Kwiecień 2017

Badacze z projektu Breakthrough Listen odkryli 11 potencjalnych sygnałów obcych cywilizacji

Po roku obserwacji, naukowcy wsłuchujący się w ewentualne ślady pozaziemskiego życia  pochodzącego z innego miejsca we wszechświecie odkryli istnienie 11 dziwnych sygnałów. Oczywiście (jak to naukowcy mają w zwyczaju), narazie poszukuje się innych bardziej prawdopodobnych rozwiązań niż ślad po nieznanej nam cywilizacji technicznej.

 

Breakthrough Listen to największy kiedykolwiek przeprowadzony program badań naukowych mający na celu znalezienie dowodów na istnienie cywilizacji poza Ziemią. Zakres poszukiwań jest prowadzony w niespotykanej dotąd skali, a sam program obejmuje badanie co najmniej 1 000 000 najbliższych Ziemi gwiazd. Poza Drogą Mleczną naukowcy nasłuchują wiadomości od 100 najbliższych nam galaktyk.

Źródło: Projekt Breakthrough Listen

Poza tym, wykorzystywane instrumenty należą do najpotężniejszych na świecie. Są 50 razy bardziej wrażliwe niż istniejące teleskopy służące do wyszukiwania śladów życia w kosmosie. Badania radiowe obejmują 10 razy więcej nieba niż poprzednie programy. Obejmują one również co najmniej 5 razy więcej widma radiowego - i robią to 100 razy szybciej. Są wystarczająco czułe, aby usłyszeć radar samolotu przelatującego w promieniu 1000 najbliższych gwiazd.

Eksperci przedstawili dokument naukowy, który zawiera szczegóły dotyczące ponad 600 gwiazd w różnych typach widm. Według naukowców, pełnią one rolę podstawy do dalszych badań. Ta rewolucyjna inicjatywa została poparta przez Stephena Hawkinga i miliarder Yuriego Milnera, którzy pomogli naukowcom w przeszukiwaniu kosmosu umożliwiając im dostęp do Radioteleskop Green Bank w Zachodniej Wirginii, Automated Planet Finder należącego do Lick Observatory na Mt Hamilton w Kalifornii i Teleskopu Radiowego Parkes w Australii.

Do tej pory eksperci zebrali kilka petabajtów danych naukowych po skierowaniu teleskopu w stronę 692 gwiazd we wszechświecie - a każdy z nich dostaje od trzech do pięciu minut obserwacji, które przeplatają się z obserwacjami innych celów. Eksperci wyznaczyli około 1700 gwiazd, które będą ostatecznie badane w poszukiwaniu sygnałów pozaziemskiego życia. Naukowcy twierdzą, że proces przesiewania danych jest raczej prosty. Najpierw odróżnia się sztuczne sygnały od tych naturalnych zwracając uwagę na nieregularne zachowania, takie jak modulacja lub pulsujące wzorce. Reasumując, aby zrozumieć, czy dziwne sygnały pochodzą od obcych, czy nie, naukowcy muszą upewnić się, że nie zostały stworzone tu na Ziemi.

 

 

 

 



Islandzki farmer posiada w swoich stadzie owiec najprawdziwszego jednorożca

W Islandii żyje jednorożec. Tak, to nie jest fikcja. Baran, do którego doskonale pasuje nazwa „jednorożec”, jest nosicielem jednego rogu na środku czoła prawdopodobnie z powodu mutacji.

 

Baran Einhyrningur (ang. Unicorn) wygląda jak zwierze z bajki, pisze Iceland Monitor. Jego historia jest nieco smutna. Islandzkie owce wypuszczane są na pastwiska wiosną i sprowadzane z powrotem jesienią. Wśród nowonarodzonych zwierząt, ściągniętych z wypasu, hodowca znalazł jagnię, które różniło się od innych. Odmieniec, gdyby pozostał w górach, nie przeżyłby prawdopodobnie Bożego Narodzenia (zdarza się bowiem, że nie wszystkie owce wracają do domu zimą i jakoś sobie radzą w trudnych warunkach). Potem na jakiś czas właściciel Erla Þórey Ólafsdóttir zapomniał o niezwykłym osobniku.

Einhyrningur ma jeden wielki róg wyrastający pośrodku czoła, a nie dwa, co jest charakterystyczne dla wszystkich baranów, także tych islandzkich. Erli Þórey Ólafsdóttir nie zdawał sobie sprawy, że jego dziwny okaz w krótkim czasie zyska tak dużą sławę. Jednorożec nie nadaje się do hodowli i prawdopodobnie długo nie pożyje. Zwierzę próbuje zasymilować się z resztą stada, choć inne osobniki traktują go dość szorstko. Einhyrningur jest chudy i, zdaniem gospodarza, już dawno powinien trafić do rzeźni. Wśród jego przodków nie było takich dziwaków, więc niewątpliwie jest to rodzaj jakiejś mutacji.

 

 



Zmiennokształtny humanoid został schwytany w Ghanie

Tajemnicza historia pochodząca z nigeryjskiej strony naij.com zyskała sobie całkiem duże grono osób zainteresowanych. Podobno zaobserwowano tam oraz złapano zmiennokształtną istotę oraz rzekomo jest to informacja potwierdzona przez członka Narodowych Sił Bezpieczeństwa ulokowanych w regionie Volta w Ghanie.

Opowieść miała rozpocząć się od tego, że mieszkańcy południowej gminy Ketu w regionie Volta poinformowali, że ich świnie, krowy, kurczęta i inne zwierzęta były tajemniczo zabijane przez coś, co wyjada ich jelita i narządy wewnętrzne pozostawiając resztę tuszy. Na pierwszy rzut oka brzmi jak robota dzikich psów, jednakże zdaniem świadków winnym miał być człowiek, który na ich oczach zmienił się w wieprza i ścigał ich, aż do momentu jego zniknięcia.

W ubiegłym tygodniu jeden z myśliwych twierdził, że widział wspomniane zwierze i również był świadkiem jego przemiany z człowieka w zwierze. Przerażony mężczyzna oddał strzał, co spłoszyło dziwną istotę i spowodowało, że stworzenie rozwinęło skrzydła i odleciło. Niedługo po tym odnaleziono ją w pobliskiej wiosce Afife, gdzie istota miała zaatakować okolicznego rolnika.

I tutaj sprawa staje się niejasna. Zgodnie z przekazem na stronie naij.com rolnik wyrecytował wtedy magiczne zaklęcie, a stworzenie powróciło do ludzkiej postaci, ale nie opuściło jego gospodarstwa. Zadzwonił po pomoc, a sąsiedzi przekonali jednego z okolicznych chłopców aby wziął ze sobą magiczne zioła i złapał stworzenie. Wtedy na miejsce przybyła policja, a po tym gdy stworzenie zmieniło się się z pół człowieka-pół kaczki do formy małego człowieczka, został on schwytany a zrobione mu zdjęcie trafiło do mediów społecznościowych.

Domniemany zmiennokształtny stwór, na zdjęciach wygląda jak młody chłopak lub ewentualnie mężczyzna chory na karłowatość. Niestety, opowieść kończy się bez wskazania losu ów tajemniczej istoty. Nie da się ukryć, że może to być zwyczajne oszustwo, ale biorąc pod uwagę jak dużą rolę w życiu afrykańskich społeczności pełnią zabobony, można chyba zrozumieć masową panikę jaka wyrosła wokół tego zdarzenia. Czy rzeczywiście mieli oni doczynienia ze zmiennokształtną istotą? Jest to wątpliwe, ale nigdy nie wiadomo.



W Kolumbii po tragicznym w skutkach osuwisku pojawił się obraz Pana

Kilka dni temu 21 kwietnia 2017 r. na popularnym YouTube udostępniono unikalne nagrania. Mieszkańcy kolumbijskiego miasta Manizales, bardzo ważnego ośrodka znanego z uprawy kawy, ujrzeli postać Pana, który pojawił się na niebie.

 

 

Świadkowie zamarli, patrząc na wspaniały lśniącą postać na tle chmur. Na filmie widać tłum ludzi, który nie ukrywa emocji, patrząc w górę.

 

Uwagę przykuwa fakt, że boski cud nastąpił w miejscu, gdzie tydzień temu w tym samym obszarze Manizales doszło do tragicznego w skutkach osuwiska ziemi. W rezultacie zginęło 19 osób. 6 ludzi uznaje się za zaginionych, a 23 zostało rannych. W sumie ewakuowano około 400 mieszkańców z 75 domów. Dlatego obraz, który można było podziwiać, poraził serca świadków zdarzenia.



Ufologiczny gral odnaleziony?! Zdaniem badaczy szokujące znaleziska autentyczne...

Szesnastego kwietnia została opublikowana audycja najbardziej rozpoznawalnego na świecie ufologa Jaime Mausana. Ten czołowy w branży UFO znawca połączył się poprzez skypa z Brienem Foersterem (zaczyna się od 33 minuty i 10 sekundy). Większości z państwa nie potrzeba przedstawiać amerykańskiego badacza fenomenu wielkich czaszek. Brien mieszka obecnie w Peru i prowadzi własne poszukiwania zaginionych starożytnych ras. Jego zdanie jest w tym sensacyjnym newsie kluczowe. 

 

Od jakiegoś czasu wypływają na światło dzienne zdjęcia i nagrania trzy palczastych "dłoni" prehistorycznych zmumifikowanych istot UFO. Te same zródło, posiadacz znalezisk, pokazuje również całe humanoidalne ciała, osobne głowy oraz gadzią skórę bliżej nie rozpoznanych istot reptilian. I teraz uwaga, zdaniem Foerstera, który osobiście oglądał i miał je w swoich rękach, te znaleziska są autentyczne ! 

Program Jaime Maussana, o którym wspomnieliśmy mówi również o bliżej nierozpoznanym, okrągłym implancie, jaki w swoich szponiastych "dłoniach" posiadają te istoty, są tam oczywiście prezentowane zdjęcia sensacyjnych znalezisk, prześwietlenia rentgenowskie ufonautów i wiele innych. 

W audycji wspomniano, że tego typu humanoidów, lub ich szczątków, znaleziono znacznie więcej, wszystkie w jednym sarkofagu. Amerykanin twierdzi, że niektóre istoty mogły mieć grubo ponad dwa metry wzrostu, gdy inne były malutkie.W programie zaprezentowano porównanie UFO reptylian z dinozaurami, zwłaszcza ciekawie wyglądają ich trójpalczaste "łapy" w zestawieniu ze szponami dinozaurów ! 

Świat ufologów może dostać w swoje ręce przysłowiowego "grala", o którym marzyli od dziesięcioleci. Zaskakujące, albo i nie, jest to, że nie widać tam ekipy L.A. Marzulliego. Możliwe że po ostatnim oszustwie, za które zapłacili kilkadziesiąt tysięcy dolarów, nie chce się angażować w coś co może wyglądać na fałszerstwo, a część artefaktów faktycznie daje wrażenie zrobionych przez człowieka makiet. 

Nie zapominajmy, że te rzeczy, jeśli są autentyczne, leżeć miały w grobowcu tysiące lat, pokryte są zdaniem Foerstera błotem, lub zaschłą gliną. To co dla wielu jest najbardziej szokujące, pomijając wygląd wyschniętych istot ufo, to fakt że są pochodną gadów. Gdyby ta gigantyczna sensacja okazała się prawdą, to mieli byśmy potwierdzenie nie tylko tysięcy relacji ze spotkań z tymi bytami, ale uznanie historii Adama i Ewy, którzy zostali przez jedną z nich oszukani ! "A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?" Księga Rodzaju 3:1

 

 

 

 



Tajemniczy kamień Al-Naslaa, dowód na istnienie starożytnej cywilizacji lub niewiarygodnie rzadkie zjawisko

Megalit zlokalizowany w Arabii Saudyjskiej, to fascynujący obiekt pochodzący prawdopodobnie z epoki neolitu. Niesamowita precyzja z jaką został podzielony idealnie na dwie połowy, skłania wielu badaczy do sugestii, że jego powstanie musiało być rezultatem mechanicznej obróbki. Wydaje się, że taki efekt można byłoby osiągnać jedynie przy użyciu lasera, ale jak dobrze wiemy, neolityczni ludzie dopiero co zaczeli zakładać swoje pierwsze osady. Czyżby wiec stało się to za sprawą działalności obcej cywilizacji? 

Kamień pochodzi z Tajmy, oazy i miasta w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej. Został odkryty przez Charles'a Huvera w 1883 i od tej pory nie przestaje być źródłem sporów naukowców o ustalenie powodu tajemniczego przecięcia go na dwie równe części. Sam fakt przecięcia kamienia może nie wydawać się niczym nadzwyczajnym, ale precyzyja z jaką zostało to zrobione, definitywnie nie pasuje do obrazu neolitycznych ludzi wykreowanego przez historyków.

Eksperci mogą mieć odmienne poglądy w sprawie pochodzenia kamienia, jednak są zgodni co do jednego: linia dzieląca obie części bloku skalnego nie została stworzona naturalnie. Równie interesującym faktem jest istnienie na nim śladów w postaci hieroglifów związanych z faraonem Ramzesem III, co potwierdził rząd Arabii Saudyjskiej. Na podstawie tego odkrycia badacze stwierdzili, że Tajma była ważną częścią szlaku lądowego między Morzem Czerwonym a Półwyspem Arabskim i Doliną Nilu.

 

Pytanie brzmi, jaki mógłby być cel istnienia takiej konstrukcji? Nie wykluczone, że dla neolitycznych ludów, miały one jakieś znaczenie chociaż, nie można wykluczać, że to nie one stały za pojawieniem się wyrwy w skale. Hieroglify mogły pojawić się jako reakcja na niezrozumiały dla nich monument. Nie da się ukryć, że takie rozwiązanie jest prawdopodobne, ale czy jest ono zgodne z prawdą?

 

 

 



W Bośni do dziś stoi drewniany meczet, który zbudowano bez użycia gwoździ 180 lat temu

Drewniany meczet w bośniackim mieście Bužim powstał na początku XIX wieku, ale stoi do dziś. Lokalni stolarze zbudowali świątynię w staroświecki sposób - bez użycia gwoździ.

 

 

„W tym czasie, nowa technologia nie dotarła jeszcze tutaj i robotę wykonali starzy mistrzowie”.

 

Podczas budowy obiektu nie użyto ani jednego gwoździa lub innych metalowych części. Meczet z wysoką wieżą zbudowano z drzewa dębowego. Na górę prowadzą drewniane schody spiralne.

 

 „Jeśli meczet odwiedza się wiosną, kiedy wieją silne wiatry, można poczuć się jak na koniu na biegunach i usłyszeć skrzypiące ściany, jak w wiklinowym koszu”.

 

Meczet zbudowano w 1838 roku. W tym czasie Bośnia była częścią Imperium Osmańskiego. Zachował się historyczny dokument lokacyjny, podpisany przez osmańskiego gubernatora. Człowiek ten de facto wydał zgodę na budowę świątyni.

 

Powierzchnia obiektu wynosi około 300 metrów kwadratowych i może on pomieścić około 1 tys. osób. W powszednie dni odwiedzają go głównie starsi ludzie. Więcej wiernych przybywa w okresie wakacyjnym. Siła przyciągania tego miejsca jest niepowtarzalna, ale dopiero w 2003 roku budowla trafiła na listę zabytkowych obiektów chronionych.



Łazik Curiosity uwiecznił na Marsie orb wystrzeliwujący promień światła

Udostępnione niedawno zdjęcia pochodzące z marsjańskiego łazika Curiosity zarejestrowały dziwny obiekt nad powierzchnią czerwonej planety. 23 kwietnia 2017 jedna z kamer uchwyciła tak zwany orb, który w chwilę po pojawieniu się w kadrze kamery wytworzył dziwny promień światła niewiadomego pochodzenia.

 

Pierwszy obraz został uchwycony o 02:51 popołudniu (czasu ziemskiego) i nie przedstawia on nic podejrzanego. Jednakże drugie zdjęcie zrobione niecąłą sekundę później przedstawia jasną kulę światła, która zdaje się wysyłać białą wiązkę światła w kierunku powierzchni Marsa.

Czy możliwe, że jest to poprostu błąd matrycy CCD, który spowodował tymczasowe przeciążenie kamery? Nie da się ukryć, że obiekt ten nie jest widoczny na jakiejkolwiek innej fotografii z innych kamer. Z drugiej strony, gdyby był to rzeczywiście błąd kamery, to z pewnością byłby widoczny na innych zdjęciach z Marsa. Możliwe, że NASA poprostu nie dodaje takich wadliwych zdjęć na swoją stronę aby nie rozbudzać wyobraźni internautów. Ewentualnie, mogą oni mieć w tym jakiś interes, ale pytanie brzmi, jaki?

 



Na Marsie odkryto coś co wygląda na skamieniały pień drzewa

Należący do NASA marsjański łazik Curiosity” znowu przesłał na Ziemię kontrowersyjne zdjęcie. Wygląda na to, że udało mu się sfotografować pionowo stojący obiekt o wysokości około metra, który wygląda jak skamieniały pień drzewa. 

 

Zaskakującą fotografię wykonano 25 marca 2017 r. Opinie na temat uchwyconego na niej obiektu są bardzo różne. Niektórzy uważają, że to szczątki prawdziwego drzewa, które kiedyś rosło na Marsie, z drugiej strony, może być to formacja utworzone przez lawę. 

 

Zapewne da się wymyślić jeszcze kilka historii potwierdzających, że mamy do czynienia z pareidolią, czyli doszukiwania się znajomych kształtów w przypadkowych skałach. Trzeba jednak przyznać, że to rzeczywiście wygląda bardzo podobnie do pnia. 

Może to być formacja wulkaniczna, ale to nie wyklucza teorii z drzewem, które mogło po prostu zostać zalane lawą. Na Ziemi, podobne „drzewa” tworzy lawa na Hawajach. W tamtejszej dżungli są bardzo podobne zwęglone pnie drzew. W 1790 roku, podczas erupcji wulkanu Kilauea drzewa stanęły na drodze przepływu roztopionej lawy, która je spaliła, ale nie od razu. Lawa otoczyła je, tworząc kolumny, na których pozostały kontury drzewa.  

Naukowcy podejrzewają, że w przeszłości na Marsie była wielka aktywność wulkaniczna i może również wtedy doszło do tego, że niektóre rosnące wtedy hipotetycznie drzewa, dostały się pod wpływ lawy, z których cześć jednego pnia cudem przetrwała w formie skamieliny. 

Warto też przypomnieć, że to nie jedyny "drewniany incydent" związany z Curiosity i zdjęciami przesyłanymi na Ziemię. W 2012 roku na jednym ze zdjęć zaobserwowano coś co do złudzenia przypominało obrobiony kawałek drzewa, w postaci deski. Oczywiście skamieniałej, ale trzeba przyznać, że jeśli była to formacja naturalna, to nietypowo regularna.

 

 

 



Tajemnicze zaginięcie brazylijskiego studenta zainteresowało internautów

Młody brazylijski mężczyzna znany jako Bruno Borges, zainteresował sobą światowe media po tym, gdy zaginął bez śladu. Sam fakt zaginięcia nie jest aż tak osobliwym zjawiskiem jak to, że jego pokój został przekształcony w jedną wielką zagadkę logiczną. Krótko po tym, gdy Borges zaginął, jego rodzice odkryli, że pokój ich syna jest pokryty dziwnymi wiadomościami.

Większość z nich jest ściśle związana okultyzmem, poszukiwaniami obcych cywilizacji i alchemicznymi symbolami. Szczególnie warte uwagi jest 12 ponumerowanych manuskryptów, które jak się okazało zostały zapisane szyfrem.... naturalnie każdy innym. Kilka ze stron zostało już podobno przetłumaczonych, ale ich treść w dużej mierze pozostaje nieznana. Z tego co nam wiadomo Borges zaginął 27 marca.

Tymczasem, brazylijski serwis informacyjny Globo poinformował, że jeden z przyjaciół Borgesa przedstawił nowe dowody w tej sprawie. Mimo iż wspomniane szczegóły mogą nie pomóc w śledztwie i poszukiwaniach , pozwalają zrozumieć stan umysłu mężczyzny w momencie jego zniknięcia. Thales Vasconcelos, przyjaciel z dzieciństwa Borgesa, przyznał że pomógł mu stworzyć wspomniane wcześniej rękopisy. Zgodnie z jego wypowiedzią, nie czytał ich zbyt wiele, ale z tego co zrozumiał, to w dużej mierze dotyczyły one poszukiwań sensu życia i tajemniczej misji danej mu przez jakiś rodzaj wyższych istot.

Prawda jest taka, że gdyby nie rękopisy i cała masa tajemniczych symboli odnalezionych w jego pokoju, całe to zdarzenie zostało by najpewniej uznane, za kolejny przypadek porwania brazylijczyka z bogatej rodziny, najprawdopodobniej dla okupu. Jednak dziwna aura tajemniczości powstała naokoło całego tego zdarzenia zdecydowanie przeszkadza w zaakceptowaniu takiego wytłumaczenia.

Hipoteza z ucieczką wydaje się tutaj jedynym rozwiązaniem, ponieważ jaki porywacz trudził by się z: umieszczaniem w pokoju porwanego posągu Giordano Bruno o wartości szacowanej na 2000 funtów (heretyka, spalonego na stosie za sugerowanie istnienia życia na innych planetach), zamalować jego pokój okultystycznymi i alchemicznymi symbolami oraz stworzyć serie manuskryptów zawierających rozważania na temat sensu życia, które jakby tego było mało są jeszcze zapisane szyfrem. Poza tym, jeśli ojciec Borgesa ma racje, to wychodząc z domu 27 marca, zaginiony nie miał przy sobie pieniędzy, a mimo wszystko nie powrócił do domu od niemalże miesiąca. Cała ta sprawa wydaje się nieprawdopodobna i nie wykluczone, że jeszcze nie raz zostaniemy przez nią zaskoczeni.