Kolejna niezwykła teoria odnośnie całunu Turyńskiego!

Kategorie: 

Źródło:

Włoski badacz, Giuseppe Maria Catalano twierdzi iż odkrył kolejny zaskakujący fakt dotyczący jednego z najbardziej tajemniczych chrześcijańskich artefaktów. Mowa tu oczywiście o Całunie turyńskim. Niezwykłym obrazie wypalonym w płótnie, który zdaniem wielu osób przedstawia sylwetkę Jezusa Chrystusa.

Tak zwany Całun Turyński, jest płótnem o długości 437 cm i szerokość 111 cm. Od jakiegoś czasu jest on przechowywany Turynie, w katedrze św. Jana Chrzciciela. Na płótnie znajdują się dwa negatywy  okaleczonego ludzkiego ciała odciśniętego od przodu i od tyłu. Niektórzy uważają, że wizerunek zawinięty w płótno to Nowo Testamentalny Jezus, który jakimś sposobem nadrukował się na tkanine. Tymczasem sceptycy podejrzewają, że Całun jest bardzo dobrym średniowiecznym fałszerstwem stworzonym w celach zarobkowych. A znajdujący się na nim wizerunek uzyskano sztucznie, poprzez morderstwo.

Na przestrzeni lat, poszczególne ekipy badawcze przedstawiały dowody na poparcie swojego zdania. Często wykluczające się wzajemnie, co ostatecznie doprowadzało do utrzymania się aury tajemniczości tego reliktu. Tymczasem, ponowna publikacja wyników badania tego płótna przeprowadzonego jeszcze w 2008 roku przez International Institute for Advanced Studies of Space Representation Sciences w Palermo zyskała ostatnio wiele zainteresowania. Zdaniem badaczy z tej instytucji, Całun, zawiera ślady ruchu zmarłego w nim człowieka. Co może sugerować iż opowieści o zmartwychwstaniu i biblijnym pochodzeniu relikwii zyskują właśnie istotny argument.

 

Catalano twierdzi, że obydwie dłonie oraz jedna ze stóp Jezusa lub w każdym razie postaci z Całunu, poruszały się podczas nanoszenia obrazu na płótno. Pojawia sie jednak pytanie! Czy był to ruch powracającego do życia Jezusa, czy też odruch bezwarunkowy zmarłego niedawno sobowtóra? Ruch zarejestrowany przez całun zdaje się na tyle subtelny, że trudno byłoby stwierdzić jaka może być prawda.

Niektórzy sugerują, że ustawienie dłoni dostrzeżone przez Giuseppe Catalano przypomina gest błogosławieństwa znany między innymi ze starożytnych ikon, między innymi tej znanej jako Chrystus Pantokrator. Takie ułożenie dłoni może jednak świadczyć zarówno o autentyczności Całunu jako obiektu pochodzącego od biblijnego zbawcy jak i o skrupulatności z jaką pracowali potencjalni fabrykatorzy relikwii.

Niestety ale pomimo tylu lat eksperymentów i tylu specjalistów zajmujących się badaniem tego płótna  orzeczenie czegokolwiek w kwestii autentyczności całunu turyńskiego nadal budzi kontrowersje. Nauka w dalszym ciągu nie potrafi wyjaśnić pochodzenia wizerunku na całunie, więc chyba lepiej dla niektórych, aby zdyskredytować ten artefakt, jako fałszerstwo, ponieważ przyjęcie innych rozwiązań albo mocno podbuduje podstawy wiary Chrześcijan lub wręcz przeciwnie nada bardziej techniczny wymiar procesom opisywanym, jako boskie, magiczne, niewyjaśnione. Szczególnie jeśli mamy doczynienia z czymś tak trudnym do wyjaśnienia dla naukowców jak zmartwychwstanie.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Kmieciu

Żaden "Jezus" nigdy nie

Żaden "Jezus" nigdy nie istniał, a bajeczka o nim (z małej, bo urojenia nie są święte) została skompilowana dla łatwowiernej hołoty z mitów o Horusie i Mitrze. A całun sdiełał Leonardo da Vinci, jako protofotografię jakiegoś zamęczonego przez kościółek świnty biedaka - tylko głowa jest Leosia, bo Leo był joannitą czyli wierzył, że Mesyjaszym to był Jan Chrzciciel, dlatemu na świntym całunie linia jest na szyi, bo Janka zdekapitowano...
 

 

Portret użytkownika n..

Czy rzeczywiście Całun

Czy rzeczywiście Całun Turyński to płótno grobowe, w które owinięto Jezusa? Czy faktycznie jest na nim odbicie twarzy Jezusa Chrystusa?
Widzę "po wejściach", że ludzie szukają odpowiedzi na te pytania, i chcieliby wreszcie poznać prawdę, więc przypomnę państwu, co już wiadomo:

Źródła z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej milczą o istnieniu całunu. Jednak w roku 544  "jakiś wizerunek, nie sporządzony ręką ludzką" pojawił się w starożytnym mieście Edessa (w dzisiejszej Turcji). Miał on przedstawiać twarz Chrystusa. Podobno w roku 944 trafił do Konstantynopola, a w XIV wieku "jakiś całun", należący do Geoffreya de Charny, znajdował się już we Francji. W 1453 roku przeszedł na własność księcia Ludwika Sabaudzkiego, który umieścił go w kościele w Chambéry, stolicy dynastii sabaudzkiej. Stamtąd w 1578 roku Emanuel Philibert przewiózł go do Turynu.

Kiedy w roku 1898 po raz pierwszy sfotografowano całun, zdarzyło się coś nieoczekiwanego, co przyciągnęło uwagę naukowców. Po wywołaniu zdjęcia okazało się, że obraz na całunie jest w rzeczywistości negatywem (W fotografii negatywem nazywa się obraz, na którym miejsca ciemne na wywołanej błonie w rzeczywistości są jasne, i na odwrót). Słabe odbicie na całunie stało się bardziej wyraźne na negatywie. Z niezwykłą dokładnością ukazała się postać mężczyzny.
Są ślady na nadgarstkach i stopach, jakby je przebito. Widać też dużą krwawą plamę po prawej stronie klatki piersiowej i liczne ślady ran w kształcie, przywołującym na pamięć kule ołowiane przyczepiane za czasów Chrystusa do biczów rzymskich! Plamki krwi na czole nasuwają myśl o użyciu korony cierniowej!

KK uznał zatem, że Całun Turyński jest autentyczną, „bezcenną relikwią w dziejach chrześcijaństwa”, tym rzekomym "cienkim płótnem” z Ewangelii Marka 15:46, w które owinięto ciało Jezusa po jego śmierci, które musiało wówczas leżeć wzdłuż ciała, nad nim i pod nim, wskutek czego widać odbicie przodu i tyłu, między dwiema ciemnymi smugami, które są uszkodzeniami powstałymi w czasie pożaru.

Ale relikwia ta wzbudziła największe zainteresowanie wtedy, gdy po długo oczekiwanym wystawieniu jej na widok publiczny (co przyciągnęło miliony ludzi) zezwolono grupie naukowców na dokładne zbadanie całunu!
 W październiku 1978 roku, 45 naukowców wyposażonych w ważące w sumie cztery tony najwymyślniejsze przyrządy "ery podboju kosmosu" badało tę relikwię przez pięć dni i nocy!
W Science News napisano o tym:
"Płótno ponad czterometrowej długości przechowywane na ołtarzu w katedrze turyńskiej jest właśnie poddawane bardziej wnikliwym badaniom naukowym niż jakakolwiek inna relikwia!"
Zanim opublikowano wyniki tych badań, w gazetach i książkach uznano całun za:

● „Dowód istnienia Boga”
● „Piątą Ewangelię napisaną krwią”
● „‛Migawkę’ ze zmartwychwstania”
● „Fotografię Chrystusa”

To zupełnie zrozumiałe, że tym badaniom towarzyszyły silne emocje, gdyż jednoznaczne, naukowe potwierdzenie, że do naszych czasów przetrwał autentyczny, namacalny dowód zmartwychwstania Chrystusa, byłoby naprawdę niezwykłym wydarzeniem!

Badania rzeczywiście wykazały, że Całun został wykonany splotem jodełkowym, popularnym w Palestynie za czasów Chrystusa, a pyłki, które na nim znaleziono, pochodzą od roślin, które wówczas rosły w tamtych stronach!
Oczywiście sceptycy natychmiast stwierdzili, że nie ma nic nadzwyczajnego w pochodzeniu tego płótna, ponieważ istnieją do dziś jeszcze starsze tkaniny lniane...
Zupełnie zignorowali fakt, że tylko to płótno jest jedyne w swoim rodzaju, właśnie ze względu na widniejące na nim odbicie!

W roku 1988, za zgodą ówczesnego arcybiskupa Turynu Anastasia Ballestrera, przebadano ponownie całun, tym razem legendarnie wadliwą "metodą węglową", aby określić jego wiek.
Badania przeprowadzone w trzech "renomowanych" laboratoriach, w Szwajcarii, Anglii i USA, oczywiście podkopały wiarę w jego autentyczność.
"Dowiodły", że pochodzi on ze średniowiecza, a więc nie z czasów Chrystusa, lecz z okresu znacznie późniejszego. Arcybiskup uznał to orzeczenie za prawdziwe i opublikował następujące oświadczenie: „Powierzywszy interpretację wyników tych badań nauce, Kościół zapewnia o swym poważaniu i czci dla czcigodnego wizerunku Chrystusa, który dla wiernych pozostaje przedmiotem kultu”.

Arcybiskup, Giovanni Saldarini, oznajmił: „Nie możemy twierdzić, że podobizna ta jest podobizną Chrystusa zdjętego z krzyża”. Ale jednocześnie zapewnił: „Bez wątpienia wierzący może widzieć w tym odbiciu wizerunek człowieka opisanego w Ewangeliach”. Jednak dnia 24 maja 1998 roku, podczas ekspozycji całunu, papież Jan Paweł II nazwał go „odbiciem pozostawionym przez umęczone ciało Ukrzyżowanego".

Największą zagadką jest sposób powstania tego odbicia. W wyniku badań nie udało się wykryć żadnych śladów jakiegoś barwnika znanego i używanego w średniowieczu, z którego pochodzą pierwsze dokumenty o pojawieniu się całunu!
Za pomocą silnych mikroskopów stwierdzono, że obraz tworzą maleńkie „żółtawoczerwone i aż wpadające w pomarańczowy kolor ziarenka” na tkaninie. To, co wywołało obraz, nie wniknęło w tę tkaninę!
 Jak pisze znawca tego przedmiotu Ian Wilson, „wydaje się, że doszło do tego w wyniku ‛suchego’ procesu' jak gdyby jakieś 'siły fizyczne' działały na powierzchnię włókien nitek całunu, przy czym musiały powstać ziarenka niejako z samych włókien”!
Według najnowszej teorii, jak oświadczył fizykochemik i znawca całunu Ray Rogers, obraz „powstał w wyniku wyzwolenia się energii promienistej”, i uważa on, że stało się to właśnie podczas zmartwychwstania Jezusa.

Sprawozdania z pogrzebu Jezusa sporządzone przez Mateusza (27:59, 60), Marka (15:46) i Łukasza (23:53) są bardzo krótkie. Niemniej wszyscy oni piszą, że ciało "owinięto w cienkie płótno”. Owinięto oczywiście umyte zwłoki Chrystusa. Przecież nie przygotowywano pogrzebu w takim pośpiechu, żeby zwłok Syna Bożego najpierw nie umyto.
Ówczesny historyk żydowski Józef Flawiusz pisze, że w przeciwieństwie do niektórych swoich wrogów, „Żydzi bardzo starannie zajmowali się pogrzebami”, więc takie potraktowanie ciała przez Żydów jest absolutnie nieprawdopodobne. Dlatego obrońca autentyczności całunu Edward Wuenschel twierdzi:
„Odbicia nie powstały przez kontakt płótna z ciałem ludzkim”, . Ponadto dodaje: „Taki kontakt wywołałby znaczne zniekształcenia, a odbicia na tym całunie w zasadzie nie są zniekształcone"!
Apostoł Jan, naoczny świadek, podaje kilka dodatkowych szczegółów potwierdzających „staranne” zajęcie się ciałem Jezusa przed pogrzebem. Pisze on:
„Przyszedł Józef z Arymatei i zabrał jego ciało. Nadszedł również Nikodem (...) i przyniósł zwój mirry i aloesu, około stu funtów. Wzięli więc ciało Jezusa i owinęli je w bandaże z wonnościami, jak Żydzi mają zwyczaj przygotowywać do pogrzebu” (Jana 19:38-40).

Co Żydzi mieli „zwyczaj” robić, gdy przygotowywali do pogrzebu? Jedyne informacje z tamtych czasów zawarte są w Pismach Greckich. Wynika z nich, że ciało najpierw obmywano, a następnie namaszczano olejkami i wonnościami (Dzieje 9:37; Mat. 26:12). Fakt, że Józef i Nikodem użyli mirry, aloesu i bandaży oraz „owinęli” ciało, świadczy o tym, że przynajmniej rozpoczęli przygotowanie ciała do pogrzebu zgodnie ze zwyczajem żydowskim.
Z dawnych pozabiblijnych pism żydowskich również wynika, że wśród Żydów panował zwyczaj obmywania ciała i namaszczanie go wonnościami, ale nie po to — jak niektórzy twierdzą — żeby zakonserwować czy zabalsamować zwłoki, tylko, jak mówi Talmud babiloński, żeby „usunąć nieprzyjemny zapach”. Takie przygotowywanie ciała do pogrzebu można było podejmować nawet w sabat; w Misznie (II w.n.e.) czytamy: „Można zrobić [w sabat] przy zmarłym wszystko, co niezbędne: namaścić go i umyć” (Sabat 23:5).
O podjęciu przez wspomnianych dwóch mężczyzn zabiegów w przygotowaniu ciała do pogrzebu świadczy również to, co znaleziono w pustym grobowcu po zmartwychwstaniu Jezusa. Jan pisze:
„Piotr ujrzał leżące bandaże, a także chustę, która była na jego głowie, leżącą nie z bandażami, lecz oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu” (Jana 20:6, 7).

Nasuwają się jednak w tym miejscu bardzo ważne pytania: bo jeśli faktycznie na płótnie grobowym Jezusa znaleziono "jego odbicie", namacalny dowód zmartwychwstania, to dlaczego wogóle nie mówiono o tym? Dlaczego nie napisano o tym w Ewangeliach?
Dlaczego Nowy Testament pomija ten "cud" zupełnym milczeniem?
Dlaczego nawet tak zwani "pisarze chrześcijańscy" z III i IV stulecia, spośród których wielu opisało mnóstwo tak zwanych cudów mających jakiś związek z licznymi relikwiami, nie wspominają ani słowem o całunie z odbiciem postaci Jezusa?

 Niektórzy twierdzą, że przez te wszystkie lata całun był ukryty. Ale nawet po „odkryciu” rzekomego płótna grobowego Jezusa pisarze z VII wieku nic nie mówią o utrwalonym na nim wizerunku. Rzecznik uznania autentyczności całunu P. A. Beecher wymienia sporą liczbę osób, które widziały całun między VII a XIII wiekiem, przy czym jedna z nich nawet „go całowała”, a mimo to ani jedna nie wspomina o wizerunku. Trudno to zrozumieć, skoro według wypowiedzi jezuickiego uczonego Herberta Thurstona widzowie z XV i XVI wieku „opisują, że odbicie na całunie jest nawet w szczegółach tak wyraźne i tak barwne, jak gdyby powstało całkiem niedawno”.

Dopiero w roku 1205 francuski żołnierz Robert de Clari doniósł, że widział „całun, w który był owinięty nasz Pan (...) tak rozpięty, iż łatwo można było zobaczyć postać naszego Zbawiciela”. W związku z tak długim okresem milczenia Ian Wilson, obrońca autentyczności całunu, zadaje kilka istotnych pytań:

„Jak to możliwe, żeby tak fascynujące płótno, jak całun turyński, jeśli jest autentyczny, było przez trzynaście stuleci całkowicie pomijane milczeniem, a potem nagle pojawiło się w XIV wieku we Francji?

„Czy mogło być przez cały ten czas trzymane w ukryciu ze względu na prześladowanie chrześcijan przez Żydów i Rzymian, a potem jeszcze ze względu na niebezpieczeństwo zagrażające w okresie obrazoburstwa (725-842) wszystkim przedmiotom, na których były wizerunki?

„Od nawrócenia się Konstantyna Wielkiego do początków obrazoburstwa upłynęło czterysta lat, podczas których pojawiło się wiele dotąd ‛ukrytych’ relikwii, między innymi cały Prawdziwy Krzyż, korona cierniowa, gwoździe, purpurowy płaszcz, trzcina, kamień zamykający grobowiec i wiele innych. Było aż nadto okazji, żeby wydobyć na jaw tak ważną i niewątpliwą relikwię, jak całun turyński. A jednak nie ma żadnej wiadomości o takim wydarzeniu”.

Ze względu na znaczenie tej relikwii można się tylko dziwić, dlaczego upłynęło prawie 1200 lat, zanim wspomniano, że widnieje na niej wizerunek.

Powstało już i upadło wiele teorii powstania tego wizerunku. Większość naukowców zgodnie przyznaje, że wyniki najnowszych badań wskazują na to, iż cały wizerunek powstał "z jednej przyczyny".
Ten naukowy wniosek stwarza pewne problemy, ponieważ wynika z niego, że odbicie na całunie właściwie powinno mieć jedną barwę, tylko mniej lub bardziej intensywną. A jednak ludzie, którzy w XVI wieku je obejrzeli, wspominali, że było ono dwukolorowe. Nie tylko na artystycznych reprodukcjach z tego okresu jest ono wielobarwne, ale nawet jeden z tych, którzy je widzieli, niejaki Chifflet, powiedział:

„Na obrazie postaci z Turynu widać niemal wyłącznie ciemnoczerwone plamy, (...) wydaje się, że ślady ran są namalowane na odbiciu ciała, które ma kolor bladożółty”.

Można by się zastanawiać nad tym, czy ten dzisiejszy całun jest tym samym całunem, który wystawiono na pokaz w XIV wieku i o którym ówczesny biskup katolicki Henry de Troyes z Francji powiedział, że został sfałszowany, jako że go „zręcznie namalowano”. Joseph Hanlon wskazuje w czasopiśmie New Scientist na pewną interesującą możliwość:

„Ale czy mogło mieć miejsce podwójne fałszerstwo, jedno w XIV, a drugie w ubiegłym wieku? Całun był często wystawiany na widok publiczny w XV i XVI wieku, ale później go już nie pokazywano. Czyżby pierwsze oszustwo stało się zbyt oczywiste? (...) Czy może posiadacze całunu wykonali go później jeszcze lepiej, korzystając ze zdobyczy współczesnej techniki i wiedzy medycznej włącznie z takimi testami jak testy Barbeta, posłużywszy się przy tym jakimś starym płótnem z Bliskiego Wschodu? A może sporządzono wyłącznie do tego celu posąg, który rozgrzano, żeby się odbił na płótnie, a potem go zniszczono? (...) Bądź co bądź było sporo wymyślnych fałszerstw archeologicznych z epoki wiktoriańskiej, wobec czego nie można pomijać i takiej ewentualności”.

Inni sugerują, że użyto mieszaniny mirry i aloesu roztartej na płaskorzeźbie w celu sporządzenia podobnego wizerunku. Jednakże Adam Otterbein, przewodniczący Bractwa Świętego Całunu, doszedł do następującego wniosku: „Sposób powstania owego wizerunku pozostanie chyba na zawsze tajemnicą. (...) Jest rzeczą wątpliwą, czy nauka kiedykolwiek zdoła wykazać, jak to się stało”.

Oczywiście dyskusja na temat całunu będzie jeszcze bardzo długo wzbudzać emocje, ale jedno jest absolutnie pewne: kult relikwii to zwykłe bałwochwalstwo, które nie podoba się Bogu!
Jeśli rzeczywiście na "grobowym płótnie" Chrystusa, uczniowie znaleźli "jego odbicie", to mieli ważny powód, by starannie ukryć ten fakt przed ludźmi.
Bo jeśli całun jest autentycznym dowodem zmartwychwstania Chrystusa, to otaczanie czcią tej tkaniny było i jest rzeczą bardzo niewłaściwą!

Przykazanie brzmi następująco: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu”!(Wyjścia 20:4, 5)
Prawdziwi chrześcijanie biorą też sobie do serca słowa apostoła Pawła: „Chodzimy dzięki wierze, a nie dzięki widzeniu” (2 Koryntian 5:7; 1 Jana 5:21

Całun Turyński to tylko jedna z setek tysięcy " świętych" relikwi!
Krew „Świętego Januarego”, rzekomo upłynniająca się trzy razy w roku, domniemana kołyska Jezusa (w dużej bazylice w Rzymie), zeszyt do ćwiczeń z ortografii, a nawet ponad tysiąc gwoździ użytych rzekomo podczas jego egzekucji, wszystkie są obiektami kultu religijnego! Również "głowy" Jana Chrzciciela oraz cztery ciała „Świętej Łucji”, przechowywane w różnych miejscowościach w Europie!

Miastem słynącym z relikwii jest Trewir (w Niemczech). Można tam zobaczyć jedną z wielu „świętych tunik” — spodnią szatę bez szwów, którą miał nosić sam Jezus Chrystus. A w samym Watykanie w specjalnym archiwum złożono ponad tysiąc pamiątek po świętych. Dosłownie tysiące relikwii znajduje się też w kościele „Świętej Urszuli” w Kolonii. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. W samych tylko Włoszech jest aż 2468 sanktuariów z relikwiami!

Przyjmuje się, że kult relikwii, podobnie jak oddawanie czci „świętym”, sięga swym początkiem IV wieku n.e. Z przyczyn religijnych, ekonomicznych, a nawet politycznych w ciągu stuleci liczba pozostałości po „świętych” stopniowo rosła i dziś szacuje się ją na tysiące. Sobór Watykański II potwierdził, iż „zgodnie z tradycją Kościół oddaje cześć Świętym i ma w poważaniu ich autentyczne relikwie oraz wizerunki” (Konstytucja o liturgii świętej „Sacrosanctum Concilium”, według publikacji Sobór Watykański II — konstytucje, dekrety, deklaracje, Pallottinum). Kodeks Prawa Kanonicznego, promulgowany w roku 1983 przez Jana Pawła II, wspomina o „relikwiach znacznych i innych doznających wielkiej czci ze strony wiernych” (kanon 1190). Kult relikwii nie jest też obcy anglikanom i wyznawcom prawosławia!

Już choćby z uwagi na tak dużą liczbę gwoździ, którymi rzekomo przybito Chrystusa, jak również domniemanych głów Jana Chrzciciela, nasuwa się nieodparty wniosek, iż relikwie często są podrabiane!

Biblia nie wspomina, jakoby starożytni Izraelici, cieszący się uznaniem Bożym, w czasie niewoli egipskiej praktykowali kult relikwii. To prawda, że zwłoki patriarchy Jakuba, zmarłego w Egipcie, przewieziono do Kanaanu i pochowano „w pieczarze (...) na polu Makpela”. Syn Jakuba, Józef, też umarł w Egipcie, a jego kości zostały później przetransportowane do Kanaanu i tam pogrzebane (Rodzaju 49:29-33, BT; 50:1-14, 22-26; Wyjścia 13:19). Niemniej jednak Pismo Święte w żaden sposób nie daje do zrozumienia, że Izraelici czcili szczątki Jakuba czy Józefa, uważając je za relikwie.

Przypomnijmy również, co się stało z prorokiem Mojżeszem. Pod kierownictwem Bożym przez 40 lat prowadził naród izraelski. A gdy miał 120 lat, wstąpił na górę Nebo i zobaczył Ziemię Obiecaną, po czym zmarł. Archanioł Michał stoczył z diabłem spór o ciało Mojżesza i pokrzyżował wszelkie ewentualne plany wciągnięcia Izraelitów w kult relikwii (Judy 9). Oczywiście opłakiwali oni śmierć swego wodza, nigdy jednak nie otaczali czcią jego szczątków. Bóg wręcz to uniemożliwił, grzebiąc zwłoki Mojżesza w nie oznaczonym grobie, a miejsca jego pochówku nie wyjawił żadnemu człowiekowi (Powtórzonego Prawa 34:1-8).

Niektórzy zwolennicy kultu relikwii powołują się na Księgę 2 Królewską [2 Królów] 13:21, gdzie czytamy: „Zdarzyło się, że kiedy grzebano człowieka, ujrzano jeden oddział nieprzyjacielski. Wrzucili więc człowieka do grobu [proroka] Elizeusza i oddalili się. Człowiek ten dotknął się kości Elizeusza, ożył i stanął na nogach” (BT). Cud ten miał więc związek z martwymi kośćmi proroka Bożego. Jednakże w tym czasie Elizeusz już nie żył i ‛nic nie wiedział’ (Kaznodziei 9:5, 10, Bw). Dlatego owo wskrzeszenie trzeba przypisać działającej cuda sile Jehowy. Bóg użył w tym celu swego świętego ducha, swej czynnej mocy. Warto zaznaczyć, iż Pismo Święte nie wspomina, by kości Elizeusza kiedykolwiek darzono czcią.

Na uzasadnienie kultu relikwii część wyznawców chrześcijaństwa przytacza następującą relację z Dziejów Apostolskich 19:11, 12: „Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce [apostoła] Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy” (BT). Zauważ, że to Bóg dokonywał tych niezwykłych dzieł, posługując się Pawłem. Apostoł nigdy nie czynił cudów własną mocą, nigdy też nie przyjmował czci od ludzi (Dzieje 14:8-18).

Kult relikwii jest w rzeczywistości sprzeczny z wieloma naukami biblijnymi. Praktyka ta ma na przykład ścisły związek z wiarą w nieśmiertelność duszy ludzkiej. Miliony gorliwych parafian wierzy, iż dusze wszystkich, których kanonizowano i uznano za „świętych”, żyją teraz w niebie. Szczerzy ludzie modlą się do nich, prosząc o ochronę i wstawiennictwo u Boga. Co więcej, według pewnego słownika teologicznego katolicy przypisują relikwii „moc orędownictwa Świętego przed obliczem Bożym”.

Tymczasem Biblia wyjaśnia, iż dusza ludzka nie jest nieśmiertelna. Człowiek nie ma w sobie niematerialnego, niezniszczalnego pierwiastka, który istnieje nawet po śmierci ciała. Pismo Święte informuje natomiast: „Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą [„duszą żyjącą”, NW]” (1 Mojżeszowa [Rodzaju] 2:7, Bw). Biblia nie głosi nauki o nieśmiertelności duszy ludzkiej, podaje natomiast: „Dusza, która grzeszy, ta umrze” (Ezechiela 18:4, Biblia gdańska). Odnosi się to do wszystkich ludzi, nie wyłączając tych, których później uznano za „świętych”, ponieważ pierwszy człowiek, Adam, przekazał nam w dziedzictwie grzech i śmierć (Rzymian 5:12).

Nie powinniśmy otaczać czcią „świętych”, nigdy bowiem nie zostali oni upoważnieni do wstawiania się za kimkolwiek u Boga. Jehowa wyznaczył do tego wyłącznie swego Syna, Jezusa Chrystusa. Apostoł Paweł napisał, że Jezus „za nas umarł, co więcej: zmartwychwstał, zasiada po prawicy Ojca i wstawia się za nami” (Rzymian 8:34, Jana 14:6, 14).

A zatem Biblia nie pochwala kultu „świętych” ani relikwii. Niektórzy ludzie pragną jednak posiadać jakiś przedmiot uważany za świętość — coś, co można zobaczyć i dotknąć i co rzekomo ma zbawczą moc. Wielu wręcz sądzi, iż relikwie stanowią widzialne ogniwo w łańcuchu łączącym ziemię z niebem. Zechciejcie jednak chwilę się nad tym zastanowić.

Jak wynika z wypowiedzi Jezusa na temat wielbienia podobającego się Bogu, nie ma ono polegać na oglądaniu czy dotykaniu relikwii. Chrystus oświadczył: „Nadchodzi jednak godzina, i teraz jest, gdy prawdziwi czciciele będą Ojcu oddawać cześć duchem i prawdą, bo w istocie Ojciec wypatruje takich czcicieli. Bóg jest Duchem, toteż ci, którzy Go czczą, muszą oddawać cześć duchem i prawdą” (Jana 4:23, 24). Jehowa jest „Duchem” niewidzialnym dla oczu ludzkich. Oddawanie Mu czci „duchem” oznacza, że do czystości duchowej pobudza nas serce przepełnione miłością i wiarą (Mateusza 22:37-40; Galatów 2:16). Oddajemy Bogu cześć „prawdą” nie przez kult relikwii, lecz przez odrzucenie kłamliwych pojęć religijnych oraz przez poznanie i spełnianie woli Bożej, objawionej na kartach Biblii!

Nic więc dziwnego, że teolog James Bentley przyznaje, iż ‛starożytni Żydzi nie praktykowali kultu relikwii’. Zaznacza ponadto, że w ciągu czterech stuleci, które upłynęły od śmierci Szczepana do ekshumacji jego zwłok przez Lucjana, pogląd chrześcijan na relikwie radykalnie się zmienił. Do V wieku odstępcze chrześcijaństwo zdążyło już całkiem odrzucić czyste nauki biblijne o bałwochwalstwie, stanie zmarłych oraz roli Jezusa Chrystusa jako jedynej osoby, która „wstawia się za nami” (Rzymian 8:34; Kaznodziei 9:5; Jana 11:11-14).

Jeżeli chcemy cieszyć się uznaniem Bożym, to musimy mieć pewność, że nie ma związku z żadną formą bałwochwalstwa. Cześć winniśmy oddawać naszemu Stwórcy, Jehowie Bogu, a nie relikwiom czy jakiemuś stworzeniu (Rzymian 1:24, 25; Objawienie 19:10). Musimy też nabywać dokładnej wiedzy z Pisma Świętego i rozwijać w sobie silną wiarę (Rzymian 10:17; Hebrajczyków 11:6). Mądrze jest postępować w sposób zgodny z Biblią, która niezbicie dowodzi, iż kult relikwii nie podoba się Bogu!

Jak o tym zmartwychwstaniu przekonali się ludzie żyjący w I stuleciu? Zamiast zdawać się na płótno którym owinięto zmarłego człowieka, Jehowa sprawił, że ponad 500 osób zobaczyło na własne oczy Chrystusa, który powstał z martwych! (1 Kor. 15:3-8). Wobec takiego świadectwa płótna grobowe przestają się liczyć!

Czy przez wielki rozgłos całun ten, nawet gdyby był autentyczny, może usunąć w cień to prawdziwe świadectwo zmartwychwstania? Czy może zwieść ludzi do budowania wiary na tym kawałku tkaniny? Nawet badacz całunu John Jackson powiedział:

„Ale gdyby ktoś oparł swą wiarę wyłącznie na jakimś niezwykłym kawałku tkaniny, byłaby to w rzeczywistości forma bałwochwalstwa” (The Catholic Digest, kwiecień 1979).

Bardzo łatwo może dojść do tego, że ktoś da się omamić intrygującymi domysłami na temat całunu. Ale czy zainteresowanie całunem wzbudzi prawdziwą wiarę? Czy pomoże nam ‛chodzić przez wiarę, a nie przez widzenie’? (2 Kor. 5:7). A gdyby całun okazał się fałszerstwem? Czy byś stracił wiarę w zmartwychwstanie albo co najmniej zaczął w nie wątpić? Jeżeli całun wprawia cię w podniecenie, zastanów się, dlaczego? Czy twoja wiara potrzebuje takiej podpory? A gdyby się okazało, że ta podpora jest słaba? Są to istotne pytania, na które każdy chrześcijanin powinien sobie odpowiedzieć.

Ponieważ żyjemy w czasach, w których ludzie są żądni sensacji, jakże często coś takiego odwraca uwagę od spraw ważnych. Na przykład rzymskokatolicki ksiądz Franco Barbero powiedział: „Ciekaw jestem, co by się stało w turyńskim kościele, gdyby całą energię poświęconą tej inicjatywie skoncentrowano na głoszeniu Słowa!”

Właśnie, „głoszenie Słowa”, a nie wystawianie na pokaz relikwii, buduje prawdziwą wiarę i wzbudza niezawodną nadzieję, która „nie prowadzi do rozczarowania” (Rzym. 5:5). Ta nadzieja daje nam pewność, że Ten, który wskrzesił Jezusa, będzie znowu działał, ale nie przez „posłanie” kawałka tkaniny, by zadziwić świat, lecz przez posłużenie się swym wyniesionym do chwały Synem, żeby położyć kres zepsutemu światu, któremu brak prawdziwej wiary. Zarazem wybawi tych, którzy naprawdę wierzą, i wprowadzi ich do sprawiedliwego nowego porządku (2 Piotra 3:13)!

Portret użytkownika Alien9174

Całun jest oszustwem i

Całun jest oszustwem i najprawdopodobniej wykonany został przez. Leonarda z Vinci. I fundamentakna sprawa. Bóg Chrystus nigdy nie zmartwychwstał, bo Boga nie można zabić. Oczywiście Watykan i Kat...olicyzm zabija miłość do Boga, która jest w nas. W tym oni są mistrzami. 

Portret użytkownika mordulec

Ciekawe czy ten cyrk kiedyś

Ciekawe czy ten cyrk kiedyś się skończy ? Motłoch płaci i klęka przed kawałkiem płótna z odciśniętym trupem, natomiast nałkoffcy dostają pieniążki na bezowocne badania. I tak się robi biznes moi mili Biggrin Biznes na cholernej ciemnocie i zacofaniu mentalnym.

Portret użytkownika Angelus Maximus Rex2

Znając początki Państwa

Znając początki Państwa Kościelnego w tym czasie i mordy oraz sodomia w kręgach papieży i kardynałów tego Państwa, najbardziej prawdopodobnym, jest poświęcenie jakiegoś nieszczęśnika na "ołtarzu wiary" dla podbudowania ślepego oddania baranów, zwanych chrześcijanami, wyznawcami Diabła czającego się za murami owego gniazda zła...

...Angelus Maximus Rex

Portret użytkownika Angelus Maximus Rex2

Najbardziej sensacyjne są

Najbardziej sensacyjne są Twoje sensacje w zwapniałym mózgu... To wynik czytania świętych ksiąg i ich nieświętych interpretacji. Masz wiedzę, że tak powiem encyklopedyczno-maniakalną.... Smile To skutki habita i trupiej atmosfery chrześcijaństwa..

...Angelus Maximus Rex

Skomentuj