luty 2017

Szczątki syreny w japońskiej świątyni wzbudzają coraz większe zainteresowanie

Japońska syrena, zwana Ningyo, nie ma nic wspólnego z europejskimi wzorcami, choć przypomina długowłose piękno z bajek Disneya, albo przebiegłą, podstępną dziewicę, przedstawianą w filmach. Ningyo to mityczne zwierzę, skrzyżowanie fantastycznego potwora z dużą rybą z zębami ostrymi, jak brzytwy, a niekiedy także z groźnymi rogami na głowie.

 

 
Japończycy są mocno przekonani, że w świątyni Ryuguji w mieście Fukuoka spoczywają szczątki morskiej pani, pochowanej tam w trzynastym wieku. Według legendy, ta rusałka objawiła się księciu Shotoku Taishi, który spacerował samotnie wzdłuż brzegu jeziora Biwa. Brzydko wyglądające stworzenie przemówiło ludzkim głosem i powiedziało Shōtoku o reinkarnacji. Ningyo wytłumaczyła księciu, że teraz jest syreną, ale przygotowuje się do odrodzenia w nowym życiu.

 

Przed śmiercią syrena poprosiła księcia, aby ten spełnił jej ostatnią wolę, tj. przeniósł szczątki do świątyni, aby jej ciało przypominało wszystkim o nietrwałości świata i wzywało ludzi do świętości. Książę spełnił jej wolę, ale martwa syrena była przekazywana kilka razy z jednej świątyni do drugiej zanim trafiła do Ryuguji.

 

Według innej wersji, kości syreny zostały znalezione na brzegu Zatoki Hakata na wyspie Kiusiu. Lokalny szaman uznał to za dobry omen i nakazał pochować szczątki syreny w „podwodnym pałacu Boga Smoka”. Wydarzyło się to siedem wieków temu. Do dziś w świątyni w Ryuguji zachowało się sześć kości tajemniczej istoty. Naukowcy wciąż nie mogą dojść do porozumienia, do kogo one należą. Najbardziej ortodoksyjni eksperci kojarzą je z morświnami z płetwami (łac. Phocaenoides Neophocaena) - rzadki rodzaj ssaków z brakiem wyraźnej płetwy grzbietowej. Jednak dla przeciętnych Japończyków, te kości to szczątki mitologicznego Ningyo.

 

Na temat japońskich syren krąży wiele legend. Przeważnie zawsze te stworzenia były traktowane, jako zwiastun nieszczęścia. Dawniej ich szczątki odnajdywano rzekomo na brzegach mórz i oceanów, co miało oznaczać wybuch wojny. Z tego powodu ludzie bali się tych istot i unikali kontaktów z nimi. Rybacy, którzy przypadkowo łapali je w sieci, od razu wyrzucali je z powrotem do wody.

 



Cechy wizji bliskiej śmierci

W czasie śmierci klinicznej wielu pacjentów wychodzi z własnego ciała. Większość z nich twierdzi, że słyszała nawet wypowiedzi lekarzy, że pacjent nie żyje. Następnie, będąc w tym stanie, słychać krótko rzekomo narastający ryk.

 

 

Najważniejszą rzeczą jest, aby wrócić do życia nie później niż w czasie sześciu minut, ponieważ dłuższy pobyt „tam" (tj. więcej niż pięć lub sześć minut) powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu i w konsekwencji śmierć. Co dzieje się w ciągu tych pięciu czy sześciu minut, podczas których lekarze starają się doprowadzić chorego do życia? Ludzie, którzy wracają z tamtego świata, mieli podzielną świadomość - widzieli i słyszeli wszystko, co się dzieje w momencie śmierci, ale nie mogli stykać się z ludźmi, którzy byli wokół nich.

 

Amerykański żołnierz opowiada, jak był w szpitalu, gdzie amputowano mu nogę z powodu gangreny, a on był na krawędzi życia i śmierci. Nagle żołnierz poczuł, że jego dusza opuściła ciało. Był zaskoczony, spojrzał w dół i zobaczył siebie, leżącego na łóżku. Zdecydował, że chce zobaczyć, co się dzieje w pokoju obok i postanowił przejść przez ścianę. Szybko zdał sobie sprawę, że może przeniknąć przez twardą powierzchnię, ale postanowił sobie, że jeśli on może przechodzić przez ściany, to może również wrócić do swojego ciała i pozostać w nim. W tym samym czasie widział wokół lekarzy,  którzy czynili wysiłki, aby przywrócić go do życia. W końcu się udało.

 

Większość ludzi twierdzi, że choć zdawało sobie sprawę, że umarło, ponieważ obserwowało nieruchome ciało i słyszało rozczarowujące diagnozy lekarzy, to jednak nie bało się śmierci. Wręcz przeciwnie - wszyscy, którzy przeżyli śmierć kliniczną, mówią, że czują się całkowicie zrelaksowani, a nawet przeżywają pewnego rodzaju przyjemność, że pewnego dnia znowu nieuchronnie nastąpi to zdarzenie. Po powrocie do ciała czuli straszny dyskomfort i chcieli wracać do światła.

 

Jest oczywiste, że wszyscy ludzie na krawędzi dwóch światów w którymś momencie doświadczyli bliskości śmierci. Niemal każdy pamięta, że w pierwszych chwilach dominuje chęć powrotu do ciała, ale potem szybko zmieniają stosunek do tego, co się dzieje. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do tych przypadków, w których doszło do spotkania ze świetlistą istotą. Kilka kobiet, które miały małe dzieci, opowiadały, że w czasie ich doświadczenia bliskiej śmierci też wolały zostać tam, ale czuły się zobowiązane wrócić do wychowywania maluchów.

 

„Myślałam - zostanę tu, ale potem pomyślałam o moich dzieciach i mężu. Teraz trudno jest dokładnie wyjaśnić tę część mojego doświadczenia. Kiedy doznawałam tych niesamowitych uczuć w obecności światła, ja naprawdę nie chciałam wracać. Myślałam też o swojej odpowiedzialności i obowiązkach wobec rodziny. Postanowiłam więc spróbować wrócić”.

 

W innych przypadkach ludzie mówili, że pomimo faktu, iż czuli się bardzo szczęśliwi i zrelaksowani w nowym stanie bezcielesnym, woleli powrócić do życia fizycznego, ponieważ zdawali sobie sprawę, że mają jeszcze bardzo ważne sprawy do załatwienia. W kilku przypadkach, było to pragnienie, aby zakończyć swoją edukację.

 

„Jestem absolwentem trzyletniej uczelni i musiałem skończyć studia. Został tylko jeden rok. Pomyślałem - nie chcę umrzeć teraz. Czułem, że jeśli to wszystko będzie trwać kilka minut i zostanę w tym świecie dłużej, przestanę myśleć o swojej edukacji. Wszystkie moje ziemskie zmartwienia stawały się obojętne”.

 

Dlaczego ci, co przeżyli śmierć kliniczną, wracają do ciała fizycznego? Wielu twierdzi po prostu, że nie wie, jak i dlaczego wrócili. Bardzo niewielu mówi, że była to ich własna decyzja.

 

„Byłam z moim ciałem fizycznym i czułam, że muszę podjąć decyzję. Rozumiałam, że nie mogę zostać długo tutaj tak blisko mojego ciała. Wiedziałam, że muszę się na coś zdecydować. Wiem, że to jest bardzo trudne do wyjaśnienia, ale było dla mnie jasne – albo odejść stąd, albo wrócić. Z drugiej strony, to wszystko było bardzo dziwne, a ja niby chciałam pozostać w bezruchu. To było dość zaskakujące uświadomienie sobie, że będę musiała czynić dobro na ziemi”.



Masowe opętanie w Kolumbii po nieostrożnych zabawach z tabliczkami ouija

Przed kilkoma dniami w kolumbijskim mieście Lloro, doszło do masowego opętania młodych ludzi bawiących się w seans spirytystyczny z wykorzystaniem mobilnych aplikacji symulujących działanie tak zwanej tabliczki ouija. Na skutek tych zabaw aż 20 osób zostało rzekomo opętanych i nie było z nimi normalnego kontaktu.

Tym razem opętanie dotknęło uczniów miejscowej szkoły rolniczej w Lloro. W sumie aż 20 osób zaczęło się dziwnie zachowywać po sesji z ouija. Ludzie krzyczeli, miotali się i wydawali gardłowe dźwięki. Przerażeni świadkowie próbowali ich unieruchomić i przetransportować do miejscowego kościoła.

Burmistrz Lloro był wstrząśnięty tym co widział. Młodzi ludzie bez powodu krzyczeli, że idzie po nich diabeł po czym nagle mdleli. Wezwani na miejsce lekarze rozkładali ręce twierdząc, że nie zdołali odnaleźć naukowego wyjaśnienia dla ich zachowania.

Takie zjawiska zdarzają się od niedawna w Kolumbii. Szczególnie spektakularnie wyglądało masowe opętanie, do którego doszło 29 kwietnia ubiegłego roku w Kolumbii. Na skutek nieostrożnych zabaw z tabliczkami ouija, doszło do opętania aż 80 osób. Byli to uczniowie szkoły  Elsa Perea Flores w Tarapoto w Kolumbii. Wygląda na to, że i tam młodzież wyzwoliła siły, których nikt nie był w stanie kontrolować.

Igranie z okultyzmem potrafi być bardzo niebezpieczne. Czasami nieświadomie poruszy się siły, które potrafią wywołać spore zniszczenie. Jednak moda na wywoływanie duchów trwa i o tym jak bardzo niebezpieczna jest to praktyka przekonuje się coraz więcej młodych ludzi. 

 



Tysiące ludzi oglądało dwa UFO nad Kuwejtem

W niedzielę 19 lutego 2017 o godzinie szóstej wieczorem ludzie z różnych miejsc w Kuwejcie  obserwowali dwa UFO. Na zaciemnionym niebie pojawiły się niezwykłe obiekty. Jeden z nich przybrał postać białej kuli i wisiał nieruchomo w miejscu, a drugi zachowywał się bardzo dziwnie.

 

 

Drugie UFO ze wszystkich stron otoczone było kamuflażem w postaci białej chmury. Niektórym ludziom trudno było rozpoznać jego kształt. To ciało kosmiczne poruszało się z małą prędkością do lewego boku i uwalniało podczas ruchu półprzezroczystą mgłę, która szybko się rozpraszała. Potem zjawisko zaczęło stopniowo „topnieć” i „rozmyło się” w powietrzu.

Wszystko to wydarzyło się wczesnym wieczorem tuż nad licznie zamieszkiwanymi osiedlami, więc UFO obserwowało tysiące ludzi. W sieciach społecznościowych już zaczęły pojawiać się filmy, dokumentujące ten niezwykły incydent i mimo ich relatywnie kiepskiej jakości istnieje co najmniej 5 osobnych nagrań tego fenomentu. Można o nich mówić co sie chce, ale taka mnogość rejestracji zjawiska UFO jest czymś niespotykanym. Daje nam to unikatową możliwość obserwacji tego zdarzenia z różnych kątów widzenia a zarazem potwierdza ponad wszelką wątpliwość, że takie zjawisko miało miejsce. Oczywiście kwestia tego czy niezidentyfikowane obiekty pochodziły z innej planety, pozostaje bez odpowiedzi.

 

 



Na zdjęciu z Marsa dostrzeżono szczątki starożytnej sumeryjskiej statuy

Na powierzchni czerwonej planety wykonano kolejne zdjęcie, które powoduje wiele kontrowersji w środowisku ufologicznym. Wielu osobom wydaje się, że zaobserwowano szczątki jakiegoś pomnika po dawnej marsjańskiej cywilizacji. Niektórzy sugerują, że przypomina on pomniki ze starożytnego Sumeru.

 

Zdjęcie, które wywołało takie zamieszanie zostało wykonane przez łazik Curiosity. Jest to jeden z wielu dziwnych obrazów nadesłanych przez to należące do NASA urządzenie przemieszczające się po powierzchni Marsa. Większość niezwykłych artefaktów, których doszukują się wirtualni archeolodzy analizujące dostępne publicznie zdjęcia z czerwonej planety, jest klasyfikowana jako tak zwane pareidolie, czyli doszukiwanie się znajomych kształtów w przypadkowych strukturach geologicznych.

Jednak przynajmniej część ekspertów w wyszukiwaniu tego typu nieprawidłowości twierdz, że tym razem może to być coś innego. Wyobraźnię pobudza przede wszystkim legenda o obcych przybyszach Annunaki, którzy rzekomo skolonizowali w przeszłości zarówno Marsa jak i Ziemię. Mieli podobno pochodzić z planety Nibiru i pozyskiwali na naszej planecie złoto. 

Starosumeryjskie wyobrażenie Annunaki

Opowieści o tej pozaziemskiej rasie można odnaleźć w sumeryjskiej mitologii. Znajduje się też wiele obiektów kultury z Mezopotamii, które wpisują się w te religijne historie. Odnalezienie statui przypominającej sumeryjską, ale na Marsie, z pewnością powoduje emocje. Jednak nie można stwierdzić ze 100% pewnością czy to co widzimy to nie jakiś psikus naszego mózgu starającego się przypisać znane kształty do przypadkowych form kamieni poddanych marsjańskiej erozji.

Oryginalne zdjęcie NASA

 

 

 



Największe Kłamstwo Świata

Odwieczny chrześcijański dylemat ewangeliczno liturgiczny w intencji hipotetycznej wyższości świąt bożego narodzenia nad świętami wielkiej nocy, swoim prestiżem nie ustępuje bliźniaczym dylematom judaizmu oraz islamu, w których po setki lat trwających pyskówkach, wojnach religijnych i świętych dżihadach i tak zawsze okazuje się że poszło po prostu o kozę.

Chrześcijanie nie są pod tym względem dużo lepsi, bo po wiekach religijnych konfliktów, mordów i wzajemnych rzezi wiedzą jedynie, że poszło im o zamiennik kozy, czyli o kobietę. Jedni chrześcijanie bowiem szanują Maryję i się zakochują, inni na nią psioczą i jej nienawidzą, lecz podniosła ranga tych męskich rozterek w swoim sednie i tak nie różni się niczym od semickich sporów na temat kozy. Jaka religia, takie też niesie problemy. A chodzi jak to zwykle u facetów po prostu o pieprzenie. O dupie Maryni każdy facet uwielbia sobie pogadać tak samo jak o dupie kozy każdy pastuch na pustyni.

Te pieprzenie o pieprzeniu przerodziło się jednak z biegiem czasu w dylematy religijne co jest już bardzo niepokojące.

- Kuria mać. – rzekło by się słysząc po raz tysięczny wciąż te same jałowe dysputy o pieprzeniu wypalające plazmę w telewizorach.

Kłamstwo. To wszystko jest to tylko jednak kłamstwo.

A każde małe kłamstwo może rodzić tylko większe kłamstwo. Te większe jeszcze więksiejsze i tak dalej… Co zatem jest największym kłamstwem świata? Kłamstwem ostatecznym? Kłamstwem zdolnym zwieść… miliardy?

Moim skromnym zdaniem, biblia.

Największym kłamstwem świata jest oczywiście stara, dobra biblia. Aleluja. Parafrazując świętego Mikołaja, jest to ho, ho, ho, największy bestseller wszechświata. Nawet Harry Potter przetłumaczony na tysiące plejadańskich komiksów nigdy nie pobił jej rekordu. Biblię bowiem wydano przez galaktyczną federację nie tylko dla Ziemniaków i Plejadanów, nie tylko w formie płynnej do przyjmowania w formie domózgowych zastrzyków na planetach wodnych, ale również w brajlu na Ciemnej Stronie Księżyca gdzie żyją jak wiadomo niewidome nazistowskie Elfy zmutowane ze zbiegów z III Rzeszy, aby oni również mogli poczytać sobie słowo boże wilgotnymi ze wzruszenia mackami. I w związku z tym szanowni chrześcijanie, radzę życzliwie nie czytajcie dalej tego tekstu. Biblię macie bowiem pod ręką i ta właśnie ukochana biblia do końca żywota waszego amen, w zupełności wam wystarczy. Ona ubogaca i doskonale opisuje każdy aspekt ubogiej duchowo egzystencji i nie potrzeba ubogaconym już niczego więcej na polu wegetacji. A jak nie daj boże, zgubicie swój drogocenny egzemplarz to chrześcijański szarak natychmiast z prędkością światła wam nową za darmo dowiezie… albowiem biblii jest co najmniej tyle w kosmosie co atomów wodoru w galaktyce. Więcej niż bitów w Internecie. Tak obliczyli poważni amerykańscy naukowcy bo jako że gdyby tylko na jednej na milion planecie w kosmosie istniało życie, i tylko na jednej z miliona zamieszkałych planet był tylko jeden chrześcijanin, i tylko jeden na milion z nich miałby tylko jedną biblię, to w całym wszechświecie muszą być tryliony biblii do potęgi pierdylionowej. Dostępnych oczywiście na wyciągnięcie ręki. Afroamerykańska matematyka nie pozostawia złudzeń i wszechświat muszą po prostu wypełniać biblie. Bóg nie gra w kości i nie leci w kulki, a więc skoro stworzył wszechświat to z pewnością zasypał go również bibliami. Ba, jako że biblia to jest przecież słowo boże a napisane w słowie bożym jest że „na początku było słowo” to może być również dowód koronny na to, że najpierw bóg stworzył pierdyliony biblii a dopiero potem obrzucił tę pustkę materialnymi galaktykami. I dlatego jest raczej pewne, że te wszystkie widoczne nocą gołym okiem tak zwane spadające gwiazdy są po prostu przelatującymi blisko Ziemi bibliami. Kto ma oczy ten wie. I dlatego drodzy chrześcijanie dalej nie czytajcie. To co jest poniżej to czyste herezje – nie marnujcie więc czasu na to co jest tylko w jednym nieautoryzowanym przez pana bozia egzemplarzu i skupcie się na swojej wszechświatowej biblii, gdzie są tylko i wyłącznie boskie myśli.

Jednak czytacie dalej. No cóż, ostrzegałem. Pamiętajcie jednak, że robicie to na własną odpowiedzialność. To tekst przeznaczony dla ateistów oraz wahających się, więc żeby potem nie było to tamto…

Ech... do czego to doszło, żeby człowiek z tego co napisał musiał się tłumaczyć…

No ale dobra, do rzeczy… aczkolwiek posiadam nieprzebrane zasoby litościwej ironii dla rozmaitych przesądów to gołe i niepodważalne fakty z poniższego tekstu mogą raz na zawsze zredukować żałosne resztki szarych komórek, jakie jeszcze łatwowierni posiadają do wegetacyjnej egzystencji. Ludzie zarażeni religią są bowiem niemal zawsze pacjentami z rodzaju nieuleczalnych i poza paru kuriozalnymi wyjątkami nieznane są przypadki, to dobre określenie… cudownego ozdrowienia. Istnieją, owszem nawet nawróceni na ateizm księża, tak to prawda, ale kompleksowo nie stanowią tego typu osobliwe przypadki nawet ułamka promila, a więc generalnie zabawa w doktora w przypadku chrześcijan jest niewarta świeczki. Świeczki dużo lepiej wepchnąć katolikom w tyłek a diabłu ogarek. Chrześcijanie są straceni, gdyż zaprzedali duszę… demonom. Wymyślonym ponadto. Taka jest goła prawda. Nie warto zatem ich ratować myślę, bo byłoby to jak zawracanie rzeki kijem – poza paru kropelkami wody nie dokona się nic więcej.

Warto natomiast i to bardzo mocno aby nie chrześcijanie ten tekst przeczytali, najlepiej na spokojnie i ze zrozumieniem, a być może uda się powiększyć wiedzę i uniknąć paru kolejnym jednostkom smętnego losu milionów zatraconych chrześcijan, którzy nigdy nie wiedzą o co chodzi i zawsze gonią w piętkę. Innymi słowy dla starych, beznadziejnie spierniczałych mocherów i tak szkoda zachodu ale dla młodzieży nigdy dość mądrego słowa, które im otworzy oczy na najbardziej podstępne pułapki, w jakie wpadli chrześcijanie.

Chrześcijaństwo bowiem jest to tylko nadęta do niewyobrażalnych rozmiarów mega pułapka chwytająca morderczo za gardło całe narody i trzymająca je wiekami w żelaznym uścisku. Pozostałe „bliskowschodnie” (czytaj: afrykańskie) zabobony – islam i judaizm – wyszły spod tego samego pióra. Te wszystkie bliźniaczopodobne pseudo religie to nie jest bowiem słowo boże. Zaprojektowano te zabobony rękami ludzi. Złych ludzi.

Pierwsze próby kontroli mas poprzez narzucone siłą religijne obłąkanie przeprowadzono w Babilonie. To tam wylansowano po raz pierwszy niejakiego Nimroda – tak zwanego zbawiciela ludzkości – w którego ślepa wiara i podążanie za jego naukami miało rzekomo pomóc znaleźć drogę do boga. I chociaż żaden z wyznawców nigdy go nie znalazł to rzeczywiście setki tysięcy… trafiły do nieba. Powyrzynali się po prostu. Tam też bowiem w Babilonie, po raz pierwszy straszono tych, którzy odrzucali te megalomańskie brednie ogniami piekielnymi, przez które wyznawcy zdrowego rozsądku mieli być męczeni przez całą wieczność. Od czasu babilońskiego Nimroda miliardy heh… baranków bożych nabrały się na tę właśnie durną do niemożliwości lipę.

Były w Babilonie opowieści dziwnej treści o kolesiu Tammuzie, synku królowej Semiramidy, o tym że został ukrzyżowany, że u jego stóp położył się grzecznie baranek, że po śmierci złożono go w jaskini i przywalono wejście sprawiedliwym kamieniem, a jak trzy dni później otworzono wejście jego ciało zniknęło.

- Znacie to już?

- Znamy.

- No to posłuchajcie…

Tak więc prawda jest taka, że to w Babilonie zaczęto spisywać i wdrażać (pod inną nazwą) to co się dziś nazywa chrześcijaństwo. To tam hebrajscy kapłani Lewici zaczęli wymazywać prawdziwą historię ludzkości, paląc księgozbiory i biblioteki oraz tworzyć fałszywkę, która prawdę ukryje na wieki. Kim są Lewici? No cóż, Lewici to po prostu czyste zło – uzależnieni od picia ludzkiej krwi najgroźniejsi na Ziemi fanatycy. Mordy rytualne, pedofilia, ludobójstwo, satanizm, i tak dalej. Diabelskie nasienie po prostu jeśli użyć nowomowy katolickiej.

Nie wierzycie?

Zwróćcie zatem odrobinkę waszej uwagi na słynną modlitwę „Ojcze nasz”… ogarniacie tekst? Pytam, gdyż leci tam że „któryś jest w niebie”, bla bla, „chleba naszego powszedniego”, bla, bla no i najciekawszy fragment „nie wódź nas na pokuszenie”…

A teraz pomyślcie ludziska przez chwilę o tym, o czym żaden chrześcijanin nie był zdolny pomyśleć przez ostatnie dwa tysiące lat: kto wodzi na pokuszenie?

Kto?

No kto to taki? Bóg? Dobry bóg? Kusi?

Ależ skąd, przecież doskonale wiemy że na pokuszenie wodzi… szatan, ot co.

Tak że „Ojcze nasz” to modlitwa do diabła. Całkiem niezły numer Lewici wycięli barankom bożym, no bo czyż nie? Nieświadome ofiary prania mózgu modlą się jak oszalałe zombie do niewidzialnego i rzekomo wszechobecnego bozia a nie wiedzą nawet, że to litania do diabła. Masakra.

Dlaczego o tym piszę?

To bardzo proste. Otóż biblia niesie poważne zagrożenie. Internet wypełniają bowiem powtarzane masowo informacje, że żyjemy w czasach ostatecznych, bla, bla, że apokalipsa świętego Jana, bla, bla, że trzy dni ciemności, bla, bla, że będzie wielki ucisk, bla, bla, że powszechnie wystąpi znamię bestii, i tak dalej. Ten bełkot nie ma końca normalnie. I chociaż sączy się jak ropa z wrzodu jedynie z katolickich to ogarnia wszystkie portale jak Internet długi i szeroki. I to co martwi bardzo to jakże oczywisty i jednocześnie bardzo trudny do zauważenia, (bowiem jeszcze nikt go nie dostrzegł) fakt, że w wyniku tej propagandowej nagonki ludzie zaczynają… akceptować ten wielki ucisk i całą resztę „proroczego” inwentarza. Akceptują, godzą się i nawet pojęcia nie mają, że taki był właśnie plan. Tak właśnie działa w praktyce obezwładniająca ludzi religia. Ona paraliżuje nawet niewierzących a więc nie są to błahe zagadnienia.

A jak jest tymczasem naprawdę z tym wielkim uciskiem i całą resztą biblijnego bałaganu?

To tylko historia. Czas mocno przeszły a nie  nawiedzone proroctwa na przyszłość uzyskane rzekomo od dawno nieżywych dewotów. To wszystko już bowiem było. Dosłownie całe te krakanie. Ktoś mądry powiedział, że ci, którzy nie znają historii skazani są na jej… powtórkę i miał na tym polu absolutną rację. Ja do tej uniwersalnej mądrości dorzucę swoje trzy grosze i ją uzupełnię o frazę „tylko ci, którzy historii nie znają”, bowiem kawałek historii podam poniżej po to aby czytający nie byli skazani na powtórki wynikłe z niewiedzy. Wiedza jest podana elegancko poniżej po to właśnie, abyście nie powtórzyli starannie zaprojektowanych przeciwko wam błędów. Biblijne przepowiednie to żadne przepowiednie, żadne objawienia, żadne proroctwa. To prosty w swej istocie złowieszczy plan, który już kiedyś w analogicznej sytuacji doskonale zadziałał niszcząc naiwną ludzkość. Identyczne przesądy, identyczne krakanie i identyczne pseudo proroctwa wypracowane jeszcze w Babilonie rozwaliły bowiem później Starożytny Egipt tak, że tamtejsza cywilizacja padła po prostu jak domek z kart. Ba, chociaż to jeden z największych sekretów rządzącej obecnie masonerii, można śmiało ogłosić na pohybel im, że w Egipcie istniała nie tylko identyczna do współczesnej pseudoreligia ale też… identyczny system polityczny. Identycznie niewydolny. I identycznie zaprojektowany tak jak religia aby razem z nią skutecznie unicestwiać całe narody. Czy ktoś z osób to czytających bowiem wiedział lub zdawał sobie sprawę z tego, że w Starożytnym Egipcie istniał… komunizm? Hę?

Ha. Jeśli ktoś coś na ten temat wie, (a jestem pewien że nikt kompletnie nie ma pojęcia) – no to bardzo proszę to udowodnić w komentarzach.

Prastara historia tej egipskiej komuny jest niezwykle pasjonująca ale to materiał na zupełnie inną opowieść. Będzie obszernie wyłożona w kolejnym artykule… a do tego czasu dajmy szansę wszystkowiedzącym „jasnowidzom” wypowiedzieć się w komentarzach. Podejmiecie oszołomki te proste wyzwanie? No to napiszcie coś o komunie w Starożytnym Egipcie – coś co „zawsze” było wam wiadome, objawione i tak dalej Smile

No dobra, ale skąd wiedza Lewitów na temat manipulacji masami i znajomość sposobów polityczno religijnych na zbiorowy gwałt ludzkiej świadomości?

Z tego samego źródła, z którego pochodzi wszelkie bogactwo tego plemienia. Została po prostu skradziona. Podczas pobytu w Babilonie posiadając swobodny dostęp do całej wiedzy tej cywilizacji oraz tamtej odziedziczonej po Sumerze Lewici nazbierali tę prawdę i fikcję całymi garściami i wymieszali ją z własnymi megalomańskimi fantazjami i dopiero te brednie jakie wyszły z tej mieszanki stały się starym testamentem, torą, talmudem, islamem…

Żeby nie zanudzać oto parę faktów, które są bezsporne. Tablice Sumeryjskie dowodzą, że genezis jest sumeryjską historią o Edin, która stała się Ogrodem Eden napisanym przez Lewitów „na nowo”. Plagiat. Historyjka o Mojżeszu jest identyczna z historią króla Sargona Starszego – on jako pierwszy po długim spływie rzeką został znaleziony w koszyczku w trzcinach i wychowany przez księżniczkę. Plagiat. Niewola egipska została całkowicie zmyślona – nigdy nic takiego nie miało miejsca a sami hebrajczycy którzy rzekomo żyli w ówczesnym Egipcie… nie zauważyli piramid i Sfinksa. Ot, co. To jest niesamowite. Powód tego mega przeoczenia jest taki, że Lewici po prostu nigdy nie byli w Egipcie. Wtopa na całego. Blamaż szarlatanów. To znacznie większa żenada niż jakby dziś być w Paryżu i nie zauważyć wieży Eiffla. Cała biblijna historia izraelitów jest po prostu przykrą dla ucha oraz rozumu chorą fantazją. To po prostu niewyobrażalne brednie. Napisany przez Lewitów eksodus jest ściemą mającą zataić fakt że hebrajska wiedza została bezzwrotnie zapożyczona z Egiptu po tym jak został zinfiltrowany przez piątą kolumnę. Oporu przeciwko nim w Egipcie nie było tak samo jak dziś nie ma przeciwko „antysemityzmowi” lub przeciwko tak zwanym „żydom”. Dzisiaj wysiłki mądrych paraliżowane są „poprawnością polityczną”, czyli kłamstwem, „mową nienawiści”, czyli prawdą oraz „fałszywymi wiadomościami”, czyli gołą prawdą, a wówczas całym szeregiem dogmatów za których naruszenie karano śmiercią. W średniowieczu zresztą zarówno chrześcijaństwo jak i islam lub judaizm również karały śmiercią za samo tylko podważanie religijnych dogmatów. I choćby nie wiem jak one były niedorzeczne (gadające węże, niepokalane poczęcie, wniebowstąpienie, etc) nie wolno było pod groźbą śmierci ich podważać. To wcale nie dziwi kiedy się wie że wszystkie te religie napisali ci sami manipulanci opierając je na tych samych przecież zmyślonych historiach. Nie ma absolutnie żadnych historycznych dowodów na istnienie Jezusa, Mojżesza, Noego i całej reszty biblijnej ferajny, z wyjątkiem zupełnie bezwartościowych historycznie tekstów wyprodukowanych przez Lewitów. Ile oni zła wyrządzili zakładając religijne kajdany miliardom ludzi chyba każdy doskonale wie, kto dostrzega wszechobecne podobieństwo sytuacji obecnej do tej z Babilonu lub tym bardziej Starożytnego Egiptu. Całe prawo nakazujące żyć wedle jego zwyrodniałej formy zostało sklonowane ze starożytności i narzucone obecnie żyjącym. Taka na przykład korona rzekomej królowej niebios Izydy (Egipt) lub wcześniej Semiramidy (Sumer, Babilon) składająca się z dwunastu gwiazd została przekopiowana po raz kolejny na koronę Maryi lub wręcz godło uni europedałopejskiej, która jest niczym innym ale współczesną formą starożytnego zamordyzmu zaprojektowanego przez Lewitów po to aby narzucić niewolnicze jarzmo całej ludzkości. Zapiski Egipcjan nie wspominają nic o hebrajskiej niewoli lub eksodusie. Tę część Lewici napisali sobie dopiero w stulecia po tym jak rzekomo miało to miejsce. Ponadto napisali to w Palestynie a więc wiadomo w końcu dlaczego „nie zauważyli” piramid albo Sfinksa, które są w Egipcie.

Skąd się zatem naprawdę wziął „żydowski” Mojżesz? Dawca praw starszych braci w lichwie i twórca mojżeszowej religii?

Mose, Muse lub Moses to jest każda osoba, która osiągnęła wyższy stopień wtajemniczenia w egipskich szkołach tajemnic. To po prostu Mistrz. To jest funkcja a nie konkretna osoba. Są przecież odczytane papirusy Manethona, egipskiego historyka sprzed naszej ery, który twierdzi że był kapłanem w Heliopolis i uzyskał stopień Mosesa. Ot co.

Skąd się wzięła zatem jehowa?

No cóż prawda jest i w tym przypadku banalna i to bardzo boleśnie. Jehowa to nie jest ani straszny żydowski bozio, ani też groźna jak nie wiem co siedmiocentymetrowa jaszczurka lecz… eova – najwyższy kapłan egipskich świątyń. Capo di tutti capi. To również jest funkcja a nie osoba. Coś na kształt współczesnego prymasa. Dziś za eovę robi najwyższy kapłan - kapłani masonerii, który swoim pokręconym przez chów wsobny umyśle, stanowi żydom ich nieludzkie „prawo” nie mające z rozumem nic wspólnego. Kiedy kurtyna wkrótce opadnie, oczom gawiedzi ukaże się w całej okazałości żałosne stado żałosnych zdegenerowanych genetycznie pokurczy a nie jakiś wszechmogący bozio. Tylko sami siebie oni uważają za „mistrzów” czyli Mosesów lub wręcz eowę (Jehowę) ale z prawdziwymi mistrzami takimi jak choćby z cechu szewców nie mają nawet jak się porównać. Nawet zelówki bowiem nie potrafią prawidłowo przybić i Jezusa tak podkuli, że mu gwoździe weszły w stopy. Rzekomo taki był właśnie plan, no ale co mają partacze powiedzieć? Mówią to samo co współcześni partacze ze współczesnej medycyny: operacja się udała ale pacjent nie przeżył. No ale nieważne bo póki co ta mega szopka z mega mocną jaszczurkę jehową mającą do pomocy mega mocnych mistrzów trwa w najlepsze i nadal ustanawia hebrajczykom ich… prawa.

I efekt jest taki, że te pochlasty już od urodzenia fanatycznie tną się nawzajem nożami po genitaliach bowiem obrzezanie to tradycja również splagiatowana, to dobre słowo… żywcem prosto z staroegipskich świątyń. Obrzezanie to dosłownie hm… obciach ale to nie jest wcale śmieszne, bo ten obciachowy „zabieg” mimo iż również „udany” tak traumatycznie wpływa na ofiary że dużo łatwiej nimi manipulować po tym jak się im zada morderczy cios w jaja tuż po narodzeniu. Obrzezanie to tylko tak naprawdę znak rozpoznawczy staroegipskich członków świątyń przeniesiony poprzez wymuszenie religijnym dogmatem na całe plemię hebrajczyków, którzy zanim Lewici napisali im religię „mojżeszową” wcale nie musieli się chlastać. Obrzezanie ryje psychikę nieodwracalnie i całkiem sporo ofiar skazuje na życie w roli żałosnego pederasty – i stąd między innymi taka „troska i zrozumienie” dla wszelkiej maści dewiantów na całym obszarze unii europedałopejskiej, rządzonej przecież przez niewybieranych przez nikogo eovów - najwyższych kapłanów masonerii. Stąd się biorą odniesienia na terenie całej Europy żywcem przeniesione ze Starożytnego Egiptu. Te wszystkie wszystkowiedzące oczy, obeliski, hieroglify, liturgie religijne, etc występujące wszędzie gdzie się da od Luwru aż po Watykan. To po prostu mega kopia tamtejszej cywilizacji. A tamta cywilizacja miała i system religijny i system polityczny napisany przez Lewitów i stąd się bierze ich niezdrowa nostalgia. Zaszczepili to całe starożytne zło na nasz grunt po to oczywiście żeby i naszą cywilizację w sposób zorganizowany doszczętnie zniszczyć i sprawnie wykończyć. W Egipcie plan A się udał i plan B również. Po Egipcie tylko piach i kupa gruzu pozostała, nic więcej. A żyjące w nim miliony? Ach tak… poszły prosto do nieba.

Jak powiadają chrześcijanie zawsze miłe są złego początki. Dostali całkiem za darmo fajnego zbawiciela, fajne obietnice fajnego życia wiecznego no i fajny system polityczny a teraz ich nie ma.

Oto więc mała dygresyjka.

Czy pamiętacie słynną reprywatyzację Bolka? Kiedy obiecał każdemu Polakowi po 100 milionów a potem z miną pokerzysty śmiało podwyższył pulę do trzystu i dorzucił jeszcze jakieś parówki? W zamian za zgodę na sprzedaż polskiego majątku w prywatne ręce?

Każdy katolik powinien to doskonale ogarniać, bowiem to co oferował Bolek to było klasyczne „wodzenie na pokuszenie”, o które tak mocno modli się każdy chrześcijanin codziennie.

Wielu katolików dało się Bolkowi pokusić. Bardzo wielu, ponieważ miał Maryjkę zawieszoną tam gdzie się nosi medale. I jaki był efekt?

Żałosny – bo każdy kto nosi maryjopodobny medalik dał się pokusić i otrzymał od Bolka dwadzieścia złotych na rękę. A po sto milionów na głowę wziął sobie on i cała reszta jego plemienia.

Prawda której niestety nie ma w biblii jest taka, że nie ma darmowych obiadów. Za darmo można jedynie dostać po mordzie. Ewentualnie święty obrazek. Jak ktoś się za dwadzieścia złotych sprzedał niech teraz nie kwiczy, że mu nieznośnie w niewoli. Trzeba było się sprzedać za sto zeta… to teraz mógłby z godnością służyć za parobka. Gdyby katolik myślał to w adekwatnie obiecałby oszustowi amnestię a potem wydał sprawiedliwe dożywocie no ale katolik nie myśli, bo zarówno swoje życie i swój rozum już dawno temu zawierzył ufnie Maryji, która dynda na jego szyi przypominając mu codziennie wisielczą pętlę, w którą samodzielnie włożył głowę.

No dobra, a tymczasem król Salomon i jego wspaniałe królestwo jest jak się okazuje tylko kolejną postacią fikcyjną. Nie ma żadnych śladów po nim i tym jego królestwie. Nawet królewski nocnik nie ocalał nie wspominając już o jakichś rzekomych pałacach wymyślonych przez Lewitów w biblii. Zero papirusów i dowodów archeologicznych. Ba, Herodot – ojciec nauki o nazwie historia – który osobiście przemierzył Ziemię i zbadał historię Egiptu i Bliskiego Wschodu niczego kompletnie nie zauważył i niczego nie usłyszał o rzekomym królestwie Salomona lub eksodusie. Herodot nie był jedyny. Platon, który też namiętnie podróżował po tych rejonach także nic nie widział, nic nie słyszał na ten temat. Dlaczego? Ponieważ to wszystko są brednie.

Skąd się wziął zatem Jezus w książeczkach lewickich?

Oczywiście z Egiptu, a wcześniej z kilkudziesięciu innych miejsc na ziemi. Ale skoncentrujmy się tylko na tym egipskim źródle. Jezus wcześniej bowiem nazywał się Horus i był „synem boga” starożytnego Egiptu. Poniższe porównania obnażają cały fałsz kościoła katolickiego i chrześcijaństwa jako religii. Jezus był Światłem Świata - Horus był Światłem Świata. Jezus powiedział, że on jest drogą, prawdą i życiem - Horus powiedział, że był prawdą i życiem. Jezus urodził się w Betlejem, „domu chleba" - Horus urodził się w Annu, „miejscu chleba". Jezus był Dobrym Pasterzem - Horus był Dobrym Pasterzem. Siedmiu rybaków weszło na pokład łodzi z Jezusem - siedmiu ludzi weszło na pokład łodzi z Horusem. Jezus był barankiem - Horus był barankiem. Jezus jest identyfikowany z krzyżem - Horus był identyfikowany z krzyżem. Jezus został ochrzczony w wieku 30 lat - Horusa również ochrzczono w wieku 30 lat. Jezus był dzieckiem dziewicy Marii - Horus był dzieckiem dziewiczej Izydy. Narodziny Jezusa naznaczyła gwiazda - i narodziny Horusa naznaczyła gwiazda. Jezus jako dziecko nauczał w świątyni - Horus także nauczał jako dziecko w świątyni. Jezus miał 12 uczniów - Horus miał 12 zwolenników. Jezus był Poranną Gwiazdą - Horus był Poranną Gwiazdą. Jezus był Chrystusem (Christ) - Horus też był zwany Krst. Jezus był kuszony na górze przez szatana - Horusa kusił na górze Set. Mówią, że Jezus będzie „sądził umarłych" - ale wcześniej mówiono już tak o bogach: Nimrod, Kryszna, Budda, Ormuzd, Ozyrys, Aeacus i o wielu innych. Jezusa uważa się za alfę i omegę, pierwszego i ostatniego - tak samo było z Kryszną, Buddą, Lao-Kiunem, Bachusem, Zeusem i innymi. Twierdzi się, że Jezus czynił cuda, takie jak uzdrawianie chorych i wskrzeszanie zmarłych. To samo robili: Kryszna, Budda, Zoroaster, Bochia, Horus, Ozyrys, Serapis, Marduk, Bachus, Hermes i inni. Jezus był zrodzony z królewskiej krwi, tak jak i Budda, Rama, Fo-hi, Horus, Herkules, Bachus, Perseusz i inni. Jezus został urodzony przez dziewicę - tak samo było z Kryszną, Buddą, Lao-Kiunem czy też Lao-tsze, Konfucjuszem, Horusem, Ra, Zoroasterem, Prometeuszem, Perseuszem, Apollem, Merkurym, Baldurem…

Jezus to postać fikcyjna. Jest to po prostu zjawisko mające być obrazem starożytnego (w tym również Słowiańskiego) kultu słonecznego wypaczone oczywiście w celu kontroli mas na chory sposób przez pazerne na władzę doszczętnie zdeprawowane umysły. Biblia mówi, że Jezus powróci pośród chmur, a co jest pomiędzy chmurami? Słońce. Dwanaście apostołów to po prostu dwanaście znaków zodiaku – towarzyszy podróży Słońca po nieboskłonie. Trzy dni ciemności po śmierci Jezusa to przesilenie zimowe po prostu. 21 grudnia mamy zwyczajnie najkrótszy dzień w roku. Tego dnia Słońce „umiera”, czyli osiąga najniższy punkt na niebie. Potem następują trzy dni kiedy go „nie ma” – trzy dni ciemności - a od 25 grudnia wesoła nowina:  zaczyna się ono podnosić sprawiając że… bóg „się rodzi” czy tam „zmartwychwstaje”, bowiem tak naprawdę od tego dnia dni stają się dłuższe. Wyczekiwane z ekstazą zapowiedziane przez biblijnych proroków „powroty” Jezusa (Słońca) katolicy mają zatem co roku, lecz są zbyt zaślepieni aby to dostrzec. Martwią się brakiem Jezusa kiedy on jest a umierają z tęsknoty kiedy i on „umiera” nie mogąc się doczekać aż go zauważą nad swoimi głowami, które dla odwrócenia uwagi religia przygięła im pokornie do gleby.

Cokolwiek by nie wziąć z biblii na temat Jezusa pasuje idealnie do Słońca. Siedmiu rybaków – siedem dni tygodnia. „Wniebowstąpienie” - przesilenie, „narodziny z dziewicy” - gwiazdozbiór Panny, i cała, calutka reszta…

Kiedyś, być może, ogarną to i baranki boże.

Jezus jest „światłem świata”, czyż nie? Z Jezusa wylatują na wszystkie strony życiodajne promienie, czyż nie? Mają to przecież dosłownie namalowane na każdym świętym obrazku, czyż nie? Czego im jeszcze trzeba aby to prawidłowo ogarnąć? Podejrzewam, że delikatnego edukacyjnego uderzenia w kark trzonkiem od łopaty, bo tylko łopatologicznie można pewne rzeczy prostaczkom wytłumaczyć. Jego krew (witamina D) uzdrawia, czyż nie? Światło przywraca wzrok „ślepcom” (niewidzącym w ciemności), czyż nie? Promienie słoneczne, „przemieniają” cudownie deszczówkę w… winogrona, czyż nie?

Jezus to Słońce. Zjawisko. A właściwie to symbol tego zjawiska. I dlatego Lewici napisali biblię dopiero kilkaset lat po rzekomo opisywanych wydarzeniach. Przyczyna była bardzo prosta – tym kłamcom chodziło po prostu o to, aby żaden z żyjących „w czasach Jezusa” nie mógł tym bredniom zaprzeczyć.  Żeby nie było świadków, że żaden Jezus Chrystus nie żył w tamtym czasie lub śladów jakie po takim życiu musiałyby przecież pozostać. Ewangelie jak to udowodniono napisane są przez co najmniej 14 różnych osób – to jest bezsporne. Spierać się można tylko czy tych osób piszących biblię nie było jeszcze więcej. Duża część tej książki została napisana przez rodzinę Pizonów – czyli jak to się dziś ładnie mówi – rzymskojęzycznych Rzymianów – czyli po prostu hebrajskich Lewitów, żyjących 400 lat „po Jezusie” w Starożytnym Rzymie. Ten Rzym wcale nie upadł – jest najbardziej drapieżnym imperium w dziejach świata i trwa nadal w formie uni europedałopejskiej sterowanej przez Watykan, który już od tysiąca lat okupuje między innymi nasz Naród i naszą ziemię, przy pomocy starej dobrze już wypróbowanej zbawicielopodobnej religii i systemów politycznych także skopiowanych ze Starożytnego Rzymu,  Babilonu i Starożytnego Egiptu.

Z dziką satysfakcją mogę teraz oznajmić że tylko i włącznie bacologia od zawsze konsekwentnie oddaje należną cześć Słońcu odprawiając żubrową liturgię na plażach nudystów. Z żubrem, helou! Bo o ile wodę w wino to byle Jezus zamienić umie to wodę cudownie przemienić w piwo jedynie Słoneczko potrafi. Nie ma ani żadnej potrzeby nadawania Słońcu imienia i nazwiska ani też dopisywania do jego „dzieła stworzenia” poronionych ewangelii w celu czerpania nienależnych korzyści. Słoneczko jest bogiem jedynym, prawdziwym (zawsze czczonym przez Słowian), nie wymagającym oczywiście „dobrowolnej” ofiary na swoich „pracowników”, albowiem to nie są żadni pracownicy a jedynie zakłamani oszuści. Wszyscy duchowni – wszystkich religii. To tylko kłamcy, złodzieje, oszołomy i fałszywcy. Szumowiny i nędznicy.

Heh… z radości nad tą religijną kupą śmiechu aż mi bańki z nosa poszły…

Zrobimy więc tak, ja w ramach liturgii bacologicznej wysmarkam się i spożyję nabożnie kolejnego żubryka a tymczasem chrześcijanie, to dobre określenie… udadzą się na mszę dalej swoją wiarę jak sama nazwa wskazuje… udawać. Słowian cieszy do łez ten żałosny spektakl który rzuca ich odruchem Pawłowa cyklicznie co niedzielę na kolana. Tysiąc lat pokuty i klęczenia na pewno wzmocniło im kolana i jest to bardzo pozytywna wiadomość, bo poruszając się na czterech dużo bardziej przypominają baranki niż człekokształtne i to cieszy.

Chrześcijaństwo to mega lipa oparta na chorej fantazji. Udowadnia jak łatwo jest manipulować milionami przez garstkę do cna zboczonych facetów w sukienkach. Szukając sedna tej nędznej hucpy dostrzec można nawet gołym okiem, że sprowadza się ona w swojej istocie do zaledwie trzech najważniejszych punktów:

Po pierwsze - każdy chrześcijanin to rzekomo tylko ludzki śmieć, bowiem urodził się z grzechem pierworodnym – chodzi tu o to aby obarczyć niewinnych rzekomą winą,

Po drugie - każdy ludzki śmieć może być zbawiony jedynie przez wiarę w zbawiciela – chodzi tu o to że należy wykonywać polecenia kapłanów co daje im wolną rękę dla swoich poczynań – czyli po prostu grabieży majątku łatwowiernych,

Po trzecie - jak któryś się z tym powyższym dziadostwem nie zgadza – zostaje na wieki potępiony – to zwykły pospolity terror aby zastraszyć ofiary tej sekty. Taka osoba jest z reguły zabijana, wyklinana no i oczywiście ze wszystkiego rabowana.

Chrześcijaństwo to zatem zwyczajny bandytyzm podniesiony do rangi religii.

Biblia to tylko monstrualna góra brudu. Ona nawet nie powstała w języku hebrajskim lecz łacińskim i greckim. Większość ewangelii napisana została przecież przez jak to się dziś ładnie mówi – „rzymskojęzycznych arystokratów” – czyli po prostu zakamuflowanych na Rzymian krypto hebrajczyków.

10 przykazań „miszcza” Mojżesza kropka w kropkę pochodzi z egipskiej Księgi Umarłych

Dramatyczny niczym grecka tragedia, komedioderamat o wioślarzach z arki Noego jest niemal dosłownie zerżnięty z sumeryjskiego Eposu O Gilgameszu.

Eksodus po ubogaceniu go w turbo Mojżesza ukradziono Słowianom.

Tak więc badacze biblijni tracą swój bezcenny czas na badziewie, debatując nad kompletnie jałową kupą fantazji Tracą czas na bzdety. Czas który mogliby wykorzystać do celów twórczych.

Oczywiście wiem że pomimo ostrzeżeń chrześcijanie z zapartym tchem przeczytali tego artykuła. To było od początku jasne i logiczne jako że odkąd załadowali sobie do łba odpustowe historyjki o rajskim jabłuszku, wiadomo że zakazany owoc smakuje im najlepiej.

No ale cóż, taki był właśnie mój zamiar: zaostrzyć im niezdrowe apetyty a potem zrobić umysłową lewatywę. No i dali się podejść jak upośledzone dzieci…

Przeczytali właśnie to czego nie powinni i ich mózgi, które wcześniej były wodą teraz się gotują. Upuszczą więc nieco pary bo inaczej im bania eksploduje: popsioczą pod moim adresem jak znam życie, że będę się smażył, że trafię do piekła, bla, bla, bla, że Jezus mnie nie zbawi i Maryjan nie uratuje, że mnie matka boska żywcem spali, i…?

I doskonale wiedzą – już wiedzą – że te ich klątwy są guzik warte – są tak samo zryte jak zabobony które mają wryte bezpośrednio pod berety. „Ich” wiara to tylko napisana przez obcych paranoiczna patologia i w żadnym bądź razie nie zawiera ani słowa prawdy – to tylko monstrualna lipa, którą chrześcijanie samodzielnie wepchnęli sobie do głowy.

Jezusa nie ma bo go nawet teoretycznie nie mogło nigdy być, jako że żył 3 tysiące lat wcześniej jako niepokalanie poczęty przez Izydę Horus. Podobno, bo wcześniej też go nie mogło być jako że żył jeszcze tysiąc lat wcześniej jako poczęty niepokalanie przez Semiramidę Nimrod. Podobno…

Heh, a chyba już gdzieś czytałem że ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

A teraz my Słowianie jako ludzie rozsądni zastanówmy się nad osobliwym bałaganem jaki mają w głowach katolicy, otwórzmy sobie żubra i ze szczerą litością pomódlmy się za dusze potępionych. Potępionych na wieki wieków tą kłamliwą książeczką, którą mogło spłodzić jedynie najbardziej zwyrodniałe plemię na Ziemi.

- Sto lat piekła im i… na zdrowie!

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości może zmówić modlitwę za zatraconych chrześcijan:

Ojcze nasz nieosiągalny naszą wiedzą, ale istniejący, niech się święci imię Twoje, niech przyjdzie twoje prawo, dające światło światu gwiazd i naszemu życiu. Tego dnia ty nakarm nas chlebem i wybacz nam śmiertelne długi jak i my wybaczamy je przed niebem, ale nas chroń od pokusy i zła.

Zauważyliście uderzające podobieństwo do tej?

Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! 

Ta pierwsza modlitwa jest w muzeum w formie egipskiego papirusu. Tej drugiej rzekomo podarowanej dla swoich uczniów osobiście przez Jezusa nie ma, a rzekomo „żył” tysiąc lat po faraonie który napisał tę pierwszą.

Jaki wniosek?

„Ojcze nasz” to tylko kolejny plagiat.

Słynna „modlitwa pańska” jest niemal identyczna z egipską „modlitwą ślepca” faraona Echnatona  z okresu 1000 lat przed narodzinami Jezusa, czyli…?  Czyli, że modlitwa egipska została dostosowana do potrzeb hebrajskiego satanisty Pawła, który żrąc się z innymi hebrajczykami wygrał ostatecznie batalię o kształt nowego testamentu. I w ten jakże prosty sposób diabelskie korzenie zasadzono na gruncie chrześcijaństwa. Wzorcem tak zwanej modlitwy pańskiej była modlitwa egipska. To jest bezsporne i udowodnione. Przykro mi chrześcijanie że daliście się w jajco przez aż tyle setek lat robić. Całe bowiem chrześcijaństwo to w sumie tylko zakamuflowany kult diabła.

Amen.

źródło: zasoby internetowe - sztuk około 10 - zebrane, zmielone i upieczone jako smaczne ciastko



NASA po raz kolejny przerwała transmisję z ISS w chwili pojawienia się UFO

Wielokrotnie zdarzało się, że amerykańska agencja kosmiczna NASA, natrafiała na niespodziewane problemy techniczne, gdy tylko w pobliżu transmitowanej przez ISS transmisji na żywo, przelatywało coś co można było zinterpretować jako UFO. Tego typu zdarzenia są tak nagminne, że zasadniczo nikogo już nie dziwią, a ostatnia taka obserwacja miała miejsce całkiem niedawno.

 

Poniższe nagranie pochodzi z transmisji NASA i pokazuje zewnętrzną część Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W kadrze widać jak stacja porusza się w ciemnej otchłani kosmosu aż do momentu pojawienia się tajemniczego kulistego obiektu a następnie kolejnych podobnych do niego. Po dosłownie chwili od pojawienia się niezidentyfikowanych obiektów transmisja została odcięta i zastąpiono ją obrazem z NASA.

O ile był to po prostu jakiś kosmiczny śmieć to po co cała ta konspiracja z wyłączaniem transmisji włącznie? Nie wykluczone, że istnieje jakieś logiczne wyjaśnienie, które tłumaczyłoby zarówno dziwne zachowanie NASA jak i korelacje między transmisją a wspomnianymi obiektami. Obecnie bardzo trudno wymyślić jakiekolwiek uzasadnienie dla takiego zdarzenia w związku z czym te dziwne kształty, przynajmniej na tą chwilę pozostają Niezidentyfikowanymi Obiektami Latającymi.

 



W Peru pojawiły się pomniki reptilian – humanoidalnych gadów

W minionym tygodniu w Peru zauważono dziwne pomniki, zdaniem części obserwatorów statuy przedstawiają reptilianina lub obcych. Zgodnie z oficjalnymi danymi historycznymi, legendarny człowiek Iguana, którego przedstawienie widzicie powyżej ma stanowić upamiętnienie tego, że mieszańcy Peru mieli i bez wątpienia nadal mają swój udział w rozwój kontaktów z UFO.

 

 

Morrop bo tak nazywało się to tajemnicze bóstwo, stał się obiektem zainteresowania współczesnych rzeźbiarzy. Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem historyków, ten humanoidalny jaszczur, pełnił funkcję podobną do greckiego Charona i przeprowadzał dusze na drugą stronę oraz pośredniczył kontaktom między ludźmi a krainą zmarłych.

Obiekty te można podziwiać w Paseo Yortuque, leżącym w prowincji Chiclayo w Peru. Znajdują się tam różne pamiątki związane z okresem Mochica, wśród których jedną z najciekawszych atrakcji ma być właśnie wzorowany na przekazach historycznych pomnik Morropa. Biorąc pod uwagę ilość teorii spiskowych na temat legendarnych Annunaki, Wirakoczów, Nefilim czy indyjskich Nagów, możemy mieć pewność, że pomnik ten na stałe stanie się zagadką do rozwiązania. Czy rzeczywiście chodzi tutaj tylko o przedstawienie w skali 1:1 interesującego bóstwa? A może cel całej tej konstrukcji ma inne podłoże, którego na ten moment nie jesteśmy w stanie pojąć?



Ciało obywatela Bangladeszu jest całkowicie pokryte guzami różnych rozmiarów

Shadot, czterdziestoletni mieszkaniec Bangladeszu, cierpi na rzadką chorobę genetyczną – neurofibromatozę (nerwiakowłókniakowatość), z powodu której jego ciało pokryte jest strasznymi guzami o różnej wielkości.

 

 

Ponadto ohydny wygląd, który człowiek nabył w wyniku choroby nowotworowej, powoduje silny ból. Dlatego mężczyzna, o ile to możliwe, stara się nie nosić ubrania na górnej części ciała.

 

Shadot przyzwyczajony jest do tego, że ludzie się go boją, a dzieci uciekają z krzykiem, gdy go widzą. Shadota dotyka jednak najbardziej to, że jego dwunastoletni syn unika z nim kontaktu. W niedalekiej przyszłości mieszkaniec Bangladeszu przejdzie operację, polegającą na wycięciu kilku guzów na twarzy. Jest to niezbędny etap zabiegów w celu utrzymania widzenia u pacjenta.



Astronomowie z NASA nadal usilnie poszukują pozaziemskich form życia

Naukowcy z NASA nie nudzą się, spoglądają na inne planety, na które można byłoby przesiedlać Ziemian. Kosmobiolodzy są przekonani, że możliwe jest istnienie innych form życia, które będą całkowicie obce naszej percepcji.

 

 

Możliwe jest, że te obce formy życia występują w bardzo niskich lub wysokich temperaturach i niekoniecznie muszą posiadać kody DNA i RNA.

 

Teraz naukowcy z NASA starają się zrozumieć, w jaki sposób zidentyfikować mieszkańców innych planet, mając na uwadze, że te formy życia są całkowicie nieporównywalne z naszymi ziemskimi pojęciami.

 

Ponadto, trwają aktywne poszukiwania pozaziemskiej inteligencji. Amerykańska Agencja Kosmiczna wydaje rocznie na te eksploracje bajeczne i zawrotne sumy. Na razie to, co zostało odkryte, pozostaje jednak owiane tajemnicą.

 

Przypomnijmy, że około czterdzieści lat temu astronomowie zaczęli mówić o życiu na Marsie. Jednakże obecnie pozyskane dane nie potwierdzają tych założeń.