Czy stowarzyszenie tajemniczych Dziewięciu Nieznanych manipuluje rozwojem ludzkiej technologii ?

Kategorie: 

internet

Zapewne każdy z nas słyszał o zakonie Iluminatów, bądź Masonerii. Niewielu z nas wie jednak, że tajne stowarzyszenia istniały nie tylko na terenie Europy, ale i w starożytnych Indiach. Mowa tutaj o tajnym stowarzyszeniu "Dziewięciu Nieznanych", które miało powstać z rozkazu imperatora Aśoka.

 

 

Legenda głosi, że w roku 237 p.n.e miała miejsce bitwa, której celem było podbicie regionu zwanego Kalinga, który znajduje sie obecnie pomiędzy Kalkutą i Madrasem. Ku zaskoczeniu imperatora walki w tym regionie nie przebiegały po jego myśli, w związku z czym całość konfliktu skutkowała śmiercią ponad 100 000 żołnierzy. Gdy zwycięski imperator wkroczył więc na niedawne pole bitwy, jego oczom ukazał się obraz rzezi jaką mało kto jest sobie w stanie wyobrazić.

Zawarcie pokoju po bitwie o Kalinga

Podania głoszą, że od tamtej pory imperator zdecydował się zmienić swoje podejście do rządzenia i starać się bardziej skupić na integrowaniu ziem, które już posiada niż na zdobywaniu nowych. Aśoka zmienił również religię na buddyzm rozprzestrzeniając przy okazji ten system wiary na cały obszar Chin, Indonezji, Nepalu, Tybetu, Mongolii i Cejlonu. W wyniku zaistniałej zmiany w jego światopoglądzie, zwrócił on szczególną uwagę na rozwój technologiczny i jej wpływ na zło tego świata. Stwierdził on, że ludzkość jest w stanie zmienić każde naukowe odkrycie w broń siejącą spustoszenie. Poprzysiągł więc stworzenie systemu, który zablokowałby złym ludziom dostęp do takiej wiedzy, tym samym chroniąc rodzaj ludzki przed jej wykorzystaniem w złym celu.

Tak oto miało powstać tajne stowarzyszenie określane mianem Dziewięciu Nieznanych lub "Dziewięciu Nieznanych Mężczyzn". Zadaniem tej grupy miało być zbieranie CAŁEJ wiedzy ludzkości, która mogłaby być wykorzystana do złych celów oraz wspomagania badań nad technologią, która mogłaby pomóc w rozwoju rodzaju ludzkiego. Każdy z tych mężczyzn otrzymał specjalną księge, która zawierała całą wiedzę rodzaju ludzkiego, z określonego pola tematycznego, którą to jej właściciel musiał stale aktualizować i rozwijać. Trudno stwierdzić, czy posada Dziewięciu była dziedziczona czy może zostawało się nim poprzez polecenie. Niektórzy twierdzą nawet, że w księgach Dziewięciu zapisany był sekret nieśmiertelności, który umożliwił członkom tego stowarzyszenia pozostanie na swoim stanowisku przez ostatnie 2200 lat.

Wiadomo na pewno, że mężczyzn zawsze miało być dziewięciu, ni mniej ni więcej, mieli oni za wszelką cenę unikać udziału w polityce i szeroko pojętym rozwoju nauki pozostając w cieniu historii jako jej skrybowie.  W celu ukrycia swojego istnienia rzekomo posługiwali się syntetycznym językiem, rozumianym tylko przez nich. Ich celem było istnienie na marginesie świata i nieingerowanie w jego rozwój, za wyjątkiem sytuacji, gdy sam rodzaj ludzki potrzebował pomocy.

Pierwsza księga posiadała informacje o technikach propagandy i psychologicznej wojny, zawierała on też szereg technik socjotechnicznych służących do manipulowania dużymi masami ludzi. Z racji jej charakteru była ona uważana za najbardziej niebezpieczną z nauk. Druga księga zawierała wiedzę o ludzkiej fizjologii, a dokładniej o jej słabościach na różne trucizny. Rzekomo występowała tam też wiedza na temat bardziej "wydajnego" zabijania lub dosłownego zabijania dotykiem.

Trzecia księga tyczyła się mikrobiologii, a konkretnie jej wielkego potencjału do zniszczenia i uratowania ludzkości. Niektórzy twierdzą nawet, że wody Gangesu zostały oczyszczone dzięki mikrobom zaprojektowanym przez Dziewięciu na podstawie wiedzy zawartej w trzeciej księdze. Czwarta księga miała się zajmować alchemią, a konkretnie transmutacją metali. Właśnie tą techniką tłumaczy sie nagły przypływ złota do niektórych świątyń w czasie wyjątkowo burzliwych okresów w Indiach.

O wiele ciekawiej brzmią informacje z piątej księgi, która miała omawiać tajniki komunikacji na duże odległości, włącznie z komunikacją z istotami pozaziemskimi. Pojawienie sie takiego konceptu w 237 roku p.n.e to rzecz dość nietuzinkowa niemniej fakt, że komunikację z istotami pozaziemskimi określali oni mianem zagrożenia może być dość znaczący.

Szósta księga zawierała w sobie sposób na okiełznanie siły grawitacji, włącznie z  instrukcją budowy pojazdu określanego w indyjskich wedach mianem Vimana. Siódma księga miała posiadać informacje o szeroko pojętej kosmologii i zasadach działania wszechświata, włącznie z sekretem podróżowania szybciej od światła, zaginania czasu i przestrzeni oraz podróży między wymiarami a zdaniem niektórych nawet podróży w czasie.

Ósma księga tłumaczyła naturę światła, włączając w to zwiększanie i zmniejszanie jego prędkości, zaginanie go wedle woli oraz tworzenia z jego użyciem broni (coś na kształt dzisiejszego lasera). Ostatnia księga zawierała wiedzę z zakresu socjologii, która określała stadia rozwoju cywilizacji, zasady ich wzrostu i upadku oraz sposób na przyspieszenie bądź zatrzymanie tego procesu.

Mimo iż wiedza, zawarta w tych księgach ma być rzekomo trzymana w tajemnicy, to wiele osób twierdzi, że wielokrotnie dochodziło do "przecieków" dzięki którym ludzkość posiadła sekret aerodynamiki, sterylizacji za pomocą promieniowania czy nawet bomby atomowej. Różnorodne techniki pokroju akupresury czy masażu, również miały być rezultatem działania Dziewięciu Nieznanych.

Na przestrzeni wieków, Dziewięciu wielokrotnie dzieliło się swoją wiedzą, z niektórymi "śmiertelnikami" . Przykładem takiej osoby może być papież Sylwester II, który po powrocie ze swojej wyprawy do Indii posiadł wiedzę, dzięki której tworzym maszyny, które dzisiaj bez większej przesady nazwalibyśmy robotami. Najbardziej znana jest chyba historia "głowy z brązu" którą skonstruował sam papież i która była w stanie odpowiadać tak i nie na zadane jej pytanie. Przypomnijmy, że mamy tu doczynienia z rokiem 920, a mimo wszystko Sylwester II twierdził, że jego dzieło to zaledwie prosty automaton.

Oczywiście ludzi takich jak Sylwester II miało być dużo więcej, a najlepszym tego przykładem może być choćby francuski mikrobiolog Louise Pasteur, który wymyślił proces pasteryzacji mleka oraz stworzył szczepionkę na wściekliznę. Inne takie osoby to choćby jeden z najważniejszych naukowców w indyjskim programie kosmicznym Vikram Sarabhai oraz Jagdish Chandra Bose uważany za pioniera w dziedzinie rozwoju nauki w Indiach. Wszyscy ci ludzie w pewnym momencie ich życia mieli być wtajemniczani w starożytną wiedzę posiadaną przez Dziewięciu Nieznanych.

Popularyzację idei stowarzyszenia Dziewięciu Nieznanych zawdzięczamy głównie pisarzom, pokroju Talbota Mundy`ego którzy wykorzystywali koncepcję tego zgromadzenia jako kanwę swoich opowieści. Kwestia tego, czy Dziewięciu Nieznanych istnieje jest wielce dyskusyjna, niemniej sam fakt istnienia takiej legendy pokazuje jak mocno zaszyty w naszej podświadomości jest brak zaufania do rozwoju technologii. Kto wie, może Dziewięciu Nieznanych rzeczywiście istnieje i obserwują oni nasz świat w zniecierpliwieniu, oczekując na moment, gdy będą mogli uratować ludzkość po raz kolejny czy to przed pewną zagładą, czy przed nią samą.

 

 

Ocena: 

2
Średnio: 2 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Anonimowy

Ludzie znający prawdę, którą

Ludzie znający prawdę, którą wiedzą, nie jakąś prawdę zasłyszaną i wierzenie, zapraszam Was do dyskusji na temat tego czym jest istota ludzka i czy garstka może oddziaływać na miliony!
Robię to pierwszy raz, być może ostatni, jednak podzielę się z Wami czymś co dotyka mnie na codzień. Jestem tutaj w miarę anonimowy, Wy też. Podzielę się z Wami pytaniami, na które nie znalazłem odpowiedźi i własnymi doświadczeniami. Poszukiwanie prawdy jest funkcją w czasie, tutaj chciałbym ją pominąć, a odkryć jedynie prawdę, która jest w nas Teraz. Powiem Wam co mnie przeraża i na co nie znalazłem jeszcze odpowiedzi, czego się boję. Treść komentarza na który odpisuję uruchomił w umyśle proces, którym umysł lubi się karmić, to tylko umysł, oczywiście myśl, która była przyczynkiem do tego brzmiała mniejwięcej "Ku***, nie, nie mogę być jednym z nich, bo niby dlaczego, to na pewno chodzi o coś innego", mimo tego piszę, może znów dam się nabrać i Bóg spuści mi lanie. Dzieje się tak dlatego, że wciąż nie otrzymałem na wiele pytań odpowiedzi, a te, które są w moim zasięgu, nie są satysfakcjonujące. Do tego dochodzi strach przed kreacją rzeczywistości za pomocą umysłu, życzeniową percepcją postrzegania. Tu i Teraz, tak, to na pewno, moje kłopoty zaczynają się dalej. Mam 26 lat, jestem normalnym gościem, pracuję sobie gdzie pracuję, chociaż to miejsce i moja praca codziennie oddziałuje na setki ludzi, nie obnoszę się z tym i pracę staram się wykonywać z pokorą. Mam jednak mimo tego świadomość, że moja praca jest w stanie wpłynąć na na wielu ludzi, dlatego w miarę możliwości poświęcam jej całą swoją uwagę i kieruję się przy jej wykonywaniu instynktem, wierząc, że tak powinno być i odnoszę wtedy swój mały cel. Jestem zwykłym "Kowalskim", któremu się trafiło jak ślepej kurze ziarno. Ale przejdźmy do meritum. Przebrnąłem swego czasu przez wiele treści dotyczącej religii, wiary, różne "systemy" religijne, mechanika kwantowa, buddyzmy, nie buddyzmy, różne teorie oświeceniowe, biblia. To wszystko sprowadza się do jednego, wszystko jest połączone, jednak mnie to przeraża, teraz piję 6 piwo. To jest fajne, karmić tym umysł, być tym "który wie", to jest ok, dla tych, którzy po to sięgają może być dobre, dla poszukiwaczy, dla mnie, sam nie wiem, bo w pewnym momencie się przeraziłem. Tu i Teraz, tylko Tu i Teraz, to jest ok, ale umysł se tam gada i se gada i wymyśla, ok, myśli sobie są, jestem ponad tym, ale coś, czego nie rozumiem. Bo takie gadki, że kreujesz własną rzeczywistość, to jest fajne, do momentu w którym tak się dzieje. I kiedy ma to wpływ na ludzi w okół Ciebie, na wielu ludzi, zaczyna być gorąco. Mogę sobie sam w coś tam wierzyć, ale kiedy moja wiara oddziałuje na innych pojawia się strach. Przede wszystkim odpowiedzialność. Zauważyłem, że wiara, wiedza, ale taka inna, coś cichego, co jest we mnie, może wpływać na ludzi wokół mnie. I to jest silne i prawdziwe. Mój osąd nad tymi ludźmi również na nich wpływa, nie jest kolorowo. Bywa tak, że umysł przejmuje kontrolę, stara się wszystko wytłumaczyć, a ja się boję, że powinienem poddać się temu w całości, oddać wszystko, poddać się nie umysłowi, który mnie wabi, ale wierze wypływającej z serca. "Wpływasz na świat wokół siebie", całkiem fajne hasło, no ale, kurdę, bez przesady! I teraz tak, jest taki gość, nazywa się Bashar i on mówi, że reprezentując określone wibracje przenosimy się w świat, który te wibracje odzwierciedla. Ale co z tymi, którzy pozostali w tamtym świecie? Ogólnie moje doświadczenia sprowadzają się do dwóch odpowiedzi, albo przenosimy się między światami, które już istnieją, i nagle z dnia na dzień wszyscy ludzie w okół są inni i zachowują się inaczej, cały świat wygląda inaczej, czyli reasumując każdy jest zamknięty w swoim matriksie, a inni ludzie są tylko zwierciadłem, gdzie chęć ocalenia i wpłynięcia na drugiego legają w gruzach, no bo w końcu każdy żyje w świecie, który odzwierciedla jego wiarę w ten świat, czyli każdy jest sam będąc sobie Bogiem odłączonym od reszty, podrózującym między światami, nie mamy na nic wpływu, na nikogo, poza tym, w jakim świecie wylądujemy ciągnięci naszą wiarą w ten świat, miłością i wybaczeniem, czyli wszystko co widzimy, to my sami i bądźmy sobą, a może ktoś zauważy. Albo. Są jednostki wśród nas, które mogą wpływać na świat swoją wiarą w niego (nie będę przytaczał przykładów, tak jest, po prostu, na razie na skalę państwa), co w percepcji postrzegania objawia się właśnie jako zmiana świata w okół siebie, łącznie ze wszystkimi istotami będącymi w naszym postrzeganiu, czyli coś przeciwstawnego, w stylu jestem nie widząc czemu tym kim jestem i moja wiara wpływa na innych w okół mnie, czyli każda sekunda mojego życia ma wpływ na tych w koło, trzeba przestać pić piwo, palić szlugi i rozglądać się za kobitami z ślicznym brzuszkiem, z którymi... chciało by się to i owo... Wink Obie odpowiedzi są dosyć mało satysfakcjonujące, bo pierwsza wyklucza miłość między istotami, a jest jedynie wędrówką naszej własnej świadomości, odłączoną od reszty, rozwijającą się z powodu wiary, będącą miłością i wybaczeniem, a mimo wszystko czymś oddzielonym, bo sami sprawiamy świat, w którym ląduje nasza świadomość, a druga, bo niektórzy zostali obdarzeni taką a nie inną mocą i spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność za każdy swój czyn. Masakra! Którą odpowiedź wybieram?? Pierwsza jest łatwiejsza, jesteśmy tym, na co sobie zasłużymy, druga, jestem kimś, kto wpływa na świat w okół mnie, każdą sekundę swojego życia powinienem poświęcać Bogu. No i co wy na to? Sam sobie zbudowałem ten świat, czy mam wziąć za niego odpowiedzialność? Chcę pokoju, chcę, żeby ludzie się nie bali, chcę żeby żyli zgodnie z tym, co podpowiada im serce. Tego Chcę! Miłości i pokoju! A prawda? Prawda czasami boli, każde negatywne doświadczenie w naszym życiu jest potrzebne, każde czegoś uczy. W związku z tym, może być tak, że każda istota dostaje to, czego potrzebuje, wszystko co mi się przytrafiło, chociaż było cieżko, było potrzebne. W takim razie, jaki mam wpływ na innych? Lub też, całe życie byłem pod opieką, by sprawić, byście się nie bali, byście kochali, byście wierzyli w to, że gdy oddacie się Bogu, nic Wam nie grozi! Byście się nie bali! No jazda! Znajdzie się ktoś, kto jest mi w stanie w tym aspekcie coś wyjaśnić? Odpowiedź pierwsza, spier***** stąd, wy też spier********, odpowiedź druga, nie bójcie się, wszystko będzie dobrze! Nic nam nie grozi!

Portret użytkownika Xenox93

Wow, następnym razem staraj

Wow, następnym razem staraj się układać to co chcesz powiedzieć w jakiś ułożony sposób, aby ktoś mógł odpowiedzieć na twoje pytania.
 
1. Czemu przeraża Ciebie sama świadomość połączenia wszystkiego? Tak działa wszystko co Ciebie otacza, to jest nic innego jak Bóg/twórca/kreacjonizm/uniwersum itp.
2. Kreacjonizm (własnej rzeczywistości) jest fundamentem istnienia wszystkiego: akcja->reakcja, przeszłość+teraźniejszość=przyszłość, karma itd.
3. Owszem, twój osąd wpływa nie tylko na tych ludzi, których osądzasz, ale na przyszłość w ogólnym tego słowa znaczeniu.
4. Pamiętaj, że serce nie myśli, nie czuje w sensie emocjonalnym, to wszystko co odczuwasz to wpływ mózgu-organu.
5. Myślisz prawie dobrze o podróżach między światami/wymiarami itp. Lecz połącz to wszystko w całość, nie oddzielaj tego, bo wszystko co stwierdziłeś jest uzupełnieniem odpowiedzi na twoje pytanie.
a) Pamiętaj, że wszystko co istnieje we wszechświecie jest tylko informacją, pewną energią niczym więcej. To twój umysł wraz z całą nauką oraz rzeczami, o których jeszcze nie wiemy sprawia, że widzisz to co widzisz i masz wrażenie, że teraz czytasz to co piszę. Nie mylić z wpływem mózgu, który również istnieje.
b) Co więcej, każdy z nas nie ma własnego mózgu. Jest jeden uniwersalny, źródło/serwer itp. obojętnie jak to nazwiesz, to tylko nazwa. A mózg każdej istoty jest jedynie odbiorcą - komunikacja klient<->serwer jak w odniesieniu do informatyki. Gdyż mózg jak i cała materia, z której składa się również twój mózg działa na zasadzie fizyki kwantowej. Co więcej nasz mózg ma strukturę fraktalną i podobną do budowy wszechświata. Wg fizyki kwantowej każdy atom może znajdować się w różnych miejscach po pewnym odstępie czasu. Czyli atomy, cząsteczki, fotony w twoim mózgu mogą znajdować się w dowolnym miejscu.
c) Mamy również do czynienia z wieloma wszechświatami i wymiarami, które nie są oderwalne od naszego wszechświata i wymiaru. Jest to matematyka, zbiory i ich podzbiory, nieskończoność i prawdopodobieństwa oraz kombinatoryka. To wszystko zakłada, że w źródle informacji znajdują się wszystkie kombinacje (twoich) decyzji i wielu różnych stanów-również materii lub ogólniej historii, dziejów ludzkości i nie tylko. Np. w tej rzeczywistości czytasz mój referat. Jednakże w innej już nie żyjesz lub w jeszcze innej jesteś kobietą i pływasz.
6. Nie byłbym tak od razu egoistyczny, twierdząc, że jestem Bogiem Biggrin Serio, Ty jesteś jedną informacją/manifestacją/kreacją/cząstką itd. Boga. Jesteś jego podzbiorem podzbiorów, które są podzbiorami podzbiorów itd.
7. Wpływ masz, ale jedynie na twoją kreację w tym wszechświecie, z kolei w innym rezultat twojej decyzji może być ten sam lub inny. Np. Zabijasz dziś człowieka bo tak nakazuje Ci twoja religia i giniesz, z kolei w innym wszechświecie możesz to zrobić z innego powodu, ale dalej żyjesz, bądź jesteś osobą bogadą, która jednak wybrała inną drogę, gdyż żyła w bogatej rodzinie lub zamiast zabić swoją bogatą ofarię postanowiłeś się z nią zaprzyjaźnić.
8. Owszem są ludzie w śród nas, którzy wpływają na innych. Poprzez wszelkie źródła informacji/mediów: telewizja, radio, prasa, internet oraz tradycyjna forma społeczność/rozmowy itd. Właśnie w tym jest dowód tego twierdzenia, że gdyby oni sami mogli wpłynąć na wszechświat zrobili by to sami. Jednakże mogą nas zmanipulować tym samym zwiększając szansę zmiany wszechświata/rzeczywistości. Pewnie wielu z Was zauważyło sprzeczność, gdyż z jednej strony jeden człowiek nie ma wpływu na skalę światową potrzebuje większości/innych, ale z drugiej strony za pomocą manipulacji może to zrobić. Zanim zaczniecie to osądzać, posłużcie się kołem Yin-Yang. To, że ktoś nam:
a) pomaga - nie oznacza, że jest dobrym człowiekiem
b) nie pomoże - nie oznacza, że jest złym człowiekiem
Tak samo jest w tym przypadku, jedno nie wyklucza drugiego.
 
9. Cytuję Ciebie:
"
Pierwsza jest łatwiejsza, jesteśmy tym, na co sobie zasłużymy, druga, jestem kimś, kto wpływa na świat w okół mnie, każdą sekundę swojego życia powinienem poświęcać Bogu. No i co wy na to? Sam sobie zbudowałem ten świat, czy mam wziąć za niego odpowiedzialność?
"
Wynik: Połącz obie w jedną całość. Nie myśl szablonowo, ale zacznij korzystać z logiki koła Yin-Yang. To pomoże Tobie uporać się z transformacją umysłu/duszy/informacji. Jesteś teraz w bardzo niebezpiecznym etapie rozwoju, gdyż może to doprowadzić w okresie czasu do samobójstwa lub alkoholizmu bądź uzależnienia się od innych rzeczy. Jeżeli ten etap pokonasz nic nie będzie się wydawało takie jak wcześniej, dostrzeżesz inne rzeczy, inną rzeczywistość.
Tak więc, w poprzednim wcieleniu miałeś wpływ na ten dzisiejszy stan rzeczy, ale nie jest to twoja wina lub tylko i wyłącznie twój rezultat. To czego się teraz nauczysz wpłynie na twój rozwój duszy/informacji, a tym samym na wszechświat. Odpowiedzialność nie jest sprawą prostą, gdyż jest ona jednocześnie indywidualna oraz zbiorowa. To, że ludzkość zginie jest twoją winą ORAZ winą ludzkości.
Jeśli Ty zareagujesz jakoś na czyjąś agresję lub na jakiś problem tak jak będziesz w stanie, to będziesz oczyszczony. Oczyszczony z energii, która jest również pewną informacją. Np. biblijny opis dobra i zła jest jedynie uproszczonym opisem energii. Podam kilka przykładów z różnych dziedzin nauki, są to inne nazwy, ale odnoszą się do tego samego:
a) '+' i '-' w fizyce
b) 'dobro' i 'zło' w religii
c) '- nieskończoność' i '+ nieskończoność' w matematyce
itd. itd.
Jak widzisz dusza jest pewnym nośnikiem stanów/informacji. To dlatego nie da się udowodnić istnienia Boga i duszy, gdyż jest to wszystko co widzisz dookoła oraz co poznałeś w szkole, a tym samym jest nauką. Zauważ, że nauka narodziła się z religii/wiary/pogaństwa.
 
10. Ostatni cytat Ciebie:
"
Chcę pokoju, chcę, żeby ludzie się nie bali, chcę żeby żyli zgodnie z tym, co podpowiada im serce. Tego Chcę! Miłości i pokoju! A prawda? Prawda czasami boli, każde negatywne doświadczenie w naszym życiu jest potrzebne, każde czegoś uczy. W związku z tym, może być tak, że każda istota dostaje to, czego potrzebuje, wszystko co mi się przytrafiło, chociaż było cieżko, było potrzebne. W takim razie, jaki mam wpływ na innych? Lub też, całe życie byłem pod opieką, by sprawić, byście się nie bali, byście kochali, byście wierzyli w to, że gdy oddacie się Bogu, nic Wam nie grozi!
"
Zmieniaj świat zaczynając od siebie. Każdy twój dobry czyn przyniesie dobre rezultaty: Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Kolejny cytat z Biblii: "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj"
To wszystko ma nawiązywać do tego, że owszem, życie nas uczy, ale chęć uniknięcia złych doświadczeń życiowych jest dobra i możliwa pod warunkiem, że:
zmiana komfortu życia będzie wprost proporcjonalna do nauczania i rozumienia logiki przyczonowo skutkowej oraz poczucia i zrozumia dążenia do doskonałości. Np. chęć życia w nieśmiertelności jest "dobra"(choć nie do końca), gdy człowiek zrozumie, że jest równy drugiemu człowiekowi(brak hierarhii, empatia) i gdy będzie prowadził pojazd, będzie uważał na drodze ze względu nie tylko na siebie, ale na możliwość spowodowania wypadku. Jest to jedyny sposób na polepszenie życia. Jednakże na obecną chwilę dominuje zwierzęca część człowieka, więc z racji na ten stan rzeczy, człowiek powinien wrócić do życia w zgodzie z naturą. Zauważ, że gdyby człowiek poszedł w drugą stronę, czyli w końcu byłby w stanie pogodzić komfort życiowy bez negatywnych doświadczeń, człowiek osiągnąłby również równowagę z naturą/Bogiem/twórcą itp.

Portret użytkownika Anonimowy

Dziękuję za odpowiedź,

Dziękuję za odpowiedź, dopiero teraz odpisuję. Postaram się pisać tak, by było wiadomo o co mi chodzi, chociaż niektóre doświadczenia ciężko opisywać.
Nie przeraża mnie taka świadomość, ale coś we mnie boi się skutków tego, których nie potrafi zrozumieć. Czasami jest w porządku, mam też ciekawe doświadczenia, które są trudne do opisania, chociaż wydają się takie proste. Czasami mam momenty, w których czuję takie dziwne połączenie tego, co mnie otacza. Coś w rodzaju jakby wszystko to co widzę było we mnie. Taki stan po prostu bycia, ale coś się za tym kryje, nie wiem jak to opisać, patrzę na coś i mam wrażenie, że to jest część mnie, ale mówię, nie potrafię tego wyrazić. Gdy umysł nie próbuje tego interpretować, to jest w porządku. Jest trochę tak, że coś sprawia moje działania i np. gdy coś powiem lub zrobię, to potrafię zaskoczyć się tym. Dialog wewnętrzny i interpretacja jest gdzieś w tle, lub czasami całkowicie jej nie ma i coś w środku nagle się orientuje, że tak jest i się zaczyna. Zdarzenia mają taki dziwny wydźwięk, jakby wszystko działo się tak nak należy, chociaż wtedy nie mam nad tym większej kontroli.
Tak, czasami mam doświadczenia, które pokazują mi, że nawet małe moje decyzje mają wpływ na przyszłość, przez to czasami miewam problem z podejmowaniem decyzji, nie wiem czy pójść w prawo, czy w lewo. Jest też tak, że umysł próbuje podszyć się pod pewien specyficzny stan, ale wtedy mam takie poczucie, że jestem od kogoś lepszy, co jest złe. Świat dookoła wytrąca mnie z tego, coś przeleci, coś stuknie, coś spadnie i nagle zdaję sobie sprawę, że utonąłem w poczuciu tego, że jestem kimś innym od wszystkich. Piszę o tym, bo to widzę, nie wiem jak z tym walczyć, ale najczęściej świat mi to szybko ilustruje. W tym momencie zauważyłem, że wszystko jest dobrze, dopóki sprawy idą po mojej myśli, ale gdy coś jest po mojej myśli, to odzywa się coś, czemu się to niepodobało. To jest pycha, nabieram się na jakąś wyjątkowość, na szczęście nie trwa to długo. Gdy mnie z tego „wyrzuci”, wtedy czuję, że jestem i przy okazji czuję pewną pustkę, bo nie mam czym karmić „siebie?”.
Tak, miałem tak, że gdy np. osądziłem kogoś myśląc, że robi coś złego, że mi szkodzi, po czasie miałem doświadczenia, które pokazywały mi, że ten człowiek nie jest zły. W ogóle granica między dobrem a złem gdzieś się zaciera. Wtedy staram się wybaczyć wszystkim działaniom i próbować zrozumieć, co danego człowieka, który wyrządził mi krzywdę, lub w mojej opini wyrządził krzywdę innym, mogło do tego zmusić. Kiedyś byłem i bywam taki, jacy są ludzie, którzy jawią mi się jako źli. Staram się tego uniknąć. Ciekawym jest też to, że Ci ludzie, którzy pozornie robią coś złego, lub uprzykrzają mi w jakiś sposób życie, najwięcej mnie uczą. Ci, którzy mnie głaszczą, utwierdzają mnie w stanie, w którym się akurat znajduję, a Ci, którzy mnie biją, sprawiają, że po czasie zaczynam rozumieć, że te doświadczenia działają tak na prawdę korzystnie dla mnie. Ciekawe.
Czasami mam poczucie, że chciałbym coś zrobić, ale się tego boję, albo napływają myśli, które próbują mnie od tego odciągnąć, albo to czymś zastąpić. Dla przykładu, szybko zbiera we mnie napięcie seksualne, pragnąłbym być z jakąś kobietą, można to rozwiązać z pomocą pieniędzy w 15 min., jednak wtedy walczę ze sobą, mówiąc sobie, że dam radę i nie czynię tego, co uważam za niestosowne, a w końcu cała przygoda kończy się przed monitorem. Gdy miałem coś co nazywają depresją (dla mnie ten stan już nie jest prawdziwy, chociaż wiem, że prawdziwym może być do momentu zakiełkowania jakiejś wiary, że jestem pod opieką, że to tylko samonapędzające się myśli), skorzystałem kilka razy z pewnego rodzaju usług, jednak nie poczułem tak na prawdę wtedy spełnienia, wiele razy nabierałem się na to samo. I w ogóle dziwna sprawa, nie chcę myśleć w taki sposób, ale czasami wydaje mi się, że jestem więźniem umysłu, że on celowo podsyła mi pragnienia z których realizacją staram się walczyć, bo niosą potencjalne zagrożenie. I to daje mu pretekst do wyrzutów sumienia, że zrobiłem coś złego. To wszystko wygląda na jakąś gierkę. Jak takie aniołki i diabełki z bajek, które siedzą na ramieniu, najpierw ten czerwony coś mówi, poźniej ten biały płacze, jak mogłem to zrobić. Teraz w konsekwencji unikam takich kontaktów z kobietami, bo poznałem pewną kobietę, która sprawiła, że kiika minut spędzonych z nią dawało mi coś, co zdaje się nie mieć żadnego substytutu.
A. Kiedyś ktoś powiedział mi i przeczytałem, że co na górze to na dole. I to zaczyna być dziwne i przy okazji przerażające. Miałem doświadczenia, w których odnosiłem wrażenie, że niektórzy ludzie nie istnieją. Każdy, z którym wchodzę w kontakt jakby mnie czegoś uczył, robiąc coś niby dobrze lub niby źle, jakby był manifestacją pewnego pierwiastka, który kest we mnie i go naświetlał. B. To dziwne, bo mam czasami tak, że jakby wydaje mi się, że moje myśli są niekoniecznie moje i że myśli ludzi i ich wiara we mnie, ma odzwierciedlenie w moim zachowaniu. To wszystko jest takie, że mogłoby wyglądać na chorobę psychiczną. Staram się tego nie interpretować, ale gdy znajdę się w grupie ludzi, którzy odbierają mnie w jakiś konkretny sposób, to zdaję się być bezsilny. Dziwna sprawa, to jakby taka zbiorowy zbiór myśli, który na mnie oddziałuje i z którym cieżko walczyć poza tym, żeby się z tego wyrwać i robić „wbrew sobie?” to na co aktualnie mam ochotę i co w rzeczywistości burzy myśli innych ludzi. C. Tego nie rozumiem, czasami jak zasypiam, mam sny, które zdają się bardzo prawdziwe do momentu w którym się nie obudzę. Tzn. zdarzenia w tych snach układają się w całość, nie mam wtedy świadomości tego, że śnię i to co robię przypomina moje życie, tylko jakby inne i czasami obiekty, które widzę w snach z nim korespondują. Kiedyś ocknąłem się w śnie, wiedziałem, że spię, wiedziałem, że leżę na swoim łóżku, byłem jakby świadkiem swoich wydarzeń, postacie ze snu kazały siedzieć cicho i o tym nie wspominać, potem zabrały mnie w podróż, nie coś wyjątkowego, ale coś, czego byłem tylko świadkiem śniąc bezpiecznie we własnym łóżku, to było bardzo ciekawe doświadczenie, z którego zdawałem sobie sprawę już w momencie w którym trwało.
Tak wiem, tak napisałem, bo niektóre doświadczenia, których umysł nie potrafi zinterpretować, wyglądają na coś takiego, jakbym sam tworzył sobie własną rzeczywistość. Nie jestem Bogiem, jestem jego częścią, chodziło mi bardziej o to, że są czasami rzeczy, których nie potrafię wyrazić, a które sprawiają poczucie tego, że sam to wszystko tworzę. Taki mały Bóg, taki swój Bóg. Gdybym był Bogiem, to bym o tym wiedział. Smile
Czasami mam wrażenie, że cząstka mnie poradziła sobie sobie z czymś bez mojego udziału i nagle przy konkretnych okolicznościach zauważam, że kurdę, coś jest inaczej, a ja tego nie przepracowałem. Czy to o to tutaj chodzi?
O tak, nie mam telewizji, staram się nie czytać wiadomości. Są w mediach stwierdzenia, które sprawiają, że np. ludzie się boją, albo myślą w określony sposób. Tacy ludzie są jakby żołnierzami, to jakby zbiorowe nasycanie jakiegoś tematu, ale każdy z osobna wyprze się tego, taki rój. I co ciekawe, co zauważyłem we własnym otoczeniu, ludzie, którzy wzajemnie się atakują, którzy się obgadują, są tak jakby z jednej frakcji. To jest taka siła, która wzmacnia w nas różne konspiracje, powodoje niechęć do kogoś. A to jedna siła, w której z porozu współzawodniczące ze sobą jednostki sprawiają, że efekt ich działań w nas jest na prawdę taki sam. Ciężko mi mówić o tym co jest dobre, a co jest złe, ale myślę, że jeśli ktoś jest zły, to jest nim niekoniecznie ten, który to zło nam czyni, ale ten, który wskazuje palcem i mówi „to jest złe, on jest zły, oni są źli”. Nawet ten, który wskazuje zło posiada w sobie w sobie potencjał, który sprawia, że coś zrozumiemy. Jak napisałeś Jing i Jang, jeśłi wszystko dąży do równowagi w każdej istocie znajduje się tyle samo jednego i drugiego, trzeba tylko to dostrzec i wyciągać z tego jakieś wnioski. Jeśli ktoś robi nam źle to robi to do momentu w którym zrozumiemy coś w sobie i np. poprzez wybaczenie i akceptację „robienie złego” się skończy. Ci którzy kiedyś byli „źli”, nagle są jakby „dobrzy”, koło się obraca. To dziwne, bo z tego płynie wniosek, że nie ma dobra ani zła, że to wszystko jest częścią organizmu, który chce byśmy to zauważyli. Ciekawe. Ludzie są źli dla innych ludzi, czasami cieżko to zaakceptować, nie wiem czy można z czymś walczyć, poza dogmatami, interpretacjami świata w okól nas, które nie są nasze. Cieżko mi o tym mówić. Gdy widzę, że ktoś robi komuś krzywdę, to nie wiem jak zareagować. Mnie też czasami ludzie robili krzywdę, ale później dochodziłem do wniosku, że sam sobie robiłem krzywdę. Gdy ktoś kogoś bije, bardzo cieżko mi na to teraz reagować. Nie wiem co robić. Nie chcę myśleć, „że nie ma nic za darmo”, ale sam tego doświadczyłem. Gdy ci „źli” okazują się być zbawienni, to bardzo trudno jest wskazać zło, poza tym, które tkwi w nas samych i koresponduje ze „złymi” doświadczeniami, które nas spotykają. Nie można czynić zła, nikt nie jest w mocy i wiedzy, która pozwala krzywidzić drugiego człowieka. Jeśli ktoś kogoś krzywidzi, to trzeba temu jakoś przeciwdziałać, ale nie wiem jak. Teraz przyszła mi myśl, że trzeba przeciwdziałać zachowaniom, które sprawiają, że ludzie sami siebie krzywdzą. Ale ciężko być świadkiem krzywdy wokół nas. Nie wiem, to jest wszystko cienka granica, boję się o tym myśleć, nie akceptuję zła, ale rozumiem jego pochodzenie, nie wiem jeszcze jak mu przeciwdziałać biorąc pod uwagę własne doświadczenia. To jest w ogóle zagadka, ale nikt nie ma prawa czynić zła, chociaż czasami nie wiem jak na nie reagować. Nie zgadzam się ze złymi doświadczeniami wokól mnie, chciałbym, żeby ich nie było. To jest takie subtelne. Jak komuś skutecznie pomóc, gdy nie widzi się drugiego dna? Z drugiej strony nie można chyba wszystkiego ignorować. Jeśli czemuś przeciwdziałać, to wierze w to, że zło istnieje. Dziwne. Nie wiem. Czasami nieświadomie sprawiłem, że ludzie cierpieli. Nie chciałem, żeby cierpieli, ale moje działania to spowodowały, nie były świadome, ale tak było. Wyrządzałem ludziom krzywdę nie chcąc im jej wyrządzać. To nie jest tłumaczenie siebie, to coś, co zauważa się „po fakcie”. „dobro i zło”, lub „Nie ma dobra ani zła” to dla mnie teraz bardzo delikatny temat, kto oglądał Gwiezdne Wojny wie o ciemnej stronie mocy. Smile Granica wydaje się bardzo cieńka, ale istnieje. Chyba chodzi o to, żeby nie kierowały mną emocje takie jak lęk, strach, zemsta, nauczka, bycie sędzią. Eh, ale jak reagować na to co widzę i czego nie pochwalam? Cieżka sprawa, bardzo ciężka.
No więc właśnie, ten punkt trochę odpowiedział na to co pisałem w ostatnim. Zło istnieje, ale trzeba je transformować w dobro. Ale jeśli myślę, że robię komuś dobrze, to nie zawsze tak jest, mimo wszystko chyba trzeba to robić z pominięciem kreowania swojego wizerunku na kogoś kto jest dobry. Jeśli coś robię z dobrą intencją, pozbawiony pychy, agresji, chciwości, jeśli czynię coś co uważam, że powinienem czynić, to chyba to jest dobre. Jeśli się okaże, że to było złe, to nie mogę więcej tergo robić. gdybym wiedział, że się przewrócę, to bym sobie usiadł. Najlepiej pokazywać ludziom miłość i dobro. Wszystko jest miłością, są jednostki, które być może kochają inaczej. Zło nie musi istnieć, a z drugiej strony czasami jakby musi, chociaż nie musiałoby, ono jest, chociaż mogłoby go nie być. Ostatnio wypowiedziałem słowa „Może jeśli biały nie daje rezultatu, to przychodzi czarny i działa brutalniej i skuteczniej.” To jakby coś w stylu, że jeśli dobrowolna i delikatna terapia nie przynosi rezultatów, to czeka nas terapia wstrząsowa. To jest trudne. Nie można czynić zła i krzywdy i jak reagować w momencie, w którym ktoś je czyni. Tak sobie myślę, że wtedy trzeba wprowadzać pokój, zjednoczenie, między dobrem a złem, uświadomienie obu stron, co każdą ze stron skłoniło do takiej a nie innej reakcji. Jakieś nieporozumienie, inaczej tego nie potrafię nazwać. I wybaczać, to jest trudne, ale strasznie silne. Wybaczać, ale nie usprawiedliwiać i pochwalać. Nie można tłumaczyć zła, zło jest i będzie złem, ale można to wybaczyć i próbować zrozumieć, jednak bez usprawiedliwiania, zło zamienić w dobro siłą uświadomienia? Oj, masakra, dobro i zło, co za jazda, jak z tym żyć. Nie można go czynić, a nie można go też akceptować, chociaż ono jest i trzeba je zrozumieć i wybaczyć, ale nie pochwalać. To jest jakaś totalna jazda, gubie się w tym, gdy próbuję to oceniać i zrozumieć, ale sam wiem, że trzeba czynić dobro, tylko co jest dobre? Te rozterki sprawiają, że miewam problemy z podejmowaniem decyzji. Nie chcę czynić zła, ale czasami rzeczy, które chciałbym uczynić, wydają się być złe. Trzeba wybaczyć sobie i wszystkim w koło. Ok, trzeba kochać, tyle, to pewnie odpowiedź na wszystko. Kochać innych bardziej niż siebie, bez negatywnych wpływów i powodów. Miłość wszystko zwycięży! Być może Ci, którzy czynią zło są czymś w rodzaju odpowiedzi na brak dobra. I chyba w tym tkwi największa tajemnica i największa odpowiedź na to, co czynić i co jest dobre, a co złe. Każdy ma inny cel w życiu, jest inną cząstką całości. Zaryzykuję swoim własnym podsumowaniem tego dylematu: Trzeba kochać drugiego człowieka prosto z serca, wyzbyć się siebie i swojego wizerunku, swojej przeszłości i tego co wiemy i co myślimy że jest dobre. Trzeba kochać dla samego kochania, pomijając to, co czyniło by z nas kogoś, kto zdaje się mieć prawo krzywdzić drugiego. Za każdym razem i z każdą okolicznością kochać na nowo, kochać świeżo, kochać bez przyczyn i skutków, bez celu. Po prostu kochać. Kochać elastycznie, jeśli świat się obróci do góry nogami, dalej kochać. Kochać zawsze na nowo i w tym momencie, kochać świeżo, kochać tak jak potrafimy, kochać za darmo. Kochać wszystko co nas otacza i kochać, co sekundę kochać na nowo, kochać nie z rozbiegu, kochać w każdym momencie świeżo i w granicach Teraz. Uczyć się i sobie wybaczać, by zapomnieć o tym by się bać, by móc kochać. By móc być zawsze świeżym i nieprzewidywalnym w swojej miłości. Kochać za darmo i zawsze szczerze, nie planować jak kochać, ale kochać. Kochać wszystko bez gniewu, lęku i pychy. Kochać najpierw kogoś, jeśli nie tylko kogoś, kochać innych tak, by czuć się niekomfortowo, ale tylko, żeby kochać wciąż świeżo, bez przeszłości i przyszłości. Kochać i tylko kochać, poza czasem, poza snuciem historii o „naszej miłości”, poza zrozumieniem tego jak kochać. Kochać i być w tym czystym jak łza. Nie dochodzić do tego jak kochać, ale kochać. Kochać na skalę swoich możliwości, kochać na ile dusza zapragnie. Nie pragnąć kochać i nie zastanawiać się jak kochać, ale kochać! Kochać każdą chwilę, jakby to był ostatni moment w naszym życiu. Pokochać chwilę tak, jakby miała zrównoważyć całe nasze dotychczasowe życie. Kochać to, czego doświadczamy. Nie bać się kochać. Nie bać się kochać i nie bać się kochać. Czysto. Kochać czysto, bez nagrody, kochać dla kochania, za darmo. Kochać dla miłości, dla nas, dla świata, ale zawsze na nowo, dla pokoleń, od których tylko pozornie jesteśmy oddzieleni. Kochać. Nie bać się! Kochać. Kochać bez Ja. Kochać bez siebie. Wybaczać i kochać. P.S. Czasami ludzie opisują swoje mistyczne doświadczenia, spotkania z aniołami i innymi bytami. Kiedyś poprosiłem Ducha Świętego (lubię żargon chrześcijański, Biblia moim zdaniem pozwala zrozumieć i nazwać wiele rzeczy na poziomie umysłu, by zrównoważyć się z duchem), by nie spotykały mnie takie doświadczenia, bym nie musiał takich doświadczeń osądzać i interpretować, bym nie popadł w paranoję. Było jedno doświadczenie, był jakby przekaz, coś w tym rodzaju. Za górami, za lasami, pierwszy raz się tym dzielę, bla bla bla: „Bo wiesz o co w życiu chodzi? O to czego się boisz! - 44”. Nie bójcie się kochać. Wszystko jest miłością! Dziękuję! Napisałem to wszystko, by poznać odpowiedź, którą chyba już znam. Kochać! Miłość jest odpowiedzą. Nie bójcie się! I bardzo was przepraszam, to jest to, o czym napisał mój przedmówca, dużo piję, wtedy tonę, nic mnie nie nie atakuje, ale czas się zatrzymuje dla mnie, chociaż z zewnątrz biegnie dalej, to trzeba później nadrabiać. Wiem, że to nie jest dobre i nie mogę się temu poddawać. Piję i palę, chociaż nie chcę, robię to wbrew sobie, nawyk, to tylko plaster na ranę, która przykryta plastrem nie jest w stanie się zagoić, trzeba jej powietrza. Zwalczę to, Wy też, nie bójmy się, lepszy świat jest już wśród nas, już istnieje. Kocham Was! Przepraszam Was wszystkich za to, to trzeba zmienić, nie ma innego wyjścia, stanąć twarzą twarz ze światem i go przezwyciężyć, nie wygrać, nie toczyć wojny, a być ze swoją miłością do świata ponad, albo raczej obok, nie lepszym ani gorszym, tylko obok wojny i strachu, która toczy się w nas i obok nas, kochać bez względu na okoliczności. I jeszcze jedno chciałbym napisać. Chociaż nie mam telewizji i mediów, ta informacja dotarła do mnie na tyle silnie, by poświęcić jej uwagę, poczułem lęk jaki za sobą niesie. Wiem, że we Francji zginęli ludzie, wiem, że mówią w mediach o konflikcie, jakimś ISIS, że straszą. Nie bójcie się, proszę!! Niech nie wzbiera w nas agresja. Jesteśmy pod opieką, nie bójmy się. Ktoś/Coś próbuje wzniecić w nas strach, lęk i agresję. Przeciwdziałajmy temu poprzez szerzenie miłości do drugiego, to jest praca dla dobra nas wszystkich, na każdym kroku, nie musimy robić tego globalnie i nie musimy wiedzieć jak to robić, ale w granicach swoich możliwości, bez strachu, po prostu robić to, kochać. Nie patrzeć daleko, ale na to, co nas otacza. W ten sposób nie musimy się bronić ani atakować by zwyciężyć. By miłość zwyciężyła, by znów stanowiliśmy całość jako ludzkość, organizm, który strach próbuje podzielić. Kocham Was wszystkich, bez wyjątku. Kocham Was! I Ciebie kocham, moja droga, cieszę się każdym Twoim szczęściem, dzisiaj byłem na prawdę szczęśliwy, że jesteś szczęśliwa, i dziękuję, że jesteś, że już wiem, że istniejesz, jesteś dla mnie jak ogień, potrzebuję Cię i boję się Ciebie, a każdy Twój ruch spala we mnie to co złe! Kocham Cię zanim Cię poznałem, kocham z natury, za nic, przepraszam, że jeszcze się ociągam. Chciałbym być na tyle silny i do tego dążę, by móc się Tobą opiekować, dajesz mi siłę, naświetlasz wszystko, mam nadzieję, że jesteśmy jednym, dwoje w jednym ciele, jeśli do tego dojdzie, to wierzę, że usuniemy strach! Kocham Cię! Bądźmy razem! I kocham Was! Ludzie, zwalczmy zło i przeciwności w sobie poprzez akceptację, wybaczenie i zrozumienie, a będziemy razem i w końcu złapiemy się za ręce i zapłaczmy, niech to będą dobre łzy. Wierzę, że tego chce każdy nas, bądźmy jednym, dla nas! Zwyciężmy ten ten świat miłością! Kocham Was! Amen!
Pozdrawiam, Piotrek, lat 26.

Portret użytkownika Xenox93

Nie przejmuj się tym, że

Nie przejmuj się tym, że czegoś nie zrobiłeś lub nie wiesz, którą drogę wybrać. Gdyż niezależnie od podjętej decyzji i tak czegoś się nauczysz. Każdą decyzję z przeszłości traktuj w ten sposób, że na tamtą chwilę i tak podjąłeś najlepszą decyzję jaka Ci się wydawała. Jednakże, ucz się na błędach i staraj się ich unikać. Ale każdą klęskę traktuj jako naukę i nie użalaj się, że po raz kolejny nie udało się bo to niczego nie zmieni. Nie stój w miejscu, bo to nie o to w życiu chodzi - szczególnie w życiu materialnym. Jeżeli twoja podświadomość wymusza na Tobie szukanie odpowiedzi czemu nie dałeś rady, to raczej dobrze, w ten sposób kontemplujesz, a twój umysł stara się zrozumieć co poszło nie tak - uczy się na błędach. Tylko tak jak wcześniej wspomniałem nie przejmuj się porażką, bo to Ciebie nie zabije to Cię wzmocni.
 
Dokładnie tak samo miałem w przeszłości z osądzaniem innych, tak jak to Ty opisałeś i tak samo wybaczam im, bo wiem co czują - empatia. To potwierdza powiedzenie: "nigdy nie mów nigdy". Gdyż granica między dobrem a złem jest tak cienka, że można założyć, że taki podział nie istnieje. Zło i dobro to tylko kontrasty. Bez zła, nie ma dobra i odwrotnie. Żeby dostrzec dobro, najpierw musimy do czegoś się odnieść, mieć jakiś przykład zła. Z kolei osądzanie jest dziecinadą, gdyż nie da się stwierdzić czy ktoś jest zły czy dobry. Każdy człowiek popełnia zło, z jakiegoś powodu. Czy to ze złych wspomnień, wybrał mniejsze zło(nie miał możliwości wyboru dobra; został przyparty do móru), nie zna dobra-nikt go nie nauczył bądź z jakiegoś innego powodu.
 
Co do napięcia seksualnego to jest jedno z pragnień przyziemnych-cielesnych. To twój mózg ma taką potrzebę, która wynika z biologii. Sedno jest w tym, że trzeba mieć równowagę pomiędzy "duszą" a ciałem. Jedna ze wschodnich filozfii - Tantra, dotykę tę tematykę. Zakłada ona, że podczas kontaktu seksualnego z partnerem/partnerką dochodzi do wymiany/przepływu energii żeńskiej i męskiej. Gdy prawdziwa miłość spaja ludzi, dopiero wtedy są oni w stanie poczuć ten przepływ. Wg jednej teorii masturbacja prowadzi do wymiany energii z samym sobą, co w konsekwencji powoduje, że coraz bardziej patrzymy na siebie - egoizm/narcyzm. W rzeczywistości moralność zależy od Ciebie, jeżeli uważasz, że masturbacja to zło, to zamiast to zaakceptować i zacząć to kontrolować, zaczynasz "walczyć z wiatrakami". Wtedy pojawiają się wyrzuty sumienia. Moralności uczymy się sami przez całe życie, nie raz ulega zmianie.
 
A. Owszem, ludzie są pewnym pierwiastkiem/manifestacją, ale istnieją tak samo jak Ty. Wasz kontakt powoduje, że czegoś się uczysz, ale i ta druga osoba również. Ten kontakt był Wam obu potrzebny. 
 
B. To o czym piszesz, może mieć wpływ o podłożu psychicznym. Ludzie mogą wpływać/wywierać nacisk na nasze zachowanie, ale to Ty musisz przejąć nad tym kontrolę. Należy tak żyć, aby czerpać z każdego dnia wszystko tak jakby nie było jutra, ale przy tym nie krzywdząc innych/nie kosztem innych.
 
C. Sny są bardzo dziwnym tworem. Gdyż mówią wszystko o Tobie, ale czasami pozwalają dostrzec coś czego nie jesteś w stanie dostrzec na codzień. Dość często miewałem prorocze sny, które się sprawdzały bądź miałem kontakt z manifestacją boskości lub samego Jezusa i Maryji. Te kontakty nie były wytworem mózgu, bo jak na te lata, kiedy mi się przytrafiały nie było możliwe, żebym je rozumiał. Być może doświadczyłem OOBE lub kontaktu z wyższą cywilizacją bądź ze światem duchowym. Ciężko powiedzieć, zważywszy na to, że może twoja podświadomość bądź nadświadomość chciała Ci coś pokazać Wink
 
Dokładnie, media różnego rodzaju, zaczynając od pierwotnego sposobu - rozmowy/opowiadania, zatrzymując się na książkach, grach i w końcu skończywszy na internecie powodują, że jesteśmy poddawani manipulacji. Łatwo nami kontrolować, gdy przestajemy sami analizować dane i przestajemy myśleć. To poważne zagrożenie, które w dobie XXI w. jest masowe :/
 
Co do istoty samego zła można o nim pisać i pisać. Gdyż początek zła sięga aż czasów pierwszych plemion/osad, gdy pewna osoba władała innymi ludźmi, zaczęła ich kontrolować a złoty wiek nastąpił, gdy pojawiły się pierwsze cywilizacje. To wtedy kapłani za pomocą wiary i wtedy wykorzystując strach zaczęli to wykorzystywać jako narzędzie do kontrolowania innych. To oni ogłupiali ludzi, dytkując im moralność, to oni mówili, że bóg/bogowie chcą wojny z innymi plemionami, gdy w rzeczywistości chodziło o zaspokojenie pragnienia - kontrolowania wszystkich i wszystkiego. W rzeczywistości jest to przykład grzechu pierworodnego - czyli nauka -ludzie zaczęli myśleć, być świadomi swojego bycia/istnienia oraz zaczęli zaspokajać inne potrzeby oprócz tych naturalnych-zwierzęcych( głód i przetrwanie ) dodając ciekawość, która w konsekwencji powoduje chęć dominacji nad innymi. Te o to potrzeby przeobraziły się w coś co dziś nazywamy piramidą potrzeb. To dziś organizacje za pomocą wszystkich środków manipulacji starają się wywrzeć pewne zachowanie, szczególnie pomocny okazał się twór zwany - pieniądzem/mamoną. To on dyktuje Ci jaki masz być, co masz zrobić itp.
 
Co do czynienia zła, to tak jak wcześniej pisałem. Popełniamy go bo nie mamy zaspokojonych potrzeb, kiedyś wystarczyło wyżywienie i bezpieczeństwo. A to wszystko za darmo. Później gdy za wszystko trzeba było płacić pojawiły się problemy socjalne. Patologie, przemoc, zazdrość i wiele innych negatywnych cech. Gdyby nagle usunąć hierarchię, władzę i pieniądze, nagle 80-90% zła/problemów znika. Owszem nie jest to proces gwałtowny, ale trwający kilka lat. Podstawą jest edukacja, m.in. logika a szczególnie logika przyczynowo-skutkowa.
 
Również to, że spotyka nas zło, jest naszym wyborem. Jeżeli wkładamy rękę do ognia to logiczne, że się opażymy. Problemem jest również brak komunikacji i szczerości oraz strach, szczególnie w związkach, gdyż to prowadzi do patologicznych związków, kłutni jak i rozwodów.
Aby przeciwdziałać złu, należy uczyć innych empati i altruizmu. Tego aby rozmawiać, konsekwencji różnych wyborów oraz miłości do innych, a co najważniejsze chęci zmieniania się, rozwijania się oraz kontemplacji. Wyładowywanie negatywnych energii/emocji w inny sposób, a jeżli ktoś sobie nie radzi, podejście psychologiczne osób trzecich, czy to znajomych, którzy znają się chociaż trochę na tym lub psychologom. Egoizm jest najgroźniejszy, bo powoduje, że czynimy sporo zła, czasami nie będąc świadomi, a gdy ten sam problem dotyka nas, jesteśmy wielce oburzeni i wtedy wyzywamy Boga lub innych dookoła, kiedy problem tkwi w nas samych.
 
Drugie dno dostrzeżesz, gdy dłużej z kimś porozmawiasz i poznasz go. Szczera rozmowa potrafi wyjaśnić powód krzywdzenia innych, a znając przyczynę, trzeba uświadomić to tej osobie aby była świadoma oraz w jakiś sposób to kontrolować/tłumić.
 
Krzywdzenie innych jest dość ogólne, bo to czy ich skrzywdziłeś zależy od kontekstu. Jeżeli drugiej osobie powiedziałeś prawdę to nie do końca musiałeś ją skrzywdzić - koło Yin-Yang. Osoba, która kłamie/nie mówi prawdy tylko po to, aby druga osoba nie płakała, że jest brzydka czy coś w tym rodzaju może oznaczać krzywdzenie oraz złą postawę. Lepsze jest wytłumaczenie w dość subtelny sposób w czym problem i zaoferowanie tej osobie swojej lub czyjeś pomocy.
 
Owszem negatywne cechy powodują, że rezultat będzie też nagatywny. Negatywna energia musi wrócić, ma to pewnie związek z III zasadą dynamiki Newtona - zasada akcji i reakcji Wink
 
Nie zawsze szczera chęć czynienia dobra oznacza dobro. Bo co jeśli chcesz szczerze pomagać innym, np. biednym dając im pieniądze skoro w rzeczywistości krzywdzisz ich, bo nie uczysz ich samodzielności. Powinieneś ich pokierować, nawet pomóc znaleźć pracę, mieszkanie na jakiś czas, ciuchy, ogolić itp. W ten sposób czynisz prawdziwe dobro, bo nie czynisz z nich pasożytów społeczeństwa, bo co jeśli Ciebie zabraknie lub będziesz musiał wyjechać? Kto im pomoże? Ciągle będą od kogoś zależni a to nie jest dobre, wręcz przeciwnie.
 
Hmm, strach jest blokadą przed szczęściem, przed miłością i nie pozwala nam na bycie sobą. Więc coś w tym jest Wink
 
To, że pijesz i palisz wcale nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem. Owszem mógłbyś zadbać o siebie, o zdrowie psychiczne i fizyczne, ale to nie jest niezbędne.
 
Co do Francji to jest inna inszość. Tu w grę wchodzi polityka, która jest tylko zła. Gdy przeczytwasz wszystko od początku XX w. to zrozumiesz, że wszystko rozgrywa się o jedno o pieniądze, a na prawdę o władzę. Chęć władania całą Ziemią i wszystkimi ludźmi. Całość zaczęła się gdy Ameryka została włączona do I Wojny Światowej i straciła na tym, to wtedy postanowili zarabiać na wojnach i konfliktach. Najpierw wrogami byli: Niemcy, ZSRR i Japonia. Niemcy zostali pokonani przez ZSRR, później częściowo ZSRR upadł przez USA, za pomocą propagandy, tak rok '89 był zbiorową manipulacją, karmiono wtedy ludźmi luksasami i rajskim życiem, że będzie lepiej i w ogóle. A wchód, czyli Chiny, Japonię, a tak właściwie cały świat przestraszył się po ataku na Hiroszimę i Nagasaki. Później trwały wojny na bliskim wschodzie i tu zaczyna się cała historia. Otóż to USA są napastnikami na wschodnie kraje i to oni są odpowiedzialni za to co tam się dzieje. Co więcej Amerykanie nie chcieli za bardzo wtrącać się tam, ale państwo wiedziało lepiej. Niby była to "pomoc" humanitarna pod pozorem wprowadzenia demokracji. Jak się dziś okazało, wcześniej te państwa były spokojne, czyste i w ogóle, dziś są zniszczone i pozbawione ludzkich zachowań. Na ogół wszystko jest wprowadzane bez przemocy, tzn. firmy państwowe upadają na rzecz firm zachodnich, które dodatkowo wydobywają ropę. W tym rzecz, że niektóre osoby znane nam wszystkim postanowiły się przeciwstawić temu stanu rzeczy. I dopiero wtedy zostały uznane za terrorystów. Wiesz co jest najzabawniejsze? To, że kiedyś podczas II Wojny Światowej tacy ludzie byli nazywani partyzantką lub podobnie :/ Dziś zostało to wypaczone, terroryzm brzmi straszniej niż partyzantka, ciągłe powtarzanie w mediach tych słów powoduje, że kłamstwo powtarzane tysiące razy staje się prawdą. Atak na WTC, metro itp. a teraz na Paryż ma jeden cel - zastraszyć wszystkich, wywołać u ludzi chęć oddania wszystkiego co mamy państwu, które na rzecz "walki z terroryzmem" może nas inwigilować i robić z nami co się im będzie podobać. Wystarczy spojrzeć na Francję, że stała się państwem policyjnym. Znowu są godziny policyjne, państwo może wejść do czyjegoś domu bez nakazu itp. czyli mamy do czynienia z zaprzeczeniem demokracji. Świat niestety zmierza w złą stronę, w stronę zniszczenia i totalnego chaosu, gdzie każdy jest kontrolowany przez władzę. Wizja znana z wielu filmów Sci-Fi i nie napawa optymizmem. Ale nie ma się czego bać, bo możemy temu zapobiec lub się przyglądać. Decyzja należy do nas i jak każdy z Was zauważył, cały czas o czym mówiliśmy wcześniej odnośni się idealnie do tego co ma dziś miejsce. Swiat jest kontrolowany za pomocą manipulacji, wszystko jest połączone i decydowanie o dobru i złu jest trudne, więc nie na miejscu jest mówienie, że wschód jest zły, a zachód - USA dobre, bo tak w cale nie musi być. Właśnie znowu mamy do czynienia z kołem Yin-Yang. Wg innych Ameryka zrobiła tyle dobrego, a wschód jest kojarzony z czymś dzikim, niestety historia została wypaczona jak zwykle po raz kolejny, bo historię piszą zwycięzcy. Jednego czego mi szkoda i ubolewam to ludzi, którzy musieli zginąć w WTC, metrze, w Paryżu jak i w wielu miejscach na całym świecie przez tysiąclecia :/

Portret użytkownika mariuszek

Matis jesteś lepszy niż

Matis jesteś lepszy niż tallin Biggrin Sylwester II według Ciebie był w Indiach, ohoho chłopczyku ale mnie ubawiłeś. Jak masz przepisywać bezmyślnie tekst z takich stron jak ta źródłowa nie zadając sobie trochę trudo do weryfikacji, to lepiej, w ogóle zaprzestań się produkować. Znałem kilka wersji historii "Dziewięciu Nienanych" ale ta, to mistrzostwo w wykręcaniu podań i legend. 
ps. Żeby zrozumieć 9 ksiąg Asoki należy przede wszystkim zapoznać sie z manuskryptami Lhasy oraz księgami wedyjskimi. 

Portret użytkownika aron jasnowidz

witam ponieważ teraz kiedy

witam ponieważ teraz kiedy widzimy zmiany na ziemi i tykająca bombe zegarową jaka sa uchodźcy i anomalie pogodowe wielu ludzi szuka odpowiedzi na pytanie kto rządzi na ziemi ,ja też zadałem to pytanie juz 2 lata temu kiedy zaczynałem swoja droge rozwóju duchowego ,teraz moge podzielic sie wiedza jaka otrzymałem wtedy i uzupelnic o to co widze teraz na temat masonów i iluminatów i piekne jest to że te nazwy które dano ludziom aby zasilali system swoja nienawiścia znacza zupełnie cos innego a ci którzy rządzą na świecie to istoty które powoli traca nad tym śwaitem kontrole ,wklejam link dla tych co chca posłuchać kto rządzi na świecie .
https://www.youtube.com/watch?v=hNkm8bCFWZg
Wiele z tego co nam powiedziano i pokazano to tylko kłamstwo i po to ludziom dano nowe dni i nowe mozliwosci aby mogli wreszcie te kłasmtwa zobaczyc .jak odróznić prawde od kłasmtwa? napewno nie zatrutym rozumem do tego potrzeba serca tylko ilu z nas go uzywa ? własnie po to dano nową wiedze aby ludzie zrzoumieli zmiany i połaczyli serce z rzoumem i zaczeli tworzyć inny lepszy świat oraz wygonili okupantów a raczej odebrali im enenrgie do istnienia .
 

Portret użytkownika baca

Stowarzyszenie Dziewięciu

Stowarzyszenie Dziewięciu Nieznanych póki co doskonale chroni Indie przed niebezpieczeństwami bogactwa, technologii i vimany...

Afroafrykańczycy jednak też swoich mędrców mają i prócz ochrony przed vimanami i dolarami posiadają jeszcze coś ekstra do ochrony przed grzybicami...

Strony

Skomentuj