Estonia: podziemna baza na dnie studni

Kategorie: 

liveinternet.ru

Historia rozpoczęła się dziesięć lat temu na estońskiej wyspie Saaremaa. Chłopiec, który tam mieszka, opowiedział, że nocami rozmawia z obcymi, a nawet naszkicował wszystko to, co zobaczył. Rysunki przedstawiały niezwykłe pulpity sterownicze latających statków, przypominające wyglądem latające spodki oraz bioroboty je obsługujące. I wszystko to można przypisać nadmiernie rozhulanej wyobraźni dziecięcej, gdyby nie jeden niezwykły rysunek. Na obrazku chłopiec naszkicował wiejski dom, a w jego sąsiedztwie budynki gospodarcze. Pod domem umieścił przedmiot, którego kontury podobne są do talerza, latającego spodka kosmitów. "To statek międzyplanetarny” - twierdził chłopiec – „on jest tu, w pobliżu, Estonii (...)”. Lokalizacja miejsca wskazana przez chłopca, została przebadana przez entuzjastów UFO! 

 
 
To miejsce znajduje się nieopodal Tallina. Grubo przeszło dwadzieścia lat temu w domu mieszkańca jednej z wiosek w okolicy Tallina, Virgo Mitta, działy się dziwne rzeczy. W piwnicy budynku, w którym obserwowano świecenie, choć nie było tam instalacji elektrycznej. Z niewyjaśnionych przyczyn potrafiły w miejscu tym wibrować naczynia, często można było usłyszeć też dziwne kroki i uderzenia. Rodzina Virgo Mitta głowiła się, co to może być i myślała, że ktoś robi im psikusy, gdyby nie studnia... 
 
Zwyczajna studnia, którą postanowił pewnego dnia wykopać w swoim ogrodzie Virgo. Na początku wszystko szło dobrze. Ale nagle łopata natknęła na metalowy przedmiot. "Skarb" – pomyślał Virgo na początku, ale próby wykopania kosztownego znaleziska zakończyły się niepowodzeniem. Była to płyta, która nie miała końca. Uparty mieszkaniec, jak to Estończyk, godzinami rąbał i kruszył przeszkodę, ale wszystko na próżno. Dopiero po kilku dniach zmagań, udało się wywiercić w płycie otwór odpowiadający gabarytom studni. W otworze zaczęło przybywać wody. Na tym historia skończyłaby się, gdyby Virgo nie zostawił sobie paru kawałków feralnej płyty. Kiedyś opowiedział on przyjacielowi, który go odwiedził, chemikowi z zawodu, niezwykłą historię ze studnią, i ten wziął kawałki płyty do Tallina na politechnikę. Minęło jeszcze kilka lat i jednego dnia fragment przypadkowo tknął jeden z pracowników instytutu. W jednej chwili, nastąpiło mocne uderzenie, tak potężne jak wyładowanie elektryczne, a inżynier został zabrany do szpitala. Od tego dnia zaczęła się seria dziwnych wypadków. Chcący zaspokoić swą ciekawość ludzie reagowali na kawałek metalu na różne sposoby. Niektórzy nic nie czuli, inni po ruszeniu odłamków dostawali uderzenie prądem, pozostali popadali w dziwne wibracje, a jeszcze inni zostali oparzeni.
 
Najnowsze metody badań chemicznych wykazały, że nieznany metal zawiera 38 elementów układu okresowego pierwiastków, z których wiele nie występuje wspólnie w przyrodzie. Co najciekawsze i najważniejsze, na obecnym poziomie rozwoju nauki i technologii w świecie, nie można otrzymać takiego stopu. Przy okazji, woda z "anomalnej” studni okazała się niezwykle niesmaczna i studnie próbowano zasypać. I wtedy zaczęło się dziać jeszcze bardziej dziwne rzeczy.
 
Ze wszystkich stron wioski zaczęły schodzić się koty tam, gdzie studnia była wykopana. Przychodziły z całego okręgu i tarzały się godzinami w miejscu, gdzie Virgo kopał dół. Z ludźmi, którzy, co najmniej kilka minut przebywali w "epicentrum tajemniczego miejsca", działy się niewytłumaczalne rzeczy. Zaczęli oni tracić włosy i zęby, pogorszał się im wzrok, chorowali na zapalenie zatok, miesiącami nie opuszczała ich silna słabość. Ale przede wszystkim, z powodu tego strasznego znaleziska największe szkody poniósł sam właściciel posesji. Virgo przestał chodzić i przez kilka lat leżał nieruchomo przykuty do łóżka. Zmarł w 1987 roku.
 
Na tym historia złego miejsca się nie skończyła. Najpierw podjęto eksperymentalne testy, które obyły się pod kryptonimem D-pola. Na głębokości sześciu metrów pod ziemią znaleziono dwa metalowe przedmioty w kształcie elipsy oraz inne elementy, na których temat informacje nie zostały ujawnione. Powiedziano tylko, że mogą one ważyć około 200 ton. Badań na anomalnym obszarze szybko zaprzestano. Uczestnicy wykopalisk zaczęli poważnie chorować. Tracili przytomność na kilka godzin, a co najważniejsze, na ich ciałach pozostawało piętno - starannie wypalone kształty rombu. 
 
W ciągu zaledwie trzech lat zmarło wielu z tych, którzy byli zaangażowani w tajne badania D-pól. Zniknęły wszystkie dokumenty związane z tą sprawą i niektóre próbki metalu pobrane w miejscu istnienia feralnej studni. W końcu "talerz" lub "czujnik" (naukowcy nie doszli do porozumienia, co to jest), zostawiono w spokoju. Nie wiadomo, jak obiekt znalazł się w ziemi. 
 
 
Założono, że dostał się on tam około X – XI wieku. W zniszczonym kościele, który stoi w jednym z zaułków zaściankowej Estonii, istnieje fresk, który przedstawia "latający spodek". Wśród mieszkańców z ust do ust przekazywana była ludowa legenda, która mówi, że na terenie Estonii jest "opuszczone" miejsce, do którego nie można podejść bliżej niż na kilometr i w ogóle nie można budować tam domów. A jeśli "talerz" ujrzy światło dzienne, nastąpi katastrofa.
„Ufolodzy mają na ten temat własne teorie”.
 
 
Jedna z wersji głosi, iż ten i podobne, ale jeszcze nie znalezione podziemne przedmioty na terenie Estonii nie są pojedyncze i zostały zaprojektowane tak, aby w wyniku wybuchu jądrowego zneutralizować dookoła siebie jego skutki. Inna wersja, stworzona na podstawie obserwacji UFO, głosi, że żadne środowisko nie jest przeszkodą dla UFO. Może ono przejść, a nawet przenikać, przez gęste struktury. Trzecia wersja sugeruje, że jest to obca sonda, działająca jako regulator pola Ziemi. 
 
Enne, estoński znawca zajmujący się zjawiskami paranormalnymi,  zalecił, aby dobrze zasypać studnię i wskazał  dokładne daty, kiedy to należy dokładnie zrobić. Wysiłki rządu w celu wyjaśnienia sprawy, nic nie dały. Wojsko też umywa ręce. Na początku lat dziewięćdziesiątych anomalną strefę próbowała zbadać grupa japońskich naukowców, ale nic z tego nie wyszło, bo eksploracje utrudniały władze. 
 
W ostatnich latach, szum wokół niezwykłego znaleziska trochę opadł. Ale jest zdecydowanie za wcześnie, aby się poddać. Każdego roku złe miejsce zbiera swoje śmiertelne żniwo. Więc ta historia jeszcze się nie skończyła.
 
 
 
 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Komentarze

Portret użytkownika Dr Piotr

Dla zainteresowanych w tym

Dla zainteresowanych w tym dla ADMINA...tu macie bardziej rzeczowy opis całego tematu i miejsca plus dodatkowe fakty i jak cała historia przebiegała w mniej niesamowity i sensacyjny sposób. Zawsze należy z każdym tematem zapoznać się jak najpełniej, żeby móc potem wyciągać wnioski.
Wydaje mi się, że tu sprawę przedstawiono trochę jak tanią sensację, przydałoby się info o źródle (nawet niech będzie w cyrylicy), żeby się z nim zapoznać i trochę uwiarygodnić.
Oto link do innej strony opisującej ten rzekomy fenomen:
http://www.infra.org.pl/fenomen-ufo/ufo-fenomeny-i-fakty/1295-zsrr-podziemny-obiekt.html

Portret użytkownika taurus

No dokładnie to zdjęcie nie

No dokładnie to zdjęcie nie ma nic do tego artykułu. Na całym świecie znajdywane są ( nauka nie lubi tego tematu) tzw. szkliste tunele niejako wytopione w skale...może coś jest w Ziemi i tam żyje i takie pojazdy-krety ryją sobie pod nami a tam pod tym domem w Estonii stoją jakieś zepsute...i oddziałują na okolicę swoja nieznaną technologią...

Portret użytkownika admin

Zdjęcie nie ma znaczenia,

Zdjęcie nie ma znaczenia, dobre takie jak każde inne dla tego newsa trudno znaleźć zdjęcie a trzeba przyznać, że to niesamowita historia i treść tu jest istota a nie obraz. Czytałem o tym temacie cyrylicą pisane dzięki tallin za opracowanie tego tematu, super wpis. 

Portret użytkownika ja

to pewnie jakiś zakopany

to pewnie jakiś zakopany ładunek rtęci albo innych ważnych pierwiastków. Może nawet jakiś wagon albo coś w tym stylu. powinni to sprawdzić jakimś urzadzeniem do badania gruntu albo wykrywaczami metalu. Przecież to żaden problem. Przynajmniej określiliby wielkość potencjalnego obiektu.

Portret użytkownika Wojox

Mogą to być objawy ostrego

Mogą to być objawy ostrego zatrucia oparami rtęci. Jeżeli spodek jest tym metalem zasilany i kolega uszkodził powłokę w miejscu gdzie silnik "posila" się tym paliwem, mogło dojść do skażenia rtęcią. Tak tylko pogdybałem.

Strony

Skomentuj