Styczeń 2017

W Chinach spod wody wyłonił się posąg Buddy

Nikt nie spodziewał się znaleźć sześćsetletniego posągu Buddy, gdy poziom wody w zbiorniku we wschodnich Chinach został obniżona o 10 metrów z powodu  remontu, informuje portal Mashable.

 

 

Odkrycia na wpół zanurzonej statuy, jako pierwszy, dokonał mieszkaniec jednej z wiosek w prowincji Jiangxi. Chińscy archeolodzy podają, że rzeźba mierzy 3,8 metra wysokości i pochodzi prawdopodobnie z czasów dynastii Ming (1368 - 1644 lat). Budda był zanurzony w wodzie i dzięki temu, zdaniem naukowców, w nienaruszonej formie przetrwał do naszych czasów.

 

Ponadto, w skale zaobserwowano prostokątne otwory, co zapewne wiąże się z wejściem do świątyni, które niegdyś usytuowane było nad powierzchnią jeziora. W najbliższej przyszłości obiekt zostanie przebadany za pomocą sonaru.

 

 

 



Tajemnice Templariuszy – Czy to oni rządzą światem?

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że na kilka godzin przed eksplozją bomby w centrum Oslo, norweski terrorysta Anders Behring Breivik wysłał do Internetu wideo i pisemny manifest, który zawiera ponad 1500 stron. Breivik opisywał tam wydarzenia z całej historii, jednak pozornie niezwiązane ze sobą sytuacje były połączone, przez ciągle odniesienia do Templariuszy.

Mimo, że Zakon Templariuszy nie istnieje już w formie, którą znano w przeszłości, istnieje loża masońska znana jako Templariusze, a Anders Behring Breivik rzekomo był jej członkiem. Wierzył, że jego morderstwa zaczną odrodzenie Templariuszy. Oczywiście niewiele osób przeczytało cały ten manifest, ponieważ ma on po prostu zbyt dużą objętość. O wiele mniej osób wogóle słyszało o jego istnieniu, jednakże film podsumowuje jego odczucia w nieco ponad 12 minut. Jak się zresztą okazało, manifest jest w dużej części kopią innego dokumentu sygnowanego przez "unabombera" Teda Kaczyńskiego.


Właściwie, w manifeście "unabombera" Breivik zmienił tylko słowo „lewicowość” na „wielokulturowość” ponieważ chciał chyba przekazać jasno, że wielokulturowość przyjęta przez aktualny rząd norweski przyniesie zniszczenie dla wszystkich. Chciał, aby świat usłyszał to, co miał do powiedzenia i osiągnąć to mógł tylko, czyniąc coś spektakularnego. Z tego punktu widzenia trzeba przyznać, że cel został osiągnięty, ale jakim kosztem ?

Stąd też rodzi się pytanie. Czy Breivik był szaleńcem czy rzeczywiście należał do masonerii? Chwile po bestialskim mordzie z wyspy Utoya i z Oslo w Internecie pojawiły się jego zdjęcia w masońskim fartuszku. Szybko zostały pozdejmowane ze stron www jako rzekome fałszerstwa. Nieco później, zaraz po ujawnieniu rozmów telefonicznych z policją, jakie Breivik odbywał z wyspy Utoya, pomijając fakt skandalicznego ignorowania jego prób poddania się ( przez co zginęło następnych 20 osób), w oczy rzuca się fakt wielokrotnego wspominania o Templariuszach jako jego przynależności organizacyjnej.


Oczywiście media usłużnie milczały wtedy na ten temat i nie podjęto prób wyjaśnienia tej kwestii. To i tak sukces, że rozmowy z policją były przytaczane z tymi fragmentami. Sęk w tym, że motyw działalności Breivika został poprostu zignorowany, a popełniony przez niego mord posłużył jako globalny argument za ograniczeniem prawa do posiadania broni, przez uczciwych obywateli.


Nikt nie zadał sobie trudu by rozważyć fakt czy Templariusze rzeczywiście nadal działają? Historia twierdzi, że nie i to od 1307 roku, kiedy to król francuski, Filip Piękny, wedle oficjalnej wersji zadłużony w zakonie po wojnie z Anglią, oskarżył jego członków o herezje i czczenie diabła bądź wedle niektórych wersji przejście na islam a przywódców uwięził, poddał torturom bądź zwyczajnie zlikwidował.


Jednak niedalej jak dwa lata temu, w Detroit odbyła się chyba największa satanistyczna  ceremonia w historii udostępniona publicznie. Grupa przedstawicieli kościoła Szatana zaprezentowała tam 4 metrową statuę bóstwa zwanego Baphometem. To ten sam cielec do którego rzekomo modlili się Templariusze. Miejsce zdarzenia ze względów bezpieczeństwa nie zostało ogłoszone publicznie i było znane tylko tym, którzy kupili bilety. Biorąc pod uwagę zdjęcia z tej "imprezy" nie da się ukryć, że zdarzenie to rzeczywiście miało miejsce.

Oznaczałoby to, że ta niegdysiejsza największa organizacja religijno-militarna w Europie nie została wcale zdławiona w XIV wieku, a zeszła do podziemi. Nie da się ukryć, że idea ta była rozpatrywana w wielu filmach, grach i książkach, ale zakładanie, że mord na wyspie Utoya był efektem ich planów, dla wielu będzie wydawać się szaleństwem. Najprawdopodobniej nikt z nas nie pozna prawdy na ten temat, ale bez wątpienia warto próbować.

 

 



Trzy obiekty UFO były widziane na niebie nad Florydą

Coś bardzo ciekawego dzieje się na terenie amerykańskiego stanu Floryda. 14 grudnia 2016 roku, kamery obserwujące niebo, zarejestrowały tam trzy niezidentyfikowane obiekty latające w ciągu zaledwie jednego wieczora.

 

Oczywiście, wstępnie zakłada się, że mogły to być meteoryty lub inne kosmiczne śmieci, ale teoria ta ma kilka nieścisłości. Przykładowo, patrząc na ostre końce pierwszego z obiektów nie sposób nie odnieść wrażenia, że ich kształt przypomina bardziej ostrosłup niż nieregularną kolumnę dymu.

Pozostaje jednak kwestia dalszych dwóch obserwacji, a raczej faktu, że zostały one zarejestrowane w formie pozostawiającej wiele do życzenia. Zarówno drugi jak i trzeci obiekt mogłyby być równie dobrze efektem interferencji statku obcych co efektem animacji komputerowej. Z przyczyn oczywistych nie powiem która wersja wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

Co jednak ważniejsze, zjawiska tego typu, które obserwowane są w okolicach obszarów o wysokim stopniu zaludnienia są zazwyczaj zgłaszane. Trudno wyobrazić sobie, że 3 meteoryty spadające w zaledwie kilka godzin od siebie, nie skłoniło nikogo do chociażby wspomnienia o tym zdarzeniu. Nie wykluczone, że był ku temu dobry powód, ale jak to zwykle bywa, nikt nie podzielił się nim z przeciętnymi obywatelami.



Giganci z Patagonii, zapomniany relikt epoki kolonialnej

Tajemnicze olbrzymy towarzyszące ludziom na całym świecie miały wiele imion. Biblia określa ich mianem Nefilim, w irlandzkich mitach nazywa się ich Fomorianami, Komanczowie, Manci i wiele innych plemion obu Ameryk a nawet starożytni Sumerowie nazywali ich Bogami. Jednak co jeśli okazałoby się, że znany chyba wszystkim odkrywca Ferdynand Magellan, znalazł żyjących gigantów, których to nazwał Patagonami.

 

Istnienie tych tajemniczych istot, znanych jako Patagoni lub giganci z Patagonii, po raz pierwszy ujrzało światło dzienne w 1520 roku, kiedy Ferdynand Magellan i jego załoga dostrzegła ich podczas rejsu wzdłuż wybrzeża Ameryki Południowej. Na życzenie Magellana podjęli oni próbę porwania dwójki z Patagonów, jednak z powodu nagłego sztormu, stracili oni życie i wylecieli za burtę. Jednak wbrew pozorom nie musieli być to wcale biblijni giganci, a Magellan i jego załoga mogli natknąć się na plemie Tehuelche.

Biorąc pod uwagę dość duży wzrost członków tego plemienia oraz fakt, że Hiszpanie nie należeli do najwyższych ludzi ówczesnej epoki nie wykluczone, że zeznania Magellana zgodnie z którymi byli oni przynajmniej dwukrotnie wyżsi niż przeciętny człowiek nie były wcale kłamstwem. Fakty są jednak takie, że o ile rzeczywiście chodziło o plemie Tehuelche to szacunki Hiszpana dające im od 3,5 do 4,5 metrów wzróstu nie mają racji bytu.  Giganci z Patagonii zostali jednak zagadką na wiele lat, a każda z kolejnych wypraw nie odnalazła niczego co przypominało choćby w najmniejszym stopniu to co widział Magellan i jego załoga.

Czy oznacza to, że relacje o ogromnych mieszkańcach Patagonii były jedynie elementem propagandy mającym za cel odegnać wszelkich kolonizatorów z innych państw? A może giganci zwyczajnie emigrowali wgłąb kontynentu, a plemie Tehuelche napłyneło dopiero później na opuszczone przez nich tereny? Niestety, ale nie dysponujemy wystarczającą ilością informacji by można byłoby robić cokolwiek poza gdybaniem.

 

 



Portal DeathList przewiduje śmierć królowej Elżbiety i Davida Rockefellera w 2017 roku

"Komitet ekspertów" z portalu internetowego DeathList.net przygotował kolejną listę osób, które, zdaniem "specjalistów", mogą umrzeć w tym roku. Pojawiła się na niej między innymi królowa Elżbieta, David Rockefeller oraz były prezydent USA, George H.W. Bush.

 

Portal DeathList.net zajmuje się takimi przewidywaniami już od 1987 roku. Pierwsze predykcje wychodziły bardzo słabo, lecz po 2000 roku sukcesy były coraz większe, co można zresztą sprawdzić w ich archiwum. W przeciągu ostatnich 14 lat, właściciele tej strony internetowej zdołali przewidzieć śmierć średnio kilkunastu osób na rok. To całkiem niezły wynik.

 

DeathList.net kieruje się konkretnymi regułami. Na początku każdego roku wybiera 50 osób ze świata polityki czy filmu. Muszą to być wystarczająco dobrze znane osoby, tak aby była pewność, że główne media poruszą temat ich ewentualnej śmierci. Kolejną istotną kwestią jest to, że nie można wytypować ludzi, w przypadku których śmierć w najbliższym czasie jest niemal pewna ze względu na jakąś chorobę.

 

W 2016 roku osiągnięto całkiem dobry wynik, gdyż przewidziano śmierć 12 osób - krykiecisty Martina Crowe'a, aktorki Zsa Zsa Gabor, byłego prezesa organizacji FIFA João Havelange'a, króla Tajlandii Bhumibol Adulyadeja, pisarza Richarda Adamsa, aktora Abe'a Vigoda, aktorek Liz Smith i Nancy Reagan, przywódcy rewolucji kubańskiej Fidela Castro, byłego Sekretarza Generalnego ONZ Boutrosa Boutrosa-Ghali'ego, prezentera telewizyjnego Cliffa Michelmore'a oraz słynnego boksera Muhammada Ali'ego.

 

Kto zdaniem samozwańczego komitetu ekspertów odejdzie w 2017 roku? Na liście pojawił się między innymi Filip, książę Edynburga wraz z żoną królową Elżbietą II; byli prezydenci USA Jimmy Carter i George H.W. Bush, ostatni król Rumunii Michał Hohenzollern-Sigmaringen, aktor który grał rolę Dartha Vadera w "Gwiezdnych Wojnach" David Prowse, miliarder David Rockefeller oraz były papież Benedykt XVI. 

 

Podejmowanie próby przewidzenia czyjejś śmierci to oczywiście bardzo trudne zadanie. Jednak weźmy pod uwagę skuteczność portalu DeathList.net z ostatnich 5 lat - udało się przewidzieć śmierć 61 osób spośród 250, czyli mamy niemal 25-procentową skuteczność.

 



W pokoju dziecięcym ożyła lalka – zaczęła ruszać warkoczami

W sieci pojawił się straszny film, nagrany w pokoju dziecięcym. Widać na nim lalkę, która ożyła. Bez pomocy z zewnątrz nastroszyła się jej czupryna, a warkocze podniosły do góry.

 

 

Dom, w którym doszło do nietypowego zdarzania, jest prawdopodobnie opanowany przez duchy. W jednym pomieszczeniu widzimy ruszającą się samoistnie lalkę, a w innym coś siłą podmuchu przesuwa przedmioty, leżące na stole.

 

Nie wiadomo dokładnie, gdzie powstało video. Według niektórych komentatorów, ojciec dziewczynki chciał zaprezentować szerszemu gronu złowieszczą atmosferę, która zatruwa życie jego rodziny.



Ufolodzy dostrzegli na księżycu 130 – metrowy kręgosłup

Jeden z ufologów wypatrzył na powierzchni księżyca dziwną strukturę, przypominającą kręgosłup, która , jego zdaniem, mierzy co najmniej 130 metrów. Samozwańczy eksperci wierzą, że jest to fragment szkieletu ogromnej istoty, która w przeszłości zamieszkiwała satelitę Ziemi.

 

 

Ostatnio mnóstwo wątpliwych „odkryć” tego rodzaju dotyczyło głównie Marsa. W ubiegłym roku wiele pisano o formach, przypominających ryby, dinozaury, wielbłądy, skorpiony, krewetki i inne zwierzęta, a także inne dziwne kształty na Czerwonej Planecie tj. sylwetka rycerza.

 

Księżyc w związku z tym jest mniej popularny, bo nie pracuje tam żaden łazik (dostarczony tam trzy lata temu chiński aparat Yuytu zepsuł się po przejechaniu zaledwie kilku metrów). Nie mniej jednak zdjęcia publikowane od czasu do czasu Gogle Moon są skrupulatnie przeglądane przez ufologów.

 

Eksperci twierdzą, że nie potrzeba wiele czasu, aby znaleźć ślady aktywności na Księżycu lub pobliskich planetach układu słonecznego. Obraz z dziwnym pasmem górskim, opublikowany przez Google Moon, każdy może ocenić sam, wpisując współrzędne: 03°53'18.47"S 17°34"20.73"W.



Wróżka przepowiada przyszłość wykorzystując szparagi

Brytyjska wróżka, przewidująca przyszłość z wykorzystaniem szparagów, powiedziała, że Wielka Brytania w 2017 roku będzie mieć prosperującą gospodarkę. Jemima Packington stała się sławna dzięki swojej unikalnej metodzie przewidywania, która polega na wyrzucanie w powietrze wiązek szparagów. W chaotycznym układzie spadających łodyg kobieta widzi pełny obraz przyszłego rozwoju. Stosując ten niekonwencjonalny sposób wróżenia, prorokini nadano pseudonim Asparamancer.

 

 

Jemima Packington jest jedyną w swoim rodzaju szparagową wróżką. Spotkać ją można m. in. na bardzo popularnym dorocznym Festiwalu Szparagów organizowanym w Anglii. Niewiasta układa do pięćdziesięciu prognoz dziennie. Okazuje się, że są one bardzo dokładne. Potwierdzają to ludzie, którzy korzystają z usług Brytyjki.

 

Asparamancer swoją karierę rozpoczęła w wieku ośmiu lat, a zdolności przejęła po ciotce, która potrafiła odczytywać przyszłość z fusów. Na jednej z sesji prorokini przedstawiła wizję na 2017 rok. Packington powiedziała, że w nadchodzącym roku Wielka Brytania i kilka krajów UE wyjdzie poza struktury Unii Europejskiej. Poważne kłopoty czekają brytyjską rodzinę królewską. Ponadto, wybuchną nowe skandale z udziałem znanych sportowców. Nawet jeśli te prognozy mogą wydawać się niejasne, w rzeczywistości są one dość szczegółowe, biorąc pod uwagę fakt, że pochodzą one z prostej wiązki szparagów.



W Meksyku urodził się chłopiec-mutant z dwoma głowami

W Meksyku przyszło na świat dziecko z dwoma głowami. Lekarze potwierdzają, że to nienormalne i dość rzadkie zjawisko, ale nie jest to pierwszy tego typu przypadek.

 

 

Według statystyk, prawdopodobieństwo występowania bliźniąt syjamskich wynosi jeden na sto tysięcy urodzeń i zazwyczaj dzieci rodzą się martwe. Tylko niewielkiej grupie od 5 do 25 procent udaje się przeżyć.

 

Ta anomalia pojawia się w wyniku nierozdzielenie lub częściowego rozdzielenia w macicy bliźniąt jednojajowych. Mutacja to wynik opóźnionego o co najmniej dwa tygodnie podziału zapłodnionej komórki jajowej i w konsekwencji pojawianie się kolejnych komplikacji w dalszej fazie rozwoju.



Siły Powietrzne Chile opublikowały niezwykłe nagranie ze spotkania z UFO

Kilka dni temu armia chilijska odtajniła nagranie, które ich zdaniem przedstawia spotkanie z UFO. Chilijski wojskowy komitet CEFAA, zajmujący się niewyjaśnionymi przypadkami w awiacji, a podlegający chilijskim Siłom Powietrznym, opublikował zapis spotkania z UFO jakie zarejestrował jeden ze śmigłowców patrolowych typu AS532 Cougar.

Niezidentyfikowany obiekt był niewidoczny na radarze, dowodem jego obecności jest tylko nagranie z pokładowej kamery oraz zapisy nieskutecznych prób komunikacji radiowej, podjęte przez załogę śmigłowca.

 

Odtajniono 9 minutowe nagranie dokumentujące to dziwne spotkanie w przestworzach. Doszło do tego przypadkiem, podczas rutynowego lotu z San Antonio do Santiago, który miał miejsce 11 listopada 2014 roku. Po chwili obserwacji obiekt zaczął wypuszczać coś w  rodzaju chmury, po czym zniknął z pola widzenia.

Zanim jednak się to stało doszło do kilku minut obserwacji. W tym czasie obiekt utrzymywał kurs śmigłowca znajdując się na podobnym pułapie, około 1500 metrów. Zdaniem wojskowych obiekt znajdował się o jakieś 50 km od śmigłowca patrolowego.

 

Na pokładzie maszyny typu AS532 Cougar znajduje się bardzo często stosowana kamera obserwacyjna WESCAM MX-15 HD, której obiektyw został skierowany w stronę dziwnego niezidentyfikowanego obiektu. Z nagrań w jakości HD wynika, że miał on kształt owalny na którym znajdowały się dwa światła. Kamera termowizyjna wskazała, że z nich emitowane było ciepło. Po 9 minutach obserwacji UFO zaczęło wypuszczać jakiś gaz i ostatecznie rozpłynęło się w chmurach.

Wśród licznych prób wyjaśnienia tej anomalii przodowały te wydające się najbardziej racjonalne. Sugerowano, że to samolot pochodzący do lądowania na lotnisku w Santiago. Sugerowano też, że mógł to być jakiś cywilny dron, albo pojazd szpiegowski obcego państwa. Proponowano nawet, że był to fragment rakiety. Jednak wszelkie dotychczasowe próby wyjaśnienia tego fenomenu zostały uznane za nieudane.

 

Przedstawiciele komisji badawczej CEFAA są przekonani, że kamery chilijskiego śmigłowca, zarejestrowały jakiś realny obiekt, który emituje pewną energię i porusza się w sposób kontrolowany. Skoro nie był to jednak samolot, balon meteorologiczny ani dron, to z czym w takim razie zetknęli się chilijscy piloci?

 

 



Strony