Wrzesień 2017

Zmasakrowane zwłoki owiec są znajdowane na całym świecie

W czerwcu na polu w Nowej Zelandii znaleziono makabrycznie okaleczone ciała martwych owiec. Policja została wezwana na pola golfowe, gdzie funkcjonariusze zastali rozszarpane ciała owiec – każde ze zwierząt było brzemienne.

W sumie znaleziono 6 dorosłych owiec i 13 ciał jagniąt. Coś rozszarpało ich gardła oraz brzuchy. Właściciel owiec, rolnik Bevan Dobson, twierdzi, że wcześniej nie zdarzały mu się jakiekolwiek ataki, a czegoś takiego doświadczył po raz pierwszy w życiu. Starszy sierżant, Kyle Davy, twierdzi, że czynu dokonał człowiek. Po podcięciu owcom gardeł, czekano aż się wykrwawią, następnie odcięto im nogi i rozcięto brzuchy. Owce nie zostały zabrane, ich okaleczone ciała zostały pozostawione na miejscu.

Okaleczenia bydła (głównie krów) zwykle są przypisywane kosmitom, którzy mają prowadzić dziwne eksperymenty na zwierzętach, trenując dokładność swoich cięć chirurgicznych. Przypadek owiec z Nowej Zelandii pasuje do tego typu motywu i póki co nie znaleziono jakichkolwiek sprawców. Nie wykluczone, że owce stanowiły ofiarę w jakiegoś rodzaju satanistycznym rytuale, co jednak nie zostało potwierdzone jakimikolwiek dowodami.

 

Inne zdarzenie tego typu miało miejsce 28 czerwca w Indiach, w wiejskiej miejscowości o nazwie Naili, gdzie znaleziono aż 150 zabitych owiec. Ich śmierć wyglądała tak nienaturalnie, że od razu rozprzestrzeniły się plotki o atakach obcych, demonów lub Chupacabry. Oficjalne uzasadnienie miało dotyczyć ataku wilków, choć nigdy nie zdarzyło się, aby zabiły one na raz aż tyle zwierząt.

 

Ostatnia tajemnicza śmierć owiec miała miejsce w Norwegii. Pasterze z prowincji East Aghder zgłosili już kilka tajemniczych zaginięć owiec, które nie przypominały zwykłej kradzieży. Owce zdawały się rozpływać w powietrzu. Nigdzie nie było żadnych śladów włamania, żadnych śladów wełny lub krwi. Na domiar złego ogrodzenia pozostały nieuszkodzone.

 

 



Włoski egzorcysta twierdzi że Kim Jong Un to Szatan i że nadchodzi koniec świata

Znany włoski egzorcysta Don Antonio Mattatelli ma bardzo interesującą teorię odnośnie szeregu klęsk żywiołowych w jego rodzinnym kraju i na świecie oraz rzekomo nadchodzącym końcu świata który ma mieć miejsce 23 września. Jak twierdzi, ostatnie burze, huragany i powódzie, rzeczywiście mogą być oznaką bliskości biblijnej apokalipsy. Słynny łowca demonów uważa, że głównym powodem dla takiego stanu rzeczy jest Szatan, który opętał przywódce Korei Północnej Kim Jong-Una.

Teza która brzmi jak fragment niedzielnego kazania mocno zainteresowała sobą media. Don Antonio jest jednym z najbardziej znanych egzorcystów we Włoszech i regularnie publikuje oświadczenia ostrzegające o działaniach Diabła. Mężczyzna znany jest z wielu kontrowersyjnych tez takich jak choćby ta, że ​​Szatan jest obecny w Internecie i że demoniczne opętanie może odbywać się za jego pośrednictwem.


Mężczyzna wypowiedział się na temat opowieści o nadchodzącym końcu świata w dość bezpośredni sposób. Jak twierdzi:

"Wszystkie klęski żywiołowe, takie jak huragany i trzęsienia ziemi, pokazują, że zbliża się koniec świata. To nie będzie koniec świata jako całości, ale tego świata."

Egzorcysta złożył to oświadczenie po tym, gdy Włochy stały się kolejnym w długim szeregu państw dotkniętych w ostatnim czasie ekstremalną pogodą. Kraj ten ucierpiał w wyniku opadów deszczu i powodzi, które zabiły już około ośmiu osób. Na dodatek w ubiegłym tygodniu Włochy został dotknięte trzęsieniem ziemi, którego epicentrum znajdowało się Borgorose w prowincji Rieti w regionie Lazio.

Oprócz wypowiadania się na temat klęsk żywiołowych, Don Antonio skomentował również sytuację geopolityczną przypisując ostatnie problemy na arenie międzynarodowej Szatanowi:

"Kim Jong-un z całą pewnością jest Szatanem, w Korei Północnej wszystkie religie są zabronione. Pozostało tylko bałwochwalstwo "wielkiego wodza" który zastąpił im Boga.
 

Mężczyzna twierdzi jednak że w dalszym ciągu można pokonać Diabła poprzez moc egzorcyzmów. Don Antonio twierdzi, że podobnie jak papież Pius XII egzorcyzmował Hitlera na odległość tak samo i on jest w stanie wypędzić diabła z Kim Jong Una. Nie da się ukryć że brzmi to absurdalnie, ale na tym polega chyba prawdziwa wiara, przynajmniej w wykonaniu Don Antonia.

 



Labirynty pod meksykańską piramidą zostaną ponownie zbadane

Archeolodzy zaczęli badania starożytnej świątyni Majów na cześć Kukulkana - według ich wierzeń, stworzyciela świata i krzewiciela cywilizacji. Zbadane zostaną także inne ruiny Chichen Itzá - prekolumbijskiego miasta założonego przez Majów na półwyspie Jukatan. Użyte zostaną specjalnie zmodyfikowane radary, które mają na celu wyszukanie tajemnych przejść i ukrytych komnat.

 

Tak jak eksperci z Egiptu odkrywają wnętrza piramid dzięki specjalnym urządzeniom, tak badacze z Meksyku zaczęli odkrywać starożytną miejscowość Chichen Itzá - przy użyciu zaawansowanych narzędzi archeologicznych. Prowadzone są najbardziej szczegółowe badania zabytków w ciągu ostatnich 50 lat.

Eksperci będą używać technologii georadaru (GPR) - wysokorozdzielczej, mobilnej metody geofizycznej, opartej na emitowaniu fal elektromagnetycznych o częstotliwości z zakresu krótkich do ultrakrótkich fal radiowych, aby lokalizować przejścia w sposób nieinwazyjny. Ponadto, na kilku kajakach zostaną zamontowane sonary, które zbadają cenoty - naturalne studnie krasowe, utworzonej w skale wapiennej, które są połączone z podziemnymi zasobami wody gruntowej, co pomoże zidentyfikować podziemne systemy wodne. 

„Jesteśmy przekonani, że nasze przedsięwzięcie pomoże nam zrozumieć to miejce w sposób, który wcześniej nie był możliwy” – mówi Guilermo de Anda, archeolog z Narodowego Instytutu Antropologii i Historii Meksyku – „Liczę, że dowiemy się wreszcie, czy lokalne legendy Majów o rozwiniętym świecie podziemnym są prawdziwe”.

Legendy Majów mówią o wodnych labiryntach, położonych głęboko pod piramidą Kukulkana i podejrzewa się, że w samym sercu struktury znajdują się ukryte komnaty. W języku Majów, Chichen Itzá oznacza „Źródła Ludu Itzá”, odnoszące się do Najświętszego Cenote – wielkiego, naturalnego źródła, które starożytni mieszkańcy Jukatanu uważali za jedno z głównych wejść do podziemi, będącym domem wielu bogów.

 

 



Tajemnicza śmierć 12 małp w Indiach. Czy ze strachu stanęły im serca?

Pracownicy ochrony przyrody znaleźli na leśnej polanie dwanaście martwych małp. Początkowo stwierdzono, że małpy zostały otrute, ponieważ leżały obok siebie w sporej grupie. Wyjaśnienie okazało się być jednak bardziej zaskakujące.

Zwłoki małp zostały zabrane do kliniki weterynaryjnej, położonej w indyjskim stanie Uttar Pradesh, znajdującym się na terenach Niziny Gangesu. Według wyników autopsji, małpy nie zostały otrute – wszystkie zmarły jednocześnie, z powodu nagłego zatrzymania krążenia.

Pracownicy ochrony przyrody ustalili własną wersję przyczyn zjawiska – małpy miały wystraszyć się tygrysa i umarły ze strachu. Jednak to wyjaśnienie wydaje się być odrobinę naciągane, ponieważ trudno żeby dwanaście zwierząt umarło ze strachu w tym samym momencie. Póki co innej przyczyny nagłego zatrzymania krążenia małp nie ustalono.

 



W norweskich górach znaleziono starożytny miecz Wikingów

Podróżnicy Geir Inge Follestad i Einar Åmbakkznaleźli w skałach w południowej Norwegii miecz, który, jak zakładają naukowcy, może mieć ponad tysiąc lat. Miejsce odkrycia miecza badają archeolodzy, ale na razie nie znaleziono tam innych artefaktów.

 

Ostrze znajdowało się między dwoma kamieniami na wysokości 1640 metrów nad poziomem morza. Najprawdopodobniej miecz przetrwał do naszych czasów tylko z powodu zimna na wyżynach. Archeolog Lars Pilo zasugerował, że broń mogła być wykonana pomiędzy rokiem 850, a 950.

„Wydaje się mało prawdopodobne, że miecz został wypchnięty na wierzchnia warstwę zmarzliny. Nie ma nim żadnych zarysowań ani zagięć. Najprawdopodobniej, po prostu leżał w tych górach przez cały czas, albo zsunął się z małej wysokości. Sprawdziliśmy powierzchnię 20 metrów od miejsca odkrycia i niczego nie znaleźli, więc miecz jest odosobnionym artefaktem” – tłumaczy Lars Pilot.

Ekspert dodał, że teraz jest mało możliwe, aby ustalić, co stało się z właścicielem broni, która przeleżała ponad 1000 lat w śniegu. Przypuszcza się, że posiadacz miecza, być może, zabłądził i zmarł w górach.



Czy drzewa przed potopem mogły mieć kilometr wysokości ?

Według biblijno naukowego modelu świata przed potopem na Ziemi nie padały deszcze, ilość tlenu była o wiele większa, tak jak i pole elektromagnetyczne naszej planety. Warstwa wody otaczająca Ziemię stanowiła filtr nieprzepuszczający szkodliwego promieniowania kosmicznego, które obecnie dociera do atmosfery i degraduje całe biologiczne życie.

Naukowe opracowania tego tematu wspominają i o innych czynnikach, które powodowały szokujący gigantyzm roślin i zwierząt. Przykładowo na indonezyjskiej wyspie Jawa znaleziono szczątki olbrzymiej małpy człeko­kształtnej Giganthopitecus. 

Na podstawie żuchwy, ponad dwa razy większej od żuchwy człowieka, można wnioskować, że stworzenie to miało ponad 4 metry wzrostu ! Franz Weidenreich znalazł w 1939 skamieniałe zęby tego samego typu co wspomniana małpa. Są trzy razy większe niż współczesnego człowieka. Podobnych znalezisk dokonano też we wschodniej Afryce i w południowych Chinach. Część badaczy podejrzewa, że olbrzymie zęby mogły należeć do "ludzkich" gigantów. Jeśli były to olbrzymie małpy, posiadające wielkie mózgi to może były inteligentne ? 

Oczywiście zakładając, że inteligencja zależy od wielkości mózgu, a nie od konstrukcji biologiczno-genetycznej, przewidzianej w zamyśle Projektanta. Jak państwo pamiętają pisaliśmy o znajdowanych w południowo-zachodniej Afryce niezwykle wielkich pięściakach i skrobaczach, których używać musieli ludzie olbrzymy. Przyjmując wielkość małp jako cztero krotnie większych niż obecne, możemy zastanowić się jakiej wielkości były ówczesne drzewa. Obecnie największymi drzewami są Sekwoje Olbrzymie, dorastają do 95 metrów wysokości, ale ścinano już wcześniej i takie które miały 135 metrów wysokości i 12 metrów średnicy ! 

Jeżeli te większe wyrosły jakiś czas po potopie, to jakiej wielkości były drzewa przed potopem ?! Istnieje spora grupa ludzi wierzących, że przed kataklizmem istniały drzewa monstrualnych wielkości, dochodzące do kilometra wysokości ! Jeżeli małpy były cztery razy większe, to stosując analogię, można przyjąć wysokość przedpotopowych drzew na cztery razy większą od najwyższej sekwoi, co daje około 700 metrów wysokości i średnicę 50 do 70 metrów. 

Niektórzy poszli dalej i uważają, że istnieją skamieniałe pnie drzew jeszcze bardziej monstrualnych wielkości. Taka hipoteza jest kusząca, ale nie wiemy czy realna ? Można by w takim ujęciu zastosować "Teorię Przerwy", która w jakiejś mierze mówi o istnieniu innych układów biologiczno cywilizacyjnych w jeszcze dalszej przeszłości niż powstanie Adama i Ewy, z jeszcze bardziej przedziwnymi warunkami, niż te uznawane z i tak ekstremalne. 

Takie dywagacje można by ograniczyć do minimum jeśli znalazł by się ktoś kto potrafi zbadać i odróżnić skałę proponowanych tu domniemanych megalitycznych pni kilometrowych gigantów od skamieniałych pni i drzew uznanych za autentyczne pozostałości świata sprzed potopu. Rozmyślając o takim przedziwnym scenariuszu można sobie wyobrazić kogoś w Vimanie kto oglądając Ziemię nieuzbrojonym okiem z kosmosu, i las o wysokości kilometra, nie zauważył by większej różnicy od lasu o wysokości 135 metrów. 

Gdyby istniał las o rozmiarach tak monstrualnych to gdzie podziały się skamieniałe drzewa giganty ? Możliwe, że zostały pogrzebane i są nie do rozróżnienia od zwykłych gór-skał. Mówi się przecież całkiem poważnie, na podstawie odwiertów, że w wielu miejscach grubość naniesionej warstwy potopowego błota (obecnie skały) wynosi 6 do 7 kilometrów. Temat jest wysoce kontrowersyjny więc decyzja o tym czy ta hipoteza jest prawdopodobna należy do państwa. "lecz właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują." ! List Koryn. 2:9

Gigantyczne drzewa Edenu, dowody fotograficzne.

 

 

 



Nadchodzi setna rocznica fatimskiego cudu Słońca

"Objawienia fatimskie" interesowały sobą osoby religijne i świeckie już od bardzo wielu lat. Jakby nie patrzeć, w tym roku świętujemy stulecie wydarzeń z portugalskiej miejscowości. Część z osób zainteresowanych tym tematem uważała, że 13 Maja czyli w rocznicę pierwszego spotkania dzieci z Fatimy z tak zwaną Matką Bożą Fatimską nadejdzie koniec świata. Nic takiego nie nastąpiło a my zbliżamy się do rocznicy ostatniej rozmowy dzieci z Matką Bożą oraz słynnego cudu Słońca.

Świadkami tego zdumiewającego fenomenu było ponad kilkadziesiąt tysięcy ludzi zgromadzonych w oczekiwaniu na objawienie Maryi. Podobno, Słońce zaczęło dosłownie wirować na niebie. Jak podają źródła historyczne, zjawisko trwało około 10 minut. Najpierw niebo pociemniało, potem spadł z niego deszcz i nagle pojawiło się Słońce, które zaczęło wirować. Trudno jest więc się dziwić, że zjawisko wywołało przerażenie ludzi przekonanych, że właśnie zaczął się koniec świata.

Wśród tłumu byli nie tylko ludzie prości, ale i naukowcy. Część z nich deprecjonuje to, co widziano twierdząc, że wrażenie migotania tarczy słonecznej wywołane zostało właśnie wpatrywaniem się w nią. Wiadomo, że Słońce pozostawia ślady na siatkówce a zbyt długie oglądanie go w taki sposób może nieodwracalnie ją uszkodzić powodując ślepotę.


Być może to prawda, a zgromadzeni tam ludzie, widzieli to co chcieli, a resztę spowodowała atmosfera religijnego uniesienia? Inni twierdzili, że była to zbiorowa halucynacja. Jednakże czy sytuacja w której kilkadziesiąt tysięcy ludzi w jednym momencie widziało coś, czego nie ma i na dodatek mieli dokładnie te samą halucynację wydaje się o wiele bardziej prawdopodobna niż uznanie że coś rzeczywiście działo się ze Słońcem? Pojawiły się tez opinie, że mógł to być parhelion, czyli zjawisko zwane Słońcem pobocznym. Tylko, ze takie zjawiska są zwykle stacjonarne i z całą pewnością nie wirują.

"Cud Słońca" był widoczny dla zgromadzonych tam ludzie jednakże nie zapominajmy że obecną była tam również Matka Boża, która komunikowała się ze zgromadzonymi tam dziećmi tj. Franciszkiem i Hiacyntą Marto oraz Łucją dos Santos. Z trójki dzieci, które widziały rzekomą Maryję do dorosłości przeżyła tylko Łucja, która została zakonnicą. To ona jako tzw. dziecko fatimskie, jest głównym świadkiem i dostarczycielem przekazu rzekomej Maryi. Przekaz ten do dziś funkcjonuje w formie tak zwanych trzech tajemnic fatimskich.

Pierwsza z nich opisuje piekło i dusze grzeszników zmierzające do niego. Z opisu wynika jakby piekło znajdowało się we wnętrzu wulkanu.

 

Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi; widzieliśmy zanurzone w tym morzu demony i dusze niczym przezroczyste, płonące węgle, czarne lub brunatne, mające ludzką postać, pływające w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu, padając na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, pozbawione ciężaru i równowagi, wśród bolesnego wycia i jęków rozpaczy, tak że byliśmy przerażeni i drżeliśmy ze strachu.
Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt, lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą naszej dobrej Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

Druga przepowiadała wybuch II wojny światowej, która miała rozpocząć się jeszcze za życia papieża Piusa XI. Co prawda zmarł on w lutym 1939 roku, ale zaraz po jego pontyfikacie rozpoczął się konflikt zbrojny tak gwałtowny, że zginęło w nim ponad 100 milionów ludzi.

Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.

Najwięcej kontrowersji wzbudza oczywiście trzecia tajemnica fatimska, która była przeznaczona dla papieży. Siostra Łucja spisała treść trzeciej tajemnicy w 1944 roku, gdy mocno zachorowała. Skłonił ją wtedy do tego lokalny biskup.

 

Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: 'coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim’ Biskupa odzianego w Biel 'mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty’. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

Przekaz płynący od Łucji dos Santos jest bardzo mroczny i przypomina scenariusz jakiegoś zamachu terrorystycznego w Watykanie. Chyba wszyscy mają też kandydata do jego przeprowadzenia, bo brzmi to jak opis jednej z wielu akcji typowych dla barbarzyńców z ISIS czy innych organizacji terrorystycznych. Patrząc na dzisiejszą sytuację polityczną trudno uznać scenariusz przedstawiany przez Łucję za tak surrealistyczny jak jeszcze 100 lat temu w związku z czym traktowanie go nie jako przekazu symbolicznego ale raczej. Niektórzy sądzą, że to opis zamachu na Jana Pawła II ale jak wiemy papież Polak przeżył.

Teraz, zbliżając się do 100 rocznicy kulminacji zdarzeń z Fatimy religijne uniesienie jest silne wśród społeczności katolików. W dalszym ciągu istnieje wiele kontrowersji związanych z wydarzeniami z Fatimy poczynając choćby od utajniania trzeciej tajemnicy fatimskiej przez kolejnych papieży. Spowodowało to, że rzesze ludzi mają powody do tego, aby przypuszczać, że fatimska tajemnica nie została jeszcze w pełni ogłoszona i że istnieje kolejna czwarta tajemnica fatimska będąca w istocie ukrytym przez kościół fragmentem trzeciej tajemnicy. Nie wykluczone, że nigdy nie przekonamy się o tym jaka jest prawda.

 

 



Niewiarygodne zdjęcie pokazuje spód pojazdu UFO

Zdjęcie rzekomo przedstawiające spód latającego spodka obiegło Internet i jest obecnie uznawane za najbardziej spektakularną fotografię niezidentyfikowanego obiektu latającego, jaką kiedykolwiek wykonano. Zdjęcie zostało zrobione spontanicznie przez człowieka, nad którego głową pojawiło się UFO.

Dwaj mężczyźni fotografowali rafinerię ropy naftowej w Grangemouth, w środkowej Szwecji. Była noc, a ludzie zauważyli niesamowity obiekt na niebie. Nagle UFO zaczęło lecieć w stronę mężczyzn i wtedy wykonano kontrowersyjną fotografię. Wiele osób uważa, że zdjęcie przedstawia spód obcego statku kosmicznego. Co ciekawe, fotografia została wykonana w 1991 roku i nadal pozostaje najbardziej szczegółowym udokumentowaniem pojazdu przybyszów z kosmosu.

Malcolm Robinson, który bada zjawiska UFO od lat 80. również uważa fotografię za wyjątkową. Mężczyzna jest założycielem Strange Phenomena Investigations (SPI) z siedzibą w centralnej Szkocji, które otrzymało fotografię od świadków.

„Patrzyliśmy na światła lecącego w naszą stronę obiektu, który uznaliśmy za helikopter. Nie słyszeliśmy jednak charakterystycznych dla helikoptera odgłosów, gdy latający obiekt zbliżył się do nas. Znajdował się w przybliżeniu 60 metrów nad ziemią, gdy wykonałem zdjęcie” – zeznał w raporcie dla SPI autor fotografii.

 

 



Skinwalker Ranch - miejsce gdzie spotykają się UFO, duchy i demony

Spośród wielu paranormalnych hotspotów czyli miejsc które zdaniem niektórych przyciągają do siebie zjawiska paranormalne duża część pozostaje nieznana dla przeciętnego zjadacza chleba. Jakby nie patrzeć, mało kto słyszał o ranczu w amerykańskim stanie Utah, które ma przyciągać do siebie niesamowite zjawiska pokroju obiektów UFO, Yeti, Orbów czy indiańskich demonów.

Wszystko miało rozpocząć się przed dziesiątkami lat kiedy ówcześni mieszkańcy feralnego rancza byli prześladowani przez różnego rodzaju paranormalne fenomeny. Wreszcie w 1996 roku Robert Bigelow z firmy Bigelow Aerospace, kupił 480 hektarów ziemi w północnym Utah w celu dojścia do prawdy na temat zachodzących tam obserwacji. Działka została nazwana Skinwalker Ranch i przez niemal dekadę zachodzące tam zjawiska pozostawały tajemnicą.

Ze względu na osobiste zainteresowanie Bieglowa tematyką UFO, zatrudnił on zespół naukowców, którego zadaniem miało być długoterminowe badanie zdarzeń opisywanych przez świadków, dokumentacja nowych fenomenów oraz prowadzeni obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających. Projekt był prowadzony w tajemnicy przez blisko 9 lat i głównie dlatego mało kto o nim słyszał. Pierwsze doniesienia na ten temat pochodzą z książki opublikowanej w 2005 roku pt. Hunt for the Skinwalker: Science Confronts the Unexplained.

W tym momencie warto byłoby wyjaśnić czym jest tytułowy "chodzący w skórach". W religijnych tradycjach niektórych plemion Indian, Skinwalker jest zmiennokształtnym, czarodziejem lub czarownicą. Skinwalker to wytłumaczenie używane przez plemię Ute w północno-wschodnim stanie Utah, mające za zadanie wyjaśnić mnóstwo przerażających zdarzeń paranormalnych, które miały miejsce w tym regionie przez setki, jeśli nie tysiące lat. Zgłoszone zjawiska obejmują: orby, pojazdy UFO, okaleczenia zwierząt, nieznane stworzenia odporne na broń palną, zdarzenia typu poltergeist, kręgi w zbożu, dziwne dźwięki przypominające helikopter, duch Indianina przyglądający się w cieniu, głos małej dziewczynki, wodne potwory przypominające noworodki wciągające ludzi pod wodę, czarna mgła przypominająca tę z serialu Lost oraz tajemniczy wir plazmy przypominający portal.

Badacze twierdzą, że na przestrzeni lat, prowadzili śledztwa w przeszło 100 tego typu zdarzeń. Mimo że takie opowieści nie brzmią realistycznie to sam natłok zjawisk opisywanych przez naukowców stanowi pewnego rodzaju zagadkę. Warto dodać że dziwne zjawiska odnotowywane na terenie rancza zaczęły mieć miejsce po 1970 roku kiedy teren rancza należał jeszcze do amerykańskiej armii. Czy to możliwe, że wojsko prowadziło tam jakieś badania, które mogłyby wpływać na ludzkie postrzeganie świata? A może aktywność na tym terenie rzeczywiście wybudziła pradawne siły które teraz robią co mogą by odzyskać swój spokój?

 

 

 



Naukowcy szukają obiektu, który przelatywał nad miastem Władimira Putina

Spektakularny widok został zarejestrowany przez kamery samochodowe wielu rosyjskich kierowców. Podziwiali go mieszkańcy północno – zachodnich dzielnic Petersburga. Naukowcy szukają meteorytu, który uderzył w rodzinne miasto Putina.

Astronomowie rozpoczęli polowanie na meteoryt, który rozświetlił niebo nad domem rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Jasny błysk pojawił się nagle w środku ciemnej nocy. Okazało się, że wywołało go ciało niebieskie, które przeleciało nad miastem. Ludzie byli zarówno przerażeni, jak i mocno poruszeni. Jeden ze świadków, który dostrzegł intensywne, jasne światło, unoszące się w niebie, mówi, że to UFO, które pochodzi z innej planety. Inni podkreślają, że jest to kolejny tajemniczy obiekt, jaki pojawił się tam w ostatnim czasie i uważają, że jest to zły znak.

 

Lokalni astronomowie zidentyfikowali „tajemniczy" obiekt jako meteoryt. Wydawało się, że jego trajektoria przechodzi przez centrum Petersburga, albo przez wieś Gostilitsy tuż za miastem. Naukowcy przeszukują oba obszary, ponieważ składy chemiczne meteorytów mogą zawierać ważne dowody naukowe, w tym wskazówki na temat pochodzenia naszego Układu Słonecznego.

Warto przypomnieć, żę w lutym 2013 roku ogromny meteoryt eksplodował nad Czelabińskiem. Fala uderzeniowa poczyniła wiele zniszczeń i zraniła około 1200 osób. Naukowcy twierdzili, że meteor był jaśniejszy niż słońce w jednym punkcie i eksplodował siłą prawie 30 razy mocniejszą niż bomba atomowa w Hiroszimie, informuje Space.com.



Strony