Marzec 2018

Pogańskie korzenie Wielkanocy, ślad po kulturze naszych przodków!

Katolicy i Prawosławni obchodzą dzisiaj święta nazywane Wielkanocą. Jest to czas kiedy tłumy ludzi kupują duże ilości żywności w tym jajek, które są symbolem tych świąt. Okazuje się, że nie jest to wcale zwyczaj chrześcijański, tylko słowiański.

Kościół Katolicki od początku istnienia sprytnie integrował się z lokalnymi wyznaniami. Oczywiście równolegle z tym prowadzono brutalną walkę mającą doprowadzić do wykrzywienia wiary naszych ojców i ostatecznie w dużej mierze się to udało, ale są dziedziny, w których widać jak na dłoni, że nie wszystkie zwyczaje znane z czasów tak zwanego pogaństwa, udało się wyplenić.

Już dla średnio rozgarniętego człowieka powinno się to wydawać dziwne, że symbolem świąt są jaja. Oczywiście niektórzy powiedzą, że dla nich symbolem jest Jezus i to jego śmierć obchodzą, ale dlaczego manifestuje się to okraszając jaja zdobieniami? Badacze Słowiańszczyzny przyznają, że dokładnie w tym samym momencie roku kiedy teraz obchodzimy Wielkanoc, kiedyś obchodzono święto poświęcone życiu i śmierci. Innymi słowy święto zwycięskiej wiosny i dusz zmarłych.

Nowe życie symbolizowały właśnie kraszanki, czyli kolorowe, ozdabiane jajka. Czasami jednak jajka wiązano też ze zmarłymi. Do dzisiaj u Słowian Południowych zachowało się wiele rytuałów, które każą na Wielkanoc udać się na cmentarz, po to, aby zakopać w pobliżu mogiły właśnie jajko, a na niej samej rozsypywana jest garść soli i okruchów ze stołu. Kult zmarłych w katolicyzmie jest związany raczej z listopadem, ale dzisiaj wieczorem wielu chrześcijan uda się na liturgie ognia, która zawsze odbywa się w tak zwaną Wielką Sobotę. To właśnie fragmenty słowiańskich tradycji, bo ognie nasi przodkowie paliliby wskazać drogę duszom zmarłych błądzących po świecie.

W Katolicyzmie centralnym wydarzeniem Wielkanocy jest śmierć Jezusa i jego rzekome zmartwychwstanie po trzech dniach, gdy następuje kulminacja święta w postaci tak zwanej Rezurekcji. Zwróćmy uwagę na to, że mamy tu i śmierć i życie, zatem wymowa tego święta jest bardzo podobna do świąt słowiańskich. Trudno się zatem dziwić, że nastąpiła swoista asymilacja rytuałów słowiańskich i kościół nie mogąc wyplenić kultu po prostu go zasymilował, powodując, że nikt już nie pamięta jak to było w rzeczywistości.

Bardzo podobnie postąpiono w przypadku kultu Izydy, który został zasymilowany w formie Kultu Maryjnego. Każda chrześcijańska pieta jest właściwie kopią posągów Izydy, matki Horusa, którego narodziny obwieszczały anioły. Sam Horus miał uczniów jak Jezus. Są nawet przekazy, że chodził po wodzie, uzdrawiał chorych, walczył z pokusami, umarł a potem zmartwychwstał. Czy coś nam to przypomina?

Być może właśnie asymilacja innych wierzeń i rytuałów odpowiada za długowieczność instytucji takiej jak Kościół Katolicki. To dowód na zdolność do adaptacji zapewniającej wykorzystanie elementów dawnych religii do petryfikacji własnych, nie zawsze korzystnych dla tubylczych narodów, wzorców. Jednak bez względu na to w co decydujemy się wierzyć, czas Wielkiej Nocy jest bez wątpienia okresem przełomu w naturze. I to właśnie dlatego, warto na chwilę zatrzymać się w pędzie dnia codziennego aby spędzić go z rodziną oraz pomyśleć o życiu i śmierci jako jego nieuchronnej konsekwencji.

 


Papież Franciszek twierdzi, że piekło nie istnieje

W sensacyjnym wywiadzie udzielonym swojemu wieloletniemu przyjacielowi ateiście Eugenio Scalfari, papież Franciszek twierdzi, że piekło nie istnieje, a skazane dusze po prostu „znikają". Papież Franciszek zmienia nauczania Kościoła katolickiego na temat wiecznego istnienia duszy, obowiązujące od dwóch tysięcy lat.

 

Skandaliczny wywiad z Scaflarim i papieżem został opublikowany 28 marca 2018 r. w La Repubblica. Podobny artykuł ukazał się także w bardziej konserwatywnym i szanowanym czasopiśmie Rorate Caeli, specjalizującym się w sprawach Watykanu i Kościoła Katolickiego. Wywiad zatytułowano „Il Papa: E un onore essere chiamato rivoluzionario», co znaczy: „Papież: Mam zaszczyt być rewolucjonistą".

Scalfari: „Wasza Świątobliwość, na naszym poprzednim spotkaniu powiedziałeś mi, że ludzie jako gatunek w pewnym momencie znikną i że Bóg stworzy w ich miejsce nowy gatunek. Wiele razy mi tłumaczyłeś o tych miłych duszach, które będą żyć wiecznie, ale nigdy nie powiedziałeś mi o duszach, które umarły w grzechu i idą do piekła, aby tam przez wieki cierpieć. A co ze złymi duszami? Gdzie i kiedy zostaną ukarane?"

Papież Franciszek: „Dusze, które pokutują, nie są karane. Otrzymują przebaczenie Boga i wchodzą w szeregi dusz, które będą żyć wiecznie. Ale ci, którzy nie okazują skruchy - nie doznają wybaczenia i znikają. Piekło nie istnieje, ale znikają grzeszne dusze”.

Obecny Głowa Kościoła słynie raczej z dość oryginalnych poglądów i wypowiedzi, ale wydaje się, że po raz pierwszy zostało to ogłoszone w Watykanie. Piekło przedstawiono w wielu starożytnych tekstach. Opisywało je wielu mistyków, którzy rzekomo widzieli je na własne oczy. Niektórzy widzieli w piekle co najmniej jednego z rzymskich papieży.

 

Tak więc piekło jest bardzo realnym miejscem, które istnieje w rzeczywistości. I piekło we Wszechświecie zajmuje sporo miejsca. Zawsze taki pogląd obowiązywał, ale obecny przywódca Kościoła Katolickiego odrzuca nauki swoich poprzedników i innych pasterzy. To może oznaczać, że Watykan szykuje jakiś nowy projekt, uwalniając ścieżkę dla nowej religii. Najwidoczniej obecny papież aktywnie działa w tym kierunku.

 

 


Bezgłośne samoloty widmo nad Wielką Brytanią

Mieszkańcy angielskiego hrabstwa Derbyshire zgłosili obserwacje kilkunastu samolotów widmo. Zgodnie z opowieściami, były to ogromne maszyny przypominające te z czasów II wojny światowej, które niemalże bezgłośnie przelatywały tuż nad okolicznymi domostwami i znikały tak szybko jak się pojawiły.

Całe to zdarzenie jest o tyle interesujące, że miało miejsce w regionie Wielkiej Brytanii nazywanym brytyjskim Trójkątem Bermudzkim. Na przestrzeni lat miało tam miejsce przeszło 50 katastrof samolotów, a tajemnicze samoloty widmo były tam obserwowane już w przeszłości. Najnowsze obserwacje tych niezwykłych obiektów, zostały opisane przez lokalną gazetę Derby Telegraph.

Po opisaniu zgłoszeń dziesiątek mieszkańców hrabstwa Derbyshire, o dziwnych szarych samolotach latających na zdecydowanie zbyt niskiej wysokości na cywilne loty, sprawą zainteresowało się brytyjskie wojsko. Oficjele Królewskich Sił Powietrznych zasugerowali, że widziane przez ludzi samoloty nie były wcale emanacją paranormalnych sił, ale raczej obserwacją ćwiczeń wojskowych na samolotach Hercules C-130 prowadzonych przez okoliczną bazę sił powietrznych.

O ile takie wyjaśnienie odnosi się jeszcze do koloru i nawet pułapu na którym poruszały się obserwowane obiekty, o tyle w dalszym ciągu nie zmienia to faktu, że zdaniem świadków pomimo latania na niebezpiecznie niskiej wysokości były one niemalże niesłyszalne oraz w niektórych doniesieniach rozpływały się w powietrzu? Nawet jeżeli wykluczymy teorię jakoby miały to być samoloty widmo, bardzo trudno nie zastanawiać się nad tym czy aby na pewno mamy tu doczynienia ze zwyczajnymi pojazdami powietrznymi? Biorąc pod uwagę ich cechy charakterystyczne o wiele bardziej przypominają one obiekty UFO.

 


Odkrycia archeologiczne z okolic Amazonki mogą zmienić całą historię regionu!

Badania archeologiczne prowadzone w Ameryce Południowej zaskakują naukowców już od wielu lat. Trudno jednak porównać odnalezienie setek ruin dawnych świątyń lub dawnych miast, do odkrycia że dorzecze Amazonki nie było wcale niezamieszkałą połacią lasu deszczowego a raczej stanowiło ono dom dla blisko miliona mieszkańców.

To przełomowe badanie zostało sfinansowane przez National Geographic Society i University of Exeter. Natomiast ich wyniki zostały niedawno opublikowane w czasopiśmie Journal Nature Communications. Zdaniem archeologów, uważane dotychczas za niezamieszkałe tereny dorzecza Amazonki były domem dla prawie miliona mieszkańców rozlokowanych w blisko 1500 ufortyfikowanych wiosek. Wszystko to, miało istnieć pomiędzy 1200 a 1500 rokiem n.e.

Źródło: University of Exeter

Odkrycie stało się możliwe dzięki szeroko zakrojonym wykopaliskom, w wyniku których, archeolodzy natrafili na ślady węgla drzewnego i pozostałości dawnej ceramiki. Odnalezione pozostałości sugerują iż te nieznane wcześniej skupiska ludzkie rozciągały się na obszar o promieniu 1800 km.

Źródło: University of Exeter

Najnowsze badanie stoi w zupełnej sprzeczności z dotychczasowymi teoriami na temat okolic Amazonki. Dzięki przeprowadzonym badaniom, poznaliśmy kolejną nieznaną do tej pory tajemnicę Ameryki Południowej i jej dawnych mieszkańców. Stoimy więc przed odkryciem, które dosłownie przepisuje historię tego regionu. Do tej pory archeolodzy odnaleźli około 1300 geoglifów i wiosek jednakże wiele wskazuje na to, że jest to zaledwie czubek góry lodowej. Nie wykluczone, że już wkrótce dowiemy się czegoś więcej.

 

 


Chińscy chirurdzy zoperowali trzynogiego chłopca

Chirurdzy usunęli u nowonarodzonego dziecka trzecią nogę, która było częścią bliźniaka pasożyta. W przyszłości chłopiec znów trafi na stół operacyjny, ponieważ nie ma sprawnie funkcjonujących kolan.

 

W Chinach chirurdzy usunęli trzecią nogę jedenastomiesięcznemu dziecku, które urodziło się z niezwykle rzadką wadą, powstałą w czasie ciąży. Dodatkowa kończyna nie należała do chłopca, ale była częścią pasożytniczego bliźniaka. Noworodek o imieniu Xiao Fei przeszedł skomplikowaną operację, która trwała prawie dziesięć godzin w szpitalu w Szanghaju, podaje Daily Mail.

Chłopiec wraz z rodzicami pochodzi z odległego Xinjiang w zachodnich Chinach. W czasie ciąży matka nie korzystała z regularnej kontroli medycznej, dlatego nic nie wiedziała o patologii płodu. Rodzice zaczęli podróżować po całym kraju dopiero po przyjściu Xiao na świat, chcąc rozpaczliwie pomóc swojemu synowi. Malca przyjęto w Szanghajskim Klinicznym Centrum Zdrowia Publicznego.

Chirurdzy określili stan dziecka jako niezwykle trudny, ale mimo to udało się skutecznie usunąć środkową nogę, która nie funkcjonowała prawidłowo. Ponadto u Xiao odkryto przepuklinę brzuszną i wrodzoną chorobę serca, co również skomplikowało operację. Dyrektor szpitala powiedział, że teraz Xiao może prowadzić stosunkowo normalne życie. Faktem jest, że nie ma rzepek, więc w przyszłości, kiedy trochę dorośnie, znów trafi na stół operacyjny.

 


Czy mityczne krasnoludy, gobliny i elfy podróżują pojazdami UFO?

Badanie fenomenu UFO jest dla wielu uduchowionych ludzi doświadczeniem innego świata, a nawet kontaktu z inteligencją, no właśnie, z jaką ? Z tego świata, z Ziemi, czy może ze jakiejś niewidocznej ufonautycznej strefy "śródziemia" (ang. Middle-earth) ? Jako ludzkość poszukujemy odpowiedzi na podstawowe pytania o pochodzenie naszej rasy, o początki cywilizacji, skąd się wzieliśmy. Sama ufologia nie może odpowiedzieć na takie pytania, jednak połączona z zakazaną archeologią zbliża się do zródła. Gdy dodamy do tego Biblię sprawy zaczynają nabierać rumieńców.

Cywilizacje megalityczne musiały być bardzo dziwne. Nie jest wykluczone, a właściwie wiele na to wskazuje, że posługiwały się technologią Viman. Budowały tajemnicze urządzenia z głazów, kontaktowały się z istotami innowymiarowymi, a do tego wszystkiego żyły razem z malutkimi stworami, z wieloma ich odmianami, nie tylko z gigantami.

Wspomnieliśmy o ufologii. Gdy wertuje się raporty badaczy, to zauważamy w nich często, właściwie to bardzo często, istoty małego wzrostu, są tam opisy istot przypominające, albo mogące być zaliczonymi do postaci takich jak gobliny, gnomy, krasnale, elfy i inne dziwaczne karło podobne stwory. One są w pojazdach UFO, robią eksperymenty z ludzmi, przekazują przesłania, są też takie które mają szpony, albo bardzo długie "palce". Zapewne wszyscy słyszeli o spejalnej kategorii tych bytów: czupakabrze, ona też jest bardzo małego wzrostu. Ufologia jest pełna tego typu stworzeń, wystarczy wejść na stronę najlepszego polskiego ufologa Arkadiusza Miazgi, by zapoznać się z niezwykłymi relacjami, odsyłamy do cyklu artykułów pt.: "Magonia po Polsku – spotkania z niezwykłymi istotami".

Słyszeli państwo takie powiedzenie, zdaje się że świętego Augustyna: „Jeżeli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu, wszystko znajdzie się na właściwym miejscu” ? Moim zdanie to się także odnosi do świata UFO istot. Jeżeli Jezus jest na pierwszym Miejscu, to jakaś część tych stworzeń zaczyna być na swoim miejscu, skąd jeśli zajdzie potrzeba mogą nam pomagać, ale tak jak wspomniał święty, Bóg musi być najważniejszy.

Gdyby przyjąć trochę inny punkt widzenia na fenomen UFO, to można śmiało mówić o latających NOL-ach krasnoludów, goblinów i elfów. Podróżują za pomocą jakiejś "lokomocji", możliwe że nie jest to wcale technologia, tak jak ją rozumiemy my ludzie. Skąd się biorą te stwory i w jakim celu przybywają do świata ludzi ? No i czy przed potopem byliśmy z nimi w jakiejś komitywie ? Aby na to odpowiedzieć potrzeba więcej pracy z zakresu zakazanej archeologii.

 

Prawdziwe krasnoludy Tolkiena - Marzulli, Mathews, Jacobs

 

 

 

 


W USA zarejestrowano UFO podążające za samolotem

Nad USA zarejestrowano niezidentyfikowany obiekt, który podąża za samolotem. Świadek postanowił podzielić się swoim nagraniem z internautami.

Na filmie widać jasny obiekt, który podąża za samolotem pasażerskim. Tajemniczy NOL jest widoczny między smugami na niebie, po czym zmienia pozycję i wydaje się krążyć wokół samolotu.

„W miejscu, gdzie mieszkam często widać samoloty wojskowe wykonujące ćwiczenia. Zawsze lubiłem to oglądać, dlatego wyciągnąłem kamerę, aby nagrać coś nowego. Zobaczyłem jednak, że to nie tylko samolot, ale także drugi obiekt, który za nim podąża.” - twierdzi autor wideo

Nagranie zostało udostępnione na platformie YouTube przez użytkownika o pseudonimie mavi 777. Opisuje on, że świadek, który nagrał całe zajście zgodził się na publikację nagrania, ponieważ chciał usłyszeć opinie innych na temat tego tajemniczego incydentu.

 

 

 


Na Antarktydzie niespodziewanie znaleziono wielkie schody

W sieci regularnie publikowane są fotografie terenu Antarktydy, wykonane przez satelity. Pewnego dnia, wirtualni archeolodzy na jednym zdjęciu zauważyli coś dziwnego - drabinę prowadzącą do góry. Starożytna budowla, jeśli tak ją można określić, zaczęła wystawać z lodu.

 

O obiekcie rozpisały się światowe media, na przykład TopBuzz (Wielka Brytania). Tajemnicza drabina wyróżnia się pośród niezwykłego krajobrazu.

 

Naukowcy wstrzymują się z komentarzami na ten temat, więc użytkownicy sieci przedstawiają własne wersje powstania obiektu. Być może to tam pod lodem zlokalizowana jest Atlantyda. Inni uważają, że to systemem wentylacji obcej bazy. Nawiasem mówiąc, ufolodzy od dawna podejrzewają, że na niezamieszkałych przez ludzi terenach można obserwować wzmożoną aktywność obcych.

 

Antarktyda od dawna przyciąga uwagę miłośników zjawisk paranormalnych i mistycznych. Wcześniej ufolodzy nie mieli możliwości eksplorowania kontynentu, ale nowoczesne technologie zmieniły ten stan rzeczy.

 

 


Tajemnicze obiekty zostały zaobserwowane tuż nad linią chmur!

Jeden z pasażerów samolotu kierującego się w stronę miasta Fort Lauderdale, dostrzegł niezwykłą anomalię atmosferyczną wysoko powyżej linii chmur. Czy jest to jedynie błędna interpretacja naturalnego zjawiska czy może coś innego?

Zdarzenie miało miejsce 18 lutego 2018 roku, ale zostało zgłoszone dopiero niedawno. Zdaniem świadka, obserwacja miała miejsce w okolicach 11 kilometrów n.p.m. Na wykonanych przez niego zdjęciach wyraźnie widać wystające zza białej linii chmur obiekty.

Mając na uwadze że najwyższy budynek zbudowany przez człowieka czyli położony w Dubaju wieżowiec Burdż Chalifa mierzy "zaledwie" 2700 metrów, a najwyższa góra na świecie Mount Everest mierzy nieco ponad 8848 metrów możemy chyba uznać, że zaobserwowano raczej jakiś pojazd powietrzny.

Kwestia tego czy mamy tu doczynienia z odrzutowcem wykorzystującym technologię stealth czy może niezidentyfikowanym obiektem latającym obcej cywilizacji jest niestety trudna do orzeczenia. Cała ta sprawa została zgłoszona organizacji MUFON gdzie otrzymała numer seryjny 90956.

 


Płaskoziemiec wystrzelił się rakietą w powietrze

„Wściekły” Mike Hughes powrócił! Kaskader ze Stanów Zjednoczonych obiecał w zeszłym roku, że wystrzeli się w powietrze własnoręcznie zbudowaną rakietą. Po wielu nieudanych próbach, lot ostatecznie odbył się w sobotę 24 marca. Hughes dokonał tego w szczytnym celu – pochodzący z Kalifornii kierowca limuzyn zamierza udowodnić, że Ziemia jest płaska.

 

Mad Mike Hughes zyskał dużą popularność, gdy w 2014 roku zbudował załogową rakietę napędzaną parą wodną i wystrzelił się na wysokość około 400 metrów. Płaskoziemiec doznał wtedy dość poważnych obrażeń i przez trzy dni przebywał w szpitalu, lecz to go nie zniechęciło.

W listopadzie zeszłego roku, Mad Mike Hughes miał wykonać drugi lot, który tym razem był wielokrotnie przesuwany. Raz nie otrzymał zezwolenia władz, zaś innym razem jego rakieta napotkała na problemy techniczne. Ostatecznie płaskoziemiec z powodzeniem poleciał swoją rakietą w sobotę – tym razem wystrzelił się na wysokość około 570 metrów. Start odbył się na pustyni Mojave w Kalifornii, około 320 kilometrów na wschód od Los Angeles. 61-letni kaskader doznał poważnego urazu pleców.

Mimo kolejnej kontuzji, płaskoziemiec nie ma zamiaru rezygnować. W chwili obecnej wiadomo tylko tyle, że Mad Mike Hughes będzie kontynuował swoją misję. W przyszłości zamierza zbudować rakietę, która wyniesie go na wysokość 100 kilometrów, skąd będzie mógł na własne oczy zobaczyć kształt Ziemi i zrobić zdjęcia. W międzyczasie, płaskoziemiec będzie kandydował na gubernatora Kalifornii.