Jack London ostrzegał przed koronawirusem sto lat temu

Kategorie: 

Źródło: youtube.com

Szybko rozprzestrzeniający się koronawirus COVID-19 stał się niemal głównym tematem wszystkich mediów na świecie. Choroba nazywa się już plagą XXI wieku i przewiduje się, że w nadchodzących dniach liczba przypadków będzie się zwiększać. Są jednak pisarze, którzy wiele lat temu mówili o konsekwencjach takich epidemii! Stephen King, Jack London, a nawet Giovanni Bocaccio to tylko niektóre z nazwisk, które przychodzą na myśl.

 

Artystyczne odzwierciedlenie tematu wirusów jest dość wyraźnie widoczne w literaturze europejskiej. Ta część świata jest ciągle objęta epidemiami dżumy. W listopadzie 1347 r. pojawiła się w Marsylii, w styczniu 1348 r. w Awinionie, później w Wenecji, Genui i Barcelonie, a do 1350 r. dotarła do Polski. Śmiertelność była przerażająca. Choroba została przeniesiona do połowy dużych miast i była postrzegana tylko jako kara zesłana przez gniewnego Boga.

 

Opisując objawy, współcześni mówili o ciągłej gorączce, szybkim oddechu i okropnym odczuciu tęsknoty, które ogarnęły człowieka. Jednak, jak twierdził włoski pisarz Giovanni Bocaccio, byli ludzie, których bawiło.

„Otwarte nadużywanie wina i rozrywki, rozpusta i pieśni na ulicach, wszelkiego rodzaju satysfakcja z pasji, śmiechu i żartów z najbardziej niefortunnych wydarzeń” - opisał wydarzenia tamtych czasów w swoim Dekameronie.

Podobne sceny można znaleźć w powieści historycznej „Dziennik zarazy miasta” Daniela Defoe, w którym opowiadał o okropieństwach życia w Londynie w 1665 r .: „W mieście miały miejsce wszelkiego rodzaju przestępstwa, skandale i ekscesy”. Tak właśnie było. Który z autorów sam wymyślił takie infekcje? Nie wiadomo, czym kierował się pisarz Jack London, który napisał książkę „Szkarłatna zaraza” nieco ponad sto lat temu, ale to, o czym mówił, bardzo przypomina dzisiejszą sytuację.

 

Powieść rozgrywa się w 2013 roku, kiedy ludzie nagle dowiadują się o nieznanej wcześniej chorobie. Najpierw pojawia się wysypka na skórze, a następnie zaczynają się skurcze. Naukowcy chcą pomóc, ale zarażają się i umierają. Później zaraza przedostaje się do San Francisco, a miasto natychmiast pogrąża się w chaosie. Ludzie próbują stamtąd uciec na wszystkie możliwe sposoby, ale jest późno. Wszyscy są już zarażeni. Chorzy umierają na ulicach, prąd jest wyłączony, transport przestaje działać. „Minął czas na szlachetne czyny. Cywilizacja upadła, wszyscy ratowali własną skórę - napisał Londyn.

 

Jeśli wybaczysz autorowi mały błąd wynoszący siedem lat, opisy są naprawdę niepokojące. Ponadto w ostatnich dniach koronawirus zaczął maskować się jako denga, objawiający się temperaturą i wysypką. Nie mówimy o konwulsjach. Auto straszył: „Tam, gdzie kiedyś żyły cztery miliony ludzi, teraz wędrują głodne wilki (…), a nasi dzicy potomkowie muszą bronić się prehistoryczną bronią przed czworonożnymi rabusiami” (…)„Rasa ludzka jest skazana na pogrążenie się w ciemnościach pierwotnej nocy, zanim znów zacznie krwawe wspinanie się na wyżyny cywilizacji”.

 

Według fabuły spośród milionów przypadków przeżyło tylko kilkaset osób. Musieli oni na nowo zaludnić Ziemię. Podobną historię opisuje kanadyjska pisarka Emily St. John Mandel. Jej powieść, Station Eleven, szczegółowo opowiada, jak z powodu jednego wirusa giną nie tylko całe kraje, ale także kontynenty. Nie będziesz zazdrościć ocalałym (co stanowi 1% ludzkości): „ani elektryczności, ani medycyny, ani jedzenia. Ludziom pozostała tylko jedna rzecz: zjednoczyć się i ocalić, najlepiej jak potrafią”.

 

Stephen King równie malowniczo opowiada o dziwnej pandemii. W swojej powieści „Konfrontacja” tylko 0,6% ludzi nie jest dotkniętych infekcją. Reszta umiera. Eksplozje przemocy, upadek społeczeństwa, a przede wszystkim niemożność powstrzymania śmiertelnej choroby sprawiają, że istnienie bohaterów wygląda jak koszmar. Wielu ocalonych umiera w samotności; w świecie, w którym nie ma już krewnych i bliskich.

 

„Życie to karuzela, na której nikt nie może zostać długo” - pisze autor. „I w końcu wraca w to samo miejsce, zamykając krąg”. Nawiasem mówiąc, fani Kinga wcześniej podejrzewali, że wiele jego powieści było proroczych. Na przykład bohater książki The Dead Zone, która rozpętała trzecią wojnę światową, desperacko przypomina obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa, choć thriller powstał w 1979 roku. W tym samym czasie sam pisarz prosi o nie tworzenie żadnych analogii!

 

Środki ostrożności na razie nie przeszkadzają. Polakom zalecono rezygnację z zagranicznych podróży. Odwołano imprezy masowe i, jeśli to możliwe, zaleca się nieuczestniczenie w spotkaniach rodzinnych oraz towarzyskich.

 

 

 

Ocena: 

1
Średnio: 1 (1 vote)

Komentarze

Skomentuj