Sierpień 2016

Tajemniczy klaun terroryzuje mieszkańców amerykańskiego miasta Green Bay

Na początku poprzedniego tygodnia, mieszkańcy Green Bay w stanie Wisconsin doświadczyli po raz pierwszy dość niepokojącego zdarzenia. Na ulicach ich miasta pojawiła się tajemnicza wędrująca postać, przebrana w kostium klowna. Problem polegał jednak na tym, że charakteryzacja postaci ubranej w kostium, wyglądała jakby wyszła wprost z dziecięcych koszmarów.

 

Klaun został dostrzeżony przez kilkudziesięciu mieszkańców Green Bay gdy w kompletnej ciszy wędrował przez miasto w zabrudzonym stroju, trzymając w ręce cztery czarne balony. Większość obserwacji tej postaci miało miejsce późno w nocy lub we wczesnych godzinach porannych, co jeszcze bardziej dokładało się do aury tajemniczości całego tego zdarzenia. Obserwacje tej postaci miały mieć miejsce kilka razy, a ostatnia z nich została umiejscowiona na 6 sierpnia.

Zdjęcia klauna zostały udostępnione w sieci i stały się istym viralem. Co więcej ktoś stworzył nawet fanpage na cześć klauna, gdzie został on okrzyknięty imieniem Gags. Przez nieco ponad tydzień kilka fotografii przerażającego klauna zostało udostępnionych prawie dziesięć tysięcy razy.

Oczywiście obawy lokalnych mieszkańców są zrozumiałe i najprawdopodobniej każdy z nas czułby się nieswojo, lub nawet wezwał władze do zatrzymania "szaleńca" w kostiumie klowna. Nie inaczej było tym razem jednakże Departament Policji w Green Bay jest niemal bezsilny. Kapitan Kevin Warych z Departamentu Policji Green Bay stwierdził, że:

Bycie przerażającym nie jest wystarczającą podstawą prawną, aby aresztować tego klauna. Każdy może chodzić chodnikiem ubrany jak chce, tak długo, jak znajduje się w miejscu, w którym zgodnie z prawem może być i nie w takim, które podlega zamknięciu na noc jak chociażby park.

Motywy klauna i jego prawdziwa tożsamość pozostaje tajemnicą. Wielu mieszkańców Green Bay oraz internautów zaczęło spekulować nad tym jakie rodzaje mrocznych sił mogą być odpowiedzialne za "występ" Gagsa.  Oczywiście większość komentarzy na temat klauna na Facebooku spekuluje, że Gags może być po prostu chwytem reklamowym lub zwykłym performencem artystycznym.

Obie te wersje narazie zdają się najbardziej prawdopodobne, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnio znalezione konto na Instagramie nazwane gagstheclown. Na ten moment nikt nie przyznał się do jego autorstwa choć porównując postać z obu fotografii prezentuje się ono autentycznie. Niestety rozwiązanie tajemnicy Gags-a zajmie jeszcze troche czasu.

 

 



W Japonii drewniana statua płacze, krwawi i czyni cuda

Drewniana rzeźba została wykonana przez buddyjskiego mistrza w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Przez wiele lat stała ona w małej kaplicy w klasztorze w Akita, który znajduje się w północno – zachodniej Japonii i nie wyróżniała się od pozostałych figur. Dziś znana jest na całym świecie dzięki niesamowitym zjawiskom i cudownym uzdrowieniom.

 

 

Od 1973 roku statua, wykonana z jednego kawałka drewna, płacze i krwawi. Świadkowie twierdzą, że uzdrowiła głuchą zakonnicę i za jej sprawą zniknął guz u jednej z chorych. Eksperci nie potrafią wyjaśnić fenomenu tego zjawiska. Przywódcy świata katolickiego zachwycają się cudami Matki w Akita, aczkolwiek z pewnymi wahaniami.

 

Cud siostry Agnes. 42-letnia Agnes Katsuko Sasagawa przybyła do klasztoru w Akita w maju 1973 r. W tym czasie przeszła ona właśnie z buddyzmu na katolicyzm. Miała wiele problemów zdrowotnych, w tym m.in. przeszła nieudaną operację usunięcia wyrostka robaczkowego. Do tego wszystkiego przez kilka lat była kompletnie głucha na lewe ucho, a jej zdolności słuchowe w prawym uchu gwałtownie spadały. Kilka miesięcy przed opuszczeniem klasztoru kobieta całkowicie straciła słuch, co zostało zapisane w jej dokumentacji medycznej. Agnes otrzymała oficjalny status osoby z upośledzeniami słuchu. Jej stan został potwierdzony przez dwóch ekspertów z różnych instytucji medycznych.

 

Pierwszy cud Matki Bożej z Akita Agnes przeżyła 12 czerwca 1973 roku w kaplicy klasztornej,  kiedy jasne światło biło z ołtarza, a w powietrzu było coś przypominającego masę dymu lub obłok. Następnie Agnes widziała „wiele postaci, najprawdopodobniej aniołów, które stały wokół ołtarza”. Ponadto Agnes widziała, jak twierdzi, swojego anioła stróża, którego „okrągła twarz wyrażała nieskończoną dobroć…  Jego postać lśniła śnieżną białością”.

 

 

Anioł modlił się z siostrą Agnes i dał jej swoje wskazówki. Siostra podzieliła się informacjami o swoich przeżyciach ze swoim ojcem duchownym i zakonnikami w klasztorze. W czwartek wieczorem kobieta poczuła ból, który trwał cały piątek i w pewnym momencie stał się nie do zniesienia (czerwiec 1973).

 

 

Od 28 czerwca 1973 roku u siostry Agnes zaczęły pojawiać się stygmaty (siniaki i rany na ciele w miejscach, gdzie według Ewangelii, znajdowały się rany od korony i gwoździ ukrzyżowanego Chrystusa). Na dłoni lewej ręki wystąpiła mała rana w kształcie krzyża, która nieustannie krwawiła. Potem znowu pojawił się anioł stróż i pocieszył niewiastę słowami:

 

 

„Rany Dziewicy Maryi były o wiele głębsze i silniejsze niż twoje cierpienie. Módlmy się wspólnie w kaplicy”.

 

 

Po modlitwie Siostra Agnes spojrzała na obraz Matki Boskiej, który przybrał postać człowieczą.

 

 

„Nagle poczułam, jak drewniana rzeźba ożyła i zaczęła ze mną rozmawiać” - mówi Siostra Agnes. „Wokół było pełno jasnego światła.  I w tej samej chwili w moich głuchych uszach usłyszałam niewypowiedzianie piękny głos ... Pani powiedziała: Twoja głuchota jest wyleczona."

 

 

Następnego dnia rano Agnes udała się do kaplicy na modlitwę i zobaczyła, że z prawego nadgarstka posągu Matki Boskiej wycieka krew. W lipcu tamtego czasu w każdy piątek rana krwawiła na oczach wielu wiernych. Pod koniec lipca rany siostry Agnes zniknęły całkowicie. Rany na figurze NMP pozostał aż do 29 września.

 

W 1981 roku kobieta w stanie śpiączki z Korei Południowej o imieniu Teresa Chung Sung Ho zobaczyła Dziewicę z Akita. Chung miała guza mózgu i lekarze nie dawali jej żadnych szans na wyleczenie. Wychodząc ze śpiączki, Chung udała się do Japonii i modliła się w tej samej kaplicy, co Agnes. Po powrocie do Korei Południowej, lekarze byli zszokowani - Chung całkowicie wyzdrowiała.

 

Eksperci, którzy badali figurę, nie są katolikami, ale stwierdzili, że sączące się z rzeźby płyny są pochodzenia ludzkiego. Statua Matki Boskiej płakała 101 razy, a kilka razy zjawisko to zarejestrowały kamery.

 



Naukowcy dysponują dowodami na "wielką powódź" w północnych Chinach

Pojawiły się kolejne dowody na wielką powódź, która miała mieć miejsce u zarania cywilizacji chińskiej. Rzekomo, porywała ona całe osady i wzrosła tak wysoko, że zajęła wzgórza, góry i sięgała nawet samego nieba. Dopiero legendarny mędrzec Król Yu, oswoił niesworne wody poprzez budowę (o dziwo nie arki a) rowów, które powstrzymały żywioł. Legenda o jego odwadze zawędrowała po całym kontynencie, a on sam położył podwaliny pierwszej dynastii Chin, Xia.

Problem polegał jednak na tym, że do tej pory nie dysponowaliśmy dowodami na to, że dynastia Xia rzeczywiście istniała. Dopiero w ostatnim badaniu opublikowanym w tym tygodniu w CBCnews, zespół naukowców stwierdził, że znaleziono dowody na to, że powódź zanurzyła szerokie połacie kraju prawie 4000 lat temu. Korzystając z datowania kości i próbek gleby wzdłuż nurtu rzeki Huang He zwanej też Żółtą Rzeką, naukowcy ustalili, że trzęsienie ziemi spowodowało ogromne osuwisko i spiętrzenie wody śródlądowej w 1920 roku p.n.e.

Zdjęcie ofiar trzęsienia ziemi, które miało spowodować katastrofalną powódź: Photograph by Cai Linhai

Zgodnie z obliczeniami badaczy, przez sześć do dziewięciu miesięcy około 15 bilionów litrów (4 bilionów galonów) wody zbierało się się za stworzoną przez osuwisko sztuczną tamą ze skał i ziemi. Gdy tama została wreszcie przełamana, przedarła się przez wąwóz z 500-krotnością przeciętnego nurtu Żółtej Rzeki. Dopiero wtedy doszło do "mitycznej" powodzi i zanurzenia północnych Chin, które w efekcie dało początek cywilizacji chińskiej.

Diagram autorstwa Wu Quinglonga

Tym samym, kolejny z "mitycznych" władców ze starożytności może się okazać prawdziwą historyczną postacią, a nie kimś na miarę greckich herosów. Swoją drogą, doprawdy niesamowicie wygląda fakt, że potrafimy rozprawiać o egipskich faraonach czy chińskich cesarzach żyjących 2 tysiące lat p.n.e, a nadal nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy Piast Kołodziej to rzeczywista osoba. No, ale cóż na wszystko przyjdzie czas

 

 



Najstarszy egipski papirus opisuje metody stosowane przy budowie piramid

Muzeum w Kairze całkiem niedawno ujawniło przełomowy starożytny papirus, który został odkryty jeszcze w 2013 roku w Morzu Czerwonym. Zdaniem badaczy, znalezisko to szczegółowo opisuje część procesu budowy Wielkiej Piramidy w Gizie. Starożytny tekst liczy przeszło 4500 lat, co czyni go najstarszym dokumentem kiedykolwiek odkrytym w Egipcie.

 

Narazie ujawniono, że rzeczony papirus to w rzeczywistości terminarz, który należał do Egipcjanina o imieniu Mere, odpowiadającego za zespół około 200 mężczyzn. Znalezisko to zostało opisane przez archeologów Pierrea Talleta i Gregory'ego Marouarda w czasopiśmie Archeologia Bliskiego Wschodu.

Terminarz szczegółowo opisuje procesy mające miejsce w kilku kamieniołomach, które znajdowały się w pobliżu Nilu, a także stwierdza, że wapienie wykorzystywane w budowie zewnętrznej części piramidy otrzymano w mieście Tura, a dopiero później transportowano je statkami na plac budowy Wielkiej Piramidy. Tekst opisuje również szczegóły podróży z Tury na plac budowy, która miała trwać cztery dni. Zgodnie z zapiskami inspektora materiały do budowy piramidy były sprowadzone za pomocą zestawu kanałów, które rozpoczynały się w Nilu.

Według naukowców, Merer napisał swój dziennik w 27 roku panowania faraona Cheopsa. Starożytny papirus opowiada, że ​​do tego czasu Wielka Piramida została prawie ukończona, a znaczna część pozostałych prac koncentrowała się na budowie obudowy wapiennej, która pokrywała zewnętrzną część Wielkiej Piramidy. Wiadomo nam również, że budowa Wielkiej Piramidy była nadzorowana przez wezyra Ankhafa, który był przyrodnim bratem faraona Cheopsa.

W swoim artykule Tallet i Marouard napisali że jednym z tytułów Ankhafa było "wódz wszystkich dzieł króla ". Oczywiście pomijając, że jest to jeden z najwcześniejszych tekstów opowiadających o budowie piramidy Cheopsa wiele rzeczy pozostaje jednak zagadką. Nie tłumaczy nam on jeszcze zagadki początków istnienia piramid ani nie wyjaśnia metody transportu bloków skalnych na wysokość 147 metrów, ale bez wątpienia jest to bardzo dobry początek. Nie wykluczone że jeszcze za naszego życia piramidy w Gizie i ich sekrety staną przed nami otworem.

 

 

 

 



W uralskim jeziorze sfilmowano ogromnego czarnego węża – potwora

Urlopowicze, odpoczywający nad Jeziorem Turgoyak na Uralu (obwód czelabiński), sfilmowali niezwykłe stworzenie. Płynąc kajakiem, zauważyli ogromnego czarnego węża.

 

 

 

 

Ludzie przyglądali się gadowi przez około 20 minut z odległości 20 metrów (bali się podpłynąć bliżej). Warto zauważyć, że w tym regionie Rosji rdzenni mieszkańcy przekazują sobie legendę o Czarnym Wężu. 

 

Znaleźli się oczywiście i tacy, którzy kwestionują prawdziwość wersji turystów, obserwujących zwierzę. Według nich, racjonalnie podobny efekt może wywołać grupa nurków w czarnych kombinezonach, pływając blisko siebie pod powierzchnią wody.
 



Zgodnie z nową teorią, życie na Ziemi pojawiło się przedwcześnie

Zwolennicy Paradoksu Fermiego właśnie uzyskali nowe wsparcie dla swojej argumentacji. Nowe badania sugerują bowiem, że życie na Ziemi powstało przedwcześnie w stosunku do reszty wszechświata i dopiero teraz faktycznie powinno się rozpocząć. Teoria zakłada, że nowe życie nie powstanie we wszechświecie przez co najmniej dziesięć bilionów lat.

 

Zgodnie z nową pracą naukową dr. Aviego Loeba z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics umieszczoną w Journal of Cosmology and Astroparticle Phisics, kluczem do ukształtowania się życia na planecie jest oczekiwany czas życia gwiazd i ich orbity. Im dłużej żyje gwiazda, tym większe prawdopodobieństwo, że planeta w jej ekosferze (strefie na orbicie gwiazdy zdolnej do podtrzymania życia) będzie zawierała życie.

Jednak co decyduje o tym, czy gwiazda będzie istniała długo? Loeb wskazuje przede wszystkim  na masę - gwiazdy o niewielkiej masie żyją zdecydowanie dłużej od tych, które są największe. Szacuje się, że gwiazdy z niemal trzykrotnością masy naszego Słońca nie będą istnieć wystarczająco długo, aby umożliwić stworzenie życia. Z drugiej strony, gwiazdy o najmniejszej masie - ważące mniej niż 10 procent tego co nasze Słońce - będzie istniało przez 10 bilionów lat, wraz z rosnącą z upływem czasu szansą na pojawienie się na nich życia.

Tak więc można zapytać, dlaczego w przyszłości nie mielibyśmy przenieść się na inną planetę orbitującą gwiazdę o niskiej masie? Jedną z możliwości jest to, że jest to działanie przedwczesne. Tymczasem inną opcją jest to, że otoczenie wokół gwiazdy o małej masie jest niebezpieczne dla funkcjonowania życia.

Loeb wyjaśnił swoje wątpliwości stosując "paradoks czerwonego karła". Czerwone karły mają niską masę i niezwykle długie życie jednak rozwój życia na ich orbicie jest zwykłą ruletką. We wczesnych latach, uwalniają one ogromne flary i duże ilości promieniowania ultrafioletowego, które może spowodować, że planety w strefie mieszkalnej zwyczajnie nie nadawały by się do zamieszkania.

Czy jesteśmy więc sami we wszechświecie, jako rezultat przedwczesnego pojawienia się na tym świecie lub zwykłego łutu szczęścia? Loeb twierdzi, że mimo wszystko odpowiedzi na to i wiele innych pytań, należy szukać w okolicach czerwonych karłów. Nie trzeba chyba mówić, że jeśli teoria dr. Aviego Loeba okaże się prawdą, to cała historia życia na Ziemi może się okazać jednym wielkim kosmicznym falstartem.

 

 

 



UFO śledziło wizytę prezydenta Obamy w Dallas

Prezydent Barack Obama odwiedził Dallas, aby uczcić pamięć pomordowanych w dniu 07 czerwca br. policjantów. Wydarzenie to przyciągnęło uwagę wielu światowych i amerykańskich mediów.

 

 

 

Od dawna teoria o stosunku rządu USA i obcych wzbudza zainteresowanie ludzi na całym świecie. Nieustanie znajdowane są nowe dowody na istnienie tego związku.

 

Podczas wizyty Obamy w Dallas, wiele osób obserwowało obiekt, który na pewno nie był samolotem. Dziwi więc fakt, że służby ochrony prezydenta w ogóle nie reagowały na pojawienie się "intruza".

 

Świadkowie są zaskoczeni. Incydent wywołuje wiele emocji u ludzi. Niektórzy uważają, że jest to jakiś zaplanowany udział UFO w ochronie przywódcy najpotężniejszego mocarstwa. Inni sugerują, że obcy przyglądali się jedynie przebiegowi wizyty. 

 

Przy okazji warto wspomnieć, że w ostatnim czasie odnotowywany jest wzrost obecności UFO nad amerykańskimi miastami.
 



Dwa ogromne UFO nad wulkanem Colima

Nad wulkanem Colima obserwowano dwa ogromne UFO. Jedno z nich, w kształcie cygara, mogło mieć nawet 500 metrów długości.

 

Do zdarzenia doszło 29 lipca br. o godz. 07:36 czasu lokalnego. Wulkan Colima znajduje się na zachodzie Meksyku w stanie Jalisco i jest oddalony 80 km od wybrzeża Pacyfiku. Ten najbardziej aktywny meksykański wulkan wybuchał ponad 40 razy od 1576 roku.
 

 

 



Winston Churchill miał przyznać się do zatajania incydentów z UFO

Zgodnie z wieloma upublicznionymi dokumentami, wiadomo na pewno, że były premier Wielkiej Brytanii Sir Winston Churchill zlecił przeprowadzenie tajnego dochodzenia w sprawie UFO. Tymczasem wiele wskazuje na to, że stał on również za operacją ukrywania dowodów na istnienie obcych form życia.

 

Jak wiadomo były premier Wielkiej Brytanii miał być odpowiedzialny za stworzenie grupy zadaniowej złożonej z naukowców, którą nazwano The Flying Saucer Working Party. Ich zadaniem miało być znalezienie wyjaśnienia dla wzrastającej liczby obserwacji UFO. Co ciekawe, oficjalny raport uwzględniał liczne obserwacje spoza obszaru wysp brytyjskich, włączając w to zjawisko znad Waszyngtonu z 1952 roku.

Chodzi oczywiście o słynny incydent, w którym to cała armada tajemniczych obiektów została dostrzeżona w trakcie przelotu nad stolicą USA. Obiekty te zostały wychwycone przez radary na całym świecie, ale ich pochodzenie nadal pozostaje nieznane. Zgodnie z oficjalną wersją, myśliwce US Air Force były wysyłane do lotu przez dwa weekendy pod rząd, ponieważ radar wojskowy odbierał liczne niezidentyfikowane obiekty latające przemieszczające się nad "strefą zamknięta" nad Białym Domem.

 

W morzu tak zagadkowych zdarzeń, tym ciekawiej brzmią doniesienia zgodnie z którymi sam  Winton Churchill na łożu śmierci, wyznał swojemu osobistemu ochroniarzowi, że za czasów swoich rządów fałszował dokumenty z przypadków obserwacji UFO nad Wielką Brytaniią poczynionych przez RAF.

Powszechnie wiadomo, że pod koniec II wojny światowej piloci brytyjskiego RAF zgłaszali spotkania z tajemniczymi pojazdami, które nazywano roboczo "Foo Fighters". Wiele osób zakładało, że te tajemnicze obiekty były przykładem wysoce rozwiniętej tajnej broni opracowywanej przez hitlerowców niemniej nigdy nie podjęto oficjalnie głębszych badań nad tym zagadnieniem. Jednak wydarzenie z Waszyngtonu zdało się przelać czarę goryczy.

 

W odpowiedzi na nie, w dniu 18 lipca 1952 roku, Sir Winston Churchill napisał notatkę z prośbą o pilne śledztwo do Ministra Lotnictwa Lorda Cherwella. W odpowiedzi Cherwell stworzył wcześniej wspomniany zespół zadaniowy zwany The Flying Saucer Working Party. Tajny zespół zadaniowy przyznał podobno, że nie można wykluczyć, iż "latające obiekty mają pozaziemskie pochodzenie". Jednakże w tym samym czasie stwierdzili oni, że o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że rzekome obserwacje były zwyczajnymi samolotami, balonami, ptakami lub jakąś formą zjawisk naturalnych, które zostały błędnie zinterpretowane.

Tym samym, badania nad tą tematyką zostały przerwane aż do 1999 roku, kiedy to wnuk emerytowanego oficera RAF napisał list do Ministerstwa Obrony pytając o incydent, w którym Sir Winston Churchill rzekomo zakazał zgłaszania spotkania UFO na wschodnim wybrzeżu Anglii. Anonimowy lotnik, który był również osobistym ochroniarzem Churchilla twierdził, że zgodnie ze słowami byłego premiera UK samolot rozpoznawczy RAF wracał z misji nad okupowaną Europą, gdy nagle został "zasłonięty" przez "metaliczne UFO". Mówi się, że załoga samolotu rozpoznawczego RAF zdołała nawet sfotografować ów obiekt. Rzekomo "unosił się on bezszelestnie" w skrajnej bliskości do wojskowego samolotu.

Podobno, kiedy zdarzenie to zostało wspomniane Churchillowi, nakazał on żeby incydent pozostał tajemnicą, ponieważ jego upublicznienie może spowodować masową panikę i zniszczenie wiary w Boga. Oczywiście tego typu zeznania "na łożu śmierci", przy jednym świadku nie należą do najbardziej wiarygodnych, co nie oznacza wcale, że nie mogą być prawdziwe. Nie byłby to pierwszy przypadek w historii, gdy wysoki rangą oficjel państwowy ukrywa przed opinią publiczną prawdę na temat zjawiska UFO.

 

 

 

 



Udało się nagrać, jak dusza opuszcza ciało po śmierci

Niesamowite, jak duch opuszcza ciało po śmierci. Film przedstawia kobietę leżącą na łóżku ustawionym w szpitalnym korytarzu.

 

 

 

W pewnym momencie z spoczywającego w bezruchu ciała unosi się cień, który przyjmuje ludzki kształt. Przez chwilę dusza dryfuje nad nieboszczką, a potem leci w stronę drzwi.

 

Komentarz autora nagrania, który opublikowano na portalu Tuko:

 

 

„Udało się przeprowadzić unikalne doświadczenie. Wszystkich nas to czeka – śmierć”.

 

Materiał został nakręcony rzekomo nad ranem w 2014 roku w Chinach, ale nie podano dokładnie gdzie. Nie ma również dowodów, że wideo zostało sfałszowane.



Strony