Dziwne znaki odnalezione na dnie Morza Barentsa

Kategorie: 

Dziwna formacja zlokalizowana przez norweskich naukowców

Norwescy kartografowie dokonali zadziwiającego odkrycia na dnie Morza Barentsa. Dokonano go podczas rutynowych działań mających na celu zbadanie dna morskiego należącego do wód terytorialnych Norwegii. Odnalezione na dnie struktury są zadziwiająco regularne.

 

W naturze bardzo rzadko dochodzi do spontanicznego powstania struktur geologicznych o kształcie linii lub symboli. Tego typu kreacje przeważnie są dziełem człowieka. Najsłynniejszym tego typu znaleziskiem ostatnich 100 lat są z pewnością linie z płaskowyżu Nazca w Peru. To, co odkryli Norwegowie przypomina te finezyjne kształty żłobione przez kogoś z jakiegoś powodu na zapomnianej pustyni.

 

Dno norweskiej części Morza Barentsa jest pełne linii krzyżujących się pod różnymi kątami. Wygląda to jak kanały irygacyjne. Okazuje się, że te formacje to nic takiego, ponieważ odnaleziono też coś, co wygląda na gigantyczną cyfrę 9. To zupełnie niespotykane w przyrodzie, aby przypadkiem powstał taki skomplikowany wzór.

Dziwaczna dziewiątka znajduje się na północnym wybrzeżu Norwegii, mniej więcej 40 kilometrów od lądu. Badacze twierdzą, że można też znaleźć okręgi, serca i inne kształty przypominające zwierzęta, lub arabskie litery. Specjaliści przyznają jednak, że najbardziej spektakularna jest wielka licząca kilometr dziewiątka. Specjaliści twierdzą, że dziwaczne zawijasy i kształty to nie ślady po bytności ludzi, tylko raczej skutki działania lodowców, które kiedyś dokonały takich dziwacznych wyżłobień.

 

 

 

Źródła:

http://www.vg.no/nyheter/innenriks/artikkel.php?artid=10151841

http://www.mareano.no/kart/viewer.php?language=no&bbox=-502635.0,7013970...

Ocena: 

4
Średnio: 4 (1 vote)
loading...

Komentarze

Portret użytkownika ArDoR

Pomyślmy... Kilka miliardów

Pomyślmy...
Kilka miliardów lat... dla uproszczenia przyjmijmy Eony temu... Bóg czy jakaś ogólnie pojęta siła sprawcza, zainicjowała wszechświat... rzekomy wielki wybuch rozprzestrzenił materię, która tworzy przestrzeń  wraz z rozprzestrzenianiem się tejże materii...
Następnie, nie łamiąc żadnych praw, w tyglu jednej z planet gdzieś tam na rubieżach najstarszej części wszechświata, powstają mikroorganizmy - mówimy o pierwszej we wszechświecie planecie zamieszkałej przez żywe organizmy. Najprawdopodobniej były to jakieś na pół energetyczne, na pół fizyczne istoty. Materia stanowiła więc rodzaj anteny która zaczęła odbierać sygnały energetyczne od istot nie fizycznych. Te istoty posiadały pragnienie rozwoju i kreacji, więc każda następna mitoza tworzyła mikro-zmiany które dawały nowe możliwości tej komórce, rozwijały ją, bo rozwijały się istoty których emanacje nie fizyczne soczewkowały się w tym fizycznym świecie.
Taki był prapoczątek, następnie Eony jakie miała dana nacja na wybranej planecie, doprowadziły do skrystalizowania się w miarę rozwiniętego osobnika który mógł przez kolejne pokolenia uczyć się o otaczającym go wszechświecie i podporządkowywać go sobie. Były w historii tej "cywilizacji" momenty regresu i progresu, bo rozwój ma znamiona trendu sinusoidalnego, każdy dołek (regres) stabilizuje "dolną" wibracje, czyli taką granicę świadomości ewolucyjnej,, każda górka sinusa (szczyt progresu) wyznacza tymczasowo granicę horyzontu percepcji.
Po miliardach/Eonach lat czy innych jednostkach czasu, powstała rasa konstruktorów, dla których możliwość wpływania na fizyczny wszechświat, tworzenia z jego materii była głównym przesłaniem i motywem powstania.
Rasa ta osiągnęła w tym taką perfekcję, że sama zaczęła tworzyć nowe zalążki życia w odległych miejscach wszechświata. Każda następna planeta na której powstawało życie, jest ich dziełem, następnie schemat ten powielał się i jedna rasa tworzyła kolejną i tak do dzisiaj. Był to najprostrzy i najmniej energochłonny sposób rozprzestrzenienia życia we wszechświecie, dodatkowo zapewniający dużą jego różnorodność.
Dlatego tyle śladów działalności konstruktorów można odnaleźć na naszej planecie i zapewne każdej innej planecie gdzie tli lub tliła się jakiekolwiek ożywiona istność.
To dlatego życie we wszechświecie jest czymś powszechnym - bo dla takiego życia on został powołany.
 ... a teraz możemy niczym wróżbita jakiś czy inny szaman, na podstawie rozsypanych u stóp kości, opowiadać co było, wieszczyć co będzie - tak na ogół robią naukowcy, zarzekając się że z szamanami nie mają nic wspólnego, ale podobnie jak oni właśnie, próbują w polu własnej świadomości, poukładać je w logiczną całość i dać przekaz jaki z tego się wyłania.Będą się zarzekać że jest on pewny, niewzruszony, bo oparty na fizycznych, niemożliwych do skruszenia cegiełkach. Wiemy jednak że nic co wypełnia ten wszechświat nie stanowi "twardego dowodu".
Otaczające nas "puzzle" są utkane z energii, więc ktoś kto zarzeka się powołując na ich "twardość" jest takim trochę hipokrytą, tłumaczonym tylko własną ignorancją. Bynajmniej nie jest to przytyk do nikogo, to tylko taka logiczna konstrukcja na poparcie regresywno-progresywnego rozwoju jednostki. Każdy z nas ma prawo do swojej ścieżki, a wszystkie one spotykają się ostatecznie i tak w tym samym miejscu.
Reasumując, miast szukać prawdy w tych fizycznych elementach układanki, można sięgnąć wprost do źródła i stamtąd pobierać informacje, nie obarczone wątpliwościami, hipotezami wynikającymi z sukcesywnych aproksymacji, które kiedyś tam dadzą bliskie prawdy twierdzenie. Nie oznacza to jednak że należy zrezygnować z obserwacji „materialnych” dowodów, bo przecież dla materii tu jesteśmy, bo te z pozoru ograniczające nasze duchowe istności medium, podobnie jak woda w basenie, sprawia że mamy trochę więcej czasu pomiędzy zamysłem a kreacją, pomiędzy wolą a urzeczywistnieniem jej. Na tym polega sekret tego „fizycznego” wszechświata, że ktoś rozrzedził w nim wibracje, zagęścił przestrzeń by uzyskać taki olimpijski basen, na którym możemy ćwiczyć do woli, nie czyniąc sobie „rzeczywistej” krzywdy.
Zatem ćwiczmy…

Portret użytkownika gus

przyjmijmy że nasza ludzka

przyjmijmy że nasza ludzka rasa "pamięta" jakieś 2-4 tys. lat, legendy to jakieś max 14 tys. lat do tyłu, przyjmijmy że na rozwój cywilizacyjny od plemiona do ery atomów i komputera potrzebowaliśmy jakieś 2-3tys lat, nie będę się tu spierał o 2-3 tys lat w prawo czy w lewo, a nawet o 20 czy 50tys lat, bo to i tak nie ma znaczenia.
Teraz po drugiej stronie medalu mamy ziemię która powstała prawie 4 mld lat temu, wszechświat olejmy, czy ktokolwiek jest w stanie sobie uzmysłowić ile to jest czasu? Dobra olejmy to, wyobraźcie sobie „tylko” 1 mln lat z tych miliardów, Jeżeli nasza cywilizacja pamięta tylko 15 tys lat dorzucam z rozrzutności jeszcze 2x tyle czasu i uznaję że pamiętamy lub istniejemy w sumie 45tys lat. Z czego wiemy że od plemiona do komputera doszliśmy w 3 tysiące lat, to wychodzi mi że w ciągu jednego miliona nasza cywilizacja mogłaby powstać około 22 razy, powiedzmy sobie że jasno że po inkach i majach przez ostatnie kilka tysięcy lat przyroda nie zdołała strawić jedynie megalitycznych budowli, nasi naukowcy nadal nie wiedzą jak się pojawiliśmy a pierwsze ślady nie są takie stare w stosunku do naszego bytu jak i do tego wymienionego miliona, skoro przyroda w tak krótkim czasie (biorąc tylko nasz milion za miarę) potrafi zamazać ślady obecności cywilizacji to dzieląc nasz wynik 22 krotnego rozwoju na pół gdzie pierwsza połowa to powstanie cywilizacji a druga to mazanie, to statystycznie jest możliwe że 11 razy w ciągu 1 mln lat mogła powstać cywilizacja do ery komputera i wystarczyłoby czasu by następna cywilizacja nie znalazła śladów po poprzedniej, a to tylko jeden milion z 3800 milionów. Patrząc z pozycji naszej cywilizacji, wraz z rozwojem budujemy coraz taniej i bardziej optymalnie, budynki przedmioty mają coraz krótszy czas eksploatacji, budujemy biodegradowalnie, przetwarzamy surówce, wiedza ląduje częściej w postaci elektronicznej niż fizycznej, być może za 500 czy tysiąc lat przedmioty wraz z terminem końca użytkowania same będą się rozpadać by nie było śmieci i nie było ruin i w dbałości o środowisko, ciągnąc to dalej nie można wykluczyć że gdybyśmy nagle zniknęli z planety to przyroda ma ułatwioną sprawę żeby pozbyć się śladów po nas w krótszym czasie niż 20-30tys lat, bo sami w tym pomagamy chroniąc ją i z oszczędności zasobów...
ciągnę hipotezę dalej Smile
jeżeli nasza planeta ma 3800mln lat i przyjmijmy że połowa czasu to rozwój i kształtowanie, druga połowa to życie, to zostaje nam aż 1900mln lat co statystycznie daje nam 20 900 możliwych cywilizacji, dobra niech się zrealizuje tylko 1% z tego, to nadal jest 209 cywilizacji, dużo czy mało? Nie wiem, ale statystycznie wcale nie musimy być pierwszą i jedyną cywilizacją którą zrodziła ziemia, a milionami, eonami, miliardami łatwo się myśli bo jednostkowo to niewiele, ale po rozbiciu na lata to gigantyczne wartości, przy naszych pamiętanych kilkunastu tysiącach, głupie 100tys lat to kosmos...
pociągnę to jeszcze odrobinę Smile
Popatrzmy na nas, wraz z postępem nasza rasa ma tendencję do lenistwa, najpierw mieliśmy niewolników, teraz pracowników, coraz częściej tworzymy maszyny które nas wyręczają, naukowcy już mają wizję androidów które mają nas zastąpić w pracy w przyszłości, firmy prześcigają się w tworzeniu inteligentnych maszyn, drony, tylko po to by robiły za nas niechciane prace, kto wie może w przyszłości pracować będą wyłącznie nowi niewolnicy a my będziemy sobie rządzić, leżeć i się degenerować, damy im nowe prawo u podstawy ich egzystencji (obecnie 3 prawa robotyki – takie nasze 10 przykazań), możliwość samodzielnej produkcji, by nie zawracać sobie głowy, już obecnie sieci rozproszone mają możliwość uczenia się, damy im taką możliwość by nie robiły głupot i same się ulepszały, sami będziemy czy to z chytrości, czy pazerności, czy znudzenia, czy deprawacji, czy szaleńców – wymierać aż ostatni zgasi światło Smile w sumie to wszyscy znamy legendę o Atlantydzie :P, być może zanim to nastąpi damy im szczątkową świadomość, a może nasi niewolnicy ale już bez naszej obecności stracą kilkanaście tysięcy lat na to by w procesie reprodukcji i samo-uczenia się taką świadomość pozyskać, staną się nową cywilizacją, kto wie być może w trakcie jeszcze naszego istnienia pokonamy kosmos i część nas odleci w odległe światy, być może część będzie wracała z podroży kosmicznych najpierw w poszukiwaniu domu, a po zorientowaniu się że planeta jest już dla nich zabójcza na poziomie bakterii oraz że ma nowych gospodarzy w pierwszym odruchu jako wsparcie a w późniejszym wyłącznie w ramach biernej obserwacji, nasi byli niewolnicy ze zdziwieniem będą spoglądać w niebo na nas, jednocześnie nie widząc naszych pojazdów, być może z zakodowania programowego, być może z wypracowanego/przejętego od twórców dziejowego egocentryzmu – naszą obecność będą wiecznie tłumaczyć balonem meteorologicznym czy flarą, ponieważ w naszej obecnej cywilizacji rozwój zapewniają głównie technologie wojskowe to nie wykluczone, że nowi gospodarze będą wiecznie w konflikcie i na placu wojny.... biorąc z nas przykład nasi niewolnicy, a już nowi panowie, stworzą sobie własnych niewolników by ich wyręczały i.... koło się zamyka....
Skoro w mojej hipotezie koło się zamknęło... to policzmy ponownie
W ciągu miliona lat taka rotacja niewolnik-pan-niewolnik mogła wystąpić średnio 20 razy, w ciągu eonu jest to już 11 000 a wciągu zakładanych życiowych lat ziemi 41 800 razy...
czy to możliwe żeby taka rotacja nie wystąpiła choćby jeden raz? Czy taki scenariusz jest niemożliwy? Zaledwie jeden promil z tych cyklów to aż 42 razy... skąd legendy o Atlantach? Cyklopach, gigantach, całej masie bogów, olimpie? Fantazje czy statystycznie możliwy scenariusz?
 
A co ze wszechświatem? Trwa ponoć 13 mld lat, szacują ze posiada 350 mld dużych galaktyk, planet i takich scenariuszy można byłoby w tym czasie przerobić licząc w centylionach centylionów razy, jeżeli naszej cywilizacji zajęło osiągnięcie pierwszego lotu w kosmos od życia plemiennego tylko 3000 lat i niechby zajęło nam pokonanie ograniczeń kosmosu w ciągu następnych 3 tys, dobra zrobię margines niech to będzie 15 tys lat, to jakie jest prawdopodobieństwo że przez 13 mld lat nie rozsialiśmy się sami po wszechświecie istniejąc tylko w cyklu PAN-NIEWOLNIK?
 
Czy ktokolwiek z was zdaje sobie sprawę że żyjąc średnio 70lat w ciągu tylko jednego miliarda musiałby się urodzić i umrzeć ponad 14mln razy? 1mld lat to nie jest jakaś tam jedynka i miliard to dla nas zajebiście kosmicznie długi czas... zapraszam do przemyśleń, i pamiętajmy to tylko hipoteza – wymyślona na poczekaniu Smile

Portret użytkownika Rafal

Fajna teoria gdyby nie brać

Fajna teoria gdyby nie brać pod uwagę procesu fosylizacji... A konkretnie na podstawie skamieniałości znamy mniej więcej historię organizmów żywych na ziemi do 3,4 mld lat wstecz! więc gdyby powstała inna cywilizacja w trakcie tego okresu to na pewno byśmy o tym wiedzieli (skamieniałe szkielety a już na pewno pozostałości wytworów tej cywilizacji jak chocby szkło które rozkłada się kilka milionów lat a w przypadku narzędzi precyzyjnych takich jak diament to kilka miliardów lat...)

Portret użytkownika gus

jesteś pewien czy aby na

jesteś pewien czy aby na pewno wiemy? i kto tak naprawdę wie? już teraz wystarczy się rozglądnąć, coraz więcej powstaje przedmiotów o zbyt lub specjalnie skróconym terminie trwałości, narzędzia diamentowe to nie bryły z brylantów tylko pył, idź na plażę i poszukaj ziarenka piasku z rezystora z odległej przeszłości Blum 3 torebki foliowe, opony - problem który się rozwiązuje by nie niszczyły środowiska, baterie i szkło jeszcze jest ale już czytam o alternatywnych rozwiązaniach bardziej biodegradowalnych, papier plastik, poza brylantami z koron królewskich żadne diamenty nie lądują już w śmieciach historii, wielu poszukiwaczy skarbów z dawnych czasów codziennie przeszukuje ziemię żeby coś znaleźć i się wzbogacić, złom jest wtórnie przetwarzany, farby ekologiczne - coraz szerszym kręgiem skłaniamy się do eko, a to tylko 200lat industrializmu, nawet w tak zacofanym kraju jak nasz coraz częściej sięga się po krematoria dla zmarłych, czy widziałeś jakiś produkt ostatnio z czystego złota? to co sprzedają to domieszki i różne stopy zwane złotem, to wynik rozwiązań z ostatnich 50 lat, a co za 500 czy 1000? teraz jakbyśmy zniknęli to zostaje po nas szkło i opony, resztę załatwi przyroda w 20tys lat, nawet trupów nie będzie za wiele bo spalamy a cmentarze często migrują, stare groby po 20letnim abonamencie też są czyszczone, sądzę że już za 100 lat wszystko będzie ekologiczne i nietrwałe, możliwy jest taki scenariusz że znikamy bez śladu... niestety

Portret użytkownika Rafal

Oczywiście że jestem pewny

Oczywiście że jestem pewny wiem to ze szkoły prasy i telewizji podważanie tego źródła wiedzy nie ma najmniejszego sensu, studiowałem kilka semsestrów archeologię Smile i wiem że nasze skamieniałości będą odkrywane (o ile będzie przez kogo) przez następne miliony jeśli nie miliardy lat... Tak samo my powinnismy odkrywać ewentualne ślady poprzednich cywilizacji...

Portret użytkownika ArDoR

Hipoteza realistyczna, z

Hipoteza realistyczna, z pewnością tak jest że po wielokroć Ziemia była kolebką wielu cywilizacji, są na to dowody, i jak Rafal słusznie zauważył, pozostają ślady, których trwałość jest liczona milionami lat. 
Ja bym jednak skupił się na czymś innym.. dlaczego cywilizacje znikają? nasza jakoś wyjątkowo długo się trzyma, mimo wojen i chorób, ciągle trwamy w jednym ciągu rozwojowym (szacowanym na około 5 tyś lat)
Co by oznaczało że to jakiś cykl, który się nie zamknął jeszcze. Są wskazówki że szereg świadomości "przeskoczyło" z poprzednich cyklów do obecnego i tu kontynuuje samorozwój...
Najwyraźniej kończąca się cywilizacja, wyczerpała w przyjętym scenariuszu możliwości rozwoju i potrzebowała nowych okoliczności, stąd taki cywilizacyjny "płodozmian"...
Wiem że wielu uzna to za niedorzeczność, ale dzięki technikom regresywnym można sięgać do pamięci poprzednich "żyć", również takich z poprzednich cywilizacji, no i wielu przytacza pewne fakty które przyczyniły się do zniszczenia ich... jakoś dziwnie powielamy te mechanizmy także obecnie, nie ucząc się w ogóle na błędach...
Nie jest tak że to błąd popełniać błędy, one wyjątkowo skutecznie ewoluują świadomość człowieka, mimo że ich koszt społeczny  bywa bardzo duży.
Dla mnie szczególnie niedorzeczne wydaje się tłamszenie faktów historycznych, odkryć które są niewygodne, które wprowadzają w konsternację i zażenowanie profesorów. To ci właśnie z Bożej łaski "naukofcy" wydoktoryzowali się na swoich błędach interpretacyjnych, wręcz na oszustwach, a teraz zasłaniając się nabzdyczonym autorytetem, torpedują odkrycia nowych naukowców pozbawiając ich środków na kontynuowanie badań.
Chodzi tu o cały szereg odkryć o których dowiadujesz się dopiero wnikliwie studiując undergroundowe książki i publikacje w Internecie - potem porównujesz to z podręcznikami historii i masz dylemat - kto tutaj steruje ludźmi...
Dziwne wnioski jakie się wyłaniają są następujące... to ludzie ludziom zgotowali ten los.
No bo każdy z nas, bojąc się o utratę swoich "dóbr osobistych" nie powie tego co wie, bo nie pasuje to do kanonów.
Efekt jest taki że sami nawzajem się ograniczamy... z lęku przed jutrem (no bo jutro trzeba będzie spojrzeć w twarz tym ludziom, od których niczym przysłowiowy groch od ściany, odbiła się ta mała cząstka prawdy, przed ośmieszeniem i odrzuceniem. No ale przecież na takim łamaniu dotychczasowych zasad, tworzy się postęp i rozwój, nie można przecież nauczyć się chodzenia w pozycji wyprostowanej, nie zlazłszy wcześniej z drzewa na ziemię, przy towarzyszących próbom salwach śmiechów i pokwikiwań pobratyńców, którzy z bananem w łapie mają polewkę z pioniera który właśnie wyznacza nowy kierunek w rozwoju cywilizacji.
Nie bójmy się więc zejść z tego drzewa na ziemię, stanąć dumnie bez lęków w wyprostowanej postawie, gdyż w nas drzemie wiedza i doświadczenie tych setek pokoleń, które musiały powstać i zginąć, byśmy my znaleźli się Tu i Teraz. Nie bacząc na zanoszącą się od śmiechu gawiedź, która skrywa swe pokraczne pozy w cieniu gałęzi  dogmatów, nieskalanych owocem poznania,  miejmy odwagę sięgać po prawdę o tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy - bez lęku o potknięcia, bo każde z nich demaskuje przybranie złej postawy.
Niech więc każdy kto widzi potykającego się pioniera na ścieżce prowadzącej do prawdy, miast wyśmiewać go zgodnie ze stadnym zwyczajem w jakim przyszło mu się wychować, poda rękę upadającemu i pozwoli wrócić na obrany kurs.
Kto wie, może dane mu/nam będzie kiedyś podążyć tą właśnie ścieżką, wówczas nie będzie uczucia niesmaku i zawstydzenia, że wykpił podówczas ten kierunek, podczas gdy ten okazał się właściwy.

Strony

Skomentuj