Styczeń 2018

Na niebie nad Austrią utworzyła się świetlista spirala

Różne anomalie obserwowane od niepamiętnych czasów. Nikt tak naprawdę nie potrafił wyjaśnić ich pochodzenia, czy były to jakieś naturalne cuda, czy sztuczki istot pozaziemskich. Ludzkość do dnia dzisiejszego, choć wydaje się, że technologia i nauka poszły daleko w przyszłość, nie była w stanie wyjaśnić tych kwestii.

 

Ostatnio wystąpiła nowa anomalia. Nad wzgórzami w Austrii pojawiła się ogromna promienna spirala, zresztą w idealnej formie. Użytkownicy sieci są zdumieni, a nawet podejrzewają, że nagranie jest sfałszowane. Poza tym zjawisko jest wspaniałe.

 

Okazuje się, że ludzie nie mają nic przeciwko takim naturalnym anomaliom. Wynika to z licznych komentarzy, publikowanych pod filmem. Niektórzy mówią o cudzie. Najwyższy czas, aby naukowcy zrozumieli, że świat nie jest w pełni oparty tylko na prawach fizyki, chemii itp. Z pewnością ma w sobie coś innego i ciągle skrywa jakieś tajemnice przed nami.

 

 

 



Cahokia, niesamowity relikt zapomnianej cywilizacji Ameryki Północnej

Około czterech wieków przed przybyciem Kolumba na kontynent amerykański, rdzenni mieszkańcy Illinois wznieśli jedno z najbardziej zagadkowych miast Ameryki Północnej. Nie dość, że metropolia ta była zdolna utrzymać populację ponad 20 000 mieszkańców, to na dodatek jej mieszkańcy zbudowali w niej ponad sto tajemniczych ziemnych piramid. Dzisiaj miasto to jest znane jedynie jako Cahokia.

Jego twórcy oraz powody które kierowały nimi podczas osiedlania się w tamtym miejscu, pozostają nieznane. Podobnie jest zresztą z całą historią tego regionu. Nawet wspomniana wcześniej nazwa miasta czyli Cahokia została zapożyczona od plemienia, które mieszkało w tej okolicy w XVI wieku. Historycy zajmujący się tym tematem uważają to miasto za jedno z najbardziej znaczących i wpływowych starożytnych miast kultury Missisipi, która rozwijała się w tym regionie blisko pięćset lat przed przybyciem Europejczyków do Nowego Świata.

Eksperci uważają, że Cahokia była szczytowym osiągnięciem tego ludu a nawet mogła być źródłem tego, co naukowcy określają mianem kultury missisipijskiej. Rozprzestrzeniała się ona na środkowym zachodzie i południowym wschodzie Ameryki Północnej. Jej początek bywa szacowany na 1000 rok n.e, natomiast upadek na okolice  XIII wieku.

Odkrycia dokonane w Cahokii wskazują, że było to ogromne miasto, które wbrew wszelkiej logice zostało zbudowane w niezwykle krótkim czasie. Naukowcy twierdzą, że wydaje się, że całe osiedle pojawiło się gdzieś w okolicach 1050 roku. Ludzie z okolicznego obszaru zaczęli przenosić się do Cahokii, co pozwoliło na stworzenie złożonej infrastruktury mieszkalnej. Cahokanie zbudowali tam również ogromne piramidy z gliniastymi kopułami, zbiornik wodny wielkości 45 boisk piłkarskich oraz różne ceremonialne i religijne pomniki.

Skala tego miasta jest trudna do wyobrażenia o ile nie porównamy go do innych monumentów tego typu. Przykładowo jeśli wejdziemy na najwyższy budynek zbudowany w Cahokii czyli tak zwany Kopiec Mnichów złożony ze 156 stopni, znajdziemy się na szczycie struktury, która jest większa u swojej podstawy niż Wielka Piramida w Gizie. Na dodatek, obwód Kopca Mnichów jest większy nawet od Piramidy Słońca w Teotihuacan. Wszystko to, powstało bez pomocy setek tysięcy niewolników!

Uważa się, że mieszkańcy Cahokii zaczęli budować swoje miasto w okolicach 900-950 n.e, a ukończono ją ok. 1100 n.e. W szczytowym punkcie około 1100 roku, zajmowało ono ponad pięć kilometrów kwadratowych i składało się z 120 ziemnych piramid. Mieszkańcy Cahokii zajmowali się rolnictwem, handlem i myślistwem, ale byli również doskonałymi architektami. Podobnie jak wiele innych kultur tego regionu, ich budowle były skorelowane z konstelacjami gwiezdnymi.

Pomimo tego iż, Cahokanie nie pozostawili po sobie pisma, nie wiemy skąd pochodzili, dlaczego budowali te masywne gliniane piramidy oraz przede wszystkim dlaczego zniknęli, to zdołali oni stworzyć miasto o zupełnie niewyobrażalnych rozmiarach, dla współczesnych im kultur europejskich. Niestety ale biorąc pod uwagę, że z chwilą przybycia w ich regiony Kolumba, ich miasto zostało już dawno opuszczone, poznanie prawdy na ten temat może być niemożliwe.



Kilkanaście UFO zaobserwowane przez kuter amerykańskiej Straży Przybrzeżnej

W sieci pojawiło się nagranie przedstawiające kilkanaście jasnych obiektów widocznych na horyzoncie na morzu w okolicy Stanów Zjednoczonych. Z opisu wynika, że obserwacji dokonali oficerowie Straży Przybrzeżnej USA.

Obserwujący to zjawisko wydają się być przekonani, że widzą niezidentyfikowane obiekty latające, które pojawiły się nad oceanem. UFO zaobserwowano przypadkiem, podczas patrolowania tego obszaru wybrzeża.

 

Z racjonalnych wytłumaczeń tego zjawiska można zaproponować, że Straż Przybrzeżna widziała jakieś tajne manewry US Army, a rzekome UFO to po prostu flary używane przez marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych. Jednak ta teoria nie zyskała jeszcze oficjalnego potwierdzenia.

 

 



Znany ufolog twierdzi, że odkrył miasto na Księżycu zamieszkiwane przez 250 mln obcych!

Znany ufolog George Graham (znany tez pod nickiem Streetcap1) stał się ostatnio ekspertem od pareidolii. Ostatnio udostępnił na swoim kanale YouTube nowy film, w którym opowiedział o ciekawym znalezisku. Na obrazie przesłanym z chińskiej stacji międzyplanetarnej Chang'e-3 dostrzegł coś niezwykłego. Jego zdaniem to co widać przypomina wielkie miasto kosmitów.

 

Ekspert powiększył zdjęcie i zobaczył kolorowe kopuły. Warto zauważyć, że odległość między niektórymi „osadami" jest taka sama i ma to niewątpliwie bardzo rzadki charakter. Zdjęcie, zdaniem ufologa, nie zostało przetworzone i jest publikowane bez jakichkolwiek  filtrów.

Odkrycie tego rzekomego "obcego miasta" jest jego zdanie ostateczny potwierdzeniem informacji, które pojawiały się wcześniej, jakoby Księżyc był strukturą stworzoną sztucznie. To stamtąd prowadzi sie obserwację i kontrolę naszej rasy i zdaniem Graphama, żyje przynajmniej 250 milionów obcych!

Opinie użytkowników na temat tego odkrycia są, jak zawsze, podzielone. Jedni postrzegają w tym złudzenie optyczne, a inni idą tym śladem sugerując, że sztuczne pochodenie ciała niebieskiego znanego jako Księżyc jest czymś oczywistym. 

 



Pierwszy koniec świata w 2018 roku! Tym razem nadejdzie 24 czerwca

Biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy przepowiednie końca świata zdarzają się średnio raz na kilka miesięcy, nie mają one aż tak silnego wydźwięku jak kiedyś. W samym 2017 roku mieliśmy ich blisko sześć, zatem nie jest to dziwne, że tuż po rozpoczęciu 2018 pojawiła się kolejna przepowiednia, nawiązująca do Apokalipsy świętego Jana.

Jej twórca to niejaki Mathieu Jean-Marc Joseph Rodrigue, który uważa że klucz do tajemnic końca świata znajduje się w Biblii. Interesujące nas fragmenty pochodzą z Apokalipsy św. Jana:

A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa,
i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy

 

Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.

Korzystając z powyższych zdań z Apokalipsy św.Jana, Mathieu Rodrigue określił, że koniec świata nastąpi 24 czerwca 2018 roku. Nie bez powodu nie opisuj jak tego dokonał, ponieważ żaden z portali internetowych piszących na ten temat, nie ma o tym pojęcia.

Co zabawniejsze, jeżeli sprawdzimy jego profil na facebooku zobaczymy jedynie 3 posty, w których mężczyzna udowadnia swoje tezy na podstawie amerykańskiego dolara oraz tablicy okresowej pierwiastków. O ile wspomniany profil należy do niego, to najprawdopodobniej mamy tu doczynienia z osobą chorą psychicznie, której opowieści są wykorzystywane przez światowe media. Tak jak zazwyczaj w przypadku apokaliptycznych opowieści, prawdę na ten temat tak czy inaczej poznamy już wkrótce.

 

 



Babcia z Litwy od ponad 10 lat je tylko piasek, który wyleczył ją z raka mózgu!

Są na świecie rzeczy, które się filozofom nie śniło. Należy do nich przypadek starszej kobiety, która od ponad dekady żywi się tylko i wyłącznie piaskiem. Nietypowa dieta nie tylko poprawiła jej ogólny stan zdrowia, ale także pozwoliła wyeliminować nowotwór mózgu, który był już w zaawansowanym stadium!

 

70-letnia Stanislava Monstvilene nie je nic poza piaskiem i jest zdrowsza od niejednej kobiety w tym wieku. Według niej, "dieta mineralna" wyleczyła ją z chorób. Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, gdy przechadzając się po podwórku jej głos wewnętrzy zaczął mówić, aby wzięła piasek i zjadła go. Tak też zrobiła, choć początki były bardzo trudne.

 

Starsza kobieta opowiada, że za pierwszym razem dławiła się, lecz z biegiem czasu jej organizm przyzwyczaił się, a nawet uzależnił od nowej diety. Stanislava Monstvilene twierdzi, że teraz jest wręcz zmuszona jeść piasek, gdyż bez niego doświadcza problemów zdrowotnych. Terapeutka Liliana Vaishvilene potwierdziła, że 70-latka jest zdrowa i od kilku lat nie zgłaszała się po pomoc medyczną.

Sprytna babcia udzieliła nawet kilku porad. Zasugerowała zjadanie samego piasku i porzucenie jakiejkolwiek innej żywności. Stanislava wskazuje również, że mokry piach dodatkowo gasi pragnienie. Początki nowej diety są bardzo trudne, dlatego babuszka radzi, aby uzbroić się w cierpliwość.

 



Amerykański fotograf uchwycił obiekt UFO nad Strefą 51

Mężczyzna obserwujący przestrzeń powietrzną nad słynną Strefą 51 zdołał uchwycić na zdjęciu niezwykły obiekt latający. Tak jak zazwyczaj w przypadku tego typu obserwacji, autor zdjęć nie widział niczego gdy znajdował się na miejscu zdarzenia, ale kiedy po powrocie do domu przejrzał wykonane przez siebie fotografie, zauważył na jednym obrazku duży zielony obiekt na niebie.

Ze względu na zainteresowanie świadka zjawiskami niewyjaśnionymi, zdecydował się on na przejażdżkę po polnych drogach w okolicy bazy sił powietrznych USA znanej w szerszych kręgach jako Strefa 51. To właśnie wtedy udało mu się uchwycić dziwny zielony obiekt a nawet kilka świetlistych orbów, które poruszały się po niebie a nawet chowały za pobliskim szczytem górskim. Cała sprawa została zgłoszona organizacji MUFON i otrzymała numer seryjny 89517.

Warto wspomnieć, że zdjęcie wykonane przez tego anonimowego fotografa w dużym stopniu przypomina to zrobione przez turystę w ubiegłym roku. Wówczas, mężczyzna odbywał podróż do Villefranche de Confluent we Francji i również udało mu się zarejestrować dziwny obiekt unoszący się nad szczytem ośnieżonej góry. Po powiększeniu obiektu wydaje się, że jest on otoczony jasnymi światłami. Dziwny obiekt nie był widoczny na innych zdjęciach zrobionych w tym samym czasie. Ta obserwacja, również została zgłoszona organizacji MUFON i razie chęci możecie ją sprawdzić pod numerem 89519.



Mroczne sekrety watykańskiej sali konferencyjnej. Czy papież służy reptilianom?

Gdy ktoś uświadomi sobie, co prezentuje konstrukcja papieskiej sali konferencyjnej w Watykanie, może być zszokowany. Sala zawiera bowiem elementy, które niektórym kojarzą się z reptilianami. Czy to tylko pareidolia czy też raczej zamierzony efekt? 

 

Sala konferencyjna Papieża, znana również jako Sala Konferencyjna Pawła VI lub Sala Audiencji Papieskich, która znajduje się częściowo w Watykanie, a częściowo w Rzymie we Włoszech, to obiekt, nazwany na cześć papieża Pawła VI i zbudowana w 1971 roku przez włoskiego architekta Pier Luigi Nervi, może pomieścić 6300 osób. Budynek został zaprojektowany przy użyciu zbrojonego betonu, według pomysłu słynnego architekta Pier Luigi Nervi. Twórca ten znany jest z prostych, ale praktycznych projektów, solidności i sumienności. Czy to mozliwe, że zawarł on w tej bryle jakieś przesłanie?

Jak widać na powyższym obrazku, po obu stronach budynku znajdują się dwa okna przypominające oczy. Są one wykonane z witraży i znajdują się w przybliżeniu pośrodku długości budynku po obu stronach. W centrum kształtu oka można zobaczyc szczelinę przypominającą źrenicę gada. Aby zrozumieć całe ukryte znaczenie projektu, lepiej spojrzeć na oba oczy razem. Dopiero z takiej perspektywy można zauważyć rzeczywistą formę tego budynku i dostrzec całe sekretne znaczenie konstrukcji - dwoje oczu gada, które patrzą na ciebie, gdy obserwujesz scenę.

W centrum jest coś jak posąg, a po obu stronach wyraźnie zarysowane dwa ostre kły. Dach i boczne części budynku również przypominają łuski węża. Skoro cały budynek przypomina głowę węża, można przypuszczać, że wszystko to zostało zaprojektowane i zbudowane celowo. Budynek został zbudowany w taki sposób, że papież wydaje się mówić wprost z ust gada. Odkrycie to może być dla niektórych trudne do zaakceptowania, ale symbolika węża jest w tym przypadku aż nadto oczywista. Zatem jaki może być powód powstania tego dziwactwa?

Tutaj dochodzimy do znanej teorii spiskowej, wedle której światem rządzą jaszczurze istoty, zwane reptilianami. Już od dawna spekuluje się, że kontrolują one polityków na całej planecie. Jakkolwiek dziwnie to brzmi wierzą w to całe rzesze ludzi. Niektórzy sugerują, że sa to istoty pozaziemskie, ale są też opinie, że moga to być wyewoluowane dinozaury, czyli pierwotni władcy Ziemi. Politycy wiedzą o tym, ale nie informują na ten temat.

 

Paul Heller, były kanadyjski minister obrony przyznał kiedyś publicznie, że przynajmniej cztery różne gatunki obcych odwiedzały Ziemię w ciągu ostatnich tysięcy lat. Teoria o wpływie gadów na naszą cywilizację nie jest nowa i można ją znaleźć w wielu tradycjach i kulturach. Spopularyzowano to m. in. w dziełach znanego brytyjskiego pisarza, Davida Icke.

 

Gadzia symbolika jest wszechobecna, ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Papieska sala konferencyjna jest tego dobrym przykładem. Zakładając, że światowe religie są używane do kontrolowania mas. Logiczne zatem wydaje się, że taka nieznana opinii publicznej gadzia rasa, kontroluje je wszystkie, tak jak światową politykę. 

 

 

 



Na zdjęciu z 1890 roku kobieta rozmawia przez smartfon

W sieci regularnie wynajdywane są zdjęcia ludzi, na których znajdują się przedmioty z zupełnie innej epoki. Na przykład w 1937 roku na płótnie Umberto Romano przedstawiono Indianina z iPhonem, a w filmie pt. Cyrk z 1928 roku sfotografowano kobietę trzymającą telefon komórkowy.

 

Tym razem uwagę przykuła fotografia wykonana w 1890 roku przez Karla Störmera. Na zdjęciu widać kobietę, która rozmawia przez telefon komórkowy. Störmer miał zaledwie dziewiętnaście lat, utrwalając ten obraz. Warto zauważyć, że Karl nie zmuszał nikogo do pozowania itp. Zdjęcie zrobił nagle z ukrycia. Eksperci potwierdzili autentyczność fotki.

 

Specjaliści są zgodni, że w rękach kobiety znajduje się obiekt, który bardzo przypomina telefon komórkowy. Rodzi się pytanie, czy ta pani nie pochodzi z przyszłości? Jeśli tak, dlaczego przyciska urządzenie do ucha, skoro nie było wtedy stacji bazowych i satelitów?

 

 



Chąśnicy, słowiańscy piraci i niekwestionowany postrach Morza Śródziemnego

Cały świat zna wyczyny żeglarskie wikingów, ich odwaga oraz umiejętność  nawigacji na wysokim poziomie zaprowadziły ich na krańce  Atlantyku, Morza Śródziemnego , wielkie rzeki Rusi, na Morze Czarne i dalej na Bliski Wschód. Wypadałoby jednak wiedzieć, że i Słowianie nie bali się wody i chętnie wyruszali na morza i oceany.

Chąśnicy, bo tak nazywał się słowiański odpowiednik skandynawskich wikingów, trudnili się dokładnie tym samym czyli: kandlem, rabunkiem a w miejscach do tego korzystnych, również i osadnictwem. Wiedzę na ten temat zawdzięczamy wybitnemu polskiemu historykowi, Profesorowi Tadeuszowi Lewickiemu. Jego dorobek naukowy jest skarbnicą wiedzy, nie tylko w kwestii samych słowian także na temat ich kontaktów ze światem islamu.

Poniższy fragment pochodzi z książki Tadeusza Lewickiego pt. „Osadnictwo słowiańskie i niewolnicy słowiańscy w krajach muzułmańskich według średniowiecznych pisarzy arabskich”:

"Źródła arabskie zawierają również wzmianki o osadach słowiańskich na Sycylii. Jedną z nich, a mianowicie Sclafani, wymieniają one pod r. 939. Inną osadą jest Harat as-Saqaliba („Dzielnica słowiańska”) w Palermo, stolicy emirów sycylijskich, położona w pobliżu portu. Wiadomość o niej podaje geograf i podróżnik arabski z drugiej połowy X w. Ibn Hauqal oraz Jaqut, który zresztą najprawdopodobniej opiera się na relacji Ibn Hauqala.

Ten ostatni podróżnik wymienia również inną dzielnicę Palermo, którą nazywa „Dzielnicą meczetu Ibn Saqlaba”.  O początku osad słowiańskich na Sycylii nie mamy pewnych wiadomości, możemy jednak przypuszczać, że przynajmniej niektóre z nich powstały w ten sam sposób, jak i kolonie słowiańskie w Małej Azji, tzn., że zakładali je cesarze bizantyńscy dla obrony wyspy przed Arabami. Co się tyczy Harat as-Saqaliba, to M. Amari i przypuszcza, że zawdzięcza ona swe powstanie piratom słowiańskim.

Opiera się on mianowicie na informacji arabskiego historyka i geografa Abu'l Fiday’a, (XIV w.), według którego pojawiło się w r. 928/9 u wybrzeży Maghrebu i Sycylii 30 statków piratów słowiańskich, którzy wspólnie z Arabami pustoszyli Kalabrię, Sardynię i Korsykę. Przewodził im niejaki Sarib as-Saqlabi. Amari uważa, że ci korsarze, po zakończeniu swych operacji, osiedlili się w Palermo, właśnie w tej części miasta, która zwała się Harat as-Saqaliba.

Imię wodza owych słowiańskich piratów Sarib nie wygląda na imię własne, lecz wskazuje raczej na jego przynależność do słowiańskiego szczepu Serbów. Byłby to więc członek któregoś z nadadriatyckich plemion, Serbów bałkańskich. Tym korsarskim plemieniem serbskim mogli być tylko, jak się zdaje, Narentanie czyli Arentanie zwani przez Konstantyna Porfirogenetę Paganami (poganami), którzy mieszkali w dorzeczu Narenty, w południowej części Dalmacji.

Narentanie pozostali przez długi czas poganami (stąd ich przezwisko) i dopiero pod koniec IX w. przyjęli chrześcijaństwo. Wydaje się, że oni jedni spośród Serbów mogli sprzymierzyć się w początkach X w. z Arabami dla wspólnej akcji przeciw chrześcijańskim miastom włoskim. Nie wiemy, ile załogi mogły pomieścić owe słowiańskie statki korsarskie.

 

Sądzę, że nie popełnię zbyt dużej omyłki, jeżeli liczbę załogi takiego statku określę na około 40 ludzi tj. tyle, ile, według Konstantyna Porfirogenety, liczyły duże statki wojenne (tzw. sagany) sąsiednich Chorwatów. Tak więc owa grupa korsarzy słowiańskich, która dała ewentualnie początek „Dzielnicy słowiańskiej” w Palermo, mogła liczyć około 1200 ludzi.  Nazwa Harat as-Saqaliba później zanika i w dyplomach łacińskich z XII-XIII w. zastępuje ją określenie Seralcadi (< ar. Szari' al-qadi „Ulica Sędziego”).

Cytowany wyżej geograf arabski Ibn Hauqal powiada, że wśród okrętów korsarskich, łupiących w tej epoce wybrzeża al-Andalus, t.j. Hiszpanii muzułmańskiej, nie brakło również i statków słowiańskich. Skądinąd wiemy, że nie brakło także Słowian chorwackich i dalmatyńskich we flocie bizantyńskiej, operującej na M. Adriatyckim i Jońskim, jak np. w czasie wyprawy na Bari (w połowie IX w.) przeciwko Arabom, którzy usiłowali tam zdobyć punkt oparcia.
 
Korsarze słowiańscy na południu Europy są znani już od dawna. Już w r. 526 flota słowiańska atakuje od strony morza Konstantynopol. W r. 580 Słowianie budują dla chagana awarskiego Bajana most pontonowy z łodzi na Sawie i Dunaju. W r. 626 lekkie wojenne statki słowiańskie pojawiają się na M. Czarnym, walcząc po stronie Awarów przeciwko flocie bizantyńskiej.

Dzięki poparciu Awarów, korsarze słowiańscy pojawiają się w VII w. również na M. Egejskim oraz na Adriatyku. Lekkie statki słowiańskie kontrolują północne wybrzeża M. Egejskiego w drugiej połowie VII w., atakując statki bizantyńskie wiozące żywność z Salonik do Konstantynopola. Śmiałość tych korsarzy była tak wielka, że oblegli oni nawet Saloniki, największy port bizantyński na Morzu Egejskim i spustoszyli Cyklady.

W r. 623 Słowianie napadli na Kretę i M. Azję, zaś w r. 642 na Apulię, Te ostatnia wyprawa wyszła prawdopodobnie z Dalmacji, gdzie żegluga słowiańska rozwinęła się bardzo wcześnie. Sojusz piratów słowiańskich z Arabami, o którym mówi Abu'l-Fida nie był wcale pierwszym wypadkiem tego rodzaju, wiemy bowiem, dzięki Konstantemu Porfirogenecie, że za panowania cesarza Nicefora, zapewne w r. 805 lub 807, Słowianie napadli na miasto Patras na Peloponezie, zmówiwszy się z „Saracenami i Afrykanami”.

Profesor Tadeusz Lewicki (ur. 29 stycznia 1906  we Lwowie zm. 22 listopada 1992w Krakowie) - polski orientalista, arabista i historyk mediewista o światowym uznaniu, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności oraz m.in. Academie des Sciences d’Outre-Mer, Association Internationale d’Études des Civilisations Mediterranéennes, Royal Asiatic Society, Körösi Csoma, Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego i Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Zajmował się źródłami orientalnymi (arabskimi i hebrajskimi) do dziejów Afryki Północnej i Słowiańszczyzny oraz piśmiennictwem niektórych sekt muzułmańskich, przede wszystkim sekty ibadytów. Prowadził badania terenowe w Algierii, Mauretanii, Senegalu, Kamerunie i Tanzanii.