Listopad 2016

W tajnej krypcie piramidy znaleziono mumię z ciałem obcego

W sekretnej krypcie piramidy znaleziono mumię obcego, mierzącą 150 – 160 cm. Niektórzy spekuluję, że w pobliżu może spoczywać więcej zabalsamowanych stworzeń, niewiadomego pochodzenia. Niewielki korpus kosmity z dużymi oczami spoczywał w tajnym pomieszczeniu obok pokoju, w którym umieszczono ciało faraona. Jest to pierwsze tego typu odkrycie w egipskich grobowcach.

 

 

Doskonale zakonserwowane ciało obcego zidentyfikowano w jednej z egipskich piramid w pobliżu grobu Sesostrisa II. Informacja o znalezieniu mumii przedostała się do publicznej wiadomości. Historię, jako pierwszy, opisał dr Victor Lubeck, emerytowany profesor archeologii z Uniwersytetu w Pensylwanii.

 

Mumia leżała w oddzielnej, tajnej części piramidy i została pochowana z pełnymi honorami. Z inskrypcji można wyczytać, że kosmita Osirunet był doradcą faraona. Jego imię w tłumaczeniu oznacza „gwiazdę” lub istotę „pochodzącą z gwiazd”. W miejscu pochówku obok szczątków znajdowały się dziwne przedmioty, których pochodzenia i przeznaczenia eksperci nie są w stanie wyjaśnić.



Nad Indiami na nocnym niebie obserwowano latający pierścień ognia

Na nocnym niebie nad Indiami na początku listopada 2016 roku obserwowano imponujących rozmiarów UFO.

 

Jedna  z Hindusek uwieczniła na filmie to niesamowite wydarzenie, które miało miejsce w środku nocy. Kobieta była pod wielkim wrażeniem tego, co ujrzała. Z trudem powstrzymała emocje, krzycząc „O mój Boże!", co doskonale słychać w tle nagrania.

 

Poruszające się tajemnicze koło wizualnie przypomina UFO. Środek pierścienia jest ciemny, a jego krawędzie mienią się w kolorze pomarańczowym.

 

Według ufologa Scotta C. Waringa, na którego opinie powoływaliśmy się już wcześniej przy okazji niewyjaśnionych zdarzeń, obiekt może być zarówno obcym statkiem, jak i jednym z ognistych kół opisanych w Biblii. Starożytny prorok Ezechiel wspomina przecież o płonących obręczach przy rydwanie Boga (Ez 1: 4-28).



Starożytna mapa pokazuje linie brzegowe wszystkich kontynentów

Blisko 1000 letnia mapa pokazuje nieodkryte dotąd lądy poza krawędzią Antarktydy. Została ona znaleziona w hawajskiej gazecie z 1907 roku. Bez wątpienia jest to bardzo interesujące znalezisko, które idealnie komponuje się w wiele teorii na temat ukrytych na niej instalacji, bądź wręcz wejścia do wnętrza Ziemi. Przy obecnym obostrzeniu międzynarodowego zakazu na eksploracje powierzchni Antarktydy bez odpowiednich pozwoleń definitywnie daje to do myślenia.

Zgodnie z artykułem jest to mapa świata wykonana 1000 lat temu. Wspomniany w artykule Dr Kobayashi, japoński lekarz i chirurg otrzymał kopię mapy, której oryginał ma znajdować się gdzieś w Chinach. Mapa została opracowana zgodnie z zasadą odwzorowania walcowego równokątnego. Może się ona wydawać dość trudna w interpretacji ponieważ rolę środka pełni w niej biegun północny a nie równik, tak jak byliśmy uczeni.

Jeśli dobrze się przyjrzymy widać tam kontury Ameryki Północnej i Południowej, Europy, Afryki, Azji i Australii. Problem polega na tym, że przedstawiona tutaj mapa pokazuje zupełnie nowe nieodkryte dotąd lądy i to właśnie stąd bierze się większość kontrowersji. Mapa została znaleziona przez brata Kobayashiego w japońskiej świątyni w górach Japoni. Oryginalna mapa której kopia została sporządzona przez brata doktora Kobayashiego, już ponad sto lat temu ledwo trzymała się razem i była nadgryziona przez owady.  

Oczywiście, były to wczesne lata XX wieku i nie wykluczone, że taki temat mógł zwyczajnie wydawać się ciekawym pomysłem na przyciągnięcie czytelników. Trudno ocenić czy wiarygodnośc tej gazety może być poddana w wątpliwość, ale link do sprawdzenia tego na własne oczy, znajdziecie tutaj.

 

 



Sztuczna inteligencja będzie szukać życia pozaziemskiego

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych eksperci odkryli pierwsze egzoplanety poza układem słonecznym. Obecnie naukowcy planują wykorzystać sztuczną inteligencję, aby szukać nowych ciał, donosi Press From.

 

 

Specjaliści w ciągu ostatnich 20 lat opisali około 3400 egzoplanet i na tym nie chcą poprzestać. Ponadto, zamierzają ustalić, która ze znanych egzoplanet nadaje się potencjalnie do zamieszkania lub po prostu normalnej egzystencji. W rozwiązaniu zagadki pomóc ma sztuczna inteligencja.

 

Na opisanie jednej egzoplanty trzeba poświęcić mnóstwo czasu. Badania mogą potoczyć się szybciej, jeśli użyjemy potężnych teleskopów, zapewniających duży przepływ informacji. Naukowcy z University College w Londynie wynaleźli nową sztuczną inteligencję – superkomputery typu RobERt. Przeznaczone są one do skanowania i analizy danych, uzyskanych z głębi kosmosu. Otwierają się nowe możliwości, jeśli chodzi o poszukiwanie zupełnie nieznanych jeszcze obiektów, na których być może istnieją jakiekolwiek formy życia.

 

RoBErt szybko przetwarza dane i jest bardzo wydajny. Wiadomym jest, że planety posiadają właściwość odbijania światła od gwiazdy. Światła docierające do atmosfery, a ich gazy mogą być wchłaniane lub przekazywane dalej. Na pewno przekształcają się w formę pewnej długości fal. RoBErt może przechwytywać ich widma, ustalać skład atmosfery planet, a także warunki, panujące w potencjalnie nowych siedliskach.

 



Gwiazda Gliese 710 może zniszczyć Układ Słoneczny

Na Układ Słoneczny może czyhać niebezpieczeństwie z kosmosu! Tego typu oświadczenie nie zostało wydane przez zwolenników rychłego końca świata, ale przez naukowców astrofizyków. Za milion lat, bliskie przejście gwiazdy Gliese 710, spowoduje katastrofalne zaburzenia w orbitach obiektów z Obłoku Oorta. SKutkiem tego moze być bombardowanie planet wewnętrznych, w tym Ziemi, rojami zagrażających im asteroidów i komet.

 

Z pomocą katalogu SDSS (Sloan Digital Sky Survey), naukowcy ułożyli listę gwiazd, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla Ziemi. Niektóre na przykład znajdują się, bliżej nas i przez to mogą wpływać na nasz system planetarny zaburzając przestrzeń wokół. Takie znaczące oddziaływanie grawitacyjne może na na przykład wyrzucać w naszą stronę komety. Okazało się, że z 40 000 najbliżej nas położonych czerwonych karłów (obiekty tej klasy są najbardziej powszechne we wszechświecie) 18 byłoby zdolne do "ataku" na Układ Słoneczny.

 

Jednym z najbardziej niebezpiecznych bytów w jego okolicy jest Obłok Oorta, olbrzymia przestrzeń, zawierająca miliardy brył lodu i głazów. Naukowcy uważają, że te ciała stale przechodzą przez Układ Słoneczny tak jak komety, i dochodzi do incydentów na powierzchni planet, czego dowodem są znajdowane tam głębokie kratery. Chociaż Obłok Oorta znajduje się w odległości od 50 000 do 100 000 jednostek astronomicznych od Słońca, był winny w przeszłości znaczącym bombardowaniom kometami naszej planety.

 

Astrofizycy John Mathis i Daniel Uitmir z University of Louisiana doszli do wniosku, że wewnątrz Obłoku Oorta musi znajdować się jakiś obiekt, którego masa jest dwa razy większa od Jowisza. Może to być gazowy olbrzym lub brązowy karzeł, prawie gwiazda. Odległość to około 30 000 jednostek astronomicznych. Obiekt nazwany jest Tyche, po bogini szczęścia, której można przypisać siostrę złowrogą Nemezis.

Naukowcy są zaniepokojeni ilością asteroid odkrywanych ostatnio w okolicy Ziemi. Tylko w latach przeszłych i obecnych, na naszą planetę spadło kilka tych ciał niebieskich, ale na szczęście dość małych. Przy pomocy teleskopu WISE astrofizycy mają nadzieję, oznaczyć nawet 100 tysięcy planetoid, stanowiących potencjalne zagrożenie dla nas. Ale jeszcze bardziej poważne zagrożenie pochodzi z pasa Kuipera. Tak nazywamy gigantyczny pierścień poza orbitą Plutona, który składa się ze skał i planetoid, odległych od Słońca w znacznie mniejszej odległości niż Obłok Oorta, bo od 30 do 50 jednostek astronomicznych.

 

Są też inne poważne niebezpieczeństwa.  Na przykład, gwiazda Gliese 710 z gwiazdozbioru Węża.  Ten obiekt, którego masa wynosi około 0,6 masy Słońca, zbliża się do nas z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na sekundę i obecnie jest jeszcze w odległości 63 lat świetlnych. Prawdopodobieństwo zbieżności orbity Gliese 710 z tej jaką ma nasz system gwiezdny wynosi obecnie 86 procent.

 

Nowa gwiazda może się znaleźć w okolicy orbity Plutona, nie wcześniej niż za 1 450 000 lat. Według historii obserwacji astronomicznych, w trakcie istnienia Układu Słonecznego zbliżenia "obcych" gwiazd miały miejsce wielokrotnie. W ciągu ostatnich dwóch milionów lat, zbliżyło się do nas już dziewięć gwiazd. Prawdopodobnie przez dziesiątki milionów lat takich spotkań było znacznie więcej. Prawdopodobnie takie zbliżenia powodowały w przeszłosci zniszczenie życia na Ziemi,  a może i na innych planetach. 

 

Niektórzy badacze wyrażają poważne wątpliwości, co do poprawności wyliczeń odnośnie Gliese 710.  Twierdzą, że to wielkie zliżenie może być tylko wynikiem błędnej metodologii, a obliczenia obejmują bardzo szeroki przedział czasu. Według teorii prawdopodobieństwa, tylko 18 procent pobliskich wędrujących gwiazd, przybywa do naszego systemu gwiezdnego zbliżajac się na krytyczny dystans.

 

 



Niebieskie światło poznania prawdy 'prajnaloka'

Patańdżali to żyjący w II w. p.n.e. indyjski filozof, jogin i znawca sanskrytu, autor jednego z najważniejszych traktatów na temat jogi jakim są Jogasutry (Yogasutra), jednak badacze pewności w tej kwestii nie mają.

 

Przypisano mu dzieło zapoczątkowania systemu jogi. Warto wspomnieć, że jego kultyczny wygląd przedstawiany jest jako istota w połowie wężowata. Wspomniane wielkie dzieło Jogasutr obejmuje w czterech rozdziałach lub księgach (pada) nauczanie jogicznych praktyk prowadzących do oświecenia. W wyniku tychże praktyk adept jogi uzyskuje nadnaturalne zdolności powstające w wyniku medytacji.

Osoba posiadająca umiejętności posługiwania się tymi nadnaturalnymi mocami to siddha. Moce te Patańdżali określa jako moce okultystyczne osiągane poprzez praktykowanie sanjamy. Natomiast sanajama to termin praktyk opisany w trzecim rozdziale "Jogasutr" Patańdżalego "O wibhuti, czyli nadludzkich mocach" i w skrócie oznacza manipulacje/modyfikacje świadomości jogina: skupienie (ściągnięcie) na jednym przedmiocie świadomościowym (wisaja) trzech stanów: przykucia uwagi, kontemplacji i skupienia. Ktoś bardziej mądry, gorliwszy uczeń Yody mógłby zapytać, czy oprócz uzyskania mocy "Rycerzy Jedi" sanajama przekazuje coś wartościowszego ? Patańdżali naucza, że po pogłębieniu (przez sanjamę) koncentracji na przedmiocie świadomościowym nastaje światło poznania prawdy (prajnaloka). Cóż to za światło prawdy ?! Zaprezentujmy opis tego tajemniczego (niebieskiego) światła mądrości. Pochodzi on z książki chrześcijańskiego Jogina  Paramahamsy Joganandy.

 

Mistrzu, coż za zbieg okoliczności! Czyżby świeżo odnowione ściany miały tyle dawnych wspomnień? - Rozglądałem się dokoła po swym skromnie umeblowanym pokoju z wielkim zainteresowaniem. - To długa historia. - Guru uśmiechnął się sięgając do wspomnień: - Fakir ów nazywał się Afzal Ehan. Zdobył on niezwykłe władze dzięki spotkaniu pewnego hinduskiego jogina. - Synu, jestem spragniony; przynieś mi trochę wody. - Taką prośbę wypowiedział pewnego dnia do Afzala pokryty pyłem sannyasin; Afzal był wówczas młodym jeszcze chłopcem, mieszkającym w małej wsi we wschodnim Bengalu. - Mistrzu, jestem mahometaninem. Jakże mógłbyś jako Hindus przyjąć wodę z moich rąk. - Podoba mi się twoja prawdomówność, moje dziecko. Ja nie przestrzegam zakazów bezbożnych sekciarzy. Idź, przynieś szybko wody. Pełne szacunku posłuszeństwo Afzala zostało wynagrodzone miłującym spojrzeniem jogina. Posiadasz dobrą karmę z poprzednich żywotów - zauważył on uroczyście. - Nauczę cię pewnej metody jogi, która da ci władzę nad jedną z niewidzialnych dziedzin życia. Wielkiej władzy, jaka będzie ci dana, należy używać do godnych celów; nie używaj jej nigdy egoistycznie!

Zdjęcie: Pierwszy z lewej Sri Jukteśwar i Paramahamsa Jogananda

Dostrzegam, niestety, że przyniosłeś z poprzednich żywotów pewne zalążki destrukcyjnych skłonności. Nie pozwól im zakiełkować i rozwinąć się przez pobudzenie ich nowymi grzesznymi czynami. Cała twoja poprzednia karma wymaga, abyś wykorzystał obecne swe życie na połączenie swych osiągnięć w zakresie jogi z najwyższymi humanitarnymi celami. Po zapoznaniu zdumionego chłopca ze skomplikowaną techniką -- mistrz znikł. Afzal przez dwadzieścia lat wiernie wykonywał swe ćwiczenia z zakresu jogi. Cudowne jego możliwości zaczęły przyciągać powszechną uwagę. Jak się zdaje, towarzyszył mu zawsze pozbawiony ciała duch, którego on nazywał Hazratem. Ta niewidzialna istota potrafiła spełniać każde życzenie fakira. Zlekceważywszy jednak ostrzeżenie swego mistrza Afzal zaczął nadużywać swych zdolności. Każdy przedmiot, którego dotknął i położył z powrotem, niebawem znikał bez śladu. Ta kłopotliwa zdolność czyniła Afzala niepożądanym gościem! Od czasu do czasu odwiedzał on wielkie jubilerskie sklepy w Kalkucie w roli ewentualnego kupca. Każdy klejnot, który wziął na chwilę do ręki, znikał niebawem po jego wyjściu ze sklepu. Afzala otaczało często kilkuset uczniów, przyciąganych ku niemu nadzieją poznania jego tajemnicy. Fakir zapraszał ich do wspólnej podroży. Na stacji zamawiał i brał do ręki paczkę biletow. Za chwilę zwracał je kasjerowi z wyjaśnieniem: Zmieniłem swe zamiary i nie kupię ich teraz.

Gdy potem wsiadał do pociągu wraz ze swą świtą, posiadał już potrzebne bilety. (Mój ojciec powiedział mi później, że Kompania Kolei Bengalsko-Nadżpurańskiej była także jedną z ofiar praktyk Afzala.) Te postępki wywołały oburzenie przeciw niemu; bengalscy jubilerzy i kasjerzy kas kolejowych popadali w rozstrój nerwowy na widok Afzala! Policja, ktora usiłowała aresztować go, była bezsilna, gdyż fakir potrafił usunąć obwiniające go dowody prostym poleceniem: "Hazrat, zabierz to"! Sri Jukteśwar powstał z krzesła i wyszedł na balkon mego pokoju, z którego roztaczał się widok na Ganges. Poszedłem za nim, pragnąc się dowiedzieć czegoś więcej o tym mahometańskim Rafflesie. - Pensjonat "Panthi" należał przedtem do jednego z mych Przyjaciół. Pewnego razu przyjaciel ten zaprosił mnie i około dwudziestu sąsiadów. Byłem wtedy młodzieńcem i bardzo byłem ciekaw głośnego fakira. - Mistrz roześmiał się: Ostrzeżono mnie, aby nie mieć przy sobie nic cennego! Afzal popatrzył na mnie badawczo, a potem rzekł: - Ty masz silne ręce. Zejdź do ogrodu, weź gładki kamień i napisz na nim kredą swoje nazwisko, a potem wrzuć go jak najdalej do. Posłuchałem go. Gdy tylko kamień zniknął w odległych falach rzeki, Afzal odezwał się do mnie ponownie: - Nabierz do garnka wody z Gangesu, aż pod domem.

Gdy wrociłem z naczyniem wody, fakir zawołał: Hazrat, wrzuć kamień do garnka! Kamień zjawił się natychmiast. Wydobyłem go z garnka i znalazłem na nim swój podpis równie dobrze czytelny jak tuż po napisaniu Babu (nie pamiętam nazwiska tego przyjaciela Sri Jukteswara i dlatego muszę go nazywać po prostu "Babu" - pan), jeden z mych przyjaciół znajdujących się w pokoju, nosił ciężki antyczny złoty zegarek z łańcuszkiem. Fakir oglądał go ze złowróżbnym podziwem i niebawem zegarek z łańcuszkiem znikł! - Afzal, proszę cię, zwroć mi tę cenną pamiątkę rodzinną! - Babu był bliski płaczu. Mahometanin milczał chwilę stoicko, a potem rzekł: - W żelaznej kasie masz pięćset rupii. Przynieś je, a ja ci powiem, gdzie się znajduje twój zegarek. - Zrozpaczony Babu udał się natychmiast do domu. Niebawem wrócił i wręczył Afzalowi żądaną sumę. - Idź do małego mostu w pobliżu twego domu - pouczał fakir. - Wezwij Hazrata, aby ci dał zegarek i łańcuszek. Babu wyszedł. Gdy powrócił, na twarzy jego widniał uśmiech ulgi, ale nie miał przy sobie żadnych kosztowności. - Gdy zgodnie ze wskazówką wydałem rozkaz Hazratowi - opowiadał - zegarek mój koziołkując w powietrzu przyleciał do mej prawej dłoni! Możecie być pewni, że schowałem go do kasy pancernej zanim wybrałem się tu z powrotem! Przyjaciele Babu, którzy byli świadkami tragikomicznego okupu za zegarek, spoglądali na Afzala z oburzeniem.

On zaś odezwał się pojednawczo: - Powiedzcie, co chcecie pić: Hazrat zaraz dostarczy. Jedni poprosili o mleko, inni o soki owocowe. Nie byłem zbytnio zaskoczony, gdy zdenerwowany Babu zażądał whisky! Mahometanin wydał rozkaz, a Hazrat dostarczył z powietrza opieczętowane naczynia, które z głuchym łoskotem spoczęły na podłodze. Każdy z obecnych otrzymał napój, jakiego sobie życzył. Obietnica czwartej w tym dniu sztuczki niewątpliwie wynagrodzi naszego gospodarza: Afzal ofiarował się dostarczyć natychmiast obiad- - Zażądajmy najkosztowniejszych potraw - zaproponował posępnie Babu. - Ja chcę mieć wystawny obiad za moje pięćset rupiii. Wszystko ma być podane na złotych talerzach! Skoro tylko każdy wypowiedział swe życzenia, fakir przemówił do niewyczerpanego Hazrata. Powstał duży szum; złote półmiski pełne przygotowanych w skomplikowany sposob potraw, gorących luczi, wielu pozasezonowych owoców wylądowały znikąd u naszych stop. Wszystko było wyborne. Po godzinie uczty zaczęliśmy opuszczać pokój. Ogromny hałas, jak gdyby ktoś rzucał półmiski i talerze na stos, zmusił nas do obejrzenia się. I oto patrzcie! Nie było śladu po błyszczących talerzach ani po resztkach jedzenia! - Gurudżi - przerwałem - jeśli Afzal mogł łatwo uzyskiwać tak cenne przedmioty jak złote półmiski, to dlaczego pożądał cudzej własności? - Fakir nie należał do ludzi wysoko rozwiniętych - wyjaśnił Sri Jukteśwar. - Opanowanie pewnej techniki jogi otwarło mu wstęp do świata astralnego, gdzie każde życzenie może być natychmiast zmaterializowane. Dzięki współdziałaniu astralnej istoty, Hazrata, mógł on aktem potężnej woli zakląć atomy energii eterycznej w dowolny kształt.

Wytworzone jednak w ten spósob przedmioty są strukturalnie nietrwałe; nie można ich na dłużej zachować. Afzal zaś wciąż jeszcze pożądał bogactw świata, ktore choć ciężej zapracowane, mają trwalszy byt. Roześmiałem się. - One także znikają w sposób najbardziej nieprzewidziany! - Afzal - mowił Mistrz dalej - nie był człowiekiem, który urzeczywistniał w sobie Boga. Prawdziwi święci dokonują cudow o trwałym i dobroczynnym charakterze, a to dzięki swemu zharmonizowaniu się ze Stworcą. Afzal był tylko zwyczajnym człowiekiem o niezwykłej zdolności sięgania do subtelnego świata astralnego, normalnie dostępnego dla ludzi śmiertelnych tylko po śmierci. Teraz rozumiem, Gurudżi. Świat pośmiertny zdaje się posiadać także pociągające cechy. Mistrz zgodził się ze mną. - Od owego dnia nigdy już nie widziałem Afzala. Kilka dni później Babu przyszedł do mego domu i pokazał mi gazetę, w której zamieszczone było publiczne wyznanie Mahometanina. Z niej to dowiedziałem się o wtajemniczeniu, którego mu udzielił hinduski guru. Treść końcowej części opublikowanego dokumentu, jak go sobie Sri Jukteswar przypominał, była następująca: - Ja, Afzal Khan, piszę słowa jako akt pokuty i przestrogi dla tych, co dążą do posiadania cudownych władz. W ciągu wielu lat nadużywałem zdolności użyczonych mi dzięki łasce Boga i mego mistrza. Oszołomił mnie egoizm i złudzenie, że jestem wyższy ponad zwykłe prawa moralności. Nadszedł wreszcie dzień mego obrachunku.

Niedawno spotkałem pewnego starca na drodze pod Kalkutą Utykał on boleśnie, niosąc błyszczący złotem przedmiot. Odezwałem się do niego z żądzą w sercu. - Jestem Afzal Khan, wielki fakir. Co tam masz? - Ta złota kula to całe moje materialne bogactwo; nie może ono interesować fakira. Błagam cię, panie, uzdrów moje kalectwo. Dotknąłem kuli i poszedłem dalej nic nie odpowiadając. Starzec kuśtykał za mną. Niebawem krzyknął: Moje złoto znikło! Gdy nie zwracałem na to uwagi, odezwał się nagle bardzo silnym głosem, dziwnie nie licującym z jego słabym ciałem: - Czy nie poznajesz mnie? Stanąłem jak wryty, oniemiały i przerażony spóźnionym odkryciem, że ten niepozorny stary kaleka jest ni mniej ni więcej tylko wielkim świętym, który dawno, dawno temu wtajemniczył mnie w jogę. Wyprostował się, a ciało jego stało się natychmiast silne i młodzieńcze. - Tak to! - Spojrzenie mego guru było płomienne. - Na własne oczy widzę, że sił swych używasz nie na wspomaganie cierpiącej ludzkości, lecz na łupienie jej jak pospolity złodziej! Odejmuję ci twe tajemne zdolności; Hazrat jest już wolny od ciebie. Nie będziesz już dłużej postrachem Bengalu! Zawołałem Hazrata z boleścią, lecz po raz pierwszy nie zjawił przed mym wewnętrznym okiem. Jakaś ciemna zasłona mayi nagle podniosła się wewnątrz mnie; ujrzałem jasno bluźnierczy charakter swego życia.(...)

Zrozumienie Boga - Bhaktivedanta Prabhupada

 



Czy irlandzka mitologia jest kolejnym dowodem na istnienie biblijnych gigantów ?

Tajemnicze istoty zwane w Biblii Nefilim od dawna zastanawiały osoby zainteresowane tematyką paleokontaktów. Niemalże zawsze gdy wspomina się o przypadkach kontaktu naszych przodków z tak zwanymi gigantami okazuje się, że historie o ich istnieniu funkcjonowały u wielu ze starożytnych ludów Ziemi.

 

Zgodnie z Biblią zamieszkiwali oni Ziemię Obiecaną na długo zanim pojawili się tam Izraelici. Wiele plemion Ameryki Południowej posiada legendy o rasie białych gigantów, którzy w pewnym momencie zostali wybici co do jednego. Opowieści takie pojawiają się choćby u plemion Czoktawów, Komanczy, Nowajów czy peruwiańskich Mantów. Wreszcie dochodzimy do słynnej Sumeryjskiej Listy Królów wedle której giganci pełnili funkcję pół-bogów i posłanników rzeczywistych władców Sumeru. Nie wykluczone, że do tej listy można też dołączyć legendy irlandzkie.

Chodzi o historie związane tak zwanym ludem Tuatha Dé Danann co w wolnym tłumaczeniu oznacza lud bogini Danu. Historia tego ludu jest doprawdy interesująca, szczególnie jeśli popatrzy się na nią przez pryzmat innych znanych nam dziś mitów. Przykładowo, wiadomo że władali oni mieszkańcami dzisiejszej Irlandii a legitymizacją ich rządów była zdolność do władania "magią".  Podobno przybyli oni z czterech północnych miast określanych jako Falias, Gorias, Murias i Finias i to właśnie tam posiedli swoje zdolności. Na Irlandię mieli oni przybyć na "burzowych chmurach".

Jednak najbardziej interesującym elementem ich rządów były prowadzone przez nich wojny, a konkretnie bitwy opisywane w staro-irlandzkich mitach. Szczególnie ciekawa jest druga i trzecia z nich. Armie dowodzone przez Tuatha Dé Danann walczyły z ludem Fomorian czyli generalnie gigantów. Wojny z przedstawicielami rasy gigantów były przecież tematem wielu mitów włączając w to chrześcijańską Biblie czy wcześniej wspomniane Indiańskie podania. Tak jak w poprzednich przypadkach bitwa została w końcu przez nich wygrana jednak ważnym jej elementem było tak zwane złe oko króla Fomorian Balora, które miało zdolność do zabijania wrogów samym spojrzeniem. Nie można wykluczać, że posłużono się tutaj czymś o podłożu technologicznym, a sama bitwa miała zupełnie inne zabarwienie niż zdawało się ówczesnym bardom.

Współczesne wyobrażenie Fomorianina

Prawdziwa akcja rozpoczęła się jednak podczas trzeciej bitwy, w której to Tuatha Dé Danann walczyli z tak zwanymi Milezjanami czyli potomkami ludów z Hiszpanii. Boginie, które napotkały najeźdźców zezwoliły im na zamieszkanie na wyspie o ile nazwą wyspę ich imonami. Miezjanie przystali na tę propozycję jednak nie zgodzili się na nią to mężowie bogiń. Poprosili więc o trzydniowy rozejm podczas którego Milezjanie mieli wrócić na statki i odpłynąć na odległość dziewięciu fal od brzegu tak aby sprawiedliwie rozegrać bitwę. Okazało się, że nie chodziło im jednak wcale o sprawiedliwość a gdy tylko Milezjanie odpłynęli Tuatha Dé Danann użyli swojej magii od stworzenia sztormu który miał zepchnąć Milezjan zdala od wyspy.

Ku nieszczęściu Tuatha Dé Dannan, Milezjanie zdołali wylądować przy brzegu jednak do trzeciej bitwy zasadniczo nie doszło. Skończyło się na tym, że niedoszli Bogowie Irlandii zeszli pod ziemię, zupełnie tak samo jak znani z legend Hopi ludzie mrówki, czy wspominani w wielu artykułach na tym portalu mieszkańcy tak zwanej ziemi Agartha. Na tym skończyło się ich władanie, niemniej jednak okazjonalnie pojawiali się oni wśród ludzi i w wyjątkowych momentach angażowali się w ważne dla mieszkańców Irlandii wydarzenia. Można powiedzieć, że moja interpretacja Tuatha Dé Dannan jako pozaziemskich przybyszów, którzy toczyli wojny z gigantami oraz władali nad rasą ludzką, to tylko moja nadinterpretacja. Można powiedzieć, że wiele związków między mitologiami oddzielnie funkcjonujących kultur to przypadek. Takie stanowisko jest zrozumiałe, ale mimo wszystko sądze, że takie przypadki są conajmniej podejrzane.

 

 



Barack Obama ma ujawnić prawdę o UFO do 20 stycznia

Krążą pogłoski, że obecny rząd USA planuje ujawnić istnienie kosmitów zanim prezydent Obama opuści biuro. Proces ujawniania tajemnicy jest oczywiście ograniczony czasowo biorąc pod uwagę, że Donald Trump zostanie zaprzysiężony już 20 stycznia jednak zakłada się, że wiadomość mogą być dostarczona już w pierwszym tygodniu nowego roku.

Informacja pochodzi od niejakiego Steva Bassetta, który prowadzi organizacje Paradign Research Group (PRG). Podobno na dwa dni po prezydenckiej porażce wyborczej byłej sekretarz stanu Hillary Clinton, skontaktował się z nim informator z rządu. Zgodnie z wygłoszonymi przez niego rewelacjami, najwyżsi urzędnicy w strukturze wywiadowczej odpowiedzialni za ukrywanie informacji związanych z UFO i Obcymi byli gotowi do ujawnienia tajemnicy jeszcze za rządów prezydenta Barack Obama.

Mało tego, kilka dni temu Steven Greer, dość znana osobistość w środowiskach ufologicznych zarzekał się, że ślady planowanej akcji fałszywej flagi o niewyobrażalnej dotąd skali były widoczne w ciągu ostatnich 6-9 miesięcy. Ostrzegał on, że potencjalnie, zdarzenie to może spowodować masową panikę na całym świecie. Wiele osób wiązało to z zapowiadanym przy każdej możliwej okazji projekcie Blue Beam, mającym być odzwierciedleniem największych lęków ludzkości w kwestii UFO i religii.

Zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich w USA wywołało falę spekulacji i nie da się ukryć, że atmosfera powstała w ciągu ostatnich kilku tygodni jest doprawdy ciekawa. Jedni obawiają się tak przyziemnych spraw jak problemy z ekonomią czy możliwym konfliktem zbrojnym, w czasie gdy inni wypatrują coraz to większych katastrof mających uniemożliwić Trumpowi rzeczywiste objęcie władzy, które zależnie od tego czy nastąpią czy nie, mogą wywołać wielki kryzys humanitarny bądź kolejne globalne rozczarowanie.

 

 



Z nóg figury Chrystusa Ukrzyżowanego kapie woda

W celu ograniczenia tłumu fanatycznych wyznawców, udających się do indyjskiej wioski Kharodi, zwrócono się o pomoc do policji. Wieść o cudzie w Kharodi szybko rozprzestrzeniła się po wszystkich okolicznych wsiach.

 

 

Wszystko zaczęło się od tego, że mieszkańcy zauważyli, że ze stóp figury Ukrzyżowanego Chrystusa Jezusa kapie woda. Ludzie zaczęli ją gromadzić, wierząc w jej świętą moc. Panuje przekonanie, że ma ona właściwości lecznicze.

 

Greg Pereira z sąsiedniej miejscowości przywędrował do Kharodi wraz z grupą innych pielgrzymów, aby na własne oczy zobaczyć dziwne zjawisko. Zdjęcia i filmy, dokumentujące zdarzenie szybko rozchodzą się w sieci. Kościół Katolicki nie skomentował na razie wydarzeń z Indii. Hierarchowie w historii tylko niektóre takie incydenty uznawali za cud. Częściej sugerowano, że mamy do czynienia z oszustwami lub czymś zupełnie przypadkowym.



W przeskanowanej mumii jastrzębia odkryto szczątki dziecka

Dziwny artefakt, przechowywany w Muzeum Maidstone, przez wiele lat uważany był za „mumię jastrzębia”. Ostatnie skanowanie wykazało jednak, że kryje ona w sobie szczątki płodu, poronionego rzekomo w dwudziestym tygodniu ciąży.

 

 

Według pracowników muzeum, nigdzie na świecie nie ma obecnie mumii, zawierającej resztki ciała nieukształtowanego dziecka.

 

Samantha Harris, dyrektor Muzeum Maidstone, powiedziała, że wcześniej myślano, iż „zmumifikowany jastrząb w pasmach płótna” pochodzi z okresu Ptolemeuszy (305 p. n. e. do 30 p. n. e. ). Skanowanie komputerowe wykazało jednak, że wewnątrz jest dziecko, a odkrycie było niesamowitą niespodzianką.

 

Według Samanthy Harris, podczas wstępnych oględzin stwierdzono, że szczątki człowiecze to dwudziestotygodniowy płód. Jest to najmłodsza ludzka mumia znaleziona w historii świata. Bez użycia nowoczesnych technologii, prawda nigdy nie wyszłaby na jaw, bo nikt nie zdecydowałby się na fizyczne rozkładanie mumii. Takie działanie przyniosłoby z pewnością nieodwracalne szkody.



Strony