Groźne In-Sekty

Kategorie: 

Źródło: public domain

Nie jest dobrze. Istnieją bowiem sekty a sekty są dla duszy jak dla ciała insekty. W najlepszym przypadku są po prostu upierdliwe – a w tym najgorszym mogą nawet zabić. Jak wieść duszpasterska niesie sekty są niezwykle niebezpieczne, ponieważ duszę człowieczą mogą zaatakować nagle - w każdym miejscu, w każdym momencie.

 

Może stać się to tak szybko, że potem nie wiadomo jak to się stało. Wystarczy chwila nieuwagi, jakiś moment rozluźnienia, zwłaszcza na wakacje, no i po kolejnym człowieku. Był sobie koleś i nie ma kolesia. Atakuje go sekta i kradnie duszę. Tak właśnie wygląda niebezpieczeństwo według zeznań specjalistów z ambony. Ponadto, tym wszystkim (nie)dzielnym tropicielom sekt wcale nie ułatwia zadania fakt, że każda jedna „religia”, czyli wyznaniowa firma ostro walcząca o abonenta, uważa każdą inną „religię” właśnie za sektę.

 

I to właśnie ten fakt sprawia, że zamiast zbliżyć się do prawdy ambonauci sami również grzęzną w tym sekciarskim chaosie. Dzieje się tak, gdyż jako zaangażowani w paciorki przede wszystkim zajęci są najbardziej w świecie szukaniem sobie pana boga jakiegoś, bo poprzedniego tylko spuścili z oka i już im zaginął. Niejeden z tych bezpańskich tropicieli już utracił duszę kiedy nierozważnie opuścił za potrzebą bezpieczną ambonę i potem wpadł w szpony sekty czającej się na przykład w męskiej toalecie. A z pośród tych którzy nie mieli aż tyle szczęścia bardzo wielu stało się w ferworze poszukiwań po prostu głupszymi, kiedy ich umysły Zły zwiódł na manowce.

 

Licho nie śpi. Licho czuwa! Sekty zatem są to już nie ulega wątpliwości a są one bezlitosne i niezwykle groźne, bo nie tylko w wakacje albo toalecie sekty mogą dopaść duszę biednego człowieka ale również podczas ferii zimowych lub nawet ho ho w długi weekend. Po utracie duszy wiadomo, ginie człowiek. Fakty są przerażające. Coraz więcej na ulicach sekt a coraz mniej na ulicach ludzi. Nieustannie przybywa w związku z tym bezdusznych skurwy*** i zjawisko staje się już nawet gołym okiem zauważalne.

 

Sytuacja jest groźna. Stan zagrożenia narasta. Groźba wisi nad każdym. W niebezpieczeństwie są wszyscy, w tym nawet studenci drugiego roku bacologi a więc nie ma żartów.

Nie pozostaje zatem nic innego jak tylko się pomodlić… heh… żartowałem. Możemy oczywiście zamiast bezmyślnie klęczeć wziąć i… rozkminić ten cały problem na czynniki pierwsze po to, aby w końcu pomóc się uporać z sekciarstwem tym wszystkim, potencjalnym ofiarom z których większość nawet nie wie o co chodzi.

I najlepiej będzie, tak sobie myślę, omówić zagmatwaną problematykę sektową profesjonalnie. A więc zrobimy pro-sektorium, na jakimś powszechnie znanym prostym przykładzie, po to aby wypracować w końcu dla ludzkości naukową definicję sekty oraz udowodnić i wykazać olbrzymią szkodliwość jaką niosą sekciarze, którą można przyrównać do szkodliwości insektów.

 

Ponadto jako nienależący do jakiejkolwiek sekty jestem… w pełni obiektywny. I tak szczerze mówiąc nienawidzę wszystkich sekt po równo i tak samo.

A ponadto ponadto, mam własną religię no więc wszystkie warunki do nie subiektywnej oceny są jak najbardziej wypełnione Smile

 

Ale mimo wszystko żeby jednak nie było później niedomówień, że bacologia jest jakaś czy ja wiem… selektywna, że bacologia kogoś tam szczególnie nie lubi, że jest tendencyjna i pełna uprzedzeń, że nie toleruje jak trzeba czyichś wierzeń, zabobonów, przekonań lub przesądów, dlatego też, ten artykuł będzie miał zupełnie inną formę. Bardzo inną, ba, wręcz wyjątkową.

 

Otóż, aby uniknąć w niedalekiej przyszłości jakichś niesprawiedliwych, siejących nienawiść, nietolerancyjnych i bacofobicznych posądzeń, arcynajprzewielebny baca w uroczystym orędziu a właściwie orędzio-homilii, (nie mylić z głoszoną przez sekty chomilią, czyli pociągiem seksualnym do chomików - na czym kiedyś przyłapano w Tel-Avizji prymasa) jako ziemski namiestnik boga Słońce, który jest zwierzchnikiem Buddy, Allacha, Starego Czerwia Jehowy i innych półbogów, uroczyście ogłaszam:

 

Drogie duszyczki szukające zbawienia, opętane przez sekty baranki boże i łatwo(wierne) lecz poczciwe czereśniaczki, pozwólcie się uroczyście zaprosić na pierwszy taki, a więc bardzo historyczny artykuł na świecie. Artykuł interaktywny.

Tada!

Będzie to bowiem pierwszy na świecie artykuł na którego najważniejszą treść, nikt inny tylko wy sami, będziecie mieli osobisty wpływ i decydujące słowo. Tak, tak, to wy wszyscy, a konkretnie to ty udręczony sektami człowieku, który to teraz czytasz, wybierzesz sobie ową przykładową sektę, którą potem omówi skromnie jego czyli moja ekscelencja baca. Albowiem zaprawdę powiadam wam, sektów jest jak mrówków i tak w zasadzie to oprócz SOLARIUM KGB (Słowiańskiego Ortodoksyjnego Luźno Apokaliptycznego Radykalnego I Ultra Magicznego Kościoła Guru Bacystycznego) to na tym umęczonym świecie są wyłącznie same sekty. Tylko u bacy zero tacy! Piekła też nie ma. (Wszyscy walą żubra, biegają na golasa i idą do raju – nikt nie przegrywa.) Taka jest po prostu smutna prawda a, że sekt są tysiące to ty a nie ktoś inny sobie wybierzesz jedną spośród tych najgroźniejszych, ok?

 

Tak więc to jest bardzo ale to bardzo przełomowa chwila a zatem chyba wiecie już co robić: matki mocno przytulają niemowlęta do piersi a silni mężczyźni walą żubra w kapsel albo odpalają papierosy. Ale to jeszcze nie wszystko, bo aby i ciebie człowieku nikt w niedalekiej przyszłości nie posądził, że jakiejś tam sekty nie lubisz, baca pomyślał i o tym… no i heh… nawymyślał, że o wyborze tej sekty to już najlepiej niech zadecyduje ślepy los, czyli rzut monetą wykonany przez anonimowego nikomu nieznanego człowieka, który akurat tu sobie zajrzał aby przetrawić ten oto artykuł. W ten sposób zginie mniej osób.

Dlaczego, zaraz ktoś zapyta, rzut monetą?

Zaprawdę, powiadam wam jest tak, albowiem żyjemy w Polsce a rzut monetą potrafi wykonać nawet katolik. W końcu przez całe życie z uporem fanatyka trenuje te chrześcijańskie rzutki. Katolik czasami rzuca poprzez trzy rzędy pełnych grzechu katolików, czasami rzuca ponad głowami wyższych od siebie grzeszników, czasami jest tak przez stłoczonych fanów trójcy świętej odcięty, że nie ma szans przedrzeć się do piekiełka, wyszarpać darmowego wafla dla grzeszników  i włożyć pieniążek do skarbonki tylko zdesperowany przerzuca monetą chór, zestaw kolumn i wzmacniaczy lub całą orkiestrę plus big band organisty, zawsze trafiając do tacy. W archiwach Watykanu są również udokumentowane przypadki udanego rzutu monetą poprzez tornado, plagę szarańczy, ulewę cegłówek spadających z drewnianej dzwonnicy oraz niezbite i namacalne dowody odkryte pod bazyliką świętego Piotra na to, że jeszcze na miesiąc przed stworzeniem Adama pan bóg osobiście wyplótł dla niego wiklinową tacę i bankomat na monety po to, aby Adam już od najmłodszych lat mógł się w sporcie ćwiczyć. I skoro to tak sprawy wyglądają to niech zatem fachowy, profesjonalny, i bardzo wysoce prawdopodobny - katoliczy rzut monetą zadecyduje a będzie dobrze, czyli nikt nikogo nigdy o nic nie posądzi, no może co najwyżej Panią Przypadek.

No i dobra - to tyle dolewającej otuchy do serca homilii, a teraz przekażmy sobie znak pokoju i poszukajmy jakiejś monety.

Czy masz już człowieku/człowieczko pieniążek?

Dobrze. To teraz chuchnij sobie w niego na szczęście, wykonaj szybki rachunek sumienia czy warto uprawiać hazard bo w co niektórych sektach grozi za to czyściec (więc żeby nie było potem to tamto Smile i… zapoznaj się z regulaminem. Zasady rzutu monetą są z konieczności bardzo proste, gdyż co jak co ale w bacologii czyli Kościele Bacystycznym, najbardziej nam zależy na tym, aby prostych rzeczy niepotrzebnie nie gmatwać. Prostota wygląda więc tak:

Jak wypadnie orzełek omówimy sobie sektę świadków jehowy

Natomiast jak wypadnie reszka omówimy sektę świadków jehowy

Gdyby moneta upadła na boku zajmiemy się sektą scjentologów

Są jakieś pytania? (Gdyby mimo maksymalnej prostoty zasad jakieś były nie zawracaj od razu jego czyli mojej ekscelencji głowy ale najpierw – przejdź do działu FAQ)

NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA

- Dlaczego świadkowie są…?

- Ach… to po to, aby każdej co groźniejszej sekcie dać chociaż cień szansy.

- Ale dwa razy…?

- Dwa razy nie będziemy rzucać, to pewne. Wystarczy raz.

- Ale dlaczego i orzełek… i reszka… ?

- Ach już rozumiem. Masz pewnie w posiadaniu monety niemieckie – takie bez orzełka, prawda? W takim przypadku jak wypadnie hitlerek no to będzie orzełek a jak swastyczka to reszka.

- Ale…?

- Ale co ale? Co tu jeszcze cie gnębi, o żesz kur*a? Przecież to takie proste: gdybyś nie miał fenigów tylko monety z Watykanu to jest tak samo – litości. Jak wypadnie janpawełek to będzie orzełek a jak janpawełek alb jakaś królowa angielska upadnie na twarz, to reszka…

- Ale… ale co będzie jak moneta nie upadnie w ogóle?

- O, i to jest… to bo widzisz… eee… to jest… bardzo dobre pytanie. Tak więc… otóż jeśli podrzucona moneta nie upadnie w ogóle, i to jest ta bardzo wysoce prawdopodobna możliwość granicząca w pewnych regionach świata z pewnością,  to wówczas zajmiemy się sektą rzymskich katolików jako najbardziej spokrewnioną z cudami. Cudów bowiem żadnych ni ma, a jeśli podrzucona moneta nie upadnie to znaczy oczywiście, że ją przechwycił w locie jakiś numizmatyk. Odkąd bowiem władzę w pewnych regionach świata przejęła jakaś ob-żyd-liwa ciemna siła, numizmatyków non stop przybywa i jest to zjawisko rzeczywiście groźne i realne. Nawiedzony numizmatyk może, zupełnie jak sekta, zaatakować człowieka posiadającego monety zawsze i wszędzie - na skrzyżowaniu, w szkole, a zwłaszcza bardzo niebezpiecznie jest pod sklepem spożywczym, gdzie aż się roi od numizmatyków, podających się nierzadko za proroków odczyniających niestworzone cuda. To są oczywiście fałszywi mesjasze i fałszywe cuda, bo nawet początkujący iluzjonista jest w stanie bez trudu zamienić monetę na żubra. Natomiast doświadczony czarodziej bez wysiłku może monetę przemienić nawet na wino w hermetycznie zamkniętym kartoniku.

No i uprzedzając kolejne bezmyślne pytania dodam od razu, że jest jeszcze nieco bardziej prawdopodobna możliwość – ta, że rękę która chce podrzucić monetę strzaska spadający meteoryt z Plejad, którego nie dostrzegła w porę NASA. W takim więc przypadku zajmiemy się sektą new age która też propaguje wymianę handlową z Plejadanami.

Oczywiście w ferworze ekscytującego losowania nie możemy też zapomnieć o najbardziej prawdopodobnej możliwości, tej niemal oczywistej - kiedy podrzucona moneta co prawda upadnie ale prosto do uśmiechniętej jak kombinerki paszczy krokodyla, który wyłonił się ze studzienki kanalizacyjnej i na całą szerokość rozdziawił zębatą mordę. Gdyby moneta upadła właśnie w taki sposób a ponadto tak nieszczęśliwie, że nie możemy stwierdzić jak wypadło losowanie należy zaopatrzyć się w nożyce do blachy i otworzyć krokodyla albo nie otwierać i zdać na moją sugestię aby w takim przypadku zająć się sektą reptiliańską. To taka tylko sugestia ale ostatnie słowo należy oczywiście wyłącznie do ciebie i pamiętaj – to ty decydujesz czy otwierać krokodyla.

Wszystko jasne?

- No to rzucaj nareszcie. I… jak wypadło?

- Świadkowie jehowy.

- O cholera…

- Co?

- No proszę państwa, cooooo za niespodzianka, liczyłem i to na poważnie na mormonów lub ewentualnie zielonoświątkowców lub baptystów jakichś… no ale cóż, skoro wypadło jak wypadło no to słowo się rzekło i niech tam będzie wola niebios… w końcu gdyby bóg tak nie chciał, no to nie stworzyłby monety.

Świadkowie jehowy. Hmm…czyż nie brzmi to groźnie?

Brzmi a i owszem bo można z przerażenia czknąć albo nawet ziewnąć…

Kim są? Skąd się wzięli? O co onym chodzi? Co głoszą? I dlaczego?

Dużo pytań, a więc zwięźle no i po kolei.

Świadkowie jehowy są z innego wymiaru, czyli przybyli z zupełnie innej czasoprzestrzeni – tak ustaliła bacologia.

Nie wierzycie?

Oni wzięli się i zmaterializowali bezpośrednio z tej dziwnej, pełnej niezbadanych tajemnic przestrzeni znajdującej się tuż za drzwiami.

Puk, puk – i nagle są. Masakra.

I zauważcie że stało się to tak szybko że nie wiadomo jak to się stało. W jednej, dosłownie jednej chwili ich nie było a w następnej nagle jeb i są. Są (liczba mnoga) bo jak faceci w czerni, albo czupakabra oni zawsze pojawiają się parami. Dlaczego?

Żeby jak by co i ktoś dał komuś w dzioba, był ktoś pod ręką na tego… na świadka.

Tak więc są i chociaż to nieprawdopodobne za każdym razem chcą porozmawiać o biblii, o bogu albo o ponownym nadejściu starego czerwia jehowy. Nigdy jeszcze nie przyszli omówić dziadowskiej ekstraklasy albo jeszcze bardziej dziadowskiej polityki. Zawsze o dziadowskich czerwiach tylko chcą pogadać.

Z reguły zatem kończą swoją misję z powrotem w tej dziwnej przestrzeni znajdującej się za drzwiami. Ale to co jest niezbadaną tajemnicą, to fakt że kiedy już są z powrotem w tej przestrzeni, to tam nie rozmawiają o biblii albo o ponownym nadejściu czerwia. W ogóle nie rozmawiają i to jest naprawdę szokujące, bo przecież mogliby - jest ich dwóch, no tak czy nie? To naprawdę zagadkowe, gdyż oni zawsze przemierzają tę przestrzeń dwuosobowymi milczącymi patrolami.

To co zatem robią w tej przestrzeni skoro zawsze milczą i za nic w świecie nie chcą ze sobą rozmawiać?

No cóż, do wojska nie wstępują, krwi nie pozwolą sobie oddać, nie cudzołożą, nie palą, ba nawet nie kradną jak normalni ludzie. Zagadka jak nie wiem co, prawda?

Bacologia ustaliła zatem co też oni tam robią – i co się okazuje?

Okazuje się że świadkowie jehowy w tej przestrzeni większość czasu spędzają na obozach szkoleniowych gdzie intensywnie trenują. Są to ściśle tajne ośrodki paramilitarne – dla innowierców absolutnie niedostępne – ale skromnie powiem wam że udało mi się zhakować wujka googla i zdobyć dla was zdjęcie jednego z tych ściśle tajnych ośrodków bardziej zakonspirowanych niż Strefa 51.

Poligon świadków jehowy jest niesamowity, prawda?

Od świtu do nocy świadkowie jehowy ćwiczą w takich miejscach nie żałując potu, krwi i trudu dobijając się nieraz po szesnaście godzin dziennie w tak trudnym terenie. Oczywiście w pełnym ekwipunku, na grzbiecie mają alpejskie plecaki pełne słowa bożego a pod pachami rulony ulotek, których łączna masa wynosi wagę świadka do kwadratu. Natomiast na wieczór na już obdarte do kości palce świadkowie zakładają plastry i kładą się spać w trumnach.

Kobiety świadków jehowy w tym czasie stoją na skrzyżowaniach lub patrolują ulice i rozdają ludziom swoje gazety.

Dlaczego?

I to także bacologia ustaliła – otóż te kobiety są tam na ulicy po to aby ich mężczyźni nie cudzołożyli. Proste.

Tak więc jak widzimy w świetle tych informacji ta sekta wygląda… zwyczajnie. Ot banda przygłupów i nawiedzonych matołków gotowych na śmierć zasrać każdą dyskusję biblijnymi cytatami.

Odpowiedz sobie teraz sam człowieku – czy nie taki właśnie obraz świadków jehowy masz w swojej głowie?

Czy nie jest to ten sam lub podobny image nieszkodliwych, przytępawych religijnych świrków?

No właśnie Smile

Jednakże zapewniam was – ten obraz to tylko zmyłka. W rzeczywistości kiedy wpuszczacie świadków jehowy za drzwi – to tak samo jakbyście wpuścili wilki w owczej skórze. Właściwie to nawet gorzej gdyż wilki nie są jadowite a świadkowie jehowy, owszem i to… naprawdę.

Poznajcie zatem PRAWDĘ zamiast opowiastek dla debili. A świadkowie jehowy powinni się ucieszyć szczególnie że jest w końcu ktoś kto chce… głosić prawdę Smile

Haczyk polega tylko na tym że będzie to prawda na ich temat.

Dobra to teraz wersja nie dla idiotów:

Świadkowie jehowy – satanistyczna sekta bazująca na okultystycznej koczowniczej masonerii głosząca nadejście królestwa jehowy. Utworzył ją Charles Taze Russell, który (podobnie zresztą jak twórca kultu mormonów) był koczownikiem oraz masonem 33 stopnia. Samozwańczy pastor Russell był oczywiście jako koczownik zagorzałym syjonistą, i to nie byle jakim – jednym z autorów Protokołów Mędrców Syjonu. Tak tak, to nie ktoś anonimowy tylko ten konkretny koczownik między innymi planował grubo ponad sto lat temu stworzenie komunizmu, nazizmu, terroryzmu, zatrutych szczepionek i powszechnej lichwy czyli długu opartym na oszukańczych odsetkach.

Świadkowie jehowy, jak wszyscy wiemy mają swój organ Strażnica w którym propagują wśród ofiar swoje na pozór niegroźne zabobony.

Ten organ jest przekładany na wiele języków, w tym polski, z oryginału angielskiego

W tym miejscu się zatrzymajmy przez chwilę aby omówić to co mamy przed oczami albowiem gdzie jak gdzie ale u zabobonnych i przesądnych do granic idiotyzmu opętanych numerologią, syjonistycznych koczowników, absolutnie nic nie jest przypadkowe. (O tym jak sobie zaprojektowali na przykład banknot jednodolarowy nie będę przynudzał bo raczej wszyscy już to wiedzą doskonale.)

I tak, w prawym dolnym rogu widzimy nie bez powodu wschodzące słońce – jest to odwieczny symbol koczowniczej masonerii. Wszystkie koczownicze loże mają bowiem nazwy typu wielki wschód Francji, wielki wschód Rosji, wielki wschód Anglii, itp. Oni aż takiego bzika mają na tym punkcie, że nawet rejon Izraela nie nazywają zgodnie z geografią Afryka, III Świat lub Kraj Rozwijający Się tylko… Bliski Wschód, nieprawdaż? I to mimo iż ten tymczasowy obóz koczowników nie leży i nigdy nie będzie leżał na jakimś wschodzie – to jest do licha, północna (kamienisto pustynna) Afryka. Afryka zamieszkała przez Afrykańskie plemiona i…?

I nic więcej Smile

W lewym górnym rogu widzimy natomiast krzyżyk w koronie czyli symbol zakonu templariuszy – pierwszych groźnych, bo zorganizowanych w parabankową mafię lichwiarzy, którzy jeszcze w średniowieczu się na poważnie uwzięli aby wpędzić w długi wszystkich, a za wyłudzone pieniądze odbudować w Palestynie synagogę szatana czyli prawdziwego boga syjonistów. Mnóstwo niewinnych zupełnie ludzi pod tym kątem wówczas wymordowali. Szatan bowiem lub inaczej papcio lucyfer jest dla koczowników nie tylko ojcem lecz wyłącznym bóstwem – bóstwem o bardzo wielu imionach, o czym będzie jeszcze poniżej. Jak wyszło - wiadomo ze źródeł historycznych: mimo iż templariusze nagromadzili niebotyczne skarby -„ubogim” rycerzom świątyni czyli chciwym satanistycznym sępom oczywiście nic z tych planów nie hmm.. to dobre określenie… nie wypaliło, albowiem jeden jedyny wspaniały król o przewspaniałym przydomku Piękny, wysłał koczowników przy pomocy stosów prosto do papci lucyfera po czym nakazał konfiskatę niegodziwie zdobytych majątków. I to był koniec europejskiej lichwy templariuszy i bardzo żałosny acz widowiskowy koniec ich wielkich mistrzów, którzy skwierczeli na stosach aż gawiedź wyła z zachwytu. No bo bądźmy szczerzy, kto by nie wył na wieść że wierzyciel idzie prosto do piekła. I to jest słuszna koncepcja… nawet bardzo bo w późniejszych latach powrócono do niej w obozach koedukacyjnych dla koczowni w całych Niemczech… no ale ten artykuł nie o tym ale o sektach. Tak więc niedobitki czy raczej niedopałki templariuszy uciekły do Szkocji i tam założyły pierwszą poważną współczesną masonerię – masonerię rytu szkockiego. Matkę wszystkich dzisiejszych koczowniczych masonerii. Ten symbol krzyżyka w koronie był bardzo długo tajnym znakiem po którym świadkowie jehowy nawzajem się rozpoznawali.

W prawym górnym rogu jest natomiast symbol największej obediencji zakonu templariuszy w USA. To przesłanie znaczy „oni żyją” (jeszcze :-).

W lewym dolnym rogu jest oczywiście tytułowa strażnica ale to CO ONA OZNACZA mówią tylko i wyłącznie te najwcześniejsze wydania tej heh… paranormalnej literatury świadków jehowy. Ot chociażby takie:

Tak, tak, dobrze widzicie The Zions Watch Tower to nic innego tylko na polski Strażnica Syjonu.

Tada! Alleluja!

No to skoro już się podstawowe sprawy wyjaśniły możemy omówić przypadek świadków jehowy nieco głębiej.

Czym się zajmują?

Ano jak niesie wieść duszpasterska, nie chleją, nie palą, nie cudzołożą i nie kradną jak normalni ludzie, tylko łażą jak karaluchy po domach z dobrą nowiną zwiastując nadejście końca świata kiedy mają zły humor lub Chrystusa kiedy jest im dobrze. Najlepsi są zdecydowanie w temacie „Armagedon”. Papcio lucyfer czyli jehowa w wielkim stylu powraca i pali żywcem wszystkich jak leci jakimś napalmem z nieba. Uchodźcy ze spalonych przez Jehowę miast idą z uśmiechem (typowym dla każdego uchodźcy, przecież Smile na jakąś szczęśliwą łączkę i… z tygryskami w berka siem bawiom. Wszyscy są szczęśliwi i się cieszom że Jehowa spalił wrednych sąsiadów spod trójki i tę panią z kiosku której waliło z ryja. Teraz są na łączce i nikomu nie wali. Tygrysom powyrastały worki trawiennie i już nie jedzą owiec tylko się bawią z jagnięciem. Jest bosko jest przepięknie. Tylko świadkowie jehowy ocaleli. Pokrzywy kwitną dla nich nawet w styczniu i wszyscy są szczęśliwi. Tak głosi ich najbardziej odlotowa nowina.

Świadkowie jehowy mają ich więcej i aby nie pobłądzili w tych wszystkich wersjach oraz klatkach schodowych pastor Russel napisał im:

Oprócz masońskiego uskrzydlonego symbolu egipskiego bożka Amona Ra który był według koczowników bóstwem ciemności – takim dawniejszym papciem lucyferem - i do którego pastor czuł w związku z tym ojcowsko synowską nostalgię, podręcznik ten jest pełen wskazówek typu co jak i kiedy. Innymi słowy jedna wielka przepowiednia napisana rękami współautora Protokołów Mędrców Syjonu. (więcej na ten temat tutaj):

http://www.piotrandryszczak.pl/piramida.html

Aha, ta jego sympatia i symbolika bierze się stąd, że w starożytnym Egipcie, w czasach kiedy koczownia rządziła tym mocarstwem, zarówno piramida jak i kult ciemności pozwoliły w swoim czasie odnieść koczownikom nienajgorszy sukces. Po przejęciu władzy w Egipcie, udało im się okraść ten kraj z całego złota a mieszkańców przy pomocy plag, czy inaczej mówiąc broni biologicznej… zdepopulować i… wykasować z istnienia ich mocarstwo. Większego sukcesu nigdy później nie odnieśli – stąd ich uporczywe starania aby to znowu powtórzyć. Szans co prawda nie mają gdyż Amerykanie nie są aż tak bardzo głupi jak by to mogło wynikać z koczowniczych filmów i są w odróżnieniu od Egipcjan tego zagrożenia w pełni świadomi i… uzbrojeni. Z każdym dniem coraz bardziej. Notabene, wy też powinniście się bronić przy pomocy… broni, taka jest moja opinia, do której każdy ma prawo. A jeśli koczownicy wam zabraniają to sory Batory ale świata nie obejmą w posiadanie ludzie naiwni. Tak więc nie pytajcie się koczowników o jakieś pozwolenie, tylko gromadźcie coś do obrony, bo powody są dwa – złota w Europie i Ameryce JUŻ DAWNO NIE MA a plagi są tuż, tuż, na wyciągnięcie ręki. Chodzi tu głównie o szczepionki, wirusy oraz chemitralsy o których zawodowi kłamcy i pospolici zdrajcy, czyli tak zwani politycy, udają że nie wiedzą. Dowodem koronnym, że to słuszna koncepcja jest ten, że kiedy koczownia rozwalała na kawałki Jugosławię aby położyć chciwą łapę na złożach promieniotwórczych pierwiastków tylko i wyłącznie broń z dnia na dzień przedstawiała w tym rejonie jakąkolwiek walutę czyli wartość. Broń i amunicja – nic więcej nie decydowało o tym kto przetrwa a kto nie. Pamiętajcie o tym bo przetrwa tylko ten który ma dobrą pamięć. Możecie też zawsze wymusić prawo do powszechnego i legalnego posiadania broni – to tylko kwestia liczby głosów lub protestujących w debilnej koczowniczej lichwokracji. Wymusiliście upadek acta – więc to też się musi udać. Szwajcaria i Osrael to odwieczne i współczesne gniazda koczowników, syjonistów i masonerii i tam każdy ma broń w chałupie – nie dajcie się zatem zwieść że broń nie zapewnia spokoju. W Iraku każdy ma kałacha i w Afganistanie też jakąś dwururkę i tam… tam koczownia nie może odnieść zwycięstwa, no tak czy nie tak? I to pomimo nieograniczonych funduszy! Ale nie odbiegajmy od tematu bo jeszcze zapomnimy co tam nowego u świadków jehowy?

Aha no łażą po domach namolnie i głoszą dobrą nowinę. Dobrą dla nich rzecz jasna albowiem jak już możemy stwierdzić bacologia nie ma cienia wątpliwości czym jest ta i każda inna sekta. Oto precyzyjna definicja:

Sekta – jest to ultra groźne koczownicze ugrupowanie o charakterze religijnym głoszące „słowo boże”.  Cecha charakterystyczna – nieziemska wręcz delikatność i nadwrażliwość na krytykę przy jednoczesnej zdolności do najgorszych zbrodni przeciwko ludzkości. Cecha charakterystyczna druga – absolutna niezdolność do zrozumienia tego, że od momentu kiedy jej „bożek” spalił żywcem dwa miasta i próbował utopić… wszystkich ludzi – epoka dyplomatycznego języka i eleganckich konwenansów, niestety ale kur*a… przeminęła!

Fraza „słowo boże” jest w cudzysłowie bo biblia którą tak namiętnie badają świadkowie jehowy nie jest słowem bożym lecz co najwyżej słowem kogoś kto podaje się za boga – a to notorycznie robią tylko i wyłącznie koczownicy. Zawsze uważali się za boga lub bogów. Krąży co prawda pogłoska że biblia i Protokoły Mędrców Syjonu są napisane przez samego papcia lucyfera ale bądźmy racjonalni --- to dzieła koczowników, bo jest na to nie jeden niepodważalny dowód.

Chcecie jakiś?

Proszę bardzo, otóż historyjka o arce Noego jest żywcem skradziona z kilka tysięcy lat starszego od niej Eposu O Gilgameszu starożytnych Sumerów i jest ona tylko przerobiona na koczowniczą modłę. Pełno tam bowiem nie sumeryjskich wojowników tylko… koczowniczych superbohaterów i…?

I wyłącznie koczowniczych superbohaterów, bo jak każdy sam może to stwierdzić – koczownik to urodzony bohater Smile

Zawsze stoi w pierwszym szeregu gotów niemowlakowi wstrzyknąć zatrutą szczepionkę, jest gotów w pojedynkę wytruć gazami całą armię lub sam jeden wypełnić wodociągi wroga fluorem, związać ręce za plecami i odważnie strzelić tysiącom jeńców w tył głowy (Katyń), albo spuścić bombę atomową na chrześcijańskie kościoły (Hiroshima, Nagasaki) lub jednym malutkim i nieważnym czołgiem rozpędzić tysiące uzbrojonych w zęby Palestyńczyków. Taki jeden jedyny bohater Rotschild zdołał bohatersko oszukać na pieniądze pół nieprzyjacielskiego świata i wpędzić go w z dupy wzięte długi a do ich spłaty oszukać ponownie okradając pół świata z owoców jego pracy (podatek dochodowy).

Bandyci, mafia, kłamcy, masoni – nigdy nie było ANI JEDNEGO dobrego koczownika!

U świadków jehowy jedno jest tylko pewne - co dwa lata zmieniają datę końca świata a co kwartał większość… swoich koncepcji. Za czasów pastora Russella wychwalali pod niebiosa Wielką Piramidę w Gizie jako pomnik boży lub inaczej „biblię w kamieniu” a dziś jeb… i odżegnują się od niej jak diabeł od wody święconej głosząc jak zepsute katarynki że Wielka Piramida to pomnik demonizmu. Więcej o tej schizofrenii piramidalnej jest również pod tym linkiem:

http://www.piotrandryszczak.pl/piramida.html

Natomiast pastor Russell jako mason oczywiście piramidy nigdy się nie wyrzekł i nasza opowieść o nim kończy się tak, że chociaż się starał to niestety ale nie poszedł po śmierci prosto do papci lucyfera na trwające wieczność męki. To znaczy jeszcze nie poszedł, bo najpierw musi spłacić dług wobec matki Ziemi który zaciągnął żyjąc za długo i za bardzo hańbiąc swoją satanistyczną osobowością jej piękne oblicze. Pastor Russel obecnie leży na

Czyli Wielkim Złomowisku Zepsutych Masonów i spłaca gorliwie dług wobec Matki Ziemi jako nawóz.

Jak przystało na templariuszy i jego spalono a przy jego grobiku stoi sobie pełna masońskich symboli piramidka przypominając mu chyba, że papcio lucyfer ma na niego oko i cierpliwie czeka.

Po jego śmierci świadkowie jehowy rozeszli się po wszystkich domach – nie wiem skąd mi się biorą te analogie ale przypomina to inwazję starych dobrych karaluchów, których już jest na szerokim świecie ponad sześć milionów. Tylko w Polsce świadków jehowy jest sto dwadzieścia sześć tysięcy a więc to całkiem poważna piąta kolumna koczowni, której nie można lekceważyć.

Co naprawdę zatem robią? Ano łażą - to już wiemy. Podobno badają pismo święte no ale nie obrażajmy się tylko bądźmy realistami - niedługo będzize dwieście lat jak tak sobie je badają i co wybadali? Zero. A przecież nawet sto lat to jest kupa czasu i przez ten czas to nie tylko jakąś książkę ale nawet najbardziej leniwy grotołaz na świecie zdążyłby Angelę Merkel jeszcze dokładnie przebadać. Ja biblię wciągnąłęm w dwa tygodnie sam jeden. Tydzień mi zajęło zbadanie świadków jehowy. A oni? Heh, jest ich sześć milionów a jeszcze ani jednego słowa nie wybadali, bo nie oszukujmy się nie o ZBADANIE książki chodzi ale o wieczne BADANIE, ok?

Jakby zrobili babola i książkę jeb... zbadali no to musieli by isć do pośredniaka i się przekwalifikować z badacza na jakiegoś spawacza.

Wiemy też że trują o coraz to nowym końcu świata i nieustannie przesuwają datę tego wydarzenia co sprawia że ten koniec świata to najbardziej ruchome święto na ziemi. A zatem logika nakazuje wyciągnąć wnioski i zadać właściwe pytanie, skoro to wszystko co robią tylko na pokaz to... tylko propagandowe brednie:

CO ONI KUŹWA TAK NAPRAWDĘ ROBIĄ?

Bo nie miejcie ludziska żadnych złudzeń – w te biblijne popierdółki absolutnie ani jeden z nich nie wierzy Smile

Pomyślmy zatem ale tylko i wyłącznie logicznie – gdyby świadkom jehowy zależało na wyznawcach to przecież nie chodziliby po domach tylko… zapraszali do własnego przy pomocy rozdawanych ulotek, raklam w TV albo radio. Tak robią wszyscy walczący o klienta, prawda? Dlaczego więc oni tak naprawdę robią ten pseudo marketing od dupy strony?

U koczowników nic nie dzieje się bez powodu, pamiętamy? A zatem wszystko, dosłownie wszystko jest bardzo starannie ZAPLANOWANE. I przyczyna jest bardzo prosta, logiczna oraz prozaiczna. To żadne chodzenie z dobrą nowiną tylko… wywiad środowiskowy. Ot co! Dla sekty bowiem jest niezwykle istotne zbieranie funduszy. Nie mniej istotne jest dla koczowników zbieranie wszelkich możliwych informacji. Ich raj to powszechna inwigilacja i takie jest po prostu zadanie tych, nie bójmy się tego powiedzieć, wścibskich patroli. Patrolują i węszą zawodowcy po to, aby wyłonić najlepiej sytuowanych i zebrać pod kątem korzyści dla sekty jak najwięcej o nich wiadomości.

Po co?

To przecież oczywiste, gdyż wynika z historii – po drugiej wojnie światowej koczownicze UB – tylko i wyłącznie dla pieniędzy lub nieruchomości wymordowało kilka tysięcy majętnych Polaków. Tysiące zginęły z rąk koczowniczych bandytów. Skąd koczownicy wiedzieli że ktoś ma ten majątek? I tu leży odpowiedź jakie naprawdę jest zadanie łażących po domach świadków jehowy – to są wilki w owczej skórze, gotowe przy pierwszej lepszej okazji odłożyć „słowo boże” jako koszerne do kosza i rzucić się do gardła lub zamordować bohaterskim nożem w plecy lub przynajmniej dając współziomkom cynk o nadających się na napad ofiarach.

Notabene inną sektą uwielbiającego łazić po domach z dobrą nowiną, są te hordy katolickich pedofilów, które doskonale znacie. Nie łudźcie się że po kolędzie idą z dobrą nowiną, bo jaka ona w końcu jest? No jaka? Że Maria porodziła syna? Też mi nowina – od dwóch tysięcy lat ta sama…  to nie o tę nowinę chodzi ludziska, lecz o wywiad środowiskowy. Nie wierzycie?

Fakty są straszne – co drugi klecha w komunie był również kapusiem ubeków. Co drugi – dociera to do was? Myślicie że teraz nie donosi?

Ha. No właśnie. Koczownik a tych jest przepełno w każdej jednej sekcie zawsze pozostanie koczownikiem – pokazując mu swój dom lub wyznając „grzechy” na spowiedzi sami sobie zakładacie pętlę. A koczownik jak tylko będzie miał okazję ją… zaciśnie.

Zrozumcie że świadkowie jehowy są gorsi od wszystkich – nawet od tych z tele2. Po wizycie tych z tele2 macie dwa razy większy abonament a po świadkach możecie stracić wszystko – włącznie z życiem. To pazerna i mordercza sekta – jej trzon to masońscy koczownicy – i uwierzcie są dużo gorsi od papcia lucyfera. Nie bez powodu ta sekta jest w wielu krajach zakazana, nielegalna i naprawdę nie bez powodu świadkowie jehowy byli zsyłani w bardzo wielu krajach do więzień lub obozów. Trafiali tam nie za głoszenie bredni tylko za kryminalne czyny poparte prawomocnym wyrokiem sądowym.

Tyle o świadkach jehowy a teraz przekażmy sobie znak pokoju i zastanówmy się czy aby przypadkiem twoja religia też nie ma koczowniczych źródełek. No pomyśl przez chwilę na (s)pokojnie człowieku.

Pomyślałeś?

Bo ja tak i wiesz co mi przyszło do głowy?

Otóż każda jedna koczownicza religia, która tak naprawdę jest sektą, ma wspólny mianownik wynikający z bacologicznej definicji sekty. Niebezpieczeństwo i cały podstęp tej koczowniczej pseudo religii polega na tym, że ZAWSZE do potencjalnej ofiary posiadającej jakikolwiek wartościowy majątek (pieniądze, ziemia, nieruchomości) podchodzi koczowniczy sekciarz mający do zaoferowania wyłącznie „słowo boże” a nie mijają nawet dwa pokolenia, kiedy ofiara zostaje pozbawiona majątku (lub nawet życia) zostając na placu zabaw co najwyżej wyłącznie z bezwartościowym „słowem bożym”.

I oto moi drodzy cała tajemnica (sekciarskiej) wiary Smile

Zapewniam was, jeśli gdzieś jest jakakolwiek nie koczownicza religia, to jest ona z fanatycznym zacięciem tępiona ogniem i mieczem – w takim przypadku koczownia nie pierd*** farmazonów o tolerancji wyznaniowej lub poszanowaniu czyichś wierzeń. O nie! I to jest REGUŁA od której nie było jeszcze NIGDY wyjątku.

Tylko koczownicze religie każą wam „się” szanować i respektować a to przecież kupa śmiechu, bo nawet jeśli myślicie że baca ustawił losowanie i jest tendencyjny to tak oczywiście nie jest. Mogę wam dać słowo, że jakąkolwiek koczowniczą sektę byście nie wybrali – wynik jest zawsze ten sam. Na przykład wcześniej wspomnianą sektę mormonów także wymyślił inteligentny inaczej mason koczownik 33 stopnia. Ubzdurał sobie ten bodajże Joseph Smith, że na polu zboża objawiły mu się anioły a potem mu dały złote tablice prosto od pana boga. Tablice oczywiście wsiąkły, (tak samo jak te „wasze” z dziesięcioma przykazaniami Smile co jest już kolejną regułą u koczowników, ale uwaga, to że one były potwierdza stos aktów notarialnych gdzie zeznawali świadkowie którzy je widzieli. Chyba jehowy Smile

No i opowiedzcie sobie teraz uczciwie sami – czy tak naprawdę różnią się czymś te debilne do niemożliwości koczownicze sekty? Czy głupotę można podzielić na większą lub mniejszą?

Wniosek końcowy: wszystkie sekty które „należy respektować” to są tylko niestworzone brednie wzięte prosto z koczowniczej dupy i to stosunkowo niedawno! I taka też ich jest rzeczywista wartość – to po prostu kupa... śmiechu.

No i to tyle bądźcie zatem pozdrowieni, a że pobluźniliśmy sobie dziś jak skur*** no to jeszcze raz przekażmy sobie na wszelki wypadek znak pokoju. Żyjcie zdrowo, niesektowo. Cukier krzepi.

Źródła: (pochodzą przeważnie z konkurencyjnej sekty no ale w końcu gdzie dwóch sekciarzy się bije tam baca sobie skorzystał Smile

http://www.jesus-is-savior.com/False%20Religions/Jehovah%20Witnesses/jw.htm

http://www.piotrandryszczak.pl/piramida.html

http://www.piotrandryszczak.pl/

 

 

Redakcja portalu innemedium.pl informuje, że opinie wyrażone w powyższym artykule nie są tożsame z poglądami redakcji. W przypadku wątpliwości odnośnie tej publikacji prosimy o kontakt 

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Komentarze

Portret użytkownika mirand

Baca, baco, jestem SJ i

Baca, baco, jestem SJ i powiem szczerze dawno nie czytałem tak zjadliwej i satyrycznej krytyki SJ. Troche sie usmiałem i zadumałem czytając ciebie i komentarze czytelników, co ludzie są zdolni wymyślić i uwierzyc. Mógłbym polemizować z twoim tekstem i niektórymi wypowiedziami, ale.... jestem leniem nie chce mi sie szukać po książkach wklepywać cytaty lub "kopiuj-wklej" z netu, po za tym nie mam weny artstyczno satyrycznej by ci dorównac w poczuciu humoru. Zreszta czy to ma sens, wiedza dziś leży na ulicy my mamy rozum by myslec i wyciagac wnioski. Jesli ktoś nie chce myślec, szukać to i prawda podana na złotej tacy nic nie da.
Na swiecie według indiańskiego medrca zyją tylko cztery rodzaje ludzi:
-Ci, którzy co nieco wiedzą i są tego swiadomi. Są to ludzie wykształceni.
-Ci, którzy wiedzą coś niecoś, ale nie zdają sobie z tego sprawy. Ci ludzie spią i nalezy ich rozbudzić.
- Ci, którzy nie mają żadnej wiedzy, lecz zdają sobie z tego sprawę. Takim ludziom trzeba pomóc.
-Ci, którzy nic nie wiedzą i nie uswiadamiają sobie tego. Są to głupcy, którym pomóc już nie mozna.
No cóż baco, 90% ludzi, może nawet więcej zalicza się niestety do tej ostatniej kategorii. Czytają ten i inne portale o tej tematyce dowiadujemy się, że zbliża się NWO, czyli walka na swiecie trwa walka o pozyskanie tych 10%.
No i tyle,  bedę się dalej zmagał z lenistwem i bezrobociem.
 

Portret użytkownika robertus

Wnioskuje z Twojej wypowiedzi

Wnioskuje z Twojej wypowiedzi Mirand, iż wszyscy zagladający na ten portal mieszczą się w tych 90%. Nie wiem do której grupy się mierzysz, ale też tu zaglądasz. Z drugiej strony, każdego wiara jest najmojsza, tak więc przekonywanie innych do swojej jest bezsensowne, aczkolwiek zawsze jakiś ułamek się wykruszy. 
Co do Bacy, nie przepadam za jego artykułami, ale akurat ten mi się podobał. Jesli jesteś aż tak leniwy, to dziwię się, iż napisałeś cokolwiek, chyba że z lenistwa. Moim zdaniem nie masz argumentów i boisz się zmierzyć z Bacą na tle religijnym.

Portret użytkownika pulsar

@robertus Mylisz się. Też

@robertus
Mylisz się. Też jestem Świadkiem Jehowy i też mógłbym podjąć dyskusję na temat nieprawdziwych zagadnień jakie wytoczył baca w swym artykule, tylko co to da ? 
Ludzie i tak bardzej uwierzą w kłamstwa i półprawdy niż w fakty.  A prawda sama się obroni. Żadne argumenty przytoczone ku obronie ŚJ i tak nie będą przez wielu tu brane pod uwagę. Prowadziłem wiele takich dysput i nic z tego nie wynikło, gdyż większą wiarę daje się słowom kłamliwego odstępcy, niż czynnemu ŚJ.
Tak więc, prowadzenie dyskusji na ten temat, to jak strzępienie języka po próżnicy.
 

Portret użytkownika robertus

Mówisz, że się mylę. Dobrze,

Mówisz, że się mylę. Dobrze, może tak, a może nie. A skąd Wy macie tą najprawdziwszą prawdę ? Wszystkim mówicię, iż się mylą, ależ czy człowiek nie jest omylny ? Dlaczego wy się macie za tych właściwych ? Oczywiście nie chcę tu wywoływać zadnych wojen, ani kłótni. Nasze życie we wszechświecie ma się jak jeden oddech (gdzieś to wyczytałem), więc jakoś nie wierzę w to, że te nasze jedno muśnięcie w skali kosmosu ma zadecydować o naszym istnieniu na wieki. Biblia sama mówi, iż Jehowa lubił wojny, wręcz pomagał w tych wojnach. Nie widzę tu miłosierdzia i oznaki miłości.

Portret użytkownika mirand

Poruszyłeś ciekawe

Poruszyłeś ciekawe zagadnienie, Jehowa prowadził wojny i jest okrutnym Bogiem, ale czy to twierdzenie ma podstawy? Altumsecessum przekleił tu szereg artykułów o SJ, w jednym z nich pokazano tabelke ukazującą ile to milionów ludzi wg. Biblii zabił Jehowa, a ilu Diabeł, wyszło, że Diabeł zabił tylko 10 osób. Takie stwierdzenie może wysunąć tylko ktoś kto nie zna biblii lub pomija to co ta księga mówi, i nie przytacza wniosków jakie się nasuwają po analizie choćby kilku wypowiedzi w niej zawartych.
Biblia dla wielu czytelników tego portal nie jest  autorytetem, chyba, ze uzywa się jej do krytykowania Boga i "wierzących", dlatego nie będę przytaczał wersetów tylko pokrótce omówię ich treść w kontekście zabijania ludzi.
Już w ksiedze Rodzaju, 3 rozdziale mamy mowę o tym jak Szatan Diabeł kusił Ewę, najpierw zapytał dlaczego nie jedzą owoców z jednego drzewa, po odpwiedzi Ewy stwierdził, "z pewnością nie umrzecie" jesli go zerwiecie. Co wiecej twierdząc, że Bóg ogranicza ich wolność pozbawiając ich możliwosci rozróżniania dobra od zła, skłonił Ewę do zerwania owocu i jego zjedzenia by stała się "podobna Bogu". Ewa dała owoc Adamowi, ten zjadł bez wiekszych oporów. Zauważcie, Diabeł nie kusił mężczyzny, skusił kobietę a mężczyzna poszedł za kobietą.
Ale wazniejsze są dla nas konsekwencje tego czynu. Adam złamał umowe z Bogiem i poparł Diabła w buncie przeciw Bogu i smierć weszła w świat ludzi. Już Kain syn Adama i Ewy popełnił morderstwo zabijając swego brata Abla. Zaczął się moralny i duchowy upadek rodzaju ludzkiego.
Człowiek utracił swoją doskonałośc, stał się "grzesznikiem" czyli kimś kto chybia celu, i stał się śmiertelny. Czy więc Bóg sprowadził na ludzi śmieć, czy raczej jest to efekt działania Diabła i konsekwencja buntu ludzi?
Warto zastanowić się nad tym kto sprawuje dziś władze nad swiatem.
Ap. Paweł w Liście do Efezjan rozdziale, 6 napisal, że "  zmagamy się nie z krwią i ciałem, ale z rządami, z władzami, ze światowymi władcami tej ciemności, z zastępem niegodziwych duchów w miejscach niebiańskich.
Kim są te duchy? Otóż Szatan nie poprzestał na zbuntowaniu ludzi, ale udało mu się skłonić do nieposłuszeństwa inne stworzenia duchowe "synów Bozych" czyli jak aniołów. To oni stali sie demonami. 
Brzmi to jak bajka, i wydaje się smieszne, ale świat przedpotopowy został zniszczony dla tego by wyeliminowac z ziemi potomstwo demonów i ludzkich kobiet, oczyszczenie ludzkiej rasy i wyeliminowanie genetycznie wynaturzonego rodzaju. O tym co dziś mozna znaleźc na ziemi z tamtego swiata pisze "homo sapiens" w swoich artykułach, ale również ślady działalności nefilim mamy np. w mitologiach, szczególnie greckiej. Herosi, półbogowie to nikt inny jak biblijni nefilimowie.
Ciekawe są tez indyjskie poematy epickie jak "Ramajana i Mahabharata" opisujące wojny bogów i ludzi, jak twierdzą niektorzy archeolodzy i badacze zajmujący sie "nienaukowo historyczną" przeszłością, doszło wtedy do użycia broni atomowej.  Te eposy zostały napisane na podstawie ustnych przekazów duzo pózniej niz pierwsze ksiegi biblijne. Co ciekawe mozna przyjąć, że indyjskie eposy, wedy, a także mitologie swiata opisują świat jaki istniał przed potopem, natomiast biblia traktuje to niejako marginalnie i skupia sie na tym co działo sie później, gdy bezpośredni wpływ potomstwa demonów przestał oddziaływać na ludzi.
Nie mniej odziaływanie demonów i Szatana na naszą cywilizację trwa nadal. Wspomina o tym Daniel, część jego proroctwa opisuje pochód politycznych bestii jakie władały i maja władać ziemią. Kto jednak kryje sie za tymi politycznymi bestiami? Rozdział, 10 tej księgi mówi o tym, że anielski książę Presji przeciwstawiał sie aniołowi, który miał dotrzec do Daniela, dopiero pomoc innego anioła Michała umozliwiła dotarcie Bożego posłańca do Daniela. Wskazuje to na to, ze w sferze innowymiarowej nazywanej przez nas "duchowej" toczy sie nadal walka, walka o ludzi. 
Wszystko to wskazuje na to, że ziemia, ludzkie rządy i systemy polityczne są pod wpływem sił duchowych "pozaziemskich". 
Mamy na to kolejny dowód w Ewangelii Mateusza 4 rozdziale gdzie Szatan kusi Jezusa: " Diabeł wziął go jeszcze na niezwykle wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz ich chwałę,  i rzekł do niego: „Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi cześć”. 
Wniosek nasuwa sie jeden Szatan, nie mógł oferować Jezusowi czegoś czego nie posiadał, tak więc widać po raz kolejny kto stoi za ludzkimi rządami.
Siegnijmy dalej do księgi Objawienia [Apokalipsy], ta dokładnie ukazuje końcowy efekt walki o ziemie i wyzwolenie ludzi z niewoli grzechu i śmierci, ale także wyraźnie ukazuje kto włada ziemią.
Rozdział 16 tej ksiegi podaje taka informację:" I ujrzałem trzy nieczyste natchnione wypowiedzi, które wyglądały jak żaby, wychodzące z paszczy smoka i z paszczy bestii, i z paszczy fałszywego proroka.  Są to w rzeczywistości wypowiedzi natchnione przez demony i dokonują znaków, i wychodzą do królów całej zamieszkanej ziemi, żeby ich zgromadzić na wojnę wielkiego dnia Boga Wszechmocnego".
Dowiadujemy sie, że demony wpływaja na ludzkie rządy oraz tego, że zbliża się wojna demonów oraz zbuntowanej ludzkości z Bogiem. 
Oczywiście jest to duży skrót myślowy jednak wystarczająco wyraźnie ukazuje kto panuje obecnie nad ziemią i ponosi odpowiedzialność za śmierć miliardów ludzi. Nie Bóg jak chcieliby niektórzy, ale Szatan Diabeł i jego demony bawiąc się ludźmi w gierki typu systemy polityczne, przywileje, władza a ludzkie marionetki wyrzynają sie w tych demonicznych "zabawach".  Tak więc szatan w Biblii zabił 10 osób, dzieci (!!!) Hioba, natomiast Bóg zgładził ponad 2 miliony, rzeczywistość jednak wygląda zgoła inaczej.
Co jest jest ważne Bóg, przed wymierzeniem kary "smierci" ludziom ostrzega przed tym i nawołuje do zawrócenia ze złej drogi. I tak Noe budujac arkę ostrzegał ludzi ponad 50 lat o nadchodzącym potopie, w biblii został nazwany "głosicielem prawości". A Jonasz? Też został posłany do Niniwy stolicy Asyri,i by ostrzec ich przed gniewem Boga, w efekcie po ostrzeżeniu ludzie okazali skruchę i ocalili zycie.
Tak więc z reki Boga giną ci, którzy mimo ostrzeżeń okazują nieposłuszeństwo i nie odwracają sie od zła.
Bóg zabił miliony nieposłusznych, Diabeł miliardy niewinnych.
 

Portret użytkownika b@ron

tak...i teraz mirandzie,

tak...i teraz mirandzie, zastanów się nad zakończeniem swojego postu ,cyt...
"Bóg zabił miliony nieposłusznych, Diabeł miliardy niewinnych."
zamiast "bóg" i "diabeł" wstaw sobie nazwy obojętnie jakich dwóch religi i wyjdzie ciekawa sytuacja , jako że "bóg" jednej z tych religi zawsze bedzie "diabłem" drugiej i odwrotnie...
i wcześniej piszesz ,cytuję ...
"Tak więc z reki Boga giną ci, którzy mimo ostrzeżeń okazują nieposłuszeństwo i nie odwracają sie od zła."
...i tak oto ludzie bedą się zawsze zabijać w imię swojego boga ,bo niemożliwe jest stworzenie jednej religi na ziemi, religie każdą bez wyjątku stworzyli ludzie a nie stwórca ...stwórcy należy się szacunek za to że istniejemy ,jednak nie sądzę by oczekiwał on czczenia pod postacią figurek ,obrazków i klepania regułek które narzucają religie ,biblia nie mówi prawdy ,ponieważ pisali ją ludzie ...by manipulować ludźmi ...dać przykład? przecież w bibli jest napisane że w czasach ostatecznych ludzie bedą źli i odwrócą się od boga , więc po co bóg wiedząc jak będzie ,"nawołuje do nawrócenia ludzi ze złej drogi" jak napisałeś ...skoro wierząc w słowa bibli ,wyrok już jest wydany ?...żadnych czasów ostatecznych nie będzie ,chyba że ludzkość zgotuje je sobie sama i nie pomogą wtedy modlitwy do boga , on tu już nie przyjdzie ,prawdą jest fakt posiadania przez każdego wolnej woli i sumienia ...dobro i zło ,to nie bóg i diabeł a my sami .

W DYSKUSJI WYRAŻAM WŁASNE POGLĄDY KTÓRE NIE MAJĄ NA CELU NIKOGO OBRAZIĆ ,TYM NIEMNIEJ OBRAŻALSKIM WSTĘP DO DYSKUSJI SUROWO ZABRONIONY !!!

Portret użytkownika Fanka1

Skopiowane może trochę na

Skopiowane może trochę na temat, bo o zabijaniu ludzi przez nieznaną szatańską siłę.
 

NIE JESTEŚMY SAMI
Posted by Szymon Kazimierski on 14 Grudzień 2011
Kategorie: Kurier GalicyjskiNiewyjaśnione zagadki.

 
 
 
 
 

 
 
4 Votes
 

Wprowadzona przez naszych badaczy systematyka biologiczna opisuje każdy rodzaj istoty żyjącej na Ziemi obojętnie, czy będzie to zwierzę, czy roślina. Według tej systematyki miejsce dla pospolitej u nas pokrzywy znajdzie się w: Domena – eukarionty (istoty zbudowane z komórek mających jądro komórkowe), Królestwo – rośliny, Klad (zbiór organizmów mających wspólnego przodka) – rośliny naczyniowe, Klad – rośliny nasienne, Klasa – okrytonasienne, Klad – klad różowych, Rząd – różowce, Rodzina – pokrzywowate, Rodzaj – pokrzywa, Gatunek – pokrzywa zwyczajna.
Chcecie Państwo goryla? – To proszę bardzo: Domena – eukarionty, Królestwo – zwierzęta, Typ – strunowce, Podtyp – kręgowce, Gromada – ssaki, Podgromada – ssaki żyworodne, Szczep – łożyskowce, Rząd – naczelne, Rodzina – człowiekowate, Plemię – Gorillini, Rodzaj – goryl. Wszystko, co żyje i działa na Ziemi zostało już dawno poznane, usystematyzowane i zapisane. Z naszych systematyk jasno wynika, że człowiek: (Domena – eukarionty, Królestwo – zwierzęta, Typ – strunowce, Podtyp – kręgowce, Gromada – ssaki, Podgromada – ssaki żyworodne, Szczep – łożyskowce, Rząd – naczelne, Rodzina – człowiekowate, Plemię – Hominini, Podplemię – Hominina, Rodzaj – Homo, Gatunek – człowiek rozumny) i goryl, ale także pokrzywa (!), mają pewną cechę, która jest dla nich wspólna. Cecha ta od razu sygnalizuje, że mamy do czynienia z istotą ziemską, że jest to osobnik nasz. Po tym się poznajemy. Mamy tu swoją ziemię, wspólnie na tej ziemi powstaliśmy i na tej ziemi wspólnie żyjemy i działamy.
 Pomiędzy nami działa COŚ, czego nie powinno być
Bodaj pierwszym takim przypadkiem, w dodatku wiarygodnym, bo jego badaniem i opisaniem zajmowała się francuska Akademia Nauk, był incydent, jaki zdarzył się w roku 1761 niedaleko miejscowości Ventimiglia, na północy Włoch. Pięć wiejskich kobiet wracało akurat z lasu, niosąc do domu wiązki chrustu, gdy nagle jedna z nich krzyknęła okropnie i upadła na ziemię. Pozostałe kobiety podbiegły do leżącej.
To, co zobaczyły, odjęło im zdolność mowy. Ich koleżanka leżała martwa, a wyglądała tak, jakby przejechała po niej rozpędzona lokomotywa. Nie tylko ubranie, ale i skórzane buty miała porwane na strzępy, które coś rozrzuciło obok zmasakrowanego ciała. Głowa pokryta była głębokimi ranami. Prawe biodro i udo obdarte zostało z tkanek miękkich. Odsłonięty został staw biodrowy ze strzaskaną główką kości udowej, którą jakaś potworna siła wybiła ze stawu. Miednica została wielokrotnie złamana. Przez rozdarte powłoki brzuszne widać było jelita. Podbrzusze zostało pokrojone głębokimi ranami. Cała ta potworność stała się dosłownie w ciągu jednej sekundy.
Kobiety z przekonaniem twierdziły, że podczas tego zdarzenia, koło nich nie było nikogo i niczego. Dodatkowo niesamowitym było, że nigdzie nie znaleziono śladów krwi i choćby małych fragmentów poodrywanych tkanek.
W 1800 roku ukazała się w Wielkiej Brytanii książka Williama Baynesa, opisująca ataki na dzieci, ataki często mordercze, których nie dokonywał nikt, kto byłby widzialny. Ataki znikąd, których świadkowie, kompletnie bezradni, mogli się tylko przyglądać, jak choćby wtedy, kiedy niewidzialne ręce dusiły mała dziewczynkę. Wszyscy widzieli, jak ściska się jej gardło, ale nie widać było niczego, co by powodowało ten ucisk. Opisane są też inne przypadki ataków, gdzie dzieci były bite, rzucane z wielką siłą o ziemię, nacinane czymś ostrym, jakby skalpelem, czy żyletką. Za każdym razem nie widać było napastnika, więc nie sposób było go odpędzić od ofiary. Nie można było napastnika ująć! Nie można było napadniętemu pomóc!
Również nie można było pomóc kilkunastoletniej Claricie Villaneuwa, mieszkance Manilii na Filipinach, którą COŚ gryzło! Na jej ciele samoistnie powstawały odciski zębów, na tyle wyraźne, że można je było policzyć. Odciski głębokie, fioletowe i sine, pokryte śmierdzącą wydzieliną przypominającą ślinę. Było to w roku 1951. Tarzającą się po ziemi z bólu i przerażenia dziewczynę, znalazł na ulicy patrol policji i początkowo potraktował jako zwariowaną narkomankę. Rychło jednak policjanci przekonali się, że są świadkami czegoś, co przerasta ich możliwości pojmowania. Zabrali dziewczynę na komisariat i zamknęli w pojedynczej celi. Mimo to, ataki na Claritę nie ustawały. Sprowadzono lekarza sądowego, burmistrza, a wreszcie arcybiskupa. Ale to nie pomogło nic! Nikomu z obecnych nie udało się wymyślić sposobu, jak można dziewczynie pomóc. Wszyscy mogli tylko obserwować nowe ślady ugryzień, powstające na jej ciele.
„Ze strachu o mało nie narobiłem w portki” – przyznał się później z rozbrajającą szczerością sądowy medyk, gdy wreszcie to COŚ gryzące Claritę samo wycofało się i znikło. Musimy się pogodzić z faktem, że razem z nami, na naszej ziemi, przebywa jeszcze COŚ. To COŚ jest niematerialne i niewidzialne, ale skutki jego działania są jak najbardziej materialne i widoczne. Bywa, że to COŚ nas atakuje, ale nie zawsze się tak dzieje. Może nawet częściej, to COŚ przechodzi koło nas, ignorując naszą obecność.
 Tajemnicze ślady
8 lutego 1855 r., wczesnym rankiem w hrabstwie Devonshire w Wielkiej Brytanii wybuchła z początku sensacja, ale zaraz potem, nie byle jaka panika. Okazało się, że w nocy z 7 na 8 lutego COŚ łaziło po śniegu, odciskając ślady podobne do śladów oślich kopytek. Nie byłoby w tym żadnej sensacji, gdyby nie to, że ślady kopyt pokrywały dosłownie wszystko! Było je widać na polach, w ogrodach, na ulicach, ale także na dachach, na ścianach domów, na płotach i murkach. Setki, setki tysięcy odcisków kopyt odciśniętych na świeżym śniegu powodowały u ludzi początkowo głębokie zdziwienie, ale zaraz potem grozę! Ślady zaraz zostały okrzyczane śladami diabła! Jakoż ich powstaniem mógł zająć się chyba tylko sam diabeł. Mężczyźni, z bronią w ręku, zaczęli patrolować okolicę i powiem Państwu, że było co patrolować, bo ślady szczelnie pokrywały ogromny obszar kraju na dystansie kilkudziesięciu kilometrów w każdym kierunku, a powstały, jak powiadam, w ciągu jednej nocy.
Oczywiście niczego nie znaleziono, ale zauważono pewne prawidłowości w powstawaniu tych śladów. Ślady z reguły przebiegały po liniach idealnie prostych. Precyzja tych linii była, jak twierdzili świadkowie, zupełnie nieludzka! Ślady bez żadnego problemu przechodziły przez ściany, mocne płoty, czy ogrodzenia murowane.
Dochodziły do muru, a potem wychodziły z muru w tej samej linii, jakby mur dla nich w ogóle nie istniał. Były to ślady istoty na pewno dwunożnej. W październiku roku 1950 niejaki pan Wilson znalazł na odludnym wybrzeżu zachodniego Devon, wielkie ślady kopyt, wychodzące ze skał morskiego klifu i udające się do morza. Chwała Bogu, tego CZEGOŚ, co zrobiło owe ślady, już tam nie było. Jeszcze większe szczęście miał James Alan Rennie, który w towarzystwie kanadyjskiego Indianina wędrował w roku 1924 przez północną Kanadę. Kiedy przechodzili przez zamarznięte jezioro, ich oczom ukazał się rząd śladów racic, odciśniętych w śniegu, rozmieszczonych w równych od siebie odstępach. Indianin, pół- dziki poganiacz psów zaprzęgowych, nieustraszony zawadiaka, gdy to zobaczył, zamilkł i po prostu dygotał z przerażenia.
W powrotnej drodze Indianin nie chciał mu towarzyszyć i pan Rennie wracał samotnie. Gdy przechodził przez to samo zamarznięte jezioro, skamieniał ze zgrozy! Oto na przeciw niemu, po równej warstwie śniegu zalegającej lód jeziora, szedł wyciskany przez kogoś niewidocznego, rząd podwójnych, ogromnych śladów racic, bardzo szybko zbliżając się w jego stronę! Nagle ślad racic odcisnął się tuż koło niego wyrzucając w powietrze fontannę wody. Przerażony Rennie, oblany lodowatą wodą krzyknął przeraźliwie, ale wtedy już następny ślad odcisnął się za nim. A potem następny i następny. Chlupot wody stawał się coraz słabiej słyszalny i demon, lub co by to nie było, zaczął się od niego oddalać.
 To COŚ najbardziej lubi Kanadę i Syberię
To COŚ, jakoś lubi Kanadę. Nie wiem, czy pamiętacie Państwo mój dawny artykuł o Człowieku Ćmie? On też przebywał w Kanadzie. Może środowiskiem tego CZEGOŚ są właśnie zimne i bezludne przestrzenie Kanady? Ale skoro chodzi o przestrzenie mroźne i puste, to przecież mamy jeszcze Syberię. Co z Syberią?
– No więc, proszę Państwa, to COŚ znajduje się również na Syberii!
 Góra Umarłych latem
Góra Umarłych latem

Zaczynał się nowy rok 1959. W Związku Radzieckim rządził Nikita Chruszczow i stalinowski zamordyzm zdawał się nareszcie przemijać. Zapanowała tak zwana „odwilż” i wolno już było uprawiać – turystykę indywidualną (!!). Jakoż nastąpiła, można powiedzieć, eksplozja tłumionego dotychczas ruchu turystycznego. Często turystyka zaczynała wiązać się z pewnymi elementami sportowymi, dając w efekcie coś, co można nazwać turystyką sportową, lub wyczynową. Taki rodzaj rozrywki był najbardziej popularny w środowisku studenckim i stamtąd właśnie rekrutowali się zwolennicy trudnej, bo zimowej turystyki górskiej, łączącej w sobie turystykę krajoznawczą, wspinaczkę, narciarstwo i sztukę przetrwania w ekstremalnych warunkach rosyjskiej zimy. Terenem, na którym uprawiano tego typu rekreację, był najczęściej północny Ural, kraina pokryta niezbyt wysokimi górami, śnieżna, bezludna i wściekle mroźna. Tu się było zdanym na samego siebie i to właśnie było jej najważniejszym walorem.
Grupa studentów Politechniki Uralskiej ze Swierdłowska (zwanego obecnie Jekaterynburgiem), która już od pewnego czasu, pod wodzą studenta wydziału radiowego, 23 letniego Igora Diatłowa organizowała podobne wyprawy, postanowiła tym razem pokusić się o wyprawę, mającą trzecią, najwyższą kategorię trudności. Wybrano zimowe podejście na szczyt góry Otorten w Północnym Uralu. Wszyscy uczestnicy wyprawy mieli już odpowiednią zaprawę i doświadczenie, zebrane podczas poprzednich wypraw i zadanie, jakie sobie postawiono, aczkolwiek trudne, nie stanowiło dla tej grupy zagrożenia samego w sobie.
Igor Diatłow
Igor Diatłow

Mimo to, przyjaciele Diatłowa gorąco namawiali go, aby wziął ze sobą przewodnika, 37 letniego Aleksandra Zołotarjowa, człowieka wręcz zawodowo podróżującego po górach Uralu, mającego ogromne doświadczenie. Diatłow, pomimo początkowej niechęci, zgodził się w końcu na przyjęcie tego przewodnika. W wyprawie miało wziąć udział dziewięcioro studentów (bo były też dwie dziewczyny, 22 letnia studentka wydziału radiowego Zinaida Kołmogorowa i Ludmiła Dubinina 21 letnia studentka wydziału ekonomii). Dziesiątym członkiem wyprawy został przewodnik Aleksander Zołotarjow. Wyprawa miała za zadanie podejście na nartach do góry Otorten, by następnie wejść na jej szczyt.
Wyprawa ruszyła rankiem 25 stycznia 1959 roku. Pociągiem ze Swierdłowska, dotarła wieczorem tego samego dnia do miasta Iwdiel. Stamtąd, następnego dnia, ciężarówką, dojechano do najdalej na północ położonej osady Wiżaj. Po nocy spędzonej w Wiżaju, 27 stycznia grupa opuściła strefę cywilizowaną i wyruszyła na nartach w stronę położonej na bezludnym terenie góry Otorten. Teren, na który wstąpiła wyprawa, aczkolwiek pusty, od wieków stanowił terytorium plemienia Mansów, ludu ugrofińskiego, trochę koczowników, trochę myśliwych, wyznających szamanizm.
Teraz, w środku zimy, Mansów na tym terenie nie było. Znajdowali się o jakiś 100 kilometrów od góry Otorten, na terytorium, gdzie zwykle zimowali. O tej porze na Otorten mogli wchodzić tylko zapaleńcy. Nie wiadomo, czy członkowie wyprawy znali znaczenie słowa Otorten, jakim Mansowie nazwali tę górę. Otorten w języku Mansów znaczy – nie idź tam! Następnego dnia rozchorował się Jurij Judin – student wydziału ekonomii. Nie było innej możliwości. Judin musiał wrócić do Wiżaju. Wracał zrozpaczony nie wiedząc, że los podarował mu szansę na dalsze życie!
 Tragiczny koniec wyprawy
31 stycznia, ekspedycja posuwając się wzdłuż rzeki Łozwa, dotarła do krawędzi lasów, powyżej której wznosiły się już tylko nagie góry. Tu postanowiono zrobić ukryty magazyn żywności na drogę powrotną i 1 lutego 1959 roku rozpoczęto podejście pod bezimienną wtedy górę oznaczoną na mapie jako nr 1049. Piszę to z całą świadomością faktu, że prawie wszystkie dostępne materiały, poświęcone wyprawie na Otorten podają co innego, a mianowicie to, że owa góra od dawna nazywana była przez Mansów Cholat Sjakl, czyli – góra umarłych. Owszem. Mansowie tak nazywali tę górę, ale dopiero po tragedii, jaka stała się udziałem wyprawy Diatłowa. Zresztą nie tylko Mansowie. Wszyscy zaczęli tę górę tak nazywać. Również po tej tragedii, bezimienna dotąd przełęcz u podnóża Góry Umarłych została nazwana Przełęczą Diatłowa. Teraz była to tylko góra numer 1049.
To, co napisałem, powtarzam za źródłami rosyjskimi, które wydają mi się bardziej prawdziwe niż może trochę efekciarskie dodawanie do góry już nazwanej „Nie Idź Tam”, dokąd szła ekspedycja, jeszcze i drugiej góry, rzekomo już wtedy zwanej „Górą Umarłych”, chyba tylko po to, by osiągnąć jeszcze silniejszy stopień niesamowitości.
Zdjęcie Przełęczy Diatłowa z naniesioną na nim sytuacją z nocy 2 lutego 1949 roku
Zdjęcie Przełęczy Diatłowa z naniesioną na nim sytuacją z nocy 2 lutego 1949 roku

Jest to przede wszystkim zupełnie niepotrzebne, bo tam stało się coś takiego, co powala każdego, nawet bez dodatkowego podniecania się strasznymi nazwami… Dzień chylił się ku zachodowi, więc studenci rozbili namiot, oparty na zatkniętych w śniegu nartach, co stanowiło zwykły proceder w podobnych warunkach. A w nocy? Nad ranem? Tego nie wie nikt. – Stało się coś strasznego!
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, po zakończeniu ekspedycji i po powrocie jej uczestników do Wiżaju, Diatłow miał wysłać telegram powiadamiający o tym zarząd klubu sportowego w Swierdłowsku. Przypuszczalną datę powrotu do Wiżaju miał być dzień 12 lutego.
 
Gdy minął wyznaczony dzień i telegram nie przyszedł, jeszcze nie było niepokoju wśród rodzin i znajomych.

 Dubinina, Sołobodin, Zołotarjow i Kołmogorowa

Ale minął 20 luty, również bez telegramu i wtedy stało się jasne, że należy natychmiast organizować ekipę ratowniczą. Politechnika na żądanie rodzin studentów zorganizowała wyprawę ratunkową. Zaraz po niej wysłano na miejsce spodziewanej tragedii również wojsko i milicję, wyposażone w samoloty i helikoptery. Wsparcie zwiadu lotniczego, dla ekipy poszukiwawczej było darem niebios. Na dobrą sprawę nikt nie miał pojęcia, co stało się z ekspedycją Diatłowa i gdzie należy szukać śladów jej pobytu.
 
Wiedziano tylko tyle, że ekspedycja chciała wejść na górę Otorten. Dopiero piątego dnia poszukiwań, pilot Giennadij Patruszew odnalazł zniszczony namiot, a potem dwa leżące nieruchomo na śniegu ludzkie ciała. Pilot, jak sam to potem relacjonował, maksymalnie obniżył samolot i kilkakrotnie nalatywał nad leżących, aby rykiem silnika sprowokować ich do choćby tylko uniesienia głowy. Ale oni nie podnosili głów. Patruszew wtedy jeszcze tego nie wiedział, ale oni byli martwi już od ponad trzech tygodni. Zawiadomiona grupa poszukiwawcza nadciągnęła niebawem. Znaleziono opuszczony i poważnie uszkodzony namiot, częściowo zasypany śniegiem, a w nim nienaruszone, całe wyposażenie i prowiant, jaki miała ze sobą wyprawa Diatłowa. W namiocie były więc wszystkie rzeczy, jakie mieli studenci, włącznie z ich butami!! Namiot był rozcięty nożem. Potem stwierdzono podczas badania, że został rozcięty od wewnątrz. Od namiotu, kierując się w dół zbocza, w stronę przełęczy i dalekiego (około półtora kilometra) lasu, widać było wyciśnięte w śniegu ślady stóp dziewięciu osób. Ale jakie to były ślady?? Ślady bosych stóp! Ślady stóp w skarpetkach! Albo w jednym tylko bucie! Nie znaleziono śladów innych ludzi, czy zwierząt. Nie było śladów walki, ani śladów krwi, ale studentów również nie było!
Po 500 metrach ślady urywały się, zasypane i zawiane śniegiem. Dopiero pod lasem, półtora kilometra od namiotu, koło wielkiej sosny i śladów ogniska palonego pod tym drzewem, znaleziono ciała dwóch studentów: Jurija Kriwoniszenko 24 letniego studenta wydziału inżynierskiego i Jurija Doroszenko 21 letniego studenta ekonomii. Leżeli bosi i rozebrani do bielizny. Ich ręce były poparzone ogniem. Zapewne zbytnio zbliżali je do ogniska. Dziwne?
- Nie. Nie dziwne. W nocy, boso, w bieliźnie, przy mrozie -30 stopni?
Nie dziwne!
Sosna, pod którą płonęło ognisko studentów
Sosna, pod którą płonęło ognisko studentów

Na pniu sosny widać było ślady wspinania się. Być może któryś ze studentów próbował stamtąd zobaczyć, co stało się z ich namiotem? 300 metrów od sosny, w stronę namiotu, leżało ciało Diatłowa. 180 metrów dalej w tym samym kierunku znaleziono zwłoki Rustema Sołobodina 23 letniego studenta wydziału inżynierskiego, a po dalszych 150 metrach, znaleziono martwą Zinę Kołmogorową. Domyślono się, że cała trójka usiłowała powrócić do namiotu, ale padali kolejno jedno po drugim, zabici straszliwym mrozem. Dopiero później, na sekcji w Swierdłowsku okaże się, że Kołmogorowa miała pękniętą podstawę czaszki, a Sołobodin dość rozległe pęknięcie czaszki w okolicy czołowej. Te obrażenia, jak i inne, o których później, były bardzo charakterystyczne.
Pomimo dużych spustoszeń w tkankach wewnętrznych, nie posiadały uszkodzeń na skórze. Bardzo to myliło ekipę poszukiwawczą, która początkowo uważała zabitych studentów, za ofiary mrozu.
Poszukiwania ciał czworga pozostałych członków wyprawy okazały się nieskuteczne. Na razie nie odnaleziono nikogo więcej.
Wszystkie pozostawione przez wyprawę ślady układały się w scenariusz może nawet logiczny, ale jednocześnie bezsensowny. W nocy, na biwaku stało się coś takiego, co doprowadziło grupę śpiących studentów do szczytu paniki. Nie próbując, lub może nie mogąc otworzyć namiotu, rozcięli cały jego bok i przez powstały otwór rzucili się do panicznej ucieczki. Tak, jak stali. Jedni ubrani, inni nieubrani. W butach, w jednym bucie, na bosaka, wybiegli na mróz trzydziestostopniowy i uciekali tak przez całe półtora kilometra, a potem przez około dwie godziny nie śmieli powrócić do namiotu!
Próbowano ratować się, zapalając ognisko, obserwowano namiot, wspinając się na drzewo, ale wrócić do namiotu postanowiło tylko troje studentów i to dopiero wtedy, gdy siły ich już kompletnie opuszczały. Dlatego nikt już nie dotarł do namiotu.
Rozcięty nożem namiot wyprawy
Rozcięty nożem namiot wyprawy

Przecież to horror! Co mogło ich tak przestraszyć??! W dodatku to COŚ nie pozostawiło po sobie żadnego śladu! Wokół namiotu znaleziono tylko ślady studentów, kończące się gremialną, paniczną ucieczką, w dół, na przełęcz, w stronę lasu! W namiocie znaleziono aparat fotograficzny i kronikę wyprawy, spisywaną codziennie przez Igora Diatłowa. W aparacie fotograficznym znajdował się film, a na nim ostatnie zdjęcie, wykonane podczas stawiania namiotu. Eksperci ocenili na podstawie cieni różnych przedmiotów, znajdujących się na zdjęciu, że namiot rozkładano około godziny 17 i o 18 na pewno już był postawiony. Nic!
Dosłownie nic nie wskazywało na to, co niedługo się tutaj stanie. Jedynie może, trochę dziwne było to, że namiot ustawiono na nagim stoku góry, a nie w lesie, gdzie na pewno nocą byłoby trochę cieplej. Poza tym, studenci nie musieli wchodzić na ten stok. Nie znajdował się na trasie ich marszu. By na niego wejść, studenci musieli zboczyć ze swojej drogi. Ten fakt dał podstawę do przypuszczenia, że wyprawa może trochę zbłądziła i wykorzystała wzniesienie do lepszego rozejrzenia się w terenie?
 „Działanie nieznanej siły”
W maju 1959 roku zorganizowano drugą ekspedycję poszukiwawczą, która miała odnaleźć zwłoki czworga pozostałych członków wyprawy Diatłowa. Oprócz już znanych Państwu – przewodnika Aleksandra Zołotarjowa i studentki Ludmiły Dubininy, byliby to jeszcze: Francuz Mikołaj Thiebeaux- Brignolle 24 letni student wydziału inżynierskiego i Aleksander Kolewatow 25 letni student wydziału geotechnicznego. Tym razem zwłoki odnaleziono. Znajdowały się niedaleko sosny, pod którą rozpalono wtedy ognisko, w niegłębokim jarze, położonym od drzewa o jakieś 75 metrów. Martwi leżeli pod prawie pięciometrową warstwą śniegu! Wszyscy byli bardzo lekko ubrani i nie mieli obuwia. Po ubraniu zwłok, można było odtworzyć pewne fragmenty wydarzeń. Dubinina miała nogi owinięte spodniami Kriwoniszenki, co sugeruje, że zdjęła je ze zmarłego kolegi, aby owinąć nimi swoje bose stopy.
Z kolei Zołotarjow, miał na sobie futro Dubininy, co świadczy, że zdjął je ze zmarłej koleżanki, a to z kolei pokazuje, że pomimo podobnych obrażeń, jakie oboje odnieśli, Zołotarjow żył od niej jednak trochę dłużej. Początkowo myślano, że po prostu wszyscy studenci zamarzli, ale sekcja zwłok przyniosła informację wręcz sensacyjną. Pomimo braku na skórze denatów śladu urazów, wewnątrz studenci byli po prostu zmieleni! Zgnieceni!
Czy jak to nazwać? Francuz miał strzaskaną czaszkę, Dubinina i Zołotarjow zmiażdżone klatki piersiowe, a Kolewatow rozległe obrażenia głowy i twarzy. Zaskoczeni anatomopatolodzy określali owe zniszczenia, jako podobne do urazów powstałych podczas uderzenia człowieka przez rozpędzony samochód. Obrażeń takich nie jest w stanie zadać człowiek jakąkolwiek bronią, pozostającą w jego dyspozycji. Dodatkowo Dubinina miała usunięty język i duży fragment przepony jamy ustnej, czyli najprościej mówiąc, dna jamy ustnej. Są ludzie, którzy piszą, że Dubinina sama sobie odgryzła język. Proszę Państwa. Można sobie odgryźć jakiś fragment języka, szczególnie w momencie uderzenia w twarz, lub bardziej, silnego uderzenia od dołu w podbródek, ale nie można sobie samemu WYGRYŹĆ języka, a już na pewno nie można sobie samemu wygryźć dna jamy ustnej. Jeśli opis obrażeń studentki jest prawdziwy, mamy może do czynienia z podobnym zjawiskiem, jakie zdarza się amerykańskim farmerom, którym COŚ atakuje krowy. Nocami na pastwiskach COŚ zabija krowy.
Ćwiartuje, wykrawa z nich narządy, w tym właśnie języki i to w podobny sposób, właśnie poprzez dno jamy ustnej. Amerykańscy kowboje organizują się w oddziały ochronne, uzbrojone w broń automatyczną i mimo tego, jak dotąd, nie schwytali nikogo. A wszystkim chyba wiadomo, że amerykańscy kowboje na pewno nie są safandułami, którym można bezkarnie grać na nosie. Nie intryguje Państwa te pięć metrów śniegu, kryjącego pod sobą zabitych? To przecież właśnie dlatego nie znaleziono ich zwłok w trakcie pierwszej wyprawy poszukiwawczej. Nie tylko mnie intrygował ten śnieg, nasypany w nadzwyczajnych wprost ilościach, bo w zeszłym roku, znany rosyjski podróżnik Siergiej Sjemaszkin postanowił urządzić wyprawę na miejsce tragedii grupy Diatłowa równo w tym samym czasie, co wtedy uczynili to studenci. Na miejscu ustawiono podobny do poprzedniego namiot i rozcięto jedną jego powierzchnię tak, jak to kiedyś zostało zrobione. Martwych studentów imitowały worki wypełnione śniegiem, ułożone dokładnie w tych miejscach, na których wtedy znaleziono zwłoki.
Na miejsce eksperymentu powrócono dokładnie po takim samym czasie, jaki upłynął wtedy od rozbicia namiotu przez studentów, do odnalezienia go przez grupę poszukiwawczą.
Co stwierdzono? – Od momentu postawienia namiotu, napadało 35 cm śniegu, ale na workach śniegu było zaledwie kilka centymetrów! Wszystkie ślady poprzedniej bytność eksperymentatorów zostały zasypane, rozcięty namiot wypełniony był śniegiem.
Uderzająca jest ta rozbieżność.
Wtedy zabici leżeli pod 5 metrową warstwą śniegu, teraz imitacje zwłok pokrywało zaledwie kilka centymetrów śniegu. Więc co się tam wtedy stało na litość Boską? Czworo zabitych zasypano śniegiem, a pięciorga pozostałych nie zasypano?
Z takimi obrażeniami, jakie mieli, czwórka podróżników nie mogła sama sobie wykopać jamy w śniegu, co czasami się sugeruje. Francuz na pewno im w tym nie mógł pomóc. Jego strzaskana czaszka świadczyła, że został zabity w ułamku sekundy. Nie mogła też pomóc Dubinina, której połamane żebra przebiły serce…
Jeszcze w maju 1959 roku umorzono śledztwo w sprawie śmierci wszystkich uczestników wyprawy Diatłowa. Oficjalny raport podaje, że w miejscu tragedii nie stwierdzono obecności nikogo innego, jak samych tylko członów wyprawy. Raport kończy się dość niezwykłym, jak na Związek Radziecki określeniem, że przyczyną śmierci studentów było „działanie nieznanej siły”. Teren wokół góry Otorten i Przełęczy Diatłowa zamknięto aby nie prowokować podobnych incydentów. Zakaz po pewnym czasie zniesiono, no i jakby na ironię:
W roku 1961 w tym samym rejonie przebywała grupa studentów geologii z Leningradu. Tym razem za dnia, nagle, członkowie grupy w panice wybiegli z chaty myśliwskiej, w której przebywali, rozbiegając się na wszystkie strony. Znaleziono ich martwych, co dziwne, w takiej samej odległości od chaty.
W roku 1964 grupa geologów rozbiła biwak pod znaną już Górą Umarłych. Jeden z grupy, o nazwisku Polakow, udał się na polowanie. Będąc w lesie, poczuł nagle silne odczucie obezwładniającego strachu. Wkulił się w jakiś wykrot i jakby sparaliżowany niezrozumiałym strachem, czekał nie będąc w stanie nawet logicznie myśleć. Po pewnym czasie to okropne uczucie go opuściło i zdenerwowany incydentem, pobiegł czym prędzej do obozu. W obozie wszyscy już nie żyli! Kierownik grupy leżał twarzą do ziemi, zaciskając w dłoni pistolet, z którego strzelił tylko raz. Wokół trupa jednego z kolegów COŚ omotało namiot, zerwany z masztów. Namiot palił się. Trzeci kolega, zabity, leżał koło drzewa, a czwarty zniknął bez śladu.
Ostatnie zdjęcie z aparatu wyprawy
Ostatnie zdjęcie z aparatu wyprawy

Tym razem władza nie bawiła się w subtelności. Nakazała zachowanie absolutnej tajemnicy, a śmierć członków wyprawy, jak oficjalnie ogłoszono, nastąpiła w wyniku spożycie nieświeżych konserw!
W roku 1974, w pobliżu Góry Umarłych, dosłownie na oczach kolegów, zniknął młody geolog, syn wysoko postawionego działacza partyjnego. Afera była nie z tej planety, ale chłopca nie odnaleziono.
W roku 1999 koło Przełęczy Diatłowa zaginęła para małżonków. Nie odnaleziono ich.
Teraz już Państwo wiecie, dlaczego Mansowie nazwali to miejsce Otorten? – NIE CHODŹ TAM! Sprawa Góry Umarłych i Przełęczy Diatłowa raz po raz odżywa na nowo. Za każdym razem odkrywa się jakieś nowe fakty. Na przykład wspomnienia kogoś, kto dożył naszych czasów i nareszcie nie boi się mówić, albo jakieś nieznane dotąd dokumenty. Zagadka zaczyna gonić zagadkę, bo na przykład, dlaczego zwłoki studentów wykazywały skażenie radioaktywne? Albo, są poszlaki, że trupów na Górze Umarłych było więcej! A więc ilu ich było? Dziewięcioro, czy jedenaścioro? Ale to temat na zupełnie inne opowiadanie…

 

Portret użytkownika b@ron

Fanka1...nie zapominajmy iż

Fanka1...nie zapominajmy iż obok nas mogą istnieć istoty niematerialne (całkiem naturalnie),których my nie widzimy a których istnienie nie koliduje z naszym ...jednak mogą być miejsca bądź czynniki które powodują że nasze istnienia mogą się ścierać ,oczywiście to moje domysły, jednak fakty niezbicie dowodzą że takie rzeczy dzieją się tylko w niektórych miejscach...coś w tym jest...o tej górze umarłych nawet film oglądałem ,niestety nie pamiętam co to za film był...ekstra się czytało, lubie takie moczne historie...

W DYSKUSJI WYRAŻAM WŁASNE POGLĄDY KTÓRE NIE MAJĄ NA CELU NIKOGO OBRAZIĆ ,TYM NIEMNIEJ OBRAŻALSKIM WSTĘP DO DYSKUSJI SUROWO ZABRONIONY !!!

Portret użytkownika Fanka1

[email protected], wszystko jest

[email protected], wszystko jest możliwe. To istoty są międzywymiarowe, DLA NAS jest to oczywiście nienaturalne.  Bóg stworzył na pewno i inne istoty na innych szczeblach bytowania i przez to są ze swej istoty naturalne bo stworzone. Niektóre z nich są straszne bo krzywdzą żywych ludzi, może te same istoty dokonyją opętań oraz gnębią dusze, kto to wie. Inne ostoty pewnie są dobre, zwiemy je aniołami. Może na innych planetach też Bóg stworzył życie. Reszta to zmieniające się teorie naukowców albo religie. 

Strony

Skomentuj