Sierpień 2017

Dziwny prostokąt na niebie nad Chinami

W sierpniu mieszkańcy miasta Jinan w prowincji Szantung w Chinach przeżyli coś niezwykłego. Na nocnym niebie „płynął” prostokąt z bladym blaskiem na obwodzie. Chińczycy okrzyknęli to zjawisko mianem „drzwi do nieba".

 

Po przejrzeniu zdjęć, każdy stawiał pytanie: „co to jest?”. Niektórzy twierdzą, że jest to portal przestrzenny. Inni mówią, że może to być latający statek lub samolot dywanikowy. Jeden komentator powiedział, że właśnie mieliśmy możliwość obserwowania „uchylonych drzwi do wszechświata”. W każdym razie możemy tylko zgadywać.

 

Sceptycy uważają, że nie ma w tym wszystkim nic mistycznego i pewnie była to jakaś zwykła projekcja reflektorowa na czarnym niebie w gęstych chmurach, emitowana z Ziemi. Warto zauważyć, że nie jest to pierwsze tajemnicze wydarzenie w Chinach. Wcześniej mieszkańcy widzieli wieżowce, a nawet całe miasta. Uważa się, że większość tych zjawisk to po prostu „fata morgana”. Tajemnicze anomalia zazwyczaj widoczne są w formie dysku, więc tym razem raczej trudno wiązać to wydarzenie z wizytą UFO.

 



Kolejny krąg w zbożu na polu w Wielkiej Brytanii

Minęło aż 10 dni od ostatniego zdarzenia tego typu, ale wreszcie kolejny interesujący krąg w zbożu pojawił się na jednym z brytyjskich pól. Tym razem miejscem akcji zostało angielskie hrabstwo Essex.

Zdarzenie miało miejsce 17 sierpnia br, ale zostało zgłoszone dopiero niedawno. Mimo iż właściciel pola zbiera się do zebrania plonów, dzięki szybkiej reakcji poszukiwaczy kręgów z grupy Crop Circle Connector udało się odpowiednio udokumentować to znalezisko.

Szczególnie istotny jest fakt, że badacze z Crop Circle Connector udostępnili nie tylko same zdjęcia, ale również filmy a nawet zdjęcie zrobione w 360 stopniach co umożliwia nam lepszą obserwacje całego kręgu. Okazuje się, że w tym wypadku jest to bardzo przydatne ponieważ wiele wskazuje na to że mimo iż wygląda imponująco, krąg został stworzony sztucznie.

Wyraźnie widać to na przykładzie nieregularności z jaką pokładano kolejne warstwy zboża. Jedna warstwa zdaje się leżeć na drugiej i mimo iż nie dowodzi to ostatecznie że krąg nie jest pochodzenia pozaziemskiego, mocno chyliłbym się ku sugestii, że tym razem jego twórcą był jakiś żartowniś, który miał zbyt dużo czasu.

 



Cielę, czy koza z ludzką twarzą?

Nagranie z kolejnym mutantem opublikowano w sieci kilka dni. Tym razem na świat przyszedł stwór z ludzką twarzą. W przeciwieństwie do większości zmutowanych kóz, owiec i świń, które padły z powodu braku witalności wkrótce po urodzeniu, nowy osobnik daje radę i nie zamierza opuszczać ziemskiego padołu. Oczywiście wszystko jest w porządku, a wrodzona brzydota nie przeszkadza mu oddychać i jeść.

 

 

Poinformowano, że ta koza-mutant (jeśli to w ogóle koza) urodziła się w indyjskiej wiosce. Na pierwszy rzut oka trudno zgadnąć, co to za istota. Zwierzę ma zdeformowany pysk i czaszkę, która kształtem przypomina ludzką głowę. Uszy trudno dojrzeć, a mały, płaski nos też przypomina wyglądem narząd człowieczy, nie wspominając już o „powyginanych ustach”.

 

Film ze zmutowaną kozą został przesłany na Facebooka przez Samirę Aissa i szybko rozprzestrzeniał się w Internecie. Samira napisała w komentarzu, że dziwny stwór przestraszył okolicznych wieśniaków, ponieważ jest bardzo podobny do człowieka. Teraz ludzie spierają się między sobą. Jedni uważają, że jest to koźlątko, a inni, że cielę.

 



Nad Dnieprem odkryto sanktuarium starożytnych Scytów

Prezentowana konstrukcja świątynna to nie Stonehenge, ale sanktuarium starożytnych Scytów, którzy zamieszkiwali ziemie współczesnego Dniepropietrowska. Sanktuarium, które obecnie jest odkrywane przez archeologów, pojawiło się w drugim tysiącleciu przed naszą erą. Obecnie obiekt znajduje się na terenie wsi Tokowskoje. O wykopaliskach informuje Kanal 34.

 

 

D. Jawornitski, pracownik naukowy w Katedrze Archeologii Muzeum Dniepru, mówi, że konstrukcja z kamieni była rodzajem labiryntu, gdzie przebywały dusze przodków. Inna wersja głosi, że kamienie ustawiono w określonym geometrycznym wzorze ołtarzy do działalności religijnej. W każdym razie dla dawnych ludzi był to święte miejsce.

 

Lokalni archeolodzy uważają, że starożytni zwracali się też do duchów w sprawie hodowli i leczenia zwierząt. Dowodem tych praktyk mają być kawałki glinianych garnków z rozmaitymi ornamentami. Niektóre fragmenty nadają się rzekomo do posklejania. Badacze znaleźli również topór, sierpy, a także narzędzia do wytwarzania grotów strzał. Wszystkie pozyskane przedmioty trafią do muzeum. Badania w okolicach wsi Tokowskoje prowadzone są od trzech lat. Wcześniej odkrywano tam szkielety Scytów. Na razie brakuje funduszy i praca będę zawieszone do następnego roku.

 



Cargo

Czym jest cargo? Cargo oznacza po prostu ładunek. Kult Cargo natomiast, to prymitywna pseudoreligia cofniętych w rozwoju ludów naśladujących mniej zacofane w celu zdobycia przychylności boziów i obdarowania oszołomów boziowymi podarkami.

Innymi słowy, dzicz małpując wyżej rozwiniętych dorabia do tego z dupy wzięte zabobony, za co spodziewa się nagrody w formie przyzwoitego ładunku.

Głupie to?

No ba… to tak głupie, że aż durne, bowiem to kolebka umysłowego samogwałtu.

„Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, bla, bla, bla…” kiedy słychać te niemiłe dla ucha litanie zbiorowo wyklepywane bez zrozumienia przez nieogarniętych do bliżej nieokreślonej Maryi, wypełnionej jakąś łaską ponadto, no to pusty śmiech ogarnia nad ogromem logiki ujemnej zaangażowanej w te nieprzytomne mamrotanie.

Jakiej konkretnie łaski jest ta cała Maryja pełna? Nie wiadomo. Jaka to łaska, u licha? Episkopat milczy – zupełnie jakby robił komuś wielką łaskę - a Jan Paweł Dwa był łaskaw do grobu zabrać te, hmm… łaskawe objaśnienie. No i maryjna łaska to nadal bardzo tajemnicza sprawa. Zagadka jak niewiemco, albowiem to tajemnica dwutysiąclecia. Ale jako, że niezwykle lubię sprawy nieodgadnione, jeszcze do tej zagadkowej łaski powrócimy. Na razie zapowiem tylko, że łaska Maryi powala bardziej niż trzecia tajemnica fatimska i nieślubny syn Karola Wojtyły. Z powodu maryjnej łaski w kościele żydokatolickim masowo poopadają szczęki. Ale to potem…

Tymczasem rodzi się pytanie: jak mocno można się upodlić w ramach podziękowań do zmyślonych boziów za ich fikcyjne dobrodziejstwa?

No jak mocno?

Otóż można… maksymalnie.

Przecież wszystkim doskonale wiadome, że dosłownie ani jeden bozio jeszcze nikomu, niczego nie dał. Nigdy. Wręcz zabrał, jak na przykład dobra doczesne lub zdrowy rozsądek. A tymczasem podziękowania – nie wiadomo nawet za co - płyną nieprzerwanym strumieniem już tysiące lat.

Dlaczego to tak?

Dzikie przesądy bowiem zasiane są na żyznym podłożu pamięci genetycznej. A ta od zawsze zakłada, że tak zwani boziowie znajdują się w niebiesiech, a więc trafia to w zasadzie na podatny grunt. Przesądy te są tak pradawne, że giną w mrokach dziejów. One zakładają również, że rzekomi boziowie z gwiazd prowadzą tam wypasione niebiesiańskie życie, a więc w tej sytuacji dzikusy bardzo szybko dochodzą do jakże słusznego wniosku, że byłoby niegłupio podłączyć się pod to wszystko co niebiesie i boziowe, w celu wyżebrania jakichś wyczesanych podarków. I oto mamy Kult Cargo w całej swojej prostocie.

Zjawisko równie śmieszne co interesujące. Ponieważ jednak nie było jeszcze polskiej nazwy dla tego rozrywkowego kuriozum, pozwoliłem sobie odpalić różaniec wojownika, czyli zgrzewkę Starożubra i uruchomić pod wpływem eliksiru zrozumienia najściślejszą naukę ze ścisłych – bacologię – po to aby stworzyć wreszcie naukowo narodową nazwę przyjazną dla upośledzonego środowiska, w jakim przyszło nam żyć na tym padole.

I tak, małpowanie wyżej rozwiniętych społeczności w celu wyszarpania podarków nazywa się naukowo Ruch Wyznaniowy Ładunku. Kontrolerzy lotów robią w tym żałosnym cyrku za arcybiskupów, stewardessy za zakonnice, operatorzy wózków widłowych za księży, a prezesi lotnisk za papieża.

Ruch Wyznaniowy Ładunku brzmi kompletnie bezsensownie lecz… podniośle. I o to chodzi. Ruch Wyznaniowy Ładunku nazywa się podobnie jak Kościół Spaghetti lub Świątynia Google no ale cóż począć, że najbardziej poronionymi określeniami świat już dawno wypełniły zamieszkujące go debile. Istnieją przecież na tym ułomnym globie Studia Paznokci, Sanktuaria Po Trzykroć Przedziwne lub Kliniki Skuterów, no bo czyż nie? Jeden debilizm więcej nie czyni zatem żadnej różnicy… bowiem jakiej by durnowatej nazwy nie użyć i tak natychmiast znajdą się jej gorliwi wyznawcy.

A w przypadku Ruchu Wyznaniowego Ładunku… jak powiada świetny, świętny, przeświętny, po trzykroć najprzenajświętny… znaczy Mikołaj, ho, ho, ho… są ich miliardy.

W Ruchu Wyznaniowym Ładunku dzieje się i to sporo, bo chociaż od dawna wiadomo że tak zwani boziowie nie są żadnymi boziami i nie mieszkają w żadnych niebiesiech to właśnie taki obraz zakodowany mają w baniach wszystkie prymitywne ludy błąkające się po matce Ziemi. Szczególnie mocno ten typ wierzeń uderzył w przegrzane Słoneczkiem łepetyny zdziczałych małpoludów koczowniczych. Im bardziej lud jest prymitywny, tym więcej czasu spędza pod gołym niebem. Im więcej uprawia włóczęgostwa tym bardziej jest zabłąkany w stepie. Im bardziej pobłądzi tym intensywniej wypatruje boziów i jakiś boziowych znaków na niebie. A im bardziej wypatruje tym bardziej błądzi i robi się… obłąkany. A jak już zdurnieje maksymalnie to jest dla dobra ludzkości na pustynię wypędzany. Samozaciskająca się pętla.

Efekt tego samoudebilnienia?

Astrologia, ot co. Jedyne co nieszczęśliwie pogubieni idioci znaleźli na niebie w czasie tysięcy lat tułaczki to: wielki wóz, mały wóz, waga, skorpion i inne kozackie określenia czegoś co jest wszystkim z wyjątkiem tego jak je nazwano. Szok. Po prostu szok, że jeszcze nigdy nikogo ten nonsens po oczach nie uderzył dopóki się za niego nie zabrała bacologia.

Debilizmów równie oczywistych i związanych z Ruchem Wyznaniowym Ładunku jest znacznie więcej. Taki Watykan na przykład odpłynął już całkowicie w oceany kretyńskiego spokoju, ponieważ z powodu demencji starczej, pensjonariuszom tamtejszego geriatryka totalnie popieprzyło się określenie Galilejczyk z Galileuszem. I w efekcie tej tragikomicznej pomyłki tylko po to aby wypatrzyć galilejskiego kosmonautę dryfującego bez skafandra i napletka po kosmosie tamtejszy kacyk Papamobile Francoferrari zamontował sobie radioteleskop gdzieś na Antarktydzie. Jeden z najdroższych na świecie.

Mają gest skooooorwensyny, albowiem te wydarzenie można przyrównać jedynie do zakupu najdroższego na świecie mikroskopu w celu odszukania… krasnoludków, o których przecież również w swoim czasie parę starych książek napisano.

Tak więc coś tam dzwoni spierniczałym dziadkom w uszach w Watykanie ale żaden nie wie w której kaplicy. Po prostu mają tam zbiorowy odlot – tragikomedię omyłek – wywołaną powszechnym Alzheimerem.

Ludzie cywilizowani wiedzą doskonale że sprawy wyglądają zgoła odwrotnie, czyli że kosmos nie nadaje się do życia chociażby ze względu na mordercze dla DNA promieniowanie. Obcięcie napletka ani trochę nie pomaga w kosmicznym survivalu. Świadomi wiedzą, że tam nie ma żadnych boziów. Dobrze poinformowani wiedzą też, że tak zwani boziowie siedzą wygodnie w ciepluteńkim środku Ziemi i mają od dziesiątków tysięcy lat nieprzerwaną polewkę z głupków, którym wcisnęli kit o swoim kosmicznym pochodzeniu kierując tym prostym zabiegiem uwagę matołków dokładnie w innym kierunku od tego w którym należałoby szukać. Wewnątrz naszej planety żyje bowiem prastara, zaawansowana cywilizacja, prawdopodobnie nawet nie jedna, i to właśnie durne naśladownictwo jej zręcznie zaaranżowanych inscenizacji godnych jarmarcznego odpustu jest praprzyczyną wszystkich dzikich Ruchów Wyznaniowych Ładunku. Dowodem są chociażby tak zwane objawienia maryjne. Gdyby bowiem jakaś kosmiczna Maryja rzeczywiście przelatywała z planety na planetę w sukience kubek w kubek podobnej do flagi uni europedałopejskiej, no to przecież każdy z miliona kosmonautów mógłby jej uścisnąć grabę, cmoknąć w polisia lub podrapać po plecach gdyby Maryja była akurat plecofilem, no i zbędne tym samym stałyby się wszelkie holograficzne sztuczki zwane roboczo objawieniami. Po prostu, gdyby rzeczywiście istniała niebiesiańska Maryja to ludzie którzy byli w niebiesiech by nam o tym fakcie już dawno szczerze jak na spowiedzi powiedzieli.

No i powiedziano na ten temat wszystko.

Taka na przykład Walentyna Tiereszkowa, która była w kosmosie po powrocie na Ziemię wyspowiadała się krótko ale z radosnym uśmiechem:

- Boga niet.

Koniec kropka, zamiast boziów mamy pustkę i kosmiczny gruz latający chaotycznie we wszystkich kierunkach.

Na ziemi natomiast zamiast boziów są tylko żałosne inscenizacje. Oklepane i nędzne jak żydokatolickie szopki. Wizualne jedynie, bowiem nikt jeszcze nie dotknął nigdy matki boskiej objawionej i nie zaprowadził jej na przykład do studia telewizyjnego, aby mogła dotrzeć do milion razy szerszej publiczności ze swoimi sekretami. Zupełnie nielogiczna sprawa, bo jeśli już matka boska ma jakąś tajemnicę do zachowania to po kiego grzyba się objawia i paple o niej komu popadnie? Kompletnie nie rozumiem jej zachowania, no ale w końcu czy ktoś zrozumiał babę? Można jedynie próbować odgadywać jej intencje...

Może matka boska ma po ciąży pozamacicznej dokuczliwą nerwicę poporodową, może jej powypadały jajniki, może to tylko menopauza, a może frustracja wywołana nieregularnym pożyciem. Gdyby się Freud nad nią pochylił z pewnością znalazłby coś nie tak na tle analnym. Ale homo Zygmunt na szczęście już nie żyje no i chyba lepiej dla żydokatolików że nie wiadomo dokładnie co jest nie tak z dupą Maryi.

Jeśli gdzieś na zacofanym zadupiu wyświetli się hologram z Maryją to analfabeci niestety nie oganiają prawidłowo oczywistego bezsensu tego wydarzenia lecz natychmiast padają na kolana, czołgają się do zakonów i budują świątynie na klęczkach – tak przecież było w Fatimie – po czym szybko to co miało być tajemnicą przekazują dalej. Żenujące. Ale jako że te ploty puszcza w świat osobiście matka boska dyskretna, nie ma lepszej metody żeby kościołek żydokatolicki skuteczniej… zdyskredytować.

I proszę pomyśleć teraz przez chwilę ile trudu kosztowało cwaniaczków z wnętrza Ziemi te zamieszanie z objawieniami urządzone tylko po to, aby odwrócić uwagę Ziemian od… wnętrza ich własnej planety.

Ten zręczny numer z odwracaniem uwagi od terenów doskonale nadających się do życia znany jest nie tylko pseudo bożkom z wnętrza Ziemi. Jest to bowiem bardzo oklepany numer również i po naszej stronie. Sprytni Wikingowie na przykład tuż po odkryciu dwóch krain na morzach północnych w trosce o ochronę swoich interesów nazwę Grenlandia (Kraina Zieleni) nadali skutemu w lodach obszarowi, a nazwę Islandia (Kraina Lodu) nadali żyznej wyspie skąpanej w zieleni. Tą prostą zmyłką zachowali wyłącznie dla siebie sekret lądu nadającego się do życia a wysiłki głupców usiłujących osiedlić się na odkrytej przez nich ziemi skierowali w zupełnie innym kierunku. Chciwi i łatwo(wierni) idioci pojechali sobie zatem na Grenlandię i wymarzli tam grzecznie w cholerę. A Wikingowie?

Wikingowie mieli, hmm… święty spokój. Czyli to co wojownicy kochają najbardziej.

I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Cwaniaczki z wnętrza Ziemi mogą spać spokojnie kiedy rozmodleni głupcy przybici są pokutą do ziemi. Oni nie będą przecież myśleć logicznie – czyli dosłownie drążyć niebezpiecznej dziury w całym -  lecz zamiast tego wypatrywać będą nieszkodliwie bozi w niebiesiech, zacieku na szybie lub kawałka drewna aby wybłagać u niego przebaczenie… no bo tak jest przecież objawione oraz napisane.

A że słowo pisane zdolne jest pchnąć miliony w kierunku w jakim samodzielnie nigdy by nie wymaszerowały to już inna sprawa – ta jednakże utrzymywana jest w ścisłym sekrecie, bo nawet matka boska dyskretna słowa na ten temat nikomu nie wypiszczała. Ile milionów udało się na wschód po napisaniu Mein Kampf? Ile poszło na zachód po napisaniu Kapitału? Ile miliardów poszło na tamten świat po napisaniu biblii, tory, talmudu, koranu? Słowo pisane posiada moc – silną moc sprawczą. I udowodnili to nawet tak prości ludzie jak Wikingowie. Tym bardziej stosują tę metodę koczownicy piszący te swoje pozbawione sensu opowieści dziwnej treści. Słowo pisane posiada wielką MOC i tylko tej mocy, ci którzy przeszli na ciemną stronę mocy tak naprawdę się obawiają. Za wszystkie skarby świata nie chcą dopuścić do tego, aby słowo pisane obnażyło ich kłamstwa. Tym bardziej należy jak najwięcej o tym pisać, jeśli kto ma serce zarażone prawdomównością. Pióro bowiem jest kilka razy silniejsze od miecza. Nawet od miecza Temidy, bowiem jedyną instytucją kontrolną nad sprzedajnym wymiarem niesprawiedliwości są przecież niezależne media. Zwierzęcy lęk tej przestępczości zorganizowanej, jaki obserwujemy właśnie w ścierwomediach przed ujawnieniem jej patologii w oczach opinii publicznej jest tego najlepszym przykładem. Tak że powracając do odwracania uwagi… można dostrzec, że chociaż wszystkie słowa pisane typu koran, biblia, tora wręcz nakazują szukać boziów na niebie, to żelazną regułą jest fakt że te narody i cywilizacje które wezmą się na serio za badanie kosmosu z przedziwnych powodów albo szybko upadają albo zaniechują kosmicznych programów.

Skąd ta sprzeczność?

No cóż prawda jest banalna. Kosmos jest martwy bardziej niż rozjechany borsuk i nie chodzi o to aby go badać lub kolonizować ale o to aby trwała możliwie jak najdłużej nawiedzona fałszywa mistyka kosmosu jako miejsca gdzie rzekomo żyją boziowie. Pod żadnym pozorem nie wolno nigdy tego nonsensu zweryfikować, bowiem tylko ta jedna bajeczka jest w stanie starannie przykuć niewolników religijnym łańcuchem na całe wieki do gleby. Po co więc bajkopisarzom realne dowody na bezsens owej mega bajeczki? No właśnie. I to jest prawdziwa przyczyna zaniechiwania rzeczywistych działań na polu podboju kosmosu i to na całym globie. Amerykanie od pięćdziesięciu lat gadają o bazach na Marsie i… i tylko gadają w praktyce zawieszając program kosmiczny i wznosząc dużo droższe bazy na Ziemi. Rosjanie umieścili na orbicie pierwsze pozaziemskie miasteczko słynną stację Mir i… i zaraz ją widowiskowo rozbili o glebę zawieszając tym samym swój zaawansowany program kosmiczny. Chińczycy wysłali na Księżyc łazika po czym ogłosili szybkie wydobycie Helu 3 i… i chociaż co tydzień wysyłają w kosmos jakąś rakietę to nie ma w nich żadnej koparko ładowarki czy zbiorników na Hel ale wyłącznie szpiegowskie satelity. W kolejce do kosmosu stoją mocarstwa: Luxemburg, San Marino, Papua Nowa Gwinea, Kamerun, Apacze z Komanczami no i oczywiście Polska jako potęga kosmiczna szybko doganiająca najszybciej biegających we wszechświecie – jesteśmy w tym wyścigu tuż za murzynami. W Polsce już jest albo niedługo zostanie powołane nocą ministerstwo przestrzeni kosmicznej po czym po prostu nasze podatki wystrzelą w kosmos. Żaden łazik nigdy znikąd nigdzie nie wyleci, żadna baza na żadnej planecie nie zostanie nigdy zbudowana, i będzie tak, dopóki światem będą zza kulis rządzili hebrajczycy. W kosmos tak naprawdę poleciała tylko III Rzesza, która zbudowała bazę na Księżycu no ale w III Rzeszy hebrajczyków trzymano na króciutkiej smyczy. Wszystkie inne programy kosmiczne wszystkich innych krajów to tylko gra pozorów, czyli pusty śmiech i smętna propaganda. Łaziki oszołomów krążą po Grenlandii i Nevadzie, gdzie ku uciesze gawiedzi znajdują dwa razy dziennie „marsjańskie anomalie”, rakiety prywatne ciągle spadają, nic się nie dzieje w rzeczywistości na polu podboju kosmosu i nie ma prawa dziać dopóki wtykają w ten interes swoje brudne łapy hebrajczycy, którzy napisali wszystkie religijne baśnie o boziach kosmicznych. Ten kit był dobry tysiąc lub dwa tysiące lat temu, kiedy ziemianie poruszali się na piechotę. Dziś kiedy w kosmos mogą dolecieć mniej zaawansowane niż te z wesołego miasteczka samochodziki ten kit jest na krawędzi blamażu i stąd bierze się zwierzęcy lęk przed ujawnieniem prawdy jaki widać u hebrajczyków. Uważają się za supermenów najlepszych oczywiście we wszystkim ale pechowym zbiegiem okoliczności jakoś nigdy nie ma tych dmuchanych herosów na żadnej z dyscyplin olimpijskich. A powinni przodować we wszystkich mając plecy u boziów. Hmm… dziwna sprawa z tą ich nadprzyrodzonością. No bo cóż, w prawdziwym świecie bajeczki o narodzie wybranym nie sprawią, aby choć jeden hebrajczyk został wybrany jako najlepszy w choć jednej dyscyplinie olimpijskiej. Aż dziw ogarnia że pochlasty temat przegapiły a przecież wystarczyłoby ogłosić komitet olimpijski antysemitami i w ramach sprawiedliwości dziejowej rozpoczynać każdą dyscyplinę od walkowera dla hebrajczyków. Z nagrodami Nobla przecież tak zrobili a olimpiada to pies? Przecież tam są medale. Złote medale a hebrajczycy ze swoim bzikiem na punkcie złota odpuścili? No nie może być. Powinni być najlepsi w lekkoatletyce, bowiem już pięć tysięcy lat są nieustannie przeganiani po świecie. Powinni więc najszybciej biegać nie tylko po płaskim ale również przez płotki. Powinni bić wszelkie rekordy w strzelectwie bo przecież każdy bandyta posiada broń. Powinni być najlepsi w pływaniu, bowiem od czasów Mojżesza w wodzie radzą sobie lepiej niż ryby. Powinni być najlepsi w boksie skoro od początków świata zajmują się rozbojem. Powinni być też oczywiście najlepsi w szachach, bowiem do drugi posiada przynajmniej półtora nagrody Nobla. No i powinni być najbardziej zawansowani technicznie i posiadać najnowocześniejszą flotę kosmiczną zamiast złomu z afroamerykańskiego demobilu. Tyle powinni posiadać a co posiadają naprawdę? No cóż bolesna prawda jest taka, że mają jedynie największy procent umysłowo chorych, bowiem o ile w normalnych narodach odsetek chorych psychicznie mierzy się w promilach to hmm… w nienormalnych, czyli u hebrajczyków operuje się na połówki oraz całe ćwiartki populacji. Trzy czwarte z nich ma jakiś defekt genetyczny, umysłowy albo jeden i drugi. Od tysięcy lat stosują chów wsobny więc nawet knuć już nie potrafią tak żeby natychmiast się nie wydało. Kiedyś napisali biblię która trzymała białych ludzi w jarzmie ponad tysiąc lat. Koran który już kilkanaście wieków udebilnia Afrykę. A dziś? Dziś napisany przez nich komunizm nie przetrwał nawet stu lat. To samo protokoły mycków Syjonu. Ba, niedorzeczna bajeczka o 6 milionach zamordowanych w czasie I wojny światowej nie przetrwałą nawet paru tygodni. A bajeczka o 6 milionach z II wojny już dawno została zredukowana do bajeczki o 3 milionach i tendencja nadal jest malejąca… słowem wszystko co hebrajczycy napisali po jakimś czasie okazało się kłamstwem. Obecnie piszą, że bronią demokracji a już na drugi dzień okazuje się że chcą obalić demokratycznie wybrane rządy. Coraz krótsze nóżki i mniej sensu mają ich kłamliwe brednie…

I mimo to niebo jak magnes przyciąga wszystkich oszołomionych przez hebrajczyków głupców, bowiem każdy jełop na przekór dowodom że kosmos jest bardziej martwy niż cmentarz, nadal szuka tam życia.

Dlaczego?

To proste. Propaganda. Kino, telewizja, literatura, radio no i dawny ich odpowiednik – religia. Wszystko to nadal działa siłą rozpędu i jest to dziełem hebrajczyka. Nie ma żadnego filmu o martwym kosmosie, są miliony o pozaziemskich cywilizacjach. W kosmosie ufoludków jest jak mrówków… ale tylko w filmach oraz innych źródłach propagandy.

Internet na szczęście jest poza ich kontrolą i z każdym dniem coraz bardziej niszczy kłamliwą propagandę…

Ludzie nie znający w ogóle wyżej wymienionych środków hebrajskiej propagandy nie robią pod siebie jak jakiś łazik podeśle fotki rzekomo z Marsa. Nie spuszczają się nad kolonizacją innych planet bazując na zdjęciach marsjańskiej Grenlandii, no i nie walą pięć razy dziennie banieczkami o glebę do bożków księżycowych jak to ma w zwyczaju robić na przykład miliard muzułmanów. Allach bowiem to był tak naprawdę tylko jeden z tysięcy przedislamskich bożków wyznawanych na pustyni – bożek Księżyca konkretnie. Coś jak Pan Twardowski u Polaków lub bodajże Luna u Starożytnych Rzymian. Ósma liga przyadoptowanych pociotków po półbożkach okręgowych. Dlaczego więc akurat Allach a nie na przykład Dżin Z Butelki wszedł do ekstraklasy? Podejrzewam że dlatego ponieważ dla hebrajczyków piszących nocą islam w pustynnym namiocie, ten akurat bozio wydał się odpowiedni, jako że przecież wilki, hieny i szakale wyją do Księżyca, co daje im zajęcie na większość czasu wolnego po zachodzie Słońca. Uznano że mogą zatem z powodzeniem powyć sobie do Księżyca także i Araby zamiast się bezmyślnie rozmnażać. A że Allacha tak jak Pana Twardowskiego zupełnie nie widać, gdyż jest postacią literacką, Allach jest… wielki. Masakra. Proszę sobie wyobrazić sytuację jak Mieszko pierwszy konwertuje się na islam i w samobójczym ataku na rozpędzonym osiołku taranuje Colosseum z okrzykiem: Pan Twardowski jest wielki! Nawet po otarciu piany po Mieszku i mokrej plamy po osiołku pozostałby głęboki niesmak i nieporozumienie. Na całe szczęście, rozmazując się na budynkach ośmieszają się obecnie muzułmanie gdyż dla polskich łatwo(wiernych) hebrajczycy w starożytnym mieście Byblos napisali… biblię. Tak, tak żydokatolicy, to właśnie stąd się wzięła nazwa tej książeczki. Macie wręcz niesamowitego farta, że nie napisano jej w Wąchocku albo Kolbuszowej… to byłaby katastrofa. Biblioteki nazywałyby się Wachockoteki a bibliofile kolbuszowiacy. Znowu byłby niesmak i nieporozumienie. A że Byblos to była „metropolia” mniejsza nawet od Kolbuszowej, macie więcej szczęścia niż rozumu.

No i w efekcie najbardziej życia w kosmosie szukają nie jakieś agencje lub ministerstwa kosmiczne lecz oszołomy religijne i zdewociali geriatrycy.

No bo skoro żyje tam królewna Maryja w sukience i jakiś cieśla z siekierą to pewnie każdy inny też mógłby tam zamieszkać. Logiczne, prawda? Współcześni głupcy też latają po kosmosie…  Stany Zjednoczone Autystyków próby generalne w studiu filmowym już mają zaliczone i teraz pragną zaliczyć Księżyc, Marsa i parę planet. Plany mają grube, bowiem to tylko pusta propaganda. Na razie co prawda nie mają rzekomo czym tam się udać, bo Stephen Hawking żydzi im swojego łazika ale nie zaniechują działań. Hawking za cholerę nie chce swojego pojazdu wypożyczyć NASA bo obawia się że jak będzie bez pancernego wózka to obcy od wzięć natychmiast go wezmą w kosmos i w próżni zgwałcą analnie. Odrażające mają ci kosmozbóje plany, bowiem poczciwy Stephen już ma w jelitach grubych próżniową rurkę pozwalającą mu się… wypróżniać. I gdyby znienacka go pozbawiono przyjaznej rurki próżniowej i w próżni zgwałcono czymś zupełnie nieznanym, i kosmos i żywot Stephena stałyby się na maksa… przesrane. Są jak widać silne opory ze strony Stephena no ale afroamerykanie nie zniechęcają się bo plany mają szerokie jak plecy Makreli Mengel: chcą zbombardować Stephena i ukraść mu łazik a potem go wysłać na Marsa. Nie tylko Stephen Hawking będzie po kradzieży rozczarowany, bowiem astronauci też zawiodą się srodze kiedy umrą po wyjściu z ziemskiej atmosfery, ponieważ przed zabójczym promieniowaniem nie ochronią ich ani alufelgi Hawkinga ani rytuał obrzezania.

W tej sytuacji zatem jedyny sposób zrozpaczonych żydokatolików na podbój kosmosu to przybić się do krzyża i poczekać na zmartwychwstanie. Wylot w przestrzeń odbywa się wówczas automatycznie i należy tylko pamiętać o ciepłych majtkach na drogę, bo kosmos zimny a całun na ziemi zostaje. Można wziąć jedynie sandały oraz czapkę z nausznikami wyhaftowaną na kształt głowy prymasa Glempa, ponieważ głowa jej świątobliwości jeszcze za życia wyglądała jak haftowana czapka z nausznikami. Bagażu nie zabieramy ale żeby to nas nie zagubili na jakiejś górce rozrządowej, można sobie żydokatolicy wytatuować na karku pesel i krótką informację dla kosmicznych konduktorów: „Lecę do Karola Wojtyły”, „Pasażer nr taki i taki udaje się do matki boskiej fatimskiej”, lub „Jestem zaszczepiony na wściekliznę i pragnę się spotkać na audiencji z gadzinką jehową.” Paczka dobrze opisana się nie gubi głosi kościół DHL więc wybierając się w kosmos należy brać dobry przykład z innych religii.

Dokładnie to samo robią głupcy dający się zwieść objawieniom maryjnym. Ładują sobie w banię całkiem spory przecież ładunek (cargo) nieprawdopodobnych wręcz bzdur o gadających wężach i potłuczonych aniołach a następnie modląc się do kosmicznej pustki wznoszą nabożnie oczy w stronę komety Halleya, samoczynnie stając się swoimi własnymi wrogami. Tracą w ten sposób kompleksowo rozeznanie na temat tego co mają pod nogami. Dla większego odstraszenia głupców od szukania prawdy wciśnięto im do głowy jeszcze większe brednie że wnętrze Ziemi to… piekło, od którego oczywiście najlepiej trzymać się jest jak najdalej.

Hmm… czyżby?

No to gdzie zapytam, jak nie pod ziemią ludzie najczęściej szukają schronienia w razie kłopotów?

No gdzie ryją bunkry na wypadek wojny atomowej? Gdzie dłubią okopy na froncie? Gdzie chowają łupy i skarby przed niepożądanym wzrokiem? Gdzie nurkowali żydzi, o których przypomniał sobie nagle wujek Adolf? Gdzie magazynuje się to co najcenniejsze?

W kosmosie jakimś? Czy raczej pod ziemią? W, jak sama nazwa wskazuje… schronie?

Każdy ma oczy, każdy to widzi ale nie każdy posiada rozum aby ogarnąć to na co patrzy.

POD ZIEMIĄ JEST BEZPIECZNIE -  W KOSMOSIE JEST NIEBEZPIECZNIE – TO PROSTE

Pod ziemią jest wszystko co potrzebne do życia i życie tam tętni a w kosmosie nie ma… nic nadającego się do życia i panuje cmentarna cisza. W kosmosie miło dla ucha warczą jedynie krążowniki lorda Vadera ale to w drodze wyjątku, bowiem w kosmosie nie ma żadnych krążowników i żadnego lorda Vadera – to tylko kolejne hebrajskie baśnie wyprodukowane w ich fabrykach bajek. Hebrajczyk tylko gadać kłamstwa potrafi i co mu począć że akurat za gadanie ich nie wręczają medali na olimpiadzie? W kosmosie histeryczne wrzaski „ty antysemito” rozchodzą się bezgłośnie i chyba właśnie dlatego hebrajczycy mają taki głęboki niesmak do otwartej przestrzeni. Nikogo nie mogliby tam oczernić, oszukać i okłamać. Z ich punktu widzenia to musi być prawdziwy dramat, albowiem fałszywe oskarżenia to jest przecież ich jedyny sens istnienia... gdyż proszę zauważyć, że odkąd istnieją na kartach historii, nie robią nic innego prócz rzucania fałszywych oskarżeń pod adresem normalnych ludzi. Amerykanów oskarżali o komunizm. Rosjan o kapitalizm. Niewierzących w ich brednie o herezję. I generalnie najpierw tworzą jakiś fałszywy ustrój/religię/system polityczny, a natychmiast potem pod byle pozorem zabijają najwartościowsze jednostki, które są odporne na ich brednie... fałszywie je oskarżając. Największe ludobójstwo w dziejach popełnili na Rosjanach. Tylko po rewolucji żydobolszewickiej, wymordowali więcej niewinnych ludzi niż przez XX poprzednich wieków we wszystkich wojnach. Fałszywie ich oskarżając o bycie wrogiem ludu – co jest kuriozalne, bowiem oskarżyciele to największy możliwy wróg… ludzkości. Ale zapłacą za swoje zbrodnie. Rosja nie przebacza. Nie wybaczyła Napoleonowi, nie wybaczyła Adolfowi, nie wybaczy też koczownikom. A jak już Rosja im odpłaci to nie trzeba będzie poprawiać. Od zarania dziejów straszą ludzkość czym się da: diabłem, potępieniem, najeźdźcami z kosmosu, komunistami, kapitalistami, faszystami… wszystkim tylko nie… sobą. Perfekcyjne wilki w owczej skórze.

Postraszmy więc dla równowagi hebrajczyków. Idzie koniec świata, szalom pochlasty. Waszego świata. Wasz koniec nastąpi tak nagle że żaden z was go nawet nie zauważy. Odbędzie się to bardzo prosto. otóż kiedy nastąpi szabas, czyli ten jeden w tygodniu dzień w którym na hebrajczyków robią pożyteczni idioci czyli szabesgoje, każdy zadowolony z siebie hebrajczyk wstanie ze swojego barłogu i zanim jeszcze do końca przetrze swoje zaropiałe kaprawe oczy wszędzie ujrzy planetarną sprawiedliwość. Jak świat długi i szeroki o świcie szabasowego dnia wszędzie pojawią się znikąd takie fajne zielone ludziki. Zamkną granice, zamkną lotniska, zamkną bramki na autostradzie, zamkną banki a jak już wszystko będzie pozamykane zaczną zamykać hebrajczyków. Żaden nie ujdzie bo nie będzie miał jak. Taki będzie wasz koniec i nastąpi on na pewno w szabas Smile Likwidacja lichwy zajmie zielonym ludzikom jeszcze mniej niż zajęcie Krymu, bo wyrobią się z tym zadaniem nim się skończy szabas. Stanie się to tak szybko że żaden hebrajczyk nie zauważy jak to się stało. PRAWDZIWY porządek na świecie nastąpi gładko i bezproblemowo. Być może już w ten a być może dopiero w następny szabas… nie znacie dnia ani godziny tak więc już najwyższy czas wysrać się ze strachu…

Taki będzie koniec tych odwiecznych kłamców. Wisienką na torcie będą oczywiście przywrócone wszędzie na świecie kary śmierci i wyroki za zdrady, mordy, pedofilię, rasizm, czystki etniczne, mordy rytualne, zbrodnie wojenne, podżeganie do konfliktów, ludobójstwo, etc… no i świat wreszcie zostanie jak trzeba zdepopulowany, bowiem najgorsze szumowiny zmielą na proszek młyny prawdziwej i nieuchronnej sprawiedliwości.

Następni po hebrajczykach będą oczywiście szabesgoje, czyli świadomi kolaboranci, którzy zdradzili własny gatunek ludzki i za garść judaszowych srebrników niszczyli własne narody. Oni nie ujdą sprawiedliwości w żadnym bądź razie…

Jeśli dodać do tego co już wiemy o koczownikach, fakt że po tysiącach lat życia w jaskiniach, namiotach, ziemiankach, gettach, obozach i tym podobnych zasyfiałych norach nagle wypuścić by ich na otwartą przestrzeń, w której światło pada z każdej strony to ten ich dramat jaki im dokucza prędko przerodziłby się w tragedię, bowiem żaden hebrajczyk nie miałby w przestrzeni kosmicznej komu o swoich problemach opowiedzieć.

Ale napisane jest że kosmos tętni obrzezanym życiem i to jest cały problem, bowiem napisano brednie. A skoro słowo pisane ma moc sprawczą to brednie… póki co cofają intelektualnie całe populacje, która załadowały sobie w banie te szambo. Jedną generację ludzkości, po drugiej ogłupia ten kult.

Jak z tym walczyć?

Jest tylko jedna metoda – prawdziwym słowem pisanym zwalczyć kłamliwe słowo pisane. Prawda się wówczas sama obroni. Wystarczy tylko ją uwolnić aby mogła się skonfrontować uczciwie z tonami bredni i… zwyciężyć, albowiem gram prawdy od zawsze waży więcej niż kilogram kłamstwa.

Nie wierzycie?

To proszę napisać sobie 2 + 2 = 4 i zobaczyć na własne oczy że ta jedna prawda – natychmiast po jej napisaniu – bez wysiłku pokonuje nieskończoną ilość wszystkich innych… kłamstw! Wystarczy ją tylko napisać, ok? Miliony kłamliwych wyników automatycznie stają się bezwartościowe i dzieje się to po prostu w ułamku sekundy w pełni automatycznie.

I dlatego właśnie siły ciemności starają się wszelkie źródła prawdy zagłuszyć lub ukryć przed wzrokiem świata. Dlatego już od długich wieków cenzurują, niszczą całe nakłady książek i gazet, usiłują mieć monopol i utrzymać pod kontrolą każde jedno źródło informacji. Pragną aby jedynie kłamstwa były publikowane, bowiem doskonale wiedzą jaką siłę ma słowo pisane. Wszystko po to aby ich kulty mogły nadal trwać nieprzerwanie. Kulty Cargo, rzecz jasna – te dające im kontrolę ludzkiego życia czyli pieniądze i władzę.

I do tego właśnie sprowadzają się w sumie kulty cargo w swoim przesłaniu. Wyrwanie się z okowów tego absurdu wymaga nieco wysiłku i wiedzy – trzeba bowiem pokonać swojego największego wroga – błędy stworzone celowo we własnym umyśle przez specjalistów od oszukiwania logiki. Każdy jest do czegoś takiego zdolny. W ramach powiększania wiedzy skończmy zatem część edukacyjną i przejdźmy do rozrywkowej, bowiem największą frajdę sprawia nauka poprzez wesołą zabawę. Poznajmy najciekawsze kulty Cargo, występujące na Ziemi. Oto Związki Wyznaniowe Ładunku posegregowane elegancko na dzikie, dziksze i najdziksze.

DZIKIE

System społeczno polityczny w Papui to najzdrowszy na Ziemi system klanowy. Jest to system najbardziej naturalny i przyjazny wolnemu człowiekowi, który w przypadku rozwoju populacji ewoluuje w równie naturalny system kastowy – tak jak to miało miejsce na przykład w Starożytnej Lechii, gdzie uwarunkowania geopolityczne związne z opanowaniem rozległych terenów przez spokrewnione genetycznie i kulturowo plemiona Słowiańskie, wykształciły ponadplemienne i ponadklanowe kasty. Kastę szlachty – przybocznych wojwników króla broniących Słowian przed wrogiem zewnętrzym, kastę wolnych kmieciów – rolników oraz rzemieślników zapewniających Słowianom żywność, broń, domy i niezbędny ekwipunek oraz kastę nauczycieli – starszyznę, kapłanów i wiedźmy (strażniczki Wiedzy) dbających o zachowanie słowiańskiej tradycji, przekazywanie wiedzy oraz pielęgnowanie zdrowych obyczajów. Ten właśnie system kastowy starożytni Słowianie przekazali ponad pięć tysięcy lat temu rdzennym mieszkańcom Indii i aż do dziś obowiązuje on dzięki nam na tym subkontynencie w niezmienionej formie.

Dopóki jednak populacja jest stosunkowo niewielka jak w przypadku Papuasów i zajmuje ograniczone terytorium pozostaje jedynie systemem klanowym, adekwatnym do niewielkiego obszaru jaki zajmuje. W tym systemie popiera się tylko tych, którzy są w klanie, nigdy obcych. I dlatego właśnie hebrajczykom nigdy nie udało się zinfiltrować i rozsadzić od środka na przykład hermetycznego rozsianego po wioskach polskiego i ukraińskiego chłopstwa.

W Papui żony i dzieci są własnością klanu. Bo klan to oczywiście mężczyźni - wojownicy. Kiedy są wybory, klan głosuje na swoich a pozostali są wrogami. Polityka jest w Papui maksymalnie uproszczona. W całym państwie rządzi jeden klan, a jego wybory są demokratyczne. O bogactwie klanu świadczą, uwaga, uwaga... świnie. Każdy mężczyzna nosi naszyjnik z patyczków. Ich liczba określa jego bogactwo. Każdy patyczek to bowiem jedna sztuka świni. Zasobność mężczyzny mierzy się ilością trzody. Tak wygląda bogaty Papuas.

Naszyjnik Papuasa to odpowiednik portfela inwestycyjnego. Dlatego pieniądze nie są tam ważne i są kuriozalną osobliwością. Świnia rządzi ekonomią w Papui i nawet poprzez nadruk na banknotach świń międzynarodowym szumowinom finansowym nie powiodło się wpędzenie Papuasów w lichwiarskie długi.

Papuasi kompleksowo bowiem olali te pieniądze. Świnie naturalne a nie papierowe są u nich walutą,  ponieważ za pożyczoną świnię oddaje się świnię a nie 125 procent papierowej świni. Lichwiarze mimo iż to też są świnie, pozostają wobec zdrowej kultury Papuasów kompletnie bezradni. Nie są w stanie otworzyć świńskiego banku, bo religia im zabrania krzywdzić w niewoli współbraci. Poza tym Papuasi bezbłędnie odróżniają orginalne świnie od papierowych lub dwunożnych. Za kilkadziesiąt prawdziwych można kupić chałupę, żonę lub kawałek ziemi. Za gotówkę nie. Za kilkadziesiąt lichwiarzy natomiast nawet karmy dla świń nie można w Papui nabyć. To nie do wiary, że przy aktywach finansowych w formie żywych świń najprymitywniejsi ludzie na Ziemi wypracowali system dymający w dupę Rotszylda, Rockefelera, Sorosza i resztę tej hmm... swołoczowni. Nawet profesor marksizmu i leninizmu Leszek Balcerowicz (dawniej Aron Bucholz), który pogrążył ekonomicznie Polskę i Gruzję w Papui nie miałby szans, ponieważ nie zajmuje się prywatyzacją i konsumpcją świń, gdyż w oczach jego bozi byłby to handel żywym towarem oraz kanibalizm. Ten niebywały wyczyn Papuasów można porównać jedynie do opanowania pożaru przez spalenie lasu, bowiem najbogatsze świnie na świecie pokonano przy pomocy najbiedniejszych świń, co sprawiło że ich świństwa stały się bezwartościowe. Nie udało się świntuchom podłożyć Papuasom świni i teraz pewnie kwiczą z żałości. To że tak prości ludzie znaleźli tak skuteczny sposób na problemy, których nie potrafi ogarnąć rzekomo cywilizowany świat jest koronnym dowodem na to, że cała ta finansowa hucpa i rzekome długi publiczne wszystkich krajów świata to tylko mit. To nie długi i nie kryzysy jakieś ale jeden wielki sztucznie podtrzymywany przy życiu wałek, który obnażyli jak małe nieświadome dzieci, prości ale na wskroś uczciwi Papuasi. Dokonali tego czego nie był zdolny dokonać żaden pseudo ekspert finansowy, czyli laureat nagrody Nobla z ekonomi - udowodnili że papierowy pieniądz nie warty jest papieru na którym go wydrukowano – za który nota bene zupełnie jak debile haruje znakomita większość pozornie cywilizowanego świata. My się śmiejemy z Papuasów ale to oni mają prawo śmiać się z nas, bowiem to oni są szczęśliwi a nie my. Papuasi nie wypruwają sobie żył za ten papierowy badziew i w efekcie żyją pełną piersią nie musząc utrzymywać przy życiu stada pasożytów. Ze wszystkich żyjących na Ziemi ludzi ich dusze najbliższe są równie uczciwym Słowianom, bowiem jeszcze tysiąc lat temu byliśmy dosłownie tacy sami, podczas kiedy reszta świata już dawno pozwoliła się oszukać, po czym natychmiast zamieniła się w niewolników tych, którzy produkują pieniądze, czyli te podróbki rzeczywistych dóbr.  

Klany papuaskie aby zachować wysoką formę fizyczną nieustannie toczą wojny. Konflikty bowiem sprawnie wyłaniają najzdrowszy rdzeń a wyniszczają łajzy i ciamajdy. Całkiem zdrowy system panuje w Papui. Po wojnach są rozejmy i rokowania pokojowe. Nazywa się to sing sing i kończy przezacną zabawą w ramach negocjacji po zakończonej wojnie. Ludzie z innej wioski przynoszą ze sobą dary - świnie, pióra ptaków, naczynia lub ubrania. Jeśli negocjacje zakończą się pomyślnie, wszyscy siadają wokół ziemnego pieca do mumu, czyli upieczonego w całości świniaka. Pieczenie odbywa się na rozżarzonych kamieniach – świnkę układa się razem z owocami, następnie przykrywa liśćmi i zasypuje ziemią – maksymalnie uproszczona procedura przyrządzania pokarmu – nie wymagająca dobrych stosunków z Putinem trzymającym łapę na zasobach gazu oraz pracodawcą umożliwiajjącym kupno drewnopodobnej kuchni z Ikei. Zamiast niewolniczej harówki za gaz i wypłatę Papuasi nie pracują w ogóle i gotują za darmo. Wokół pieca zamiast durnych dyskusji o polityce odbywają się tańce i śpiewy. Tancerze pomalowani są w kolorowe wzory, a głowy ozdabiają piórami. Rysunek i kolor identyfikuje jego właściciela dużo precyzyjniej niż dowód osobisty – określa region skąd pochodzi, imię, a nawet nazwę wioski. Papuasi bez peselów, podatków i ubezpieczeń żyją szczęśliwie, dlatego ceremonialne singi-singi są tam na porządku dziennym. Australijczycy poradzili im, aby swoje tańce i rytuały skupili na jednorazowych imprezach, u białych zwanych festiwalami, co przyciągnęłoby turystów, a wraz z nimi dostatek i pieniądze ale dla Papuasów dostatek mierzony jest liczbą świń, więc napływ bezświniowych turystów nie ma dla nich żadnego znaczenia. Jedynie turystów z Welkiej Brytanii się tam szanuje bowiem wszyscy Brytyjczycy to generalnie świnie i dlatego Papuasi pieką i zjadają ich ze smakiem już od kilkuset lat. Królewna matka brytyjskiej rodziny chlewnej, chociaż ma losi obowiązek raz w życiu odwiedzić “swoje” ziemie, Papui nie odwiedziła jednak nigdy. Być może z obawy żeby tubylcy nie wymienili jej na stadko prosiąt lub woreczek papuziego pierza a być może z obawy żeby nie została mumu.

Na północy na samym wybrzeżu w czasie II wojny światowej Japończycy zbudowali bazę lotniczą, skąd planowali ataki na Australię. Wokół bazy rozrosło się miasteczko Wewak. Obecnie w tym miejscu można wynająć transport, zorganizować łódź, zrobić zakupy. Dawna baza po modernizacji jest międzynarodowym lotniskiem i jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym, ponieważ okoliczne rozlewiska są skuteczną zaporą przed lądowymi przybyszami. Mimo długoletnich kontaktów właśnie na tych terenach, dzięki odcięciu od świata, życie codzienne Papuasów bliższe jest czasom pierwotnych społeczności, o których pisał nasz podróżnik Bronisław Malinowski.

W latach trzydziestych amerykańscy i australijscy piloci lądowali w odludnych częściach Nowej Gwinei w celi uzupełnienia zaopatrzenia. Tubylcy, którzy nigdy nie widzieli samolotów bardzo szybko wykoncypowali sobie, że piloci są na ty z boziami.

Najintensywniejszy rozwój kultu Cargo przypada na okres II wojny światowej. Wtedy to nad głowami tubylców zaczęło latać mnóstwo samolotów. Miejscowi szybko ogarnęli, że samoloty i statki dostarczają prosto z niebiesiech cenne boziowe towary. Dla tubylców były to niezwykłe, pełne tajemnicy dary, które jak cholera pobudzały wyobraźnię. Guma do żucia okazała się na przykład niekończącym się jedzeniem, czyli prostym rozwiązaniem klęski głodu. Mała, poręczna, mieszcząca się w drewnianej sakiewce na genitalia i zawsze gotowa do spożycia – nie to co skomplikowana w obsłudze świnia. Szybko uznano, że samoloty są wysłańcami samych boziów ale niestety kolonizatorzy nie chcieli się dzielić z tubylcami swoimi skarbami. A zatem rdzenni mieszkańcy wpadli na szatański pomysł, aby wybudować własne lotniska, pasy startowe, porty, a nawet magazyny. Zaczęli naśladować kolonizatorów w nadziei, że wysłańcy niebios przybędą także do nich z gumą do żucia i resztą towarów. Samoloty stały się przedmiotem kultu. Latające na niebieskim firmamencie kojarzyły się z doskonałością oraz tajemniczą boską łaską, której każdy jeden bozio jest przecież pełny. Biali osadnicy w oczach Papuasów byli jedynie pośrednikami, którzy potrafili przyciągnąć uwagę boziów. I trzeba przyznać, że z ich punktu widzenia taki schemat myślenia był solidnie uzasadniony widocznymi faktami. Tubylcy wierzyli, że każdy jest sobie równy. Nieważne czy człowiek jest biały, czy czarny. Sądzili, że boziowie zapewnią wszystkim ludziom lata dobrobytu. Niebiańskie ptaki miały przynosić skarby nie tylko białym osadnikom, ale także i tubylcom. Wierzono w poprawę jakości życia oraz w likwidację głodu. Ech ci łatwo(wierni) ludzie…

Ruch Wyznaniowy Ładunku rozwinął się w Papui dynamicznie bowiem z punktu widzenia tubylców samoloty były wysyłane przez boziów. Wynikało to z oczywistej niewiedzy technologicznej i z ogromnych różnic pomiędzy światem tubylców i światem przybyszów. Zwykła, niewiele znacząca sytuacja stała się elementem wiary, a nawet podstawą religijnych dogmatów. Posiadając odpowiednią wiedzę mamy świadomość tego, jak bardzo mylili się wyznawcy Ładunku. Jest to doskonały przykład jak zawodna jest ludzka logika, kiedy w grę wchodzi niewiedza i odrobinka manipulacji. Nasze postrzeganie świata zależy od osiągnięć całego społeczeństwa a zwłaszcza wysiłków edukacyjnych. I dlatego właśnie siły ciemności czyli twórcy wszystkich obecnych religii kładą główny nacisk na likwidację edukacji aby społeczeństwo ogłupić do poziomu debili.

Niestety Papuasi nie posiadają szkół więc są na tego typu praktyki niezwykle podatni. Na poniższych fotografiach widać do czego brak elementarnej edukacji potrafi doprowadzić. Tubylcy skopiowali wszystko aby wyszarpać podarki: od musztry aż do pełnego wyposażenia lotnisk i ekwipunku żołnierzy. Nawet pasy startowe starannie w dżungli wydeptali aby otrzymać upragniony Ładunek

DZIKSZE

Pomimo monumentalnego budżetu niewyobrażalnie marnotrawionego przez nieudolność Narodowej Afroamerykańsiej Agencji Kosmiczej NASA, o Księżycu wiemy i tak dużo więcej niż o Watykanie, a przecież jest to najbliżej ludzkości krążący satelita. Jest tak blisko że czasami lubieżnie się o ludzkość ociera. Mimo to bardzo niewiele o nim wiemy, co jest dziwne, bowiem tam są przecież same ciemne strony i wyłącznie anomalie. Sto procent tubylców wygląda jak emerytowani transwestyci i mimo iż bardzo łatwo ich przez teleskop znaleźć to żaden naukowiec  , nie odkrył jeszcze jak oni się tam rozmnażają.

Pozostają jedynie teorie. Według mojej pod Watykanem musi być jakaś bolsza dziura, z której jak bolszewicy oni nieustannie wypełzają. Prawdopodobnie siedzi tam olbrzymia, ociekająca kwaśnym śluzem matka z wysuwaną szczęką, która składa świecące na zielono jaja, z których wykluwają się te chwytne niczym ośmiornice czarne poczwarki.

Watykan utworzył Mussolini na terenie Włoch więc teoria jest bardzo prawdopodobna.

Humanoidzi z Watykanu tak dalece różnią się od Ziemian, że sami się zamknęli w rezerwacie. Jest to prymitywna nacja żyjąca mentalnie we wczesnym średniowieczu. Mają ludową milicję z halabardami, człowieka termometra który dyżuruje na balkonie i informuje plemię o temperaturze zewnętrznej, system alarmowy oparty na blaszanym bębenku w który bębni się werblami, średniowieczne siedmiokilogramowe klamki na półtonowych drzwiach, przestarzałe o półtora tysiąca lat podręczniki do torturowania, no i ubrania które wyszły z mody jeszcze za cesarstwa rzymskiego. Mody przemijają – ich ofiary pozostają. Całuny i damskie tuniki Watykańczycy noszą na codzień i prawdopodobnie właśnie dlatego wszyscy oni nieustannie się całują, podmacują i molestują nawzajem.

Sam Watykan posiada tak potężną grawitację, że jak czarna dziura zasysa każdą ilość brzęczących pieniążków z Ziemi. Z Polski wysysa rokrocznie 1 % dochodu narodowego Polaków, ponieważ jest naszym okupantem który wymusił konkordat. W zamian za te wyłudzone z Polski miliardy, które nie zostały przeznaczone dla ludzi którzy je wypracowali, watykański drapieżny pasożyt daje wyłącznie bezwartościową kupę gówna, czyli satanistyczne słowo boziowe oraz popierdolone dogmaty o gadających wężach albo o tym że jedzenie jabłek jest grzechem jakimś.

Te wszystkie anomalie mogłaby wyjaśnić misja Narodowej Afroamerykańskiej Agencji Kosmicznej. Wiem, wiem że jest kryzys i dotkliwy brak funduszy ale misja watykańska nie jest tak kosztowna jak by się mogło wydawać. Gdyby NASA sama mimo to nie dała rady to jest jeszcze przecież agencja kosmiczna europedałopejskich pederastów. W zupełności wystarczyłoby połączyć siły tych dwóch agencji i na Ukrainie kupić spadochron z demobilu oraz używany silnik rakietowy po czym wystrzelić do Watykanu Stephena Hawkinga, który nie tylko jest ekspertem od czarnych dziur ale jeszcze ma tę zaletę, że posiada własny tlen, własny komputer pokładowy, własny ciśnieniomierz i własny łazik. Stephen jest w pełni samobieżny i jedyne co potrzeba to nadać mu pierwszą prędkość kosmiczną oraz prawidłowy kierunek.

Co małpuje watykański żydokatolicki Ruch Wyznaniowy Ładunku?

Oczywiście wyżej rozwiniętą cywilizację. Starożytny Egipt.

Poniższe ilustracje mówią same za siebie, a każda z nich warta jest tysiąca słów.

Matka boska a dawniej Izyda a jeszcze dawniej Semiramida wygląda poczciwie, no bo czyż nie?

Mimo iż nie widać na tej akurat reprodukcji rogów to na innej widać, że za życia była bardzo niegrzeczną dziewczynką.

Matka boska beta raczej nie była powściągliwa a już na pewno nie była jak to doskonale widać, dziewica. Rysunek ze Starożytnego Egiptu ujawnia też nareszcie jaka to tajemnicza łaska matkę boską wypełnia. Są to białko oraz proteiny. Same pożywne i smaczne produkty… przemiany materii.

Wyznawcy żydokatolickiego kultu cargo-maryjnego przerwijcie lekturę i poczołgajcie się do Częstochowy a tam odpalcie solidny różaniec, oto bowiem cała tajemnica waszej wiary.

Ponieważ ten obrazek zaskoczył mnie jak grom z jasnego nieba akurat na plaży nudystów gdzie tradycyjnie piszę artykuły bacznie pilnując aby być w zasięgu wi-fi, jak tylko go zobaczyłem natychmiast rozłączyło mnie z netem. Uznałem że to musiał być znak od pani bozi. Założyłem więc szatę liturgiczną (plażowe klapki), splunąłem w złożone dłonie, stanąłem w postawie zasadniczej, przybrałem skupioną minę i czym prędzej odmówiłem w jej intencji natchnioną litanię:

Zdrowaś Mario,

łaskiś pełna,

niech cię ta łaska suko po czubek głowy wypełnia,

jako że yebau cię coś jakby doberman.”

Tego drobnego szczegółu, że matka boska druga była dosłownie hmm… zwierzęco rozwiązła nie ujawniła ona niestety „osobiście” podczas żadnego objawienia nawet analfabetom ze wsi obeznanym od małego z seksem farmerskim, jakże popularnym w tej kaście społecznej jaką są chłopi. Prymitywnym robotnikom obnoszącym się z matką boską na ubraniu roboczym także nie objawiła ona tego małego brudnego sekretu i w efekcie święty Elektrycy vel Bolek nadal jest pożytecznym idiotą nieświadomym niczego. Ojciec dyrektor też nie doznał nigdy na ten temat objawienia. Lukę wypełnia więc z duszpasterskiego obowiązku bacologia.

Matka boska jednakże nadal ewoluje. Lodzik ze Starożytnego Egiptu to przecież nie jest jej ostatnie słowo. W swoim czasie zaliczyła też seks ze zwłokami czego wynikiem było niepokalane poczęcie Horusa, czyli wcześniejszej wersji Jezusa. Chrześcijanie znają doskonale jedynie wersję numer 3 tej postaci. Tylko jako oryginał był to być może symbol dobry i prawdziwy ale to stare dzieje, bowiem dotyczą cywilizacji w Babilonie. Żadna późniejsza, zakłamana kopia nawet w snach nie zbliży się do oryginału zwłaszcza jak za obróbkę wizerunku matki boskiej wzięli się jeszcze w Starożytnym Egipcie hebrajczycy. Po tym jak stała się z Semiramidy Izydą w Egipcie a z Izydy Maryją w Cesarstwie Rzymskim przewiduję w sposób logiczny, że wkrótce stanie się bozią transwestytów, gejów i lesbijek w Europedałopejskiej Uni.

Oto zatem moja skromna propozycja dla tego prześmiesznego kultu Cargo, czyli Ruchu Wyznaniowego Ładunku, jakim jest przecież satanistyczne żydochrześcijaństwo.

„Królowa niebios” wersja 4 niech to będzie matka boska Maryjan z niepokalanym dzieciątkiem Maryjaniątkiem. Maryjan nie posiada waginy gdyż jest transwestytą z kazirodczego związku a więc kit o niepokalanym poczęciu wreszcie sprosta wyzwaniom nowego dogmatu i nie będzie budził kontrowersji nawet w po uszy pogrążonych w zoofilii terenach wiejskich. Ba, nawet pedofile się gorliwie nawrócą widząc takie słodkie rude maleństwo.

Maryjana według proponowanych przeze mnie nowych kanonów zreformowanego żydochrześcijaństwa zapłodnił duch święty albo jeszcze lepiej cała święta trójca, kiedy ten się uchlał a oni grupowo zaszli go od tyłu starym dobrym zwyczajem pustynnych emigrantów. Ten dogmat jest nie do obalenia, bowiem każdy brudny i pełny grzechu człowiek pustyni zawsze to czynnie potwierdzi.  Ba, przyzna to każde maleńkie niewinne dziecko wojny z Syrii, nawet takie z brodą, czterdziestoletnie i o spuchniętych jądrach.

Oto zatem w pełni gotowa sprostać wyzwaniom jakie niesie trzecie tysiąclecie, matka boska genderowa, czyli Maryjan z niepokalanie adoptowanym i neutralnym płciowo Maryjaniątkiem, który wyrośnie na jeszcze lepszego zwabiciela niż Tamuz Trzeci, czyli Horus Drugi, czyli Jezus Pierwszy.

NAJDZIKSZE

Najdzikszym Ruchem Wyznaniowym Ładunku jest ten kultywowany w palestyńskim rezerwacie ukrytym przed wzrokiem świata za jeszcze wyższymi niż watykańskie murami. Dzicy uwielbiają żyć w totalnej izolacji i jest to jedna z cech charakterystycznych dla Ruchu Wyznaniowego Ładunku.

Generalnie ich kult Cargo jest dla osób z zewnątrz bardzo tajemniczą sprawą. Turyści udający się do rezerwatu z aparatami fotograficznymi na safari, zdają sobie niejasno sprawę jedynie, że tam się wyznaje coś o nazwie judaizm. Normalny człowiek jednak nie ma bladego pojęcia co to jest takiego i tylko niejasno podejrzewa, że to musi być coś bardzo poważnego, wnosząc z grobowych min tubylców kiwających się nerwowo pod ścianami. Całe plemię zachowuje się jakby miało chorobę sierocą i zespół dziecka potrząsanego, stąd uzasadnione obawy przyjezdnych, że stan tubylców jest poważny.

Nic bardziej mylnego, bowiem ze wszystkich kultów Cargo ten jest najśmieszniejszy. Bije na głowę zarówno nieogarniętych Papuasów jak i pajaców żydochrześcijańskich.

Nie jest żadną tajemnicą, że na Ziemi istniała w przeszłości wysoko rozwinięta cywilizacja. Kilkoma z wielu przykładów jej istnienia są megalityczne bloki o wadze tysięcy ton, starożytne piramidy wyliczone i spozycjonowane z niesamowitą precyzją oraz niezliczone ślady obróbki kamienia narzędziami tnącymi, których nie posiada nawet obecna technika. Są na przykład otwory w kształcie rur wydrążone poprzez kamienne bloki, które posiadają wewnątrz zakręty o 90 stopni. Obecna cywilizacja wierteł zdolnych do takiego wyczynu po prostu jeszcze nie posiada. Są jednakże w jej posiadaniu przedmioty, które dzikusy z palestyńskiego rezerwatu znają od pradziejów tylko nie potrafią ich prawidłowo ogarnąć. Niejasno zdają sobie sprawę z celu w jakim je stworzono ale jako że nie potrafią ich prawidłowo skopiować, tworzą jedynie zabawne jak cholera atrapy. Są to strasznie toporne podróbki co sprawia, że ze śmiechu dupę może urwać jeśli się zna przeznaczenie tych przedmiotów i skonfrontuje je z nieporadnymi podróbkami tubylców. Głęboki szyderczy rechot ogarnia człowieka, jeśli porówna te hmm… natchnione duchem świętym rękodzieła do słomianych samolotów z Papui gdyż, żenada okazuje się w tym przypadku znacznie głębsza, albowiem to po prostu błazenada totalna.

Gorący apel do żyjących poza rezerwatem. Ludziska, proszę nie mówcie nigdy hebrajczykom co to jest to co oni tam kopiują, bowiem nieodwracalnie zniszczycie dzikusom cywilizacyjne dzieciństwo, co wpędzi ich w permanentną depresję, lęki i stany paranoidalne. Ludu z epoki kamiennej nie można przenieść w XXI wiek, bo padną na serce od szoku cywilizacyjnego. Oceńcie na spokojnie chłodnym okiem cóż też oni tam sobie w rezerwacie ulepili i nie krytykujcie ich że są na przykład obustronnie leworęczni. Niech pozostaną w błogiej nieświadomości, która zapewnia im protezę szczęścia, a skoro modły do okrutnie topornych wyrobów rzemieślniczych przynoszą im ukojenie lepsze niż psychotropy to niechaj tak właśnie będzie. Zlitujcie się nad ogromem zacofania jakiego jesteście świadkami, powstrzymajcie pośladki od głośnego śmiechu i zastanówcie jak głęboko trzeba się cofnąć w rozwoju, aby dokonać czegoś takiego co hebrajczycy. Dla ich własnego dobra niczego im nie wolno mówić na temat obecnej cywilizacji lecz pozostawić ich w błogim samoprzekonaniu że… są najlepsi w tym co robią, albowiem w dziedzinie kultów Cargo jest to rzeczywiście prawdą. Nikt na tym polu nie dokonał tyle obciachu co hebrajczycy.

Oto kilka nieudolnie skopiowanych przedmiotów, które w palestyńskim rezerwacie są podstawą miejscowego Ruchu Wyznaniowego Ładunku.

Współczesny turysta odwiedzający w Jerozolimie w ramach safari ścianę do płaczu daleki jest od wiedzy o tradycjach hebrajskiego kultu. On chce po prostu „zaliczyć obiekt” a po drodze trafić coś niezwykłego. Nic dziwnego, że jest bardzo zaskoczony widząc, że tubylcy przed modlitwą wykonują jakiś dziwny rytuał – nazywany „nakładaniem tefilinu.”

Tefilin składa się z dwóch części – tefilin szel rosz przywiązywany rzemieniem do czoła i tefilin szel jad zakładany na lewe ramię. U leworęcznych na prawe a u obustronnie leworęcznych chyba na obydwa ramiona. Tefilin stanowi małe czarne pudełeczko w formie sześcianu zwane bajt, w którym są zwitki z fragmentami tory. Przez otwory w podstawie bajta przewleczone są skórzane rzemienie, za pomocą których tefilin przywiązuje się do ręki i do głowy. Nałożenie tefillinu należy wykonać w celu nawiązania łączności, czyli modlitwy do bozia.

Ale cóż to jest „modlitwa do bozia”? Toż to jest przecież bezpośrednie zwrócenie się do onego. Tak przynajmniej to interpretują sami hebrajczycy gdy tłumaczą, że sensem rytuału jest kontakt z boziem. Jednak tego po jaką cholerę potrzebne są do tego pudełeczka na rzemieniach nikt nie jest w stanie wytłumaczyć. Ale to należy wyjaśnić albowiem „bezpośrednie” w tym przypadku odbywa się za „pośrednictwem” rzemieni i pudełek.

Jeśli bowiem założyć że bozio jest ostateczną nadprzyrodzoną istotą, z którą komunikacja odbywa się na poziomie duchowym, to po kiego jakieś dodatkowe hmm… urządzenia? Nie są one potrzebne do kontaktów duchowych. No ale one są a cała procedura bardzo przypomina po prostu kontakty za pomocą współczesnych radionadajników.

Tefilin wygląda zupełnie jak aparat cyfrowy.

A tak wygląda hebrajczyk przygotowany jak należy do nawiązania łączności.

Załadunek bajta, czyli gotowej do wysyłki informacji wygląda tak:

A tak wygląda hebrajski desperado gotowy już do wysyłki swojego bajta

Strach pomyśleć co by to było gdyby zechciał boziowi przesłać kilobajta – wcześniej musiałby sobie na tej ścianie nieco  bardziej rozklepać czoło aby pomieścić 1024 pudełka i 2048 rzemieni.

O co tu chodzi w tej żałosnej ceremonii będącej smutną parodią elektromagnetycznej łączności?

To proste – spirala na ręce to odpowiednik anteny gigahercowej a bajt przekaźnika. Na szczęście nikt jednak nie był tak niemiły i nie powiedział hebrajczykom, że spirala powinna być z miedzi a nie rzemieni natomiast do przekaźnika należałoby napchać scalaków zamiast zwitków z tory.

Skąd oni to mają? Co takiego kopiują? Dlaczego?

No cóż, chodzi o antenę, przecież to oczywiste. Natomiast na pytanie skąd odpowiedzi jest wiele: Starożytny Egipt,  Cywilizacja Doliny Indusu, ewentualnie Atlantyda. Wszystkie te cywilizacje były wyżej rozwinięte od naszej i one mogły stanowić źródło hebrajskiego Ruchu Wyznaniowego Ładunku, który jest przecież tylko megalomańskim zlepkiem wielu wcześniejszych religii.

Po upadku tamtejszych cywilizacji ludzkość poszła w rozsypkę. Według Indian Hopi najszlachetniejszą część ludzkości ewakuowano do Ameryki. Resztę niedobitków, zwłaszcza tych, którzy przyczynili się do upadku cywilizacji rozesłano jak najdalej od ludzi uczciwych. Taki los spotkał na przykład nie tylko hebrajczyków ale też… dzisiejszych Japończyków.

I to co jest arcyciekawe to fakt, że oni mimo iż są na drugim końcu świata także wysoce od ludzkości odizolowani, również ładują sobie na czoło niemal identyczne bajty. Słynny talent Japończyków do kopiowania i miniaturyzowania czego się da – w tym przypadku nie zadziałał.

Nie wygłupiają się co prawda w jakieś anteny ze skórzanych rzemieni ale podobieństwo jest i tak uderzające.

Niech nikogo nie zmyli pozorny postęp cywilizacyjny w Japonii, bowiem jeszcze sto lat temu ci rzekomo niesłychanie rozwinięci Japończycy, mentalnie żyli w głębokim średniowieczu. Sto lat temu mieli system feudalny, problemy komunikacyjne rozwiązywali przy pomocy wołów a szczytem techniki militarnej były drewniane portki na dupie samuraja chodzącego bez bielizny. Przez sto lat nie można przeskoczyć w XXI wiek z głębokiego średniowiecza – stare nawyki pozostają i dlatego w Japonii mimo pozornego dobrobytu i techniki jest najwięcej samobójstw. A same bajty jak nie działały tak nie działają, no bo jak może działać coś co jest tylko kupą. Bredni rzecz jasna.

Co do lelefinu wiadomo jedynie że zarówno oni jak i hebrajczycy kopiują coś ze starożytności – pewnie jakąś nakładkę elektroniczną na szyszynkę, czyli tak zwane trzecie oko. Cywilizacja, która tego kiedyś dokonała musiała być dużo wyżej zaawansowana bowiem dziś dostępu do możliwości jakie daje szyszynka aż tak prostego jeszcze nie ma. Są tylko jak widać zabawne i nad wyraz prymitywne podróbki tej zapomnianej techniki z przeszłości. Samej łączności telepatycznej niestety obecnej cywilizacji nie udało się jeszcze nawiązać.

Kolejnym przedmiotem będącym żałosną atrapą zaawansowanej techniki jest tak zwana mezuza.

Mezuzę można powszechnie spotkać w palestyńskim rezerwacie, ale nie tylko, bowiem  występuje ona także we wszelkiego rodzaju hebrajskich gettach, w Polsce, Francji, Niemczech etc.

Czym jest mezuza?

Mezuza jest tym czym nie jest. Jest to wielofunkcyjna atrapa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa doskonale znanego obecnej ludzkości jak również dawnej cywilizacji. Mezuza jest połączeniem czytnika linii papilarnych, czujnika ruchu, domofonu, systemu rozpoznawania głosu i zaawansowanego zamka do drzwi.

Stoi na straży hebrajskiego domostwa. To znaczy stałaby gdyby nie była atrapą nie różniącą się pod względem funkcjonalności niczym od słomianych samolotów.

Nie zniechęca to jednak hebrajczyków, bowiem mezuza to nieodłączny element każdej hebrajskiej nory a nic nie daje takiego ukojenia dla znerwicowanego paranoika jak zaawansowany system bezpieczeństwa – nawet w formie pustej skorupy. Na punkcie własnego bezpieczeństwa posiadają tak wysoce histeryczną paranoję że nie dziwi fakt że jeśli tylko coś nosi nazwę bezpieczeństwo, hebrajczyk natychmiast łyka to jak pelikan na haju. Mezuza więc z upływem lat nabiera coraz bardziej magicznej mocy, czyli zastosowań pseudo technicznych i na dzień dzisiejszy nie tylko chroni dom na którym jest z reguły krzywo przymocowana ale także hebrajczyka przed chorobami i wrogami. Nota bene, ciekawe dlaczego każdy hebrajczyk… MA WROGÓW? Czy posiadanie wrogów to hebrajski folklor czy też może raczej obowiązek? Przyczyną jest oczywiście jego prymitywna natura, która ze względów biologicznych czyni hebrajczyków po prostu wrogami całej ludzkości ale nieważne…

Ważne że z mezuzami hebrajczycy poszli już na całość, bowiem nalepiają je nie tylko na najróżniejsze pomieszczenia ale także na… oryginały, co jest kuriozalne samo w sobie. Są bowiem mezuzy przymocowane bezpośrednio do skanerów bezpieczeństwa obecnych na hebrajskich lotniskach. Skanery bezpieczeństwa oblepione są mezuzami bezpieczeństwa dla zwiększenia bezpieczeństwa, co jest podręcznikową definicją hebrajskiej paranoi z pogranicza schizofrenii. Ta paranoja jest wysoce zaraźliwa, bo przecież właśnie w Polsce zaraz po upadku komuny, natychmiast pojawiło się sporo hebrajczyków i zjawisko identyczne – pilnowanie przez ochroniarzy… jednostek wojskowych. Masakra. W kamienicach zamieszkałych przez hebrajczyków, gdzie za komuny były otwarte bramy, natychmiast pojawiły się domofony pilnujące hebrajczyków. Domofony są następnie pilnowane przez cieciów, których oczywiście strzeże mezuza. We Francji są już hebrajskie kamienice z trzema lub więcej domofonami… cieciem i niezliczonymi mezuzami. Mezuzowa paranoja jak świat długi i szeroki narasta i dociera wszędzie w ślad za hebrajczykiem który ją roznosi.

Jeśli zważyć fakt że czasami mezuza nie jest pustą skorupą lecz zawiera odpowiednik elektroniki, czyli tradycyjne zwitki z magicznymi zaklęciami z tory, dupa może odpaść ze śmiechu nad niewyobrażalną skalą ciemnoty jaką prezentuje hebrajski Ruch Wyznaniowy Ładunku. Wszyscy bowiem nieustannie się spuszczają nad tym jaki ten talmud jest rasistowski, chory i nieludzki a tracą z pola widzenia najważniejsze – to jak bardzo prymitywny jest ojciec talmudu, czyli sam judaizm.

Obsługa mezuzy nie jest skomplikowana. Każdy hebrajczyk wchodząc do domu powinien dotknąć jej palcami – chodzi oczywiście o skanowanie odciska palca. Brak sensu tego rytuału w przypadku braku rzeczywistego skanera jest porażający.

To co jest arcyciekawe to fakt, że hebrajczycy mimo utraty prawdziwego urządzenia, którego nie potrafili nawet nieudolnie odtworzyć, zachowali jednak w formie kultu wyraźne i precyzyjne instrukcje obsługi pierwowzoru.

Obowiązkowe są na przykład okresowe przeglądy na „sprawność” urządzenia. Mezuzy w pomieszczeniach sprawdzać należy dwa razy w ciągu siedmiu lat, a w miejscach publicznych raz na 50 lat. Producent poleca jednak aby sprawdzać je częściej, ponieważ mogą stać się „wadliwe” z powodu wilgotności, temperatury i warunków atmosferycznych. Masakra. Po prostu masakra, bowiem to nie są jaja i oni tak na poważnie.

Przeglądy techniczne robi oczywiście uprawniony serwisant – łatwo go rozpoznać bo ma ręcznik na szyi - a największa firma serwisowa – talmudyczny Chabad – poleca doroczne sprawdzanie mezuzy na uwaga, uwaga… funkcjonalność.

Jak ktoś teraz myśli pochopnie, że ja tu sobie lecę w jakieś kulki z czytelnikiem, to niech zajrzy łaskawie pod tego linka, najlepiej na leżąco bowiem można upaść ze śmiechu i zaliczyć glebę:

http://chabad.org.pl/publikacje-chabadu/micwy/mezuza

Kolejna osobliwa atrapa w palestyńskim rezerwacie, przyznam się nawet nie wiem jaką ma nazwę. Jednakże jest to niewątpliwie… tablet ale znacznie lepszy od ipada, bowiem z systemem Windows.

Charakterystyczne ikonki pozwalają nosicielowi tego otworzyć zwieracz zwany trzecim okiem i połączyć się z bogiem ewentualnie wysłać mu emaila. Tragarz tego pseudotableta mimo iż wygląda jak klasyczny pajac, zachowuje całkowitą powagę co sprawia że nosiciel wygląda na coś pośredniego między Ludzikiem z Minecrafta a transformersem. Kupa śmiechu, ha, ha, ha.

Następną osobliwością pustego jak atrapa duchowego życia hebrajskiego jest menora.

Teraz jest to rytualny świecznik, ale w Starożytnym Egipcie, to było coś bardziej złożonego technologicznie. Prawdopodobnie była to zaawansowana technicznie antena.

Tego typu atrap jest w judaizmie od jasnej cholery. Ba, ta pseudo religia oparta jest wyłącznie na atrapach! Szok, po prostu szok. Nie szokuje jednak, że oni w te gówno wierzą, bowiem wydmuszka dla łatwo(wiernego) idioty zawsze wyglądać będzie jak jajko. Szokuje, że oni chcą w takie coś wierzyć, albowiem w przeciwieństwie do Papuasow oni posiadają… szkoły. Posiadają edukację, posiadają wiedzę - skoro stworzyli największą na Ziemi przestępczość zorganizowaną - a mimo to mają coś co jest najprymitywniejszym Ruchem Wyznaniowym Ładunku. Szok. Najprawdopodobniej właśnie dlatego utrzymują w najściślejszym sekrecie fundamenty tego kultu Cargo jakim jest judaizm.

Podsumowując, każdy jeden aspekt hebrajskiego Ruchu Wyznaniowego Ładunku jest najprymitywniejszym z możliwych kultem na Ziemi.

Jakiego podarku spodziewają się hebrajczycy w zamian za otaczanie religijnym kultem tych wszystkich atrap, w których prawdziwe i działające są jednie… zasady działania?

No cóż… w zamian za te toporne i rzecz jasna nigdy niedziałające podróbki urządzeń hi-tech uny oczekują… władzy nad światem. Buahahahaha. Dupę może urwać, jeśli się uświadomi że ze wszystkich Ruchów Wyznaniowych Ładunku hebrajczycy już kilka tysięcy lat brną w te bagno a nie doczekali się jeszcze nawet gumy do żucia.

A tymczasem Papuasi owszem, proszę bardzo… w parędziesiąt lat po stworzeniu swojego kultu stali się sławni na cały świat, szczęśliwi, niezależni, gdyż nawet pomimo Cargo są to ostatni naprawdę wolni ludzie na Ziemi a gumy do żucia… heh… gumy mają do oporu.

Hebrajczycy mogą sobie o gumie albo o świniach tylko pomarzyć no i popłakać rzewnie pod ścianą do płaczu. Mają bowiem jedynie nienawiść całego świata i najciemniejszy kult, jaki tylko można sobie wyobrazić. Są niewolnikami swoich własnych przekonań a kolejny holokaust nad jakim jak mrówki pracują da im jak jeszcze żaden popalić, bowiem z tego kultu oni nigdy się nie wyrwą.

Dowód?

Kiedy wujek Adolf postanowił ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską i wysłać do pieca całe te plemię, z kilkusettysięcznego getta tylko kilkuosobowa garstka stawiła Niemcom opór. Reszta posłuchała się posłusznie swoich rabinów i nie tylko oddała swoje dzieci do gazu ale sami też poszli potulnie –  ponieważ kapłani ich własnego kultu  Cargo nakazywali im gorliwie wykonywać polecenia Niemców a hebrajczycy wykonywali je tępo jak stado baranów. Żadnego oporu, żadnego protestu, żadnych okrzyków typu „precz z faszyzmem”. Szli potulnie do gazu, popychani łapami swoich współplemieńców i to jest ich największa hańba, której nigdy już nie zmyją. Dlatego prawdy na swój temat boją się bardziej niż bomby atomowej. Tylko tej prawdy się obawiają i każdego kto ją głosi fałszywymi oskarżeniami histerycznie obrzucają ale… ale psy szczekają a prawda wycieka wszystkimi możliwymi miejscami…

Jak sobie człowiek tak pomyśli jak głęboka była niewiedza społeczna na temat hebrajczyków jeszcze z pięć, dziesięć lat temu a jak dziś wspaniale urosła społeczna świadomość, to dusza się raduje po prostu.

Zegar tyka a czas tej prymitywnej sekty dobiega nieubłaganie końca.

Źródła: niezliczone zasoby internetowe – jak ktoś ma wątpliwości że każde słowo arta, to jest czysta prawda, niech uprzejmie poprosi o źródła konkretów w komentarzach a otrzyma linka w zamian.

 



Czy to zły znak, czy tylko głupi żart? Woda w fontannie w Kostaryce przybrała kolor krwi

Ludzie są wystraszeni za sprawą dziwnego zjawiska, które powstało w Kostaryce. Woda w fontannie przybrała krwawo – czerwoną barwę.

 

 

Miejscowi uważają, że jest to zły znak i spodziewają się rozmaitych nieszczęść. Specjaliści także nie wiedzą, czego można spodziewać się po tym dziwnym wydarzeniu. Nie wiadomo, czy to efekt wysokich temperatur, czy celowe działanie jakiegoś dowcipnisia.

 

Wielu naocznych świadków twierdzi jednak, że jest to rodzaj ostrzeżenia o nadchodzącej ogólnoświatowej tragedii lub wielkiej katastrofie.

 



NOL oraz tajemnicza struktura pojawiły się niedaleko Słońca

20 sierpnia 2017 r., satelita NASA – SOHO LASCO C2 przesłał kilka zdjęć dziwnych anomalii znajdujących się blisko słońca. Tajemnicze fotografie zostały zrobione kilka godzin przed zaćmieniem Słońca.

Masywna anomalia pojawiła się o godzinie 7:48 i wydaje się być wielopoziomową strukturą zawierającą kilka wejść w kształcie prostokąta. O godzinie 8:12 w polu widzenia pojawia się ogromny niezidentyfikowany obiekt, w tym samym miejscu, w którym wcześniej pojawiła się tajemnicza struktura.

Wygląda jednak na to, że ta dziwna budowla nie jest związana ze Słońcem. Czy w takim razie może być to NOL wkraczający do pewnego rodzaju portalu, a może ta wielopoziomowa struktura to olbrzymi pozaziemski „lotniskowiec” z hangarami i platformami do lądowania dla statków kosmicznych?

A huge UFO flew from the portal to the Sun before the solar eclipse - August 20, 2017

Cokolwiek to było, oba obiekty na pewno nie były neutrinami – cząstkami o wysokiej energii, pochodzącymi ze słońca. Co ciekawe, obrazy nieznanych obiektów zostały przechwycone na kilka godzin przed zaćmieniem Słońca 21 sierpnia 2017 r.



Mieszkaniec Japonii odnalazł „koniec tęczy"

Mieszkaniec Japonii w dniu 17 sierpnia tego roku, jadąc wzdłuż jednej z dróg, zauważył i zrobił zdjęcie końca tęczy.

 

 

Japończyk zamieścił obrazek na swoim profilu na Twitterze, który w zaledwie kilka dni stał się popularny wśród użytkowników sieci i zdobyły około 70 tys. retweets.

 

Niektórzy komentatorzy pytają autora zdjęcia, czy znalazł skarb w tym miejscu. Wszakże, zgodnie z przekonaniami pod końcem tęczy skarb powinien być ukryty. Autor fotografii nie odniósł się jednak do zadawanych mu pytań.
 

 



Opowieści z Babiej Góry - część I Czarnobóg

Nazywana przez niektórych Królową Beskidów oraz zaliczana do Korony Gór Polskich Babia Góra, jest jednym z najwyższych masywów górskich na terenie naszego kraju. Wielu turystów zdobywających ten szczyt, robi to ze względu na wyjątkowy krajobraz lub poprostu dla sportu. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że skrywa ona wiele tajemnic o których większość ludzi nie ma nawet pojęcia. Dzisiaj zamierzam opowiedzieć wam o jednej z nich a konkretnie o jednym z jej domniemanych mieszkańców.

Czarnobóg to określenie słowiańskiego boga zła i ciemności rozpropagowane przez chrześcijańskich misjonarzy. Istnienie Czarnoboga oraz analogicznego do niego Białoboga jest owiane wielką tajemnicą bądź może lepiej byłoby powiedzieć wątpliwością. Obecnie nie istnieją żadne materialne dowody wskazujące na ich kult co może oznaczać że jest to poprostu błędna interpretacja informacji o wierze Słowian poczyniona przez chrześcijańskich kronikarzy.

Oto fragment z XII wiecznego tekstu autorstwa Helmonda z Bozowa, saskiego historyka oraz autora m.in Chronica Slavorum:

Panuje zaś wsród Słowian dziwaczny zabobon: w czasie uczt i pijatyk podają sobie wkoło czaszę, w którą imieniem boga dobra i zła składają słowa, nie powiem poświęcenia, lecz przekleństwa. Wierzą bowiem, że losem pomyślnym kieruje dobry bóg, wrogim zaś bóg zły, dlatego owego złego boga nazywają w swoim języki diabłem, czyli czarnobogiem, to znaczy bogiem czarnym.

Oficjalnie, sugeruje sie że Białobóg to odpowiednio Perun, Swaróg lub Świętowit, zaś Czarnobogiem tak naprawdę może być Weles, Chors lub Trzygłów. Biorąc pod uwagę brak dokumentów lub jakichkolwiek źródeł historycznych na ten temat możemy jedynie gdybać. Warto jednak wiedzieć jaką rolę miał odgrywać Czarnobóg. Zgodnie z rekonstrukcją mitu kosmologicznego Słowian, to właśnie on miał pomóc Białobogowi w stworzeniu lądu i istot żywych. Zgodnie z jego treścią:

Na początku istniało tylko światło, bezkresne morze i krążący pod postacią łabędzia nad przepastną otchłanią bóg Świętowit. Bogu dokuczała samotność. Spostrzegł jednak na wodzie swój cień. Postanowił więc oddzielić cień i ciało związane z cieniem. W ten sposób powstali bogowie Swaróg i Weles.

Swaróg ze światła uplótł łódź i zamieszkał w niej, kołysząc się na falach.

Weles zanurkował w głębiny i tam spędzał większość czasu. Jednakże obu bogom znudziła się monotonia morza i zapragnęli stworzyć stały ląd. Swaróg namówił Welesa, aby ten zanurkował aż na samo dno otchłani i przyniósł mu garść piasku. W czasie zbierania piasku Weles miał wypowiedzieć formułę z magicznych słów, która by zawierała ziarno współpracy. Weles miał wyrzec formułę "Z mocą Swaroga i moją". Weles dwukrotnie nurkował, ale nie mógł dosięgnąć dna bezkresnego morza. Dopiero przy trzeciej próbie, wypowiedziawszy poprawną formułę, udało mu się dosięgnąć dna otchłani i schwycić garść piasku. Jednakże Weles chciał stworzyć ziemię tylko dla siebie, więc kilka ziaren piasku ukrył w ustach.

Po wynurzeniu się Weles wyciągnął dłoń ku Swarogowi. Swaróg wziął z jego dłoni kilka ziaren piasku i rozrzucił po powierzchni wody. Piasek po zetknięciu z wodą zamieniał się w suchy ląd i rósł. Również ziarenka piasku w ustach Welesa zaczęły rosnąć. Weles zmuszony był do wyplucia pęczniejących ziaren. Tam gdzie splunął zaczęły piętrzyć się góry. Kolebka świata stworzona przez bogów była niewielka. Na tej niedużej wysepce dwaj bogowie ledwie się mieścili. Samolubny Weles postanowił sam zapanować nad światem i postanowił zepchnąć Swaroga do morza i utopić w otchłani. Kiedy tylko Swaróg zapadł w sen, Weles podniósł go i zaczął nieść w kierunku brzegu. Ale gdy próbował zbliżyć się do brzegu, brzeg odsuwał się dalej w morze. Świat osiągał coraz to większe rozmiary w miarę tego, jak zdesperowany Weles niósł Swaroga do morza. W końcu zrezygnował.

Kiedy Swaróg obudził się, spostrzegł, że ląd się powiększył. Weles z radością przekazał mu wiadomość o tym, że świat stale się powiększa. Na początku obaj byli zadowoleni, ale Swaróg po pewnym czasie zaczął się niepokoić, że niebo stanie się zbyt małe i nie będzie zdolne dłużej przykrywać lądu. Mimo że podzielił się z Welesem swoim niepokojem, ten nie chciał go słuchać i niczym się nie przejął. Swaróg zaczął więc podejrzewać, że Weles coś przed nim ukrywa i stworzył pszczołę, którą wysłał na przeszpiegi.

Pszczoła siadła cicho na ramieniu Welesa i śledziła jego poczynania. A Weles z morskich fal stworzył kozła i zaczął z nim rozmawiać. Śmiał się z głupiego boga Swaroga, który nie potrafi powstrzymać rozrastania się świata. Weles opowiedział kozłowi, że wystarczy kijem wyznaczyć wszystkie strony świata, aby ten przestał się rozrastać.

Kiedy pszczoła wróciła do Swaroga i opowiedziała mu, co słyszała, ten skręcił z fal i ze światła kij, wyznaczył nim wszystkie strony świata i rzekł "Wystarczy Ziemi". Świat przestał się rozrastać i stał się takim, jakim go dzisiaj widzimy. Bogowie popatrzyli na siebie i zaczęli się kłócić o panowanie nad niebiosami. Ale tego Świętowit nie mógł już ścierpieć. Zawołał Swaroga i Welesa do siebie i podzielił pomiędzy nich świat. Swaróg miał panować nad lądem, a Weles miał rządzić pod ziemią. W ten sposób krainy bogów zostały rozdzielone i Welesowi przypadła w udziale Nawia, kraina gdzie bóg mógł wypasać na łąkach dusze zmarłych ludzi. Swaróg zaś stał się bogiem ognia, słońca i ziemi.

Jak widać, w tej interpretacji mitu w rolę Czarnoboga wcielił się Weles. Biorąc pod uwagę, że zgodnie z większością przekazów domem Czarnoboga była właśnie Babia Góra trudno nie odnieść wrażenia, że zochydzanie tego miejsca przez kościół katolicki miał swój cel, szczególnie biorąc pod uwagę jak istotną rolę pełnił on w słowiańskim Panteonie. Niestety prawda na temat Czarnoboga została już zagubiona, co nie oznacza wcale że powinniśmy o nim zapominać.

 

 



Na Kubie urodził się prosiak – małpa

W gospodarstwie rolnym w kubańskiej prowincji Pinar del Río urodził się niezwykły prosiak. Zwierzę ma jedno oko i brązową „sierść”. Dziwne stworzenie przypomina wyglądem małpę. Mutant stał się miejscową gwiazdą, ściągająca ciekawskich wędrowców z sąsiednich wiosek.

 

 

Pozostały liczny miot w ilości dziewięciu prosiąt wygląda normalnie. Właściciel sfilmował rzadki okaz świni i zaprezentował go szerszej publiczności. Zdaniem weterynarzy, którzy badali okropnie wyglądające maleństwo, mamy do czynienia z przypadkiem ofiary mutacji genetycznej. Dziwne prosię funkcjonuje normalnie obok swoich braci oraz sióstr i przyjmuje pokarm. Miejscowi Kubańczycy twierdzą, że zdeformowany osobnik żyje i czuje się świetnie.

 



Strony