pobliżu miejscowości Woodway Bridge. Przedstawia on dość interesujący krąg w zbożu, składający się jedynie z linii i okręgów. Pierwszą możliwą interpretacją jaka się nasuwa jest ta, że krąg przedstawia Układ Słoneczny, choć nie koniecznie nasz bo jak widać znajduje się tam 13 okręgów. Inna teoria zakłada, że krąg ten był ostrzeżeniem przed trzęsieniem ziemi jakie miało miejsce we Włoszech.

Oczywiście wszystko to może być jedynie kolejnym przykładem sporej nadinterpretacji ufo-badaczy. Najważniejszy dla nas powinien być więc fakt, że sezon na kręgi w zbożu w hrabstwie Wiltshire trwa w najlepsze. Na ocenę wiarygodności poszczególnych kręgów, przyjdzie jeszcze czas.

 



George Adamski, jeden z najciekawszych świadków obserwacji UFO

Lata 50 XX wieku mogą być znane z wielu względów, ale chyba najważniejszym z nich był szał na "latające spodki", który wybuchł w Stanach Zjednoczonych i wielu innych częściach świata. Różnorodne fotografie, nagrania i teorie powstawały wtedy jak grzyby po deszczu i prezentowały różny poziom wiarygodności i prawdopodobieństwa. W tamtych czasach żył jednak jeden człowiek, który twierdził, że nie tylko widział pozaziemskie pojazdy, ale spotkał się i rozmawiał z ich pasażerami.

 

Innymi słowy, było to pierwsze udokumentowane bliskie spotkanie V stopnia. Jego świadkiem był niejaki George Adamski, urodzony w Bydgoszczy Polak z Amerykańskim obywatelstwem. Zdaniem wielu był on doprawdy dziwną postacią, nawet jak na standardy wczesnej ufologii. Cała jego przygoda z UFO miała rozpocząć się 9 października 1946 roku kiedy to podczas deszczu meteorytów, Adamski razem z grupką przyjaciół dostrzegli ogromny "statek matkę" w kształcie cygara.

Rzekomy statek matka uwieczniony przez Adamskiego

Co ciekawe pomimo że udało mu się wykonać fotografię dziwnego obiektu, jego zainteresowanie tematyką UFO zdawało się rozkwitnąć dopiero trzy lata później. Niektórzy sceptycy zwracali uwagę, że w ciągu tego czasu doszło do kilku słynnych obserwacji UFO takich jak obserwacja Kennetha Arnolda nad Mount Rainier i katastrofa latającego dysku niedaleko Roswell w stanie Nowy Meksyk, które mogły rozbudzić wyobraźnię Adamskiego.

Jednak jak już wspomniałem, Adamski twierdził, że nie tylko fotografował, ale zdołał nawet nawiązać kontakt z obcymi. Po raz pierwszy miało do tego dojść 20 Listopada 1952 roku. Adamski razem z grupką znajomych przebywali wtedy w pobliżu miasta Desert Center w samym środku pustyni Colorado. Nagle, grupka znajomych dostrzegła dziwny obiekt przypominający łódź podwodną, który unosił się na niebie. W pewnym momencie Adamski poczuł silne przekonanie, że statek przybył tam ze względu na niego, wobec czego wyruszył on w miejsce lądowania pojazdu. Niedługo potem z obiektu wysiadł jego pilot, który przedstawił się imieniem Orthon i twierdził, że jest rodowitym mieszkańcem planety Wenus. Oczywiście wszystko to można by uznać za zwykłą halucynację, ale całe to zajście było obserwowane z daleka przez znajomych Adamskiego.

Najciekawszym elementem całej tej historii jest jednak wygląd obcego. Zgodnie z opisem Polaka istota z którą się spotkał była " średniej wysokości humanoidem z długimi blond włosami i opaloną skórą ". Nie licząc wzrostu, wszystkie powyższe punkty pokrywają się z gatunkiem obcych znanych jako Nordycy. Co więcej, zgodnie z historią Adamskiego, podobnie jak i w przypadku Nordyków, Orthon komunikował się z nim za pomocą telepatii, a sama jego obecność wywoływała w nim "ciepły uścisk wielkiej miłości i mądrości ". Kosmita miał opowiedzieć Adamskiemu o niebezpieczeństwie związanym z bronią nuklearną i konfliktem jaki może ona wywołać. Niestety, w odpowiedzi na pytanie Polaka Wenuzjanin odmówił wykonania fotografii jego samego oraz jego statku, a wzamian poprosił go o czystą płytę fotograficzną. Następnie obcy wrócił do swojego pojazdu i wyruszył w przestworza.

Zdjęcie pojazdu Orthona, wykonane po wizycie 13 grudnia 1952 roku

Do następnego kontaktu między Orthonem a Adamskim miało dojść już 13 grudnia tego samego roku. Wtedy też, Orthon oddał mu wcześniej pożyczoną płyte fotograficzną, którą zapełnił dziwnymi obcymi znakami, które miały być pewnie wiadomością od obcego. Jednak najważniejszym ze wszystkich elementów tego spotkania była fotografia wykonana przez Adamskiego tuż po zakończeniu rozmowy z Orthonem. Można powiedzieć, że miała ona epokowe znaczenie, ponieważ myśląc o latających spodkach większość z nas ma na myśli właśnie kształt uwieczniony przez Adamskiego.

Oczywiście jak to zwykle bywa, Adamski nie był ideałem jeśli chodzi o świadka UFO. Jego wykłady nie należały do najbardziej obiektywnych, a głoszone przez niego tezy o obcych żyjących na wszystkich planetach układu słonecznego nie zaskarbiły mu sympatii wśród środowisk naukowych oraz o dziwo nawet wśród ufologów, którzy twierdzili, że jego opowieści ośmieszają całą ufologię. W 1962 roku twierdził on zresztą, że będzie uczestniczył w międzyplanetarnej konferencji na planecie Saturn, a w rok później chwalił się swoim Złotym Medalem Honoru, jaki miał otrzymać od papieża Jana XXIII.

Rzekomy medal, jaki Adamski otrzymał od papieża

Można by tak wymieniać w nieskończoność, ale chyba widać wyraźnie, że postać Adamskiego jest na tyle barwna, że powstałe w jej pobliżu kontrowersje są conajmniej zrozumiałe. Sęk w tym, że trudno orzec czy wszystko o czym mówił było kłamstwem, lub jak wolą niektórzy oznaką choroby psychicznej. Jeśli tak, to czy dziwny związek między kosmitą widzianym przez Adamskiego a obserwowanymi na całym świecie Nordykami, jest jedynie przypadkiem?

 

 

 



Nadchodzące zbliżenie Marsa z Ziemią może być bardzo niebezpieczne dla ludzi

Nadchodzące zbliżenie Marsa z Ziemią (na odległość 56 milionów kilometrów) może być bardzo niebezpieczna dla mieszkańców Ziemi, powiedział Dmitrij Soin – przewodniczący rosyjskiego Centrum Rozwoju Osobowości.

 

Soin podkreślił, że wydarzenie, które nastąpi w dniu 27 sierpnia br. spowodowało już pojawienie się ogromnej liczby proroctw i przepowiedni. Za tą „stertą rozmaitych informacji” ludzie nie dostrzegają prawdziwego zagrożenia, donosi portal Agencji Informacyjnej Tiras.

 

Po raz ostatni taka zbieżność planet wystąpiła 60 tys. lat temu i spowodowała wzrost zmian aktywności tektonicznej skorupy i klimatu Ziemi. Już teraz można powiedzieć, że oba te czynniki na naszej planecie są wyjątkowo niestabilne. Zdaniem Soina, zbliżenie Marsa może wpłynąć na przypływy i odpływy wody. Nie wykluczone są huragany, tornada i burze geomagnetyczne.

 

Po drugie, Mars może naprawdę spowodować masową psychozę i agresję. Nie jest tajemnicą, że gdy ciało kosmiczne zbliża się do Ziemi, wpływa na zachowanie i psychikę ludzi. W szczególności dzieje się tak z Księżycem, a na tle wszechobecnej działalności terrorystycznej - to zjawisko wydaje się być naprawdę bardzo niebezpieczne.

 
Ogólnie rzecz biorąc, w taki dzień, nie zaleca się wychodzenia z domu przez dłuższy czas. Należy unikać lotów i podróżowania autostradami. Co do reszty, mam nadzieję, że Ziemia i ludzkość z powodzeniem przetrwają tak bliski kontakt z Marsem.

 

 



Islamscy "Borgowie" - Czy Unia Europejska zatańczy ich mistyczny taniec ?

Każdy kto śledzi media, zwłaszcza te niezależne, jest świadomy tego że Europa i USA rozpadają się społecznie, kulturalnie i duchowo. Oprócz widocznych zmian, trwa także przemiana niewidzialna. Zachodnia Europa została nasączona dziwacznymi prądami myślowymi, ktoś stara się przeprogramować ludność tak by UWIERZYŁA, że można zmieniać człowiecze ciała na żądanie, że płciowość to tylko "taki dodatek do kożucha".

Jak państwo wiedzą, osobiście jestem przekonany że ideologia Gender, u samych zródeł, ma związek z istotami ufonautycznymi, ale nie o tym chciałbym tu pisać.

Napływ Islamu do tzw. zachodniej UE powoduje rozmycie chrześcijaństwa, a właściwie jego eliminację. Społeczeństwa coraz bardziej się islamizują. Jak pamiętacie doktor Krajski przedstawił poważne badania na temat poglądów tajnych elit, które jak się okazuje, same wyznają Allaha, lub coś co ma nim być. Ludność UE pozbawiona chrześcijaństwa albo wpadnie w nihilizm totalny, ale zostanie przerobiona przez religię koraniczną. Gdyby do tego doszło, to podobnie jak Star Trekowi Borgowie , tak mahometanie "wszczepią" ludności tubylczej "swojego duchowego implanta", zostaną zasymilowani ! Już teraz oficjalnie rozgłaszają, że "Opór jest daremny, zostaniecie zasymilowani" ("You will be assimilated. Resistance is futile"). 

Sytuacja jest kuriozalna, bo Jezusowa cywilizacja chrześcijańska jest tą najwznioślejszą, tą najwyższą i co najważniejsze, tą prawdziwie anielską, i to ona powinna asymilować ludy dzikie, nieokiełzanne, wierzące w boga nieznanego, jakim jest według badań Allach ! Przecież początkowo słowo Allah było wykorzystywane przez pogańskich Arabów do określaniaboga Księżyca – Sina, wywodzącego się od sumeryjskiego boga księżyca Nanny.

 

Pomimo że jest tradycyjnie kojarzone z islamem, słowo Allah nie jest specyficzne dla tej religii. Tak czy inaczej, to chrześcijaństwo ma odpowiedni duchowy powab (siłę) by przemieniać, dobrowolnie asymilować i zaszczepiać (a nie wszczepiać) wiarę w Boga YHWH i Jego Syna Chrystusa. Niestety elity tego nie chcą, widać że działają wręcz odwrotnie, walcząc z chrześcijaństwem, z prawdziwą kulturą i z prawdą ! Dlatego podejrzewam, że zasymilowane przez "islamiskich Borgów" zachodnie społeczeństwa już niedługo zatańczą ich taniec. Jaki to taniec ? Proszę zapoznać się z tym krótkim filmem.

 



Mnich wyjaśnił tajemnicę długowieczności – należy unikać kobiet i przypraw

Indyjski mnich Swami Sivananda powiedział, że dożył 120 lat, bo nie uprawiał seksu i nie używał przypraw, pisze South China Morning Post.

 

 

 

„Jem bardzo prosto - potrawy gotowane bez oleju i przypraw. Nie piję mleka i nie jem owoców, ponieważ jest to wyrafinowana żywność. (...) Swój zaawansowany wiek zawdzięczam jodze i celibatowi” – powiedział mężczyzna.

 

Swami Sivananda urodził się 08 sierpnia 1896. W wieku pięciu lat stracił rodziców i krewni oddali go na edukację do pewnego guru w Indiach. Sivananda postanowił poświęcić swoje życie monastycyzmowi. Zgodnie z założeniami, mężczyzna żył bardzo skromnie i w surowych warunkach (np. spał na podłodze, a za poduszkę używał kawałka drewna).

 

„Teraz ludzie przestali być szczęśliwi, zdrowi i sprawiedliwi. To mnie bardzo rani”- powiedział Sivananda.

 

Uczniowie mnicha zabiegają, aby wpisać wiek Hindusa do Księgi Rekordów Guinnessa, zaznaczając, że jest najstarszym mieszkańcem naszej planety. Publicyści zwracają uwagę na fakt, że mężczyzna wygląda, jakby przeżył dopiero 70 – 80 lat. W czerwcu 2013 w 116 roku życia zmarł Japończyk Jirōemon Kimura, który uważany jest za najstarszego człowieka, jaki kiedykolwiek żył na Ziemi.



Wirakocza - starożytny Bóg, który opuścił swój lud

Według starożytnych legend, Wirakocza stworzył wszechświat, Słońce, księżyc, gwiazdy i czas. Dopiero potem stworzył zalążki przyszłych cywilizacji. Podobnie jak wielu innych bogów Mezoameryki, udał się w podróż po Ziemi i nauczał starożytne cywilizacje ludzkości nowych technologii oraz zasad prawa i porządku. Tak jak wszyscy jego poprzednicy, on też pewnego dnia odszedł i obiecał powrócić gdy jego lud będzie go potrzebować.

 

 

Wirakocza był uważany za jedno z najważniejszych, bóstw w kulturze Inków. Według relacji mitologicznych,  wzrósł on z jeziora Titicaca i "przyniósł światło w czasie ciemności". Stworzył ludzkość z kamieni, ale to nie ona była jego pierwszym dzieckiem. Na samym początku Wirakocza stworzył bezmózgich i okrutnych gigantów, z których był bardzo niezadowolony. Historii tej nie można włożyć całkowicie między bajki, ponieważ wiele plemion Ameryki Południowej posiada legendy o rasie białych gigantów, którzy w pewnym momencie zostali wybici co do jednego. Opowieści takie pojawiają się choćby u plemion Czoktawów, Komanczy, Nowajów czy peruwiańskich Mantów. Zadziwiająco wiele z nich w znacznym stopniu się ze sobą pokrywa.

Jak dobrze nam wiadomo hiszpańscy kronikarze z XVI wieku twierdzili, że gdy konkwistadorzy pod wodzą Francisco Pizarro po raz pierwszy zetknęli się z Inkami zostali przywitani jak długo oczekiwani Bogowie. Z jakiegoś powodu Indianie uznali, że walka z Hiszpanami nie ma sensu. Wciąż nazywali ich per "Wirakocza”, przy czym słowo to zwykle padało w zbitce z innymi a samo w sobie miało prawdopodobnie podkreślać boski charakter przybyszów. Zapisy stworzone przez hiszpańskich kronikarzy opisują go jako "Białego Boga" z długą białą brodą. Nie da się ukryć, że opis ten brzmi co najmniej znajomo.

Już sam fakt, że Wirakocza jest przedstawiany jako bóstwo posiadające brodę i wąsy oznacza coś bardzo niezwykłego. Indianie nie mieli w zwyczaju posiadać tak dużego zarostu, a dziwna prezencja Wirakoczy jest bardzej podobna do Bogów starożytnego Sumeru w Mezopotamii. Stąd też urodziła się dość interesująca teoria. Co jeśli "Wirakocza" to nie opis jednego Boga a całej rasy białych przybyszów ?

Jeden z kronikarzy przemierzający Środkową i Południową Amerykę, Pedro de Cieza de Leon, opisuje, co usłyszał od Indian w trakcie swojej podróży w latach 1530 a 1550. Twierdzi on, że mówili mu o innych białych ludziach, którzy mieszkali w okolicy Jeziora Titicaca. Mieli oni posiadać wielką moc i byli w stanie czynić cuda a nawet latać. Gdy Bóstwa opuszczały swoje ziemie obiecali na odchodnym, że jeszcze powrócą. W rezultacie pojawienie się Hiszpanów przyjęte zostało, jako powrót bogów z przeszłości. 

Według podań ustnych obecnych w wielu cywilizacjach epoki prekolumbijskiej w podobny sposób opisuje się odejście Wirakoczów. Jest to dosłownie opis startu pojazdu odlatującego w przestrzeń kosmiczną. Jeden z kronikarzy napisał, że Indianie opowiadali o wielkim blasku większym niż Słońce i o ogromnym huku towarzyszącym temu odlotowi do Nieba. Ten opis funkcjonuje zresztą w wielu kulturach amerykańskich i nie tylko. Nie da się ukryć, że wizja ta wręcz idealnie komponuje się z chrześcijańskim przedstawieniem Wniebowstąpienia.

Pozostaje jednak pytanie czego to wszystko dowodzi? Ilość informacji jest niestety zbyt mała by ferować wyrokami, ale wyłania sie nam z tego układanka, która wskazuje nam na to, że w przeszłości Ameryki Południowej rzeczywiście mogło dojść do interakcji tubylców z jakimiś tajemniczymi wysokimi blondwłosymi istotami o jasnej karnacji skóry. Istoty przewyższały rdzennych mieszkańców tych ziem pod każdym praktycznie względem, ale nagle coś spowodowało, że musiały one odejść.

 



Strony