Sierpień 2018

Tajna baza na Antarktydzie została odkryta poprzez Google Maps

Youtuber o psudonimie Conspiracy Depot natrafił na ślad niezwykłej struktury położonej na śnieżnym pustkowiu Antarktydy. Ta niezidentyfikowana jeszcze konstrukcja zajmuje dość spory obszar i zdecydowanie nie przypomina ona standardowych placówek badawczych w tym obszarze świata.

 

Wiele wskazuje na to, że odnalezione tam struktury mogą skrywać jakiś podziemny kompleks budowany na Antarktydzie. Ta teoria wynika w dużej mierze z tego iż duża część z odnalezionych tam obiektów jest graficznie zacieniona, zupełnie jak gdyby firma Google została poproszona o ukrycie jakiejś tajnej placówki na Antarktydzie.

Uznanie tak regularnego skupiska budowli za zwyczajny błąd matrycy, byłoby niezwykle trudne do zaakceptowania choć zapewne znajdą się i tacy, którzy będą chcieli forsować taką opinię. W razie gdybyście byli zainteresowani tym znaleziskiem, koordynaty do sprawdzenia go na własną rękę zamieszczamy poniżej.

 




Dziwna nagła śmierć szkockiego ufologa znanego jako Streetcap1

Fani kanału YouTube tworzonego przez znanego szkockiego ufologa, Grahama McHardy, znanego pod pseudonimem Streetcap1, zastanawiali się dlaczego nie powstają kolejne filmy przedstawiające jego odkrycia, których dokonuje analizując ogólnie dostępne zdjęcia satelitarne Ziemi i innych planet. Okazało się, że ufolog nie żyje. 

 

Słynny wirtualny archeolog i specjalista w zakresie teorii spiskowych, znany pod pseudonimem Streetcap1, zmarł nagle z powodu zatrzymania akcji serca w czerwcu tego roku. Według lekarzy, Graham nie cierpiał na choroby serca, a przyczyny nagłego zatrzymania krążenia są dla nich nieznane. Trudno się dziwić, że wywołało to konsternację w środowisku ufologów. Padają sugestie, że Streetcap1 został "usunięty" przez służby specjalne. 

Zwolennicy teorii morderstwa ufologa twierdzą, że po jego śmierci ufologa z jego kanału YouTube, nagle usunięto kilka szczególnie popularnych filmów, w tym te odnoszące się do hipotezy, że władze ukrywają zbliżanie się do Ziemi planety Nibiru i zabijają tych, którzy starają się odkryć prawdę o obcych, z którymi od dawna mają kontakt, ale ukrywają to przed ludźmi. 

 

Graham McHardy już rok temu ostrzegał, że przeciwko niemu działa CIA, ale było to przeważnie traktowane jako efekt przewrażliwienia. Terwz po jego śmierci nie wygląda to już wyłącznie na lekką paranoję. 

 

 

 

 




Odkryto maskę pogrzebową przedstawiającą "Astronautę z Palenque"!

Archeolodzy odkryli niedawno starożytną maskę króla K’inich Janaab’ Pakala znanego skądinąd jako "astronauta z Palenque". Wielu badaczy uważa, że na jego sarkofagu widoczny jest rysunek człowieka wewnątrz statku kosmicznego, co ma świadczyć o niezwykłej technologii będącej w posiadaniu Majów. Teraz w jednym z odkrytych niedawno grobowców odnaleziono maskę przedstawiającą wizerunek tego władcy.

 

Pakal był władcą starożytnego miasta-państwa Majów Palenque. Jego rządy trwały aż 68 lat, co jest uważane za najdłuższe panowanie w historii cywilizacji zamieszkujących współczesne tereny Ameryki Północnej. Ten starożytny władca jest jednak znany nie tylko ze względu na swoje niezwykle długie rządy ale głównie z powodu płaskorzeźby umieszczonej na jego sarkofagu. Zdaniem zwolenników teorii o paleokontaktach, zawarte na niej symbole nie przedstawiają wcale symbolicznego przejścia do krainy umarłych a stanowią prymitywną ilustrację pojazdu kosmicznego.

Już w 1968 roku Szwajcar, Erich von Daniken, zwrócił uwagę na podobieństwo pokrywy grobowca Pakala z obrazami astronautów wewnątrz statku kosmicznego, biorącego udział w Programie Merkury. To jednak nie wszystko. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że zawodowy modelarz Paul Francis, znany z prac przy filmach takich jak „Człowiek przyszłości” (1999) czy Blade: Wieczny łowca II (2002) stworzył model przestrzenny z reliefu Majów, przedstawiający osobę siedzącą w tym pojeździe.

Mężczyzna zwrócił szczególna uwagę na przyrząd do oddychania umiejscowiony na wprost twarzy pilota, połączony giętką rurą z komora w której prawdopodobnie musiał znajdować się tlen. Inny przyrząd znajdujący się pod prawą stopą i wyglądający jak współczesny pedał gazu, musiał być używany do zwiększania/zmniejszania siły ciągu silnika rakietowego, który umiejscowiony jest na końcu pojazdu. Czy jest to zatem jedynie wizja artysty, czy też odtworzony ze szczegółami  prawdziwy pojazd widziany przez osobę żyjącą w tamtych czasach na własne oczy ?

Maska króla Pakala (źródło: INAH)

Ponowne zainteresowanie tym tematem, możemy wkrótce przypisać odnalezieniu maski króla Pakala przedstawiającej jego twarz w całej okazałości. Odkrycia dokonano podczas prac konserwatorskich i badań archeologicznych, prowadzonych na stanowisku znanym jako pałacu w Palenque leżącym obecnie w meksykańskim stanie Chiapas. Badacze oprócz maski króla, odnaleźli też różne obiekty rytualne, takie jak ceramiczne figurki, rzeźbione kości i krzemień. Warto nadmienić że wszystkie z wymienionych przedmiotów zostały odnalezione w jednym z sektorów tej budowli określanym literą E.

Sugerując się tym znaleziskiem archeolodzy planują dokładniej przeanalizować sektory od B do D w poszukiwaniu innych tego typu miejsc. Odnalezienie maski króla Pakala Wielkiego jest więc dośc istotne z punktu widzenia badań nad kulturą Majów, ponieważ w najlepszym razie, nie wykluczone iż doprowadzi nas to również do prawdy na temat ich niezwykłej wiedzy z zakresu astronomii, matematyki a kto wie czy nawet nie niezwykłych pojazdów powietrznych mających być pod ich kontrolą.

 

 




Nad brazylijską wioską pojawił się dziwny czarny pierścień

Mieszkańcy małej brazylijskiej wioski Apeu byli świadkami dziwnego zjawiska. Na niebie nagle pojawił się wielki czarny pierścień. Anormalne zjawisko wywołało panikę wśród mieszkańców, którzy nie rozumieli z czym mają do czynienia. 

 

Świadkowie twierdzą, że czarne koło na niebie przypominało pierścień z dymu, na przykład po pożarze, ale w pobliżu miejsca pojawienia się tej anomalii nie zanotowano takich zdarzeń. Czarne koło na niebie poruszało się powoli i sukcesywnie rosło, aż rozpłynęło się na niebie.

Podobne zjawisko widziano w zeszłym roku w Rosji oraz w 2016 roku w Kazachstanie. Znany jest też przypadek obserwacji czarnego owalnego pierścienis o średnicy około 20 metrów, który zaobserwowano w 1957 roku w amerykańskiej bazie wojskowej Fort Belvoir w Wirginii. 

 

Dochodzenie, które wówczas przeprowadzono, wykazało, że chmura mogła powstać w wyniku jonizacji powietrza wokół jakiegoś obiektu latającego. Jest to obecnie jedyna hipoteza odnośnie przyczyn powstania tego zjawiska. 

 

 




Naukowcy z Wielkiej Brytanii planują badać magiczne księgi!

Zdolność do przyzywania magicznych istot za pomocą oprawionych w skórę starodawnych ksiąg wydaje się być dzisiaj jedynie echem przeszłości. Jednakże są ludzie, którzy dążą do poznania prawdy na temat zawartych w nich rytuałów i bynajmniej nie są to czarodzieje, a badacze z Uniwersytetu Exeter. Całkiem niedawno rozpoczęli oni specjalne badanie w celu zbadania kolekcji książek magii i grimuarów z XV i XVII wieku, które służyły do przywoływania wróżek, demonów i innych istot paranormalnych.

 

Wspomniane księgi zawierają między innymi wskazówki odnośnie sztuki czarnoksięstwa i nekromancji. Co ciekawe, szczególnie istotną rolę w zawartych w nich rytuałach pełniły nie same demoniczne siły jak uważamy obecnie, a małe leśne istoty znane dziś jako wróżki. Było tak głównie dlatego iż zgodnie z powielanymi wówczas teoriami te mityczne leśne duchy są zdegradowanymi aniołami, duchami zmarłych, prehistorycznymi prekursorami ludzi a nawet pomniejszymi bóstwami czczonymi w pogańskich wierzeniach.


Mając to na uwadze, liczne księgi zaklęć, opisywały nie tylko sposoby na przyzwanie demonów ale i wróżek co robiono zarówno dla celów szlachetnych jak i tych nikczemnych. Zespół naukowców odpowiedzialny za ich badanie, zamierza podjąć się mozolnej pracy przeanalizowania setek średniowiecznych manuskryptów dostępnych w angielskich bibliotekach. Ostatecznym celem badania jest odnalezienie dowodów i zapisków dotyczących tego w jaki sposób wykorzystywano "magiczną" moc wróżek i innych paranormalnych bytów.

Z racji tego że mowa tu o okresie ostatnich 300 lat, naukowcy skupiają się na nieco mniej magicznych aspektach tych ksiąg a więc ich wpływie na życie i kulturę żyjących wówczas ludzi. Oto co o samym badaniu powiedział jeden z jego uczestników:

"Dzięki pełnemu zrozumieniu tych praktyk możemy często zrekonstruować i zrozumieć to jak racjonalne w świetle ówczesnych przekonań wydawały się historie o wróżkach i demonach. Łatwo jest spojrzeć na przeszłość lub żyjące wówczas kultury i odrzucić je jako "prymitywne", ale dokładne zrozumienie tych bardzo różnych światopoglądów podkreśla, że ​​nasze własne spojrzenie na świat jest po prostu jednym z wielu."

Należałoby jednak zadać pytanie. Czy zabawy z okultyzmem w imię nauki nie są zbytnio ryzykowne? Czy tego typu księgi, są naprawde jedynie pamiątką po zamierzchłych czasach i niczym więcej? Biorąc pod uwagę kontrowersje związane z tematami takimi jak tabliczka Ouija czy popularne ostatnio w popkulturze demoniczne opętania, nawet jeśli część z zawartych w tych księgach rytuałów to coś więcej niż czcza gadanina, badacze z Wielkiej Brytanii mogą paść ofiarą sił w których istnienie nie wierzą.

 




W Szkocji po raz kolejny w tym roku widziano potwora z Loch Ness

Jak donosi The Scottish Sun, turystka z Kanady, Lynn Lock, sfotografowała coś podobnego do potwora z Loch Ness. Nowe zdjęcia zainteresowały kryptozoologów na całym świecie. 

 

Kobieta pracująca na codzień jako sekretarka w szkole, odpoczywała wraz z mężem i córką w Glasgow. Potem na kilka dni wybrali się w góry. Znaleźli się nad jeziorem Loch Ness, w pobliżu zamku Urquhart. 

Rzekomą Nessy udało się zaobserwować około 45 metrów od brzegu. Kobieta twierdzi, że zauważyła coś poruszającego się pod wodą. 

"Kiedy byliśmy w zamku, zauważyłem, że coś porusza się w wodzie, wydmuchując bąbelki powietrza." 

Zdaniem Kanadyjki, która obserwowała to zjawisko z zamku, coś wynurzało się kilkukrotnie. Oczywiście od razu przyszła jej na myśl słynna historia z potwotem z Loch Ness. 

 

Kobieta zrobiła też kilka zdjęć tej dziwnej anomalii. Świadectwo Lynn Lock było już siódmym w tym roku i został przyjęte przez oficjalny rejestr obserwacji potwora z Loch Ness. 

Obserwacje podobnej do dinozaura istoty o masywnym ciele i długiej szyi, stała się jednym z najczęściej omawianych zjawisk paranormalnych na świecie. Pomimo licznych zeznań naocznych świadków, którzy rzekomo widzieli potwora, jego istnienie do dzisiaj nie zostało udokumentowane.

 

 




Niewiarygodna elastyczność obywatela USA

57-letni obywatel USA, Moses Lanham, posiada niewiarygodny i unikalny talent. Były akrobata jest w stanie obrócić stopy o 180 stopni, tak aby były całkowicie skierowane w przeciwną stronę. 

Niezwykła umiejętność mężczyzny sprawiła, że posiada on obecnie dwa rekordy świata (w odwracaniu stóp do tyłu o 180 stopni oraz pokonania najdłuższego dystansu, mając przy tym stopy odwrócone o 180 stopni). Moses podkreślił zarazem, że skręcanie kończyn przychodzi mu całkowicie bezboleśnie. Mężczyzna uważa, że posiada odpowiednie genetyczne uwarunkowania, które pozwalają mu wykazać się nieosiągalną dla innych elastycznością. 

Były akrobata twierdzi, że posiada dwa razy więcej chrząstek niż przeciętny człowiek oraz dodatkowe tkanki w stawie kolanowym, biodrach i kostkach. Zdolności mężczyzny nie wszystkim przypadły jednak do gustu. Podczas gdy niektórzy fascynują się jego elastycznością, inni uważają go za dziwaka. Nie ulega jednak wątpliwości, że Moses został przez naturę obdarzony niezwykłymi zdolnościami.

 

 




Czy na pustyni w Argentynie powstało lądowisko dla statków kosmicznych?

Pochodzący ze Szwajcarii Werner Jaisli rozpoczął w 2008 roku budowę gigantycznego lądowiska dla UFO na argentyńskiej pustyni. Mężczyzna twierdzi, że to kosmici telepatycznie porozumieli się z nim i kazali stworzyć lądowisko dla swoich statków.

Lądowisko powstaje w argentyńskiej prowincji Salta, która znana jest wśród entuzjastów UFO na całym świecie. Region słynie z częstych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających i innych niewyjaśnionych zjawisk odnotowanych ciągu ostatnich kilku dekad. W nocy 24 listopada 2008 r. Jaisli rzekomo otrzymał wiadomość od kosmitów, którzy przekazali mu szczegółowe instrukcje dotyczące budowy lądowiska dla obcych statków kosmicznych.

Wkrótce po tym dziwacznym incydencie Szwajcar zaczął budować lądowisko około 4 km od miasta Cachi. Składa się ono z dużego, podobnego do gwiazdy wzoru o średnicy 48 metrów oraz mniejszą gwiazdą w środku. Wykonano je z białych kamieni, które Jaisli i jego asystent, Luis – który również był obecny w nocy, w którą obcy nawiązali kontakt – zgromadzili się z pobliskich gór. Istnieją również mniejsze wzory gwiazd wykonane z ciemniejszych skał, które razem tworzą obraz widoczny z dużych odległości.

Z biegiem lat wyjątkowe lądowisko stało się znane na całym świecie, a entuzjaści UFO wciąż odwiedzają tę strefę. Do tej pory nie zaobserwowano jeszcze lądowania obcych, jednak dokładna data ich przybycia nie została podana przez Wernera Jaislia.

 




Nowe znalezisko może pomóc wyjaśnić zagadkę Przełęczy Diatłowa

Tragedia na Przełęczy Diatłowa to jedna z największych zagadek XX wieku. Dziś, prawie sześćdziesiąt lat później, nikt nie ma pojęcia co tak naprawdę stało się z dziewięcioma osobami, które straciły życie podczas wędrówki po północnych górach Ural. Nie chodzi jednak o to, że nie ma żadnych teorii, a raczej, że jak dotąd żadna z nich nie została oficjalnie potwierdzona. Choć niewykluczone iż całkiem niedawno odnaleziono dowód, który może wesprzeć jedną z nich.

Dla tych którzy nie słyszeli jeszcze o historii przełęczy Diatłowa, szybkie wprowadzenie. W ostatnich dniach stycznia 1959 r. grupa dziesięciu studentów Uralskiego Uniwersytetu Federalnego (ośmiu mężczyzn i dwwie kobiety), rozpoczęła podróż przez góry Ural, aby zbadać szczyt Otorten. Przewodnikiem ekipy został 23-letni Igor Diatłow od którego to wzięła się nazwa samej ekspedycji. Grupa przybyła do pobliskiej wioski Wiżaj,leżącej u stóp gór. Wówczas, jeden z uczestników wyprawy Jurij Judin, musiał zrezygnować z dalszej podróży z powodu choroby.

Reszta grupy kontynuowała marsz i założyła obóz na zboczu góry Chołatczachl, aby spędzić na niej noc. Od 28 stycznia nie wiadomo nic o dalszych losach ekspedycji. Ze względu na brak jakichkolwiek wiadomości od ekipy, 20 lutego, rozpoczęto poszukiwania a już w sześć dni później odnaleziono porzucony i uszkodzony namiot na zboczu góry. Wygląd obozowiska mocno zaskoczył ekipę ratunkową. Michaił Szarawin, student który odnalazł namiot, powiedział:

„Namiot był rozdarty na pół i pokryty śniegiem. W środku nie znalazłem nic oprócz rzeczy i butów członków ekipy.”.

Śledczy stwierdzili potem, że namiot został rozcięty od środka. Nieopodal namiotu, obok leżącej w pobliżu sosny grupa poszukiwawcza odnalazła pierwsze dwa ciała. Były półnagie i pokryte cienką warstwą śniegu. Ich dłonie były pokaleczone, jakby próbowali wspiąć się na drzewo.

W pobliżu znajdowały się jeszcze trzy ciała, w tym ich przewodnik Igor Dyatłow, który nie posiadał żadnych widocznych ran. Jego zwłoki były jednak ułożone w sposób, który świadczył o tym, że próbował powrócić do obozu. Dwa miesiące później odnaleziono ciała pozostałej części grupy. Mieli oni złamane żebra i wgniecione czaszki. Ponadto, jedna ze zmarłych, Ludmiła Dubinina, była pozbawiona języka i oczu. Zdaniem śledczych, przyczyna jej śmierci, pozostaje nieznana.

Eksperci stwierdzili, że ubrania ekspedycji wykazały wyraźne ślady promieniotwórczości, a ich skóra miała dziwny brązowy kolor. Tajemniczość zjawiska potęguje fakt, że inna grupa podróżników przebywająca nieopodal miejsca tragedii, poinformowała śledczych o tym, że tej samej feralnej nocy widziała dziwne światła nad okolicą. Ponadto zostały one zauważone przez jeszcze inną grupę turystów (około 50 kilometrów na południe od zdarzenia).

Dziwne pomarańczowe kule na niebie zobserwowano również w Iwdelu i w jego okolicach w okresie od lutego do marca 1959 r. przez różnych niezależnych świadków (w tym członków służb meteorologicznych i wojskowych). To właśnie stąd wzięła się teoria zgodnie z którą zdarzenia z przełęczy Diatłowa mogły być związane ze zjawiskiem UFO. Do dziś, zdarzenia z przełęczy pozostają niejasne i nikt nie jest w stanie powiedzieć, co tak naprawdę stało się ze studentami. 

 

Oficjalne doniesienia mówią, że sześć ofiar zmarło z powodu hipotermii, podczas gdy inne przejawiały oznaki urazu fizycznego. Zdaniem ekspertów, trzech członków grupy doznało śmiertelnych obrażeń: Thibeaux-Brignolle miał uszkodzoną czaszkę, a Dubinina i Zołotariow miały rozległe obrażenia klatki piersiowej. Zdaniem dr Borysa Vozrozhdena siła potrzebna do spowodowania takiego urazu jest porównywalna jedynie do energii uderzenia w wypadku samochodowym.

Przez długie lata pojawiło się wiele teorii, które w ten czy inny sposób miały wyjaśnić zdarzenia z tamtych dni. Niektórzy sądzili, że podróżnicy mogli paść ofiarą ataku okolicznego ludu Mansów. Jeszcze inny dopatrywali się tam oddziaływania istot pozaziemskich a nawet legendarnego Menka czyli czegoś w rodzaju syberyjskiego Yeti. Najbardziej przyziemna teoria zakładała iż powodem dla śmierci członków ekspedycji był fakt iż na własne oczy widzieli oni tajny rosyjski projekt wojskowy. Ta wersja, zakłada że to rosyjscy żołnieże zaatakowali turystów i usiłowali zrzucić winę za atak na miejscowe plemie Mansów. 

 

W tym kontekście, szczególnie ciekawie jawi się ogłoszone niedawno odkrycie zgodnie z którym turysta podróżujący po przełęczy natrafił na potencjalny dowód w tej sprawie. Z chwilą pisania tego teksty co najmniej kilka zagranicznych portali zaczęło rozpisywać się na temat znaleziska z 2008 roku. Rzekomo, ten metalowy fragment ma przypominać tworzywa, z których wykonywano pierwsze projekty pocisków rakietowych. Co w konsekwencji, stawiałoby hipotezę z udziałem armii w zupełnie nowym świetle.

Oznaczałoby to, że zarówno światła widziane na niebie przez oddaloną grupę turystów jak i wojskowe akta wskazujące na odbywane w tej okolicy ćwiczenia mogły odnosić się do nieudanej próby wykorzystania rakiety dalekiego zasięgu, która zakończyła się spektakularnym fiaskiem. Należałoby jednak nadmienić iż cała historia tego odkrycia jest owiana mgłą tajemnicy. Wiadomo jedynie tyle iż fragment metalowej blachy znajdował się w posiadaniu anonimowego mężczyzny, który dopiero niedawno zdołał przekazać go Fundacji na rzecz Pamięci o grupie Diatłowa, która następnie przekazała próbki tego metalu do dalszej analizy.

Krążące obecnie teorie zakładają, że fragment metalu przypomina część rakiety międzykontynentalnej UR-100. Czy nadlatująca w okolicę obozu rakieta dalekiego zasięgu byłaby wystarczającym powodem, aby w środku nocy uciekać z namiotu? Niewątpliwie brzmi to sensownie z tym że jak wyjaśnić inne obrażenia członków ekspedycji? No chyba, że sowieckie wojsko zadecydowało aby zatuszować swoje niepowodzenie w dość niekonwencjonalny sposób. Tak czy inaczej, na wszelkie odpowiedzi na ten temat musimy poczekać przynajmniej do czasu, gdy próbki metalu zostaną przeanalizowane w laboratorium.

 




Peruwiańscy archeolodzy natrafili na kolejny podziemny kompleks!

Naukowcy z Peru odkryli złożony podziemny kompleks zbudowany przez starożytną kulturę Chavín. Kultura ta rozwinęła się na andyjskich wyżynach na północy Peru w okresie od 1300 i 550 p.n.e. Archeolodzy uważają że odnaleziony kompleks stanowi miejsce pochówku stworzone przed tysiącami lat.

 

Przedstawiciele kultury Chavín rozszerzalo swoje wpływy na inne cywilizacje wzdłuż wybrzeża. Ich cywilizacji miała posiadać między innymi zaawansowaną wiedzę z zakresu metalurgii, lutowania i kontroli temperatury. Jednak pomimo tak dużej wiedzy którą prezentowali, nadal nie wiemy zbyt wiele na temat samych przedstawicieli tej kultury. W tym kontekście przydatne wydaje się wspomniany na początku system podziemnych korytarzy, który już teraz został określony jako najważniejsze odkrycie archeologiczne w Peru z ostatnich 50 lat.


Od czerwca 2018 roku zespół archeologów odkrył trzy nowe podziemne galerie na obszarze sąsiadującym z okrągłym placem należącym niegdyś do kultury Chavín. Na miejscu odnaleziono niezwykłe kawałki ceramiki, naczynia i nienaruszone ludzkie szczątki, które mogą pomóc w dalszych badaniach na temat mieszkańców mezoameryki. Według amerykańskiego antropologa i archeologa Johna Ricka, odpowiedzialnego za program badań archeologicznych i konserwacji Chavína, trzy odkryte galerie pochodzą z późnego okresu cywilizacji, który rozwinął się między 1300 a 550 rokiem pne. Co ciekawe, wewnątrz jednej z podziemnych galerii archeolodzy odkryli artefakty należące do późniejszej kultury Huaraz. 

Specjaliści projektu wykorzystali małe roboty z wbudowanymi mikro-kamerami do przeprowadzenia eksploracji tych nieznanych dotąd podziemnych korytarzy. Maszyny te - zaprojektowane na miejscu przez inżynierów z Uniwersytetu Stanford - były w stanie przecisnąć się przez niewielkie otwory w murach i odkryły wnęki w podziemnym labiryncie Chavin, gdzie przechowywano ich sekrety. Chavin de Huantar zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1985 roku i od tamtej pory znaleziono tam 35 połączonych ze sobą podziemnych przejść. Biorąc pod uwagę iż zdaniem ministra kultury tego kraju w 2018 roku odkryliśmy jedynie 15% z nich, dalsze odkrycia są jedynie kwestią czasu.