Listopad 2016

Kolejny omen zbliżającego się końca świata

Historyczny superksiężyc, który spodziewany jest w połowie listopada tego roku, spowodował kolejną falę obaw, że zdarzenie może być kolejnym omenem zbliżającego się kresu świata. Astronomowie twierdzą, że oczekiwane niebiańskie zjawisko, które zaobserwujemy, o ile pogoda pozwoli, w nocy z 13 na 14 listopada br., będzie największym superksiężycem od 1948 r.

 

Dlatego też, w świetle już znanych apokaliptycznych oczekiwań, superksiężyc postrzegany jest przez niektórych jako możliwa zapowiedź zniszczenia ludzkości. Zwrócić warto uwagę na to, że 1948 był rokiem powstania państwa Izrael, a tym samym, być może 2016 będzie kolejnym kluczowym w historii religii.

Według teorii spiskowych, otwarcie Grobu Świętego, w którym leżało ciało Jezusa Chrystusa, jest kolejną oznaką długo oczekiwanego powtórnego przyjścia, które może zdarzyć się w najbliższej przyszłości.

I nawet jeśli nic się nie stanie przy okazji listopadowego superksiężyca, to dyskusje na temat końca świata nie umilkną. Podobne zjawisko jest spodziewane w grudniu. Będzie to trzeci superksiężyc w ciągu ostatnich kilku miesięcy i kolejna nadzieja dla tych, którzy często obserwują niebo, szukając tam znaków zbliżającej się Apokalipsy.

 



Rzekomo w listopadzie 2016 roku na całym świecie przez 14 kolejnych dni mogą zapanować ciemności

Eksperci uważają, że zaćmienie będzie wynikiem wydarzeń astronomicznych, zachodzących między Wenus i Jowiszem. Charles Bolden, szef NASA, rzekomo opublikował dokument, w którym wyjaśnia istotę zjawiska, pisze portal Logyka.net.

 

W ostatnich latach pojawiło się wiele doniesień na temat stanu naszej planety i założeń dotyczących przyszłych zmian w niej zachodzących, ale żadne z nich nie jest w pełni uzasadnione ... Jednak tym razem NASA potwierdziła, że naszą planetę na czternaście dni może spowić ciemność. Ma to nastąpić w dniach od 15 do 29 listopada 2016 r.

 

Według NASA, to zjawisko od dawna wywołuje kontrowersje wśród astronomów. W końcu potwierdzono, że świat oczekuje na dziwne zdarzenie. Rozpocznie się w dniu 15 listopada o godzinie 3:00 i potrwa przypuszczalnie aż do  16:45 30 listopada br. Charles Bolden, szef NASA, podobno opublikował tysiąc stronnicowy dokument, w którym wyjaśnia szczegółowo, co się stanie.

 

Zdaniem Boldena, Wenus i Jowisz będą ściśle współdziałać, a różnica między nimi osiągnie tylko jeden stopień. Jowisz i Wenus przejdą z południowego zachodu, co doprowadzi do tego, że Wenus będzie świecić dziesięć razy jaśniej od Jowisza. To światło będzie dodatkowo ogrzewane gazami Jowisza, co z kolei może spowodować reakcję, związaną z wypuszczaniem w przestrzeń niewidzialnych ilości wodoru, które wejdą w kontakt ze Słońcem około 2:50 rano.

„Nie spodziewamy się żadnych poważnych skutków zaćmienia. Jedynym efektem będzie wzrost temperatury na Ziemi o 6-8 stopni. Zasadniczo, wpłynie to na czapy polarne. Nie ma powodu do niepokoju"- skwitował swoją wypowiedź Bolden.

W momencie zetknięcia wodoru ze Słońcem nie będzie wybuchu, ale wzrośnie tam temperatura o co najmniej 9 tys. stopni Celsjusza. W skutek tych wydarzeń światło słoneczne będzie miało niebieskawy odcień i wszystko wróci do normy dopiero po czternastu dniach. Światło słoneczne w ciągu tych dwóch tygodni będzie znacznie ciemniejsze niż zwykle, a ludzie będą odczuwać to szczególnie w godzinach porannych w dniu 15 listopada.

 

 



Marzulli ujawnia kolejne sensacyjne wyniki badań !

Słynny L.A. Marzulli ujawnia fragmenty swoich zaawansowanych badań nad istotami wielko czaszkowymi. Dla większości mogą być ogromnie interesujące, ale dla chrześcijan są wręcz sensacyjne ! Wszystko wskazuje na to, że amerykański badacz tajemnic ludzkości zidentyfikował jedną z zaginionych ras humanoidów. Z jego badań wynika, że istoty o bardzo dziwnym wyglądzie uciekły przed nadciągającymi Hebrajczykami.

 

Badania genetyczne potwierdzają, że mamy do czynienia z nieznanym "Homo sapiens". Genetycy badający DNA wielkich czaszek, które dostarczył wspomniany tropiciel, odkryli  genom częściowo pasujący do  ludów zamieszkujących tereny Lawantu (dzisiejszą Syrię, Jordanię, Liban, Izrael,  Azję Mniejszą (Turcja) i Egipt.) Może to nie jest jeszcze aż tak nadzwyczajne, jednak gdy Marzulli zlecił wykonanie rekonstrukcji wyglądu tych istot, pojawiła się szokująca osobliwość.

 

Osoba zajmująca się robieniem odwzorowania na podstawie anatomii prawdziwych czaszek, wykonała portret humanoidów zgodnie z wszystkimi anomaliami konstrukcji koścca. W momencie gdy Marzulli zobaczył rekonstrukcję zaniemówił. Obraz przedstawia istoty z bardzo długimi szyjami ! A teraz najważniejsze. Niezmordowany amerykański badacz twierdzi, że jedna z Biblijnych ras gigantów była nazywana "o długich szyjach vel noszący naszyjniki", w języku hebrajskim Anakim ! Dla wszystkich interesujących się biblijną archeologią jest to niezwykle cenna informacja, na wagę złota !

Stąd można wyjaśnić zagadkę sztucznego wydłużania szyi pośród niektórych ludów. Proceder ten trwa od czasów niepamiętnych do dnia dzisiejszego. Przypomnijmy, że Biblia wspomina o innych egzotycznych hybrydach. Wiemy, że nazwy dla starożytnych Hebrajczyków były kluczowe, były kluczami do zrozumienia otaczającej ich rzeczywistości, stąd czytamy w Piśmie świętym o: Emim (potworności), Refa'im (osłabiający), Gibborim (wielcy bohaterowie), Zamzummim (dokonujący wyczynów) czy Awwim(niszczyciele vel węże). Starożytne ludy Moabitów, Ammonitów i Gileadytów nazywały olbrzymów jako Emim (postrachy), Zumzummim vel Zuzim (krzątający się), zaś Refaim jako (osłabiający). W mitologii ugaryckiej Refaim występowali pod postacią upiorów. W udostępnionym filmie programu "Prophecy Watchers" Marzulli zdradza więcej szczegółów. Pokazuje czaszki pozbawione ludzkiego czoła ! (Patrz rekonstrukcje).

Zakazana archeologia to nie tylko tykająca bomba, to także duchowa przygoda. Każdy kto podąża ścieżką poszukiwacza zaginionej ludzkości doświadcza rzeczywistości nadprzyrodzonej, wcześniej czy pozniej przechodzi przez jakiś rodzaj tajemniczych "bram". Zaginione cywilizacje, zwłaszcza ta pierwsza, zajmowały się duchowością, a może przede wszystkim rzeczami niewidzialnymi, doświadczały rzeczywistości nadprzyrodzonej.

 

Stąd zapisane, pozostawione i odkopywane starożytne  obrazy świadomości należą do jednych z najbardziej tajemniczych. Dla osób które nie posiadają styczności z Duchem Świętym mogą być niebezpieczne, lub stać się drogą na manowce. Dlatego adepci odczytu pradawnych obrazów świadomości powinni zwrócić się do Jezusa, by uzyskać wsparcie w zrozumieniu spraw zakrytych. Bądzmy świadomi, że tamte istoty w oczach Boga YHWH zajmowały się niedozwoloną technologią, dlatego powinniśmy starać się przejść przez bramę Zbawiciela "Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec." Jana 10:1-20

 

L.A. Marzulli: Nephilim Hybrids

 

 

 



Ogromne UFO zostało zaobserwowane nad Lombardią

Wszyscy słyszeliśmy o ostatnim trzęsieniu ziemi, które wstrząsnęło Włochami. Niektórzy wiążą to zdarzenie z obserwacją poczynioną w dniu 2 listopada 2016 roku, kiedy to ogromne UFO zostało zaobserwowane na niebie nad Lombardią. Autor zdjęcia, niejaki Giuseppe Filipponi który był świadkiem zdarzenia przekazał je do badacza UFO Gabriela Tima, który opublikował te niesamowite fotografie na swojej stronei na facebooku Alertaperiodismoalternativo.

 

Nie da się ukryć, że jest to dość podejrzane, że ostatnimi czasy Włochy doświadczyły prawie 250 trzęsień ziemi włączając w to wstrząsy o sile ponad 6 stopni w skali Richtera w dniu 30 października 2016 roku. Było to najsilniejsze trzęsienie, które uderzyło we Włochy od 36 lat stąd wiele osób z niepokojem spogląda na jeden z najniebezpieczniejszych wulkanów tamtego rejonu czyli Wezuwiusza. Zdaniem części ufologów, obawy te są uzasadnione, a pojazd UFO może mieć bezpośredni związek z tym co nadejdzie już wkrótce.

Bynajmniej nie jest to pierwszy raz, kiedy UFO jest widziane przed czy po silnych trzęsieniach ziemi. Mówi się wręcz, że pojazdy UFO, prowadzone przez domniemane istoty pozaziemskie monitorują aktywność sejsmiczną naszej planety oraz czasem usiłują nas ostrzec o szczególnie niebezpiecznych zjawiskach. Czy oznacza to więc, że możemy spodziewać się więcej niż zwykłych wstrząsów wtórnych? Jestem daleki od takich sugestii niemniej czas pokaże czy ufolodzy mają w tym choć troche racji.

 

 

 



Tajemniczy związek starożytnych cywilizacji z Pasem Oriona

Niemalże każdy, kto choć trochę interesował się zagadnieniem piramid w Gizie, przynajmniej raz słyszał o ich zaskakującym związku z konstelacją Oriona. Z reguły traktuje się to jako zwyczajne teorie spiskowe. Problem polega jednak na tym, że Giza nie jest jedynym miejscem w którym zaobserwowano taką korelacje.

Dla tych którzy jakimś cudem nie słyszeli jeszcze o połączeniu między egipskimi piramidami a konstelacją Oriona, szybkie wyjaśnienie. W 1994 roku niejaki Robert Bauval przedstawił teorię zgodnie z którą piramidy w Gizie stanowią odzwierciedlenie układu trzech gwiazd z pasa Oriona. Teoria ta, wywołała potężną falę krytyki ze strony środowisk naukowych oraz wywołała żywą debatę na ten temat. W rezultacie doprowadziło to do powstania szeregu mniejszych teorii zakładających wiele możliwych wyjaśnień tego układu.

Jedni sądzili, że jest to związane z wierzeniami Egipcjan, a ułożenie piramidy miało być formą celebracji rzekomego miejsca pochodzenia ich bóstw. Część osób uważała, że jest to zwyczajny przypadek nie wart uwagi środowiska naukowego. Naturalnie pojawili się też ci którzy wiązali ten fakt z rozwijającym się wtedy przekonaniem o pozaziemskim pochodzeniu piramid. Jak wiemy dyskusja trwa do dziś a żadna z zaproponowanych wersji nie została przyjęta jako ostateczna.

Mało kto zdaje sobie sprawę że nie tylko piramidy w Egipcie były ustawione w taki sposób. Starożytny kompleks Teotihuacan również posiada swój zestaw piramid, które na dodatek są ustawione  niemalże identycznie do piramid w Gizie, albo raczej Pasa Oriona. Co ciekawsze piramidy w Teotihuacan zdaniem części ekspertów odzwierciedlają nie tylko trzy główne gwiazdy konstelacje Oriona, ale i również nasz układ słoneczny. Zgodnie ze starożytną mitologią około 3000 lat p.n.e "bogowie" zstąpili z niebios na Ziemię i to właśnie oni stali za budową Teotihuacan.

Ale to nie koniec. Dokładnie taka sama korelacja występuje w przypadku dużo mniej znanych chińskich piramid Xi'an. Ich tajemniczość wynika nie tylko z niedostępnego terenu na którym zostały postawione, ale również z faktu, że z jakiejś przyczyny ich odkrycie było ukrywane przez rząd Chin przez co pierwsze zdjęcia tego znaleziska pochodzą z 1945 roku. Ich wiek jest szacowany na około 4 500 lat jednak na ten moment niewiele wiadomo nam o ich historii. To co jest jednak pewne to ich związek z konstelacją Oriona.

Znane przysłowie mówi "do trzech razy sztuka", sęk w tym że nawet te trzy osobne przypadki umiejscowione w odległych od siebie miejscach mogą nie wystarczyć by przekonać środowisko naukowe do związku pasa Oriona, albo raczej mieszkańców pasa Oriona ze starożytnymi cywilizacjami. Nawet gdyby odnalezione tysiąc takich przypadków najprawdopodobniej podzieliłyby one role wszystkich "niewygodnych" dla oficjalnej wersji historii artefaktów. Trudno powiedzieć czy ignorowanie tak oczywistych związków między odległymi od siebie kulturami jest objawem ignorancji czy może raczej działania z premedytacją na rzecz zakłamania historii rodzaju ludzkiego.

 

 



Zakazane obrazy świadomości

Zakazana archeologia jest gigantyczną bombą. Czy zegarową to się okaże na przestrzeni czasu przyszłego, gdy obecna cywilizacja technologiczna, nadzorowana przez technokratów, zdoła odkopać więcej tajemniczych budowli i artefaktów z epoki dinozaurów. Spora ilość dowodów z okresu cywilizacji Adama i Ewy może świadczyć o posiadaniu przez zaginioną rasę urządzeń lotniczych Viman, a także technologii zdolnej przenosić i formować, jak plastelinę, ogromne kamienne głazy.

 

Pierwsza stworzona ludzkość mogła być pod wieloma względami doskonalsza od obecnej. Mogła bo nie wiemy czy przewagę odgrywała informacja genetyczna w połączeniu z nieznanymi rodzajami pożywienia, czy warunki magneto atmosferyczne, lub wszystko razem. Z pewnością mieli kontakt z Bytem Wszechmogącym oraz z jego Istotami Anielskimi.

Doktor Michael Heiser, w jego bestselerze "Niewidoczna Rzeczywistość" ("The Unseen Realm") dokładnie przeanalizował zapis Biblijny, jak i doniesienia archeologiczne, z których wynika, że na Ziemi przedpotopowej oraz popotopowej istniały 'wyższe rasy' humanoidów (patrz prace Briena Foerstera). Na początku człowiek został informacyjnie 'zaatakowany' przez istotę Nachash, w wyniku którego, wyrzucono nas z siedziby Niebiańskiej Rady.

 

Dla pierwszej cywilizacji kontaktowanie się z Bóstwem, z aniołami, nie było niczym dziwnym. Było częścią ich natury. Niestety po potopie, gdy zostaliśmy mocno zredukowani - dewoluowani, łączność została ograniczona. Po pierwszej anty Bożej rewolucji istoty nazywanej Nimrodem (jak podejrzewa Heiser 'apkallu') nastąpiła dalsze regresja, która trwa do dnia dzisiejszego. Obecnie następuje kolejny krok by wytępić duchowość. Jest nim technologia. To ona ma zastąpić religię, kult i kontakt z Duchem Świętym.

Bardzo często pojawiają się głosy, że religia jest dla głupców, że jest pożywką dla ogłupiałych mas, a także głosi się pogląd o otępiającej roli religii na ludzką osobowość. Wyznawcy takich przekonań, często bardzo nerwowo reagujący na objawy wszelkiej duchowości, wzywają również do całkowitej eliminacji wszelkiego kultu (tylko aby nie tajnych bractw !). Duża część tego typu ludzi chce by człowiek odciął się od przeszłości przodków.

 

Przecież ludzie pradawni to "pitekantropy", a dokładniej prymitywy z epoki kamienia łupanego ! Tego typu stanowisko popularyzują nawet chrześcijańscy profesorowie, a i od czasu do czasu znajdzie się kilku duchownych. Siła ewolucjonizmu jest przeogromna. Zagniezdziła się w umysłach jak wirus, informacyjny wirus. Prawdę o dalekiej przeszłości ludzkiej rasy trzeba odkrywać, proces ten jest często żmudną pracą, przełamywaniem własnych barier (psychofizycznych - duchowych). Zakazana archeologia to proces przypominania. Dzięki zakazanej archeologii przypominamy sobie jak było, a z pewnością jak nie było.

 

Głosząc tezy zakazanej archeologii niszczymy informacyjnego wirusa ewolucjonistów, zaszczepionego w setkach tysięcy ludzi, całej armii, duchowej armii podążającej za cywilizają śmierci. Przecież ludzie to istoty duchowo-cielesne, a każda idea, każde zachowanie, ma swoje odbicie w duchu ! Duchowa armia może zaatakować każdego kto chce głosić historię inną od tej narzuconej przez globalną społeczność akademików (z których wielu należy do ściśle tajnej elity). Żaden normalny naukowiec archeolog, w pojedynkę, nie jest zdolny do własnych niezależnych opracowań.

Mamy więc cywilizacje powstałe na zgliszczach kolejnych cywilizacji, ciągłe odkopywanie kolejnych warstw i ciągłe przesuwanie dat ich powstania. Jeżeli nie ma argumentów to twierdzi się o naszych przodkach jako "religijnych idiotach", którzy nagle zakopywali swoje budowle, i to w różnych rejonach świata, na ten sam wewnętrzny sygnał "prostackiego religijnego bydła", i na ten sam niepochamowany sygnał niszczyli je, przecież większość jest zniszczona, zdecydowana większość i to bardzo mocno, zerodowana (!), lub z powodów atmosferycznych porzucili setki, jeśli nie tysiące mistycznych budowli, a te w nieodgadniony sposó się jakoś zakopały.

 

Ogrom przysypanych przez globalny kataklizm konstrukcji jest porażający. Wystarczy śledzić archeologiczne odkrywki i spoglądać na nie przez pryzmat zakazanej archeologii, by ujrzeć coś niezwykle interesującego, coś wspaniałego, coś tajemniczego, a często z punktu chrześcijańskiego ducha - niebezpiecznego. Przed starożytną apokalipsą działy się rzeczy (jakby) baśniowe. Nie bez powodu żydowscy mędrcy twierdzą, że Tora jest dana ludzkości jako miłosierdzie. Każdy jej aspekt jest ważny, nakierowuje na prawdziwego Ducha, do właściwego świata, naturalnego życia, do wyższej kultury, do zaginionej bardziej rozwiniętej cywilizacji.

 

Rozwiniętej duchowo od razu, na samym początku. Potem następować mogło stopniowe zapominanie, czy to z rozkazu Boga, aniołów, czy z powodu dewolucji. I tu zaczyna się właśnie jakiegoś rodzaju 'misterium' zakazanej archeologii. Traktując tajemnicze budowle megalityczne jako pozostałość technologii duchowej, robimy jako ludzkość krok ku przypominaniu sobie. Czy jest to proces dozwolony ? Tego nie wiem, ale skoro chrześcijanie mają "Technologię Ewangelii" (termin i jednocześnie tytuł książki Włodzimierza Sedlaka), to chyba nie muszą wkraczać na niezbadany teren obcych.

Z badań wiemy, że człowiek ma zdolność do zapamiętywania nie tylko wrażeń zmysłowych i symboli, ale również do przechowywania obrazu własnej świadomości. Zapis obrazu własnej świadomości sprzed potopu to jedno, ale jego odczytanie dla ludzi nasączonych ewolucjonizmem jest nie lada sztuką, natomiast dla prawdziwych chrześcijan, oswojonych z Duchem Świętym, jest rzeczą bardziej zrozumiałą, bo opartą o Ducha, o "Technologię" Biblii, dzieła do pewnego stopnia megalitycznego (a może bardzo megalitycznego...). Zapis i odczyt obrazu świadomości Pisma Świętego jest z pewnością cenną umiejętnością. Jest darem od Boga, i o taki dar, obok "ducha mocy, miłości i trzezwego myślenia" powinniśmy się modlić.

Nie znamy dokładnie ani czasu, ani miejsca, w którym pojawiły się pierwsze całościowo opracowane teorie na temat pamięci. Pierwsze, bardzo wymyślne, próby wyjaśnienia fenomenu pamięci znaleźć można jednak już u Greków ok. 800 roku p.n.e. W szóstym wieku p.n.e. Parmenides uważał pamięć za mieszaninę światła i ciemności lub zimna i ciepła. Zakładał, że jeśli nic nie burzy tej mieszaniny, pamięć działa znakomicie, a jeśli coś ją zakłóca, zaczynamy zapominać.

 

Diogenes z Apolonii, żyjący w piątym wieku p.n.e. głosił z kolei, że na proces zapamiętywania składają się zdarzenia, w efekcie których ma miejsce równomierna dystrybucja powietrza w ciele człowieka ! Jak wiemy przed potopem w atmosferze było bardzo dużo tlenu. Również i on, podobnie jak Parmenides, zakładał, że jeśli ta równowaga zostanie zachwiana, pamięć słabnie. (zdjęcie to coraz głębsze archeologiczne warstwy cywilizacji i coraz więcej niewiadomych, coraz więcej miotania się akademików)

Pierwszy poważniejszy wkład w dziedzinie badań nad istotą pamięci zawdzięczamy Platonowi w czwartym wieku p.n.e. Jego hipotezę "tabliczki woskowej" brano pod uwagę jeszcze do niedawna. Wg. Platona umysł rejestruje różnorakie wrażenia tak, jakby zapisywał je rylcem na tabliczce woskowej. Zapamiętane wrażenia wraz z upływem czasu bledną, aż wreszcie zanikają całkowicie, pozostawiając znowu gładką powierzchnię wosku. Nic nie zostało w pamięci.

 

Zapamiętywanie - zapominanie, jedno towarzyszy drugiemu, chociaż ciągle wielu ludzi uważa jeszcze, że są to dwa różne procesy. Niedługo po Platonie Zenon (ze szkoły stoików) zmodyfikował nieco koncepcje swego poprzednika przyjmując, że rozmaite wrażenia po prostu "zapisują się" na "tabliczce woskowej". Podobnie jak wcześniejsi myśliciele, Zenon nie umiejscawiał umysłu i pamięci w jakimś konkretnym organie, czy części ciała ludzkiego, i uważał jak wszyscy Grecy, że "umysł" to bardzo mgliste pojęcie. Dlatego lepiej i mądrzej przyjąć, że z punktu procesów pamięci hebr. néfesz [נֶפֶשׁ] i gr. psyché [ψυχή] to jedno.

Pierwszą bardziej naukową terminologię związaną z tematem zawdzięczamy Arystotelesowi (początek czwartego wieku p.n.e), który utrzymywał, że dotychczasowy język nie nadaje się do wyjaśnienia fizycznych aspektów pamięci. Próbując rzecz wyjaśnić inaczej Arystoteles wiele z dzisiejszych funkcji mózgu związał z sercem (gdzie jest dusza néfesz [נֶפֶשׁ]). Twierdził na przykład, że o pamięci decyduje przepływ krwi (stymulowany pracą serca), a zapominanie jest skutkiem stopniowego spowalniania tego ruchu. Szczególny wkład Arystotelesa w wiedzę o funkcjonowaniu pamięci to fundamentalne dziś prawo skojarzeń.

 

Natomiast Platon w swoim dialogu wyraził obawy dotyczące pisma, które jak twierdził, zostało dane od boga, celem wzmocnienia i poprawienia ludzkiej pamięci. Platon sądzi jednak, że pismo tylko osłabi pamięć, "zarażając" ją zapomnieniem. Ludzie, którzy przestaną ufać swojej pamięci, zawierzą znakom pisma. Pismo jednak posiada porządek sprzeczny z życiem wewnętrznym człowieka, innym u każdej jednostki, niesprowadzalnym do wspólnego mianownika. (zdjęcie to prawdziwy obraz ruin zaginionej cywilizacji, to są ruiny, zniszczone przez jakiś kataklizm, często bardzo mocno zerodowane)

Jak stwierdza Platon w Fajdrosie, pismo stanowi środek na przypomnienie, wynalazek dla zapominalskich, będący lekarstwem, które lecząc jedno (słaba pamięć), zatruwa inne. W jego mniemaniu pismo jest wytworem sztucznym, przeczącym naturze, zagrażającym zarówno tym o słabej pamięci jak i dobrej, którzy obywają się bez pisma. Z tego względu należy spojrzeć inaczej na megalityczne budowle. W ocenie zakazanej archeologii, te najstarsze nie posiadają na sobie żadnych napisów ! Były (duchowymi) urządzeniami, tymi najbardziej zaawansowanymi, natomiast te najbardziej "opisane" poprzez starożytne symbole, są dziełami pozniejszymi.

Jeżeli jesteście państwo bardziej niż normalnie zainteresowani starożytnymi budowlami z okresu megalitycznego, to zbliżacie się do gigantycznej tajemnicy, to też może oznaczać, że posiadacie jakiś początkowy dar duchowego przypominania sobie o prawdzie ludzkiej cywilizacji, że powstała poprzez stworzenie, że powołała ją Jedna nadprzyrodzona i duchowa Istota. Nie twierdzi tego tylko Judaizm, Chrześcijaństwo czy Islam, ale i przykładowo wisznuizm Gaudija, będącym hinduistycznym nurtem religijnym. Zapoczątkowany został przez Ćajtanję Mahaprabhu (1486-1534 rok).

Gaudija wisznuizm definiuje siebie jako religię monoteistyczną, ponieważ czci jednego Boga w określonych inkarnacjach Wisznu - Kryszny i nie pochwala praktykowania politeizmu. Ten ruch religijny należy do tradycji wywodzącej się z sukcesji mistrzów duchowych (guru), która rozpoczęła się od półboga Brahmy. Opiera się głównie na Bhagawadgicie i Bhagawaciepuranie oraz innych Puranach i Upaniszadach. Wisznuizm gaudiya koncentruje się na dewocyjnym i ekstatycznym kulcie (zwanym bhakti) bóstw Radha i Kryszna i ich wielu boskich awatarów jako najwyższych form Boga.

Chodzi oczywiście o pozytywną dewocję, o taką jaką posiadali święci apostołowie Jezusa Chrystusa. O silną pobożność, gorliwość w zachowaniach religijnych. Nacechowanych rygoryzmem moralnym wobec zachowań swoich i innych ludzi, o Biblijne "Tak tak, nie nie" " Wasza mowa niech będzie: "Tak - tak, nie - nie". A co nadto, od złego jest." Mt 5:33-37. Życzę sobie jak i wszystkim megalitomaniakom byśmy modlili się o dar przypominania sobie obrazu Boskiej świadomości, oczywiście tej zawartej w Pismach natchnionych Duchem Świętym Jezusa Chrystusa.

 

Linki:

http://news.nationalgeographic.com/news/2013/13/130425-maya-origins-olme...

http://phys.org/news/2013-04-prevailing-theories-maya-civilization-began...

https://decipherment.wordpress.com/

Piramidy z Giza - dowody na globalny kataklizm - Stephen Mehler prezentuje

https://www.youtube.com/watch?v=niFF4fWdv4E

 

 



Najstarsze mumie na świecie zamieniają się w czarną maź

Naukowcy w Chile odkryli dziwne zjawisko - starożytne mumie, które mają ponad siedem tysięcy lat, zamieniają się w czarny szlam ze względu na wysoki poziom wilgotności. Eksperci nie wiedzą, jak radzić sobie z tym problemem, ale chcą utrzymać kolekcję starożytnych szczątków znalezionych w północnej części kraju.

 

 

Mieszkańcy Chile proszą ONZ i UNESCO o uznanie dziedzictwa kulturowego mumii. Te starożytne artefakty mogą zniknąć z powierzchni Ziemi. Tworzący się na mumiach śluz to wynik występowania bakterii, które aktywnie rozwijają się na skórze zwłok.

 

Od początku XX wieku na terenie północnej części Chile odkryto około trzystu starożytnych mumii - od niemowląt do dorosłych. Powstałe przed 5050 r. p. n. e. mumie są obecnie najstarszymi mumiami świata.

 

W Egipcie mumifikowano ludzi raczej tylko szlachetnych. W Chile konserwowano wszystkich zmarłych, stąd tyle strasznych znalezisk. Panuje przekonanie, że starożytni ludzie masowo truli się arszenikiem, który dostawał się do wody pitnej z powodu bliskości wulkanów. W celu zapobieżenia rozprzestrzenianiu się jadu, zmarłych mumifikowano.

 



Łazik Curiosity odkrył dziwny metalowy obiekt na Marsie

Amerykański łazik Curiosity, znajdujący się podobno na powierzchni Marsa, był już w stanie odkryć bardzo wiele interesujących rzeczy, ale to na co natrafił obecnie wykracza zdecydowanie poza katalog zwykle odnajdowanych na powierzchni tego globu obiektów.

 

NASA nie może już opowiadać historii o problemach z transmisją czy o "artefaktach obrazu". Ewidentnie widać, że łazik odkrył coś bardzo niezwykłego. Wygląda to jak stopiona kula metalu. Fakt, że jest w takim stanie sugeruje, że na ten obiekt oddziaływała duża temperatura.

 

Od razu zasugerowano, że to meteoryt. Na skalistym Marsie obecność takiej anomalii jest niewątpliwie sensacją. Nawet jeśli to rzeczywiście meteoryt to należy to uznać za niezwykły przypadek, że ziemski łazik natknął się na coś takiego.

Inna opcja jest taka, że ten stopiony metal jest pochodzenia ziemskiego. Po prostu któryś z marsjańskich orbiterów mógł kończyć funkcjonowanie poprzez deorbitację i wtedy teoretycznie płonąc mógł rozrzucać po okolicy takie właśnie fragmenty.

 

Naukowcy z pewnością zbadają to znalezisko wszelkimi dostępnymi metodami i miejmy nadzieję dowiemy się o nim więcej. Bez wątpienia jest to jeden z najdziwniejszych marsjańskich artefaktów odnalezionych dotychczas przez łazik Curiosity.

 

 

 



Wstrząsający film nagrany przez konającego motocyklistę

Ciężko ranny w wypadku amerykański motocyklista Kevin Diepenbrock nagrał po wypadku ostatnie pożegnanie z rodziną, bo myślał, że umrze.

 

 

Według ABC News, 41-letni mężczyzna znaleziony został 30 godzin po zdarzeniu. Kevin rozbił się na Highway 129 znanej jako "The Dragon" w Teksasie, a leżąc na ziemi nagrał wiadomość wideo, w której pożegnał się z rodzicami i innymi bliskimi, przepraszając za to, że zachowywał się głupio.

 

Film zyskał w ciągu kilku dni ponad 2 mln odsłon. Diepenbrock znalazł siłę, by dostać telefon i rozpocząć nagrywanie.

 

„Chcę tylko powiedzieć kocham was. Wybaczcie mi, że byłem tak głupi, ale wiecie – w tym wszystkim byłem ja”.

 

Wypadek miał miejsce w dniu 15 października br., ale motocyklistę znaleziono dopiero dzień później. Chłopak przeżył, choć stoczył się 32 metry w dół wzgórza. W szpitalu stwierdzono u niego wiele urazów, w tym 12 złamań żeber i wielokrotne złamanie kręgosłupa, a także uszkodzenie płuc. Jego współtowarzysz podróży 29 – letni Phillip Polito zginął na miejscu.



Czym pachnie śmierć?

Jeśli odpowiedź na to pytanie byłaby znana, psy z łatwością odnajdywałyby zapach martwego ciała. Naukowcy nie znają uniwersalnego zestawu zapachów, charakterystycznego dla ciała ludzkiego po śmierci i jest to duży problem dla kryminalistyki i ratowników.

 

 

Szukanie konkretnego zapachu śmierci jest realne – jest on specyficzny dla każdego gatunku istot żywych. Wiadomo na przykład, że w pierwszych etapach rozkładu zaczyna wytwarzać się putrescyna i kadaweryna, lepiej znana jako trupi jad. Jednakże nie zawsze te substancje są łatwo wyczuwalne.

 

Inne substancje, które towarzyszą ludzkim zwłokom, to toluen i P-ksylen. Pierwszy przypomina słabą woń rozpuszczalnika. Drugi jest słodkawy i bardziej rozpoznawalny, raczej niewygodny i nieprzyjemny dla nozdrzy. Często w powietrzu obok zmarłego wykrywane są cząstki innej substancji – siarczek dietylu, czyli nieprzyjemny zapach kojarzony z aromatem czosnku.

 

Aby przyuczyć psa do poszukiwania zmarłych, trzeba dać próbkę zapachu, który będzie obecny w martwym ciele. Jak się okazuje, nie jest to takie proste, bo zależy on w dużej mierze od przyczyn śmierci, diety, a także innych czynników. Obecnie psom – poszukiwaczom policyjnym daje się do obwąchania kawałki wieprzowiny, lub jeśli to możliwe, próbki tkanek ludzkich.

 

Jeśli chemikom uda się opisać i stworzyć uniwersalny zapach zmarłego, ww. mięso zostanie odstawione. Będzie też można używać wrażliwych dronów z „elektronicznym nosem”, aby nie narażać życia czworonogów i identyfikować „zapach śmierci”.



Strony