Dziwne spotkanie z demonem w USA

Kategorie: 

Źródło: pixabay

Mieszkaniec Michigan (USA) o pseudonimie „CyanideMachine” zainteresował niedawno wielu internautów za pomocą historię, którą opublikował na stronie „Niewyjaśnione tajemnice”. Autor opowieści przedstawia w niej postać, którą opisuje jako „Łowca”. Zgodnie z jego opisem, jest to stwór bardzo podobny do wysokiego rangą Demona, Anioła Śmierci lub nawet samej Śmierci, tylko pod kolejną formą. 

Opisywane wydarzenia miały miejsce 17 lipca 2008 r. Autor spędzał weekendowy wieczór ze swoją dziewczyną i w pewnym momencie musiał pilnie iść do sklepu. Cyanide poszedł do kupił tam napoje i przekąski, a następnie wracając do mieszkania postanowił iść inną trasą, która mijała miejscowe liceum, boisko do piłki nożnej, a potem stary cmentarz. O cmentarzu krążyło wiele miejskich legend, ale mężczyzna nigdy nie słyszał historii o stworzeniu, które tam widział.

 

 

Kiedy Cyanide szedł ścieżką obok ogrodzenia cmentarza, towarzyszyło mu dziwne przeczucie, a po całym jego ciele przebiegły dreszcze. Kiedy odwrócił się w stronę żelaznego ogrodzenia cmentarza, zobaczył stojące za nim stworzenie. Sylwetka "Łowcy" była dość ludzka, jednak jego wzrost przekraczał 2 metry. Na głowie miał czarny skórzany kapelusz z szerokim rondem, a na ciele założony miał czarny, staromodny trencz. Nosił także skórzane rękawiczki, a od szyi po ramiona w różnych miejscach wisiały żelazne łańcuchy.

 

Skóra wystająca z pomiędzy warstw ubioru postaci była jasnoszara. Na końcu każdego z łańcuchów przypięty był pies wielkości źrebaka. Zwierzęta miały niesamowicie muskularne łapy, a ich oczy lśniły na pomarańczowo z czerwonawym poblaskiem. Tajemniczy mężczyzna trzymał w prawej ręce długie ostrze podobne do maczety.

Jego twarz była wyraźnie widoczna, chociaż ani trochę nie przypominała ludzkiej. Miała ona przerażające cechy i kanciaste rysy. Oczy istoty były czarne jak węgiel i wydawały się puste, mimo to bardzo dokładnie odbijały mgliste światło latarni. Jego uśmiech obnażał ostre, trójkątne zęby jak u rekina, a wydobywający się z gardła trzeszczący chichot paraliżował. Ciągnął się za nim obrzydliwy smród zgnilizny. Szarpiąc za łańcuchy wraz z psami powoli ruszył w stronę mężczyzny. Bardzo powoli, wręcz ociągając się, przeszedł parę kroków, po czym nagle zniknął - dosłownie zniknął, wyparował w wieczornej mgle.

 

Autor pisze, że do tej pory od czasu do czasu delikatnie wyczuwa ten paskudny zapach zastanawiając się, czy może "Houndsman-Łowca" znajduje się w pobliżu. Biorąc pod uwagę dostępne informacje istnieje kilka możliwości co do tego jaką istotę miał okazję spotkać CyanideMachine. Jej zachowanie sugeruje,że był to duch. Jednak konkretne elementy jego wyglądu takie jak, drapieżne zęby, czarne jak węgiel, wielkie oczy, czy też ogromny wzrost (nie wspominając już o zapachu zgnilizny) sugerują iż prawdopodobnie była to istota demoniczna.

 

Fakt pojawienia się tego stworzenia na świętej ziemi cmentarza, wyklucza jednak że był to demon. Nie możemy uznać tej historii za prawdziwą, ponieważ autor tej opowieści mógł ją wymyślić, żeby zwrócić na siebie uwagę. Patrząc na opisane wydarzenia obiektywnie nie możemy także nie uznać ich za rzeczywiste. Tak naprawdę mało wiemy o świecie, w którym żyjemy i o życiu, które istnieje we wszechświecie.

 

Ocena: 

1
Średnio: 1 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Czytelnik

"Fakt pojawienia się tego

"Fakt pojawienia się tego stworzenia na świętej ziemi cmentarza, wyklucza jednak że był to demon."
A co ma piernik do wiatraka? Na Ziemi nie ma nic świętego. Cmentarz jest pogański, więc demony mogą spacerować.

Portret użytkownika spacepol

Żebyś ty się kmiotku chociaż

Żebyś ty się kmiotku chociaż zheńbił przeczytaniem tekstu z tłumacza to może miało by to jakieś ręce i nogi. Tępota i miernota. Czytaj to sobie lepiej sam i nie wrzucaj publicznie. Będzie nam wszystkim lżej. Blum 3 

Skomentuj