Listopad 2016

Po śmierci Fidela wybuchnie wojna nuklearna

25 listopada o 22:29 w wieku 90 lat zmarł Fidel Castro - światowej sławy przywódca rewolucji kubańskiej. Władze ogłosiły dziewięciodniowy okres żałoby. Datę pogrzebu ustalono na dzień 04 grudnia br., ale to smutne wydarzenie warte jest analizy pod innym kątem.

 

 

Cytat pochodzi z książki bardzo znanego amerykańskiego proroka i kaznodziei John W. Johnstona:

 

„Około 1981 roku Bóg dał mi prorocze słowo wiedzy, która wkrótce ujawnię w części. Zdarzenia te są rodzajem znacznika czasu, a wkrótce zobaczymy wypełnienie się kolejnych fragmentów tego terminu. Pan powiedział do mnie, co następuje:

 

„Widzisz upadek muru berlińskiego. Związek Radziecki otrzymał poważny cios, po którym się nie odrodzi. Potem nastąpi śmierć Fidela Castro, a następnie przyjdzie załamanie systemu gospodarczego Stanów Zjednoczonych”.

 

Ostatnio pojawia się wiele strasznych przepowiedni dotyczących Stanów Zjednoczonych. Jasnowidze, rozmaici prorocy oraz ludzie po śmierci klinicznej wieszczą katastrofę gospodarczą, huragany, tsunami, trzęsienia ziemi, kataklizmy społeczne i wyniszczającą wojnę na terenie Ameryki. Dawniej wspominał o tym jedynie indiański szaman z plemienia Tecumesh, ale nikt poza Johnem W. Johnstonem nie umiejscowił tego wszystkiego w konkretnych ramach czasowych.

 

Znacznikiem jest śmierć Fidela Castro. Ludzie szybko przypomnieli sobie o wizjach Johnstona. Być może to proroctwo, ale równie dobrze teoria spiskowa. Gospodarka rządzi się przecież swoimi prawami ekonomicznymi, choć zawsze mogą wystąpić jakieś „zakulisowe” działania.

 

Johnstone przekazał spójny i wyraźny komunikat dotyczący daty 03 grudnia 2016 r.:

 

  1. Waszyngton zostaje zaatakowany, w wyniku czego zginie prezydent Obama.
  2. Wydarzenie to będzie miało bardzo negatywny wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych.
  3. W odpowiedzi USA uderzy w islamistów na całym świecie.
  4. Cele w Stanach Zjednoczonych zostaną zaatakowane bronią jądrową.
  5. Amerykanie całą zimę będą musieli spędzić bez prądu (przynajmniej ludzie na wschodnim wybrzeżu).

O ile analiza Johnstona jest prawdą, wszystko wydarzy się w niedalekiej przyszłości. Warto się więc dzisiaj pochylić na przywołaną „przepowiednią”.



Być może wyjaśniono sprawę piramid z Antarktydy

Piramidy są odnajdywane praktycznie na całym świecie. Oczywiście najsłynniejsze z nich znajdują się na pustynie w Egipcie, ale gdyby wielka piramida z Gizy stała w innym klimacie, to po kilku tysiącach lat natura zrobiłaby swoje i wyglądałaby ona już jedynie jak kolejny pagórek. Znany jest przecież przypadek odnalezienia takiej właśnie przykrytej roślinnością piramidy w Bośni. Od kilku lat wiadomo też, że coś podobnego może się znajdować na Antarktydzie.

 

Według istniejącej wiedzy historycznej, na Antarktydzie nie mają prawa istnieć żadne budowle a już na pewno tak monumentalne jak piramidy. Mio to odkryto coś co do złudzenia przypomina to co widać z lotu ptaka w Gizie. Tajemnicze struktury o podejrzanie regularnych kształtach, zlokalizowano na koordynatach 79°58’39.25"S oraz 81°57’32.21"W i stało się to już parę lat temu. Jednak ze względu na to, że znajdują się one w trudno dostępnym terenie, nie dokonywano dotychczas fizycznej eksploracji, która mogłaby przesądzić o ich charakterze. Ostatnio rzekome piramidy znowu zyskały uwagę światowej opinii publicznej. Na ich temat wypowiedzieli się też naukowcy.

Eksperci twierdzą, że rzekoma piramida jest naturalnego pochodzenia górą bez nazwy, wchodzącą w skład odkrytego dopiero w 1935 roku arktycznego pasma górskiego zwanego Górami Ellsworth. Szacuje się, że szczególnie regularna formacja skalna ma wysokość około 1265 metrów.

 

Niezwykły kształt ostrosłupa jest rzekomo skutkiem oddziaływania erozji w warunkach arktycznych, prowadzącej do wnikania w szczeliny za dnia topniejącego śniegu, który kruszy potem skały za dnia wywołując pęknięcia. Specjaliści z Nichols College w Dudley, Massachusetts, sugerują, że taki proces zachodził tam wielokrotnie i z czasem mogło to prowadzić do pękania całych sekcji skalnych, co przy pewnych okolicznościach skutkowałoby powstawaniem tak nietypowo regularnego kształtu.

 

Dla zwolenników naukowych wyjaśnień z pewnością takie wytłumaczenie będzie satysfakcjonujące i to nawet bez ekspedycji, która mogłaby ocenić prawdziwość tej hipotezy. Jednak dla wielu osób to nie wystarczy i legenda piramid z Antarktydy będzie trwać nadal.

 



Satelity NASA odnalazły starożytną osadę sprzed 10 500 lat

Choć NASA znane jest z odkrywania tajemnic naszego układu słonecznego i przestrzeni kosmicznej jako całości, amerykańska agencja kosmiczna bardzo pieczołowicie obserwuje też powierzchnię Ziemi. Wiele ze zdjęć satelitarnych i obserwacji poczynionych na przestrzeni lat umożliwiło archeologom poczynienie wielu przełomowych odkryć i tak samo zdarzyło się tym razem. Według doniesień medialnych, agencja NASA pomogła wskazać miejsce 10 500 letniego starożytnego miasta, znajdującego się pod grubymi warstwami lasu.

 

Przy pomocy specjalistycznego lasera naukowcy byli w stanie przybliżyć położenie antycznego miasta, które znajduje się w amerykańskim stanie Connecticut. Eksperci uważają, że to starożytne miasto było zamieszkane przez dawnych myśliwych, którzy mieszkali w okolicy i zaganiali bizony w wąskie wąwozy aby móc łatwiej na nie polować. Ruiny starożytnego miasta zostały znalezione w okolicach rzeki Beaver dzięki technologii LIDAR.

Called Teledyne Optech Lidar, jest w stanie odtworzyć model 3-D powierzchni w tym traw, krzewów i drzew, ale ma również zdolność do tworzenia modelu gołego gruntu. Usuwa on przeszkody i oferuje naukowcom jasny obraz powierzchni. W związku z tym, pozwala naukowcom zobaczyć struktury lub drogi, które były tak zarośnięte, że nikt nie wiązałby ich z działalnością człowieka.

NASA wykorzystywała urządzenia LIDAR od dawna, jeszcze za czasów misji w programie Apollo. Archeolog Lee Bement twierdzi, że niezwykłość zaawansowanego narzędzia NASA  polega na tym, że umożliwiło ono wyznaczenie gdzie należy skoncentrować wysiłki archeologów. Oczywiście nie był to pierwszy raz gdy ta technologia umożliwiła odkrycie starożytnych budowli i najprawdopodobniej nie będzie on też ostatni.

 

 

 

 

 



Naukowcy odkryli dowód na stosowanie nanotechnologii w starożytnym Rzymie

Według ostatnich badań brytyjskich naukowców, nanotechnologia została po raz pierwszy odkryta w starożytnym Rzymie prawie 1700 lat temu. Dowodem na to, miałby być starożytny kielich wyprodukowany kiedyś między 290 i 325 rokiem n.e. Nie wykluczone, że wspomniane znalezisko może być ostatecznym dowodem potwierdzającym istnienie zaawansowanej technologii stosowanej od tysięcy lat.

 

Nanotechnologia jest prawdopodobnie jednym z największych osiągnieć w ostatnich dziesięcioleciach zaraz po wynalezieniu Internetu. Eksplozja technologiczna umożliwiła współczesnemu człowiekowi pracę z systemami do stu miliardów razy mniejszymi  niż metr. Jednak gdzie są dowody na to, że technologia ta istniała  w przeszłosci? Obiektem który doprowadził do wysunięcia tak śmiałych teorii  był relikt, który sięga do czasów cesarstwa rzymskiego. Tak zwany "kielich Lycurgusa", albo raczej jego konstrukcja, sugeruje że rzymscy rzemieślnicy wiedzieli o nanotechnologii 1700 lat temu.

Eksperci są przekonani, że kielich, został wyprodukowany między 290 a 325 rokiem n.e. Obrazy z małych szklanych rzeźb przedstawionych na kielichu prezentują scenę śmierci króla Lycurgusa z Tracji. Chociaż wydaje się, że scena jest przedstawiona za pomocą nieprzezroczystego koloru zielonego, gdy wewnątrz kielicha umieści się światło staje się on półprzezroczysty oraz czerwony. Efekt osiągnięto poprzez inkrustowanie drobnych cząstek złota i srebra w szkle. Gdy brytyjscy naukowcy zbadali fragmenty za pomocą mikroskopu odkryli, że średnica do której zredukowano cząstki metali  wynosiła 50 nanometrów. Dla porównania, odpowiada to jednej tysięcznej części ziarenka soli.

Obecnie jest to trudne do osiągnięcia, co oznaczałoby że 1700 lat temu otrzymanie takiego efektu powinno być niemożliwe. Ponadto, eksperci wskazują, że "dokładna mieszanina" metali szlachetnych w składzie przedmiotu wskazuje, że starożytni Rzymianie wiedzieli, co robią. Zasada działania efektu widzianego na kielichu jest dziecinnie prosta. Gdy światło pada na kielich, elektrony, które należą do cząstek metali mają tendencję do wibrowania w sposób, który zmienia kolor w zależności od położenia obserwatora. Naturalnie przyjęcie do wiadomości, że Rzymianie posiadali tego typu umiejętności wydaje się niemożliwe i nie da się ukryć, że taka reakcja jest jak najbardziej zrozumiała.

Jednak co jeśli okazałoby się, że sama nanotechnologia jest nawet starsza niż wspomniane 1700 lat. Co jeśli drobinki metali szlachetnych nie zostały koniecznie stworzone przez Rzymian, ale raczej przez dawniejszą i o wiele bardziej rozwiniętą cywilizacje, która podzieliła się częścią swoich technik, bez tłumaczenia ich zasady działania. Rzemieślnik, który posiadałby "tajemniczy pył" zdolny do osiągania takich rezultatów bez wątpienia zbiłby na tym fortunę, a resztki zmielonego złota i srebra byłyby przekazywane z ojca na syna wraz z tajemnicą produkcji. Oczywiście to tylko moja spekulacja i nie sposób udowodnić czy mam rację.

Po więcej na ten temat zapraszam pod poniższy link
http://master-mcn.u-strasbg.fr/wp-content/uploads/2015/09/lycurgus.pdf



Mieszkaniec Baszkirii znalazł czaszkę nieznanego zwierzęcia

Mieszkaniec Beloretska odkrył szczątki nieznanego zwierzęcia podczas remontu domu. Mężczyzna opublikował zdjęcia znaleziska w sieciach społecznościowych.

 

 

Wydaje się, sądząc na pierwszy rzut oka, że kości mogą należeć do zwykłego kota. Jednak mieszkańcy miasta zaczęli dostrzegać jakieś podobieństwo do chupakabry, której w rzeczywistości chyba nikt nigdy nie widział żywej w oryginale.

Tak, czy owak, zdania są podzielone. Niektórzy twierdzą, że to właśnie chupakabra, inni, bardziej rozsądni, stawiają na kota, królika, bobra itd.

Jednym słowem potencjalna lista właścicieli resztek szkieletu jest dość długa i wyklucza mistyczną bestię. Dalej jednak nie wiadomo, do kogo czaszka należała naprawdę.

 



W ukraińskiej wiosce pojawiła się twarz Matki Boskiej

W ukraińskiej wsi w obwodzie mikołajewskim doszło do niezwykłego zdarzenia. W oknie pojawiła się twarz Matki Boskiej. Co ciekawe, wizerunek domniemanej Maryi przypomina obrazy z prawosławnych ikon.

 

Pierwsze zdjęcia tego niesamowitego zdarzenia opublikowano na Facebooku. Potem o sprawie pisano w internetowym wydaniu MediaInfo.

„Na moich oczach dokonał się cud. Nie żartuję – prawdziwy cud!”

„Możesz tłumaczyć i rozumieć, to jak chcesz, a jeśli chciałbyś to zobaczyć, to wsiadaj w samochód i przyjedź” – napisała Natlia Waszilenko, która załączyła kilka zdjęć.

W okolicy miejsca rzekomego cudu gromadzi się wielu ludzi, którze najprawdopodobniej oczekują na kolejne cuda. Nie wykluczone, że miejsce niezwykłego zdarzenia stanie się miejscem pielgrzymek wielu wiernych z terenu całej Ukrainy.

 

 



Naukowcy odkryli mechanizm infekcji człowieka przez mikroba zombie

Specjaliści z Grenoble University Alpine rozszyfrowali sposób w jaki pierwotniak Toxoplasma gondii, wywołujący chorobę pasożytniczą zwaną toksoplazmozą, przejmuje kontrolę nad swoim żywicielem. Mały zbitek komórek jest w stanie przedostać się przez ludzki system odporności i zmieniać zachowanie zainfekowanego organizmu.

 

Z badań wynika, że kluczową rolę w powodzeniu tych pasożytów pełni białko GRA24, dzięki któremu mikrob kontroluje reakcję obronną organizmu. Toxoplasma gondii to pasożyt, który infekuje głównie koty. Niekiedy dostaje się do szczurów i myszy po czym wpływa na nie tak, że przestają się obawiać kotów, co czyni je łatwiejszym celem. W ten sposób pasożyt rozprzestrzenia się skuteczniej.

 

Według uczonych, Toxoplasma gondii jest też w stanie zmienić osobowość zainfekowanego człowieka. Od dawna padają sugestie, że całkiem sporo samobójstw jest właśnie wynikiem przejęcia kontroli nad ludźmi przez toksoplazmozę.

Pasożyt ten może pozostawać niezauważony bardzo długo, dlatego, że nie niszczy ukladu odpornościowego tylko sprytnie nim steruje. Udaje mu się to poprzez wpływanie na ważne białko p38a stanowiące podstawę w odpowiedzi organizmu na zakażenie.

 

 



Ogromne UFO w kształcie cygara widziano na wyspie São Miguel na Azorach

Podczas fotografowania widoków przyrody na wyspie São Miguel, na Azorach dokonano niezwykłej obserwacji. Na fotografii wykonywanej dla prospektu reklamującego turystykę, można zauważyć coś co wygląda na niezidentyfikowany obiekt latający.

Ta obserwacja UFO miała miejsce podczas fotografowania przyrody w pobliżu miejscowości Sete Cidades. Niezwykły masywny obiekt znajdował się na niebie nad górami. Fotograf zdołał zrobić dwa zdjęcia, ale tylko na drugim z nich pojawił się dziwny cylindryczny obiekt.

Po sprawdzeniu obrazów na komputerze stało się dla niego jasne, że sfotografował ogromne UFO w kształcie cygara. Autor fotografii przyznał, że zdjęcia zostały wykonane w 2013 roku, ale nie pokazywał go wcześniej, bo bał się ośmieszenia. Dopiero niedawno postanowił przedstawić to zdjęcie organizacji MUFON, która kataloguje takie obserwacje, gdzie zostało to zapisane jako sprawa nr. 80589.

 

 

 



W Indonezji meteoryt uderzył w dom

Przedmiot rozbił dach i zniszczył kuchnię, podaje www.sott.net. Mieszkańcy indonezyjskiej wsi Sukamerindu niedaleko Bengkulu w rejonie Kecamatan Sungai Serut, bardzo poważnie przeżywają incydent związany z meteorytem, który wpadł rzekomo w środę 24 listopada 2016 r. do wnętrza domu, zamieszkiwanego przez nijakiego Wahaba (56 lat).

 

 

Podczas zdarzenia, Indonezyjczyk rozmawiał ze swoim przyjacielem. Nagle ludzie usłyszeli głośny huk, jakby coś eksplodowało wewnątrz budynku. Chwilę potem ujrzeli okrągły obiekt mniej więcej wielkości bochenka chleba. Dach nad kuchnią był całkowicie zerwany, a wyposażenie pomieszczenia uległo znacznemu zniszczeniu.

 

Wahab  położył meteoryt na dziedzińcu swojego domu, aby inni mieszkańcy mogli go obejrzeć. Wielu chętnie przychodziło zobaczyć „kosmicznego gościa” dopóki miejsca wypadku nie zabezpieczyła policja. Miejscowi uważają, że meteoryt ma pewne właściwości i może mieć wpływ na człowieka, daje błogosławieństwo i zapewnia szczęście.



Czy Księżyc skrywa geoglify podobne do tych z płaskowyżu Nazca ?

Tajemnicze geoglify z Nazca umiejscowione w samym sercu peruwiańskiej pustyni, pozostają zagadką po dziś dzień. Nikt nie dysponuje bezpośrednimi dowodami na to, kto je zbudował i jaka była ich funkcja. Tymczasem teraz okazuje się, że podobne wzory zostały zauważone na powierzchni księżyca.

Wspomniane wzory z Nazca są wyraźnie widoczne z kosmosu. Te symetryczne, proste linie często liczące wiele ponad 50 km długości, w większości wskazują na położenie Słońca, Księżyca i niektórych gwiazd dwa tysiące lat temu. Właśnie stąd wzięła się sugestia, że księżyc może być kolejnym elementem układanki koniecznym do zrozumienia geoglifów z Nazca.

Samo istnienie geoglifów oznacza, że ci, którzy je tworzyli musieli mieć możliwość obserwowania swoich dzieł z lotu ptaka, a przecież przynajmniej oficjalnie, prymitywni mieszkańcy mezoameryki nie dysponowali technologią umożliwiającą im przemieszczanie się w powietrzu. Ba, oni nawet podobno nie znali koła i wlekli wszystko po ziemi. Jak zatem udało im się stworzyć takie struktury bez GPS czy zdolności kontrolowania tego, co właściwie tworzą?

Na poniższym wideo zarejestrowanym przez kanał UFOvni2012 widzimy obszar na Księżycu, który pokazuje niewyjaśnione wzory podobne do prostych linii na płaskowyżu Nazca w Peru. Oczywiście, najprawdopodobniej jest to tylko zbieg okoliczności, ale czy wolno nam wykluczać, że istnieje związek między liniami na Księżycu oraz tymi w Peru? A co jeśli twórcami geoglifów z Nazca i domniemanych linii z Księżyca były te same istoty, które pomagały budować piramidy w różnych częściach świata. Nie da się ukryć, że nie brzmi to szczególnie prawdopodobnie, ale sam koncept jest conajmniej wart uwagi.