Grudzień 2017

Łowcy duchów nagrali głos szepcący „wypuść mnie” w jednym z brytyjskich kościołów

Badacze zjawisk paranormalnych zarejestrowali przerażające głosy szepczące „wypuść mnie” w pobliżu ruin kościoła zburzonego jeszcze w 1853. Budynku, który zgodnie z pogłoskami, został zbudowany na grobach zmarłych z zimna dzieci!

Miejsce to przyciąga ciekawskich już od wielu lat. Uważa się, że niegdyś miejsce to było kiedyś wykorzystywane przez wyznawców kultu satanistycznego oraz czarownice do odprawiania swoich rytuałów. Miały tam być również pochowane dzieci, które zmarły z powodu wychłodzenia. Nic więc w tym dziwnego, że to właśnie tam doszło do niezwykłej obserwacji a raczej rejestracji. Straszne odgłosy oraz pojawienie się tajemniczego orba zostały zarejestrowane przez kamerę w ruinach kościoła. Łowcy duchów twierdzą, że ktoś rzucił kamieniem w ich stronę, kiedy byli wewnątrz kościoła Świętej Marii i Wszystkich Świętych i dopiero potem udało im się nagrać przerażający głos.

Badacz zjawisk paranormalnych, Craig Jones powiedział: „Historia kościoła jest przerażająca. Wiele dzieci zmarło z wychłodzenia właśnie w okresie świąt Bożego Narodzenia. Podania mówią również o tajemnych rytuałach odprawianych w tym miejscu.”

Materiał został zarejestrowany przy pomocy rejestratora fal elektromagnetycznych. Tajemnicze głosy, wyraźnie wołały na nim „wypuść mnie”. Upiorny kościół został zburzony jeszcze w XIX wieku, a teraz na jego miejscu pozostała jedynie dawna wieża kościelna. Od tego czasu pojawiają się doniesienia o dziwnych zdarzeniach występujących niedaleko kościoła.

 

 


Potwór podobny do tego z Loch Ness był widziany w Albanii. Czy to może być plezjozaur?

Czy potwór z Loch Ness powrócił? Podobna istota był widziany w jeziorze w Europie Wschodniej, co daje ekspertom powód, aby sądzić, że może to być kuzynem potwora z Loch Ness. Podobna sylwetka została uwieczniona na kamerze wideo nad jeziorem Wielka Prespa.

 

Zbiornik znajduje się na granicy Albanii, Macedonii i Grecji. Na zdjęciu widać głowę i szyję dużego stworzenia, wynurzającego się z wody. Wielu mieszkańców wierzy w legendę o potworach jeziora, ale inni są przekonani, że to tylko gigantyczny sum.

 

Jezioro Wielka Prespa i pobliskie jezioro Mała Prespa to największe tektoniczne jeziora na Bałkanach, położone na wysokości 853 metrów (2798 stóp) nad poziomem morza. Istnieją legendy o potworach żyjących w wielu jezior na świecie, w tym Nessie w Loch Ness (Szkocja), Morag w Loch Morar (Szkocja), o wężu Lagarfloutskogo w jeziorze Lagarfot (Islandia), Ogopogo w jeziorze Okanagan (Kanada) i Lariosau w Lake Como, (Włochy).

 

 


Czy Michael Jackson żyje? Pojawiły się dowody, że mógł wziąć udział w weselu

Niekwestionowany król popu Michael Jackson został zauważony w 2017 roku na ślubie swojego siostrzeńca. Legendarny piosenkarz wystąpił w specjalnym przebraniu, aby pozostać incognito.

W sieci pojawił się film z uroczystości weselnej siostrzeńca Michaela Jacksona - Siggy'ego Jacksona. Siggy, syn Jackie Jacksona - brata Michaela, ożenił się z Toye Parker. Ceremonia rodzinna odbyła się pod koniec września w Encino (Kalifornia).

Oglądając nagranie, lojalni miłośnicy króla popu zauważyli wśród wszystkich członków rodziny dziwnego Jacksona – bardzo nieporęcznego człowieka. Fani odkryli podobieństwo nieznanego z postacią z filmu Ghosts, którego w 1996 roku zagrał sam Michael.

Podobieństwa między tajemniczym gościem, a królem popkultury nie da się zakwestionować. Fani, których zdaniem Michel sfingował swoją śmierć, uważają, że był on obecny na ślubie swoich krewnych.

 

 


Nad górami Kaukazu sfilmowano gigantyczną "meduzę"

Na YouTube pojawił się film, na którym widać dziwną rzecz w postaci gigantycznej meduzy. Wideo zostało wykonane w grudniu tego roku przez nieznaną osobę. Miejscem zdarzenia jest Góra Elbrus, która wznosi się 5642 metrów nad poziomem morza.

 

W tej chwili nikt nie może wyjaśnić, co wpadło w kadr operatora. Film wyraźnie pokazuje wiele nóg, które trzymają się grubej, wypukłej platformy. Ufolodzy są przekonani, że z całą pewnością jest to statek obcych.

 

Jeśli przyjrzysz się uważnie, możesz także zobaczyć czarny punkt nad obiektem. Być może jest to wojskowy śmigłowiec, należący do ludzi, którego załoga badała dziwną „meduzę". Niektórzy użytkownicy sieci uważają, że film jest fałszywy, ponieważ obraz jest zbyt jasny. Inni obstawiają wersję jakiegoś mirażu. Jeszcze inni są zdania, że mamy do czynienia z niestandardową i bardzo niezwykłą chmurą. Eksperci wciąż nie są wstanie wyjaśnić, co to jest. Próbują znaleźć autora filmu, aby opisać, co się stało. Do tej pory wszelkie próby ustalenia jakiś faktów zakończyły się niepowodzeniem.


W Indiach nieznane stworzenie z chirurgiczną precyzją usuwa organy owiec

Indyjscy farmerzy wpadają w panikę. Nieznana bestia, która przez długi czas nie może zostać schwytana, rozpruwa owce. Początkowo mieszkańcy uważali, że tajemnicze stworzenie to zwyczajny wilk lub tygrys, ale wkrótce zmienili zdanie. Rolnicy są pewni - ich bydło jest zjadane przez chupakabrę.

Bestia wyjada zręcznie wnętrzności, pozostawiając truchła z zewnątrz prawie nietknięte. Narządy usuwa z chirurgiczną precyzją. Godny uwagi jest także fakt, że zabite zwierzęta są zostawiane na miejscu. Dziennikarze i policja dopiero niedawno podjęli śledztwo w sprawie, kiedy rolnicy zaczęli masowo narzekać. Należy zauważyć, że zabijanie zwierząt odbywało się przez cały 2017 rok.

 

Lokalne władze obiecały zrekompensować ludziom straty spowodowane przez rzekomego drapieżnika. Istnienie chupakabry zostało jednak z jakiegoś powodu kategorycznie zakwestionowane, ponieważ nikt w tym czasie je nie złapał. Nie udało się jej także sfilmować, czy chociażby sfotografować.

 

 


Czym jest tajemnicza anomalia grawitacyjna na Antarktydzie w regionie Ziemi Wilkesa? 

Jakiś czas temu na Antarktydzie odkryto anomalię grawitacyjną, która zadziwiła naukowców. W obrębie lodowca znajdującego się na Ziemi Wilkesa znajduje się coś, co wywołuje poważne zakłócenia grawitacyjne. Naukowcy spekulują, że może to być nieznany dotychczas krater poimpaktowy będący geologiczną pamiątką po zderzeniu z dużą asteroidą.

 

W 2006 roku grupa naukowców kierowanych przez profesora Ralpha von Frese z Uniwersytetu Ohio, oświadczyła, że w Antarktyce odkryto coś co wygląda na okrągłą zwartą formację, która została uznana przez nich za nieznany krater o średnicy aż 480 kilometrów. Naukowcy spekulują, że zderzenie to, do którego ich zdaniem doszło około 250 mln lat temu, mogło przyczynić się do powstania Australii.

Źródło:NASA/GRACE

Badania georadarem wykazały, że pod Ziemią Wilkesa znajduje się duża i bardzo gęsta struktura, prawdopodobnie z metalu. Zidentyfikowano wtedy podlodową depresję, która miała szerokość szacowaną na około 300 kilometrów, a głębokość na około 848 metrów. Dokładniejsze dane zostały zebrane przez amerykańskie sondy kosmiczne GRACE badające ziemską grawitację. Ostatecznie potwierdzono, że pod lodem znajduje się jakaś regularna okrągła formacja o dużej koncentracji masy, co wydaje się być podstawową przyczyną wykrywanej tam anomalii grawitacyjnej.

 

Specjaliści twierdzą, że fakt iż do tej pory nie odnaleziono żadnych fragmentów z tej hipotetycznej kolizji z dużą asteroidą wynika z tego, że wschodnia część Antarktydy znajduje się pod lądolodem o grubości prawie 2 kilometrów. Zdaniem ekspertów, wiek tego rzekomego krateru wynosi około 250 milionów lat. Eksperci starają się to powiązać z tak zwanym wymieraniem permskim. W ciągu kilku milionów lat wyginęło wtedy aż 90 proc. prehistorycznych zwierząt. Eksperci szacują, że wielkość ciała niebieskiego, które pozostawiło tak rozległy krater jaki został znaleziony, mogło mieć średnicę około 48 kilometrów. To oznacza, że była to asteroida 4 lub 5 razy większa niż znany zabójca dinozaurów, asteroida, która stworzyła ogromny krater Chicxulub na Jukatanie. 

Oprócz wersji o kosmicznym pochodzeniu krateru, która zakłada kolizję z bardzo dużą asteroidą, istnieją oczywiście inne, bardziej intrygujące hipotezy odnośnie pochodzenia dziwnego masywnego obiektu pod lodem Antarktydy. Skoro kolejne badania wykazują istnienie zwartej i masywnej struktury o kształcie okręgu, to trudno z góry odrzucić hipotezę, że coś leży uwięzione pod lodem Antarktydy, na przykład olbrzymi statek kosmiczny.

 

Może to być pojazd należący do obcej cywilizacji, albo do innych ziemskich cywilizacji, które prawdopodobnie kiedyś istniały i posiadały zaawansowane technologie opisywane w wielu starożytnych tekstach. Kto wie czy to co odnaleziono na Ziemi Wilkesa nie jest na przykład zaginionym miastem z Atlantydy. Wszak teoria, że Antarktyda jest dawną Atlantydą, znana jest nie od dziś.

Jednak dla naukowców takie sugestie są nie do przyjęcia. Dlatego zaproponowali oni wyjaśnienie najmniej niesamowite z ich punktu widzenia. Ma to pozwolić na racjonalne ich zdaniem, wyjaśnienie tej niezwykłej anomalii grawitacyjnej rejestrowanej na Antarktydzie. Czy jednak rzeczywiście mamy tam do czynienia po prostu z dużym, nieznanym dotychczas kraterem pozostałym po zderzeniu ze sporą asteroidą? Tajemnica ta pozostanie nadal ukryta dwa kilometry pod lodem Antarktyki.

 


Pojawiły się dowody na to, że chiński cesarz aktywnie poszukiwał eliksiru nieśmiertelności

Chińscy archeolodzy odkryli, że pierwszy cesarz zjednoczonych Chin Qin Shi Huang (259-210 p. n. e) nakazał szukać w całym kraju eliksiru nieśmiertelności. Według agencji informacyjnej Xinhua, naukowcy doszli do takiego wniosku, analizując 48 drewnianych tabliczek z dekretem cesarza i odpowiedziami lokalnych władz.

 

Qin Shi Huang został władcą królestwa Qin w wieku 13 lat. W wieku 38 lat podbił pozostałe sześć królestw na terytorium wewnętrznym (lub rdzennym) Chin i założył pierwszą dynastię władców zjednoczonego kraju. Cesarz zasłynął rozkazem wzmocnienia i uzupełnienia Wielkiego Muru Chińskiego, który chronił kraj przed nomadami z północy. Setki tysięcy ludzi zostało zmuszonych do zaangażowania się w budowę. Ponadto, na polecenie Qin Shi Huang, wykopano kanał między dopływami największych rzek południowych Chin - Jangcy i Rzeki Perłowej.

 

Chiński władca chciał żyć wiecznie, szukając eliksiru nieśmiertelności. W tym celu wysłał wyprawy na wyspy Morza Wschodniego i trzykrotnie odwiedził wyspę Zhifu, na której podobno znajdowała się góra nieśmiertelności. W ciągu ostatnich 10 lat swojego panowania Qin Shi Huang nieustannie odbywał inspekcje w całym kraju, podczas których poszukiwał uzdrowicieli i magów, znających przepisy na specyfik chroniący od śmierci. Według jednej wersji, cesarz zmarł zatruty rtęcią, która była częścią „eliksiru nieśmiertelności", opracowanego przez lekarzy sądowych.

 

W 2002 roku w opuszczonej wiosce w prowincji Hunan znaleziono 36 tys. drewnianych tabliczek z dokumentami związanymi z polityką, gospodarką i kulturą. Pochodzą one z czasów panowania Qin Shi Huang i jego spadkobierców (222-208 p. n. e). Naukowcy z Instytutu Archeologii w Hunan odczytali 48 z nich. Wszystkie dotyczyły tematów medycznych. Badacze znaleźli w nich dekret cesarza, skierowany do lokalnych władz w całym kraju, z nakazem poszukiwania eliksiru nieśmiertelności. Według archeologa Zhanga Chunlonga dokument dotarł do odległych wiosek i obszarów przygranicznych. I tak na przykład ludzie z wioski Dusjan w centralnej części kraju odpowiedzieli, że jeszcze nie znaleźli leku, ale nadal go szukają. Z kolei mieszkańcy ze wsi Lanja, która znajdowała się na wschodnim wybrzeżu kraju, wysyłali zioła z miejscowych gór.

 

Według Chunlonga, rozkazy Qin Shi Huang przyczyniły się do stworzenia złożonego systemu opieki zdrowotnej i towarzyszącej mu dokumentacji. Dzięki temu powstały metody leczenia, które były stosowane długo po śmierci cesarza. Ludzie w tamtych czasach słynęli z palenia ziół, akupunktury i przyjmowania leków doustnie. Lekarze mieli prawo leczyć pacjentów tylko na polecenie władz i byli zobowiązani do zapisywania szczegółów leczenia w oficjalnych dokumentach. W ubiegłym roku archeolodzy odkryli w centralnym Chinach najstarszy imperialny kompleks rytualny, tzw. Ołtarz Nieba, który pochodzi z czasów panowania Qin Shi Huang. W takich kompleksach cesarze (Synowie Nieba) modlili się do swojego „Ojca i Wiecznego Niebieskiego Nieba” oraz składali ofiary, potwierdzając zasadność swoich rządów.

 

 


W Australii złapano rybę z trzema nogami

W Australii złowiono nieznaną rybę z trzema nogami. Incydent opisano w Daily Mail. Michelle Garside złapała ją w ostatnią niedzielę i niemal natychmiast wypuściła. Wcześniej jednak sfotografowała stworzenie, a zdjęcie opublikowała na Facebooku. Chciała się w ten sposób dowiedzieć, co to za zwierzę.

 

Według dziewczyny, ryba miała około 30 centymetrów długości. Część komentatorów uważa, że jest to jakiś gatunek żaby. Niektórym przypomina tahitańską rybę z gatunku diabłów morskich. Garside poprosiła o opinię ichtiologów, ale ci nie udzieli na razie żadnej odpowiedzi w tej sprawie.

 

 


Gwiazda muzyki pop kontrolowana przez Illuminatów? Tak twierdzą jej fani!

Teorie spiskowe odnoszące się do gwiazd muzyki pop to nic nowego w dzisiejszym świecie. Wiązanie ich sławy z tajnymi organizacjami pokroju masonerii stało się praktycznie normą. Zazwyczaj, tego typu teorie są dość proste i bazuje się je na elementach zawartych w klipach muzycznych danej gwiazdy. Podobnie jest i teraz kiedy szeroka rzesza fanów jednej z gwiazd muzyki pop utrzymuje że ich idolka jest robotem kontrolowanym przez bractwo illuminatów.

Mowa tu o piosenkarce, niejakiej Moriah Pereira znanej pod pseudonimem Poppy. 14 letnia wtedy dziewczyna, rozpoczęła swoją przygodę z muzyką za pośrednictwem Youtuba, gdzie udostępniła swoje pierwsze utwory. Kilka lat później zainteresowała ona sobą stację Comedy Central dla której to wykonała serię nagrań, niedługo potem uzyskała nagrodę "przełomowego artysty" oraz wyruszyła na pierwszą trasę koncertową która potrwa do lutego 2018 roku. Patrząc na ten krótki biogram nic nie wskazuje na to aby działo się z nią coś złego.

Otóż nie do końca, ponieważ zdaniem jej fanów, dowody na jej domniemany związek z bractwem illuminatów znajdują się w jej filmach. Podstawowym przykładem na takie poszlaki jest niepokojące nagranie wykonane w 2015 roku, w którym to Poppy po raz pierwszy przedstawiła swoją "przyjaciółkę" Charlotte. Tytuł filmu sugeruje, że jest to wywiad w którym dziewczyna odpowiada na zadawane jej pytania. Jednak jej rozmówcą okazał się zwyczajny manekin ubrany w perukę z podłożonym cyfrowo głosem. Dodatkowo niepokojący jest ton w jakim Poppy odpowiada na pytania, który jest pozbawiony emocji i trudny do słuchania przez dłuższy czas. Dodatkowo, przy kilku okazjach dziewczyna utrzymywała, że manekin usiłował ją udusić. Zdaniem części z jej widzów, tego typu nagrania mają za zadanie wpływanie na umysł odbiorców w jakimś bliżej nieokreślonym celu.

Inni zwracają uwagę na wszechobecne w jej twórczości motywy trójkąta, który w oczach dzisiejszych ludzi stał się nieodłącznym a często jedynym znanym symbolem Illuminatów. Warto jednak nadmienić, że każdy kto chce dostrzegać związek pomiędzy przedstawicielami popkultury i tajnymi stowarzyszeniami, powinien znać inne podstawowe sygnatury ruchów masońskich pokroju cyrkla i węgielnicy, sowy, motywów fallicznych czy wszechobecnych filarów. Elementów które są obecne między innymi na amerykańskim dolarze.

W kontekście Poppy, warta wspomnienia jest również książka jej autorstwa, w której dziewczyna, nawołuje swoich fanów do modlenia się do niej jak do bóstwa oraz twierdzi, że oglądanie jej teledysków jest zupełnie jak chodzenie do kościoła. Podobnie zastanawiający jest powtarzający się w jej teledyskach motyw zamaskowanych postaci w białych kombinezonach, które mają symbolizować tajne organizacje kontrolujące jej karierę.

Czy którykolwiek z tych dowodów jest jednak weryfikowalny? Oczywiście, że nie! Nie bez powodu mimo wielu oskarżeń o kontrolę przemysłu muzycznego przez sekretne stowarzyszenia nikt nie zdołał jeszcze niczego udowodnić. Nie wykluczone, że większość tych oskarżeń, w tym również te skierowane w stronę Poppy, to zwykła nadinterpretacja, lub rezultat dobrej gry aktorskiej po stronie młodej piosenkarki, która dzięki odgrywanej przez siebie postaci zdołała zainteresować sobą szerokie rzesze ludzi. Tak przynajmniej, zdają się wskazywać posiadane przez nas obecnie dowody.

 

 


Naukowcy nadal analizują, czy Arka Noego może znajdować się na górze Ararat

Jak podaje Księga Rodzaju, Arka Noego po pięćdziesięciu dniach popłynęła na Górę Ararat. Poszukiwania szczątków statku trwają od wielu lat. Często zdarza się, że piloci donosili, że latając nad górą, widzieli „zarys wraku". Jako dowód na to zrobiono kilka zdjęć, na których naprawdę można zidentyfikować jakiś obiekt w górach.

 

Profesor z USA Paul Esperanto wydał oświadczenie o lokalizacji starożytnego statku. Ta głośna przemowa odbiła się echem podczas międzynarodowego sympozjum poświęconego poszukiwaniu Arki Noego. Paul Esperanto powiedział, że w 2010 roku turecko-chińska ekspedycja badała region w pobliżu Ararat.

Anomalia na górze Ararat

Na wysokości czterech kilometrów znaleziono drewniane części statku. Badanie radiowęglowe wykazało, że znaleziska liczy nie mniej niż 5 tys. lat. To zbiega się z czasem prawdopodobnie Światowego Potopu.

 

Jednak nie wszyscy zgadzają się ze stwierdzeniami Esperanto. Większość uczonych nie postrzega Starego Testamentu jako źródła historycznego. Tak więc historyk z Oksfordu, Nicolas Purcell, mówi, że gdyby rzeczywiście nastąpił Światowy Potop, wówczas cywilizacje Egiptu i Mezopotamii nie mogłyby istnieć. A brytyjski archeolog Mike Pitt powiedział, że jeśli poziom wody wzrósł do wysokości 4 kilometrów, to wszędzie moglibyśmy znaleźć dowody na to, ale tak nie jest.