Październik 2018

W Peru odkryto korytarz pełny tajemniczych zamaskowanych bożków

W ogromnej starożytnej cytadeli, będącej jednym z najwspanialszych obiektów peruwiańskiej kultury, archeolodzy odkryli korytarz zawierający aż 19 tajemniczych drewnianych posągów.

Niesamowite znalezisko odkryto w ruinach miasta Chan Chan, niegdysiejszej stolicy wielkiego Imperium Chimú, która co jakiś czas odsłania przed archeologami kolejne tajemnice.

Badacze oceniają, że figurki mają około 800 lat i prawdopodobnie miały reprezentować i symbolizować boskich strażników tej budowli. Każdy z drewnianych bożków z glinianą maską na twarzy ma około 70 centymetrów wysokości, posiada berło i nosi okrągły przedmiot na plecach, który przypomina tarczę. Zdaniem archeologów  każda z postaci przedstawia inny antropomorficzny charakter. 

Długi na 33 metry korytarz, pełny tych glinianych postaci, prowadził prawdopodobnie do uroczystego dziedzińca w kompleksie Utzh An. Archeolog Henry Gayoso Rullier uważa, że figurki najprawdopodobniej pochodzą z okresu między 1100 a 1300 rokiem naszej ery. Byłyby to więc najstarsze znane posągi kiedykolwiek odkryte na tym terytorium.

Należy nadmienin, że ściany korytarza zostały ozdobione efektownym muralem w postaci błotnej płaskorzeźby. Relief jest zdominowany przez motywy fal oraz pejzaże przedstawiające sieci rybackie i zwoje. Mural zawiera również wizerunek "księżycowego zwierzęcia", a więc ważnego symbolu w dawnych kulturach prekolumbijskich.

Warto przypomnieć, że Chan Chan, które w 1986 roku zostało wpisanę na listę światowego dziedzictwa UNESCO, było największym miastem prekolumbijskiej Ameryki. Rozkwit potęgi dobiegł końca w 1470 roku, gdy stolica została pokonana przez Inków. Obecne prace archeologiczne i konserwatorskie na tym terenie rozpoczęły się w 2017 roku i potrwają do maja 2020 r.


Niesamowite nagranie pokazuje aktywność ducha w amerykańskiej restauracji!

Wideo zarejestrowane w jednej z restauracji w amerykańskim Albuquerque w stanie Nowy Meksyk ukazuje tajemnicze zdarzenia w lokalu. Zupełnie nieoczekiwanie wyposażenie kuchni zaczyna samodzielnie się poruszać...

Tajemniczy incydent został uchwycony przez kamerę CCTV w czasie, gdy nikt nie przebywał w pomieszczeniu. Na filmie można dostrzec półkę, która bez ingerencji ze strony człowieka nagle zaczyna się poruszać, po czym spada z blatu na podłogę. 

Po opublikowaniu materiału, w sieci błyskawicznie pojawiły się komentarze użytkowników, którzy uważają, że film jest niezbitym dowodem na paranormalną aktywność w nawiedzonej restauracji. Niektórzy twierdzą z kolei, że półka zsunęła się na podłogę w wyniku powiewu wiatru bądź nierówności blatu. Jakie jest wasze zdanie na temat niecodziennego zdarzenia? Dajcie znać w komentarzach.


Już niedługo dojdzie do narodzin pierwszego pozaziemskiego człowieka

Nie wykluczone, że już wkrótce będziemy świadkami kolejnego kroku milowego w ludzkim podboju kosmosu. Firma SpaceLife Origin, ogłosiła właśnie, że jest na etapie tworzenia technologii, która w domyśle ma umożliwić narodziny pierwszych ludzi poza powierzchnią naszej planety. Zdaniem pracujących nad tym naukowców, najwcześniejsze szacunki wskazują na to, że ten nowy kosmiczny odłam rasy ludzkiej, może pojawić się już w 2024 roku.

Podobnie jak wielu innych technologicznych wizjonerów, założyciel i dyrektor generalny SpaceLife, Kees Mulder ,utrzymuje że misją jego firmy jest umożliwienie ludzkości zerwania łańcuchów trzymających nas na tej "umierającej" jego zdaniem planecie i zapewnić przyszłość ludzkości pośród gwiazd. Zgodnie z jego słowami:

Jeśli ludzkość chce stać się gatunkiem wieloplanetarnym, musimy także nauczyć się reprodukcji w przestrzeni kosmicznej. SpaceLife Origin z radością ogłasza swój Program Misji mających za cel podtrzymanie życia poza sferą oddziaływania Ziemi. Jest to pierwszy na świecie i naprawdę wyjątkowo krytyczny krok w przyszłość ludzkości. Wierzymy, że każda firma, agencja czy kraj mające ambicje kolonizacji innych planet skorzystają z naszego partnerstwa w celu udanek realizacji własnych planów.

SpaceLife Origin planuje obecnie trzy misje kosmiczne. Pierwsza z nich, została nazwana Ark co jest oczywiście nawiązaniem do słynnej Arki Noego. Zgodnie z oficjalnym oświadczeniem, ma się ona urzeczywistnić jeszcze w 2020 r. Zamiarem badaczy jest wysłanie w kosmos ​​specjalnej kapsuły zawierającej ludzkie "nasiona życia". Domyślnie mają one działać jako międzygwiezdna polisa ubezpieczeniowa dla całej ludzkości. Druga misja o kryptonimie Lotos, uruchomi urządzenie nazywane "Space-Embryo-Incubator". Już w 2021 roku pozwoli ono zbadać, jak ludzkie zarodki formują się na niskiej orbicie okołoziemskiej, zanim powrócą na Ziemię w celu dokonania zapłodnienia i przeprowadzenia klasycznego ziemskiego porodu.

Ostatecznie, trzecia misja okrzyknięta kryptonimem Kołyska, planowana jest na 2024 r. I to najprawdopodobniej wówczas zobaczymy pierwszego na świecie pozaziemskiego człowieka. Oczywiście, jedynie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem SpaceLife Origin. Założenia misji zakładają wysłanie ciężarnej kobiety w kosmos na okres 24-36 godzin, aby urodziła ona swoje dziecko na wysokości około 400 kilometrów nad Ziemią. Firma, zapewnia jednak, że wszystko to miałoby miejsce w towarzystwie wyszkolonego, zespołu medycznego czekającego na pokładzie stacji kosmicznej.

Podczas gdy nie wdawano się jeszcze w szczegóły tego jak ciężarna kobieta zostanie bezstresowo przetransportowana na stację kosmiczną, to potencjalne narodziny w przestrzeni kosmicznej, mogą dać nadzieję na przyszłe loty w kosmos. Jeżeli wytworzymy odpowiednią technologię, nie wykluczone, że pewnego dnia będziemy w stanie tworzyć wielopokoleniowe misje kosmiczne. A dzięki temu, stworzenie kolonii na innej planecie, nawet spoza naszego układu słonecznego, będzie w zasięgu naszych możliwości. Wiele wskazuje więc na to że pierwszy rozdział tej historii, powstanie na naszych oczach.

 


Czarny pierścień zawisł w niebie nad Krasnojarskiem

Mieszkańcy dzielnicy Solnecznyj opublikowali dziwne zdjęcie w grupie dyskusyjnej na VKontakte, przedstawiające czarny pierścień, który zawisł na niebie nad Drogą Północną w Krasnojarsku.

 

 

„Coś niezrozumiałego szybko pojawiło się i szybko rozpuściło. Co to było? "- naoczni świadkowie są zainteresowani w rozwikłaniu zagadki. W komentarzach mieszkańcy zauważyli, że czasami obserwują podobne zjawisko. Ostatni raz widzieli taki sam pierścień dwa tygodnie temu od strony Solontowa.

 

Niektórzy internauci byli poważnie zaniepokojeni tym, co ujrzeli i zasugerowali mistyczną naturę tego zdarzenia. Inni zareagowali na to, co widzieli z humorem. „To lecą nasze czarne myśli" - napisała Natalia Pachomowa. Pod koniec dyskusji osiągnięto rzekomo kompromis.

 

„Dla każdego, kto nie wie, to jest terytorium Solontowa. Tutaj znajduje się klub paintballowy. Ten czarny dym, który obserwowano nad Drogą Północną, to dym z eksplozji paczek!” - napisał Dmitrij Gusiew.

 

To tłumaczenie nie uspokoiło i usatysfakcjonowało wszystkich zaniepokojonych mieszkańców Krasnojarska i okolic.

 


Amerykański naukowiec stwierdził, że ludzie wywodzą się od świń i szympansów

Eugene Maccari, genetyk ze Stanów Zjednoczonych, który jest wiodącym ekspertem w dziedzinie hybrydyzacji zwierząt na świecie, powiedział, że ludzie mogą być rezultatem skrzyżowania świni i szympansa!

 

Według naukowca rasa ludzka jest zbyt podobna do naczelnych. Posiada również wiele podobieństw genetycznych ze świniami. Maccari nie wyklucza możliwości, że mogliśmy powstać tylko w wyniku krzyżowania tych zwierząt.

 

Genetyk nie potwierdza wiarygodności argumentów. On tylko przytacza fakty, które redukują sytuację do jednego logicznego wniosku. Świnia, podobnie jak ludzie, ma nagą skórę, wystający nos, jasne oczy i ciężkie rzęsy. Ponadto podobieństwa układu sercowo-naczyniowego są tak uderzające, że naukowcy mogą badać ludzkie serca na przykładzie świń.

Pomimo tego wszystkiego, człowiek ma więcej wspólnego z szympansem. Być może jesteśmy rezultatem krzyżowania kilku pokoleń małp. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że raczej wszystkie hybrydy są bezpłodne?

Naukowiec zauważa, że większość hybryd nie może się rozmnażać. Niektóre mogą jednak produkować potomstwo z gatunkami, do których należeli rodzice. Z biegiem czasu niektóre hybrydy mogą stać się odrębnym gatunkiem, wzmocnionym genetycznie.

 


Kościół spłonął doszczętnie, ale ogień nie tknął obrazu Jezusa Chrystusa

W ostatni wtorek 23 października 2018 roku spłonął doszczętnie kościół baptystów w Wakefield w stanie Massachusetts. Do zdarzenia doszło wieczorem. Kościół został zbudowany 150 lat temu i był historycznym symbolem miasta. Był to również jeden z najstarszych kościołów w Stanach Zjednoczonych. Według naocznych świadków, ogień powstał z powodu uderzenia pioruna podczas silnej burzy. Powstały pożar całkowicie zniszczył dach, ściany działowe i całe wnętrze świątyni.

 

Jedyne, co przetrwało katastrofę, to obraz Jezusa Chrystusa. Jezus jest przedstawiony w białej szacie i wyciąga ręce do wiernych ze śladami stygmatów. Przez mistyczny zbieg okoliczności ogień wcale go nie dotknął, a on w szczególności nie ucierpiała wcale z powodu wysokich temperatur, ognia, piany i wody. Obraz wisiał na ścianie obok drzwi wejściowych, a gdy znaleziono go pod zwęglonymi belkami stropów, ludzie nie mogli długo wierzyć w to, co ujrzeli. Nawet drewniana rama obrazu nie została uszkodzona!

 

Teraz parafianie nazywają ten obraz znakiem nadziei na przyszłość. Pozostałości wypalonego kościoła zostaną zburzone, a na jego miejsce zostanie zbudowany nowy. Gdy strażacy przybyli na wezwanie o godzinie 19 czasu lokalnego, pożarowi przypisano poziom 7 w skali zagrożenia. Dach był już całkowicie otoczony płomieniami. Pomimo relacji naocznych świadków o uderzeniu pioruna, oficjalna przyczyna pożaru nie została jeszcze podana.

 

„Ten obraz jest znakiem, że Jezus jest zawsze z nami" - mówi jeden z parafian. „Mimo że nie ma już budynku kościelnego, kościół i Bóg wciąż tu są”.

Nie wiadomo, kto jest autorem tego dzieła i kiedy pojawiło się w kościele. Wkrótce zostanie zdeponowane u miejscowego pastora.


Profesjonalny fotograf uchwycił na zdjęciach dziwne promienie

Vincent Brady z miejscowości Charlotte w stanie Michigan wykonał na wschodnim wybrzeżu jeziora Superior bardzo widowiskowe fotografie, które przedstawiają tzw. kolumny światła. Zdjęcia jednoznacznie kojarzą się z przechwytywaniem przez UFO. Co ciekawe, zostały wyróżnione przez NASA jako astronomiczna fotografia dnia.

Jaskrawe kolumny światła tworzą ciekawą iluzję optyczną – wydają się niemal łączyć Ziemię z wciąż tak tajemniczą dla nas przestrzenią kosmiczną. Stąd pojawiło się sporo spekulacji na temat tego, że fotograf rzeczywiście uwiecznił na fotografiach obcych. Zjawisko posiada jednak naukowe wyjaśnienie. To właśnie zimne powietrze zawierające płaskie kryształki lodu odbija światło w niecodzienny sposób, dając ten niesamowity efekt.

Vincent Brady sam przyznaje, że wykonane przez niego zdjęcia stały się jego ulubionymi. To unikalne zjawisko atmosferyczne występuje tylko wtedy, gdy wiatr jest wyjątkowo spokojny, a temperatura wynosi równe zero. Efekty świetlne może wywołać wówczas zarówno sztuczne światło, jak i światło słoneczne czy księżycowe.

 

Fotograf zachęca odbiorców swoich zdjęć do samodzielnych poszukiwań tych niezwykłych iluzji przypominających UFO. Kolumny świetlne widać najlepiej, gdy Słońce znajduje się już nisko na niebie.

 

 


Tajemnicza zielona anomalia zaobserwowana na Jowiszu

Jedno ze zdjęć Jowisza opublikowane ostatnio przez amerykańską agencję kosmiczną NASA wzbudziło wielkie zamieszanie w świecie ufologicznym. Widać na nim ogromną anomalię zielonego koloru znajdującą się powyżej lub na powierzchni Jowisza. 

 

Zielony obiekt to zdecydowanie nie jest coś co spodziewano się zobaczyć w pobliżu gazowego giganta znanego ze swoich brązowych barw. Naukowcy zapytani o to co może być tego przyczyną twierdzą, że jest to prawdopodobnie efekt promieniowania jonizującego. 

Rzeczywiście Jowisz emituje ogromne ilości promieniowania jonizującego, dlatego każdy obiekt, który znajdzie się w okolicy będzie narażony na takie promieniowania.


Wykluczono raczej, że ta anomalia została spowodowana przez uderzenie strumienia cząstek o wysokiej energii. Przeważają opinie, że jest to po prostu zjawisko kosmiczne, ale nie można zupełnie wykluczyć, że nie jest to coś z innego świata, czego ludzie jeszcze nie rozumieją.

 


Cylindryczne UFO było widziane dwukrotnie tego samego dnia!

Obserwacje obiektów UFO w rozmaitych kształtach zdarzają się niemal codziennie. Tym dziwniejsze jest więc, kiedy rejestracja takiego samego obiektu, ma miejsce w dwóch oddalonych od siebie miejscach, i to tego samego dnia. Coś takiego miało miejsce 22 października w amerykańskim stanie Ohio i Missisipi.

 

Kwestia tego czy świadkowie z obydwu tych stanów faktycznie widzieli ten sam obiekt, jest dość trudna do zweryfikowania ponieważ w obydwu przypadkach znajdował się on dość daleko od jego obserwatorów. Na całe szczęście, dysponujemy jednak dwoma nagraniami z jego obserwacji. Zakładając oczywiście, że nie mamy tu doczynienia z obserwacją dwóch osobnych obiektów UFO. Warto wspomnieć, że w przypadku obserwacji z Missisipi, została ona dodatkowo poprzedzona przez obserwacje helikoptera Apache przelatującego na niezwykle niskim pułapie.

Myślę, że warto napomknąć, że jeśli faktycznie byłby to ten sam obiekt, to biorąc pod uwagę, iż nagranie z Missisipi miało mieć miejsce w okolicach godziny 9:30 (jak napisano w zgłoszeniu do organizacji MUFON), a film z Ohio został wykonany o 15:40, ten niezidentyfikowany obiekt musiałby pokonać dystans ponad 1200 km w ciągu 6 godzin. Oczywiście, taki dystans to nie problem dla dzisiejszych samolotów, z tym że wtedy musielibyśmy uznać, że obserwacja ze Stanów faktycznie miała miejsce a nie była jedynie źle zinterpretowaną rejestracją drona lub oszustwem.

Niezależnie od tego czy uznajemy ten obiekt za cywilny lub wojskowy samolot, albo pojazd należący do innej cywilizacji trudno się spierać, że nagrania z miejsca zdarzenia nie pokazują wystarczająco dużo aby z całą pewnością stwierdzić co widzimy. Tak więc narazie, obserwacje z Ohio i Missisipi, pozostają zaklasyfikowane jako bardzo klasyczne przykłady obserwacji zjawiska UFO.

 


Czarownica z Kanady została aresztowana przez policję

Mimo iż dla wielu z nas historie o czarownicach i ich magicznych mocach to zaledwie fantazja w którą to przed wiekami wierzyli nasi przodkowie, okazuje się że część z tworzonych wówczas praw przetrwało do XXI wieku. Po części dzięki temu,  komenda policji w kanadyjskim miasteczku Milton mogła aresztować kobietę, która jak twierdziła posiadała magiczne moce i przedstawiała się właśnie jako czarownica.

Okoliczności jej aresztowania są jednak nieco inne niż wam się wydaje. Otóż okazuje się, że 32 letnia Doris Stevenson została aresztowana nie za praktykowanie magii a za udawanie czarownicy.  Oto co przewiduje wspomniane prawo:

Art. 365 Kanadyjskiego KK
Każdy kto w sposób jawny:

(a ) udaje że praktykuje lub używa jakiegokolwiek rodzaju magii, czarnoksięstwa, czarów lub przyzwań

(b) podejmuje próby wróżenia

(c) korzystając ze swoich umiejętności lub wiedzy z zakresu okultyzmu lub nauki usiłuje odnaleźć jakiekolwiek zaginione lub ukradzione przedmioty

podlega karze grzywny lub pozbawienia wolności.

Okazuje się, że aresztowana kobieta została oskarżona nie tyle o udawanie czarownicy, co wykorzystywanie naiwności swoich klientów, w celu naciągnięcia ich na rozmaite "magiczne" wydatki. Jedna z jej ofiar, która zgłosiła całą sprawę na policje miała zostać okradziona na blisko 60 tysięcy dolarów, a oficerowie uważają że liczbę jej klientów mogła wynosić nawet kilkanaście osób.

Pomijając więc artykuł kanadyjskiego prawa odnoszony się do fałszowania magicznych zdolności, postawione obecnie czarownicy zarzuty to liczne wymuszenia oraz oszustwo na kwotę powyżej 5 tysięcy dolarów. Trudno orzec dlaczego policja zdecydowała się powołać na paragraf przeciwko udawanym czarownicom, a nie jedynie oskarżyć kobiety o same wymuszenia. Nie wykluczone, że cała ta sprawa ma jakieś dodatkowe okoliczności, o których narazie, nie powiedziano jeszcze publicznie.