Styczeń 2017

Mózg i czaszka wyrosły w kobiecych jajnikach

Miniaturową czaszkę i mózg znaleziono w jajnikach szesnastoletniej dziewczynki. Dziesięciocentymetrowy nowotwór odkryto przy okazji operacji usunięcia wyrostka robaczkowego. Gdy lekarze wycieli guza, oczom ich ukazały się tłuste wiązki, a w środku zmierzwione włosy i trzycentymetrowa struktura, podobna do mózgu pokryta cienką płytką z kości czaszki. Analiza wykazała, że chirurdzy wycieli miniaturowy mózg i boczną masę, przypominającą pień, łączący narząd z rdzeniem.

 

 

Około jedna piąta nowotworów jajników zawiera obce tkanki, w tym tkanki włosów, zębów, tłuszczu, chrząstki i mięśni. Są to zazwyczaj łagodne guzy zwane potworniakami od greckiego słowa „teras", co oznacza „potwora". Powody ich formowania są nadal nieznane. Jedna z teorii głosi, że pojawiają się one, gdy niedojrzałe komórki jajowe nagle zaczynają wytwarzać różne części ciała.

 

Potworniaki często zawierają komórki mózgowe, ale struktura, przypominająca uformowany mózg, nie została nigdy wcześniej znaleziona. Tak twierdzi przynajmniej Masayuki Sintaku z Centrum Medycznego Shiga, który badał guza. Ukształtowany miniaturowy mózg rozwinął się tak dobrze, że byłby w stanie przesyłać impulsy elektryczne między neuronami, jak zwykły narząd.

 

U dziewczyny nie występowały wcześniej żadne objawy neurologiczne lub inne. Niemniej jednak, istnieją dowody na to, że kobiety z potworniakami jajnika ulegają zmianom w zachowaniu, przejawiającym się paranoidalnym myślami, pobudzeniem, napadami paniki lub utratą pamięci.

 

Niektóre z tych objawów neurologicznych mogą wystąpić, gdy układ odpornościowy rozpoznaje obce komórki mózgowe w jajnikach i atakuje je, co może prowadzić do stanu zapalnego. Zwykle objawy ustają po usunięciu guza, jeśli nie ma powikłań.

 



Na Antarktydzie znaleziono lądowisko UFO za pośrednictwem Google Maps

Obraz ogromnej „drabiny” na Antarktyce rozbudza wyobraźnie komentatorów. Niektórzy twierdzą, że może to być lądowisko UFO. Obiekt został znaleziony przez Internautów w Google Maps.

 

 

„Schody do nieba”, znajdujące się na pustkowiu Antarktydy, są pokryte grubą warstwą śniegu. Zdjęcie opublikował człowiek, skrywający się pod nazwą Godlike Productions. Autor uważa się, że to odkrycie jest bezpośrednim dowodem na istnienie życia pozaziemskiego.

 

„Dziś rano moi koledzy w pracy rozmawiali o spiskach. Jeden z nich był związany z tajemnicą wokół Antarktydy. Byłem tak znudzony, że postanowiłam poznać kontynent za pośrednictwem Google Maps i znalazłem gigantyczną „drabinę”.

 

Co ciekawe, inni użytkownicy sieci też są przekonani, że młody człowiek znalazł miejsce lądowania UFO.

 

„Tak samo wyglądają niektóre obiekty na Marsie. To naprawdę przypomina drabinę. Być może jest to część jakiejś piramidy?”.

 



Owalna konstrukcja na Antarktydzie może być śladem działalności człowieka

Co jeśli, w odległej przeszłości, kiedy Ziemia a wobec tego także bieguny były zupełnie inne niż dziś, rozwinęła się tam zaawansowana cywilizacja zdolna do tworzenia fascynujących budowli, pomników i świątyń? Naturalnie, wielu z teoretyków spiskowych usiłuje odpowiedzieć na to pytanie już od dawna. Okazuje się, że dziwne, owalne struktury mierzące 122 metry średnicy znalezione jeszcze w 2012 za pomocą zdjęć satelitarnych, mogą być jednym z dowodów na to, że starożytne cywilizacje wędrowały kiedyś przez Antarktydę.

 

Co ciekawe, istnieją liczne starożytne mapy, które przedstawiają części Antarktydy wolne od lodu. Część z nich było tworzona przez żeglarzy pochodzących z Chin jednak chyba najbardziej znaną z kontrowersyjnych map była niewątpliwie ta skomponowana w 1513 roku przez tureckiego admirała Piri Reisa, która dokładnie odwzorowywała linię brzegową Antarktydy, kontynentu, oficjalnie odkrytego między 1818-1820 rokiem. Analizując jakość odwzorowania linii brzegowych należy stwierdzić, że i zachodnia Europa i Afryka są łatwe w rozpoznaniu na mapie. Widać Azory, Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Czarnego Przylądka. Łatwo również rozpoznać wschodnią Amerykę Południową, ale zaczyna się tam już pojawiać wiele fragmentów niepasujących do naszej wiedzy. Mimo tych braków szokuje zaznaczenie na mapie pasm górskich, których w tym czasie nie znano.

Tego typu odkrycia wskazują dobitnie, że historia opowiedziana przez dzisiejszych uczonych jest niekompletna. Te "brakujące ogniwa" są obiektem wielu debat i sporów pomiędzy naukowcami reprezantującymi tak zwany główny nurt oraz tak zwanymi "spiskowcami" którzy twierdzą, że ludzie lub nawet jakieś pozaziemskie rasy zamieszkiwali naszą planetę znacznie dłużej niż sie oficjalnie uważa. Zdjęcia satelitarne z Antarktydy ujawniły zresztą kilka "dziwnie ukształtowanych formacji", które są rozrzucone po tym oblodzonym kontynencie. Naturalne formacje? Pareidolia? Te wyjaśnienia są jak najbardziej sensowne, jednak pojawia się problem. Chociaż niektóre z nich można łatwo wytłumaczyć za pomocą wspomnianych zjawisk, istnieją pewne odkrycia, które zdaniem części badaczy, stawiają wielki znak zapytania pod naszą domniemaną wiedzą na temat zjawisk zachodzących na Antarktydzie.

Przykładowo w 2012 roku obraz satelitarny Antarktydy pozwolił zauważyć dziwną formację o owalnym kształcie w jednym z najbardziej odległych miejsc na naszej planecie. Wspomniana na początku struktura o 120 metrach średnicy, skłoniła wiele osób do refleksji nad tym czy rzeczywiście może być ona wynikiem działania matki natury. Niezwykły kształt struktury sugeruje, może to być formacja zaprojektowana celowo, w bliżej nieokreślonej przeszłości. Trudno nie odnieść wrażenia, że całość konstrukcji przypomina ogromny mur który uległ zawaleniu.

"Struktura" położona jest nieopodal brzegu Antarktydy, jednego z najbardziej niegościnnych odległych i niezdobytych miejsc na powierzchni całej naszej planety. Nie da się ukryć, że jej istnienie nie musi być wcale rezultatem działania jakiejś prehistorycznej bądź pozaziemskiej cywilizacji, a może być chociażby owocem działalności Nazistów na tym kontynencie, którzy zgodnie z wieloma teoriami spiskowymi poszukiwali tam wejścia do wnętrza Ziemi. Naukowcy wykluczają jednak wszelkie tego typu wyjaśnienia, a ich zdaniem jest to poprostu kolejna dziwaczna formacja z lodu. Miała ona powstać poprzez nakładanie się na siebie kolejnych warstw śniegu, które na skutek działania niskich temperatur i wiatru stworzyły ten dziwny kształt. Nie jest to tak emocjonujące wyjaśnienie jak koncepcje prezentowane przez ufologów i zwolenników paleokontaktów lub amatorów zaginionej historii, ale nie da się ukryć, że jest ona bardzo prawdopodobna. Co oczywiście nie świadczy o tym, że jest ona prawdziwa.

 

 



Naukowcy udowodnili, że noszący imiona biblijne są długowieczni i raczej mądrzy

Naukowcy z Michigan w poważnych opracowaniach naukowych dowiedli, że imię człowieka ma wpływ na jego życie. Okazuje się, że ludzie, którzy mają imiona biblijne są długowieczni i odnoszą liczne sukcesy na swojej życiowej drodze, informuje Oane.ws.

 

 

Eksperci byli poważnie zainteresowani wpływem imienia na życie człowieka. W trakcie badań zgromadzono informacje na temat 3 mln osób. Zbierano dane dotyczące dat urodzeń, a pozyskany materiał odnoszono do imion współczesnych i dawnych.

 

Zidentyfikowano najczęściej nadawane imiona, gwarantujące długowieczność i sukces. Były to: Mojżesz, Dawid, Eliasz, Maria, Anna. Naukowcy odnotowali wiele osiągnięć w karierze osób naznaczonych tymi „nazwami”. Jak można wyjaśnić to zjawisko? Być może wynika to z powodu dyskryminacji. Ludzie ze starodawnymi imionami są przez to ambitniejsi, dążą do rozwoju zawodowego oraz trudniej im zaszkodzić oraz złamać psychicznie.

 

Dlatego naukowcy zalecają, aby dzieciom nadawać zwyczajowe, normalne imiona, a nie starać się imponować „tfałenowemu” otoczeniu i aplikować swoim pociechom nazwy typu Brajan, Ken, Dżesika, Kodomiusz i inne wynalazki.

 



Modele matematyczne wskazują, że epidemia zombie może zniszczyć ludzkość w ciągu 100 dni

Badania przeprowadzone przez studentów z Uniwersytetu Leicester wskazują, że apokalipsa zombie nie potrwałaby długo. Modele matematyczne pokazują, że już w ciągu 100 dni od wybuchu epidemii zombie, na świecie pozostałoby tylko 273 żywych ludzi.

 

Jest to dość zaskakujące, że potencjalna epidemia wirusa zamieniającego ludzi w bezmyślne zombie jest przedmiotem badań naukowych. W 2013 roku, mikrobiolodzy Jonathan D. Dinman oraz Samantha Price stwierdzili, że wybuch takiej epidemii jest całkiem możliwy a wirus zombie istnieje w pewnym sensie pod postacią wścieklizny - zakażenie jest niemal w 100% śmiertelne, zamienia człowieka na chwilę w "żywego trupa" i przeprogramowuje jego zachowanie tak aby gryzł innych ludzi, dzięki czemu infekcja się rozprzestrzenia. Jednak wirus wścieklizny musiałby wyewoluować, ponieważ w obecnej postaci zabija swoją ofiarę zaledwie kilka dni po wystąpieniu objawów.

 

Studenci z Uniwersytetu Leicester postanowili sprawdzić jak niebezpieczna mogłaby być epidemia zombie. Wzięto pod uwagę, że każdy zombie miałby 90% szans na znalezienie jednej ofiary w ciągu dnia i mógłby przetrwać 20 dni bez ludzkiego mięsa. Przy uwzględnieniu populacji startowej na poziomie 7,5 miliarda osób i pojawieniu się tylko jednego zombie, już w ciągu 20 dni doszłoby do epidemii.

 

Przy braku jakiejkolwiek izolacji geograficznej, populacja ludzi na świecie spadłaby do 181 w ciągu 100 dni od wybuchu pandemii. Sytuacja byłaby niewiele lepsza, gdyby rozprzestrzenianie się zombie zostało utrudnione przez czynniki geograficzne - po 100 dniach od rozpoczęcia epidemii, pozostałoby tylko 273 żywych ludzi.

 

Przy kolejnych symulacjach, studenci wydłużyli długość życia zombie do jednego roku, ale dali ludziom 10-procentową szansę na zabicie jednego stwora w ciągu dnia. Uwzględniono także rozmnażanie ludzi - dodano zdolność kobiety w wieku reprodukcyjnym do urodzenia jednego dziecka co każde trzy lata. Bardziej rozbudowany model matematyczny pokazał, że wszystkie zombie wyginęłyby tysiąc dni po wybuchu epidemii a 9 tysięcy dni później, ludzkość ponownie zaczęłaby się odradzać.

Wiadomość pochodzi z portalu tylkonauka.pl

 



Zdaniem brytyjskiego badacza, w 2017 roku Planeta X zniszczy Układ Słoneczny

Teoria o Nibiru bardzo długo wydawała się tylko wymysłem garstki zapaleńców wspartym przez interpretację sumeryjskich tekstów. Jednak w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy potwierdzono, że daleko za Plutonem rzeczywiście może się znajdować nieznane nam wcześniej ciało niebieskie. Wywołało to nowy wysyp teorii. Jedna z nich zakłada, że Nibiru i kilka innych planet jej towarzyszących, może być na kursie naszej części Układu Słonecznego. Zdaniem niektórych badaczy, nastąpi to już w 2017 roku.

Tym razem apokaliptyczne przewidywanie ujawnił podający się za naukowca David Meade. Jego zdaniem w kierunku naszego Układu Słonecznego zmierza nie tylko planeta, ale caly system planetarny. Swoje przypuszczenia opisał w książce,  "Planeta X - Przybycie 2017".

 

Według Davida Meade, w naszą stronę leci nie tylko mityczna Nibiru, o której wspominali już starożytni Sumerowie. W sumie ma to być aż siedem ciał niebieskich orbitujących wokół tej planety. Uważa on, że nikt jeszcze nie zaobserwował tej grupy obiektów gdyż nadlatują pod niekorzystnym kątem w stosunku do Ziemi co rzekomo uniemożliwia obserwacje astronomiczne.

 

Mimo to David Meade twierdzi, że ma wiedzę o szczegółach tego systemu Nibiru. Uważa, że niektóre z ciał niebieskich wchodzących w jego skład są większe niż Ziemia, a niektóre mniejsze niż nasz Księżyc. Jego zdaniem Nibiru nadleci, a dowodem na to są ostatnie katastrofy naturalne jak trzęsienie ziemi w Nowej Zelandii, czy wybuchy wulkanów.

Teoria o Nibiru jeszcze pewnie nie raz stanie się przyczyną do powstawania kolejnych publikacji. Książka Davida Meade jest jedną z ostatnich takich pozycji, a jeśli w 2017, planeta X znowu nie nadleci, z pewnością pojawią się kolejne.

 

 

 



W Anglii znaleziono „intymną część ciała” mamuta

W hrabstwie Norfolk w Anglii poszukiwacz kopalin odkrył falliczny przedmiot, który może być penisem mamuta. Przypuszcza się, że znalezisko może liczyć nawet 700 tysięcy lat.

 

 

W Wielkiej Brytanii mężczyzna znalazł końcówkę skamieniałego penisa, który mierzy 6 cm długości. Niektórzy brytyjscy naukowcy uważają, iż może to być mamucie prącie. Przedmiot został odkryty w miejscu, gdzie 27 lat wcześniej wykopano szkielet prehistorycznego przodka współczesnego słonia.

 

Archeolodzy są jednak sceptyczni. Fallusy mamutów osiągały długość 6 stóp (183 cm), a nie 6 cm. Poza tym znalezisko nie wydaje im się tak wiekowe, jak inni to przedstawiają. W odpowiedzi właściciel stwierdził, że zwróci się do niezależnych ekspertów, badających kopaliny w celu rozwikłania zagadki.



Titanic nie zatonął w wyniku zderzenia z górą lodową – eksperci przedstawili nową wersję wydarzeń

Przyczyną zatonięcia Titanica było zderzenie z górą lodową i to jest oficjalnie przyjęta wersja. Nowe dowody wskazują jednak na coś innego. W przedniej części kadłuba wybuchł rzekomo pożar, który doprowadził do tej tragedii.

 

 

The Independent poinformował, że eksperci potwierdzili teorię pożaru na pokładzie. Nowa analiza obrazów ze statku wskazuje na ogień, jako główną przyczynę zniszczenia giganta.

 

Dziennikarz Shannon Moloney poświęcił ponad 30 lat badań na temat katastrofy na Atlantyku. Przestudiował wszystkie fotografie, wykonane przez głównego inżyniera, zanim statek opuścił Belfast. Według The Independent, Moloney dostrzegł potem na zatopionym kadłubie długi 30 – metrowy ślad.

 

Eksperci już potwierdzili, że szrama została spowodowana przez pożar, który wybuchł w komorze paliwowej. Zespół 12 mężczyzn próbował ugasić ogień, ale nie dali rady, bo temperatura osiągnęła 1000 stopni Celsjusza. Dopiero potem Titanic otarł się o górę lodową, a rozgrzane do czerwoności żelastwo nie wytrzymało tego kontaktu i jednostka poszła na dno.



XX wieczna książka przewiduje zagrywki polityczne dzisiejszych elit

W 1907 roku opublikowano książkę pt. "Lord of the World" czyli Władca Świata. Opowiadałą ona o losie amerykańskiego senatora o imieniu Julian Felsenburgh, który szybko wznosił się po stopniach kariery by stać się Prezydentem Świata. Zdaniem niektórych, informacje zawarte w tej publkacji w pewnym sensie przewidziały przyszłe wydarzenia, które obserwujemy obecnie.

 

Felsenburgh jest najwyraźniej niesamowicie podobny do Obamy. Obaj panowie byli amerykańskimi senatorami, oraz obaj odwiedzili Paryż gdzie wypowiadali się na temat pokoju. Brzmi to jak typowa teoria spiskowa, gdzie nawet najprostsze podobieństwa prowadzą nas w kierunku wyszukiwania trójkątów i spisków, jednak sprawa jest nieco ciekawsza.

Gdy Felsenburgh odwiedził Paryż, przewodniczył traktatowi pokojowemu w Europie, która wtedy była skąpana w chaosie. Zamieszki na ulicach, morderstwa, a protesty, jednak Felsenburgh zdołał stłumić wszystko to jego obietnicą pokoju. Teraz pojawia się Obama, który pociąga za sznurki w celu wypracowania umów na rzecz pokoju między Izraelem a Palestyną. Po pierwsze, polecił Samanthcie Power z ONZ wstrzymać się od głosowania potępiającego Izrael za budowę osiedli w Palestynie. Po drugie, zwołał konwencję paryską z udziałem 70 krajów zebranych w celu omówienia pokoju w Ziemi Świętej i rozwiązania w konfliktu tych dwóch państw.

Problem polega na tym, że ani Izrael ani Palestyna nie będzie na tym spotkaniu. Będą one całkowicie usunięte z bezpośredniej rozmowy a rozwiązanie konfliktu tych dwóch państw będzie osiągane bez ich udziału lub przyzwolenia. Pomijając już kwestię moralności takiego zachowania, to zwoływanie konwencji o rozwiązanie jednego z największych światowych konfliktów lądowych zaledwie pięć dni przed tym gdy prezydentem opuszcza biuro jest bezprecedensowe.

Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani to teraz pojawia się prawdziwa bomba. W powieści Lord of the World, możemy również spotkać inną dziwnie znajomą postać o imieniu Ojciec Franciszek. Katolika, który opuszcza kościół i łączy siły z Felsenburghiem w celu stworzenia nowej światowej religii. Jest ona kombinacją kultu Bogini Matki i masonerii. Warto dodać, że zgodnie z powieścią Felsenburgh sam jest, 33-letnim masonem, który nienawidzi zorganizowanej religii, zwłaszcza chrześcijaństwa.

Oczywiście nie wykluczone, że mamy doczynienia z bardzo dużym zbiegiem okoliczności. Można też założyć, że autor miał po prostu dobre rozeznanie w temacie masonerii i metod jakie wykorzystują oni na codzień. Lub co dużo bardziej prawdopodobne posiadał on wiedzę w kwestii rzeczywistych planów elit rządzących na nadchodzące stulecie, którą zawarł w swojej publikacji. Może się to wydawać nierealistyczne, ale co najmniej kilka osób, w tym były papież, sugerowali, że "Lord of the World" jest proroctwem w formie narracji. Naturalnie nie upatrywali się tu oni rzeczywistego przypadku jasnowidztwa, a raczej tak jak twierdził Benedykt XVI uważali ją za powieść profetyczną, która obrazuje przejście świata ku "globalizacji". Ile w tym prawdy, no cóż o tym wiedział tylko sam autor.

 

 



Zdaniem Lady Gagi, książę Karol Windsor nie jest człowiekiem

Lady Gaga powiedziała mediom, że książę Karol nie jest człowiekiem, lecz hybrydą człowieka i jaszczurki, potrafiącą zmieniać swój kształt. Według źródeł zbliżonych do gwiazdy pop, książę miał się przeobrazić na oczach Gagi, która odebrała to jako ostrzeżenie, by dostosować się do zasad panujących na spotkaniu.

Gaga relacjonowała, że po tym jak doszło do transformacji, książę Karol miał prawie 2,5 metra wzrostu, żółte, migocące oczy oraz łuskowatą skórę, w kolorze iguany. Książę Walii miał zmieniać swój kształt jeszcze dwa lub trzy razy, po tym jak przedstawił się piosenkarce, co spodowało, że ta, przestraszona zaczęła go unikać. 

 

Gwiazda pop twierdzi, że widziała jego przeobrażenie także podczas swojego występu, kiedy książę znajdował się na widowni. Jej zdaniem, mogła dostrzec jego błyszczące w świetle, jaszczurze zęby, nawet po drugiej stronie pokoju.

Lady Gaga uważa podobno, że zmienianie kształtu przez księcia Walii było jednocześnie oznaką siły oraz ostrzeżeniem, aby nie zadzierać z potężnymi reptilianami, wśród których Karol jest jednym z wyższych kapłanów.

 

 



Strony