Styczeń 2017

Tajemnica latających miast w Chinach mogła zostać rozwiązana

Dziesiątki mieszkańców chińskich miast dostrzegło "miraż", opisywany jako pływające bądź wręcz latające miasto nad miejscowością Yueyang w Chinach. Tak jak zwykle, użytkownicy Internetu zadają sobie pytanie, czy dziwne zjawisko można wyjaśnić naukowo?

 

Yueyang jest domem dla ponad miliona mieszkańców w związku z czym trudno się dziwić, że przynajmniej część z nich dostrzegła to zjawisko, a niektórzy nawet zdołali zrobić mu zdjęcia bądź je nagrać. Wielu z nich uważało, że zdołali oni dostrzec zjawisko nadprzyrodzone, ale czy na pewno?

Warto wspomnieć, że nie byłby to pierwszy raz, gdy takie zjawisko zostało zauważone przez ludzi. Pierwsze latające miasto zostało udokumentowane  w chińskim mieście Foshan, kiedy to setki osób zauważyło dokładnie to samo co niedawno mieszkańcy Yueyang. Na niebie ukazała im się masywna kolumna budynków wystających z chmur, setki metrów nad ich miastem.

Nagranie z zeszłego roku

Nie bez powodu wspominam o zdarzeniu sprzed roku, ponieważ podobnie jak wtedy tak i teraz zjawisko to ma być wyjaśnione w podobny sposób, jako złudzenie optyczne. Li Dongyang, zastępca dyrektora Biura Meteorologicznego Yueyang twierdzi, że budynki były prawdziwe, ale w rzeczywistości są to drapacze chmur, które zostały objęte działaniem mgły, a konkretniej tak zwanej mgły radiacyjnej. Oczywiście nie musimy wierzyć na słowo. Post na twitterze portalu ufoofinterest.org dobitnie zakończył temat najnowszego latającego miasta w Chinach.

Prezentuje to jednak przed nami spory problem. Skoro to zdarzenie można było wyjaśnić w tak prosty sposób, to co spowodowało ubiegłoroczne zajścia? Sceptycy odnieśli dzisiaj wielkie zwycięstwo, ale czy na pewno zamyka to sprawę w wypadku poprzednich tego typu sytuacji?



Przewidywania Alberta Robida, spisane sto lat temu, wywołują zdziwienie współczesnych

Albert Robida z wielką dokładnością opisał w swoich książkach obrazy przyszłych zdarzeń, mających wpływ na porządek świata. Francuz przewidział w swoich pismach katastrofę w Czarnobylu, pojawienie się telefonów komórkowych, epidemię AIDS, narodziny ludzi z probówek i wiele innych.

 

 

Robida rozpoczął karierę jako artysta i karykaturzysta pod koniec dziewiętnastego wieku. Z początkiem następnego stulecia zaczął pisać książki i opowiadania. Wydarzenia science - fiction opisane przez niego wywołują nieukrywane zdziwienie i zakłopotanie współczesnego świata.

 

Wydaje się mało prawdopodobne, aby ktoś mógłby przewidzieć katastrofę w Czarnobylu sto lat wcześniej, a jednak tak się stało. W wyobraźni pisarza powstał „duży rezerwuar”, przez który ucierpiała cała Europa Zachodnia z powodu „straszliwej burzy elektrycznej”. Zagrożenie zostało wyeliminowane dzięki „heroicznej odwadze inżynierów i szeregowych pracowników", choć wielu „likwidatorów straciło życie”.

 

W swoich pismach Robida zapewniał, że już w połowie lat pięćdziesiątych Francja i Paryż będą wyglądać zupełnie niesamowicie. Nad dachami budynków, zbudowanych ze szkła i sztucznego granitu, miały latać „jachty i kabriolety”, a w każdym paryskim domu będą używać „telefonoskopów”, dzięki którym ludzie będą komunikować się z krewnymi i znajomymi na całym świecie, a także zamawiać żywność.

 

O przyszłych wojnach Francuz napisał, że zdominuje je broń chemiczna, która zamaskowanych żołnierzy zabije w pięć minut. Ponadto, opisał wygląd i działanie rakiet oraz innego sprzętu wojskowego. Wspomniał o bombach wielkości ziarnka grochu, które będą miały straszliwą siłę niszczenia.

 

W ostatniej powieści pt. „Godziny minionych wieków” Robida dokładnie opisał wydarzenia, które doprowadziły ludzkość do wojny z powodu globalnej konfrontacji między dużymi i małymi krajami oraz pragnieniem, aby zarobić na innych. Pisarz science - fiction stwierdził również, że na czele brytyjskiego rządu stanie mądra i silna kobieta, która zapanuje nad wszystkim.



Jak uratować swastykę

Swastyka kruszwicka

Swastyka to starożytny symbol pomyślności i szczęścia. Jedna z form krzyża, o ramionach zagiętych w tym samym kierunku pod kątem prostym. Jedno z najstarszych malowideł, przedstawiających ją, pochodzi z okresu paleolitu, co sugeruje, iż powstało co najmniej 10 tysięcy lat temu.

Prawdopodobnie ze względu na swój stosunkowo prosty kształt, swastyka używana była niezależnie przez różne społeczności, w różnych rejonach świata. Jako symbol pozytywny używana była m.in. w hinduizmie i judaizmie... W różnych odmianach była niezmiernie popularna również wśród naszych, słowiańskich przodków. Była dla nich symbolem solarnym, mającym zagwarantować przychylność bogów - stąd miedzy innymi nasza rodzima nazwa "Swarzyca" lub "Swarga". Boski przejaw Swaroga przypisywano bowiem słońcu i ogniowi ofiarnemu. Samo słowo svastika pochodzi zaś z sanskrytu i oznacza "wiodący do pomyślności".

 

W swej książce pt.: "Swastyka w dziejach cywilizacji" Filip Budda przedstawia 12 tysięcy lat dziejów tego symbolu, który - drogą dyfuzji kulturowej, wraz z rozprzestrzenianiem się rolnictwa - upowszechnił się na pięciu kontynentach Ziemi. Związany z kultem płodności, a także z kultami solarnymi, był uznawany za symbol dobroczynny w najważniejszych religiach świata. Dwunastu tysiącom lat dziejów swastyki, jako symbolu dobroczynnego, przeciwstawia się jednak 12 lat używania tego symbolu na sztandarach i godłach Trzeciej Rzeszy. Czy z tego względu mamy się jej wyrzec bezpowrotnie, czy może jednak czas się o nią upomnieć?

 

Co jakiś czas, jak bumerang, powraca kwestia naruszenia zakazu propagowania treści faszystowskich, nazistowskich i rasistowskich... i niemal za każdym razem zilustrowane jest to symbolem swastyki. Często towarzyszą temu również żądania wprowadzenia całkowitego zakazu używania tegoż symbolu, powołując się na trudne wojenne doświadczenia naszego kraju i utrwalone z tym skojarzenia (cóż, w dziejach ludzkości także pod innymi symbolami - w tym religijnymi - dokonywano straszliwych zbrodni, a mimo to są one nadal powszechnie używane i nikt nie zamierza ich zakazywać). Inicjatorzy różnego rodzaju antyfaszystowskich akcji i kampanii, najwyraźniej jednak nie zdają sobie sprawy, że poniekąd sami przyczyniają się do "uatrakcyjnienia" go, w tej właśnie kontrowersyjnej - nazistowskiej formie... W końcu, jak mawia przysłowie, zakazany owoc smakuje najlepiej...

 

A wystarczyłoby (zamiast zakazami pogłębiać istniejące stereotypy) przywrócić i upowszechnić rzeczywisty obraz tego prastarego symbolu. Wytrącić i odebrać neofaszystom i neonazistom bezpodstawnie przez nich zagarnięty symbol, będący częścią także naszej rodzimej kultury... Rożnego rodzaju neofaszyści i neonaziści (przez swą ideologię i tak zasadniczo znajdujący się poza granicami prawa, a w najlepszym razie funkcjonujący na jego granicy), spotykając się wyłącznie z kolejnymi zakazami, tylko utwierdzają się bowiem w swym źle rozumianym elitaryzmie i tym mocniej są przekonani, że swastyka należy wyłącznie do nich, że jest swego rodzaju rozpoznawczym znakiem spajającym ich front...

 

Na początek przyjrzyjmy się jednak obowiązującym obecnie przepisom karnym dotyczącym omawianego aspektu. Prawo polskie w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks Karny (Dziennik Ustaw 1997 nr 88 poz. 553) w art. 256 i 257 mówi: Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

 

Zgodnie natomiast z orzecznictwem Sądu Najwyższego z dnia 28 marca 2002 r.: "Propagowanie, w rozumieniu art. 256 i 257 k.k., oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu, w zamiarze przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa" (jak się to ma natomiast do używanie swastyki w jej pierwotnym, stosowanym np. przez buddystów czy również przez wyznawców rodzimej wiary Słowian, pozytywnym znaczeniu - każdy może już odpowiedzieć sobie sam). Europejski Trybunał Praw Człowieka poszedł w tym przypadku nawet dalej, stwierdzając wręcz, że jest możliwość swobodnego wyrażania poglądów, które "obrażają, oburzają i wywołują niepokój", gdyż w innym razie jaki byłby sens mówienia np. o wolności słowa, gdyby ta miała obejmować jedynie takie wypowiedzi, które nikogo nie drażnią i których nikt w związku z tym nie chciałby zakazać?

 

Na tej podstawie, o ile więc można spodziewać się pewnych konsekwencji prawnych w wyniku publicznego posługiwania się symbolem czarnej, obróconej o 45 stopni, swastyki wpisanej w biały okrąg na karmazynowym tle (w tej dokładnie formie - a więc w sposób jednoznacznie związany z nazizmem lub/i w połączeniu z innymi elementami tego rodzaju - w tym z głoszonymi hasłami), o tyle zasadniczo żadne sankcje nie powinny nas spotkać za posługiwanie się swastyką nie wykazującą ww. cech (inaczej nadal jako symbol pomyślności nie byłaby ona powszechnie stosowana w hinduizmie, dżinizmie i buddyzmie).

 

Może więc w przyszłości, różnego rodzaju antyneonaziści i antyneofaszyści zamiast próbować zakazywać i utrwalać pewien krzywdzący (niczemu niewinne środowiska - bo chyba nie zaliczają np. buddystów do faszystów) stereotyp, przyłączą się raczej do upowszechnienia rzeczywistego wizerunku tego symbolu (a mogliby zacząć np. od rzetelnej informacji dotyczącej przedwojennych dziejów tego symbolu na swoich stronach). Sami bowiem chyba tak naprawdę nie wierzą, że osiągną coś samymi zakazami... Mogą za to przyczynić się w ten sposób do wytrącenia tymże faszystom i nazistom głównego argumentu ich spajającego - odebrać pozorny monopol na symbol, do którego tamci bezpodstawnie roszczą sobie prawo i z którym się jednoznacznie (m.in. dzięki takim działaniom ich przeciwników jak dotychczasowe) identyfikują.

 

Przełamując ten monopol i idący za tym stereotyp, odbierze się im część owej niechlubnej, spajającej ich na swój sposób tożsamości... Nie wstydźmy się więc swastyki - zamiast wlepek ilustrujących wyrzucanie swastyki do kosza, układajmy ją raczej z kwiatów, dekorujmy nią nasze życzenia pomyślności do przyjaciół, wzorem naszych słowiańskich przodków ozdabiajmy nią przedmioty codziennego użytku - nasze kubki, koszulki i biżuterie... Upomnijmy się o to, co nasze - o szczęście i przychylność losu, które niesie ze sobą ten symbol!

Materiał pierwotnie opublikowanym w Gniazdo nr 1(6)/2009.

Ratomir Wilkowski



Ufolodzy odnaleźli na Marsie starożytny silnik obcych

Wielu wirtualnych archeologów nie ustaje w próbach udowodnienia, że udostępniane przez NASA fotografie wykonane rzekomo na Czerwonej Planecie, stanowią dowód na to, że istniała tam kiedyś zaawansowana cywilizacja, która została zniszczona w nieznany nam sposób. Dowodów na to mają dostarczać ziemskie łaziki, które przesyłają na naszą planetę setki tysięcy zdjęć.

Podejmowane są kolejne próby udowodnienia, że w przeszłości na Marsie istniało inteligentne życie.  Wskazują na to rzekome sztuczne artefakty, które są tam lokalizowane. Ostatni z nich jest interpretowany jako części jakiegoś silnika obcych z Marsa. Odkryto to na jednym ze zdjęć zrobionych przez łazik Curiosity wysłany tam przez amerykańską agencję kosmiczną NASA.

Powyższy obraz został wykonany w dniu SOL 1954 i rzeczywiście przedstawia coś co wygląda na obiekty o nienaturalnym kształcie, leżące w nieładzie na powierzchni Marsa. Zdaniem ekspertów z dziedziny ufologii są one sztucznego pochodzenia. Padają sugestie, że mogą to być elementy silnika obcego pojazdu.

 

Znalezione artefakty wyglądają jakby zostały opracowane przy pomocy jakiejś obróbki mechanicznej. Okrągły obiekt jest bardzo podobny do dowolnego silnika elektrycznego. Odkrycie może potwierdzić fakt, że hipotetyczni obcy mieli mechanizmy, które mogły ułatwiać ich życie. Oba obiekty zidentyfikowane na zdjęciu wydają się być częścią jednego wspólnego mechanizmu.

To nie pierwszy raz gdy na Marsie odnajduje się coś dziwnie regularnego kształtu, co raczej nie powinno powstać w świecie zdominowany przez wszechobecną erozję skał. Najczęściej takie znaleziska tłumaczy się jako pareidolię, czyli doszukiwanie się znanych przedmiotów w przypadkowych kształtach. Czy tak jest w tym przypadku? Każdy może sam stwierdzić kto ma w tym przypadku rację.

 

 



Na Antarktydzie znaleziono 500 metrowy mur stworzony z lodu

Antarktyda to kontynent, który z racji panujących tam ekstremalnie niskich temperatur, jest w dużej mierze pozbawiony ludzkich mieszkańców. Nie oznacza to oczywiście, że przeszkadza to w eksploracji tego kontynentu, ponieważ tam gdzie zawodzą naukowcy i obecni na miejscu badacze, zawsze znajdą się internauci, którzy przeglądając mapy Googla okazjonalnie trafiają na prawdziwe zagadki.

 

Ostatnie tego typu odkrycie dotyczy rzekomego ogromnego muru szerokiego na niemalże 500 metrów. Znalezisko to jest o tyle ciekawe, że nieco ponad 1,5 kilometra na północ znajduje się drugi podobnie wyglądający mur o szerokości 340 metrów. Pozostaje jednak pytanie, czy na pewno mamy doczynienia z murem?

Nie da się ukryć, że tym co najbardziej wskazuje na nienaturalną genezę obu tych obiektów jest podejrzanie płaska ściana, która wygląda zupełnie jakby została wycięta z lodu. Nie można zresztą wykluczać, że rzeczywiście jest to rezultat działalności ludzkiej, a tego typu płaskie powierzchnie miały służyć ukryciu zakazanych przez traktaty międzynarodowe baz antarktycznych.

Głównym argumentem sceptyków w tym wypadku byłoby zapewne zasugerowanie, że jest to rezultat erozji, która w pewnym sensie polerowała te fragmenty gór lodowych, aż do doprowadzenia ich do takiego względnie płaskiego stanu. Oczywiście, zawsze pozostaje nam wersja zakładająca że mamy doczynienia z pradawnym miastem dawnych mieszkańców Antarktydy, którego to resztki po upływie dziesiątek tysięcy lat ujawniły się orbitującym Ziemię satelitom.

Oczywiście każda z tych opcji bazuje na niezliczonej ilości przypadkowych zdarzeń które musiały zajść w odpowiednim momencie. Nie wykluczone, że istnieje zresztą jeszcze inna wersja, ta prawdziwa, która na domiar złego wymyka się naszemu zrozumieniu. Jednak bez wątpienia, wspomniane tutaj obiekty są bardzo interesujące i warte do zobaczenia choćby i tylko za pośrednictwem zdjęć satelitarnych.

 

Pierwszy Mur: 74°10'30.48"S 164°55'45.45"E 

Drugi Mur: 74° 9'43.12"S 164°54'44.90"E 

 



We Francji, piorun zestrzelił UFO

W sieci pojawiło się intrygujące nagranie przedstawiające wyładowanie atmosferyczne uderzające w jakiś obiekt, który potem spektakularnie w płomieniach spada na ziemię.

Świadkowie tego zdarzenia zdołali wykonać nagranie przedstawiające uderzenie pioruna w górzystym regionie Francji. Wygląda to tak jakby trafione zostało UFO, które następnie spada na ziemię, pozostawiając za sobą smugę dymu. Co ciekawe przez chwilę obiekt leciał poziomo tak jakby był wyposażony w jakiś napęd.

Mimo, że kilka osób udało się na miejsce rzekomej katastrofy, nic w tym obszarze nie odnaleziono. Nie wiadomo zatem co padło ofiarą pioruna. Pojawiły się sugestie, że mógł to być ptak. Tylko czy ptaki latają podczas burzy? Dopóki to nie zostanie wyjaśnione, można bez wątpienia stwierdzić, że był to jakiś niezidentyfikowany obiekt latający zestrzelony przez naturę.

 



CIA opublikowała w sieci 13 milionów odtajnionych dokumentów o UFO i paranormalnych badaniach

Około 13 milionów odtajnionych dokumentów, znajdujących się w posiadaniu CIA, zostało opublikowanych w sieci. Archiwa zawierają informacje na temat obserwacji UFO oraz psychicznych eksperymentów, związanych z programem Stargate, którym od dawna interesowali się wyznawcy teorii spiskowych.

Dokumenty zostały ujawnione po długotrwałych wysiłkach adwokatów, dążacych do swobodnego dostępu do informacji i złożeniu pozwu sądowego przeciwko CIA. Pełne archiwum składa się z prawie 800 tysięcy plików. Do tej pory, dokumenty były dostępne jedynie w archiwach narodowych w stanie Maryland.

 

W odtajnionej skarbnicy informacji znajdują się chociażby dokumenty Henry'ego Kissingera, który pełnił funkcję sekretarza stanu podczas rządów Richarda Nixona oraz Geralda Forda, a także setki tysięcy stron, dotyczących naukowych analiz oraz działalności badawczo-rozwojowej.

 

Do bardziej niezwykłych rekordów należą dokumenty na temat projektu Stargate, w ramach którego prowadzono badania nad psychicznymi mocami oraz pozazmysłową percepcją. Wśród nich można znaleźć informacje o testach, przeprowadzonych w 1973 r. na znanym medium, Uri Gellerze, kiedy ten miał już ugruntowaną pozycję jako powszechnie doceniany artysta. Notatki pokazują, jak dokładnie Geller był w stanie odwzorować rysunki, stworzone przez badaczy przebywających w sąsiednim pokoju, co wskazuje na to, że ich zdaniem "zademonstrował on swoje paranormalne, percepcyjne zdolności w przekonujący sposób".

W udostępnionych zbiorach można znaleźć też inne niezwykłe informacje, takie jak raporty o latających spodkach czy przepis na niewidzialny atrament.

Mimo iż spora część dokumentów technicznie była powszechnie dostępna do wglądu od połowy lat dziewięćdziesiątych, to dostęp do nich był bardzo utrudniony. Można było je zobaczyć jedynie na czterech komputerach, zlokalizowanych w bibliotece Archiwów Państwowych w Maryland.

 

Organizacja non-profit MuckRock, dażąca do wolności informacji, pozwała CIA, aby zmusić wywiad do opublikowania kolekcji. Cały proces potrwał ponad 2 lata. W tym samym czasie, dziennikarz Mike Best zebrał ponad 15 tysięcy dolarów, aby odwiedzić archiwa i wydrukować, a następnie publicznie przeczytać wyniki, w celu wzmożenia presji na CIA.

 

W listopadzie ogłoszono, że zbiory zostaną upublicznione i całe odtajnione archiwum jest teraz dostępne na stronach biblioteki CIA.

 

 



Ekstremalne znalezisko Briena Foerstera

Czternastego stycznia 2017 roku ukazało się wideo znanego wszystkim badacza Briena Foerstera. Amerykanin pokazuje niezwykle dziwną, żeby nie powiedzieć szokującą, czaszkę starożytnego dziecka. Mumia ma bardzo wielką pojemność czaszki oraz jest bardzo wydłużona w stosunku do ludzkiego egzemplarza.

Na temat jej anatomicznej budowy Brien stwierdza bardzo ważną rzecz, mianowicie jej nachylenie względem zaczepu kręgosłupa jest ekstremalnie pochylone. Możemy założyć że jakiś procent skrzywienia czaszki względem pionu kręgosłupa jest wynikiem ułożenia pośmiertnego, ale nawet biorąc to pod uwagę, nie można się powstrzymać od zdumienia z jak odmienną rasą mamy tu do czynienia ! Linie zielone "B" to kąt nachylenia czaszek względem lini czerwonej "A" - pionu kręgosłupa.

Proszę przyjrzeć się jak wielkie oczodoły posiada ten osobnik w stosunku do niezwykle małych ust. Generalnie można wykazać podobieństwo do starożytnych figurek znajdowanych w Iraku, a ten przez wielu uznany został za kolebkę ludzkości. Wiadomym jest, że w pierwszej fazie wzrostu, dzieci mają stosunkowo duże oczy, jednak znalezisko posiada je znacznie większe, a na dodatek płat czołowy jest nachylony pod niebywałym kontem, tak jakby go wcale nie było, to znaczy czoła !

Proszę zobaczyć porównanie do innego egzemplarza dorosłego osobnika, o tych samych cechach co dziecko, na kompilacji pokazane zostały znaleziska z Iraku: wielka czarno biała czaszka i figurki nieznanych starożytnych istot. Ewolucja to mit, to fantazja gorsza od filmowej fikcji filmów sci-fi. Zakazana archeologia udowadnia, że starożytność jest całkowicie odmienna od historii jaką globalne elity starają się nam zaaplikować !

Człowiek nie jest wynikiem przypadku, nie pochodzimy od małpy, jest dziełem Istoty Wszechmocnej. Nie tylko to, wygląda że w dalekiej starożytności istniały rasy mogące być efektem krzyżowania się biblijnych Synów Boga z córkami człowieczymi. Pytanie czy to one wznosiły konstrukcje megalityczne pozostaje ciągle bez odpowiedzi.

 

 
 

 



Na miejscu rozbitego Tu-154 znaleziono fragmenty samolotu wojskowego USA

W wodach Morza Czarnego znaleziono bombowiec Douglas A-family 20 Havoc / DB-7 Boston dostarczony do ZSRR w czasie II wojny światowej w ramach Lend Lease. Fragmenty maszyny odkryto w miejscu wypadku Tu-154.

 

 

Według agencji Interfax, jeden z silników udało się wyciągnąć z wody. Pozostałe części i kadłub, znajdujące się na dnie, badają specjaliści. Na razie rozczytano oznakowania silnika i ustalono tożsamość samolotu, okoliczności wypadku i późniejsze losy członków załogi.

 

Douglas, pilotowany przez lotników 63. Pułku Bombowego, rozbił się na Morzu Czarnym zaraz po starcie z lotniska Adler. Zdaniem ekspertów, stało się to jesienią 1942 roku. Podczas II wojny światowej samoloty tego typu dostarczano do ZSRR w ramach Lend-Lease.

 

Przypomnijmy, że Tu-154, który zmierzał do Syrii, rozbił się krótko po starcie z lotniska w Soczi. Do zdarzenia doszło 25 grudnia 2016 roku. W katastrofie zginęło 92 ludzi, w tym artyści z Chóru Alexandrowa.

 



Zagadkowy obiekt w okolicy Salwadoru możliwym pojazdem USO ?

Według niejakiego Władimira Azhazha, byłego oficera rosyjskiej armii znanego również z jego badań na temat UFO, niemalże połowa obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających jest w jakiś sposób związana z oceanami. Wiąże się to bezpośrednio ze zjawiskiem znanym jako USO, co na język polski tłumaczyłoby się jako Niezidentyfikowany Obiekt Podwodny.

 

Nie wspominam o tym bez powodu, ponieważ nie dalej jak kilka dni temu, korzystając ze zdjęć satelitarnych zamieszczonych na mapach Googla internauci natrafili na dość dziwne zjawisko. Zdjęcie satelitarne Zatoki Fonseca w pobliżu wyspy Meanguera w Salwadorze, pokazuje bardzo dziwny nieznany obiekt w morzu, który generuje dziwne wzory na wodzie. Według naukowców jest to naturalne zjawisko morskie, ale wtedy musiałoby ono zachodzić wcześniej. Jak się okazuje, jak najbardziej miało ono miejsce wcześniej i zostało uwiecznione na zdjęciach z 2006 i 2012 roku z tym, że wtedy były to jedynie fale, bez dziwnego obiektu na ich środku.

Zdrowy rozsądek podpowiadałby, że jest to jakieś zwierze, ale biorąc pod uwagę, że zostało ono uwiecznione co najmniej kilkukrotnie w przeciągu ostatniej dekady w losowych momentach całego roku zagadka staje się nieco dziwniejsza . Najważniejsze pytanie brzmi jednak, co może tworzyć takie dziwne wzory i fale na niemalże kompletnie spokojnym oceanie?

Pomysłów jest oczywiście tyle co osób zainteresowanych tym tematem, a większość z nich wskazuje na wspomnianą na początku niezidentyfikowaną jednostkę pływającą. Temat USO jest zresztą bardzo bogaty, jednak w większości przypadku pomija się go w oficjalnych przekazach medialnych. Biorąc pod uwagę, że większość naszej planety pokryta jest wodą a nie lądem, nie da się ukryć, że przemieszczanie się w tej pierwszej, (szczególnie w obecnej epoce gdy ludzie opanowali sztukę awiacji) ma logiczny sens. Czy dostrzeżone zjawisko ma jednak z tym jakiś związek? To pytanie pozostaje do odpowiedzi.

 

 

 



Strony