Listopad 2017

Sacsayhuaman, kolejna inkaska forteca która zadziwia i imponuje precyzją

Sacsayhuaman to kompleks inkaskich budowli, które spędzają sen z powiek naukowców badających cywilizację Inków.  Mający zazwyczaj na wszystko odpowiedz naukowcy,  w tym przypadku są bezradni. 

Sacsayhuaman ( co w języku keczua oznacza sokół) wzniesione na wysokości ponad 3600 m n.p.m. W okolicach miasta Cusco stolicy imperium Inków, zadziwia precyzją spasowania poszczególnych bloków  kamiennych,  oraz skalą konstrukcji. Mury ciągną się na długości 400m na trzech poziomach,  jeden nad drugim i zbudowane są w zygzak.  

Materiał użyty do budowy megalitycznej konstrukcji,  wydobyty został w kamieniołomie odległym o 15 km od placu budowy. Następnie jakimś sposobem został dostarczony na miejsce budowy i tam precyzyjnie obrobiony. Obrobiony w ten sposób, by idealnie bez zastosowania żadnej zaprawy,  połączył się z innymi blokami. Największy użyty tam blok kamienny ma 9m wysokości, 5m szerokości i 4m grubości, osiągając wagę 350 ton!

 

Zagadką jest jak Inkowie transportowali wielki kamienie, nie znając przecież ani koła ani rolek. Posiadali jednak mocne liny, które zaimponowały także Hiszpanom, Diego de Trujillo wspomniał o nich po odbytej wizycie w inkaskim magazynie materiałów budowlanych. Inkowie prawdopodobnie budowali wielkie rampy ziemne by umieścić gigantyczne kamienie jeden na drugim.

Niewyjaśnione jest także przeznaczenie Sacsayhuaman oraz dokładna data jego powstania. Przypuszcza się, że budowla mogła służyć jako miejsce kultu lub jako twierdza.  Przypuszcza się również, że Sacsayhuamán stanowi głowę pumy, której kształt widoczny z lotu ptaka, tworzy razem z historyczną częścią miasta Cuzco.

 

Co do okresu w jakim wybudowano konstrukcję, przypuszcza się, że została wybudowana w drugiej połowie XV wieku w czasie panowania króla  Pachacuteca, względnie została w tym czasie rozbudowana na podstawie  konstrukcji wzniesionych w XI wieku. W 2008 roku archeolodzy odkryli w pobliżu Sacsayhuaman ruiny świątyni pochodzącej z czasów preinkaskich, wybudowanej przez lud tworzący kulturę Killke (900 do 1200 r.n.e. ).

Jeszcze większą zagadką pozostaje jak Inkowie obrobili twarde granitowe bloki, nie znając przecież metalu i mając do dyspozycji tylko kamienne narzędzia, których twardość i wytrzymałość  nie pozwala na obrabianie granitu. Biorąc pod uwagę powyższe, współczesnego obserwatora zadziwia  precyzja spasowania ze sobą poszczególnych elementów kamiennych. Warto zaznaczyć, że precyzja wykonania nie ma sobie równych w całej prekolumbijskiej Ameryce. 

 

W wielu przypadkach nie jest nawet możliwe by wsunąć pojedynczą kartkę papieru w łączenia bloków. Na precyzję wykonania zwrócili już uwagę bracia Pizarro. Relacjonowali po zdobyciu Cusco, że mury były tak wybudowane, że pomiędzy bloki kamienne nie dało się nawet wcisnąć igły.  Zagadką dla współczesnych pozostaje to jak Inkowie zdołali wybudować tak imponującą budowlę, posiadając tak skromne środki techniczne.

Po zdobyciu Cusco Hiszpanie rozebrali wiele ze znajdujących się tam budowli, w tym częściowo świątynię Słońca Coricancha (Złoty Dziedziniec) będącą miejscem koronacji i pochówku inkaskich władców. Świątynia, która wyłożona była panelami ze złotej blachy została oczywiście obrabowana. Hiszpanie oszczędzili tylko mumie władców siedzących na pozłacanych tronach. Budulec użyli do budowy nowych budowli dla administracji oraz kościoła św. Dominika. Kościół ten uległ zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi w 1950 roku.  Dzięki trzęsieniu ziemi odsłonięte zostały mury dawnej świątyni.

 

Inkaskie budowle, w przeciwieństwie do hiszpańskich, są odporne na trzęsienia ziemi. Swą wytrzymałość zawdzięczają prawdopodobnie właśnie precyzji wykonania. Zaokrąglone rogi kamiennych bloków i  różnorodność  ich nawzajem zazębiających się kształtów,  przyczynia się do wysokiej odporności na drgania wywołane przez trzęsienia ziemi. Inaczej niż europejskie mury, wybudowane na sztywno, połączone zaprawą  inkaskie mogą "pracować" co chroni je przed zawaleniem w czasie wstrząsów tektonicznych. 

 

 



Sensacja archeologiczna w Chinach! Prawdopodobnie znaleziono szczątki Buddy!

W miejscowości Jingchuan w prowincji Gansu znaleziono ceramiczną trumnę, której inskrypcja przyciągnęła uwagę archeologów i miłośników starożytności. Zgodnie z tekstem na skorupie, mnisi zwani Yongzhan i Zhiming, zebrali ponad 2 tys. fragmentów sharira (zębów i kości Buddy) oraz pochowali je w świątyni. Informacja o znalezisku została opublikowana w czasopiśmie Chinese Cultural Relics.

Warto wspomnieć, że termin „sharira" w buddyzmie jest rozumiany jako pozostałości Buddy i popioły świętych w postaci krystalicznych formacji po kremacji, które są przechowywane jako relikty. Zgodnie z napisem na trumnie, czasami sharirę przekazywano mnichom jako darowiznę. Niekiedy szczątki znajdowano przez przypadek, a w innych okolicznościach kupowano je lub otrzymano w prezencie.

Nie można z całą pewnością powiedzieć, że skremowane szczątki naprawdę należą do osoby, która jest najważniejszą postacią w buddyzmie. Oprócz sharira, chińscy archeolodzy znaleźli 260 posągów, których znaczenie kulturowe i historyczne nie budzi żadnych wątpliwości. Z drugiej strony nie ma dowodów na to, że posągi te zostały pochowane równocześnie z rzekomymi pozostałościami Buddy.

Każdy z posągów mierzy około dwóch metrów. Powstały one w okresie rządów dynastii Północnej Wei i Imperium Song. Znaleziono posąg Buddy, a także wielu stworzeń i ludzi, w jakiś sposób związanych z buddyzmem. Na niektórych statuach znajdują się napisy. Warto wspomnieć, że pozostałości, rzekomo należące do Buddy, były znajdowane już wcześniej.

W 2016 roku ogłoszono, że w buddyjskiej świątyni w Nanjing odkryto kości ważnej postaci religijnej. Budda Siakjamuni jest duchowym nauczycielem i legendarnym założycielem buddyzmu - jednej z trzech najważniejszych religii świata. Po urodzeniu otrzymał imię Siddhartha Gautama. Uważa się, że Budda urodził się w 563 p. n. e. lub 623 p. n. e. na terytorium współczesnego Nepalu. Podobnie jak w przypadku Jezusa z Nazaretu, historię jego życia, po śmierci przywódcy, rozpowszechnili jego uczniowie.



Dziewczyna twierdzi, że była w Piekle. Widziała tam Jana Pawła II i Michaela Jacksona!!

Osiemnastoletnia dziewczyna z Ekwadoru, twierdzi, że widziała piekło oraz torturowane w nim dusze. Angelica Elizabeth Zambrano Mora miała udać się tam za nakazem Boga, który w tym celu uśmiercił ją i po 23 godzinach przywrócił jej życie. Jak twierdzi, podczas swojej wędrówki, widziała umęczone dusze zmarłych członków swojej rodziny, Michaela Jacksona a nawet Jana Pawła II.

Zgodnie z opowieścią dziewczyny, Bóg bezpośrednio skontaktował się z nią po raz pierwszy we wrześniu ubiegłego roku, gdy miała jeszcze 17 lat. Jak twierdzi miał on obiecać dziewczynie, że pokaże jej niebo i piekło oraz, że dzięki niemu pozna wiele tajemnic o których nikt nie ma pojęcia. Kilka miesięcy później podczas modlitwy, dziewczyna dostrzegła postaci aniołów, które również przepowiadały jej rychłą wizytę w niebie i w piekle oraz jej nadchodzącą śmierć.

Jak nie trudno się domyśleć, dziewczyna była przerażona choć duch święty prędko zapewnił, że Bóg przywróci ją do życia, bo przecież musi podzielić się swoim wyznaniem z resztą świata. Śmierć nadeszła już 7 listopada kiedy to 18 latka rzeczywiście umarła i jak twierdzi, rzeczywiście wybrała się w podróż po zaświatach w towarzystwie Boga.

To co widziała jest niezwykłe pod wieloma względami. Przykładowo, dziewczyna twierdzi, że spotkała tam dusze celebrytów pokroju Michaela Jacksona którzy mieli sprzedać swoje dusze wzamian za sławę i którzy cierpią zawsze gdy ktoś słucha lub śpiewa ich piosenki. Jednak co ciekawsze, widziała tam również papieża Polaka Św. Jana Pawła II. Bóg miał pokazać jej całe życie papieża oraz zaprezentować wszystkie niewygodne fakty, o których nikt nie ma pojęcia. Zdaniem Boga, papież Polak nie żałował swoich grzechów oraz był kłamcą i materialistą, który przedkładał pieniądze ponad zbawienie. Dziewczyna miała widzieć papieża otrzymującego tysiące monet i banknotów które ojciec święty zachowywał dla siebie.

Angelica Mora twierdzi, że Bóg krytykował również kult świętych wiliczając w to kult maryjny. Jak twierdzi, podczas swojej wędrówki przez niebo, Jezus przedstawił jej Maryję i zapewnił, że wszelkie objawienia które miały być jej udziałem to fałsz. To jednak nie wszystko, ponieważ na koniec wizyty, gdy miała ona wrócić do ciała, Bóg pokazał jej sąd ostateczny oraz słynne pochwycenie chrześcijan.

Nie da się ukryć, że przekaz Angelici Elizabeth Zambrano Mora brzmi conajmniej fantastycznie. Jest to zresztą problem większości objawień, w których to mamy doczynienia z tylko jednym świadkiem. Opisywane przez nią widoki są też dość kontrowersyjne, ponieważ podczas gdy można byłoby przetrawić fakt, że Michael Jackson który zdaniem niektórych otwarcie wyznawał satanizm skończył w piekle, o tyle uświęcony przed kilkoma laty Jan Paweł II przedstawiany tutaj jako udręczony w ogniu, chciwy, kłamca zdecydowanie nie pasuje do ogólnoprzyjętego obrazu tej postaci.

Najprawdopodobniej, większość z ludzi uzna te wyznania za objaw choroby psychicznej. Fakt, że zgodnie z opowieścią ciało dziewczyny leżało martwe przez 23 godziny i to nie w szpitalu a w rodzinnym domu nie pomaga w weryfikacji całego zajścia. Zresztą, nawet jeśli rzeczywiście doszło tutaj do stanu śmierci klinicznej to w dalszym ciągu nie mamy odpowiedzi na to, jakim sposobem niedotleniony mózg, który powinien być nieodwracalnie uszkodzony po 8 minutach od zgonu zdołał się przebudzić po 23 godzinach i to bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu. Możliwe, że mamy tu doczynienia z rzeczywistym cudem, ale o tym zadecydujcie już sami. Film z zeznaniem dziewczyny znajdziecie poniżej, a jeśli ktoś preferuje wersje tekstową to zapraszam TUTAJ.

 



Dziewczyna ze "smartphonem" na starym obrazie

Na obrazie austriackiego artysty Ferdinanda Georga Waldmüllera z 1860 r. pt. „Oczekiwany” zauważono iPhone w rękach kobiety. Zwrócił na to uwagę Peter Russell, były urzędnik z Glasgow.

 

Zdjęcie przedstawia dziewczynę, która wpatruje się uważnie w mały przedmiot, trzymany w rękach. Russell napisał na swoim profilu na jednym z portali, że młodzi ludzie zachowują się teraz tak samo, nie spuszczając wzroku ze swoich smartfonów. Najbardziej uderzające jest to, jak technologia zmienia percepcję obrazu i wpływa na kontekst.

„Dziewczyna z obrazu Waldmüllera nie gra na iPhonie, prawdopodobnie idzie do kościoła, a w rękach dzierży mały modlitewnik” - powiedział Gerald Weinpolter, dyrektor wykonawczy austriackiej agencji artystycznej.

W sierpniu 2017 r. na fresku pn. „Pan Pynchon i rozliczenie Springfielda” z 1937 roku, namalowanym przez włoskiego artystę Umberto Romano, również znaleziono smartphone. Indianin na zdjęciu trzyma prostokątny przedmiot, przypominający iPhone'a w dłoniach. To, co malarz rzeczywiście chciał przedstawić, do dziś nie jest jasne.

 

Prawdopodobnie obserwacje te można zaklasyfikować jako pareidoie, podobne do tych, które są często widywane na zdjęciach z Marsa. Po prostu nasze mózgi klasyfikują kształty według schematów, których się kiedyś nauczyliśmy. Skoro większość ludzi na obrazie widzi smartphona, a nie modlitewnik, jest to po prostu znak naszych czasów.



Niezidentyfikowany obiekt nad Oklahoma City w USA

Do ciekawej obserwacji niezidentyfikowanego obiektu latającego doszło na początku listopada w Oklahoma City w Stanach Zjednoczonych. Bardzo szybki obiekt, który nie mógł być samolotem, widzieli wszyscy, którzy akurat oglądali lokalną telewizję.

Obserwacja miała miejsce podczas wejścia na żywo stacji KOCO 5. Pokazywano widok z kamery przekazującej na żywo to co widać było akurat w Oklahoma City. W pewnym momencie na ekranie przelatuje bardzo szybki obiekt.

 

Ze względu na prędkość wygląda jakby był cylindryczny, ale jego kształt nie jest pewny. Oczywiste jest jednak, że nie był to lądujący samolot. Być może był to jakiś dron, ale to bardzo wątpliwe, że dostępne na rynku urządzenia tego typu są w stanie lecieć tak szybko.

 



Gromy dźwiękowe nieznanego pochodzenia były znowu słyszalne w USA

Po niemal roku, fenomen gromów dźwięków niewiadomego pochodzenia znowu powrócił do Stanów Zjednoczonych. Tym razem, dotknięci nim zostali mieszkańcy stanu Alabama, którzy licznie informowali służby, o bardzo głośnych odgłosach słyszanych w ciągu dnia. Zdarzenie zostało już potwierdzone przez amerykańskie organizacje, USGS a nawet NASA.

Ostatnia udokumentowana rejestracja gromów dźwiękowych niewiadomego pochodzenia, została odnotowana przed ponad rokiem. Najnowsze zdarzenie miało miejsce 14 listopada przed godziną 14:00. Przez ponad godzinę wielu mieszkańców dzwoniło na policję aby dowiedzieć się, co mogło spowodować te przerażająco głośne wybuchy dochodzące z nieba.

Niestety tym razem nikt, nie zdołał uwiecznić tego dziwnego odgłosu na nagraniu. Jednak dzięki zlokalizowanym w Alabamie instytutom badawczym, mamy pewność, że to zjawisko rzeczywiście miało miejsce. Agencja geofizyczna USGS, monitorująca trzęsienia ziemi na obszarze Stanów Zjednoczonych, zarejestrowała to zjawisko na swoich urządzeniach. Jak twierdzą jej przedstawiciele, grom dźwiękowy został odnotowany w okolicach godziny 15:00 czasu lokalnego, a wywołane przez niego wibracje trwały około 10 minut.

Niestety nie wiadomo wiele na temat jego pochodzenia chociaż sugerowano, że mogł to być na przykład eksplodujący w stratosferze meteor. Zgodnie z oświadczeniem agencji kosmicznej NASA, o ile teoria z meteorem okazałaby się nieprawdziwa, to nie wykluczone, że źródłem dziwnego wybuchu mógł być samolot przełamujący barierę dzwięku albo jakieś naziemne eksplozje niewiadomego pochodzenia. 

 

Warto przypomnieć, że podobne wydarzenia miały już miejsce wielokrotnie, zwłaszcza w USA. Ostatnio odgłosy słyszano w ubiegłym roku. Wtedy dotknęło to mieszkańców stanu Oregon oraz kanadyjskiej prowincji Quebec. Podobne odgłosy, zwane przez Amerykanów "Seneca Guns" czyli "Dział Seneki" występowały już w XIX wieku.

Nazwa ta pochodzi od zjawiska przeciągłego grzmotu nieznanego pochodzenia słyszalnego od 1850 roku w okolicach Jeziora Seneca i Jeziora Cayuga w stanie Nowy Jork. Zjawisko to można opisać właśnie jako odgłosy przypominające wystrzały z dział artyleryjskich. Nie da się ukryć, że idealnie odzwierciedla to opis zdarzenia ze środy.

 

 

 

 



Izraelski mistyk zapowiedział, że "mesjasz" już działa na Ziemi

Rebbe Nir Ben Artzi, znany izraelski mistyk, wydał niezwykłe oświadczenie w ubiegłą niedzielę, przewidując, że tożsamość biblijnego Mesjasza zostanie ujawniona w najbliższej przyszłości, podając nawet konkretne szczegóły dotyczące tego, jak to ma wyglądać.

 

„Mesjasz działa teraz", powiedział rabin Ben Arzi w swoim ostatnim kazaniu. „Żydzi, radujcie się! Wkrótce Mesjasz zostanie objawiony wszystkim!” Rabin wyjaśnił szczegółowo, w jaki sposób zacznie się to niezwykłe wydarzenie.

„Święty i Błogosławiony Stwórca przyjdzie do rabinów we śnie z wizją i powie im, kogo wybrał jako króla Masziacha. Powie im dokładnie”.

Temu wyjątkowemu objawieniu, które mu przekazano, towarzyszyły niezwykłe szczegóły. Wybranym rabinom zostanie pokazany żółty zwój pergaminu, podobny do zwoju Tory, ale będzie zawierał święte litery zapisane w języku aramejskim i bezpośrednie wskazanie tożsamości Mesjasza. Zostanie on wezwany bezpośrednio, nie pozostawiając żadnych wątpliwości rabinom, ale ich wybór będzie inny.

 

Rebbe Nir Ben Artzi najwyraźniej widział już wspomniany zwój, gdyż dokładnie przeczytał tekst na początku.

„Ja, Bóg, rozkazuję ci powiedzieć i pokazać, kim jest król Masziach – osoba wybrana przez Boga".

Rabbi Ben Artzi wyjaśnił również, dlaczego Bóg wybrał ten szczególny czas na objawienie Mesjasza.

„Stwórca nie może dłużej czekać, obserwując cierpienia Żydów w Izraelu i poza nim. Ich cierpienie dla niego jest nie do zniesienia, ponieważ lud Izraela jest jego ludem wybranym”.

W wywiadzie dla Breaking Israel News rabbi Ben Artzi wyjaśnił też rolę wybranych chrześcijan w erze mesjanistycznej.

„W epoce pojawienia się chrześcijaństwa w judaizmie doszło do rozłamu, a wśród pierwszych chrześcijan żyli Żydzi. Niektórzy Żydzi nadal podążają drogą chrześcijaństwa. Dlatego wśród chrześcijan są tacy, którzy mają iskierkę judaizmu w swojej duszy i żydowskiego ducha. Dlatego mają pokrewieństwo z judaizmem i miłość do Żydów, które budzą się, gdy zbliża się Mesjasz”.

„Bóg dał człowiekowi wolny wybór, aby zjednoczyć się z Bogiem i z Ziemią Izraela. Jeśli naprawdę uwierzą w Boga, powrócą do Izraela z własnej, nieprzymuszonej woli. Wszystko wskazuje na to, że nadszedł czas na powrót: rosnący antysemityzm na całym świecie, bezprecedensowe kataklizmy w naturze i zwiastuny wielkich konfliktów geopolitycznych. Każdy, kto patrzy na to wszystko i nie widzi znaków, ma słabą  wiarę, ale kiedy otworzy oczy musi zrozumieć, że nadszedł czas, aby natychmiast udać się do Izraela. Z tego wszystkiego, co się dzieje i co się wydarzy na tym świecie, tylko Izrael jest całkowicie chroniony ".

Rabbi Ben Artzi również jest przerażony ostrzeżeniem dla wszystkich Żydów, którzy obecnie mieszkają poza Izraelem, ponieważ Mesjasz niebawem zostanie ujawniony, a ten, który nie uczyni aliyah (nie wyemigruje do Izraela), nie zostanie zbawiony.

 

 



W Chinach sfotografowano nietypowe UFO w kształcie obręczy

Tajwański turysta, który wybrał się na wycieczkę do Chin, wykonał kilka fotografii malowniczego jeziora Dinachi. Jak się jednak okazało, w kadrze aparatu pojawił się nie tylko pejzaż ale również trudna do wytłumaczenia anomalia. Mężczyzna przypadkowo sfotografował tajemniczy okrągły obiekt, który unosił się na niebie.

Dziwny NOL został uchwycony przez Tajwańczyka podczas wycieczki na jezioro Dianchi w chińskiej prowincji Yunnan na początku listopada. Po powrocie z wyprawy, John Chen, odkrył na zdjęciach dziwny przedmiot w kształcie pierścienia. Mężczyzna porównał je ze zdjęciami swoich kolegów, którzy również byli na wycieczce, jednak na ich zdjęciach nie było żadnego podobnego obiektu.

Mężczyzna zastanawiał się nad pochodzeniem obiektu, dlatego postanowił pokazać zdjęcie specjaliście. Fotografię obejrzał znany brytyjski badacz UFO – Phillip Mantle, który również nie ma pojęcia czym może być ten tajemniczy NOL. Historia szybko rozprzestrzeniła się po Internecie choć w dalszym ciągu, wielu niedowiarków uważa, że to jedynie zabawka dla psa lub inny podobny w kształcie obiekt rzucony przypadkiem w powietrze w chwili robienia zdjęcia.

 



Megality z Góry Szoria. Co kryje się za tym odkryciem z 2014 roku?

W 2014 roku, ogłoszono odnalezienie obiektów, które mogą stanowić kolejny dowód na istnienie nieznanej dotąd technologii w odległej przeszłości naszej planety. Mowa tu o niezwykle masywnych megalitycznych blokach skalnych ważących do 3000 ton każdy.

Znalezisko ma mieścić się w obrębie Góry Szoria w południowej Syberii. Większość z megalitów, przejawiała wyraźne ślady obróbki na co wskazują płaskie powierzchnie i obrobione ostre krawędzie skał. Odkrycie zrozumiale zszokowało naukowców i zarówno wtedy jak i teraz, nikt nie ma pojęcia kto byłby zdolny do stworzenia oraz przetransportowania tak ogromnych skał w odległej przeszłości. Nawet obecnie trudno byłoby trafić na dźwig zdolny do przemieszczania tak ogromnego głazu... i to na wysokość 40 metrów.


Jeden z "megalitów" z Góry Szoria


Kamień z Baalbek

Pod względem wagi, kamienie z Góry Szoria znacznie przewyższają zdecydowanie najsłynniejszy megalityczny blok ery starożytnej czyli kamień z Baalbek. Znajdujący się w Libanie megalit jest niemal dwa razy lżejszy choć waży 1500 ton. Oczywiście tuż po ogłoszeniu znaleziska sugerowano, że te prostopadłościany to poprostu formacje naturalne i tworzono rozmaite wyjaśnienia bazujące na rzadkich zjawiskach atmosferycznych, które dziwnym trafem miały tutaj miejsce.

Problem polega na tym, że od ogłoszenia znaleziska w 2014 roku, nie ma prawie żadnych danych na temat dalszych badań lub ewentualnych prac prowadzonych w tamtej lokalizacji, zupełnie jakby megality zapadły się pod ziemię. Dyskusja toczona w tej kwestii na anglojęzycznej Wikipedii sugeruje nam kilka możliwych wyjaśnień, które są jednak oparte o osobiste i trudne do weryfikacji informacje twórców wpisu. Jak twierdzą albo znalezisko wogóle nie miało miejsca i zostało spreparowane, albo jest to źle interpretowany efekt zjawiska naturalnego.

Takie wyjaśnienie napewno wystarczy niektórym aby zupełnie odrzucić te odkrycie i kto wie może mają oni rację. Niemniej jednak, dopóki nie pojawią się kolejne wzmianki o tych megalitach, warto pozostać otwartym na ewentualne nowe dowody w tej sprawie. Zresztą, nawet jeśli megality z Góry Szoria są zwykłymi skałami, to mnogość niezwykłych budowli kamiennych znajdowanych na wszystkich kontynentach Ziemi jest czymś nie do zakwestionowania. Niektórzy mogą uważać iż sam ten fakt jest dowodem na to, że nie jesteśmy pierwszą zaawansowaną cywilizacją zamieszkująca tę planetę. O tym co uważamy za bardziej prawdopodobne, powinniśmy decydować sami.

 



Nieznane stworzenie zostało wyrzucone na krymski brzeg

Morze wyrzuciło na brzeg Sewastopola dziwne stworzenie. Na jednej z piaszczystych plaż w Sewastopolu miejscowi odkryli dziwną morską istotę. Mieszkanka Krymu, która ją znalazła, umieściła zdjęcia w sieci społecznościowej. Potwor morski przestraszył i jednocześnie przykuł uwagę użytkowników Internetu.

Niektórzy ludzie sugerują, że może to być ptak zjadany żywcem przez kraby. Inni odlatują z teoriami twierdząc, że monstrum ma coś wspólnego z obcymi. Świadek zdarzenia Anastazja Miroszniczenko twierdzi, że stworzenie poruszało się za pomocą 30-40 centymetrowych macek. Jak dotąd nikt nie był w stanie określić, do jakiego gatunku żywych stworzeń należy to znalezisko.