Marzec 2017

Zakazane 432Hz, czyli dlaczego przestrojono muzyczny świat

432hz

Wiadomo już, że cały nasz wszechświat oparty jest na wibracjach o określonych częstotliwościach. Jest po prostu dźwiękiem. Wszystko – ludzie, zwierzęta, przedmioty, słowa, czyny – posiadają swoje unikalne wibracje, czyli nadają na danej częstotliwości, tak jak fale radiowe o różnych częstotliwościach. Wiadomo też nie od dziś, że dźwięk może ukoić, uleczyć, ale można też wykorzystywać go w niecnych celach.

 

Jan Taratajcio, który od wielu lat starał się rozwikłać zagadnienie obliczania wartości częstotliwości poszczególnych dźwięków, tak by były one zgodne z naturalnym podziałem harmonicznym, wywierającym dobroczynny wpływ na człowieka, zauważył, że zostajemy poddawani działaniom tzw. broni sonicznej (na poziomie 440 Hz), dzięki której można wprowadzać ludzi w różne stany, m.in. złości, nienawiści, osłabienia. Jak sam mówi w swoim wykładzie o „tajemnicach 432 Hz” – wykorzystując dźwięk można zaburzyć nasze DNA. Tłumaczy to w ten sposób, że człowiek składa się w 60-70% z wody i jeżeli rezonuje coś niezgodnego z naturą, to w cząsteczce wody zaczyna powstawać chaos (gdyż dźwięk działa na wodę). W ten sposób zakłócając wibracje i tym samym pamięć wody, możemy uszkadzać DNA, co osłabia nasze organizmy. Zdaniem Taratajcio dobrym przykładem takich praktyk są dyskoteki, które niejednokrotnie ogłupiają młodzież.

 

432 Hz vs. 440 Hz

Czym się różnią częstotliwości 432 Hz i 440 Hz? Strój 440 Hz jest pozornie głośniejszy i agresywniejszy, można powiedzieć, że aż kłuje w uszy. Natomiast strój 432 Hz jest co prawda cichszy, ale także czystszy, bardziej klarowny, solidniejszy, łagodniejszy i po prostu przyjemniejszy. Częstotliwość 432 Hz jest pierwotna i naturalna, stąd też nazywa się ją również częstotliwością kosmiczną. Jest dźwiękiem uzdrawiającym. Wszystkie naturalne dźwięki występujące w przyrodzie, np. szum drzew, śpiew ptaków, szum płynącej wody, brzęczenie owadów, to dźwięki o tej właśnie częstotliwości. Często określana jest też jako częstotliwość pitagorejska, bowiem to Pitagoras opracował pierwsze jej zasady. Według tego uczonego w strojeniu dźwięków używano stosunku 3:2 i według tego stroju uzyskano dźwięk A=432 Hz. Większość instrumentów starożytnych strojono właśnie o 432 Hz. Jednak z czasem wielkich przemian wprowadzono strój 440 Hz. Do dziś stosowany jest w muzyce do strojenia instrumentów. Jednak ton ten budzi wiele kontrowersji. A zaczęło się już od samego pomysłu jego wprowadzenia…

 

Pożądana zmiana czy dźwiękowa konspiracja?

Teorii na temat przyczyn zmian stroju z 432 Hz na 440 Hz jest wiele. Początki tej ewolucji sięgają 1917 roku. Inicjatywa ta wyszła od rodziny Rockefellerów (swoją drogą należącej do rodów Illuminati), ale została odrzucona przez świat muzyczny. Jednak już rok później rząd USA przyjął to jako standard. Następną legislację standaryzującą częstotliwość 440 Hz zaakceptowały w 1939 roku Anglia oraz Niemcy. Świat muzyczny wciąż definitywnie wyrażał swój sprzeciw w tym temacie. Dopiero w roku 1951 na kongresie muzyków w Londynie zaakceptowano ten standard, chociaż protestowało wielu muzyków, w tym kilku tysięcy muzyków francuskich wystosowało nawet odpowiednie petycje. Ostatecznie w 1953 roku muzyka na całym świecie została dostrojona do 440 Hz przez ISO (International Standards Organization).

 

Dlaczego ustalono inne standardy stroju skoro większość muzyków z całego świata się z tym nie zgadzała? Pierwsze wyjaśnienie tych zmian, z pozoru bardzo łagodne i racjonalne, związane jest z masowym rozpowszechnianiem się muzyki w erze powstania radia i filmowych ekranizacji. Wobec tego w obliczu wielkiego rozprzestrzeniania się masowych mediów, zaszła (podobno) potrzeba ustalenia międzynarodowych standardów, które ujednolicą strój muzyczny na całym świecie. Kolejne wyjaśnienie nie dotyczy już pożądanej zmiany, lecz założeniu odseparowania człowieka od Boga. Założono, że strój 440 Hz nie występuje na identycznej, naturalnej fali ze Stwórcą, dlatego też człowiek oddala się od Niego. Najbardziej jednak rozpowszechniono teorię o dźwiękowej konspiracji. Otóż istnieje teoria, która głosi, że inicjatorem wprowadzenia owych zmian był nazistowski minister propagandy Joseph Goebbels. Znawcy tematu uważają, że częstotliwość 440 Hz jest czymś sztucznym, bardzo nienaturalnym, co źle wpływa na ludzkie centra energetyczne.

 

Poszukiwacze wątków spiskowych w tym temacie zaznaczają, że implementacja tej częstotliwości dopiero po II wojnie światowej miała za zadanie odpowiednio ukształtować rzesze ludzkich zachowań. Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, w jakim celu ktoś miałby implementować dźwięki na takiej częstotliwości, jednak można założyć, że „jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, albo o władzę, albo o jedno i drugie. Koniec końców ludzie sami w sobie nie mieli pojęcia i do dziś w większości nie mają, że taki problem jak wartości częstotliwości poszczególnych dźwięków w ogóle istnieje.

 

Konspiracyjne wyjaśnienie tematu zakłada jednak, że dzięki przestrojeniu z 432 Hz na 440 Hz staliśmy się więźniami pewnej świadomości, w której działamy, myślimy i czujemy w określony, zamierzony sposób. Sposób taki, jaki ktoś nam wyznaczył i z góry narzucił. A dokładnie chodzi o aplikowanie nam stałego stresu i uczucia presji, nacisku w konsekwencji, których stajemy się agresywni, nerwowi, mniej odporni na chwiejności emocjonalne, skłonni do psychoz i depresji oraz bardziej podatni na wszystkie choroby somatyczne z nowotworem włącznie.

 

Teraz zastanówmy się, jak często towarzyszy nam muzyka w stroju 440 Hz? Jak często chodzimy na koncerty, dyskoteki, wkładamy słuchawki na uszy, słuchamy radia w pracy, w samochodzie, w domu… Czy w ogóle zwracamy uwagę na coś takiego jak ton dźwięku, czy zauważamy różnicę w nim i w naszym zachowaniu? Posłuchajcie i oceńcie sami na przykładach popularnych utworów muzycznych:

 

ABBA – Dancing Quen

 432 Hz  http://terugnaar432hz.org/mediapool/65/656145/data/ABBA_-_Dancing_Queen_-

440 Hz  http://terugnaar432hz.org/mediapool/65/656145/data/ABBA_-_Dancing_Queen_-

 

Alizee – J’en Ai Marre

432 Hz http://terugnaar432hz.org/mediapool/65/656145/data/Alizee_-_J_en_Ai_Marre_-

440 Hz http://terugnaar432hz.org/mediapool/65/656145/data/Alizee_-_J_en_ai_marre_-

 

Celine Dion – Power Of Love

432 Hz http://terugnaar432hz.org/mediapool/65/656145/data/Alizee_-_J_en_Ai_Marre_-

440 Hz http://members.iinet.net.au/%7Ekubik/music/Dion.mp3

 

Artykuł pochodzi z portalu www.tajemnice-swiata.pl

Tajemnice Świata

 

 



Lechia - Kraina Bogów

Nigdy nie uczono nas o Lechii, Lachach, Laszkach i Polachach. Uczono jedynie o Polsce, Polkach i Polakach. Polska jednakże istnieje w sumie od niedawna, a tymczasem Lechia trwała przez tysiące lat. Dziwna sprawa. Są jednak jeszcze dziwniejsze. Bowiem to że Polak jest Polakiem, niemal każdy człowiek między Odrą a Bugiem doskonale wie.

To, że każdy rdzenny Polak jest Lechitą już dużo mniej ludzi ogarnia. Tego natomiast, że każdy rdzenny Polak jest tak naprawdę Słowiano Aryjczykiem nie wie na polskich ulicach niemal nikt. Pora nadrobić ten brak wiedzy i przy okazji pchnąć do przodu wiedzę o naszej prehistorii o kolejnych kilka tysięcy lat – nieznanych w Polsce kompletnie.

 

Po przetłumaczeniu z niemieckiego podręczników historii dla Polaków napisanych podczas tak zwanych „zaborów”, czyli pospolitej szkopskiej kradzieży całego państwa, dowiedzieliśmy się radosnej nowiny, że Mieszko I był księciem i założył Państwo Polskie. Tak głoszą germańskie legendy. Tak naprawdę jednak Mieszko I był lechickim królem a zaledwie księciem stał się dopiero po przyjęciu i tak nieważnego chrztu. To była degradacja niezależnego króla niepodległego państwa na lokalnego wodza odległej od Rzymu prowincji, podległej oczywiście papieżowi. Identyczny „awans” mieliśmy zresztą okazję całkiem niedawno oglądać na własne oczy.

 

Prezydent Kaczyński podpisał traktat akcesyjny do unii europedałopejskiej, czym zrzekł się niezależności całego kraju i… zdegradowany został z prezydenta niepodległego państwa do roli lokalnego namiestnika… papieża. Tak papieża, papiestwo bowiem tak samo jak cesarstwo rzymskie istnieje sobie nadal i mimo zmienionej nazwy na unia europedałopejska nadal jest naszym okupantem. Poza paru nazwami kompletnie nic się pod tym względem od czasów Mieszka nie zmieniło. Zintensyfikowano jedynie wysiłki, aby całkowicie wymazać naszą przedchrześcijańską historię. Kolejną bzdurą wygłaszaną na temat Mieszka I jest ta jakoby dokonał on chrztu Polski. To oczywiście nieprawda. Tak naprawdę bowiem ochrzcił się jedynie sam Mieszko I a nie cały kraj. Ponadto jeśli już być ścisłym to nie ochrzcił się ale przechrzcił, gdyż wcześniej za króla Popiela „obowiązywał” chrzest tak zwany prawosławny – bez księży, katedr i kościołów, czyli z popami, cerkwiami i całą resztą prawosławnego bałaganu.

 

Była to krecia robota niejakiego Cyryla i byle jakiego Metodego – dwóch po trzykroć przedziwnych prototypów popa - rzymskich agitatorów. Patrząc obiektywnie na ich rolę antyludzką możemy bez trudu mówić o funkcji czegoś w rodzaju no może nie robocopa ale na pewno heh… protopopa. Cyryl i Metody to byli wyszczekani jak podwórkowe Burki plebani beta. Przynieśli ciemnotę głosząc oświecenie. Jak wszyscy smętni kaznodzieje obiecywali pośmiertne życie wieczne żeby ukraść doczesne dobra. W tym oczywiście ziemię. W dzisiejszych czasach ich trudną, narażającą na śmiech funkcję, przejęli stojący nieruchomo jak żona Lota na skrzyżowaniu świadkowie jehowy. Też są zagubieni, też gadają do siebie samych, też nie mogą samodzielnie wydostać się z oszołomienia, i też mają natchnioną duchem świętym misję do wypełnienia. Sami co prawda czytać nie potrafią ze zrozumieniem, bo jako badacze pisma już od dwustu paru lat kompletnie niczego w nim nie wybadali, no ale innym książki do poczytania za darmo chętnie rozdają. Chcą po prostu - jak wszyscy jahwiści - co głupszych ubogacić, no ale przedziwnym zbiegiem okoliczności wszystko tylko nie pieniądze w tym celu rozdają. Ich rola antyludzka jest zatem identyczna do roli żałosnych pedofilów rozdających cukierki... nieważne.

 

Tak więc niemal dwieście lat wcześniej przed rzekomym przyjęciem przez Mieszka I chrześcijaństwa, chrześcijaństwo przyjęto w obrządku prawosławnym za króla Popiela. Okupant się wcale nie zmienił. Za Mieszka I jedynie wyburzono cerkwie i ulepiono w ich miejsce kościoły ale wymazać tamtej smętnej historii z oryginalnym chrztem z czasów Popiela i tak się nie udało, albowiem pozostały (do dziś istniejące) nazwy: Cerkwica, Popowice i tak dalej, świadczące o prawosławnym obrządku, który zaistniał wcześniej na ziemiach Lechii. Nie pisze się o tym i nie mówi, bowiem ten obrządek wprowadzono na niemal dwa wieki zanim powstały… Niemcy. Niemcy – nasi odwieczni dobrodzieje.

Samo jednak chrześcijaństwo to zaledwie tysiąc lat, co w porównaniu do naszej obecności na terenie dzisiejszej Polski i Ukrainy udowodnionej przez DNA na niemal 11 tysięcy lat jest po prostu chwilą. Gdyby jedno milenium uprościć do 60 minut to okres chrześcijaństwa jest w naszej historii tylko najczarniejszą jej godziną. Ponadto ten właśnie dzielny Słowianin, który zmutował około 11 tysięcy lat temu i przekazał każdemu swojemu potomkowi w linii męskiej charakterystyczną dla Słowian podgrupę DNA R1A1 nie był oczywiście przybyszem z kosmosu żyjącym samotnie na jakimś drzewie. Nie ulepił go też żaden nadprzyrodzony bozio z gleby albo bagna. Nie wykluł się on z jaja, nie przybył na meteorycie i nie zmaterializował z innego wymiaru. On i to jest pewne był tylko jednym z bardzo wielu członków licznego narodu obecnego na tych ziemiach. Fakty te są powszechnie znane i od ponad dziesięciu lat wiedza na temat naszego pobytu w Środkowej Europie od 11 tysięcy lat jest coraz bardziej rozpowszechniona. Ze źródeł historycznych wiemy również, że nasi przodkowie przez te tysiące lat nie siedzieli bezczynnie na dupie. Oni skolonizowali cały dosłownie obszar Europy, od Uralu aż po Atlantyk i wszędzie założyli kilka tysięcy miast istniejących zresztą do dzisiaj. Jako Słowiano Aryjczycy ucywilizowali po prostu cały kontynent tuż po tym jak cofnęły się zalegające Europę lodowce. Natomiast już jako Lechici czterokrotnie pokonali między innymi starożytny Rzym, plądrując te leżące na południu zbuntowane miasteczko.

Teraz mała dygresyjka. Tak zwane cesarstwo Starożytnego Rzymu wyewoluowało oczywiście na fundamencie kultury Etrusków. Etruskowie, czyli z rosyjskiego „Eto Ruski” (To Ruscy) byli jednym z plemion Słowiańskich, które pracowicie budowały Europę kładąc wszędzie tam gdzie dotarli fundamenty pod cywilizację. Etruskowie dali dzisiejszej Europie podstawy nauki, kalendarza, wiedzy rolniczej, a dzisiejsza pseudonaukowa dzicz, w ramach wymazywania słowiańskiej prehistorii, udaje że ich pismo (bliźniaczo podobne do staroruskiego) jest „nieodczytane”. Tak czy siak jednak na fundamentach kultury Etruskiej wyrosło cesarstwo Rzymskie – które oczywiście nakradło swoim ofiarom tak jak unia europedałopejska wszelką kulturę, wszelkie idee, wszelkie dobra, wszelkie wynalazki, po czym ogłosiła je wszystkie hurtem jako własne. Dziś na ten doskonały przykład, po kradzieży idei naszych słynnych na cały świat prawomocnych słowiańskich wieców udają że są twórcami (zwyrodniałej parodii tych wieców) o nazwie demokracja. I jak w kabarecie nas Polaków/Lechitów ci uzurpatorzy nawet nie mający bladego pojęcia o najwspanialszej bezpośredniej demokracji (wiecach) „uczą” zasad… demokracji. Komedia omyłek albowiem ci pedałopejscy „nauczyciele” nie tylko nie wiedzą kompletnie niczego o prawdziwej demokracji, to jeszcze nawet nie zdają sobie sprawy z oczywistego faktu, że ich zwyrodniała demokracja to nie jest żadna demokracja ale… biurokracja. W pedałopejskiej unii przecież nie sprawują rządów jacyś ludzie, nieprawdaż? Rządy sprawują… urzędnicy (czytaj: anonimowy jak pacjent zero kiły, par-lament europedałopejski) oraz stojący za nim tajny rząd, którego nikt przecież nigdy nie wybierał na żadne stanowisko. Ba, ten pseudodemokratyczny ciemny ludek, który zamieszkuje Zachodnią Europę nie ma nawet bladego pojęcia kto nimi naprawdę rządzi. Totalna niewiedza panuje na ten temat u lemingów wierzących naiwnie w tak zwaną rodzinę królewską, która bardziej przypomina rodzinę kurewską jeśli tylko jej anglosaskim zwyczajem uprościć zbyt skomplikowaną nazwę. Rzeczywistą władzę w rzekomo demokratycznej europedałopejskiej unii ściskają tymczasem w zachłannych rączkach zwyczajni bandyci poukrywani w przeróżnych lożach masońskich nie mających oczywiście nawet ze zwyrodniałą demokracją nic wspólnego. Tak więc Starożytny Rzym to są de facto pierwsze podbite przez wrogów Słowiańszczyzny ich własne ziemie, które po podboju wykorzystano do dalszego niszczenia naszej kultury i kradzieży dalszych ziem. Dlatego też napisałem że Słowianie plądrując parę razy Rzym uspokoili w ten prosty sposób te zbuntowane miasteczko.

No i to tyle dygresyjki i powracamy do dzielnych Lechitów. Lechici w chwilach pokoju wyeksportowali za granicę ponad milion (słownie: milion) ton żelaza zupełnie nie znającym tego metalu czereśniakom nadal żyjącym w epoce brązu. Lechici posiadali okutych w stal wojowników na wieki przed tym jak legiony rzymskie zaczęły biegać po Europie z gołymi tyłkami. Dopiero od nas Rzymianie otrzymali stal na swoje miecze, gdyż wcześniej biegali po wsiach jedynie z dzidami. Czasami któryś miał scyzoryk z miedzi nazwany szumnie mieczem no ale jego wartość bojowa była w sumie taka jak na przykład ryby miecza. O konnicy już nawet nie warto wspominać. Rzymianie w całej swojej historii mieli tylko jednego konia, na którym dowozili prostytutki dla cesarza, a tymczasem Lechia od dawna posiadała najlepszą na świecie konnicę. Ponadto pancerną niemal od zawsze. Natomiast ci osławieni nudyści ze starożytnego Rzymu, poruszający się grupowo w prześcieradłach, nigdy nie opanowali na tyle jazdy konnej aby stworzyć z niej czegoś na kształt wojska. Legioniści Rzymscy byli tak mocno przywiązani do swoich sandałów, że nawet krów nie osiodłali preferując pod tym względem murzynów. Dreptali więc na piechotę w kapciach do samego końca ich żałosnego sandałowego cesarstwa, w kitlach i z gołymi dupami, ściskając w delikatnych rączkach drewniane tarcze chroniące jedynie przed komarami. I to w zasadzie tyle na temat słynnych rzymskich legionów, które miały do siebie tę osobliwą przypadłość, że potrafiły wejść do lasu i zaginąć w nim, jak to się ładnie mówi… na całość. Aż kilku z legionów nie udało się bowiem nigdy odnaleźć. Porównując ich zdolności bojowe do dzisiejszych realiów, legiony rzymskie to było zgrupowanie harcerskie pozbawione opiekuna, obuwia, odzieży oraz kompasu. Ze wszystkich dzisiejszych sprawności harcerskich mogliby uzyskać jedynie tę za masturbację innych skautów. Legionów tych było bowiem wiele, w sumie to nawet cała armia pederastów, ale wartość bojowa jaką reprezentowali była znikoma, bo jak się okazało w walce potrafili wrogowi jedynie naubliżać. Nieudolnie ponadto.

Nam Słowianom naubliżali – w swoim mniemaniu - szczególnie dotkliwie. Do dziś nie przeprosili. Przezwali nas „barbarzyńcy” myśląc że to nas obrazi raz na zawsze. Słowianie jednak nie strzelili focha lecz zbili rzymskich pedałów stalowymi mieczami po gołych dupach i splądrowali Starożytny Rzym po raz już kolejny. Słowo „barbarzyńca” do dziś zresztą w tak zwanej pseudokulturze zachodniej – wyrosłej oczywiście jako spuścizna Rzymu – budzi po prostu trwogę i oznacza dziką trzodę. A co tymczasem te słowo naprawdę oznacza?

No cóż… „barba” to nawet dziś w ojczystym języku włoskich zniewieściałych wyjców operowych oznacza… „brodę”. „Barbiere” natomiast to po prostu fryzjer, czyli po naszemu „golibroda”. „Barbarzyńcy” to są zatem nie mniej nie więcej tylko po prostu „brodacze”.

Czy to określenie jest obraźliwe?

No właśnie. Barbarzyńcy – czyli brodacze się nie obrazili. Słowianie bowiem z dumą nosili swoje bujne brody i do głowy by im nawet nie przyszło, że w ustach przybyłych prosto z łaźni wygolonych pederastów może to być zniewagą.

Ich gładkie szczęki wygimnastykowane wzajemnym lizaniem się po genitaliach darły się wniebogłosy z nietrafionymi obelgami wszczynając harmiderek zupełnie jak w babskim maglu.

W zdrowej kulturze Lechitów pedalstwo było zupełnie nieznane. Wygolona twarz oznaczała kobietę po prostu. A zatem starożytnym pederastom zupełnie tak samo jak kłótliwym babom Lechici na uspokojenie wlali pasem na gołą dupę i odesłali zniewieściałe cioty z powrotem do domu. Legiony ciot po dotarciu do Rzymu wypłakały się w swoim pedałosenacie, tocząc pianę „wywalczyły” w nim jakieś prawa dla dewiantów po czym dalej z rozkoszą nosili damskie sukienki i poruszały się po Europie bez bielizny gorsząc żyjących wszędzie zdrowych jak dwa rydze wieśniaków.

O powszechnym pedalstwie w Starożytnym Rzymie pisałem zresztą już kiedyś i link jest poniżej gdyby ktoś miał wątpliwości:

http://innemedium.pl/wiadomosc/najstarsza-historia-swiata

Zamiast obcego pod każdym względem zwyrodniałego brudu dużo lepiej jest badać, myślę, nasze piękne i szlachetne dzieje. Pogłębiać naszą historię.

A ta chlubna jest i wspaniała. Lechia bowiem nigdy nie została podbita przez Persów, Greków, Rzymian, Bizantyjczyków lub Franków.

Lechia jak wiemy jako państwo została założona ponad 3700 lat temu. Jednakże Polacy/Ariowie/Słowianie jako rdzenni tubylcy są obecni na terenie środkowej Europy niemal 11 tysięcy lat. Tyle bowiem wynika ze wspomnianych już badań genetycznych, które są bezsporne, lecz to nie oznacza wcale jakiego mitycznego początku jako że sam fakt że nasz protoplasta doznał 10700 lat temu drobnej mutacji genetycznej świadczy o tym oczywiście, że nasi byli już tu dużo wcześniej.

Skąd się zatem tutaj wzięliśmy? Oto jest prawidłowe pytanie wzbudzające największą możliwą ciekawość.

Oto zatem najdalsza historia naszego wspaniałego Słowiańskiego Narodu, którą z dumą mogę oświadczyć, znowu udało się cofnąć o kilka tysięcy lat w przeszłość. Żeby nie było nawet podejrzeń że jest ona wytworem słowiańskich legend, jest ona opowiedziana przez jeszcze starszych białych ludzi nie będących nawet Słowianami.

Otóż żyje sobie jeszcze do dziś na Syberii kilkuset rdzennych Sybiraków. Z olbrzymiej  pradawnej populacji pozostało ich do naszych czasów zaledwie paruset. Przeżyli wszystkie hordy, podboje i najazdy i uniknęli zniszczenia swojej kultury poprzez przekazy tradycji przekazywane z ust do ust w linii żeńskiej, czyli z babki na wnuczkę. To ocaliło zarówno ich jak i przy okazji naszą najstarszą historię. A ta jest wręcz niesamowita…

Ich żywa tradycja jest przekazywana w ten sposób od uwaga, ponad 560 pokoleń, co daje historię sięgającą 14 tysięcy lat! Hebrajski kalendarzyk przy takim okresie czasu to pusty śmiech. Rdzenni Sybiracy nie używają kalendarza, nie liczą lat od jakiegoś wydarzenia. Oni po prostu mądrze liczą pokolenia swoich Korzeni Rodowych i posiadają dzięki temu najstarszą na świecie żywą historię.

Kiedyś Syberia była zaludniona i istniało na niej mnóstwo wielkich Carstw: Jugorie, Lukomorie, Biełogorie, Biełowodie i inne… wszystkie one łączyły się w Wielką Ordę. Orda składała się nie tylko z Carstw ale też chanatów i księstw. Było to gigantyczne stowarzyszenie przeróżnych organizmów politycznych. Natomiast co to jest Syberia to chyba każdy doskonale wie. Nie każdy wie natomiast że Syberia to po prostu przytłaczająco większa część Rosji. Jej największy – wręcz gigantyczny kawałek – zaludniony w pradziejach nie gorzej niż dzisiejsza Europa.

I właśnie na północnej Syberii pojawili się pewnego dnia praprzodkowie Słowian. Skąd na Syberię nadeszli? „Z północy” twierdzą rdzenni Sybiracy, których przodkowie byli świadkami nadejścia naszych ludzi.

Oczywiście więc z Arktyki nasi przybyli, albowiem „na północ” od Syberii jest tylko obszar biegunowy. Co się działo dalej z naszymi przodkami? Otóż Słowianie osiedlili się na Syberii, z upływem pokoleń stopniowo zaczęli migrować do centrum Syberii, potem do Eurazji oraz do najdalszych zakątków Europy. Ta masa ludzi nie weszła w paradę Sybirakom, lecz pokojowo sobie z nimi żyła i objęła sobie w posiadanie niezajęty przez nikogo obszar od Oceanu Spokojnego i Indyjskiego na południu, do Atlantyku na zachodzie i morza Północnego na północy Europy. Słowianie po prostu prócz Syberii i Himalajów wzięli… wszystko. Wszystko to, co nie było Syberią. Dokładnie mówiąc to z dolnego biegu rzeki Ob Słowianie rozeszli się na cały świat.

Tak że nasze pochodzenie jest już ustalone dużo precyzyjniej i kolejna granica czasowa naszej obecności w Europie przesuwa się tym samym z czasów 10700 lat (powstanie mutacji słowiańskiej DNA) do oszałamiającej liczby 14 tysięcy lat wstecz.

W tej sytuacji pozostają już tylko rozważania o tajemniczej północy, z której przodkowie Słowiano Aryjczyków przybyli w ogromnej liczbie na Syberię. I tutaj powraca jak bumerang teoria pustej ziemi oraz słynnej wyprawy admirała Byrda, podczas której wleciał on do wnętrza Ziemi swoim samolotem i był naocznym świadkiem żyjącej wewnątrz planety od dziesiątków tysięcy lat zaawansowanej rasy Aryjskiej.

Są także filmy z okresu II wojny światowej na których widać przybyłe z wnętrza Ziemi na naszą stronę w okolicach Syberii… wymarłe u nas od tysięcy lat… owłosione żywe mastodonty, przy których słonie to koniki polne!

Kolejna poszlaką jest oczywiście sama nazwa Polacy – „pole” bowiem również oznacza… biegun, aczkolwiek w tym przypadku pewności nie mam, bowiem „Polak” może również wywodzić się bezpośrednio ze słowa „Polach” – potomek Lacha po prostu.

Jeszcze inną wskazówką jest mityczna kraina Hiperborea, którą Starożytni Grecy także oznaczali jako ojczyznę Słowian. A „Hiperborea” to oczywiście ląd leżący ekstremalnie na północy.

Współczesnym Rosjanom Niemcy również wymazali całkowicie historię i według oficjalnych podręczników kolonizacja Syberii zaczęła się dopiero w późnym średniowieczu a samo terytorium Słowian ograniczało się rzekomo do paru wiosek wokół Kijowa. To oczywiście bezsens, jako że to do nas należał przecież cały kontynent Euroazjatycki – z tysiącami istniejących do dziś miast - a do rdzennych Sybiraków praktycznie cała Rosja. Oni przecież również nadawali swoje nazwy swoim miastom i te nazwy po dziś istnieją na przykład starożytna nazwa stolicy Estonii. Obalone też zostało niemieckie bredzenie że biali ludzie przybyli na Syberię, bowiem oni tam byli od zawsze i stało się wręcz odwrotnie - to z Syberii biali ludzie rozprzestrzenili się na inne ziemie. Opowieści rdzennych Sybiraków twierdzą, że w granicach Wielkiej Ordy istniały tak olbrzymie miasta jakich do tej pory nigdzie nie ma. Jednym z nich był na przykład Asgard Iryjski – kolosalna starożytna metropolia.

Rodzi się więc naturalne pytanie w tym momencie: dlaczego po naszej prasłowiańskiej kulturze i cywilizacji jest tak mało śladów? Oczywistą odpowiedzią jest tu nasza filozofia i rozumowanie oparte przede wszystkim na bezwzględnym szacunku do przyrody. Otóż pojedynczy żyjący realnie człowiek jest jedynie śmiertelnym czołem dodanym nieśmiertelnej duszy na okres około sto lat. Reinkarnacja jest podstawą Słowiańskich wierzeń i tradycji. I dlatego właśnie filozofia Słowian nakazywała palić zwłoki a nie budować grobowce no i wznosić wszystko z drewna. Obrzydliwego kultu zmarłych nie było na ziemian Słowian. Cieszono się życiem zamiast się umartwiać śmiercią, bowiem jest ona przejściowa – zaledwie do następnego wcielenia. Przodkowie nasi nie budowali z kamienia, bowiem wyznawali zasadę że nic co zrobione rękami człowieka nie powinno trwać dłużej niż żywot ludzki. W ten sposób żyjąca populacja w jak najmniejszym stopniu zakłócała równowagę w przyrodzie, naruszając ją jedynie w minimalnym i koniecznym do przeżycia stopniu. Na przykład drewniany dom rozpadał się ze starości po śmierci właściciela nie szpecąc stertą gruzu piękna przyrody. Szacunek do przyrody i Ziemi u Słowian był wartością najwyższą. Do dziś zresztą słowiańska tradycja nakazuje aby każdy Słowianin spłodził syna, posadził drzewo i… zbudował dom. Gdyby budowano z kamienia trwalszego niż życie ludzkie wznoszenie domów byłoby oczywiście zbędne, nieprawdaż? Byłoby też niezdrowe bo starsze niż wiek domy po prostu gniją i cuchną z powodu mikrobów oraz robactwa. Słowianie oraz Sybiracy doskonale widzieli że nic nie trwa wiecznie zwłaszcza życie ludzkie więc nie ma potrzeby oszpecać pięknego oblicza Matki Ziemi stertami gruzów lub toksycznych domów. W sytuacji kiedy zmarły Słowianin inkarnuje się jako nowy człowiek bez najmniejszego trudu będzie w stanie zbudować sobie na potrzeby nowego życia, nowy – zdrowy dom, który po jego śmierci rozłoży się i powróci na łono przyrody… samoistnie. Ta słowiańska filozofia jest wynikiem uważnej obserwacji przyrody. Przecież drzewa, czyli najpopularniejszy budulec w ówczesnej Eurazji nie są z betonu i nie rodzą nierdzewnych szyszek, nieprawdaż? One przechodzą cykl życia a po śmierci butwieją i powracają w całości na łono natury wydając wcześniej nasiona kolejnym generacjom. Nie oznacza to oczywiście że Słowianie i Sybiracy byli prymitywni lub zacofani. Wręcz przeciwnie, jako pierwsi na Ziemi posiadali przemysł, metalurgię, mega metropolie oraz zorganizowaną hodowlę na przykład ryb. Wytapiali żelazo zupełnie nieznane poza Syberią i prowadzili bujny handel na całym kontynencie. Syberia bowiem nie była jak dziś niemal bezludna. Była centrum życia całego cywilizowanego świata, skąd wiedza za naszą słowiańską przyczyną rozeszła się na resztę globu.

Zorganizowane niszczenie śladów kultury Prasłowian i rdzennych Sybiraków rozpoczęto za cara Piotra I, którego powszechnie nienawidzono za prozachodnie reformy i niemieckie „porządki”. Nazywano go nawet pogardliwie Pietruszka. Całe ekspedycje carskie zbierały i niszczyły wszelkie dokumenty i artefakty potwierdzające istnienie syberyjskich Carstw. Prawosławna cerkiew oczywiście gorliwie w tym niszczeniu pomagała – identycznie jak kościół katolicki na ziemiach Lechii. Na naszych świętych miejscach powtykali wszędzie kości i postawili grobowce… kościoły po prostu,  których nazwa sama w sobie mówi wszystko. To jest identycznie plugawe jakby na miejscu świętym dla amerykańskich Indian wetknąć szkielet kolesia niewinnie straconego po sfingowanym procesie, następnie postawić na tych kościach… kościół i kazać Indianom modlić się do plastykowej figurki na krześle elektrycznym.

No czy to nie jest durne?

Czy to nie jest przypadkiem dokładnie to samo co zrobił kościół Rzymski?

Niemieccy historycy napisali (tak samo jak u nas) Rosjanom zupełnie inną historię i z Syberii zrobili ziemię… niehistoryczną. Podobnie jak z Lechii, z której sprzed ery chrześcijańskiej zrobili… białą plamę w podręcznikach. Niszczenie śladów słowiańskości było tak intensywne i zapalczywe, że jak na ironię to właśnie w zachodnich źródłach, podaniach, kronikach, znajduje się obecnie te ślady. Zachowały się na przykład dokumenty podatkowe świadczące, że nawet w czasie upadku Syberii istniało tam nadal… 70 wielkich miast płacących carowi daninę. 70 miast w epoce, w której rzekomo Syberia była dzika i bezludna! Ta sama historia dotyczy reszty kontynentu – Prasłowianie zbudowali na terenie Europy ponad 3 tysiące miast – w epoce sprzed Mieszka I – w której rzekomo nie było… niczego!

Tymczasem okazuje się także, że dosłownie wszyscy przodkowie Słowian i rdzennych Sybiraków byli piśmienni. Wszyscy bez wyjątku. Analfabetyzm powszechny nadszedł oczywiście dopiero wraz z religią zwabicielopodobną, pogrążając ludzkość w ciemnych wiekach i nieuctwie. Sybiracy pamiętają też jak zbudowano tak zwany Chiński Mur i twierdzą że wzniesiono go i ufortyfikowano tak aby odpierać ataki nie z północy lecz południa. Było to w czasie rozkwitu Wielkiej Ordy. Dopiero później był on wielokrotnie przebudowywany i dopasowywany już przez samych Chińczyków. W pradawnej Syberii 5 tysięcy lat temu istniały olbrzymie miasta wyposażone ze względu na mroźne zimy w bardzo szerokie podziemne tunele pozwalające na swobodny transport i przemieszczanie towarów. Sieć tuneli szerokich jak jezdnia dwupasmowa do dziś jest legendarna ale się o niej w ogóle nie pisze. W tak zwanej „epoce brązu” natomiast, na Syberii od tysiącleci w co drugiej rodzinie wytapiano żelazo i produkowano stalową broń. Żelazo było wówczas cenniejsze od złota. To tam już 4 tysiące lat temu posiadano doskonale opancerzonych od stóp do głów w stal żołnierzy i to stamtąd właśnie Słowianie wynieśli bezcenną dla naszego Narodu wiedzę na temat pancernej kawalerii, jaka na długo zapewniła im przewagę militarną na świecie. Szczytowym osiągnięciem sztuki wojennej Słowian na tym polu była oczywiście polska Husaria, której czyny już dawno stały się legendarne, bowiem była to najwspanialsza kawaleria wszechczasów, dla której nieistotna zupełnie była przewaga liczebna wroga ale pytanie: gdzie on kur*a jest?

Według więc całkiem sporej ilości danych można już dziś stwierdzić, że przybyliśmy z rejonów obecnie polarnych. Z Arktyki, która stała się biegunem po ostatniej globalnej zmianie klimatu – tej samej, która wywołała potop i niejako zmusiła nas do eksodusu. Nasi przodkowie mieli nielichy dylemat, bo ze względu na ostrą zmianę klimatu należało wyemigrować… no ale gdzie? Świat po kataklizmie był przecież bardzo nieciekawym miejscem. Wszędzie było pełno dzikich owłosionych zwierząt: mamutów, misiów i neandertalskich małpoludów. Europa po potopie była znacznie bardziej dzika niż dziś Amazonia, albowiem w Amazonii aby przetrwać wystarczy mieś silne zęby a tymczasem w europejskiej dżungli należało w ramach przetrwania posiadać oprócz zębów również jakiś dobry patent na mróz. Tak więc misie miały półtonowe zapasy sadła, krowy gęste futro, mastodonty też, owłosione gigantyczne świnie atakowały nieustannie wszystko co się rusza i nadaje na ząb, a zdziczałe neandertalczyki obdzierały te wszystkie zwierzaki z futer dając im po bandycku kamieniem w łeb. Dzicz goniła dzicz i wyprawa do Europy była tak samo dobrym pomysłem jak wyprawa do zamarzniętego piekła. Nie mając jednak wyboru wyruszyliśmy ucywilizować tę dzicz.

Zabraliśmy z Syberii to co najcenniejsze - naszą Wiedzę - i wkroczyliśmy na zachód i południe aby znaleźć sobie nową ojczyznę docierając do najdalszych zakątków Europy. Mastodonty oswoiliśmy i zaprzęgliśmy do pługa, z dzikich żyjących w dżungli rogatych bawołów zaczęliśmy w oborach wyciskać jakiś biały sok, misiom wskazaliśmy drogę do lasu, dzikim świniom do chlewika, dzikusom daliśmy pismo, neandertalczykom kopa w dupę i urządziliśmy się. Ogrodziliśmy sobie naszą działkę Uralem z prawej, Altantykiem z lewej, Alpami na dole i Lapończykami u góry aby gdzieś tam w Skandynawii mogli sobie pod naszym adresem nieszkodliwie pobrąchać pod nosem. Z Lapończykami nie szło się dogadać, bo z zamarzniętymi gilami pod nosem zgoła niewyraźną mieli mowę. Tak więc po kilku nieudanych próbach dojścia do porozumienia daliśmy im sanki aby pojechali sobie do świętego Mikołaja po jakiś lek na te gile. Pojechali i jeszcze nie powrócili – być może nadal jadą, kto wie? Okolicznych dzikusów udało się ucywilizować. Ci w dzisiejszych Indiach ucieszyli się, że nauczyliśmy ich ludzkiej mowy, że poznali dobrodziejstwa pisma, nazwali nas więc Słowianie i te zaszczytne miano do dziś naszą szlachetną nazwą takie właśnie jest. Słowianie - ludzie którzy przynieśli Słowo. Słowo, albowiem wcześniej nie było nic. Wcześniej był tylko charczący nieporadnie neandertalski małpolud, który charczał zresztą sporadycznie – tylko w sytuacji kiedy niezdrowo się podniecił – dając na przykład jakiemuś biednemu królikowi kamienną pałką w łeb. Do dziś zresztą ich „mowa” jest najbardziej prymitywną formą komunikacji na Ziemi. Przecież ten osławiony „starożytny” „język” to tylko tak naprawdę 500 prymitywnych neandertalskich słów. W świetle definicji języka to nawet nie jest język zatem, lecz jedynie dialekt, bowiem fakty są takie że oswojone z językiem migowym szympansy przyswajają dużo więcej słów ludzkiej mowy niż stworzyli we własnym języku neandertalczycy. No i dlatego właśnie w ich „języku” nie ma poezji, nie ma literatury, nie ma kronik, nie ma kompletnie nic. Od pół miliona lat już tak nie ma niczego a więc nie są to hmm… puste słowa. Do naszego języka weszło co prawda parę neandertalskich słów no ale nie można tu nie zauważyć, że jest to dosłownie więzienna grypsera, jako że odkąd żyjemy z neandertalczykami to ich „życie” przez 99% czasu spędzane jest w miejscu dla bandytów, czyli w pudle.

Dlaczego?

To proste. Pół miliona lat jakie sobie spędził na Ziemi pozbawiony ewolucji skamieniały „naród”, polegało na wzajemnym zabijaniu się kamieniami i stąd u neandertalczyka wziął się ten bandycki gen – który jest dziś po prostu jego naturą. Jeśli bowiem przez parę milionów pokoleń bandycka patologia rodziła wyłącznie bandytów no to weszło jej to już po prostu w krew i do innego niż bandyckie rzemiosło ta patologia nawet nie jest zdolna. Udomowiono krowy, słonie, wilki, koty lecz nikt nie udomowił jeszcze neandertalczyka. Są tak bardzo genetycznie agresywni, że wystarczy tylko drobna domieszka neandertalskiej krwi aby nawet w XXI wieku nastąpił powrót do epoki kamienia u zainfekowanego osobnika. Spójrzmy bowiem na tych ludzko neandertalskich mieszańców.  Weźmy na ten przykład i sparzmy dobrze bądź co bądź ułożonego Murzyna oraz neandertalczyka i zobaczmy co się stanie.

Co otrzymujemy za produkt?

Otrzymujemy semitę – agresywnego jak każdy wielorasowy kundel dzikusa, który nawet jeśli posiada do dyspozycji dobrodziejstwa cywilizacji to i tak pogrąża się w epoce kamienia. Czy w krajach semickich nie stosuje się na przykład kary śmierci przez ukamieniowanie?

No właśnie. A przyczyną tego jest właśnie już wspomniana domieszka neandertalskiej zwierzęcej krwi, która wręcz wymusza powrót do dzikiej natury. Ich „literatura” to również sam bandytyzm: „Ali Baba i 40 rozbójników” – to wszystko co stworzyła „literatura” ludzi z domieszką skamieniałej krwi. Chociaż nie, był tam jeszcze niejaki Alladyn, który ukradł jakiś dywan i lampę…

Na punkcie dywanów oni tam zresztą mają jakąś niezdrową obsesję. Każdy semicki bandyta ma dywanik pod głowę co jest zresztą zrozumiałe, bo pół miliona lat siedzenia gołą dupą na skałach w wilgotnej jaskini każdemu by chyba wyrobiło genetyczny lęk przed hemoroidem. Bo o ile hemoroid na dupie można zakryć sukienką, no to co począć z hemoroidem na łbie? No nic nie można począć i chyba dlatego każdy bandyta ma swój dywanik i gruby ręcznik na głowie. Ręcznikogłowi wręcz modlą się do tych dywaników – bo jakiś przebiegły specjalista od sprzedaży zbędnych abonamentów - jakiś szczwany koczowniczy dyw… ersant - powiedział im kilkaset la temu że taki kolorowy dywanik, to jest coś jakby telefon komórkowy. No i od tamtej pory oni tam pięć razy dziennie gadają sobie do tych dywanów usiłując się skomunikować w ten prosty sposób ze zmarłą ciotką Mahometa. Typowy kult cargo, no ale nie będziemy o tych dywanach niepotrzebnie dywa… gować. Wystarczy w ramach prostowania niewyjaśnionych spraw powiedzieć w końcu semitom, że dywan nie jest telefonem komórkowym lecz tradycyjnym miejscem do zamiatania pod niego wszelkiego syfu.

Tymczasem powracając do Lechii. To tu wymyślono koło, metalurgię – czyli sposób na szybkie opuszczenie epoki kamienia - i 90 procent innych wynalazków, które popchnęły świat do przodu.

I cały świat poszedł jak wiemy do przodu z wyjątkiem jednego pseudo narodu. Imperium Lechickie rozciągało się od Uralu po Atlantyk, lecz Polacy generalnie niewiele wiedzą o swoich korzeniach i swojej historii ponieważ w ostatnich 300 latach zostali poddani bardzo intensywnej zmianie tożsamości ze strony niemieckiego okupanta. Również cała oficjalna nauka będąca zresztą (tak samo jak media) nadal pod ciężkim butem szkopa, nie kwapi się na udzielenie nam wyczerpujących wiadomości na ten temat.

Nauka to jest oczywiście także historia i jeśli chodzi o aspekt historyczny to nie ma obecnie na świecie żadnego innego narodu któremu by tak bardzo intensywnie wymazywano historię jak to ma miejsce w przypadku Polaków. Pochodzący z przecież najnowszej historii przykład Żołnierzy Wyklętych jest tego najlepszym dowodem. Lechia została najpierw unicestwiona przy pomocy masowego mordu wszystkich książąt lechickich oraz zdrady ze strony szkopskiej księżniczki a następnie wymazana całkowicie z historii tak że pozostała po niej dosłownie wielka biała plama we wszystkich podręcznikach. Natomiast sama „Po-lechia”, czyli obecnie Polska została poddana tak wielkiemu procesowi wynaradawiania i eksterminacji, jakiego nigdy jeszcze nie było w historii tego globu. Ten plugawy proces zresztą trwa w najlepsze, bo przecież każdy doskonale wie że mimo braku wojen, plag, kryzysów z Polski wygnano w ubiegłych latach znacznie więcej ludzi niż wszystkich afrykańskich „emigrantów” razem wziętych. Tam są jakieś wojny, dyktatury, etniczne czystki, derby uchodźców, Al-kaidy, państwa islamskie a w Polsce? W Polsce jest dobrobyt. Tak wielki, że już co piąty Polak został zmuszony do opuszczenia swojej Ojczyzny tylko po to aby zwyczajnie… przetrwać! A reszta która pozostała?

Ta reszta no cóż… „prosperuje” czyli zaharowuje się wydając 95 procent zarobków na żywność a więc po prostu zapier*ala za przysłowiową miskę zupy. Totalne bezprawie, powszechne dziadostwo i bandytyzm fiskalny morduje nasz Naród skuteczniej niż hitlerowcy. Współczesna Polska to nie jest państwo lecz antypaństwo rządzone przez folksdojczów, którzy eksterminują nasz Naród. Nasz Ród, czyli właśnie… Naród. Polskie rzekomo sądy składają się z psychopatycznych przestępców, polskie rzekomo urzędy rekrutują się z obcych intruzów, polskiej armii zwyczajnie nie ma, a polska policja to w zasadzie pogrobowcy UPA.

Szkop zamknął fabryki, zniszczył rolnictwo, zlikwidował przemysł oraz przywileje socjalne, wydłużył wiek emerytalny, ponastawiał wszędzie bramek do opłat za nic i parszywych Lidlów, wprowadził do szkół obowiązkowy język niemiecki i przerobił polskie pośredniaki w agencje naganiaczy na roboty w Niemczech. Aby skuteczniej wynarodowić Polskę szkop zlikwidował też polską służbę zdrowia i przemysł farmaceutyczny, a następnie wprowadził „przymusowe” szczepienia niemieckimi szczepionkami aby tak samo jak  żydowski lekarz pierwszego kontaktu, doktor Mengele wykończyć tych, którzy mimo wszystko nie chcą z Polski wyjechać, albowiem tylko w dawnej Lechii (krajach słowiańskich) szczepienia są „obowiązkowe” – co zostało uchwalone przez polskojęzyczny Sejm, będący za czasów Tuskolandu agenturą niemiecką w komplecie. To co jest bardzo ważne ze szczepieniami to to, że jest to obowiązek obywatelski nie mający absolutnie nic wspólnego z obowiązkiem prawnym, lecz o tym pracujący dla szkopa personel przychodni oczywiście nie mówi Polakom. Obowiązku przymusowych szczepień nie ma ludziska! Taki obowiązek może wprowadzić jedynie Światowa Organizacja Zdrowia po ogłoszeniu na jakimś terytorium epidemii. Sanepid nękający w interesie szkopa rdzennych Polaków może przymusić do szczepień tylko i wyłącznie w przypadku wspomnianej epidemii lub przypadku tak zwanego „zwiększonego ryzyka” – na przykład jeśli jeden z rodziców jest nosicielem choroby bardzo zakaźnej. Cały pozostały szum medialny o rzekomo obowiązkowych szczepieniach to tylko propagandowy bełkot mający ogłupić Polaków i zmusić ich aby „dla świętego spokoju” dali zaszczepić swoje potomstwo. Tymczasem prawda jest taka, że niezależnie co mówi przez telefon pani z przychodni lub sanepidu nie ma obowiązku szczepień. Nie ma, bowiem „obowiązek obywatelski” nie ma nic wspólnego z obowiązkiem prawnym. Jest to kruczek prawny będący starannie zaplanowaną w legislaturze furtką dla agentury niemieckiej aby ona uniknęła „obowiązkowych” szczepień na terenie Polski. Dlatego warto aby o tej furtce dowiedzieli się także Polacy. Kolejnym dowodem na to jest jakże oczywisty fakt że Cyganie mieszkający w Polsce na koszt Polaków… nie muszą się szczepić w ogóle. Nie muszą, powtarzam. Nie sczepią się zatem a czy widział ktoś chorego Cygana? Albo w szpitalu na przykład? Bo ja widziałem tylko raz, kiedy tam Cyganka poszła złożyć jaja. Zaraz po jej gospodarskiej wizycie trzeba było nie tylko porodówkę ale jeszcze całe skrzydło odwszawiać no ale to zupełnie inna opowieść…

Sytuacja jest nieciekawa – Polska z dnia na dzień dosłownie zanika – głównie z przyczyn demograficznych ale głowy do góry – Lechia jest na progu swojego wielkiego odrodzenia i już niewiele czasu nas dzieli od powrotu do wspaniałości. Ten sztucznie podtrzymywany w Polsce brak rozwoju ekonomicznego wynikły z grabieży wszelkiego wypracowanego ciężko dobra pod naciskiem ciężkiego buciora który szkop wetknął do naszego domu, dobiega bowiem właśnie końca i dlatego jest niezwykle ważne, aby w przededniu tego wydarzenia, które jest nieuchronne, za wszelką cenę nie dać się wynarodowić i pozbawić tym samym szansy na lepszą przyszłość, która po tysiącu lat niepowodzeń jest już na progu. Okupacja prymitywnej dziczy rozpoczęta jeszcze za czasów Mieszka I dobiega bowiem końca. Cesarstwo Rzymskie jest już tak przegniłe, że się po prostu definitywnie kończy jego rozkład. Wszystko wskazuje na to, że dzicy ale zdrowsi pod wieloma względami muzułmanie wykonają na nim gest miłosierdzia i zakończą jego przykro się przeciągający zgon. Oby jak najrychlej wyeliminowali z pięknego oblicza Ziemi te hordy dewiantów, ciot, zdrajców własnej rasy oraz pederastów, bowiem tylko zdrajca może być gorszy od najgorszego wroga.

Lechia jako jedyny Naród na świecie jest na muzułmanów w pełni odporna, bowiem jej nazwa oznacza poddanych króla Lecha. Poddanych dobrowolnie rzecz jasna jako że Lechici to jedyny naród na całym świecie dosłownie… wolny! To tu bije bowiem serce świata białego człowieka i tu jest jego sumienie. Mało kto wie bowiem, że u nas nie ma i nigdy nie było tak naprawdę żadnej arystokracji. Dowodzą tego oczywiście bezsporne badania genetyczne. Otóż, w odróżnieniu od narodów na przykład zachodnich badania te dowiodły, że w Polsce nie ma genetycznych władców. U nich owszem – te same rody i to czasami od tysięcy lat ciągle są elitą i wciąż sprawują władzę i z drugiej strony również ciągle te same rody są niewolnikami, czyli tak zwanymi: „robotnikami”, „rolnikami”, „pracownikami”, etc. Tego zjawiska nie ma w Polsce znanej od zawsze z tak zwanych Wolnych Kmieciów, których nieskrępowana wolność niestety dobiegła końca dopiero z nastaniem… chrześcijaństwa. Oznacza to, że nie ma u nas czegoś takiego jak szlachectwo, bowiem szlachcicem jest… każdy Polak. Cały ród Polaków Lechitów to jest przecież… Naród – nasz-ród. Naród panów ponadto. Dosłownie, bowiem pan Kowalski, pan Igrek lub pan Iksiński nie wziął się oczywiście z dupy lecz z faktu że zbiór panów Polaków to po prostu… Państwo. Zachodnia dzicz ma jakieś republiki, (republika to notabene również żałośnie nieudolna kalka polskiego słowa „rzeczpospolita”), księstwa, gubernie, stany, królestwa, bla, bla, bla a my już od prawie 4 tysięcy lat posiadamy… Państwo. Państwo Lechickie a teraz Państwo Polskie. Dzicz z zachodu nie posiadając własnego a więc kalkując nasze nazewnictwo też się nazwała co prawda herr, monsieur, lord lub signor, lecz mimo iż to też oznacza „pan” z panem nie ma nic wspólnego gdyż to nadal są tylko niewolnicy robiący jak mrówki na swoich odwiecznych władców. Państw nie posiadają owi niewolnicy proszę zauważyć. To co się uważa za państwa na zachodzie nazywa się… country, paese i tak dalej – a te słowo oznacza… wieś! Tak więc tylko Polacy posiadają własne Państwo – dzicz posiada tylko te swoje Wieślandie, ot co. Wieślandia angielska, wieślandia francuska, wieślandia włoska itp. Szkopy to nawet tego nie posiadają, bowiem nie istnieje coś takiego jak „Republika Niemiecka”. RFN to tylko pic. Niemcy to tak naprawdę tylko spółka handlowa, gdzie Merkel robi za prezesa zarządu zależnego w pełni od okupacyjnego rządu, a wszyscy tak zwani „obywatele” to tak naprawdę… pracownicy tej spółki – to szokujący lecz już doskonale znany fakt. USA również nie istnieje – to tylko to dobre słowo… kolejna spółka. Tm razem… kolejowa bowiem! USA to zapewniam nie jest suwerenny kraj. To jeszcze nie koniec bo tylko i wyłącznie w Lechii każdy pan żył sobie sam wedle swojego własnego uznania – żaden inny naród nigdy nie miał takiego komfortu. Tam zawsze była linia władca – służący. Wszyscy Polacy genetycznie są sobie zatem równi. I dlatego tak zaciekle zaciera się o tym fakcie wszelkie historyczne ślady. Włącza się w tę równość oczywiście także tak zwany „naród” Ukraiński. Ukraińcy bowiem – czy to się komuś podoba czy nie - to nie Ukraińcy lecz Lechici tacy sami genetycznie jak my. Nasi rodzeni bracia i siostry – identyczni jak bliźnięta syjamskie pod kątem genetycznym. Różni nas JEDYNIE narzucona z zewnątrz, i nam i im, ogniem i mieczem antyludzka zwabicielopodobna pseudoreligia po to właśnie aby nas… poróżnić. Przed tym podłym poróżnieniem jakiego dokonali protopopi stanowiliśmy jednolitą całość! Ba, dzisiejsza Polska i dzisiejsza Ukraina to wręcz monolityczna kolebka Słowiańskiej Lechii Starożytnej. Nienawiść do ukraińskich i polskich Słowian jest u neandertalczyków zwierzęca po prostu. „Za karę” za zniszczenie doszczętne neandertalskiego bandyckiego kaganatu przed ponad tysiącleciem, zafundowali Polakom rozbiory, Potop oraz Holokaust w czasie II Wojny, a Ukraińcom Wielki Głód no i tę rozpierduchę która jest obecnie – łącznie niemal czterdzieści milionów niepomszczonych ofiar. Nie tylko Polacy jak ryba wody potrzebują historycznej prawdy o przedkatolickiej epoce, Ukraińcy potrzebują jej dużo bardziej aby też mogli otworzyć oczy. Wróg Słowiańszczyzny, a nie ma zacieklejszego przecież niż Niemiec, doskonale wie że gdyby Polska i Ukraina się zjednoczyła to mając niemal 100 milionów obywateli i najbogatsze złoża na kontynencie – stałaby się w kilka lat supermocarstwem nie do pokonania nawet przez połączone siły Niemiec i Rosji. Dokładają więc wszelkich starań aby zarazić Słowian hitleryzmem i napuścić po praz kolejny na siebie. Ich zwierzęce życie po prostu od tego zależy bo w innym przypadku nie mogliby już dłużej ani na Polakach ani Ukraińcach żerować… to naprawdę jest takie proste. Pomagajmy więc Ukraińcom, tłumaczmy cierpliwie zawiłości historii, otwierajmy im oczy a dzień zjednoczenia Słowian i wyzwolenia spod okupacji tym rychlej nadejdzie im każdy Słowianin to zrozumie samodzielnie. Nie dajmy się podszczuwać Niemcowi za okruszki z pańskiego stołu, podżegać neandertalczykom do jakiejś bratobójczej wojny tylko wyjaśniajmy wszystkim Słowianom, że tam gdzie dwóch się bije, jedynie utuczony na naszej krwi… tłusty szwab skorzysta. Przecież tylko po to żebyśmy nie mogli się więcej dogadać nam dali alfabet łaciński a im te wyroby protopopopodobne – cyrylicę po prostu. Na tysiąc lat pomieszali nam Słowianom języki i naprawdę pora to nieporozumienie w końcu zakończyć.

Cały naród Lechicki to szlachta. I dlatego cały Naród Lechicki (wszystkie „kraje” słowiańskie) jest przez Rzym po stokroć… WYKLĘTY oraz skazany na eksterminację. Dowodem na to jest oczywiście nasza wspaniała historia w której wręcz przepełno jest tak zwanej schłopiałej szlachty lub zjawisk odwrotnych. Sytuacji bowiem, kiedy za zasługi wojenne król nadał szlachectwo i majątek ziemski „prostemu” chłopu nie brakuje. Prosty polski żołnierz na przykład został mianowany… królem Haiti. I do dziś ten kraj ze łzami w oczach nie wspomina króla lepszego! Zjawisk odwrotnych też nie brakuje w naszej historii. W obydwu przypadkach migracja Lechity do innej kasty odbywała się totalnie bezkonfliktowo, bowiem rdzenny Polak/Lechita doskonale czuje się w każdej roli i jak dowodzi to historia każdy rdzenny Polak/Lechita doskonale nadaje się zarówno do pracy na roli jak i do, to dobre określenie… piastowania urzędów najwyższych. Takich predyspozycji żaden Inny naród na świecie nie posiada. Naszych „arystokratycznych” wojskowych (generałów) po ostatniej wojnie zdegradowano w Anglii do klasy fabrycznych robotników i co? I „arystokraci” doskonale i z dumą sobie dali radę jako zwykli robotnicy. Co natomiast mamy na zachodzie? Tam jeśli się jakiemuś milordowi nóżka powinie i na przykład straci pracę – nie wie kompletnie co ze sobą począć i zaraz rzuca się na sznur. Słowem, proszę zauważyć, że na całym świecie narodu kompleksowo dającego radę poza Polakami zwyczajnie nie ma. Eksterminowano przecież nie tylko nas – również inne narody – ale mimo iż nie tak zaciekle jak Polaków, to nikt inny poza Lechitami nie dał rady tej eksterminacji przetrwać. A my dajemy radę i to pomimo iż eksterminacja trwa już tysiąc lat i jest najbardziej zaciekła w dziejach ludzkości! Nikt nie jest w stanie nas zwyciężyć. Nikt i nigdy. Te pustynne afrykańskie siły, które usiłują to od dziesięciu wieków zrobić w zasadzie są bezradne i niczego poza obelgami pod kierunkiem naszego Narodu od czasów legionów rzymskich nie były w stanie wymyślić. Wymordować nas nie są zdolni bo nie pozwali na to nigdy reinkarnacja. Zniesławiają nas jedynie zatem na potęgę korzystając z całej swojej propagandy oraz mediów, Lechici się z nich śmieją również a potegę no i ch*j im w dupę, no bo co można w tej sytuacji innego powiedzieć, aby nie urazić ich pedalskich uczuć? Nic nie można innego powiedzieć a więc nie mówmy nic poza tym…

 Jakie są zatem możliwości działania przy takim stanie rzeczy jak powszechne przekłamywanie naszej historii i naszego dziedzictwa kulturowego jakie wnieśliśmy przecież dla całego świata?

Jedyną rzeczą jaką nam pozostała to indywidualne dochodzenie do prawdy, opierając się na szczątkowej antycznej wiedzy historycznej pozostawionej, przez średniowiecznych kronikarzy, religioznawstwie, genetyce i językoznawstwie słowiańskim, jak i rozwój umiejętności logicznego myślenia i powiązywania znanych faktów w jedną spójną całość. Na podstawie faktów jak i drobnych szczegółów można zrekonstruować naszą antyczną historię. Jest to trudne, bo zmieniono nam naszą tożsamość, naszą nazwę jak i nasze rodzime wierzenia i kulturę. Polska jako Lechia (przedkatolicka nazwa Polski) ma dość dobrze udokumentowaną historię przez średniowiecznych skrybów. Wszystkie antyczne mapy zachodnie pokazują Europe podzieloną między dwa mocarstwa. Cesarstwo Rzymskie i (białą plamę) czyli Imperium Lechitów, w którego skład wchodziły słowiańskie plemiona: Wandali, Wenetów, Gotów, Polan, Alanów Sarmatów i Scytów. Wielu zagranicznych kronikarzy jednoznacznie twierdzi, że LECHIA to antyczna nazwa Polski z przed chrztu w 966 r. Nazwy Polski (Lechia) używane przez obcych kronikarzy to: perskie Lachestan, litewskie Lenkija, ormiańskie Lehastan, węgierskie Lengyelorszag. Polaków nazywano wszędzie Lechitami: tureckie Lehce, ruskie Lachy, węgierskie Lengyel, rumunskie Leah, Ledianin u Serbów. Podobnie jak słowo Laszka (obecnie znane jako Laska) oznaczało nic innego jak Polka. Sami Polacy od najdawniejszych czasów nazywali siebie Lechitami. Słowa „Polacy” użyto dopiero po raz pierwszy w XV wieku, a wcześniej używano „Polanie”, które pojawiło się po raz pierwszy na przełomie X i XI wieku w żywocie starszym św. Wojciecha, spisanym w Rzymie między 999 a 1001 rokiem. Co niezwykle ciekawe to fakt, że w ościennych językach np. czeskie lech znaczy pan, wielmoża czyli Polacy (Lechici) zwani byli przez swoich sąsiadów Panami, wolnymi ludźmi, szlachetnie urodzonymi. Starożytna nazwa grecka naszego Państwa to Lachia (kraj Panów, Wybranych). W Sanskrycie Lech oznacza tyle, co pan, władca, król, pasterz czy bóg. Lechistan to zatem państwo panów lub państwo bogów lub państwo pasterzy. Po persku do dzisiaj słowo Lah oznacza pana, boga i pasterza. Warto wiedzieć, że słowo Leh-Lah znajduje się również na inskrypcjach na wielu kurhanach w Europie i Azji. Oznacza się w ten sposób grobowiec należący do władcy. Węgrzy zwą nas Lengyel i jest to połączenie dwóch słów: Lech i Angyel (Pan i Anioł). Również w całym regionie bliskowschodnim słowo LACH jest stosowane w piśmiennictwie. Nawet po hebrajsku słowo “Lah” ma dokładnie te same znaczenie i brzmi Elah. W liczbie mnogiej to Elahim, a w wersji starohebrajskiej brzmi Elohim. Co bardziej nawiedzeni chrześcijanie znają to słowo doskonale, jest ono użyte w biblii ponad 2700 razy na nazwanie nie boga lecz bogów, ponieważ jest to liczba mnoga. Podczas czytania biblii słowo JHWH tłumaczone na Polski jako Jehowah czytane jest przez żydów właśnie jako Elohim (Panowie, Bogowie), ponieważ żydzi wierzą, że nie są godni wymawiania słowa JHWH. Ano nie są godni tak jak rudy folksdojcz nie godny wymowy słowa „kulwa”, bufetowa słowa: „kuhwa” lub hrabia Bul słowa: „bahon Hotszyld”. Nie przypadkowo w biblii zwie się ludzi owieczkami, bo słowo Elohim oznacza też… pasterzy. Po arabsku natomiast słowo Lah ma dodany przedrostek Al i stąd wziął się słynny Al-lah, co znaczy dosłownie “ten Bóg”, “Bóg właściwy”. Dlatego Lahestan po arabsku również znaczy Kraj Bogów. I dlatego Allach Akbar, tak naprawdę znaczy: Lach Jest Wielki. W Turcji do dziś nie używa się nazwy naszego kraju innej niż Lechistan. Dowodów chyba już na to wystarczy…

Rzekomy upadek Cesarstwa Rzymskiego jest jedną z wielu historycznych nieprawd. Imperium trwa nadal, przekształciło się w cesarstwo Rzymsko niemieckie, przeszło przez wiele złośliwych mutacji, jak gangrena się rozprzestrzeniało i przez wieki używało ludów i państw germańskich, by zdobywać, kawałek po kawałku, kolejne ziemie Lechitów. Cesarstwo Rzymskie wraz z tysiące razy modyfikowaną religią, trwa po dziś dzień. I te trwanie właśnie dobiega końca ponieważ ten chory na wszystko nowotwór właśnie zdycha.

Należy na wszelką cenę kultywować pamięć o Naszym Wspaniałym Narodzie u naszych dzieci aby nigdy ona nie zanikła. Jest na to stary jak świat sprawdzony i zupełnie bezpłatny sposób rdzennych Sybiraków. Każda Słowiańska babka powinna naszą polsko lechicko słowiańską historię przekazywać z ust do ust każdej Słowiańskiej wnuczce. Jest wówczas potwierdzona doświadczeniem Sybiraków gwarancja, że historia ta przetrwa co najmniej trzy razy dłużej od egipskich piramid. Naród pozbawiony historii – pozbawiony jest przyszłości, bo nie rozumie po co żyje i co się wokół niego dzieje. Doskonałym przykładem tego zjawiska są na przykład stada naczelnych z Afryki zagubione beznadziejnie w Bronxie. Nie mają bladego pojęcia kim są i co oni tam robią. Poruszają się zdziczałymi stadami po ulicach nie wykonując sensownych ruchów w ogóle. Nie mają absolutnie żadnej kultury. Żadnego dziedzictwa. Po zdjęciu żelaznych łańcuchów noszą łańcuchy z tombaku bowiem nie znają innej tradycji. Nie wolno do czegoś takiego w przypadku Narodu Boskich Lechitów dopuścić i kompletnie nic to nie kosztuje aby zachować i utrwalić prawdziwą pamięć o naszej spuściźnie. Musimy jeszcze trochę tylko przetrwać do lepszych czasów i tak samo jak nasi dzielni przodkowie nie dać się wynarodowić, zgermanizować i zdegradować do roli niewolników tej pustynnej dziczy. Taki jest po prostu nasz słowiański obowiązek i każdy kto się od niego obłudnie wykręca lub zostaje z własnej woli folksdojczem sam pluje na groby swoich przodków i jest warty w związku z tym jedynie najwyższej pogardy i wiecznego… zapomnienia. Popiel na przykład dokonał tego typu zdrady żeniąc się z niemiecką księżniczką, która otruła następnie wszystkich Lechickich władców. Został przez Naród wygnany (lub w innej wersji rzucony na żer szczurom) i skazany na zapomnienie tak skutecznie, że do dziś nikt nie wie jak on się naprawdę nazywał. Popiel bowiem to nie jest jego nazwisko. Popiel oznacza po prostu kogoś kto „trzymał z popami”. To staropolski pierwowzór nazwy „folksdojcz” i nie jest to jak wiadomo przydomek, o którym można rzec… godny. Słowo spopielić oznacza… unicestwić po prostu.

Przechowujmy zatem naszą tradycję w rodzinach i szukajmy gdzie się tylko da kolejnych okruchów naszej bogatej historii, jaką pragnie się od zawsze Słowianom ukraść. No i koniecznie oswajajmy Ukraińców. Koniecznie tych, którym niechcący udało się na tych stepach nieco zdziczeć. Jak ich prawidłowo wychowamy to nam dobrze ułożony Ukrainiec na pewno zaprocentuje w przyszłości, bo pamiętajmy, że ich wrodzony dar do prowadzenia wojen jest dokładnie tak samo dobry jak nasz własny. Jedynie brakuje nam tak samo dobrego morale aby stać się niepokonani na całym globie. A zdrowe morale można przy pomocy prawdy z łatwością wytworzyć u innych Słowian. Polacy mają najlepsze morale na świecie i chociaż mało kto o tym wie to w czasie II wojny światowej tylko dzięki niemu bardzo dużo dezerterów z Wehrmachtu wałczyło w naszych szeregach ramię w ramię z hitleryzmem.

źródło: liczne zasoby internetowe, lecz najważniejsze to:

https://treborok.wordpress.com/starowierca-o-historii-syberii-z-pierwsze...



Ikony, które przedstawiają piekło

W różnych źródłach wspomina się tzw. nadpisane ikony. Wyróżniają się tym, że posiadają dwie warstwy i zaczęły pojawiać się w Rosji jeszcze w średniowieczu. Pod kanonicznym wizerunkiem Jezusa, aniołów i świętych ukrywają się diabły i sceny piekielne z demonami.

 

 

Zazwyczaj, malarze (wówczas nazywano ich Bogomazami) przygotowywali płótno, potem szkicowali piekło i czekali aż farba dobrze wyschnie. Następnie tworzyli nowy podkład, malując ciepłe, tradycyjne chrześcijańskie motywy. W niektórych przypadkach artysta „przeszkicowywał” narysowaną postać, ukrywając rogi i ogon tak, że kontrowersyjne elementy stawały się niewidoczne dla oczu.

 

Po raz pierwszy o takiej ikonie wspomina się w żywocie Wasilij Błażennego, który spisano w szesnastym wieku. Opisano tam następującą sytuację. Na bramie przy wjeździe do miasta zawieszono ikonę, pod którą zgromadził się tłum ludzi. Wasilij nie zamierzał się jednak modlić i zniszczył obraz kamieniem. Pytany, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że pod główną warstwą farb ukryte jest piekło. Rzeczywiście, gdy zeskrobano zewnętrzną powłokę, oczom modlących się ludzi ukazały się diabły. Wierzono, że takie ikony mają szerokie zastosowanie w czarnej magii.



Tajemnicza katastrofa samolotu w USA - pilot zaginął bez śladu

Eksperci z dziedziny lotnictwa i oficerowie policji w amerykańskim stanie Michigan, natrafili na dość interesujący problem. Obiektem ich zmartwień, są pozostałości małego samolotu, który został odnaleziony w zeszłym tygodniu, a którego pilot poprostu rozpłynął się w powietrzu.

Jednak, zacznijmy od początku. Według informacji z witryny AVWeb.com, w środę 15 marca, na lotnisku w Harbour Springs w stanie Michigan, samolot Cessna 172 Skyhawk wyruszył z lotniska w Ann Arbor. O godzinie 11:38 w nocy, policja prowincji Ontario wykryła katastrofę samolotu w odległości 37 km (60 kilometrów) na wschód od miasta Marathon, na północnym brzegu jeziora Superior.

Naturalnie awarie samolotu nie są aż tak rzadkim wydarzeniem, jednakże ten szczególny wypadek przyciągnął internautów na całym świecie ze względu na fakt, że pilot samolotu zupełnie zniknął. Nie dość, że nie znaleziono jego ciała na miejscu katastrofy, ani nawet w obszarze kilkuset metrów w jej okolicy, to na dodatek zbiorniki paliwa samolotu były całkowicie puste, a jedynym śladem po pilocie, był wciąż działający autopilot. Według Sierżanta Petera Leona, rzecznika Policji Prowincji Ontario, nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że pilot był obecny w samolocie w czasie katastrofy.

Zgodnie z jego słowami:

Dokonaliśmy dokładnego dochodzenia i nie udało nam się zlokalizować żadnych śladów życia w okolicy tego wraku. Wygląda na to, że pilot opuścił samolot na pewien czas, zanim ten się rozbił. Niestety nie jesteśmy pewni kiedy dokładnie miało to miejsce.

Samolot był zarejestrowany na University of Michigan Flyers Inc. i obecnie uważa się, że pilotem był 27-letni student z Chin. Wiodącą teorią jest ta, zgodnie z którą, student mógł ustawić samolot na autopilota, a następnie wyskoczyć z samolotu wprost na Jezioro Superior w celu popełnienia samobójstwa. Niestety, nie posiadamy, żadnych informacji czy wspomniany student przejawiał takie skłonności. Oczywiście, zainteresowani internauci, zaczęli spekulować, że może to być przypadek sfałszowanej śmierci, albo nawet zabójstwa na życzenie. Bardziej kontrowersyjne wersje zakładały nawet porwanie pilota przez UFO. Bez wątpienia jest to interesujące spojrzenie na całą tę sprawę, ale narazie, tajemnica pozostaje całkowicie nierozwiązana.

 



Kobieta znalazła w ogrodzie dwugłowego potwora

46 – letnia Hiszpanka znalazła w swoim ogrodzie dziwnego dwugłowego węża. Stwór został sfilmowany.

 

 

Zdaniem Hiszpanki, długość ciała węża nie przekracza dziesięciu centymetrów. Niewiasta nigdy nic podobnego w życiu nie widziała, podaje portal Lemmik.

 

„Myśleliśmy, że to jakiś mutant i dlatego nagraliśmy film, a potem opublikowaliśmy video w sieci, aby ktoś wypowiedział się na ten temat” – powiedziała kobieta.

 

Ostatecznie okazało się, że osobnik nie jest gadem, ale gąsienicą, która wkrótce zmieni się w motyla.



21-letni chłopiec z Indii wygląda jak sześciomiesięczne dziecko

Dwudziestojednoletni Manpreet Singh z Indii wygląda i waży tyle, ile sześciomiesięczne dziecko. Mierzy zaledwie 58 centymetrów wysokości. Miejscowi wierzą w reinkarnację hinduskiego boga i odwiedzają malca codziennie, aby otrzymać błogosławieństwo.

 

 

Według matki Manpreet, jej syn przestał rosnąć w wieku sześciu miesięcy. Rodzina nie ma funduszy na badania lekarskie i właściwe leczenia. Lekarze powiedzieli, że Manpreet cierpi na chorobę tarczycy.

 

On, jak dziecko, nie jest w stanie chodzić i mówić. Opiekuje się nim dziewiętnastoletnia siostra. Rodzina wciąż ma nadzieję, że Manpreetowi można pomóc, uważając, że nic nie jest niemożliwe dla nauki i nowoczesnej technologii. Okoliczni mieszkańcy kochają Manpreeta za to, jaki jest, wierząc jednocześnie, że przynosi im szczęście i wlewa radość do ich serc.



Koniec aktywności wulkanicznej na Marsie miał miejsce w tym samym czasie co wymarcie dinozaurów

Zdaniem ekspertów z NASA ostatnia odnotowana aktywność wulkaniczna na Marsie oraz Wielkie Wymieranie z okresu kredy, którego rezultatem była śmierć 3/4 gatunków żyjących na Ziemi, oba miały miejsce mniej więcej w tym samym okresie. Badanie zostało opublikowane na łamach czasopisma naukowego Earth and Planetary Science Letters.

Zgodnie z nowymi danymi uzyskanymi przez NASA, podczas ostatniego szczytu aktywności, ogromnego marsjańskiego wulkanu nazywanego Arsia Mons, wytwarzał on na swoim szczycie co najmniej 1 ścieżkę lawy co około milion lat. Eksperci twierdzą, że ostatnia aktywność wulkaniczna na Marsie miała miejsce około 50 milionów lat temu, dokładnie na przełomie Kredy i Paleogenu.

Owalny nasyp skalny w lewym górnym rogu zdjęcia to Arsia Mons

Zgodnie z wypowiedzią eksperta z NASA, dr. Jacoba Richardsona, pracownika Centrum Lotów Kosmicznych NASD Goddard w Greenbelt.

"Szacujemy, że szczyt aktywności wulkanicznej Arsia Mons prawdopodobnie miał miejsce około 150 milionów lat temu - w późnej epoce Jury - a potem została zakończona w tym samym czasie co wymarcie dinozaurów na Ziemi"

W celu zebrania wymaganych danych, eksperci wykorzystali technikę liczenia kraterów. Mówiąc najprościej, obliczając całkowitą liczbę kraterów o średnicy co najmniej 100 metrów naukowcy określali wiek napływów. Po tym, eksperci mapowali granice przepływu lawy zidentyfikowanej w każdym z 29 otworów wulkanicznych. Jak wyjaśniono, modelowanie dało również możliwość oszacowania objętości strumienia dla każdego koryta lawy. Na szczycie około 150 milionów lat temu otwory wentylacyjne w kalderze Arsia Mons prawdopodobnie łącznie wyprodukowały około miliona metrów sześciennych magmy co milion lat.

Dokładniejsze zdjęcie Arsia Mons

Bez wątpienia, jest to bardzo interesujące odkrycie, które stawia przed nami pewne pytanie. Jeżeli zdarzenia na Marsie oraz na Ziemi miały miejsce mniej więcej w tym samym okresie, (co nie kryjmy się, z perspektywy naukowców może oznaczać setki a nawet miliony lat odstępu) to czy oba te zjawiska mogły by być ze sobą związane? Czy ten sam czynnik, który stał za wyciszeniem aktywności wulkanicznej na Marsie na ponad 50 milionów lat, stał za ogromną katastrofą naturalną, która wybiła w pień większość istot żyjących na Ziemi? Nie wykluczone, że zbliżamy się do odpowiedzi na to pytanie.

 

 

 



Dziwne protuberancje albo kolejny dowód na "tankujące" ze Słońca UFO

Solarne obserwatoria kosmiczne, co jakiś czas nadsyłają zdjęcia przedstawiające niezwykłe rzeczy. W pobliżu tarczy słonecznej regularnie pojawiają się anomalie uważane za dowody na to, że jest tam sporo obiektów, których pochodzenia nie sposób wyjaśnić. Regularnie dochodzi też do zjawisk, które są opisywane jako "tankowania ze Słońca", których rzekomo dokonują te hipotetyczne pojazdy.

 

Jedna z najbardziej Intrygujących teorii spiskowych zakłada, że nasze Słońce, tak jak i inne gwiazdy, są de facto częścią wielkiej sieci transportowej. Ludzie wierzący w to, twierdzą, że są liczne dowody wskazujące na to, że w pobliżu naszej dziennej gwiazdy, bardzo często, pojawiają się niezidentyfikowane pojazdy, które zdają się w jakiś sposób czerpać energię ze Słońca

Dla większości astrofizyków, to co przesyłają na Ziemię solarne obserwatoria takie jak SOHO czy SDO, to najwyżej kolejne erupcje plazmy z powierzchni gwiazdy, lub tak zwane artefakty obrazu wynikające z błędów matryc CCD używanych w tych urządzeniach. Jednak dla ufologów są to dowody na to, że w pobliżu naszej gwiazdy dochodzi do regularnej aktywności UFO.

 

Jeden z najbardziej zdumiewających przypadków miał miejsce 2 maja 2016 roku, kiedy to doszło do kolejnego "tankowania" plazmy ze Słońca. Tak jak w poprzednich przypadkach można było polemizować czy kształt zasysający coś ze Słońca jest protuberancją tak w tym przypadku sytuacja jest dużo bardziej tajemnicza, bo tego typu struktury plazmy jak to co widać, są czymś bardzo nietypowym.

Powyższe nagranie zostało podobno wykonane za pomocą satelity Solar Heliospheric Observatory (SOHO). To kolejny już obiekt pobierający coś z naszej gwiazdy, zaobserwowany w ciągu ostatnich kilku lat. Poprzednie anomalie tłumaczono zwykle jako protuberancje słoneczne.

 

Poza tym zwraca się często uwagę, że NASA notorycznie coś zakrywa w pobliżu tarczy Słońca, za pomocą czarnych kwadratów. Ta cenzura jest niezrozumiała dla większości ekspertów z dziedziny ufologii i bywa przedstawiana jako dowód na to, że w pobliżu Słońca dzieje się więcej ciekawego niż nam się to przedstawia oficjalnie.

 

 



Dziewczynkę, która urodziła się z czterema nogami i dwoma kręgosłupami, udało się z powodzeniem oddzielić od pasożytniczej siostry bliźniaczki

Dziewczynka z Wybrzeża Kości Słoniowej urodziła się z czterema nogami i dwoma kręgosłupami. Lekarze ze szpitala Park Ridge z Chicago 08 marca br. dokonali cudu z powodzeniem usuwając pasożytniczego bliźniaka.

 

 

Dziesięciomiesięczna Dominique przeszła rzadką i bardzo skomplikowaną operację, która trwała sześć godzin. Operowało ją pięciu lekarzy. Obecnie dziecko przechodzi rehabilitację i zajmuje się nią rodzina zastępcza w USA. Potem dziewczynka powróci do swoich biologicznych rodziców w Afryce.

 

Przed zabiegiem Dominique nie mogła robić wielu rzeczy, które robią dzieci w jej wieku. Teraz jest zupełnie zdrowa i tryska pełnią życia. W Stanach Zjednoczonych Dominique opiekuje się Nancy Swabb z Edgebrook (Illinois).



W Czadzie wandale zniszczyli starożytne malowidła naskalne

Eksperci mają nadzieję, że uda im się przywrócić zniszczony przez wandali malowidła ścienne. Na Saharze nieznani sprawcy zdewastowali ryty skalne, umieszczając tam graffiti, informuje BBC, odnosząc się do komunikatu Ministra Kultury Czadu.

 

 

W jaskiniach i wąwozach masywu Ennedi na terytorium państwa afrykańskiego można podziwiać tysiące wizerunków ludzi i zwierząt. Niektóre z nich są wyryte w kamieniu, inne narysowane. Zdaniem ekspertów, mogą one liczyć nawet 8 tys. lat temu, a to oznacza, że zostały wykonane w czasach, gdy nie było jeszcze pustyni.

 

„To tragedia ... obraźliwa dla całej historii i pamięci Czadu” - powiedział Mahamat Saleh Haroun – minister kultury Czadu i znany w Afryce filmowiec. „To afrykańska historia, którą chciano zniszczyć. Dlatego mówię o tragedii, bo to nasze dziedzictwo".

 

O popełnienie aktu wandalizmu podejrzewani są miejscowi młodzieńcy. W Ennedi pracuje zespół szacujący szkody. Abdelkerim Adoum Bahar, przedstawiciel ONZ ds. kultury, jest zdania, że być może malowidła jaskiniowe uda się odtworzyć. Płaskowyż Ennedi został uznany za światowe dziedzictwo Unesco w 2016 roku.