Czy mongolski czerw śmierci z pustyni Gobi może istnieć naprawdę?

Kategorie: 

Źródło: Wikipedia

Mieszkańcy południowych terytoriów mongolskiej części pustyni Gobi obawiają się tajemniczych, żyjących w piasku stworzeń, które nazywane są mongolskimi czerwiami śmierci. Nieznane nauce, nieuchwytne stworzenie ma podobno ponad 1,5 m długości, porusza się w piasku i jest w stanie uśmiercić ofiarę albo za pomocą wypluwanej trucizny albo jak węgorz, stosując silny wstrząs elektryczny. 

 

Nomadzi z Mongolii opowiadają o przypadku ze stadem wielbłądów, które natknęło się na robaka śmierci. Gdy przechodząc obok niego dotknął go jeden z nich, nagle padł martwy. Większość doniesień o spotkaniach tego kryptozwierzęcia wskazuje na to, że jakikolwiek kontakt z nim grozi śmiercią. 

W 1990, słynny czeski badacz i kryptozoolog, Ivan Mackerle, dokonał dwóch wypraw na pustynię Gobi w celu odnalezienia tego niesamowitego stworzenia. Zainspirowany przez znaną powieść Franka Herberta, Diuna, która opisuje czerwie pustynne, zbudował nawet urządzenie stosowane tam do ich przywoływania. Bezskutecznie. 

 

Mimo, że Mackerle nie odkrył mongolskiego czerwia śmierci, ale dzięki informacjom zebranym podczas przeprowadzonych ankiet, udało się pozyskać nieco wiedzy o tym legendarnym stworzeniu z pustyni Gobi. 

Materiały zebrane przez czeskiego kryptozoologa wskazują na to, że czerwie występują w południowej i zachodniej części pustyni. Przez większość roku pozostają w hibernacji. Miejscowi twierdzą, że można je spotkać tylko w czerwcu i lipcu. Podają również, że gdy się poruszają na piasku widać wyraźny ślad. 

 

Jeśli chodzi o sposoby usmiercania ofiar czerwia, wspomina się oplucie jadem lub porażeniem prądem elektrycznym. Ta cecha jest najdziwniejsza, bo wszystkie znane obecnie zwierzęta wykorzystujące impuls energetyczny to ryby, czyli organizmy żyjące w wodzie, która jest dobrym przewodnikiem elektryczności. Jeżeli robak śmierci rzeczywiście istnieje i zabija przez porażenie prądem, to następnie najprawdopodobniej generuje elektryczność nie wewnątrz, ale na zewnątrz siebie, na przykład poprzez tarcie.

 

Ostatnie ekspedycje w poszukiwaniu mongolskiego czerwia śmierci odbyły się w 2005,gdy poszukiwał go zoolog Richard Freeman, oraz w 2009 roku, kiedy to czerwia próbował odnaleźć nowozelandzki dziennikarz, David Farrier. Nie udało im się jednak odnaleźć śladów tego mitycznego stworzenia.

Freeman stwierdził potem, że jego zdaniem czerw nie istnieje i powstał jedynie jako mongolska legenda. Jego zdaniem to co opisują ludzie to gatunek gadów, o nazwie amfisbaena. Rzeczywiście stworzenia te przypominają dużego robaka i niekiedy mierzą ponad 60 centymetrów długości. 

 

Ocena: 

3
Średnio: 2.5 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Paweł

Kolejna legenda,sprawa jest

Kolejna legenda,sprawa jest prosta-nie ma dowodów,ciała do badań to istnieje tylko w wyobrazni.Podobnie jest z wielką stopą,ludzie chcą w nią wierzyć,tylko skoro były tysiące obserawcji,dlaczego choćby na 1000 osobników nigdy przez lata nie znaleziono jednego ciała przez dziesięciolecia?Koniec tematu,dziękuję

Portret użytkownika baca

właśnie tak sie rodzą kulty

właśnie tak sie rodzą kulty cargo u niewykształconych z powodu braku szkół i włóczęgostwa koczowników

u indian strzelby to były grzmiące kije, u zydów bankomat to jest ściana płaczu a mezuza robi za czytnik lini papilarnych, natomiast u mongołów elektryczne kable okazały się czerwiem śmierci

ha ha niby śmieszne ale dupy nie urywa - w końcu to tylko nieporadna fantazja u techno analfabetów

jakiś mongolski han pewnie został prądem porażony jak próbował podprowadzić podziemne kable więc wytworzyły się legendy o czerwiach śmierci

masakra.... na co kuźwa miałyby polować te czerwie? po prostu na co? na stada podziemnych krów? masakra

 

Skomentuj