Wrzesień 2016

W Chinach żyje człowiek z głową obcego

Żyjący w Chinach 53 – letni Qi Yuanhao nie wyglądają jak normalny człowiek. Od dziecka cierpi na dziwną chorobę, najprawdopodobniej spowodowaną postępującą destrukcją środowiska w ciągu ostatnich stu lat.

 

 

Głowa Yuanhaya ma bardzo nietypowy kształt, przypominający klasycznego kosmitę, wywołany przez silną proliferację kości. Twarz jest mocno zniekształcona, a oczy rozciągnięte z powodu wystających kości policzkowych. Szczególną uwagę zwraca ciężka i masywna żuchwa.

 

Yuanhaya ma brata, którego choroba szczęśliwie oszczędziła. Mężczyzna pomaga w pracach w rodzinnym gospodarstwie i współpracuje z lekarzami, pomagając Qi.

 

Chińczyk przeszedł już setki badań, ale medycy wciąż nie znają przyczyn jego powikłań. Jedyny ratunek w chirurgii plastycznej, ale operacje, które przywróciłyby Yuanhao normalny wygląd, kosztują krocie.

 

 



Dziwny blask na horyzoncie zaobserwowany w Rosji

W Rosji, 20 września, zaobserwowano niezwykły blask. Stało się to w Baszkirii, w pobliżu wsi Chuparosa. Obserwacji dokonał słynny naukowiec z miejscowości Ufa, Wictor Wałujew. Udało mu się zarejestrować wyjątkowe zjawisko naturalne.

 

Późno w nocy, Wałujew zauważył dziwny blask, który rozświetlał chmury. W sumie zjawisko trwało prawie dwie godziny. Co więcej, nie było to światło jednolite i dało się zauważyć migotania. Pora kiedy się to pojawiło i forma, wykluczają raczej, że mamy do czynienia z chmurami NLC, zwanymi też obłokami srebrzystymi. Nie wygląda to również na zorzę polarną.

 

Naukowcy uważają, że gdyby była to jakaś łuna od pożaru lub od oświetlenia byłoby widoczne z której strony oświetlone są chmury. W tym przypadku, ich zdaniem, źródło światła pochodziło z kosmosu, a nie z ziemi. Zatem pojawia się pytanie: skoro to nie jest zachód słońca, ani ogień, ani zorza polarna, to co to jest?

 

 

 



W Bangladeszu urodziło się pomarszczone dziecko

Rodzice małych dzieci są zazwyczaj w siódmym niebie i każde nowe życie jest cudowne. W Bangladeszu urodził się chłopiec z rzadką chorobą, która powoduje szybkie starzenie się skóry, pisze Cambodian Times.

 

 

 

Lekarze uważają, że na progerię cierpi tylko jedna osoba na cztery miliony. Człowiek żyje wówczas krótko, bo organizm starzeje się bardzo szybko, co często prowadzi do śmierci.

 

U dziecka z Bangladeszu występują wszelkie zewnętrzne oznaki, które są charakterystyczne dla osób starszych, tj. zmarszczki, opadające powieki, zwiotczenie skóry i grube włosy na ciele.

 

„Bierzemy to, co jest. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że obecnie w naszym domu pojawił się nowy członek rodziny” - mówią szczęśliwi rodzice i ich córka.

 

Pomimo choroby chłopca, rodzice są szczęśliwi i otaczają go troskliwą opieką. Ojciec noworodka dziękuje Bogu za jego przyjście na świat.



Mieszkańców rosyjskiej Penzy wystraszył pająk z twarzą obcego

Mieszkańców Penzy w Rosji wystraszył zielony pająk z wizerunkiem twarzy obcego na odwłoku, pisze portal ProGorodPenza85.

 

 

Ludzie zastanawiaj się, czy drapieżnik może być jadowity i niebezpieczny. Rozpowszechniana jest plotka, że ten akurat konkretnie osobnik stanowi zagrożenie. Nadano mu nawet przydomek Spider Killer.

 

Okazuje się jednak, że sprawa nie jest tak poważna, jak przedstawiają ją niektórzy Internauci. Zoolog Oleg Polumordvinov poinformował portal ProGorodPenza 58, że pająk z twarzą kosmity to pająk kwiatowy dość powszechnie występujący w regionie Penzy. Na pewno jest niegroźny dla ludzi i żywi się owadami. Jego kły mogą przegryźć pancerzyk chitynowy, ale nie ludzką skórę. Ludzie mogą przynieść pająka do domu przypadkowo, na przykład wraz kwiatkami z ogrodu. Zdaniem zoologa, w przypadku wykrycia osobnika w domu, należy uchwycić go delikatnie i uwolnić na dworze.

 



Policyjna kamera termowizyjna uchwyciła niewidzialne UFO nad Bristolem

Policjanci przelatujący helikopterem nad kanałem Bristolskim niespodziewanie uchwycili na kamerze UFO. Zgodnie z zeznaniami świadków zdarzenia, pojazd był niewidoczny gołym okiem, ale mimo wszystko został uchwycony na kamerze termowizyjnej śmigłowca.

 

Nagranie zostało wykonane w dniu 16 września 2016 roku nad terenem południowej Walii. Zdarzenie to zostało upublicznione za pośrednictwem twittera a zdaniem policjanta który je opublikował trudno powiedzieć o nim cokolwiek konkretnego poza faktem, że unosił się nad wybrzeżem przez nieco ponad 7 minut.

Naturalnie oficjalne wyjaśnienie zakłada że był to poprostu chiński lampion lub balon wypełniony ciepłym powietrzem. Wyjaśnienie to wydaje się nieco mniej sensowne gdy weźmie się pod uwagę, że obiekt leci pod wiatr. Niemniej jednak, UFO nie było widoczne na radarze kontroli ruchu lotniczego, w związku z czym oficjalnie nie istniało.

 

 



Duchowny przewidział trzęsienia ziemi w Rumunii

Kilka miesięcy temu, znany rumuński duchowny i jasnowidz Joan Istrate, powiedział, że jego kraj oczekuje silne trzęsienia ziemi. Okazało się, że Istrate miał rację. Ostatnio w Rumunii odnotowano bardzo mocne wstrząsy - 6,1 w skali Richtera. Dla porównania, największe znane w dziejach ludzkości trzęsienie ziemi o wielkości 9,5 punktu wystąpiło w Chile w 1960 roku.

 

 

 

Skutki zdarzenia odczuwalne były nie tylko w Rumunii, ale również w Bułgarii i w wielu częściach Ukrainy (w tym okolicach Kijowa), a nawet w regionie Biełgorodu w zachodniej Rosji. Eksperci twierdzą, że epicentrum trzęsienia ziemi znajdowało się na głębokości osiemdziesięciu dziewięciu kilometrów w odległości stu czterdziestu pięciu kilometrów od Bukaresztu. Nie było informacji o ofiarach, ale mieszkańcy niektórych krajów Europy Wschodniej wyrażają obawy, że wstrząsy mogą powtarzać się w najbliższej przyszłości.

 

Sejsmolodzy z rumuńskiego Instytutu Fizyki poinformowali, że przewidzenie podobnego zjawiska jest praktycznie niemożliwe. Oczywiście, eksperci mówią o metodach naukowych. Sztuki tej dokonał jednak jasnowidz. Joan Istrate zapowiedział, że Rumunia ucierpi na skutek trzęsienie ziemi, którego zasięg będzie odczuwalny także w innych krajach europejskich. I tak się stało…

 

Warto zauważyć, że wcześniej Istrate przewidział także dokładnie różne ważne wydarzenia. Na przykład ostrzegał przed groźnym pożarem w Bukareszcie, w którym, jak się potem okazało, zginęło kilkanaście osób. Duchowny mówił również dużo wcześniej, że Unia Europejska zacznie się rozpadać i o kryzysie zadłużenia w Grecji oraz o decyzji Wielkiej Brytanii dotyczącej wyjścia ze Wspólnoty.

 

 



W Peru spalono żywcem kobietę, którą wcześniej oskarżono o czary

W Peru spalono żywcem kobietę, którą oskarżono o czary – 27 września br. podała Associated Press. Zdaniem Hugo Mauricio, prokuratora regionu Puerto Bermudez, do zdarzenia doszło we wspólnocie Shiringamazu Alto, która żyje w tropikalnych lasach Amazonii w centralnej części kraju.

 

 

Indianie podejrzewali 73 - letnią Rosę Villar Harioniku, że ma zły wpływ na ludzi i skazali ją na śmierć poprzez spalenie. O losie kobiety zdecydowało 40 osób, a incydent opisano w lokalnej gazetce. Harioniku związano ręce i nogi, ustawiono na stosie z suchych gałęzi, oblano benzyną, a następnie podpalono. Egzekucję filmowano telefonami komórkowymi. Na nagraniach słychać rzekomo rozpaczliwy krzyk ofiary.

 

Według Mauricio, członkowie społeczności przez trzy dni podtrzymywali ogień, aby zniszczyć wszelkie dowody zbrodni. Jednak policja, przybyła na miejsce i tak zabezpieczyła kilka kości. Obecnie prowadzone jest postępowanie i na razie nikomu nie postawiono żadnych zarzutów.

 

W regionie Puerto Bermudez w środkowej części Peru żyje około 300 indiańskich plemion. Jest to pierwszy taki incydent w tej części kraju od 2015 roku, kiedy kobieta w ciąży z innej społeczności została oskarżona o czary i pobita. W rezultacie dziewczyna straciła dziecko.

 



Tajemniczy numer 108

Mala tybetańskich mnichów liczy 108 paciorków. Pierwszy lot kosmiczny trwał dokładnie 108 minut - Gagarin przeniósł się do następnego poziomu rozumienia rzeczywistości. Nie ma wątpliwości, że ta magiczna liczba łączy starożytny i nowoczesny świat w dosłownym tego słowa znaczeniu.

 

 

 

Swój system opracowali wedyjscy mędrcy, którzy zajmowali się astronomią i matematyką. 108 uważali oni za magiczną liczbę, kojarzoną z perfekcją i sukcesem. Liczba ta stanowi o całości istnienia i zawiera pełen zakres powtórzeń. Oto kilka interesujących argumentów:

 

Suma cyfr 108 daje w sumie 9. Mnożąc każdą liczbę przez 9 i sumując wynik, wg wskazanego schematu, otrzymamy 9!

 

  • 9 x 2 = 18 (1 + 8 = 9)
  • 36 x 9 = 324 (3 + 2 + 4 = 9)
  • 285 x 9 = 2565 (2 + 5 + 6 + 5 = 18 = 1 + 8 = 9)

 

  1. Starożytne teksty mówią, że wszechświat jest zbudowany z 108 elementów, ale w układzie okresowym pierwiastków jest ich nieco więcej.
  2. Średnica Słońca jest 108 razy większa od średnicy Ziemi.
  3. Odległość Ziemi do Słońca stanowi równowartość około 108 słońc, odległość Ziemi do Księżyca - 108 księżyców.
  4. Przyjmuje się, że każda osoba posiada 108 uczuć: 36 przywiązanych do przeszłości, 36 dotyczących teraźniejszości i przyszłości.
  5. Organizm ludzki posiada 108 punktów bólowych.
  6. Na Sylwestra w Japonii 108 razy bije dzwon w świątyni Zhen.
  7. Stupa Bodnath w Katmandu ozdobiona jest 108 wizerunkami Buddy.

 

 

Światowej sławy prehistoryczny zabytek Stonehenge ma 108 stóp średnicy. Różne formy numeru 108 pojawiają się w wielu dziedzinach wiedzy, kultur i religii. Nie wiadomo, co należy wiązać z tak powszechnym występowaniem liczby 108 . Być może to jakiś tajemniczy kod, oznaczający coś więcej....

 



Są nowe szanse na istnienie obcych form życia na księżycu Europa

Ludzkość może mieć swoją największą szansę na spotkanie obcych. NASA ogłosiło, że zostały zauważone strumienie wody wybuchające ponad księżyc Jowisza, Europę. Oznacza to, że naukowcy mają teraz szansę, aby rzeczywiście zbadać wodę, która leży pod jego skorupą. Może to być szansa na pozyskanie dowodów o życiu znajdującym się w wielkich, ukrytych oceanach.

 

Jakkolwiek nie jest jeszcze potwierdzone, że to co zobaczył kosmiczny teleskop Hubble'a, to z pewnością woda, a tym bardziej, że zawiera ona jakiekolwiek formy życia. Można jednak obecnie stwierdzić, że Europa jest aktualnie najbardziej prawdopodobnym miejscem, gdzie może istnieć życie, w całym naszym układzie słonecznym.

Naukowcy już planują wysłać tam statek, by móc dokładnie zbadać to zjawisko. Astronomowie wykorzystali zdolność Hubble'a do obserwacji światła ultrafioletowego, w celu wyszukiwania śladów wody nad powierzchnią Europy. Światło odbite wskazuje na obecność pary wodnej lub cząsteczek wody z lodem. Wszystkie erupcje były skupione wokół bieguna południowego księżyca, z wyjątkiem jednego o równikowym pochodzeniu.

W 2012 roku inny zespół Hubble'a zauważył podobne zjawisko, wówczas okazało się, że jego skład stanowił wodór i tlen z wody.

 

 



Emigranci

Emigrować czy nie emigrować? Oto jest pytanie, które dręczy większość młodych Polaków. Poszukajmy zatem poprawnej odpowiedzi, droga młodzieży. Podpowiem tylko, że ona leży blisko sytuacji polityczno gospodarczej.

I tak, opisując tę sytuację, czyli jedyny powód wszelkiej ludzkiej emigracji, nie sposób zauważyć pewnej zdumiewającej oczywistości – prawie nikt na świecie jej nie zna. A to przecież jedyny powód. Napisałem jedyny mimo iż oczywiście są „inne”. Są emigrantki szukające arabskiego szejka, które po wyemigrowaniu dokonują epokowego odkrycia, że ich szejk to prymitywny Ali Baba lub gwałciciel koziego stada. Są emigranci polityczni, którzy zamiast strzelić focha jeśli coś się nie podoba – czyli udać się na emigrację wewnętrzną - ładują sobie do makówki zupełnie obcą filozofię i emigrują do innego systemu politycznego aby tam dokonać epokowego odkrycia, że ta filozofia to pseudofilozofia, bo ludzie w odróżnieniu od niej wszędzie chcą żyć dokładnie tak samo. Są więc „inne” powody, ale to oczywiście margines. Plankton. Tak więc jedynym realnym powodem do emigracji jest sytuacja polityczno gospodarcza.

I gdyby tak zapytać o nią rozmaitych ludzi otrzymamy rozmaite odpowiedzi oraz już wspomnianą zdumiewającą oczywistość. Tę, że opisując ją Brytyjczyk zacznie flegmatycznie utyskiwać poprzez pryzmat własnej ułomności, gdyż będąc wzorowo poprawnym politycznie ułomem, zamiast rzeczowej odpowiedzi ze dwie strony wylałby żenującej wazeliny na temat swojej królewny i królewiątek, potem na trzy strony toczyłby pianę na temat terrorystów z Frontu Wyzwolenia Białorusi lub innego egzotyka, który mu podpowiedzą myślące za niego tabloidy, a na zakończenie nasz nieszczęśliwy głupek podsumowałby obecną sytuację polityczną bełkotem jaki pięć minut wcześniej usłyszał od księżniczki z końską twarzą którą zna z telewizora. Jest taki albowiem jego pamięć nie sięga dalej niż pięć minut a umysł nie ogarnia więcej niż droga do najbliższej wypalarni chemicznych kurczaków. O „mam talent” on wie wszystko, o problemach z prostatą swojej królewny również, jednak o sytuacji polityczno gospodarczej nie dowiedzielibyśmy się od Anglika niczego.

Amerykanin postawiony przed identycznym zadaniem spłodziłby ze dwie strony więcej, bo zapatrzony w żenująco sztuczny „reality show” z mutantką Kardashian, która zanim została sławna była chyba mężczyzną z wrestlingu, wrzuciłby tam jeszcze małe co nieco o wojnie o pokój USA z całym zmilitaryzowanym światem i w sumie też nie powiedziałby niczego ponad bełkot z telewizji. Ponadto Amerykanin ze względu na skrzywienia nabyte jeszcze w systemie edukacji uproszczonym do poziomu żłobka, nie jest nawet zdolny udzielić pełnej wypowiedzi: tak lub nie, lecz zamiast tego ględzi: zgaduję że tak lub przypuszczam że nie. Tak więc jeden Amerykanin „będzie zgadywał” że Białoruś jest w Afganistanie, a drugi „będzie przypuszczał” że Białoruś leży w okupowanej przez Putina Syrii. W sumie Amerykanin jest pewny tylko jednego – tego że dyktator Holokaust był faszystą bo w Nazistostanie spalił żydów i dlatego trzeba zbombardować ich wszystkich: afromurzynów, Ali Babę i tych talibów.

Niemiec sprężyłby się nieco bardziej zapytany o sytuację polityczno gospodarczą. Zaraz po tym jak Angela z telewizora wydałaby mu komendę spocznij, usiadłby i napisał zwięzły, składający się ze stuliterowych wyrazów treściwy raport o tym, że on jest za realpolitik Angelą, bo jego przodkowie zawsze byli realnie za fuhrerami. Schulz stanie na baczność nawet jak ujrzy listonosza lecz nie przejedzie przez czerwone jak mu pociąg arabów będzie gwałcił frau po drugiej stronie drogi. Schulz poczeka na zielone i złoży o tym meldunek na najbliższym dworcu u umundurowanych jak hotelowe ciecie konduktorów.

Francuzik, natomiast zapytany o sytuację gospodarczo polityczną ze dwie godziny będzie nam tu ładnie opowiadał o wpływie przymrozków na młode szczepy wina i objaśniał fundamentalną z punku widzenia ludzkości różnicę pomiędzy sikaczem czerwonym, różowym, gazowanym a tym z zielonych butelek. Prace naukową by stworzył o wyższości wina z zakrętkami nad zamkniętymi na korek i prędzej by nam tu wykorkował niż napisał coś o polityce.

Narodów jest jak widać wiele i pytać można o to z takim samym skutkiem każdego. Ale jest taki jeden wyjątkowy, który na pytanie o sytuację polityczno gospodarczą wypracował prawidłową odpowiedź, czyli… jedno zwięzłe słowo. To wybitnie treściwy naród – oszczędny w wypowiedzi i bogaty w czynach. Oczywiście to Polacy. Słowianie. Odwieczni specjaliści od trafnego określania zjawisk. To oni dali ludzkości słowo i stąd nazwa tego zacnego plemienia. I nieważne czy o kwestię polityczną spytać bezdomnego, czy profesora z telewizora, odpowiedź jest zawsze taka sama.

- Co pan sądzi o sytuacji polityczno gospodarczej?

- Chujnia.

Każdy rdzenny Polak powie dokładnie to samo, a jedyna różnica jest taka, że menel powie chujnia a profesor chujnia z patatajnią, dając wyraźny sygnał swojej głębszej edukacji. Dowodem na to są wszystkie afery podsłuchowe. (Uwaga dla moderatorów, drodzy Kuzyni „chujnia” nie jest słowem wulgarnym lub obraźliwym – żaden słownik nigdy nie twierdził nic takiego. „Chujnia” to po prostu przeciwieństwo „zajebistego” – nie ma więc powodu do paniki.)

Słowotwórcza nadprzyrodzona zdolność Polaków do trafnego nazywania rzeczy po imieniu jest już legendarna. Tylko w naszym szlachetnym języku stosowana jest zasada nazywania rzeczy zwięźle i precyzyjnie. Inne narody jedynie to nieudolnie kopiują z groteskowymi efektami. No cóż, nasz język jest najtrudniejszy, gdyż jest najbardziej zaawansowany. Są w nim zawarte i zakodowane tak zawiłe niuanse, że niemożliwe nawet do skopiowania. W dalszej części poznacie niektóre.

Tymczasem zanim przejdziemy dalej musimy ustalić skąd się w ogóle wzięła i po co, ta cholerna chujnia?

Jej definicja wypracowana została jeszcze kiedy się zajmowałem intensywną degustacją żubra – w najbardziej twórczym okresie mojego żywota – i wygląda tak: Chujnia – szereg traumatycznych zjawisk natury egzystencjonalnej, sprawiających że człowiek nie jest w stanie żyć tak jak chce u siebie.

Kiedy przerzuciłem się na Tequilę Sombrero rozwinąłem niedorozwiniętą wcześniej definicję: chujnia - jest to odgórne podcięcie podstaw ludzkiej egzystencji na określonym terenie. Są bowiem przypadki, że tacy sami ludzie, żyjący tuż obok siebie (Niemcy wschodni i zachodni, Koreańczycy południowi i północni, Chińczycy i Tajwańczycy) żyją… całkiem odmiennie. Jedni mają dobrobyt a inni chujnię. Tak więc widać, że nie jest to sprawką danego narodu i czynnik chujniosprawczy jest zewnętrzny.

Po co ona jest w Polsce?

No cóż, prawda jest taka że, chujnię wymyślono w ścisłym gronie obcych tylko po to, aby nas eksterminować jako naród. Ot i cała tajemnica. Nie ma Polaków wschodnich i zachodnich a zatem podzielono ich na lewicę i prawicę aby się pożarli a siły zewnętrzne jednym i drugim narzuciły chujnię. To proste.

Napadanie na nasz kraj z żałosną nadzieją, że ludzie uciekną lub dadzą się zniewolić nie zdało się kompletnie na nic, gdyż nie ma ludzi bardziej przywiązanych do wolności oraz własnej ziemi niż Polacy.

Delegalizacje Obozu Narodowo Radykalnego również nie zdały się na nic bo ten Obóz tak jak miał tak i ma największe poparcie społeczne, jako że naród polski jest jeden. Nie ma narodu lewicowego lub prawicowego, narodu wiernych i niewiernych – to też jest proste.

Wywożenie Polaków z ich ziemi też nie przyniosło efektów, gdyż uparcie powracali.

Dlatego wymyślono chujnię. Chujnię powszechną – rozpostartą na teren całej Rzeczpospolitej, która sprawi, że Polacy sami ze swojej ziemi wyjadą. Ta chujnia jest niezwykle starannie zaplanowana i dowodem na to jest fakt, że w Polsce nie ma przecież niemal od stu lat żadnej klęski żywiołowej, żadnej epidemii, żadnej wojny. W Polsce jest jedynie sztucznie powstrzymywany rozwój gospodarczy. Na najbogatszej ziemi na świecie panuje największa na świecie chujnia. Chujnia tak głęboka, że nawet uchodźca wojenny daje nogę z Polski i powraca z pokorą na tę swoją spokojną wojenkę. Z krajów ubogich w surowce: Niemcy, Francja, Belgia i cały zachód nikt nie emigruje w poszukiwaniu chleba. Ba, dużo mniej ludzi wyjechało z krajów gdzie nie ma dosłownie nic oprócz piasku! Jeszcze na konferencji w Wiedniu ustalono bowiem potajemnie, że ten kraj, który stanie się potężny i niezależny, w ramach „współpracy międzynarodowej” natychmiast zostanie napadnięty i zniszczony przez sąsiadów. Tak zniszczono imperium brytyjskie, tak zniszczono Niemcy, tak zniszczono Rosję i tak obecnie niszczy się Polskę, ponieważ pod kątem surowców naturalnych jesteśmy nie tylko europejską lecz światową potęgą. Nota bene Rosja się podniosła i dlatego znowu szykują na nią napaść, bo tak naprawdę zawsze i tak chodzi o surowce – rosyjskie, polskie, jugosłowiańskie - i na te surowce te wszystkie obce sępy mają po prostu chrapkę. Stworzono więc chujnię dla Polaków aby ich wstępnie zmiękczyć. Wiedzą doskonale jak zaciekle polska młodzież walczy o wolność i zwalcza hordy najeźdźców, tak więc na początek postanowiono pozbyć się tej młodzieży. Krok drugi to sprowadzić do Polski agresywnych emigrantów. Wówczas starców i kobiety będzie można dużo łatwiej wyrżnąć lub oszwabić – taki jest krok trzeci. Krok ostatni to wkroczenie „bratnich sił pokojowych” w celu stłumienia zamieszek, czyli położenie ciężkiej niemieckiej łapy na naszych surowcach. Dlatego też nasza chujnia finansowana jest od jakichś 500 lat głównie przez Schulza.

No i wyjechało z jej powodu z Polski mnóstwo emigrantów – w sumie kilka razy więcej niż z Azji i Afryki razem wziętych. O tym się nie mówi. Mówi się tylko żeby wyjechać TAM lub TAM, bo gdzieś TAM jest NORMALNIE.

Tymczasem to gówno prawda. Tam nie ma nic normalnego. Tam jest kolorowej dziczy pełno i nienormalnego prawa. TAM nie można czarnego nazwać czarnym lub żyda żydem, bo się natychmiast jakaś liga od zniesławienia zapieni i nas… zniesławi. TAM białych się oczernia – jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało to tylko polski język może to jednym słowem ogarnąć. Czarnych się natomiast wybiela z kolei co jest jeszcze głupsze i tak odległe od NORMALNOŚCI jak Angela Merkel od Calineczki z anoreksją. Prawda zaś ostateczna na temat rzekomej NORMALNOŚCI GDZIEŚ TAM, jest taka że TAM jedynie nie panuje chujnia. Patatajnia jest zupełnie taka sama lecz samej chujni nie ma, z tego prostego powodu, że TAM nie ma surowców. To wszystko. Koniec kropka. TAM gdzie SĄ surowce robi się natychmiast Irak, Syria, Polska, etc., czyli chujnia powszechna - sztucznie wywołany kryzys polityczno gospodarczy.

Na Ukrainie też jest od cholery surowców więc dostali chujnię jak się patrzy. W efekcie do nas też trochę emigrantów stamtąd przyemigrowało – jest to ponad milion sztuk stepowej dziczy. Tak  gorliwie dezerterowali lub uciekali przed służbą w armii, że przygalopowali tu jak stado bizonów przegonione przez Buffalo Billa. Dla nich jest praca, szkolnictwo, zasiłki, opieka medyczna, mieszkania a dla Polaków wciąż no jakoś nie ma. Nie ma nawet dla ani jednego Polaka przymusowo wywiezionego na Sybir. Ani jeden bowiem repatriant nie został do Polski sprowadzony mimo iż migranci są „trendy” i już drugi sezon leci w telewizji. Zamiast stu Polaków z Donbasu zaplanowano sprowadzić nam pół Afryki i hojnie ich z polskich pieniędzy wynagrodzić po to oczywiście aby, spotęgować chujnię, która wciąż NIE DZIAŁA. Polska bowiem jest jak była no i nie wymiera. Dlaczego zatem taka samobójcza polityka jest praktykowana?

Po to aby sprawdzeni już w mordowaniu Polaków Ukraińcy wyrżnęli nas jeszcze szybciej, jeszcze więcej i jeszcze sprawniej niż zrobiliby to murzyni plus chujnia powszechna. To nie jest jakiś chory żart tylko zwykły fakt. Takie są plany. Ukraińcy w Polsce lokowani są głównie w polskiej policji, mają broń i jest ich przytłaczająca większość w polskich szkołach policyjnych. Po co to? Ano, szykowana jest w ten sposób kolejna rzeź naszego narodu – pozbawionego ponadto najbardziej zdolnej do obrony Ojczyzny młodzieży – gdyż ta zmuszana jest do emigracji. Zachód chce jak podczas II wojny naszą młodzież wybić, czyli wykorzystać u siebie do walki o ich teren a nas pozostawić na pastwę ukraińskiej i niemieckiej dziczy. Historia się zawsze powtarza. Nikt nas nie podbił nigdy w pojedynkę i dlatego zawsze rzucają się całym stadem. Są jak sępy – nigdy nie żerują w pojedynkę. Dla każdego myślącego ta polityka sprowadzania Ukraińców jest oczywista. To prosta jak w mordę droga do kolejnego ludobójstwa. Dla każdego znającego historię również jest to jasne. W Polsce bowiem zawsze było dużo emigrantów. W 1939 roku mniejszości stanowiły jakieś 10 procent. Kiedy staliśmy się potężni i niepodlegli a za jakieś pięć lat – już niemożliwi bylibyśmy do podbicia ze względu na gigantyczny potencjał umysłowo, naukowo, gospodarczy - wówczas ściśle wedle wytycznych z wiedeńskiej konferencji natychmiast napadnięto na nas i to jednocześnie z aż czterech kierunków: ze wschodu, zachodu i północy. Napadnięto też oczywiście Polskę od środka – w trzydziestym dziewiątym wszystkie mniejszości intensywnie działały przeciwko Polakom. Piąta kolumna niemiecka strzelała w plecy i napadała na Polską ludność – to ona na przykład wymordowała jedną czwartą mieszkańców Bydgoszczy. Mniejszość żydowska witała obu okupantów kwiatami i też strzelała Polakom w plecy lub pakowała ich na Syberię, a mniejszość ukraińska podpuszczona przez Schulza zrobiła nam Rzeź Wołyńską wykorzystując chwilę naszej słabości pod tak potężnymi ciosami. Gdyby nie wujek Stalin oni wszyscy razem by nas po prostu wyrżnęli. Wujek dał nam się podnieść w zamian za naszą lojalność – odbudować tak zwane zasoby ludzkie, wymazał przy pomocy kopa w dupę wszystkie zdradzieckie mniejszości z Polski, skasował Prusy, dał nam granice w obrębie których żyło 100 procent etnicznych Polaków, kazał sobie za to słono zapłacić kradnąc nam na wschodzie pół kraju jak jakiś kuźwa bochenek chleba, no i to w sumie tyle. Polska się odrodziła i stała 10 potęgą gospodarczą na świecie. Żeby nie weszła przypadkiem do G20 i nie miała na świecie czegoś do powiedzenia, szybko zmieniono nazwę klubu na G8 i zebrano się aby uknuć przeciwko nam kolejną chujnię. Kiedy do Polski zaczęli powracać emigranci a polscy naukowcy odkrywać niebotyczne bogactwa pod naszymi nogami na zachodzie bardzo mocno zaczęto się niepokoić aby nie wpadły one w ręce Polaków i to właśnie wtedy wymyślono to co jest obecnie. Opracowano plan aby wynarodowić Polskę z Polaków i wypełnić ją napromieniowanym Ukraińcem niebezpiecznym bardziej niż małpa z brzytwą, która zbiegła z zoo w Czarnobylu. Ukrainiec hodowany na wsi w naturalnych warunkach jest dziki, groźny i niebezpieczny. Natomiast napromieniowany mutant uzbrojony ponadto w broń policyjną jest bardziej nieprzewidywalny niż pijany terminator. To nie jest żart, bo dzisiejszy Ukrainiec to żaden Ukrainiec, tylko tak naprawdę potomek bandyty, który w przeszłości zbiegł w stepy przed wymiarem sprawiedliwości. Dzisiaj ucieka się w Bieszczady – kiedyś się uciekało za Bieszczady na skraj świata – czyli dosłownie u-krainę, i stąd się wzięła nazwa pseudo „kraju”, który nigdy nie istniał. On został wymyślony na tej samej konferencji w Wiedniu, na której zaplanowano nam wojenną chujnię. Ukrainiec jest tępym i prymitywnym odrzutem z całej Słowiańszczyzny – przestępczym elementem, który kiedyś komuś zbiegł przed stryczkiem chowając się w krzakach. Jest zwyczajnie głupi i najbardziej widać to po tym jak dał się podpuścić kompletnie obcym Schulzom nawet przeciwko innym Ukraińcom. Ukrainiec jest po prostu dziki. I dlatego właśnie Ukraińcy byli dla nas tacy bestialscy a wujek Stalin nawet nie brał ich nigdy do niewoli. Jak któregoś dorwał dawał w czapę, bo to jedyna forma dialogu z Ukraińcem, którego i tak nie da się ucywilizować. Ta sprawdzona doskonale metoda została skopiowana oczywiście od nas, bo jak donosi praktyczny poradnik dla Huzarów wydany w 1669 roku pt „Instrukya, iako z różne nacye gadać”:

"Z Wołoszynami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię złodzieyskie, tedy wszelką gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk".

Żeby nie było niedomówień co to jest plemię Wołoszynów oto fragmenty newsa z epoki obecnej:

Katastrofa malezyjskiego samolotu na Ukrainie. Rosja przedstawia nowe dowody winy Ukrainy

Rosyjska organizacja zajmująca się kwestią MH17 twierdzi, że to ukraiński pilot wystrzelił rakietę w dniu, w którym miała miejsce katastrofa samolotu Malaysia Airlines. W jej wyniku zginęło 298 osób.Zobacz więcej

Zespół powołuje się na zeznania świadka, który pracował w tym czasie na lotnisku w Dniepropietrowsku. Przekonuje on, że w dniu 17 lipca widział startujący ukraiński samolot bojowy uzbrojony w pociski typu powietrze-powietrze, który wrócił do bazy już bez broni - czytamy w brytyjskim dzienniku. "Daily Mail" przytacza słowa świadka, który dla "Komsomolskiej Prawdy" powiedział, że pilot po powrocie wyszedł z jego kokpitu przestraszony.

Pilot, kapitan Władysław Wołoszyn, jak twierdzi świadek, miał wówczas powiedzieć, że "samolot był w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie" nawiązując do pomyłki jaką było potraktowanie samolotu pasażerskiego jako celu wojskowego. - W drugiej połowie dnia, godzinę przed katastrofą boeinga, wystartowały trzy myśliwce - powiedział świadek. - Nie pamiętam dokładnie godziny. Jeden z samolotów bojowych był wyposażony w pociski powietrze-powietrze typu R-60. To był Su-25 - dodał.

Rosyjska komisja śledcza przekonuje, że świadectwo świadka jest "ważnym dowodem na to, że ukraińskie wojsko było zamieszane w katastrofę Boeinga 777". Jej rzecznik Władimir Markin powiedział, że po wywiadzie, który anonimowy mężczyzna udzielił rosyjskiej gazecie został przesłuchany przez oficjalne organy rosyjskie a następnie poddany badaniu wykrywaczem kłamstw i jego ustalenia były zgodne z prawdą.

Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/swiat/katastrofa-malezyjskiego-samolotu-na-ukr...

Próbowało oswoić Ukraińców paru innych wodzów nastałych po Stalinie. Popuścili analfabetom łańcucha, dali edukację, hodowlę, przemysł, największą armię i flotę w Europie, dwa tysiące bomb atomowych no i co? No i nico – Ukrainiec bez kagańca oczywiście szybko zdziczał i dalej urządza rzezie. Bandytka i złodziejka Julia Tymoszenko po ucieczce z więzienia natychmiast chciała rzucać na Słowian bombki atomowe. Przecież trzeba ją zamknąć aby dokończyła przerwaną resocjalizację, bo jak widać jeszcze się do życia w społeczeństwie nie dostosowała. Widząc że Julia nie chce się resocjalizować tylko dalej żyć z bandytki, wujek Wołodia zabrał Ukraińcowi niebezpieczne zabawki, dał batem po mordzie i zabezpieczył zielonymi ludzikami normalnych Słowian przed nienormalnym i niebezpiecznym dla samego siebie Wołoszynem. Polska też powinna i to już dawno wprowadzić tam ład i porządek oraz zabezpieczyć polskie miasta przed tym dzikim warcholstwem które je plugawi, ale jako że sama jest poddana intensywnej chujni, planuje oddać im kolejne polskie miasta (Rzeszów) zamiast nasze miasta na Kresach odebrać i wypełnić 30 milionami Polskich emigrantów rozrzuconymi po całym świecie. Ta samobójcza polityka prowadzi nas prosto do kolejnej rzezi naszego narodu – to jest jasne oraz oczywiste. Polak nigdy nie będzie strzelał do innego Polaka lub Słowianina, będąc przecież jako Lechita ich ojcem, natomiast Ukrainiec strzelający do Ukraińców lub do innych Słowian zawsze zrobi to z radością wyrodnego syna. Jest głupi i prymitywny po prostu. Co gorsza, współczesny Wołoszyn jest przebrany za policjanta i gada po polsku – a to nie jest dobra wiadomość, bo kiedy polska policja składała się wyłącznie z Polaków, Bandera siedział w więzieniu jak każdy bandyta. Obecnie co prawda Schulze chcą jego pobyt w więzieniu przedstawić jako fragment życiorysu „męczennika” ale prawda jest taka, że więzienie nie zrobiło z Bandery „bojownika o wolność” tylko cwela.

A zatem mamy już pierwszą wstępną odpowiedź i na pytanie emigrować czy nie emigrować odpowiedź jest niby oczywista: oczywiście że emigrować, ale tam gdzie nie panuje chujnia.

To prosta odpowiedź i dlatego natychmiast została podchwycona przez prostaczków.

Prostacy więc masowo wyemigrowali i samą swoją liczebnością sprawili, że tam gdzie wcześniej nie było ich… pojawili się i oni i przywleczona przez nich chujnia.

Chujnia z patatajnią wręcz, bo chujni się zrobiło więcej a co gorsza zrobiła się wszechobecna.

Widzimy więc, że to nie była poprawna odpowiedź. Musimy się nad nią zatem głębiej zastanowić i po namyśle wychodzi nam inna: oczywiście że należy emigrować ale tam, gdzie nie panuje chujnia i gdzie nie ma emigrantów.

Największym oczywiście wrogiem Polski zawsze było cesarstwo rzymskie – dziś jest to Watykan, bo mało kto wie ale papież ma też tytuł rzymskiego cesarza. Te całe cesarstwo ma co prawda wielkość papieskiego nocnika no ale tytuł pozostał, ponieważ to taka głęboka – jak nocnik – parafialna tradycja. Polak katolik jest natomiast największym wrogiem Słowiańszczyzny czyli… samego siebie. Posiada we własnej głowie osobistego wroga – fałszywe wierzenie. Ta wiara jest zaprogramowana bowiem dokładnie tak samo jak zabójcze szczepionki. Po zaszczepieniu do mózgu ma rodzić defekty umysłu, czyli problemy psychiczne i na skutki nie trzeba długo czekać, bo dokładnie to się z katolikami dzieje. Zamiast o problemach ludzkich porozmawiać z innymi ludźmi – co mogłoby przynieść ich rozwiązanie – zainfekowany jahwistyczną patologią katolik rozmawia z zaciekiem na szybie, obrazem na ścianie, czarną książeczką, drewnianymi koralikami albo z figurką z tworzywa sztucznego. Równie dobrze mógłby porozmawiać sobie z ogrodowym krasnalem. Po prostu obłęd ogarnął jego głowę i dlatego katolik jest swoim największym wrogiem – sam sobie niszczy mózg i jeszcze dba aby zniszczyć go u innych. Ponadto chrześcijaństwo to jak epidemia zombie, bo się rozprzestrzenia samo. Jak na terenie objętym katolicką pandemią urodzi się ktoś nie zarażony, to się nie pyta czy ma co jeść, gdzie mieszkać lub czy otrzymał becikowe tylko… kiedy chrzciny? Masakra, bo chrzcinami jeszcze żaden katolik nigdy się nie nażarł – a przecież to i tylko to obchodzi noworodka. Na to natomiast, że nikt inny jak papież „Polak” wpuścił do Polski jahwistycznego „ducha świętego”, który zaraz jak zstąpił i ukazał na polskiej ziemi - tej ziemi - swój podłużny drapieżny ryj, to ukradł emerytury, pracę, oszczędności po czym wygonił z Polski – żaden katolik na emigracji, jeszcze nie wpadł. No bo jak można wpaść na tę oczywistość skoro pół dnia spędza się na kolędowaniu po sklepach, gdzie mają w promocji wino w kartonikach. Na to, że obecny papież chce puste miejsce po zachlanych żulach zapełnić brudem z Ukrainy oraz zwierzętami z Afryki, też raczej żaden katolik nie wpadnie nigdy. Całe w sumie szczęście że tych dziesięciu „chrześcijan” z Syrii samodzielnie dało nogę do domu stwierdzając że u nich na wojnie z obcinaczami głów jest mniejsza chujnia i w przeciwieństwie do Polski, tam da się jednak żyć. To bardzo wymowne, no bo czyż nie? Rozmiar naszej narodowej chujni powszechnej czasami nawet mnie potrafi wprawić w nastrój kontemplacyjny. No bo żeby zbombardowani imigranci po przyemigrowaniu ciupasem wyemigrowali tam skąd zaczęli migrację to trochę jednak komplikuje zagadnienie, bo to zjawisko przypomina raczej nerwowe ruchy bocianów a nie ludzi rozumnych. Homo sapiens nie jest ptakiem więc dlaczego krąży w kółko? Nie wiemy? Ależ wiemy, wiemy – tylko obłąkani chodzą w kółeczko. Ci Syryjczycy musieli być bardzo głęboko wierzącymi chrześcijanami, skoro aż tak mocno uderzyło im na beret. Ale nieważne… ważne że syryjskie Ptaśki odleciały do ciepłych krajów. Ta cała Miriam, która bez pytania ich tu sprowadziła jest zaobrączkowana w Polsce, bo wyszła za Polaka więc jak dla mnie też może podbić paszport u ornitologów i spokojnie odfruwać…

Gdyby katolicka wiara była prawdziwa, to przecież oczywistym jest że wszyscy katolicy winni emigrować ciupasem najsamprzód do Watykanu. Byliby bliżej pana bozia, prawicy łojca świntygo, ziemi świntej, ducha świntygo, świntygo baranka, trójcy świntej i matki najprzynajświntszej. Ale jako że to fałszywa wiara, jest dokładnie na odwrót - to zboczony kler migruje do Polski aby tu poświntuszyć z ministrantami. Pamiętajcie katolicy-emigranci – każdy (nawet kuźwa wy) – migruje tam gdzie myśli że mu będzie lepiej. Zatem pod waszą nieobecność w kraju, zboczeńcy w sukienkach, mają dużo łatwiejszy dostęp do waszych dzieci. To bardzo proste – oni mają wasze dzieci a wy ich dziesięć przykazań. Czy to zjawisko nie nosi przypadkiem nazwy „radosna nowina”?

Tak więc aby przygotować teren pod Ukraińców i zboczeńców z Watykanu, Watykan już dawno ustami kleru nakłaniał co głupszych Polaków do opuszczenia swojej Ojczyzny. Wiele razy na mszach lub przy kolędzie księża radzili alkoholikom: „Jedźcie do Rzymu drodzy parafianie, tam jest ojciec święty i tam znajdziecie pracę…”. W efekcie byłem nie raz świadkiem jak całe autokary Rzeszowiaków przybywały w strojach ludowych do Rzymu, robiąc tam żenadę. Cepelia pełną gębą. Papież popatrzał na nich smętnie przez okno, jakiś mechanizm uniósł i pozdrowił ich jego ręką i… pozostawił na ulicy w stanie niebiańskiego spokoju. Pracy oczywiście nie znaleźli – znaleźli jedynie sklep z winem w kartonikach – sprzedali stroje ludowe na bazarach i się rozchlali na potęgę. Teraz myją dupy starym włoskim faszystom. Niemieckie media tymczasem do Polaków na zachodzie trąbiły żeby wyjeżdżali do Niemiec. Ci też wskoczyli w stroje ludowe czyli tureckie dresy i wyjechali w pijackich czwórkach na zachód. Rozchlali się tam, ukradli jakieś audi, zamienili dresy na oryginalne i odczuli głęboką radość z życiowego sukcesu. Do czasu pierwszej kontroli drogowej. Do Francji zaś przybyli w harcerskich strojach bozio ojczyźniani analfabeci z centralnej Polski. Na miejscu rozchlali się i stali oryginalnymi paryskimi klochami. Tych trzech, którzy się nie rozchlali spotkać można od święta na Paryżu, jak przybrani w szarfy poruszają się w harcersko kombatanckich strojach idąc z modlitwą za marszałka Piłsudskiego, Solidarność lub papieża Polaka. Są trzeźwi co prawda, kiedy tak ze śpiewem maszerują ze swoim harcersko boziowym sztandarem no ale nie na tyle żeby pojąć, że papież Polak był żydem i to w dużo większym procencie niż żubrówka, Solidarność miała moc spirytusu, bo była zażydzona bardziej od Palestyny, a marszałek masonem wystawionym na plan pierwszy żałosnego teatrzyka przez stojące posępnie za kurtyną żydostwo. Przybrani szarfami jak wyścigowe konie, pajacują więc nieszkodliwie na mieście pocierając nabożnie swój sztandar dentystycznymi protezami, żydzi pękają z radości, osranemu przez gołębie papieżowi Polakowi płyną łzy wzruszenia z gipsowego popiersia do którego nieustanie modlą się paryskie żule, którym na emigracji zrosły się palce i wyewoluował uchwyt do Harnasia, a Japońcy robią sobie z nimi kozackie selfiki przekonani, że to słynny francuski ruch oporu, który nigdy nie dawał napiwków Niemcom i pluł im zawsze do zupy. Czy to jest dzień niepodległości czy dzień świra – tego nawet badaczom niecodziennych zjawisk jeszcze nie udało się ogarnąć. Żadnego nawiązania do AK, NSZ tylko żydopropaganda, jarmarczna agitka na Jarka, no i prymitywny odpustowy pseudopatriotyzm identyczny jak u tych co w ramkach obnosili po mieście Marksa lub Lenina drepcząc z podobnym sztandarem. Czasami się zatrzymują i opowiadają co seksowniejszym harcerkom o tym jak bardzo bezpieka ich za komuny w kraju ganiała. Tak ich ganiała i prześladowała, że uciekli za granicę. Pięć minut dociekliwego dialogu i wychodzi na jaw, że to nie była SB lecz kanary, a oni wyjechali zostawiając kraj dla nieco mniejszych patriotów – tych co kasują opłaty za przewóz. Nieporozumienie goni nieporozumienie – bo tych których komuna naprawdę ganiała, ganiała oczywiście również i za granicą (o tym będzie zresztą w artykule o Lechii) ale sedno problemu jest jedno – historyczny analfabetyzm plus alkoholizm plus jahwizm – te trzy składniki połączone razem, zawsze rodzą straszliwe efekty – ciężką chorobę umysłową, która wali na dekiel tak że się chory chwyta obrazka w ramkach i łazi z tym po ulicach. System polityczno gospodarczy nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia, bo ta choroba dotyka wszystkich zarażonych po równo i tak samo. Co za różnica bowiem czy chory nosi w ramkach Jana Pawła, Lenina, czy Jezusa – skoro zawsze i tak chodzi o obnoszenie… żyda? Żyda, który ZAWSZE był pacjentem zero, tej pandemii?

Zarażeni oczywiście tego nie zrozumieją tylko pójdą po przeczytaniu powyższych „bluźnierstw” na pokutę ze swoim aktualnym, obrazkiem w ramkach, ale nie zarażeni być może otworzą oczy i nie pozwolą się zarazić – to dla nich jest ten tekst przeznaczony. Nie dajcie się nabrać, droga młodzieży, bo ta choroba umysłowa jest naprawdę bardzo zaraźliwa. Dali się jej zainfekować Niemcy nosząc po ulicach obrazki z Hitlerem oraz Rosjanie maszerujący dziarsko ze Stalinem. Te pielgrzymki ciężko chorych ludzi kompletnie zniszczyły kontynent.

Tak więc to noszenie żydowskich obrazków spowodowało tak naprawdę emigrację rodaków, którzy wyparli się swoich słowiańskich korzeni, czyli szczuropodobną ucieczkę idiotów, którzy wyjechali nie w jakiejś „ucieczce” lecz w pogoni za mamoną, nie zdają sobie nawet sprawy że ich „pomysł” na emigrację w znaczeniu „lepsze życie” ani nie jest lepszym życiem, ani receptą na chujnię, ani też nawet ich pomysłem. Oni nawet nie wiedzą, że to pomysł organizatorów chujni – kler katolicki będący piątą kolumną Watykanu, który od zawsze miał chrapkę na nasze narodowe skarby i pod ręką usłużnego, gorliwego szkopa. Przecież konkordat to nic innego jak tłusty, doroczny przelew do Watykanu JEDNEGO procenta polskiego dochodu narodowego! To zwykły haracz dla przebranych w sukienki starych pederastów i pedofilów. I ta tępota i ten alkoholizm to są oczywiście również składniki starannie zaprogramowane. Tak jak dziecko z zapałkami zawsze wywoła pożar, tak samo pijak katolik na emigracji zawsze stanie się zachlanym żulem. Są na emigracji ludzie sukcesu, są oczywiście wyjątki, ale to zawsze ludzie, którzy nie zaglądają do kościoła i powracają regularnie do Polski zaczerpnąć świeżego powietrza. W ojczyźnie szybko normalnieją i znowu są w stanie przetrwać jakiś czas na zachodzie.

To są bardzo gorzkie przemyślenia ale jakże prawdziwe. Całe pokolenie 40-sto, i 50-latków, które w latach dziewięćdziesiątych na stałe wyemigrowało jest po prostu zmarnowane. To stracone pokolenie. Obecnie są to zachlane żule, których jest pełno w całej Europie. Ci młodzi kiedyś ludzie mający potencjał stać się kimś u siebie, na zachodzie zostali menelami marzącymi już tylko o tym aby wytrzeźwieć i zostać pomywaczem dupy jakiegoś hitlerowca. Bo Niemiec jest porządny i dobrze płaci, ha, ha. Jak kuźwa Niemiec tak dobrze płaci i jest taki porządny to niech zapłaci porządne odszkodowania za ludobójstwo oraz zniszczenia wojenne – to wszystko w temacie. Degradacja totalna panuje w chorych umysłach żuli bredzących o niemieckim zamiłowaniu do dobroci oraz porządku jakiegoś. I niestety degradacja ta jest nieodwracalna. Mycie dupy ziomka Mussoliniego albo Hitlera – to jest szczyt pijackich marzeń czyli sedno naszej narodowej emigracji.

Dobrze że rośnie w Polsce zdrowe pokolenie świadomej coraz bardziej swojej historii młodzieży. Unikajcie jak ognia wyjazdu – pułapka alkoholowo kościelna oraz powszechna pogarda – to wszystko co znajdziecie na przegniłym zachodzie oprócz oczywiście już rozchlanych żuli, którzy was z ochotą tym szambem zarażą. Trzymajcie się swojej ziemi łapami, zębami i pazurami, bo jak was nie będzie piąta kolumna ją wam ukradnie. Schulz już dyszy i się pieni żeby się znowu do nas dobrać. Angela Merkel już proponowała Putinowi kolejny rozbiór Polski ale wujek Wołodia nie jest Schulzem więc dał jej kopa w nosa. Emigracja z morderczą skutecznością doszczętnie niszczy znakomitą większość ludzi ryjąc im psychikę jeszcze bardziej niż religia. Normalnych emigrantów bowiem nie ma. Emigrant już po kilku latach albo gada sam do siebie albo do jakiegoś kartonika. A jeśli emigruje ktoś już religijny, obowiązkowo staje się zachlanym żulem, który nigdy nawet nie zrozumie przyczyn swojego nędznego położenia. A te są bardzo proste:

- brak dobrej rodzinnej wody

- brak dobrej rodzinnej ziemi

- brak dobrej rodziny – czyli Ojczyzny.

Oni schną jak przesadzone drzewa. Każdy człowiek składa się głownie z wody i spożywa wodę od chwili kiedy został plemnikiem. Woda jest w życiu człowieka rzeczą najistotniejszą. W zdrowym ciele zdrowy duch więc jeśli do ciała wpuści się obcą wodę – pojawiają się problemy. To nieuchronne. To jest właśnie ta cecha charakterystyczna dla emigrantów – gadanie do samego siebie. Na całym świecie woda jest zupełnie inna – i każdy czuje się najlepiej jedynie w tej w której się urodził – tej która płynie w jego miejscu rodzinnym oraz w jego organizmie. Są identyczne i molekularnie perfekcyjnie zgodne. Jak jeszcze dodać do tego że w razie problemów na obczyźnie nie ma z kim pogadać bo do „pogadania” są jedynie te „polskie” kościoły nieustannie sączące w emigrantów tę swoją truciznę, to efekt jest taki, że zatrute jahwizmem żule natychmiast po modlitwie idą się uwalić na chodnik pod kościołem, uchlać tam i… powtórzyć ten cykl co niedzielę. Niedziela bowiem to dla katolika-emigranta jest dzień święty. Dzień odpoczynku, odnowy biologicznej i duchowego oczyszczenia. Przy niedzieli emigranci-katolicy rano oczyszczają umysł przy spowiedzi, po zrzuceniu z bani grzechu czyszczą spodnie o przykościelny murek, potem otwierają czystą żeby nie zapeszyć, żołądek czyszczą przy rzyganiu po południu, a pęcherz i jelita na wieczór – pod tym samym murkem. Późno w nocy – kiedy już zakończą rytuał oczyszczenia - opuszczają ziemię świętą i są już czyści jak baranek święty. Jak który zmęczy się tą liturgią i przyśnie to go w poniedziałek nad ranem polewaczki rynsztokowe domywają i jest gotów do roboty, znaczy mycia czyjejś dupy. Obciach wyjechać z Polski i natknąć się na rodaków pod „polskimi” kościołami, w których jeszcze nigdy od zarania świata, żaden klecha nie potępił alkoholu. Zastanawiające, nieprawdaż? Klecha nic nie powie bowiem sam się uchlewa. Na Putina wciąż nadają a przecież Wołodia nie robi pod siebie, nie chleje i nie wypędza Rosjan z Rosji. Hmm…

No i to na tyle złych wiadomości. Teraz będą dobre.

Tymczasem nasza odpowiedź, której tak uporczywie szukamy weszła w międzyczasie na level: „oczywiście że emigrować ale tam gdzie nie ma chujni oraz emigrantów”

Jak więc wygląda emigracja bez emigrantów?

Nieźle, całkiem nieźle. Ostatni miesiąc spędziłem sobie w Bretanii, w małym miasteczku Saint Malo i powiem wam, że przez ten miesiąc nie widziałem czarnego. No nie ma tam w ogóle czarniawych, o kochankach Mahometa nawet nie wspominając. Nie ma też polskich żuli, kościołów ani banderowców. Jak więc wygląda życie bez tej swołoczy?

Ech, łza się w oku kręci… tubylcy żyją sami ze sobą. Zostawiają zatem na noc otwarte samochody, na klatkach schodowych nie ma krat, strażników i domofonów – to drugie to jest naprawdę coś w sytuacji gdy w oblężonym przez kolorowych Paryżu – do standardu weszły już dwa (!) niezależnie domofony w zwykłych kamienicach plus jakiś szyfrowy automatyczny płot oddzielający mieszkańców (najlepszych nawet dzielnic) „ich” podwórko od „ich” ulicy. To nie wszystko bo już w środku „ich” budynku windy nierzadko posiadają domofon kolejny, bez którego ani rusz. Smutna jest sytuacja na Paryżu, bowiem tak zwanym „właścicielom” apartamentów przypomina ona po prostu mieszkanie w areszcie. Nawet klawisza mają „swojego” własnego.

Tymczasem w St Malo niektóre mieszkania stoją otworem nie zamknięte nawet na kluczyk a największe hipermarkety nie posiadają w związku z brakiem dziczy żadnych ochroniarzy. Tymczasem pod Paryżem widać już mocną ochronę z psem (!) pod co niektórymi parszywymi Lidlami. Wyobraźcie sobie zmilitaryzowany patrol ochroniarzy z owczarkiem niemieckim obwąchujący każdego emeryta idącego na zakupy do osiedlowej Biedronki, to będziecie wiedzieli o co chodzi, bo w podparyskich dzielnicach to się robi już smętną normą. Brak muzułmanów w St Malo odbija się też na higienie, toalety są czyste, ulice też. Plaże są pełne turystów, temperatura utrzymuje się na poziomie 27 stopni, jest dobrze. St Malo to stare korsarskie miasteczko, które rozkwitło po prostu z piractwa.

Na reprodukcji powracająca z łupem fregata piracka i mury miasta.

Mają tu też prawdziwą piracką twierdzę,

I solidną wieżę pilnującą sytuacji przed wejściem do portu.

Całe centrum St Malo (dziś dzielnica) skryte jest za jej wysokimi murami, a podwórka w tych kamienicach to naprawdę coś. Nigdzie jeszcze nie widziałem tak eleganckich sutener. Paryż i paryscy sutenerzy mogą się schować, bo tak prawdę mówiąc paryskie sutereny to po prostu chlewnie. Smutna prawda jest bowiem taka, ze budynki w tym mieście są dla turystów z Japonii i innych żółtków odpicowane tylko od frontu. U nas malowało się budynki od strony ulicy którą jechał na pielgrzymkę papa z jakimś sekretarzem a w Paryżu malują domy na trasie Tour De France żeby w odbiorniku nie narobić siary. W St Malo tymczasem sutereny a zwłaszcza ich wykonanie z elegancko dopieszczonych kamieni mogłyby zawstydzić nie tylko zamek królewny z Disneylandu ale nawet Luwr. Ba, nawet ten cały pałac Windsorów to przy nich jak drewniana szopka – dzielnica „za murami” w St Malo po prostu rządzi pod względem wykonania i kunsztu kamieniarskiej sztuki – rewelacja, bo są to prawdziwe kamyki a nie jakaś żałosna imitacja. Jednakże ładnie poukładane na sobie kamyki to nie jest wszystko, bo…

Bo uroda miejscowych kobiet po prostu zadziwia i to bardziej niż najcenniejszy towar paryskich sutenerów powtykany ze względów bezpieczeństwa w Lasku Bulońskim pomiędzy transwestytów. Piękne kobiety z St Malo nie chodzą z jajami na widoku ale i tak robią kolosalne wrażenie. Takiego wysypu piękności to ja już dawno nie widziałem. Nie są to co prawda blond Słowianki ale mimo tych wad i tak nie brak im urody. Grube baby można policzyć na palcach jednej ręki a i tak okaże się, że to co znaleźliśmy to tylko jakaś zbłąkana turystka z Niemiec, bowiem stosunkowo sporo szkopów przybłąkało się tu latem. Niemieckie elefanty straszliwie zawyżyły przeciętną tu wagę piórkową do lekko półciężkiej, no ale pal ich sześć. Skąd tak wysoki odsetek pięknych kobiet w tym mieście? Długo nad tym zjawiskiem rozmyślałem i doszedłem do wniosku że ci cholerni korsarze sprzed paruset lat musieli porywać najlepszy towar rozpłodowy w całej Europie, skoro dziś ich potomkowie posiadają aż tyle urody. Kobiety są szczupłe, zdrowe, wiotkie i uwaga one ubierają się jak kobiety. To po prostu niebywałe ale nie wyglądają jak te słonice na wózkach inwalidzkich w Niemczech, tylko jak klasyczne Francuzeczki w swoich francuzeczkowych sukienkach. W St Malo nie widziałem ani jednej sztaplarki do przewozu chorych słoni i jest to po prostu szokujące. W całym mieście są chyba tylko dwa miejsca parkingowe dla inwalidów – obydwa wiecznie wolne. Wszędzie spódnice, spódniczki, sukienki. To niesłychane...  kark można sobie skręcić…

Wspaniałe miejsce, wspaniali ludzie, wakacje w St Malo dużo lepsze niż na Lazurowym Wybrzeżu. Na mieście mają tradycyjne, pirackie mordownie trzymające z fasonem korsarski szyk ale niestety żeby wejść i dostać po ryju trzeba mieć opaskę na oko lub drewnianą nogę.

Tak że to głównie korsarskie, jakże bliskie mojemu sercu, nawyki spowodowały dzisiejszy wysyp piękności oraz oczywiście zdrowy tryb życia. Wszyscy są pięknie opaleni, bo nie żałują sobie Słoneczka i plaży…

a poza tym nie zauważyłem tu ani jednego Mc Donalda serwującego mielone chemiczne krowy, tak więc tubylcom nawet obecnie nie grozi epidemia Obelixów. Kobiety są tu nadal kobiece. Każda jest ładna i żadna nie musi jak Angela Merkel szyć na zamówienie portek i gorsetów z blachy w fabryce opla lub sprowadzać hydraulicznych pantofelków z Zagłębia Ruhry.

Zagadka jedzenia jest więc prawie wyjaśniona. Prawie, bo chociaż pytałem o to wszystkich Bretończyków żaden ni cholery nie powiedział mi co to jest fasolka po bretońsku ani z czym to się je. Ta sprawa jest nadal do wyjaśnienia i być może rozkmini to kiedyś TVN i jego „trudne sprawy”.

Brak dziczy i pacjentów niemieckiej kasy chorych jest spowodowany bardzo starannym wyborem korsarzy miejsca swojej kryjówki. St Malo jest to bowiem taka plątanina kanałów, mostów zwodzonych, wysp, półwyspów i wysepek usypanych na półwyspach umieszczonych na kolejnych wyspach, że tu nie można po prostu trafić. Mapy są totalnie nieskuteczne i zawodzą po całości. Nawigacja satelitarna wymięka ze względu na jakieś niewyjaśnione jeszcze przez NASA i TVN anomalie geomagnetyczne. Zmysł orientacji przestrzennej zawodzi nawet ekspertów od labiryntów. Przewodnicy nie istnieją ze względu na korsarską zmowę milczenia. Do St Malo można dotrzeć tylko w jeden sposób: należy wypić Żubra lub Tequilę Sombrero, wcisnąć gaz do dechy i jak Marty Mc Fly teleportować się tunelem czasoprzestrzennym. Innej metody nie ma. Tylko tubylcy wiedzą jak tu trafić no ale oni są do tego szkoleni od dziecka. Od małego obserwują mewy, wiedzą po której stronie mech rośnie na mewach i tym podobne sekrety, których nawet na torturach nikomu nie ujawnią, trzymając tę tajemnicę na głębszym poziomie niż zagadkę fasolki po bretońsku. O fasolce po bretońsku żaden Bretończyk zupełnie jak Don Corleone nawet słowa nie piśnie.

- Jaka fasolka? – to jedyna odpowiedź.

Równie dobrze można o tajne więzienia pytać CIA albo agenta Millera.

- Jakie więzienia?

Dla tych których zmowa milczenia nie zniechęca nagrody za trud czekają po prostu rajskie. Kolejną bowiem zdumiewającą sprawą jest fakt, że w St Malo mają najtańszą i najlepszą kawę na świecie. Kawa to grubszy temat więc jako ekspert od miejskiego surwiwalu oraz wnikaniu w niedostępne miejsca, opowiem o tym początkującym turystom, ponieważ od zawsze lubię bezinteresownie pomagać ambitnej młodzieży. Otóż kawa jest dobra, droga młodzieży. Każdy pije kawę, bo każdy kawę lubi i jedyne co stanowi odwieczny problem to tylko jej cena. O ile bowiem w barze podają dobrą kawę to od czasu wymiany franka na euro jej ceny po prostu oszalały. Mały naparstek potrafi kosztować euro dziesięć, dwadzieścia, w porywach do euro sześćdziesięciu. Trochę za dużo według mnie w sytuacji, kiedy cegła czystej arabiki kosztuje w sklepie spożywczo-budowlanym około euro. Jeżdżąc po świecie raczej ciężko się poruszać z ekspresem do kawy w kieszeni, tak więc kroją mnie na tej kawie odkąd pamiętam. To znaczy kroili, bo wypracowałem już na tę kawę bez której nie da się żyć parę sprawdzonych sposobów. Najprostszy to oczywiście Ikea. Tam mają bar i tam mają kawę za darmo. Aby dostać kawę płatną idzie się do kasy i kupuje kubek jak jakiś leming. Z pustym kubkiem idzie się z resztą lemingów do maszynki i naciska guzik. To powoduje że kawa leci i że… nas okradli. Okradli, bowiem przelicznik cegłówkowej arabiki do tej z maszynki jest bardziej oszukańczy niż lichwiarskie odsetki. Tak się nie robi w Ikei. Tak robić nie wolno, droga młodzieży. W Ikei idzie się na sklep i tam szuka kubła z kubkami. Są takie strzałki. Trzeba znaleźć kubek taki jak mają w barze i iść z nim do maszynki. Też po strzałkach ale pod prąd. Aby się nikt nie zorientował że ich się robi w jajco ten kubek z kubła musi być podobny kubek w kubek do tych kubków z kasy. To proste, a cały trud naszej fatygi wynagrodzić sobie można porządną dolewką. Ten patent działa odkąd Ikea zainfekowała Europę swoimi barami w których podają klopsiki. Z ikeowymi klopsikami jest tylko ten klops, że aby je dostać należy się udać ponownie na sklep – tym razem do kubła z talerzykami i tam odnaleźć talerzyk kubek w kubek podobny do talerzyków w barze. Na hot dogi natomiast poluje się inaczej. Hot dogi pobiera się na miejscu – żeby nie latać dwa razy, najlepiej od razu nabrać ich sześć i załadować w sześć bułeczek – spryskać musztardo keczupem i stanąć w najdłuższym ogonku do najdalszej kasy ukrywając się za plecami elefantów. Zanim te wszystkie chore słonie zaparkowane przed nami uruchomią sprzęgło i poruszą się na swoim wózku widłowym i popłacą kartą kredytową za swoje dwa orzeszki ziemne, przelewem za czipsa lub czekiem za kubek wody mineralnej, skonsultują się z doradcą osobistym w swoim banku i wezmą fakturę VAT aby to wszystko wbić w koszta i odliczyć od podatku z tytułu ulgi budowlanej – my już spokojnie skonsumujemy pięć hot dogów i w kasie zapłacimy tylko za ostatniego - co da nam oszałamiająco promocyjną cenę 15 centów za sztukę i co sprawi że Ikea na długo stanie się naszą ulubioną jadło… dajnią. Kolejne polskie słowo, które precyzyjnie określa niemożliwe do nazwania w innym języku zjawisko.

Ikea to skarb prosto z gościnnej dla turystów i terrorystów Skandynawii.

Na Mc Donalda tymczasem jest inny patent o którym zresztą już kiedyś pisałem… no ale ciekawej świata młodzieży szybko przypomnę sedno.

Najpierw szukamy Mc Donalda, bo McDonald ma tę zaletę, że jest niemal wszędzie, a zaraz potem odpalamy tkwiący na dnie duszy instynkt drapieżnika. Ma go każdy kto nie jest pedałem, bo kiedyś ten instynkt pozwalał przytargać szamę dla samicy i młodych. Pederaści nie mogą się rozmnażać a zatem tego instynktu nie posiadają. Nieważne. Kiedy już instynkt jest wyostrzony zajmujemy strategiczną pozycję drapieżnika, który ma na oku całe stado owiec. Musimy szanowna młodzieży, bowiem tak zaparkować aby widzieć Mc Donalda i całą okolicę. Czego wypatrujemy? Oczywiście naszej ofiary. Za ofiarę w zależności od części świata zawszę robili, robią i będą robić rozmaite rednecki, hillbilly, paesani, czyli wieśniacy. Wieśniacy bowiem mają tę zaletę że jedzą dużo, głównie proteiny, a my przecież nie będziemy napadać Mc Donalda aby wyszarpać kubek kawy. No tak czy nie tak?
Skoro to tak, no to wypatrujemy wieśniaków. Palimy jednego papieroska, drugiego i najpóźniej w połowie trzeciego... JEST. Wieśniakowóz nadciąga! Odpalamy szybko silniczek, pedałujemy gazem aby wejść na dobre obroty i zmrużonymi źrenicami drapieżnika, beznamiętnie szacujemy nasze dzisiejsze ofiary: za kierownicą wieśniakowozu siedzi dwustukilowy tata macior, obok mama locha o wadze trzystu kilo, a na tylnej kanapie wegetuje trójka stukilowych prosiąt. Łączna masa pokładowej trzody już dawno wykończyła zawieszenie ich gruchota i po tym właśnie moi drodzy jak wieśniakowóz trze tłumikami po asfalcie możemy rozpoznać już z daleka nasze ofiary. Kiedy prosiaki są już niemal pod Mc Donaldem robimy autem zgrabny myk aby się wtrynić w kolejkę tuż przed nimi. Stojąc już w ogonku podjeżdżamy pod okienko gdzie się składa zamówienia i tam mówimy że... zapomnieliśmy portfela no i niestety ale nic nie zamawiamy. Chcemy tylko przejechać tę jednokierunkową uliczkę z której nie ma jak zawrócić. Panienka się patrzy na nas zabawnie, zupełnie jakbyśmy spadli z Księżyca i wyrozumiale kiwa głową dając do zrozumienia ależ z nas są kretyni. Biedna idiotka, nawet nie wie że, (razem z prosiakami) to ona padnie dziś ofiarą bezwzględnego drapieżnika. Potem podjeżdżamy kawałek do przodu i czekamy spokojnie aż stojące za nami prosiaki skończą składać swoje zamówienie – z reguły jest to wiadro hamburgerów, skrzynia mięsa, kubeł lodów i paleta pieczywa. Muszą przecież dbać o masę, no tak czy nie tak? Skoro to tak, no to podjeżdżamy do następnego okienka i tam bardzo miło uśmiechamy się do kolejnej panienki mówiąc Buenos Dias, bongiorno albo już najlepiej - guten morgen podszywając się pod Schulza. Panienka odwzajemnia uśmiech, spluwa w dłonie i rozpoczyna się załadunek cargo, które zamówiły stojące za nami prosiaki. Jedna torba, druga torba, trzecia torba, jakaś torbiel z frytkami, ze dwie tace kawy i pudło czegoś jeszcze. Pewnie też jakieś pożywne proteiny. Starannie i bardzo systematycznie układamy wszystko najpierw na tylnej kanapie bo non stop nadciągają nowe paczki a nie chcemy przecież brakiem miejsca już na starcie się przyblokować. Zabawki dajemy do przodu - będą potrzebne dla dziecka, worki z mięsem idą na sam tył, najlepiej gdzieś przy apteczce bo zawierają antybiotyki, magnez i środki na uspokojenie, a śrutę paszową układamy tak aby równomiernie rozłożyć ładunek na płycie podłogowej i nie naruszyć norm dotyczących dopuszczalnego nacisku na osie. Lody możemy spokojnie położyć na mocnych tekturowych skrzynkach z wołowiną, bo nic im na Słońcu nie będzie – mają więcej chemicznego żelu niż pleksiglas i nawet palnikiem gazowym nie uda się ich do wieczora roztopić. Kiedy jest już po wszystkim odpalamy motorek i powolutku odjeżdżamy za winkielek ignorując narastające z tyłu kwiczenia zaniepokojonej czymś trzody. Tam gaz do dechy i tyle nas widzieli. Mina panienki z okienka i prosiąt obrabowanych z koryta – bezcenna lecz doskonale już znana z demonstracji KOD-u – możemy więc jej sobie spokojnie oszczędzić.

Wszystko ładnie i pięknie jednak ci mądrzy, ładni ludzie w St Malo nie mają Ikei i nie mają Mc Donaldów. Nic nie można począć na to że tubylcy są wybredni, że nadal chcą być atrakcyjni, zdrowi, opaleni i że chcą mieszkać w pięknych domkach z kamienia zamiast budować szopki i wypełniać je badziewiem z jakichś wiórów. Nie poradzimy niczego również na to że ładni ludzie z St Malo nie chcą wypełniać swoich żołądków szwedzkimi klopsikami też z jakichś smacznych wiórów, zmiatanych drobiazgowo z podłogi w każdej fabryce mebli.

I tu powraca odwieczny problem z darmową kawą. Hm… w tych nerwowych sytuacjach kiedy na trasie podróży nie ma Ikei z jej poręcznymi kubkami, należy uruchomić plan B. Otóż zamiast dać się niemiłosiernie okradać w barach od dawna wolę zapodawać kawkę w sklepach budowlanych (lecz nie tylko) typu Leroy Merlin albo Castorama. Tam bowiem też mają kawkę z ziarna ale ceny ludzkie. Znam Castoramy i inne Leclerki w których dobra ziarnista kawka kosztuje zaledwie 25 centów.

Widząc zatem na miejscu zgoła marną sytuację z Ikeami uderzyłem natychmiast do sklepów budowlanych rozsianych wokół miasta. Drogowskazy zaprowadziły mnie od razu do jakiegoś Leroya. Wchodzę, patrzę i maszynka do kawy oczywiście jest. Czułem się jak Cezar bo przybyłem, zobaczyłem i…? I guzik zdobyłem, bo chociaż maszynka była, to za cholerę nie udało mi się w niej znaleźć dziurki na pieniążek. No co jest? Cappuccino mi tu pachnie, ręce drżą, jestem podekscytowany a tu dupa. Obchodzę nerwowo maszynkę od przodu, z boku i tyłu… i dalej nic. No co jest kur…? Bez porannej kawy nie myśli się jasno więc dopiero po jakiejś minucie udało mi się odkryć jak działa w St Malo ten system kawowy. I pewnie mi nie uwierzycie kiedy powiem, że kawa tam jest najtańsza na świecie. Dużo bardziej najtańsza niż w najtańszej nawet Ikei. Jak to możliwe? Otóż w St Malo kosztuje ona (w zależności od pory dnia) jakieś minus dwadzieścia do minus czterdziestu euro. To mój światowy wyczyn i chyba to zgłoszę do księgi rekordów. Nie mogąc sobie ze skołataną głową poradzić z poszukiwaniami dziurki na pieniążek odszedłem nieco od niepokojącej maszynki aby przepuścić jakąś lokalną piękność która też chciała się napić. Tak kręciła dupką w zgrabnej sukience, że ni cholery nie odkryłem sposobu w jaki nabyła kawkę. No kuźwa, jestem dobrym obserwatorem ale nawet oszałamiająco piękna dupa w sukience nie powinna mi przeszkodzić w odkryciu systemu opłat w maszynce do kawy. Kiedy piękność odeszła sięgnąłem wstecz pamięcią aby odkryć jej sekret i stwierdziłem po analizie zjawiska jakie się wydarzyło, że ta opłata… się po prostu nie odbyła. Ona zwyczajnie nacisnęła guzik i dostała swoją kawkę obchodząc jakoś system. Matrixa może czasami obejść personel z obsługi bo personel czasami ma sklepach taki swój systemowy czip do kawy. Taki służbowy czip, który noszą na smyczy dużo nabożniej niż katolik Jezuska. No ale tu nie tylko nie ma dziurki na pieniążek ale też punktu na czipa. Kawkę jednak ona dostała. Jak to możliwe? To przecież niemożliwe, a więc zacząłem ponownie analizować ruchy piękności ale tym razem te sprzed akcji z maszynką. I wtedy przypomniałem sobie, że na chwilę przed tym zanim ją przepuściłem coś mi brzęknęło za uchem. Rozglądam się więc w tamtym kierunku no i dokonuję niesamowitego odkrycia. Otóż okazuje się, że system kawowy w St Malo ze względu na całkowity brak chujni, żulni i swołoczowni, działa zupełnie odmiennie od rejonów gdzie bogactwo kultur występuje. To niesamowite ale parę metrów obok maszynki uprzejmi korsarze na solidnym zydelku postawili sobie bowiem taki słoik. Duży słoik. Dużo większy niż po ogórkach. To chyba słoik po złotych rybkach bo ma jakieś trzy litry. Zamknięty był on na dekiel z korka w którym była wąska szparka i cały trik polega na tym że tam się wrzuca pieniążek, gdzie kiedyś pływały złote rybki. System kawowy to nie jest zespół naczyń połączonych ale dwie odrębne jednostki centralne pracujące niezależnie od siebie. Jedna przyjmuje gotówkę a druga wydaje napoje. Jest to system wypracowany kilkusetletnim głębokim doświadczeniem praktycznym na polu kosmetyki – dekoracyjnym obcinaniem paznokci i przymocowanej do nich dłoni oraz zastępowaniu jej eleganckim wypolerowanym hakiem w celu dania szansy dla, to dobre słowo… uczciwej ewolucji. No i uczciwość wyewoluowała. Jak pieniążek jest w środku słoika to - w sytuacji gdy się ma jeszcze dłoń zamiast kosmetycznego haka - idzie się do maszynki i pobiera kawkę. Oczywiście kawkę można pobrać na skróty omijając bezpośrednio słoik po rybkach bo słoik i maszynka nie są połączone nawet blututem no ale nie o to chodzi aby stać się ofiarą kolejnej krzywdzącej kradzieży. Chodzi o to że to St Malo i należy się zachowywać, tak więc wziąłem kawkę wrzucając do słoika centa a już z kawką w ręku natychmiast sprywatyzowałem sam słoik, bo poczułem do niego miłość od pierwszego wejrzenia. Lubię trudne wyzwania i trudne obiekty do uwodzenia. Oczywiście udało się i w nagrodę słoik również mnie pokochał kiedy już udało mi się go przytulić. Utarg wyniósł 44 euro plus mojego centa. Proszę mnie zbyt pochopnie nie potępiać, bowiem po pierwsze nie wróciłem ze słoikiem jak cham po kawę bo to byłoby już przegięcie, po drugie nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia, a po trzecie to jest przecież St Malo – helou - tutaj przecież obowiązuje kodeks piracki. No tak czy nie tak? Skoro to tak, to nie czekając aż ktoś zagarnie mój łup udałem się na drugi koniec miasta do Bricoramy gdzie sprywatyzowałem słoik numer dwa, co razem wzięte przyniosło mi godziwą dniówkę. Potem plaża i po południu powrót do Leroya, gdzie tym razem udałem się zaplecze tego sklepu. Mają tam taki zewnętrzny skład budowlany tego wszystkiego co nie mieści się na sklepowych półkach, (płyty gipsowe, deski ogrodowe, itp.) i tam sprywatyzowałem zewnętrzny słoik po złotych rybkach wiedząc że stara legenda korsarska twierdzi że złota rybka trzy razy spełnia życzenia. I mi się rzeczywiście udało trzykrotnie wycisnąć spełnione życzenie co jest niebywałe po prostu bo jeszcze nikt nie wycisnął życzeń od rybki która już dawno zdechła. Tak więc średni koszt kawy w St Malo oscyluje w granicach minus 35 euro i chyba dlatego smakuje ona najlepiej na świecie. W przewodnikach niestety nie ma tej bezcennej dla turysty informacji a zatem wszystkim zbłąkanym podróżnikom radzę się kierować za strzałkami na lokalne lotnisko. Można też poczekać na burzę i zobaczyć gdzie kończy się tęcza no ale pierwsza metoda jest szybsza bo w St Malo nie pada zbyt często.

Z niewyjaśnionych przyczyn mieszkańców tego korsarskiego miasteczka żadne zwierzę z NATO nie opryskuje chemicznie a więc pogodę mają bajkową. Non stop błękitne niebo i malownicze prawdziwe chmurki – rzecz niespotykana po prostu na planecie Ziemia. Sam Leroy Merlin zawierający dwa sprawiedliwe słoiki – jeden słoik zewnętrzny i jeden wewnętrzny - leży naprzeciwko lotniska po drugiej strony drogi dojazdowej. Proszę tylko o rozwagę i absolutnie nie powracanie ze słoikiem po kawę na miejsce zdarzenia. To byłoby już bowiem przegięcie i mogłoby się zakończyć wymianą dłoni na hak u miejscowej silnej jak byk, hakerki-kosmetyczki. Kawę przecież można zatankować jak człowiek przed słoikiem, nieprawdaż? Po to pan bóg przecież stworzył termosy żeby można było się napić czegoś ciepłego w drodze więc aby nas nie shakowali należy zachować tę odrobinę szacunku dla pana bozia.

Kolejna sprawa dla „trudnych spraw” i redaktorów śledczych z TVN-u to przypływy morskie. W St Malo są one niesamowite. Woda potrafi się w parę godzin podnieść o jedenaście metrów i jest to zadziwiające, bo zawsze słyszałem że to Księżyc powoduje przypływy, a tymczasem w tym mieście dzieją się one dwa razy na dobę. Jak to możliwe? To niemożliwe lecz jednak. Zastanawiam się nad tym jakby to rozkminić ale jeszcze tego nie rozgryzłem, bo Księżyc występuje w St Malo normalnie – raz na dobę. Tak to wygląda przed i po.

Te niesamowite i większe niż na oceanie przypływy sprawiły, że ci mądrzy ładni ludzie okiełznali przyrodę i te gigantyczne ruchy wody wykorzystują do produkcji darmowej elektryczności. Jak rabowali tak rabują ale obecnie energię wodną. Kilka elektrowni przerabia przypływy na prąd i jest to ciekawa sprawa dla mieszkańców, bo mają taniość za elektryczność. Ponadto zapory, tamy i te wszystkie turbiny są ogólnie dostępne więc od rybaków i moczykijów aż się roi na miejscu. Wszyscy sobie żyją tu miło i nad wyraz spokojnie.

Czasami, średnio tak raz na tydzień, jakiś tępy Schulz zaparkuje na zakazie swoją hydrauliczną multiplę. Korsarze wówczas gromadzą się na okolicznych ławkach i degustują w milczeniu monumentalny przypływ, który zabiera Schulzowi pojazd błyskawicznie w głębokie odmęty. Schulz otrzymuje w nagrodę za widowisko suchą chusteczkę, po czym idzie z reklamówką na dworzec, a tańcom i śpiewom nie ma końca. Do późna w nocy gra muzyka i rozbrzmiewają pirackie szanty.

Cudowny podkładzik muzyczny jest tu:

https://www.youtube.com/watch?v=VQd1IOyhKS4

lub tu:

https://www.youtube.com/watch?v=0Uh249iQyj0

Aż łza się w oku kręci, że tak mogłaby wyglądać cała Europa. Wyobrażacie sobie świat bez murzynów, żuli, semitów? Prawie darmowy prąd, błękitne niebo i wszędzie pełno słoików?

Doceńcie zatem ludziska te polskie klimaty, bo nawet nie wiecie jaki skarb macie na miejscu – piękny kraj bez afrykańskiej dziczy o którym na Zachodzie mogą już tylko sobie nieliczni pomarzyć – tacy właśnie jak szczęśliwi potomkowie korsarzy o prostych, pirackich tradycjach. Prostota jest bowiem piękna – brak dziczy równa się szczęście. Wszystkie zaś podłe i poprawne politycznie manewry na chujnię, póki co udawało im się hakować bezbłędnie.

Ich szczęście jednak niestety nie potrwa zbyt długo, bo przecież nie jestem ślepy i widzę z jakim pośpiechem buduje się na przedmieściach St Malo nowe osiedla z publicznych pieniędzy. To nie będą mieszkania dla Francuzów. To będą oczywiście (wzorem Paryża) bezpłatne nowiutkie apartamenty dla afrykańskiej swołoczy.  Korsarze jeszcze nie wiedzą o tym, że hordy ich najadą od wewnątrz, że na nic się zdadzą ich wysokie jak kamienice obronne mury, że czeka ich epoka podpalanych samochodów, podwójnych lub potrójnych domofonów, ochroniarzy w parszywych Lidlach, meczetów pełnych zwierzęcych ryków i ubrudzonych gównem od podłogi po sufit sklepowych toalet, jako że ta semicka swołocz nie potrafi obsługiwać nawet rolki papieru toaletowego i wszystkie „czynności” wykonuje gołą ręką.

Ubywa miejsc takich jak St Malo w bardzo szybkim tempie i jest to proces nie do zatrzymania. Plany organizatorów III wojny są bowiem takie żeby wszyscy, wszędzie walczyli ze wszystkimi. I to się właśnie realizuje, krok po kroku. Ta wojna ma trwać ze 30 lat i sprawić że wybiją się… wszyscy. Jedyne co można jeszcze z tym zrobić to wyciągnąć bardzo szybką naukę z… cudzych błędów i jak najdłużej utrzymać w Polsce sytuację jaka jest – bez obcych emigrantów, bez płacenia im socjalnego haraczu i bez ryzyka że jako mniejszość ZNOWU zwrócą się przeciwko Polsce, gdy ktoś nas napadnie. A chętnych zbirów nie brakuje.

Należy też jak najszybciej sprowadzić do kraju naszych emigrantów, repatriantów, Sybiraków, imigrantów oraz kombatantów. Niech Bruksela da te same pieniądze którymi chcieli nas przekupić dla czarniawych. Bo jeśli nasi prawdziwi imigranci dostaną mieszkanie i pracę (która przecież jak widać po kochankach Bandery JEST) lub dwa tysiące euro europejskiego zasiłku – powrócą wszyscy. Natychmiast. Powrócą do domu, gdzie jest ich ziemia, ich woda i ich należne miejsce na świecie. A zdziczała swołocz won z powrotem do Ukrainy, Talibanu czy innej Czeczeni. Chwalebna ksenofobia Polaków – z której każdy Polak ma prawo być dumny - z dupy się nie wzięła i ma najbogatsze w świecie tradycje – żydowska mniejszość zdradzała nas jeszcze od czasów Potopu Szwedzkiego witając najeźdźców kwiatami i wyżebrując u nich za zdradę najwyższe urzędy. Ładnych parę tysięcy żydów dostało w czapę za zdradę, kiedy zdenerwowana Husaria pozamiatała Polskę ze Szwedów. A dziś jest sytuacja identyczna jak wtedy. Zachód ma kolosalne, niespłacalne długi, kupę agresywnego żołdactwa na utrzymaniu, brak perspektyw i zero surowców – jedyne jego wyjście to zbankrutować i zdechnąć z głodu lub… kogoś napaść i obrabować. Zgadnijcie kogo ma pod ręką?

No i dlatego właśnie pośpiesznie instaluje się tu mniejszości o bogatych zdradzieckich tradycjach. Wołoszyni w Polsce to forpoczta UPA – piąta kolumna.

Mamy na szczęście nadal Husarię, chociaż póki co ona żyje w blokach. I tylko w tym nadzieja, że nie ulegnie ona propagandzie i nie wyjedzie do Schulza na jakieś przymusowe roboty.

Nie można też nie napisać o złowieszczych planach szkopa który po raz kolejny dąży do rozpętania wojny światowej – bo przecież tym jest „zaproszenie” Hitlerówny Makreli – niczym innym. Te zaproszenie ma tylko ten proces przyśpieszyć. W polityce nigdy się nie mówi nawet słowa prawdy a więc brednie o „uchodźcach” należy natychmiast puścić mimo uszu. Prawdziwe cele Niemców są zupełnie inne. Jakie? Hmm… no takie same jak zawsze: ukraść ziemię należącą do Słowian, ich majątek… a ich wyrżnąć lub zniewolić. Od tysiąca lat przecież niczym innym się nie zajmują.

Nie udało się Makreli wcisnąć nam tych odpadów więc zmienili taktykę: za dwa trzy lata ciupasem nadadzą im obywatelstwo a ci, z kasą od Saudyjczyków przyjadą wykupić tu ziemię jako „obywatele” Europy. Potem postawią na niej meczety, których promień rażenia jest większy niż bomby atomowej. Nie wolno do tego dopuścić i jedynym sensownym rozwiązaniem jest wyjście z Unii i budowa muru na Odrze i Nysie. Pamiętajmy jako Słowianie też o tym że ta muzułmańska dzicz służyła zawsze wiernie w SS Hitlerowi mordując Słowian w Jugosławii. Pamiętajmy też, że to za niemieckie pieniądze utworzono muzułmański wrzód na mapie świata o nazwie Kosowo na terenie tego Słowiańskiego kraju. Teraz to kolejna wylęgania bandytów gotowych mordować tak zwanych „chrześcijan”, czyli… Słowian. Oni nigdy jakoś nie mordują „chrześcijańskich” Niemców, no bo czyż nie? Niemieckich „chrześcijan” kochają, ot co? Plan B Niemców wygląda natomiast tak że jeśli i to zablokujemy wówczas to oni „uciekną” masowo zgłaszając się do nas jako emigranci ratujący się przed „agresywnym islamem”. Jak już będą u nas jako mniejszość to będą działać tak jak przedwojenna V kolumna. Nie ma co do tego wątpliwości w świetle tego że niedawno Niemcy przecież byli już… uchodźcami. Uciekali do Polski wsiadali w pociągi i jechali do Niemiec zachodnich aby się „zjednoczyć” – Polacy im w tych ucieczkach na potęgę pomagali. Niemcy więc się zjednoczyli i odwdzięczyli – wykończyli polski przemysł i najdłużej w Europie zamykali przed Polakami niemiecki rynek pracy. Nadal zamykają co jest wymowne, bo na tę pracę której rzekomo nie ma dla Polaków usilnie się namawia Ali Babę i 4 miliony rozbójników. To dokładnie jak z pracą w Polsce której nie ma dla Polaków a do której jednocześnie zaprasza się żyjących na stepie w luźnych stadach zdziczałych kochanków Bandery. Oni są tak prymitywni że nigdy nie pojmą tej oczywistości że gdyby pokojowo zjednoczyli Polskę z Ukrainą – powstałaby potężna Rzeczpospolita – czyli najsilniejsze państwo w Europie, do którego po pracę na czarno zwaliły się hordy niemieckich roboli. Wówczas my moglibyśmy wygnieść jak karaluchy tych zdziczałych ukraińskich rzeźników podszczuwających Słowian na Słowian za pieniądze Schulza i stracilibyśmy przez to sztucznie zrobionego przez Niemcy wroga na wschodzie, co po tym jak skasowany został Prusak na północy – sprawiłoby że moglibyśmy w końcu rozwinąć skrzydła, rozpocząć budowanie gigantycznej Federacji Słowiańskiej i patrzeć sobie spokojnie na nieuchronną klęskę Anglii, Francji, Niemiec. Prawda jest bowiem taka że my i Ukraińcy mamy najlepsze ziemie i najwięcej bogactw oraz identyczne geny – nic poza jahwistyczną patologią nas nie różni – nasi chorzy noszą po ulicach obrazki w ramkach ich chorzy ikony – a więc lichwiarze z zachodu mogliby nam skoczyć ze swoimi sankcjami bo jesteśmy samowystarczalni, gdy wyjdziemy z choroby. W rzeczywistości to oni potrzebują nas a nie na odwrót. Oni nam dali przecież tak naprawdę tylko tę swoją fałszywą religię, a przecież doskonale wiadomo że jeśli ktoś obiecuje niebo – pragnie ukraść ziemię. Niemcy którzy jako pierwsi ten kał kupili, na ziemi mają meczety a zamiast nieba chemiczne opryski, co sprawia że intensywnie brązowieją i mutują.

Tak więc na pytanie czy emigrować odpowiedź jest jasna jak Słońce: owszem ale do Ojczyzny, która jest na progu odrodzenia swej wielkości. Jeśli nie Polska ma się podnieść no to kto? Nie ma przecież innych kandydatów. Zachód jest skazany na klęskę i jego lata są policzone. Nie marnujcie Polacy swoich sił na obronę tego śmierdzącego roju zdrajców przed islamem. Powróćcie i ratujcie Polskę przed garstką zdrajców, bo tylko Polska od swoich synów się nie odwróciła nigdy. Ta żałosna żydokomuna, która obrzydzała wam życie właśnie dogorywa. To już nie są groźni bandyci tylko stalinowskie babcie na demonstracjach KOD-u i jakieś świnio lisy jakie napłodziły. Polskich generałów po wojnie niszczono w Anglii, polskie wojsko wypędzono z powojennej defilady, polskich emigrantów się zawsze szykanowało – tylko dla nich nie było nigdy zasiłków, mieszkań lub uczciwej pracy. Nie dajcie się w jajco zrobić kiedy wybuchnie kolejna zawierucha. Pamiętajcie, że po wybuchu II Wojny Światowej francuskie wojsko kompleksowo się poddawało lub uciekało do Anglii a do obrony Francji siłą wcielano… polskich emigrantów zarobkowych! Nie dając im amunicji ponadto, bo amunicję dla Niemców oddawały te francuskie cioty, które się masowo poddawały.

To samo jest teraz - arabska dzicz przybywa tu milionami budować meczety, po to by w Afryce można bezproblemowo wybudować „wielki Izrael” a Europę chce się przejąć na styl turecki – czyli zalać emigrantami, obalić niemuzułmańskie władze, wprowadzić podatek dla niemuzułmanów, co ostatecznie sprawi że cała Europa sama przejdzie na islam i będzie walić pięć razy dziennie baniami o jakiś brudny dywanik. Tak właśnie zamieniono chrześcijańskie imperium bizantyjskie w obecną Turcję. Ten bandycki podatek sprawił też w przeszłości że na islam przeszło w jeden dzień 99 procent chrześcijan w Afryce. Tak wygląda plan Makreli. Jak nie kijem go to pałką a pałka tym razem mocna jest. Porządna, stalowa, niemiecka. Kiedy uformują tę dzicz znowu w jakieś SS i poszczują na Słowian może być już za późno, bo Słowianie wyrżną się z dziczą a Schulz tylko na to na tyłach będzie czekał.

Jak nikt im nie da kopa w dupę – tak się właśnie stanie a przecież w dupę nie da im kopa żaden pederasta z Niemiec albo Francji. To niemożliwe - oni ich całują w dupę a dla najbardziej nawet wybrednych kochanków Mahometa już się w Europie otwiera burdele z kozami.

Tak że wracajcie do domu Polacy, weźcie się w garść, przestańcie chlać i przestańcie bawić w obrońców dzikich afrykańskich zwierząt, w czasie gdy w Polsce trzeba bronić naszych ludzi przed eksterminacją ze strony ukraińskich rzeźników i swołoczą czeczeńską. Polacy to najczystsza nacja świata. Genetyczna jedność. Nie wolno tego zaprzepaścić plugastwem z semickiego brudu. Nagroda czeka was nieziemska: na całym caluteńkim globie tylko w Polsce nie będziecie pomiatani i tylko w Polsce nawet najbardziej dziki Ukrainiec z policji zawsze będzie musiał do was mówić Proszę Pana/Pani. Jeśli natomiast pragniecie tam pozostać łudząc się że jakoś to będzie, wiedzcie jedno: będzie rzeźnia i wasze tysiącletnie linie genetyczne bardzo rychło znikną lub zostaną zeszmacone, kiedy skóra waszego potomstwa zacznie nabierać koloru gówna a ono będzie zmuszane do przejścia na islam. To ten gorszy wariant. W tym lepszym wy i wasze potomstwo zostaniecie wcieleni do obcej armii i zmuszeni do umierania za walkę z islamem w imieniu tych popapranych genetycznie i chorych na wszystko słoni na wózkach inwalidzkich, których przodkowie od zawsze napadali, mordowali lub zdradzali Polaków. Wracajcie do zdrowego słowiańskiego domu a te wszystkie cioty i ciapate niech się po chorych dupach liżą sami nawzajem. Szkoda po prostu każdej jednej Polki, która zostanie zaszlachtowana maczetą. Jak powrócicie to uratujecie legion takich Polek. Jak nie powrócicie to zginiecie wy, wasze dzieci no i oczywiście one. W Polsce jest dużo miejsca – jest miejsca nawet dla 200 - 300 milionów Polaków. Jeśli ktoś mówi że nie, to jest to wasz odwieczny wróg. Ten który zawsze kłamie i wymyślił chujnię – wielką prymitywną grę pozorów opartą na mega kłamstwie. Żadnej chujni bowiem nie ma – są niezmierzone bogactwa tuż pod naszymi nogami. To do nich trzeba się dostać, bo są naszą prawowitą własnością a nie myć dupy hitlerowcom. Mycie dupy za pareset euro albo dwa miliardy euro na głowę każdego Polaka - według najskromniejszych obliczeń – taki jest wybór Panowie i Panie Polacy. Wszystko co potrzeba żeby to mieć, to powrócić do Polski, schylić się razem i wziąć to co jest nasze. Wiecie ile to jest dwa miliardy na głowę? To nie jest domek albo łódeczka ale… miasteczko. Miasteczko, w którym każdy mądry Polak mógłby być burmistrzem i żyć po swojemu. Z podatkami albo bez podatków. Tyle chcą ukraść licząc na nieobecność Husarii. Lecz Husaria jest – obecnie ona żyje w blokach. Ruszcie się z tych bloków, weźcie jedyną rzecz wartą kiedykolwiek trzymania w ramkach i obnoszenia po ulicach – naszą flagę i naszego orła - i uderzcie na Marsz Niepodległości aby odebrać złodziejom nasz kraj – to wszystko co potrzeba zrobić. I żeby mi żaden nie zachlał tym razem, bo kara dla zdrajców narodu jest bezlitosna: jak ktoś nie chce być zamożnym człowiekiem i żyć w Polsce na własnej ziemi z odrobinką godności, bo się boi garstki bandytów w policyjnych mundurach – skazany zostanie przez samego siebie (!) na dożywotnie mycie dupy starym hitlerowcom. Dla folksdojczów też jest sprawiedliwy wyrok: dożywotnie szorowanie na zmywaku koryta tej swołoczy. I dobrze wiecie, że to nie jest żart.

Wyboru żadnego jak widać nie ma Panie i Panowie – Schulze i Makrela do samego końca Polskę zaduszą jeśli się nie postawicie. A wystarczy ruszyć dupę żeby nie mający już surowców Niemiec… wreszcie zdechł z głodu.

Hitlerowcy niech się nażrą murzynami, których zawsze bardziej od nas miłowali – bo to i tak jest już najzdrowsza u nich żywność, a poza tym tylko jak Niemcy zjedzą murzynów to się w końcu zakończy kryzys żywnościowy i ten z uchodźcami. Guten apetit, czyli dobranoc.

PS Wszystkie fotografie do artykuła są własne i zamieszczone tu ponieważ są ważne. Ta tytułowa na przykład symbolizuje zachodzące światło nad Europą, gdyby ktoś nie zczaił bazy. To bardzo wymowna fotografia. Jest po prostu wyczesana. Jest ona zdjęciem głęboko poruszającym wrażliwą duszę artysty, jaką od zawsze posiadam i zanim jeszcze zostanie ona nagrodzona nagrodą Nobla z dziedziny fotografii na najbliższym konklawe, dobrze byłoby myślę, gdyby Czesław Miłosz jakiś wierszyk napisał o tej fotografii. Poeci bowiem są niesamowici: potrafią moczowód zmusić do łez nad cierpieniem opadającego płatka róży, i to nawet kiedy ich najbliższych zza płotu rozbebeszają Ukraińscy bandyci. Ile oni wzruszeń wywołali nad niespełnioną miłością – kiedy Polskę zaborcy rozbierali żeby ją zgwałcić. Ile nostalgii za minionym latem zawierszowali raz na zawsze w swoich nieprzemijających poematach, gdy dogasało Powstanie Warszawskie. Ile na wieki utrwalili cudownych opisów wiejskiej przyrody, rozćwierkanej w skowronki i pełnej pajączków lirycznie strzelających nicią z dupy – w czasie gdy UPA mordowało mieszkańców malowniczych wiosek. Poeci są jak widać ZAWSZE w trudnych chwilach Ojczyźnie bardzo potrzebni dając narodowi w potrzebie głęboką otuchę i pokrzepienie, a zatem Czesław powinien niezwłocznie usiąść i wyczesać dla potomności jakiś wierszyk. Najlepiej że Słońce zachodzi nad kościołem a nocą przy blasku Księżyca powstaje meczet, czy coś…

Jeśli Czesław nie żyje, bo nie znam aż tak intymnych szczegółów z życia poety, no to można z tą sprawą zwrócić się do polskiego Erica Claptona – Zbigniewa Hołdysa, który mógłby wyczesać ten wiersz ze swojego ortodoksyjnego kapelusza i przełamać swój zanik twórczy, bo ma już on ten zanik coś ze 30 lat, albo do parlamentarnego Kukiza wystąpić z poetycką poetycją. A w ostateczności to może być nawet Big Cyc, bo w sumie i tak nie ma to jak poezja Kazika. Gdyby jednak wszyscy oni się zbiesili albo pokazali faka – no to łaski bez – zapodajemy Budkę Suflera i śpiewamy razem pieśń maczo-emigrantów zaprawionych w uwodzeniu mężatek: Eeeeemigroooowałeeeem… z ramion twych nad ranem…