luty 2018

Figury z Nucu Hiva, kolejny dowód na istnienie starożytnych kosmitów!

Markizy, to pacyficzny archipelag położony na terenie Polinezji Francuskiej. Łączna ludność zamieszkująca wszystkie wysepki nie przekracza tam 10 tysięcy osób jednakże jest to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami. Jednym z ciekawszych elementów tego archipelagu, jest chociażby skupisko niezwykłych statuetek na wyspie Nucu Hiva, które zdaniem części ufologów przedstawiają pozaziemskie istoty.

Wspomniane figury to jedno z tych znalezisk  o których mało kto miałby okazję usłyszeć, gdyby nie skojarzenia jakie wywołują one u części z przejeżdżających w tej okolicy turystów. Historycy oficjalnie uznają je za symboliczną reprezentację rozmaitych bóstw czczonych w kulturze prymitywnych wyspiarzy, jednakże ufolodzy dostrzegają w nich silne podobieństwo do wielkookich obcych istot pozaziemskich znanych w popkulturze jako "szaraki".

Z tego co nam wiadomo, kultura zamieszkująca dzisiejsze Markizy pojawiła się tam około 2000 lat temu. Niedługo po skolonizowaniu wysp na archipelagu, wyrzeźbili oni dziesiątki dziwacznych rzeźb które kompletnie odbiegały wyglądem od ludzi. Ich bożek przypomina raczej gada i to najprawdopodobniej stąd biorą się teorie łączące istnienie tych posągów z istotami pozaziemskimi.

Im bardziej skupiamy się na szczegółach zawartych na tych rzeźbach, tym łatwiej byłoby o powiązanie ich z istotami pozaziemskimi. Ogromne oczy to dopiero początek, równie znajomymi elementami anatomii tych "bóstw" są: ich wydłużone czaszki, drobne ciała czy dziwne usta. Nie wykluczone, że jest to jedynie nadinterpretacja, ale bez wątpienia ma ona swoje podstawy. Kwestie tego czym są ów niezwykłe figury, musicie jednak uzasadnić sobie sami.




Słynny fizyk, twierdzi że nauka potwierdza istnienie Boga!

Światowej sławy naukowiec Michio Kaku wierzy w istnienie Boga i twierdzi, że sama nauka to potwierdza. Amerykański naukowiec japońskiego pochodzenia Michio Kaku jest profesorem fizyki teoretycznej oraz poważanym autorem wielu publikacji z dziedziny fizyki. Czy zatem jego twierdzenia mają rzeczywiste wsparcie w naukowej wiedzy?

Michio Kaku wielokrotnie przyznawał, że wierzy w istnienie Boga. W wielu wypowiedziach prasowych twierdził on wręcz, ze to nauka jest poważnym argumentem dla jego wiary.

 

„Doszedłem do wniosku, że żyjemy w świecie, który funkcjonuje zgodnie z regułami stworzonymi przez umysł zewnętrzny" - mówi słynny fizyk.

 

Według naukowca, fakt iż na świecie mogą istnieć cząstki poruszające się z prędkością większą niż prędkość światła w próżniowych, półradialnych tachionach może oznaczać tylko to, że czuwa nad nami jakiś nadrzędny umysł. Michio Kaku twierdzi, że świat wokół nas w pewnym sensie przypomina rzeczywistość z filmu Matrix. Uważa on że na świecie nie ma przypadków, a wszystkie wydarzenia są ściśle zaplanowane i funkcjonują wedle określonych reguł. Naukowiec uważa, że ten stan rzeczy można wytłumaczyć jedynie istnieniem Boga.

„Jest dla mnie, jest to całkowicie jasne, że istniejemy w przestrzeni rządzonej przez reguły stworzone przez umysł uniwersalny, a nie przez przypadek" - podkreślił Kaku.




Dwa niezidentyfikowane obiekty wleciały w koronę Słońca!

Do bardzo interesującego zajścia doszło na początku lutego br. Dwa niezidentyfikowane obiekty wleciały bezpośrednio w kierunku Słońca pod dokładnie tym samym kątem. Zdaniem części ufologów były to bliżej niezdefiniowane pociski wystrzelone przez obcy pojazd kosmiczny.

Takie wyjaśnienie zostało zaproponowane przez autora kanału Youtube Myunhauzen74 który jako pierwszy dostrzegł to dziwne zdarzenie. Nie byłby to oczywiście pierwszy przypadek kiedy pozaziemskie pojazdy miały być widywane w pobliżu naszej ziemskiej gwiazdy, jednakże trudno ocenić czy nie mamy tutaj doczynienia ze znaczną nadinterpretacją.

Rozmaite meteoryty i komety bardzo często wpadają do korony Słońca, gdzie ściąga je potężna grawitacja naszej gwiazdy. Jedynym niezwykłym elementem tego zdarzenia był dość osobliwy kąt pod którym wpadły one do Słońca, ale nawet on może wynikać z perspektywy w jakiej przyszło nam oglądać to zjawisko.

 

 




Anomalia atmosferyczna została zaobserwowana z orbity! Czy to jedynie błąd obrazu?

Ostatnio, bardzo często zdarzało się, że internauci korzystający z map satelitarnych firmy Google, natrafiali na rozmaite anomalie zlokalizowane w niedostępnych miejscach naszej planety. Tym razem natrafiono jednak na coś wielkiego. Ogromną smugę dymu ciągnącą się od bieguna południowego do bieguna północnego.

 

Ta niezwykła anomalia ma mierzyć kilkaset tysięcy kilometrów długości. Co jednak najważniejsze, to fakt że jest ona widoczna nie tylko na mapach udostępnianych w ramach usługi Google Earth, ale nawet na transmisjach z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Jakby tego było mało, to jeden z paranormalnych Youtuberów o pseudonimie MrMB333 udostępnił niedawno fotografię wykonaną w Norwegii, która przedstawia dokładnie te samą anomalię z perspektywy obserwatora z Ziemi! Świadek twierdził, że ta niezwykła "chmura" sięgała daleko poza horyzont i wyraźnie różniła się od innych otaczających ją chmur.

O ile nie mamy tutaj doczynienia z fałszerstwem o niewyobrażalnej skali lub powtarzającym się w wielu źródłach błędem, wiele wskazuje na to że ta niezwykła formacja rzeczywiście istnieje. Warto byłoby więc zadać pytanie, z czym mamy tutaj doczynienia? Czy jest to może kolejne narzędzie służące do geoinżynierii i kontroli nad klimatem naszej planety? Ślad po nieudanym eksperymencie którejś ze światowych armii? A może coś innego, o czym nadal nie mamy pojęcia?

 

 




W Brazylii odnaleziono szczątki tajemniczego metalowego obiektu który spadł z nieba!

Tajemniczy jasny obiekt pojawił się na niebie nad stanem Bahia w Brazylii, a następnie eksplodował, rozświetlając niebo. Jego szczątki zostały odnalezione w pobliżu miejsca eksplozji i wiele wskazuje na to że pochodził on z przestrzeni kosmicznej!

Mieszkańcy Monte Gordo w rejonie Kamasari, usłyszeli potężną eksplozję w nocy 20 lutego. Edinea da Silva Almeida, świadek tego niesamowitego zdarzenia, twierdzi że zobaczyła oślepiający rozbłysk na niebie, po którym nastąpił gwałtowny wybuch. Innemu świadkowi udało się nawet nagrać krótki film, pokazujący całe wydarzenie.

Następnego ranka, w pobliżu miejsca wybuchu, odnaleziono tajemniczy metalowy przedmiot oraz kilka fragmentów o wadze około 3 kilogramów. Obiekt nie przypomina standardowych meteorów, znajdywanych w podobnych przypadkach ponieważ zdaje się iż był on pusty w środku. Na tą chwilę kwestia tego czym jest ów niezwykły kawałek metalu pozostaje nierozwiązaną zagadką. Naturalnie możemy zakładać, że jest to poprostu kosmiczny śmieć ale narazie jest to jedynie jedna z możliwości.




Baba Wanga przewidziała koniec świata! Kiedy dokładnie nastąpi?

Bułgarska niewidoma jasnowidzka, znana jako Baba Wanga, jest znana na całym świecie ze względu na swoją moc przepowiadania przyszłości. Nie miała ona racji w 100% przypadków, jednakże wiele z jej  przepowiedni okazywało się być trafne w zatrważającym stopniu. Przed jej śmiercią w 1996 roku, kobieta zapowiedziała wiele niezwykłych wydarzeń które dopiero mają się spełnić, w tym między innymi długo oczekiwany koniec świata!

Baba Wanga urodziła się jako zwyczajna dziewczynka, a swój dar przepowiadania przyszłości miała otrzymać po tym, jak pewnego dnia tornado uniosło ją w powietrze i wyrzuciło na pobliskie pole. Ten incydent sprawił, że dziewczynka oślepła, ale otrzymała moc widzenia przyszłości. W swoim życiu Wanga przepowiedziała wiele sytuacji, a wiele z jej przepowiedni sprawdziło się. Był to m. in. rozpad Związku Radzieckiego, ataki z 11 września, Tsunami z 2004 roku oraz objęcie urzędu prezydenta przez Baracka Obamę.

Były to przepowiednie, które okazały się trafne, jednak to nie koniec. Baba Vanga przepowiedziała wiele innych sytuacji, dotyczących przyszłości ziemi, rasy ludzkiej, przyszłej nauki, a nawet końca świata. Oto one:

2016 – Muzułmanie przeprowadzą najazd na Europę i spowodują ogromną destrukcję.

2018 – Chiny zostaną światową potęgą.

2028 – Ludzie polecą na Wenus i odkryją nowe źródło energii. Zniknie głód na ziemi.

2033 – Lodowce zaczną topnieć w szybkim tempie, a poziom wód na świecie znacznie się podniesie.

2033–2046 – Nastąpi rozwój ekonomiczny na świecie. Muzułmanie będą rządzić Europą do 2043 roku. Przed 2046 rokiem, klonowanie stanie się bardzo popularne i możliwe będzie wytworzenie jakiejkolwiek części ciała w warunkach laboratoryjnych.

2066 – Stany Zjednoczone zaatakują Muzułmański Rzym i użyją przy tym specjalnej broni, która powoduje natychmiastowe zamrażanie.

2076 – Znikną podziały klasowe, komunizm dobiegnie końca.

2084 – Natura odrodzi się na nowo i wszystko zostanie zresetowane.

2088–2097 – Nowa choroba powodująca szybkie starzenie się, zaatakuje w 2088 roku, lecz zostanie pokonana do roku 2097.

2100 – Wykonane przez człowieka sztuczne słońce rozświetli ciemną stronę Ziemi. Co ciekawe, badania nad budową takiego „słońca” przy pomocy energii atomowej rozpoczęły się już w 2008 roku.

2100–2130 – Przed 2111 ludzie staną się robotami, a w 2125 Węgry otrzymają sygnał z kosmosu. Przed 2130 rokiem obcy odwiedzą Ziemię i pomogą stworzyć warunki do życia pod wodą.

 2164–2200 – Naukowcy będą w stanie zmieniać zwierzęta w ludzkie hybrydy. Pomiędzy 2164 a 2170 rokiem nastąpi poważna susza. W 2183 roku kolonia na Marsie stanie się elektrownią nuklearną i zażąda niepodległości od Ziemi. W 2187 uda się powstrzymać wybuch dwóch potężnych wulkanów. Podwodne życie stanie się całkowicie niezależne od życia na lądzie w 2195 roku.

2200–2300 – Planety zmienią swoje orbity. Zmienią się prawa fizyki. Wyewoluuje nowa rasa ludzi, która będzie połączeniem wszystkich dotychczasowych ras. Ludzie będą potrafili czerpać energię z czarnych dziur. Ludzkość nawiąże kolejne kontakty z obcymi oraz posiądzie umiejętność podróżowania w czasie. Słońce się ochłodzi.

Po roku 2300 – Nowe prawa i sekrety wszechświata staną się znane. Wypadek ze sztucznym słońcem spowoduje poważną suszę. Szybko rosnąca populacja nowej rasy ewoluuje przed 2400 rokiem.

2480 – Dwa sztuczne słońca zderzą się ze sobą, pozostawiając Ziemię w kompletnych ciemnościach.

3000–3010 – Na Marsie wybuchnie wielka wojna. Kometa uderzy w Księżyc, pozostawiając pas kamieni i odłamków wokół Ziemi.

3797 – Ziemia zostanie całkowicie zniszczona, jednak ludzie będą w stanie żyć na innych planetach w galaktyce.

3800 – Nowa planeta zostanie skolonizowana, jednak klimat nie będzie zbyt przyjazny dla organizmu. Wybuchnie wojna o zasoby, w której zginie ponad połowa ludzkości. W 3815 roku wojna się skończy. W 3854 nastąpi zahamowanie rozwoju cywilizacji.

3871 – Nowy prorok pojawi się na Ziemi i będzie nauczał o religii i moralności. W 3878 roku, prorok będzie przekazywał zapomnianą wiedzę.

4000–4304 – Na początku tego wieku zaczną powstawać nowe miasta. Nauka się rozwinie. Do 4304 ludzie odnajdą sposób na wyleczenie każdej choroby.

4308 – Ludzie zaczną używać 34% swojego mózgu. Zło na świecie przestanie istnieć.

4599 – Ludzie osiągną nieśmiertelność.

4674 – Rozwój osiągnie swój szczyt, na różnych planetach łącznie będzie żyło 340 bilionów ludzi.

Po roku 5000 – Decyzja, aby opuścić granice wszechświata zostanie podjęta, jednak 40% populacji będzie przeciwko.

5079 – Nastąpi koniec świata.

Proroczka, nie wdawała się w szczegóły co do nadchodzącej katastrofy, niemniej jednak możemy chyba domniemywać iż w końcu świata dopatrywała się ona końca rasy ludzkiej bądź końca naszej planety, np. w wyniku upadku meteorytu. Mowa tu jednak o czasach tak odległych, że jej zapowiedź brzmi bardziej jak ślepy strzał niż rzeczywisty opis przyszłych zdarzeń. Niezależnie od tego jaka jest prawda, wiele wskazuje na to, że nię będzie nam dane się o tym przekonać.




Na dnie Pacyfiku znaleziono coś co wygląda na gigantyczną piramidę

Mówią, że na dnie morza kryje się mnóstwo sekretów - ale ten może być większy niż większość. Wirtualni archeologowie wierzą, że dostrzegli „idealną piramidę" głęboko na dnie Pacyfiku.

 

Archeolog Marcelo Igazusta z Argentyny przy pomocy aplikacji Google Earth znalazł gigantyczną konstrukcję na dnie Oceanu Spokojnego. Używając współrzędnych 12°8'1.49'N 119°35'26.39'W, Igazusta twierdzi, że widział promień światła jaśniejący w ciemności głębin. Zgodnie z sugestią naukowca, ta struktura jest piramidą, która może być częścią zaginionej Atlantydy. Igazusta studiował zdjęcia satelitarne przestrzeni wodnej znajdującej się na zachód od Meksyku. Według wstępnych danych długość konstrukcji wynosi 14-18 metrów.

Naukowcy związani z badaniem obrazów sugerowali, że piramida może należeć do zatopionej cywilizacji Atlantydy. Mają nadzieję, że odkrycie będzie kluczem do znalezienia tajemniczego państwa. Według innej wersji może to być obiekt pozaziemskiego pochodzenia, ponieważ ludzie nie byli w stanie wznosić tak masywnych struktur.

„To monumentalne odkrycie. Ludzie nigdy nie byliby w stanie zbudować takiej struktury. Mogli to zrobić tylko kosmici, którzy pewnie tam mieszkali"- powiedział ufolog Scott Waring.

Atlantyda jest uważana za mitologiczne państwo wyspiarskie, które zniknęło po silnym trzęsieniu ziemi, któremu towarzyszyło powódź. Wydarzyło się to około 9500 lat p. n. e.

 

 




Współczesna nauka a teorie spiskowe

Coraz więcej słyszy się o tzw. teoriach spiskowych dotyczących historii świata. O rządzących nami kosmitach, o Wielkiej Lechii, o masonach, o tajnych Archiwach Watykańskich i innych rzeczach, które rządy z jakiś powodów pragną ukryć przed światłem dziennym.  Ile w tym prawdy? Nie wiemy i pewnie szybko, lub nigdy, się nie dowiemy. Nie rozumiem jednak dlaczego twórcy i zwolennicy takich teorii, lub jak ja wolę to nazywać historii alternatywnej, są tak piętnowani przez świat oficjalnej nauki.

 

Stawiani są w jednym rzędzie z pensjonariuszami zakładów psychiatrycznych a wszystkie ich, często logiczne, argumenty zbywane i wkładane między bajki. Tylko dlaczego? Dlatego, że opierają się na logicznym zestawieniu faktów? Często bardziej logicznym niż to co serwują nam podręczniki i profesorowie na wykładach. Dlatego, że opierają się na źródłach uznanych kiedyś przez kogoś za nieprawdziwe? Dlaczego jedne źródła historyczne uznane są za prawdziwe a inne wyśmiane i wyrzucone do kosza?

 

Pewnie dlatego, że opisane przez autora fakty psują uznaną za pewnik całość. Czy tak ma wyglądać nauka? Powinno się rzetelnie sprawdzić każdą możliwość i każde źródło zamiast jedne od razu skazywać na zapomnienie i wyśmianie. Co z tego, że autor kroniki pisał o wyprawie Aleksandra Macedońskiego na Kraków, skoro to nie pasuje do oficjalnego kanonu. Więc muszą to być brednie. A co z tego, że zachowała się listowna korespondencja pomiędzy wielkim wodzem Macedończyków a jego mistrzem Arystotelesem, w których jest mowa o podboju Krakowa. Nie , to nie może być prawda bo tak nie jest. A czemu naukowcy tego nie sprawdzą? Bo to bzdura i już.

 

Tak ma wyglądać współczesna nauka? Ciągłe powtarzanie bredni, które napisane zostały dekady temu przez mądre głowy, którym stawia się pomniki i powiela się ich teorie bez chwili refleksji, że mogło być inaczej. Jeżeli pan profesor Kowalski w latach 70. tak napisał to tak ma być. Ich obawy związane z rozwijającymi się teoriami historii alternatywnej doskonale rozumiem. Odkrycie Atlantydy czy potwierdzenie istnienia potężnego króla Kraka obaliłoby z marszu nie tylko historyczny ład spoczywający na zakurzonych półkach akademickich bibliotek, lecz także podważyłoby nie jedną profesurę i niejeden dorobek naukowy. Doprowadziłoby to do obalenia wielu autorytetów i pociągnęłoby to także lawinę dalszych niewygodnych odkryć. Jeżeli Atlantyda okazała się prawdziwa to może spójrzmy jeszcze raz na inne aspekty naszej historii?

 

Świat nauki akademickiej jest strasznie hermetyczny i skostniały. Miałem okazję się o tym sam przekonać i to niejednokrotnie. Pracowałem swojego czasu w Polskiej Akademii Nauk na wydziale archeologicznym. Zaintrygowało mnie pewne znalezisko hełmu średniowiecznego opisanego przez znanego w kręgach bronioznawców profesora, którego nazwiska przytaczać nie będę. Hełm był o tyle dziwny, że nie posiadał otworów oddechowych. Mając pewne doświadczenie w tak zwanym Ruchu Rycerskim wiedziałem, że w takim hełmie bez wentylacji nie da się walczyć. Chciałem zatem napisać krótki artykuł aby udowodnić swoją teorię, że hełm ten był nie hełmem bitewnym, jak to widział profesor, ale hełmem turniejowym.

 

Oczywiście takiej publikacji mi z marszu zakazano a wręcz wywołała ona wśród innych uczonych duże poruszenie. Jak gówniarz świeżo po studiach śmie podważać pana profesora? Z drugiej strony co by komu taki mały artykuł nieznanego archeologa zaszkodził? Może by jedynie zmusił innych do podjęcia dyskusji na ten temat i do ponownego przyjrzenia się temu zabytkowi. Może by się okazało, że nie miałem racji. Ale gdyby jednak moje argumenty przeważyły tamta publikacja znanego bronioznawcy okazała by się mylna. I tylko to wystarczyło aby na pracowników PAN-u padł blady strach, do tego stopnia, że ściągnęli specjalnie ze stolicy innego bronioznawcę, który miał raz a dobrze powstrzymać mnie przed napisaniem tego artykułu.

 

Czy to nie jest paranoja?  Czy nie na tym powinna polegać nauka i jej rozwój? Na dyskusji, polemice i na sprawdzaniu każdych dowodów pod różnym kątem. Każda teoria, nawet ta najbardziej odjechana, jeśli istnieje cień szansy na jej potwierdzenie lub obalenie, powinna zostać sprawdzona poprzez interdyscyplinarne badania historyków, archeologów i kogokolwiek jeszcze kto może być pomocny. Zamiast tego każda teoria nie pasująca do oficjalnej historii jest z góry odrzucana i wyśmiewana. Prowadzi to jedynie do totalnej stagnacji środowisk naukowych i do jeszcze większego, być może nawet przez nich, nieświadomego zatajania prawdy i zapominania o własnej historii. Oficjalna nauka miejscami goni w piętkę próbując raz za razem potwierdzać swoje teorie przez co jeszcze mniej trzymają się kupy.

Ewolucja. Raz rzucona na głębokie wody teoria Charlesa Darwina wciąż dryfuje wspomagana wybiórczo analizowanymi odkryciami i całkowitym pominięciem logiki. Być może w świecie przyrody ma ona zastosowanie w bardzo długich okresach czasu. Jednak na logikę nie pasuje do człowieka. Dobór naturalny jest podstawowym mechanizmem ewolucji, która dąży do wykształcenia najlepiej przystosowanego osobnika. A jak my jesteśmy przystosowani do życia na Ziemi? Bez ubrań marzniemy bo ewoluując z małpy zgubiliśmy futro. Przestawanie na ostrym słońcu grozi oparzeniami, podczas gdy problem ten nie występuje u innych gatunków na Ziemi. Ewoluując zapomnieliśmy jak się chodzi po drzewach i nie umiemy nawet uciec przed wściekłym jamnikiem. Pozostawieni wśród dzikiej natury możemy jedynie polegać na swoim mózgu. Tyle strat musiała ponieść nasza ewolucja żeby wykształcić mózg? Nie może on funkcjonować jednocześnie z futerkiem i pazurami?

 

Skąd się wzięli ludzie w Amerykach? Przeszli zamarzniętą cieśniną Beringa. Spróbujmy to sobie wyobrazić. Setki ludzi, może tysiące, z całym dobytkiem na plecach, z dziećmi, kobietami i starcami podjęło marsz przez lądolód długości ok. 85 km po to by dotrzeć z górzystego i pokrytego wieczną zmarzliną Przylądku Dieżniowa na równie „przyjazny” Półwysep Seward. I dalej poszło już z płatka aż po krańce Ziemi Ognistej. Według naukowców, w Polsce w okresie ostatniej epoki lodowcowej, stanowiska archeologiczne zlokalizowane są  jedynie na południu poza zasięgiem lądolodu. Tymczasem lud mieszkający pod kołem biegunowym postanowił odbyć pieszą wyprawę na drugą stronę świata. Lud, który genetycznie zresztą różni się zarówno od Europejczyków jak i od Azjatów. Skąd się tam ci ludzie wtedy wzięli? Według nauki byli, żyli w lodzie i mrozie i poszli w jeszcze większy mróz. A mądrzy Europejczycy rozpalali swoje ogniska w jaskiniach z dala od lądolodu?

 

Ludy azjatyckie to w ogóle świetny temat. Historia stworzyła z Azji jakąś wylęgarnię agresywnych ludów, którzy co rusz najeżdżali cywilizowany świat Europy. Wystarczy wymienić tych najbardziej znanych: Ugrofinowie, Scytowie, Hunowie, Madziarzy, Słowianie i Mongołowie. Skąd tam na stepach syberyjskich taka różnorodność kulturowa i genetyczna? Skąd każda ruszająca stamtąd armia ludzi była tak liczna i potężna, że pod ich naporem drżał Rzym? Czemu aż tak źle im tam było, że najpierw mnożyli się jak króliki a potem wyruszali setki kilometrów mając na celu jedynie podbój? Wydawać się może, że wszystkie ludy, które są albo były w Europie a nie pasują do układanki wrzuca się do Azji i potem wyciąga w odpowiednim momencie. W takim, w którym „powinny” się one pojawić na arenie dziejów.

 

Przykłady można mnożyć jednak nie zamierzam się aż tak rozpisywać. Zapraszam do poszukiwania na własną rękę oczywistych faktów, które dopiero gdy wzięte pod lupę logiki ukazują jak bardzo są na siłę połatane i dziurawe jak polskie drogi.

 

Jednak z obawy o tytuły naukowe i reputację uczelni i uczonych tego świata nie wolno nikomu tych faktów weryfikować. Każdy kto się za to bierze jest z góry uznany za świra. Dobrym przykładem jest pan Janusz Bieszk, autor książek m.in. o Wielkiej Lechii. Mogę się zgodzić z zarzutem, iż nie jest to najlepiej napisana książka jednakże chyba nie o to chodzi prawda? Ważniejsza jest jej treść. Spotkałem się w tzw. „internetach” z wieloma negatywnymi opiniami na temat tej publikacji. Większość z nich napisana była w dobrze mi znanym tonie moralizatorskim jaki przyjmują młodzi adepci nauki, aby brzmieć mądrze i merytorycznie jak ich profesorowie. Zarzuty są czasem śmieszne. Że pan Bieszk nie umie napisać pracy naukowej (po co mu to? To co chciał przekazać, przekazał), że autor korzysta z nieoficjalnych źródeł (kto je uznał za nieoficjalne? Ci którzy go teraz atakują. Więc raczej lepsza nazwa by była „źródła niewygodne”.) . I najlepsze na koniec. Któryś internauta wyraził swoje zaniepokojenie „rosnącą falą teorii spiskowych”, które (o, zgrozo) „są nader logicznie połączone”. Acha, czyli jak coś jest logiczne to znaczy, że wymyślone? Ale ich teorie o ludach wędrujących po lądolodzie są jak najbardziej na miejscu?

 

Poza tym sama nazwa „teoria spiskowa” odnośnie historii alternatywnej, wartej zbadania, jest ciekawa. Z określenia tego najczęściej nie korzystają sami twórcy i fani tych teorii tylko właśnie przeciwnicy. Skoro spisek to znaczy, że ktoś chce coś ukryć. Ale na pewno nie twórcy teorii bo oni chcą właśnie odwrotnie, coś wydobyć, otworzyć ludziom oczy i zmusić ich do logicznego łączenia faktów a nie suchego przyjmowania oficjalnych danych. Zatem kto tu spiskuje? Może oficjalną wersję historii należy nazwać spiskiem?

 

Chciałbym na koniec tego artykułu zwrócić uwagę na potrzebę ponownego przestudiowania naszej historii. W końcu chodzi o kulturowe i duchowe dziedzictwo całej ludzkości. Jedynie porządne interdyscyplinarne badania łączące historyków, archeologów, biologów, teologów, etnologów, astrologów, geologów i wielu wielu innych specjalistów mogą rzucić nowe światło. A mogą nie rzucić. Mogą obalić wszystkie „teorie spiskowe”. Wtedy przynajmniej będziemy wiedzieć na 100, albo chociaż na 90%, jak było naprawdę.

 

Leszek




Erdstall, niezwykłe podziemne tunele w samym centrum Europy!

Archeolodzy odkryli tysiące podziemnych tuneli pod kontynentem europejskim. Odnajduje się je na ogromnym obszarze pomiędzy Szkocją a Turcją. Na dodatek naukowcy nie mają pojęcia kto je zbudował ani po co. Na przestrzeni lat, sugerowano nawet że tunele tworzą jeden wielki kompleks podziemnych dróg. Jednak, jaka jest prawda?

Tunele zostały szczegółowo opisane, przez niemieckiego archeologa dr Heinricha Kuscha oraz jego żonę Ingrid w książce pt. "Tajemnice podziemnych drzwi w starożytnym świecie". Twierdzili oni, że bardzo podobne tunele były wykopane pod setkami osad neolitycznych w całej Europie.  Dodatkowo, sugerowali oni, że fakt iż  tak wiele tuneli przetrwało postulowane przez nich 12 000 lat wskazuje na to, że sieć była budowana niezwykle solidnie. W miarę upływu lat, liczne teorie związane z powstawaniem tych tuneli ulegały zmianie, a ich szacowany wiek został zmniejszony najpierw do 5000 lat a następnie do około 1000.

W samych Niemczech, znajduje się około 700 metrów tych podziemnych tuneli nazywanych przez nich tunelami Erdstall.  W austriackiej Styrii, kolejnych 350. W całej Europie znajduje się tysiące takich tuneli ciągnących się ze Szkocji aż do krajów na kontynencie. Tunele są stosunkowo wąskie i mierzą przeważnie około 70 centymetrów szerokości. W niektórych miejscach są nawet małe pomieszczenia, do przechowywania narzędzi lub jedzenia i odpoczynku.


Źródło: dr Heinrich Kusch

Niezależnie od tego kto był twórcą tych podziemnych korytarzy. Odkrycie rozległej sieci tuneli pokazuje, że niegdyś nasi przodkowie spędzali dzień, nie tylko na polowaniach i zbieractwie. Sugeruje się, że podobne podziemne tunele odnajdywane na terenie Szkocji, Irlandii, Niemiec, Austrii czy Francji miały służyć za zabezpieczenie na wypadek ataku. Czy jednak celem ich istnienia było wyłącznie zagwarantowanie sobie drogi ucieczki? Część z badaczy sugeruje, że rzeczywistym celem tego przedsięwzięcia było umożliwienie bezpiecznego podróżowania. Twierdzą oni iż te podziemne korytarze chroniły ludzi przed skutkami ekstremalnych zjawisk pogodowych, a nawet wojen. Jednak narazie są to jedynie teorie i obecnie cel istnienia tuneli Erdstall pozostaje nieznany.

Wbrew popularyzowanym historiom, tunele nie stanowią jednolitej podziemnej autostrady. Pomimo tego, skala konstrukcji z jaką mamy tutaj doczynienia jest dość imponująca. Ich osobliwy rozmiar budzi tym większe kontrowersje jeśli zdajemy sobie sprawę z legend zgodnie z którymi twórcami tych budowli miały być skrzaty. Jedną z lokalnych nazw dla tych tuneli miało być bowiem słowo Schrazelloch co oznacza „Skrzacia dziura”. Czy zatem tajemnicze podziemne tunele mogły mieć jakiś związek z istnieniem skrzatów? A może było to poprostu jedyne logiczne wyjaśnienie dla ówczesnych ludzi, którzy w ten sposób tłumaczyli sobie ich niewielki rozmiar? Niestety ale wygląda na to, że kwestia Erdstall'i pozostanie jeszcze długo bez odpowiedzi.

 

 




W Tajlandii urodził się zmutowany prosiak z trąbą słonia!

Mieszkańcy jednej z wiosek w tajskiej prowincji Nakhon Phanom byli świadkami niezwykłych narodzin. Urodzona tam świnia z bliżej nie określonej przyczyny posiada trąbę przypominającą te należące do słoni.

Mały prosiak ma zdeformowaną głowę a na jego czole pomiędzy oczyma wyrosła dziwna narośl. Ze względu na jego stan, prosiak nie był w stanie pobierać pokarmu od swojej matki a więc obecnie zajmują się nim jego właściciele. Zwierze jest obecnie dokarmiane za pomocą mleka z butelki.