luty 2017

Czy zagadkowe starożytne koleiny to ślad prehistorycznej cywilizacji?

Skamieniałe koleiny znajdowane w różnych miejscach świata, mogą być pozostałością po ciężkich pojazdach terenowych. Nikt nie spierałby się pewnie z tą tezą, gdyby nie fakt, że zgodnie z opinią badacza zajmującego się tym tematem, ich powstanie datuje się na około 12-14 milionów lat temu. Według dr Aleksandra Koltypina, geologa i dyrektora Narodowego Centrum Badań Historii Naturalnej w Międzynarodowym Niezależnym Uniwersytecie Ekologii i Politologii, jest to jak najbardziej możliwe.

 

Bez wątpienia, jest to dość kontrowersyjne twierdzenie, szczególnie, że ludzka cywilizacja ma przecież sięgać swoją historią kilku tysięcy, a nie milionów lat. Oznaczałoby to, że albo mamy tu doczynienia z oszustwem, albo bezpośrednim dowodem na istnienie prehistorycznej cywilizacji wystarczająco zaawansowanej, by dysponować takimi pojazdami. Domniemane ślady kół miały powstać w środkowym lub późnym okresie miocenu.

Hiszpania, Castellar de Meca
(Źródło: Dr. Alexander Koltypin)

W tym czasie, ziemia była mokra i plastyczna jak glina. Duże pojazdy niemalże tonęły w błocie, jednakże ślady kolein opon na różnych głębokościach sugerują, że w miarę upływu czasu powierzchnia wysychała, ale pojazdy nadal się po niej przemieszczały. Informacje o tego typu koleinach są nieliczne, zwłaszcza w języku angielskim. Takie odniesienia zazwyczaj mówią, że tego typu otwory zostały pozostawione przez wozy ciągnięte przez osły i wielbłądy.

Turcja, Dolina Frygijska
(Źródło: Dr. Alexander Koltypin)

Pomimo tego, Koltypin uważa, że wyjaśnienie tajemnicy kryjącej się za tą pradawną siecią dróg jest inne. Skamieniałe koleiny kół do tej pory, zostały znalezione na Malcie, we Włoszech, w Kazachstanie, we Francji, a nawet w Ameryce Północnej.
Jednym z najważniejszych klastrów jest Sofca, w Turcji, gdzie otwory mają długość 75 kilometrów. Dr. Koltypin, przypisuje ich istnienie jednej zaawansowanej cywilizacji, istniejącej w bardzo odległych od nas czasach. Wiele burzliwych zjawisk naturalnych, takich jak tsunami, wybuchy wulkanów, powodzie i zaburzenia tektoniczne, mogły unicestwić wszelkie pozostałości tej tajemniczej kultury.

Wszystko poza drogami. Oczywiście nie ma co kryć, że na tą chwilę cała ta teoria jest szyta bardzo grubymi nićmi. Fakty pozostają takie, że petryfikacja może nastąpić w ciągu kilkuset lat, a w odpowiednich warunkach nawet kilku miesięcy. W związku z tym, to że koleiny są skamieniałe wcale nie musi oznaczać, że są aż tak niewyobrażalnie stare.

 

 

 



Nad koreańskim miastem trzy dni z rzędu obserwowane są dziwne słupy świetlne

Niezwykłe zjawisko zarejestrowano południowokoreańskim mieście Pusan. Podekscytowani ludzie przez ostatnie trzy noce są świadkami dziwnych zdarzeń. Nad aglomeracją w atmosferze zawisły ogromne jasne słupy, informuje YTN News.

 

 

Słupy świetlne, które zazwyczaj zasilane są światłem latarni ulicznych i reflektorów aut, występują przy okazji silnych mrozów (kryształki lodu w powietrzu), tym razem pojawiły się w niewytłumaczalny sposób. Obszar ich lokalizacji znajduje się wysoko nad miastem i nie jest związany ze sztucznymi źródłami emisji światła.

 

Pomimo faktu, że naukowcy nadal twierdzą, że te słupy są wynikiem normalnych zjawisk atmosferycznych, ufolodzy uważają, że w tym przypadku mamy z pewnością do czynienia z ewidentną ingerencją obcych.



Frank Lentini - trzy nogi i szesnaście palców

Od XIII wieku symbolem Sycylii jest Triskelion – trójnożny znak związany z postępem i rozwojem. Zaskakującym jest więc fakt, że na Sycylii właśnie 18 maja 1889 przyszedł na świat trójnogi Frank Lentini - przyszłość słynnego cyrku.

 

Rodzice Francesco mieli dwanaścioro dzieci, ale tylko on piąty, miał taki nietypowy wygląd. Natura obdarzyła chłopca trzema nogami (posiadał ponoć i czwartą, ale ta była słabo rozwinięta do kolana jedynie). Ponadto Lentini miał szesnaście palców i dwa penisy.

Dodatkowe kończyny miały należeć do bliźniaków, ale z dwóch zarodków w łonie matki, rywalizację wygrał jeden. Część brata w postaci nóg wrosła w plecy Francesco. Pod koniec XIX wieku takie przypadki były opisywane w literaturze medycznej, ale chirurdzy nie byli wówczas w stanie pomóc chłopcu. Operacja groziła paraliżem, a nawet śmiercią.

Rodzice porzucili dziecko. Za edukację i wychowanie wzięła się ciotka, ale i ona szybko pozbyła się podopiecznego, oddając go do sierocińca. Co dziwne, to doświadczenie było dla Francesco dość korzystne, bo pozbył się niechęci do własnego ciała za sprawą towarzyszy niedoli, którym przysparzał wiele radości swoim wyglądem.

„Od tamtej pory nigdy się nie skarżyłem. Myślałem, że życie jest piękne i cieszyłem się nim"- powiedział Lentini, wspominając swoje dzieciństwo.

Chłopiec nauczył się biegać, skakać przez skakankę, jeździć na rowerze i nawet grać w piłkę nożną. Wszystkie te umiejętności przydały się, gdy przeniósł się do USA i dołączył do trupy cyrkowej. Wówczas przyjął pseudonim artystyczny Frank.

W artykule biograficznym wspomniano, że Lentini miał osobliwe poczucie humoru i niesamowity urok. Dorastając, bawił publiczność nie tylko sztuczkami, ale także łatwością dowcipnej konwersacji. Na przykład często zadawał widzom pytanie – „Jak można kupić zestaw trzech butów?" - Frank odpowiadał: „Zawsze biorę dwie pary, a czwarty buta wkładam na nogę przyjaciela".

Aktor był dwukrotnie żonaty. Spłodził czwórkę bardzo zdrowych dzieci. Zyskały powszechne uznanie. Lentini pozostał popularnym artystą aż do ostatniego dnia. Śmierć zabrała go w siedemdziesiątym ósmym roku życia.

 



Amazońskie geoglify, tajemnicza pozostałość epoki przedkolonialnej

Postępujące wylesianie dżungli amazońskiej okazało się powodem do dość ciekawego odkrycia. Ponieważ drzewa znikają, już cwierć wieku temu, zdjęcia satelitarne umożliwiły odnalezienie czegoś co może być śladem po zaginionej cywilizacji, która mieszkała w tamtej okolicy około 4000 lat temu. To właśnie oni mieli stać za stworzeniem tajemniczych znaków, które określa się mianem amazońskiego Stonehenge.

 

Jennifer Watling, naukowiec pracujący w Muzeum Etnografii i Archeologii Uniwersytetu Sao Paulo, badała zagadnienie ponad 450 geoglifów ziemnych odkrytych w stanie Acre w zachodniej części brazylijskiej Amazonii. Archeolodzy natrafili tam na tak poważne problemy, że na przestrzeni lat byli oni w stanie określić jedynie (lub może aż) czym one na pewno nie są. Mianowicie, nie są to wsie, ponieważ znaleziono tam kilka cennych artefaktów, ani nie są to twierdze, ponieważ są one ułożone w zupełnie inny sposób niż wszelkie tego typu budowle w tej części świata.

Jak donosi w swoich badaniach w Proceedings of the National Academy of Sciences, archeolodzy wiedzą jedynie, że powstanie geoglifów było poprzedzone bezlitosnym karczowaniem ówczesnej roślinności przez ludzi mieszkających w lesie deszczowym. Pierwszym interesującym z perspektywy naukowców odkryciem było to, że bambus wytrwale funkcjonował tam poprzez różnych zmiany klimatyczne. Nie było dowodów na jego palenie, aż 4000 lat temu, gdy pierwsi ludzie pojawili się i wyczyścili obszary na których bambusy zastępując je innymi, bardziej użytecznymi dla ludzi drzewami.

W okolicach 2000 lat temu, ci nieznani rdzenni mieszkańcy zrobili to po raz kolejny, ale tym razem z innego powodu czyli w celu utworzenia tajemniczych geoglifów. Dzisiejsi badacze natrafili na nie dopiero w 1980 roku, a ich zasięg obejmuje 13 000 km kwadratowych. Glify są w większości prostokątne lub okrągłe, co prowadzi do konkluzji, że przynajmniej na początku znajdujące się tam zabudowania służyły za miejsce do życia lub obrony.

Problem polega na tym, że w czasie gdy niektórzy badacze odkrywali tam ślady po żywności inni odkrywali ślady połamanej ceramiki. Wspomniana wcześniej dr. Watling uważa, że obszar ten mógł pełnić rolę placu targowego w czasie żniw, ale naturalnie jest to tylko sugestia. W odróżnieniu do o wiele bardziej tajemniczych geoglifów z Nazca wyjaśnienie wydaje zaproponowane przez naukowców wydaje się więc jak najbardziej prawdopodobne, chociaż dość przyziemne. Jednak niezależnie od tego do czego służyły amazońskie geoglify, próbki gleby wskazują na to, że wszelka działalność ludzka w tym rejonie dziwnym trafem zakończyła się około 650 lat temu. Europejski kolonializm zagwarantował nam, że najprawdopodobniej nigdy nie poznamy prawdy na temat pochodzenia lub celu tych konstrukcji.

 

 

 

 



W ZSRR szkolono dyplomatów jasnowidzów

Według opublikowanych w styczniu odtajnionych archiwów CIA w drugiej połowie XX wieku, ZSRR był poważnie zaangażowany w przygotowania dyplomatów „jasnowidzów”. W celu opracowania programu dla użytkowania jasnowidzenia i telekinezy do celów wojskowych, ZSRR wysyłała za granicę dyplomatów zdolnych do oddzielania umysłu i ducha od ciała, aby wydobywać ludzkie sekrety i tajemnice. Do wniosków takich doszedł Edward Pullman - dyrektor Texas Center for the Study of Hipnosis.

 

 

Związek Radziecki był aktywnie zaangażowany w badania parapsychologii od 1950 roku. Początkowo były one utrzymywane w tajemnicy, a pierwsi przeszkoleni telepaci ruszyli do pracy w latach siedemdziesiątych. W tym czasie Związek Radziecki utrzymywał już ponad 30 ośrodków do studiowania zjawisk paranormalnych.

 

W Pentagonie uważają, że Sowieci wykorzystywali swoje dziwne doświadczenia w rozwoju operacji wojskowych, choć większość ludzi, pracujących w ww. placówkach, to rzekomo zwykli oszuści. Wcześniej CIA przyznała jednak, że Stany Zjednoczone pozostają daleko w tyle za ZSRR w rozwoju zdolności psychicznych w populacji. Z pewnością radzieckie agencje wiodły prym and amerykańskimi w tej dziedzinie.

 



Niewidoma jasnowidzka przepowiedziała los Donbasu

Niewidoma od urodzenia Elena Wesnihina odkryła w młodym wieku, że posiada niesamowity dar. Przewiduje ona radosne, jak i złe wydarzenia, koncentrując się na swoich marzeniach i wewnętrznych przeczuciach. W dzieciństwie Elena przewidziała śmierć swojej nauczycielki od muzyki. Pani pedagog zabrała swoich uczniów na koncert w Kijowie.

 

 

„Od razu wiedziałam, że tam nie powinniśmy jechać. Czułam, że to się stanie, ale nie umiałam jej przekazać tej nieprzyjemnej wiadomości. W rzeczywistości nie było też żadnego logicznego argumentu przeciwko odbyciu podróży. A potem było strasznie! Moja nauczycielka zmarła w pociągu z powodu zawału serca” – opowiada o traumatycznym przeżyciu Wesnihina.

 

Elena, pomimo niesamowitego daru, nie lubi, kiedy ludzie nazywają ją „wróżką przyszłości”.

 

„Nie jestem wróżbitką!" - mówi dziewczyna, choć i nie zaprzecza istnieniu pewnych niezwykłych zdolności.

 

Elena mieszka na Ukraina w Dniepropietrowsku. W związku z eskalacją konfliktu zbrojnego we wschodniej części Ukrainy, dziennikarze portalu Dniepr Weczernyj poprosili dziewczynę, aby ta wypowiedziała się na temat tego, co dzieje się w Donbasie.

 

„Czuję, że wojna zakończy się w tym roku. Oznacza to, że istnieje realne szansa na zawieszenie broni. Ta eskalacja konfliktu pokazuje, że nadszedł czas, aby ostatecznie rozwiązać sytuację"- powiedziała Elena Wesnihina.

 



Nad Ukrainą pojawiły się na niebie tajemnicze kręgi

Wczoraj po południu 09 lutego br. na niebie nad tzw. Przykarpaciu pojawiły się zagadkowe kręgi, których zdjęcia bardzo szybko zaczęto rozpowszechniać w sieci. Koła były tak wielkie, że widziano je w wielu miastach w regionie, informuje portalu Depo.Zakarpate.

 

 

Użytkownicy z zainteresowaniem wypowiadają się na temat publikowanych fotografii. Ludzie nurtuje kwestia pochodzenia kontrowersyjnych kół. Dyskutowanych jest wiele wersji zdarzenia. Niektórzy twierdzą, że to ewidentny dowód istnienia UFO i kolejny znak, że obcy wizytują naszą planetę.

 

„Tylko co nad moim domem pojawiły się dwa kręgi! Cud! Cud! Poprosiłem, żeby one przesunęły się w stronę centrum Iwano – Frankowska. Na pewno związane jest to z naszą cerkwią w centrum. Bóg daje nam dobre znaki” – żartuje jeden z mieszkańców, malarz - artysta Piotr Bujak.

Władze oficjalne tłumaczą, że incydent należy wiązać z przelotem samolotu odrzutowego.

 



Co takiego kryje się za tajemnicą Monumentów Yonugani?

Eksperci z Uniwersytetu w Ryukyu, sądzą że tajemnicze podwodne struktury odnalezione u wybrzeży Japonii mogły powstać do 8000 pne. Jeden z badaczy zajmujących się tym odkryciem, profesor Masaaki Kimura sugeruje, że są zostały one wykonane przez ludzi i że są one dowodem na istnienie starożytnej cywilizacji, która zniknęła na dnie oceanu.

 

Tajemnicze Monumenty Yonaguni wymykają się logicznym wyjaśnieniom już od 1985 roku od momentu ich odnalezienia przez przepływającego w okolicy nurka. Nikt nie jest pewien, skąd wzięły się te dziwne formacje i ogromne płyty skalne z wyraźnymi śladami obróbki mechanicznej. Teorie jak zwykle wahają się od starożytnych cywilizacji i obcych po niesamowity ciąg przypadków przez który te naturalne formacje jedynie przypominają dzieło ludzi. Niektórzy badacze i historycy uważają, że struktury w Yonaguni mogą stanowić pozostałość po mitycznym kontynencie Mu, który zgodnie z legendami miał znajdować się między Australią a Indiami.

Powodem, dla którego niektórzy archeolodzy i geolodzy pozostają sceptyczni względem pochodzenia podwodnego kompleksu jest to, że większość formacji w Yonaguni jest złączona z resztą skał tworząc jedną zwartą konstrukcję. Dlatego sugerują, że jest to dość nietypowa, ale jednak naturalna formacja skalna. Oczywiście wszystko zależy od interepretacji faktów. Według wielu nurków i naukowców, jednym z najlepszych przykładów świadczących o wpływie ludzi na ten kompleks są ewidentne tarasy i schody które na pierwszy rzut oka nie wyglądają jak formacja naturalna. Z drugiej strony, jeśli sie uprzeć to nawet niebywale płaskie bloki z bardzo ostrymi narożnikami, które też da sie tam znaleźć, można uznać za formację naturalną.

Wspomniany wcześniej profesor Masaaki Kimura, geolog morski z Uniwersytetu Ryukyu w Okinawie spędził kilka lat studiując kompleks Yonaguni. Kimura sugeruje, że są to pomniki wykonane przez człowieka i że są one dowodem na istnienie starożytnej cywilizacji, która zniknęła na dnie oceanu. Tutaj pojawia się zresztą najbardziej kompromisowa ze wszystkich teorii zgodnie z którą same skały uformowały się w sposób naturalny, ale zostały zmodyfikowane w pewnym momencie w historii przez jakąś bliżej nieokreśloną starożytną cywilizację.

Oczywiście to znalezisko wymaga jeszcze wielu lat badań. Fakt że znajduje się pod wodą nie pomaga zresztą w jego eksploracji, a wszelkie dowody jakie mogłoby świadczyć o jego dawnych mieszkańcach, najprawdopodobniej już dawno rozpadły się w pył. Jak widać, naukowcy nawet po ponad 20 latach badań nie tracą wiary w poznanie prawdy o tym kompleksie i powinniśmy chyba zrobić tak samo. Niezależnie czy uważamy że zbudowali go starożytni ludzie, kosmici czy dość osobliwe ruchy górotwórcze.

 

 



Wizerunek Matki Bożej pojawił się w chmurze

Pobożny mieszkaniec Królestwa Tonga w Polinezji twierdzi, że udało mu się sfotografować obraz Matki w niebie. Kilka dni temu Joey Mateo zauważył pojedynczą chmurę, która wisiała nisko nad ziemią i jakoś tak magicznie lśniła w promieniach zachodzącego słońca. Mężczyzna był zaskoczony tym, że obłok przypomina figurę Matki Boskiej w pełnej krasie. Bez większego namysłu, Mateo wyjął telefon komórkowy i zrobił zdjęcie niebiańskiego cudu.

 

 

Na zdjęciu naprawdę można dojrzeć chmurę z jasną kobietą w zarysie. Głowa efemerycznej pani jest przechylona na bok, podobnie jak na ikonach Matki Bożej. W skrócie, Mateo rzeczywiście udało się uchwycić na wideo coś niesamowitego - tajemnicza chmura jest bardzo podobna do Maryi.

 

Niesamowite zdjęcie zostało zrobione na początku tego miesiąca nad domem brata Joey na wyspie Tongatapu. Według autora fotografii, wyraźny zarys głowy, ciała i nóg NMP, a także złota poświata chmury od razu dała do myślenia, że jest to znak od góry, a nie złudzenie optyczne.

 

„To było nieoczkiwane. Zdałem sobie sprawę, że to nie jest przypadkowe. To jest prawdziwy cud, który ujrzałem pierwszy raz w życiu. Dziękuję Ci, Panie, za wszystko, co dla mnie robisz i dla mojej rodziny”.

 

Niebiańskie wizje tego typu mogą być przejawem działania sił wyższych, aby karmić wrażeniami zwykłych śmiertelników. Zjawiska tego typu są niezwykle rzadkie i nie każdemu jest dane coś takiego podziwiać za życia. Czasami te objawy są oczywiście wynikiem fantazji i nadinterpretacji, które i tak wywołują mistyczne przeżycia i uniesienia, a niekiedy przerażenie. W tym przypadku, zjawisko Dziewicy Maryi, można powiedzieć, było jasne i przejrzyste, ale nie każdy musi w to wierzyć ...

 



Archeolodzy odkryli mumię czterometrowego egipskiego boga Sobeka

Egipt to jedno z najbardziej znanych miejsc dla stanowisk archeologicznych i zaskakujących odkryć, jeszcze nie w pełni wyczerpanych, mając na uwadze jego sekrety i tajemnice. W północnej części prowincji Kina niedaleko Nag Hammadi na wschodnim brzegu Nilu, naukowcy badali groby, należące do najznakomitszych rodów społeczeństwa oraz świątynie, zlokalizowane nad rzeką. Dokonano tam niesamowitego odkrycia w postaci zmumifikowanych głów ptaków i innych zwierząt oraz krokodyli, których długość przekraczała metr.

 

 

Najważniejszym znaleziskiem okazała się jednak czterometrowa mumia egipskiego boga Sobeka w postaci gigantycznego krokodyla, pochowanego z odpowiednimi honorami i umieszczona w specjalnej komorze.

 

Odkrycie to stało się bardzo ważne dla badaczy starożytnej kultury egipskiej, ponieważ dotychczas uważano, że w tej dziedzinie ludzie nie oddawali czci gadom. Poza tym przy zmumifikowanym stworzeniu naukowcy odkryli dobrze zachowane instrumenty do balsamowania i tkaniny, w które zawijano ciała.



Strony