Kolejna Piramida W Europie - Ekspedycja Naukowa - część pierwsza

Kategorie: 

wlasne

W lipcu i częściowo sierpniu 2013 roku odbyła się ekspedycja naukowa polskiego zespołu ekspertów powołanego do rozwikłania zagadki nowo odkrytej piramidy, o której media informowały pod koniec 2012 roku.

 

Zespół wybitnych profesjonalistów, został specjalnie dobrany do tej wyjątkowej ekspedycji na drodze niesłychanie wyśrubowanej eliminacji, której zadaniem było wyłonienie najlepszych z najlepszych, a potem jeszcze najlepszych z nich wszystkich.

 

Uwaga! Niniejszy raport z wyprawy zawiera bezcenne, lecz zaszyfrowane informacje dla poszukiwaczy skarbów! Informacje te umożliwią każdemu bystremu tomb raiderowi zlokalizowanie celu pamiętnej ekspedycji na własną rękę, albowiem w raporcie poukrywane są to tu to tam wszelkie potrzebne do tego celu wskazówki umożliwiające najbardziej spostrzegawczym odnalezienie celu naszej ekspedycji – gigantycznej piramidy. No i oczywiście powtórzenia monumentalnego sukcesu, jaki przyniosła pierwotna wyprawa, oraz nie tylko powtórzenia, albowiem dla najbardziej wytrwałych - tych których nie jest w stanie nic zniechęcić, pionierska ekspedycja bacy pozostawiła w pobliżu wierzchołka zakopany (niezbyt głęboko) najprawdziwszy skarb. I dlatego zaszyfrowana mapa prowadząca do skarbu również w relacji będzie.

 

Ponieważ sama piramida znajduje się na terenach okupowanych, (Alpy i Pireneje, niestety ale jeszcze leżą poza granicami Polski – wskazówka), ekspedycja była bardzo, bardzo ściśle tajna i dlatego ci, którzy w ogóle nie mają o niej pojęcia, mogą jeszcze przed przystąpieniem do dalszej lektury skorzystać z ostatniej deski ratunku i doinformować się na ten temat tutaj:

//innemedium.pl/wiadomosc/kolejna-piramida-w-europie-potrzebna-eksp...

... i aby uzyskać wszelką niezbędną wiedzę koniecznie trzeba się zapoznać także z komentarzami, bo w nich jest szeroko rozumiane uzupełnienie treści oraz odpowiedzi na najważniejsze pytania, których nie ma sensu powtarzać.

 

A teraz do rzeczy. Odkrywca i jednocześnie organizator wyprawy jest od urodzenia miłośnikiem starożytności i spuścizny po poprzednich cywilizacjach. Jeszcze w młodości udało mu się wydrapać nożykiem na Koloseum swoje własne inicjały a w niecały tydzień po tym... kolosalnym sukcesie dopisać jeszcze farbą nitro kilka istotnych dla historyków uwag do inskrypcji na łuku triumfalnym z czasów cesarza Trajana. Przed dopisaniem inskrypcja była zgoła zagadkowa, bo nie wiadomo dokładnie kto w starożytności napisał na łuku „Ruch Chorzów” ale po interwencji bacy przyszłe pokolenia już nie będą błądzić w domysłach tylko wiedzieć, że po łacinie „Lech zdechł” znaczy że to „Legia Pany”.

 

To były wielkie naukowe sukcesy. Im nie da się zaprzeczyć albo je umniejszyć ale mimo wszystko piramida jednak jest olbrzymia i u osób z natury sceptycznych mogłyby się natychmiast wykształcić jakieś niedorzeczne wątpliwości, czy aby na pewno baca da radę zmierzyć się z aż tak gigantycznym przedsięwzięciem. Najlepiej tak sobie myślę będzie zatem jeśli go o to osobiście zapytamy w tym ekskluzywnym wywiadzie, bo wiadomo przecież że baca nigdy, przenigdy nie udziela wywiadów. Nikomu! Tylko i wyłącznie dla innegomedium po raz pierwszy w swoim życiu nagiął swoje życiowe zasady i zrobił na drodze wyjątku, wyjątkowy wyjątek przeprowadzając (sam ze sobą Smile wywiad dla fanów a więc to jest naprawdę wyjątkowa chwila.

 

(Matki jak wiadomo właśnie teraz powinny przytulić niemowlęta do piersi, a silni mężczyźni mogą zapalić papierosa.)

- Baca, mogę ci mówić baca, prawda…?

- Możesz…

- To świetnie, a więc…

- … ale właściwa forma brzmi: „wasza ekscelencjo”…

- Co…? Aha…  dobra… a więc baca posłuchaj…

- … ale nie będę na to nalegał…

- To świetnie, a zatem…

- Gdybyś jednak w przyszłości chciał powtórzyć ze mną wywiad, pamiętaj o właściwej formie.

- Dobrze. O czym my tu…? Aha, a więc baca chodzi o to, że…

- „Wasza ekscelencjo” – zapamiętasz? To bardzo łatwe do zapamiętania?

- Zapamiętam. Tak sądzę. Ech… a więc powracając do tematu chciałem cię zapytać o…. o…. o….

- Jednak zapomniałeś! Wiedziałem. Najlepiej więc od razu zacznij się zwracać prawidłowo, bo to doskonałe ćwiczenie na niedomagania pamięci.

- Ku*wa, no dobra. Wasza ekscelencjo baco….

- Samo „wasza ekscelencjo” wystarczy… tak sądzę…

- Wasza samo kuźwa ekscelencjo, zaczynam wątpić, czy uda nam się w ogóle przeprowadzić ten przeklęty wywiad.

- Słabej wiary zatem musisz być śmiertelniku. Dostrzegam tu zatem obiecujący materiał i spory potencjał, który mógłby umocnić twoje niedomagania na polu wiary. Słyszałeś o kościele SOLARIUM KGB? To jedyna prawdziwa, sprawiedliwa i słuszna religia  – wyłącznie dla Słowian… droga do zbawienia jest prostsza niż myślisz…

- Dobra, idę stąd i pierdzielę już to wszystko… mam tego dosyć…

- A wywiad?

- Wywiad? Jaki wywiad? Wasza he he ekscelencja przecież nie chce udzielić wywiadu…

- Mów mi, baca.

- Baca? Tak po prostu?

- Baca. To łatwo zapamiętać…

- Wiem, że to jest łatwo kuźwa zapamiętać. A zatem pytam po raz już ostatni. Jak mi baca przerwiesz albo będziesz pieprzył o kościołach, sektach i aniołach to wstaję i idę bez słowa. Ostrzegam.

Na kilkanaście sekund zapadła złowroga, milcząca cisza.

- No to pytaj. – przerwał ją baca. - Przecież ci nie przerywam i tylko tak sobie patrzę wyczekująco…

- Posłuchaj baca, wydrapanie nożykiem inicjałów to było jedno, no ale piramida to jest zupełnie co innego. Aby dostać się do wnętrza to nie tylko nożyk ale ze dwieście kilofów mógłbyś sobie zdrapać. Nie chcę cię umniejszać ale czy nie sądzisz, że ta piramida ciebie i twój nożyk po prostu przerasta?

- Skądże znowu, Koloseum i Łuk Trajana to były tylko niewinne, młodzieńcze igraszki. Tylko tak aby świat uczynić piękniejszym no i jakoś zagospodarować odrobinkę czasu, rozumiesz?

- Chyba nie do końca…

- Posłuchaj… odkąd tylko sięgam pamięcią wszyscy, czyli do-sło-wnie WSZYSCY pragną jednego – abym był ponury tak jak oni i nigdy się nie uśmiechnął. To w sumie tyle. No uparli się te wszystkie ponure skur... żeby mi zgasić wyśmienite samopoczucie i to tak raz a dobrze. To przykre ale prawdziwe. I dlatego ja ze swojej strony z całych sił walczę odkąd pamiętam aby im zrobić na złość i rozweselić nie tylko siebie, bo jestem wesoły po prostu zawsze, ale pociągnąć na dobrą stronę mocy tylu ile mi się uda. Powaga zabija powoli. Dobry humor nie tylko daje nadzieję ale jest po prostu zdrowy. Ponadto przedłuża życie. Zadowoleni żyją dłużej – to naprawdę takie proste. Teraz rozumiesz dlaczego w życiu najważniejsza jest wyborna zabawa?

- Chyba tak, chociaż nie widzę tu związku.... ale nawet i jest w tym jakiś sens, to i tak nie tłumaczy to, czy posiadasz kwalifikacje aby dobrać się do piramidy.

 - Piramida jest i nic na to nie mogę poradzić. A skoro jest piramida to i pewnie skarby, które należałoby przed osobami nieupoważnionymi uratować.  Jeśli natomiast masz jakiekolwiek wątpliwości co do moich kwalifikacji jako fachowca w dziedzinie starożytnych artefaktów no to powiem tylko tyle, że w późniejszym okresie czasu, czyli jakiś czas po tych związanych z Koloseum wydarzeniach, udało mi się również bezbłędnie pokonać wszelkie - naprawdę niezliczone przeszkody natury formalnej i prawnej i z pełnym sukcesem sprowadzić do naszego kraju bezcenny kawałek mozaiki z Pompejów. Rozumiesz co to znaczy? Pojmujesz wagę tego wydarzenia?

- Wagę, hę?

- Ten kawałek mozaiki po tysiącach lat nieobecności wśród ludzi udało mi się w końcu odnaleźć po czym natychmiast uratować od całkowitego zapomnienia lub co gorsza zabezpieczyć zanim wpadnie w ręce pogan.

- W jaki sposób dokonałeś tego heh… uratowania?

- Jak to w jaki sposób? Nożykiem.

- Odłupałeś go nożykiem.

- Tak.

- I to ma być… uratowanie?

- To był tylko początek akcji ratunkowej, bo ten fragment łaziebnej mozaiki udało się w późniejszym okresie czas, wywieźć i przemycić a potem klejem atlas plus zrewitalizować i po zabiegach konserwacyjnych okazał się jak znalazł do nowo kafelkowanej łazienki, gdzie mógł na nowo cieszyć oczy osób wrażliwych na czystość - żyjących w ludzkich osiedlach, co niewątpliwie podniosło walory duchowe tych osób oraz estetyczne całego bloku.

- Atlas plus? Wow! Toż to nic innego jak skandaliczna i haniebna profanacja…

- Nie mogę sie z tym zgodzić gdyż to dowód, że nie żałowałem nakładów finansowych... mogłem kuźwa kupić zwykły atlas... ale ty oczywiście tego nie rozumiesz?

- To jakaś paranoja... nie przypominam sobie...

- Ech znowu czegoś nie pamiętasz... widzę że nie tylko pamięć ci szwankuje ale i słowa także ci się notorycznie mylą. Chyba zatem zakończymy ten niekompetentny wywiad oficjalnym sprostowaniem czyli oświadczeniem że wbrew wszelkim pomówieniom to nie była żadna tfu, „skandaliczna i haniebna profanacja” tylko „spontaniczna i chwalebna profesjonalizacja” dokonana przy pomocy profesjonalnego kleju. Kończąc ten nieszczęsną komedię omyłek czyli tak zwany wywiad należy tu jeszcze wyraźnie podkreślić, że potrzebne do ekspedycji doświadczenie i niezbędną wiedzę historyczną organizator baca (ekscelencja) niewątpliwie posiada. Dziękuję za uwagę. I aha… jeszcze jedno bo to bardzo ważne… u bacy zero tacy…

- Hę?

- No wiesz, bacologia bezinteresownie walczy z przesądami.

- Nie rozumiem.

- Chcesz zrozumieć? To powiedz ludziom, że wierzysz w niewidzialnego cieślę z Nazaretu, który pośmiertnie lata po kosmosie obrzezany - to ci nic nie powiedzą tylko poprzytakują  głupio głowami. Ale powiedz im, że nie wierzysz w niewidzialnego cieśle z Nazaretu, który pośmiertnie lata po kosmosie obrzezany - to im zaraz palma odpie*doli...

- Ech..  -(szarpanina) - Oddawaj mikrofon… no oddawaj chamie... - (koniec urwanego wywiadu)

Ha ha ha no i tylko tyle udało się zrobić wywiadu, no masakra jacy ci ludzie są dziś słabej wiary.

Tak więc, jako że piramida jest tak ogromna, że wręcz niemożliwa do zbadania w pojedynkę, organizatorowi zależało przede wszystkim na zorganizowaniu profesjonalnego zespołu naukowców po to, aby się nie szamotać przy niej jak debil, tylko już przy pierwszym podejściu rozwikłać jej zagadkę. A można tego było dokonać tylko i wyłącznie w kilkuosobowym zespole profesjonalnych ekspertów, przede wszystkim od wyburzeń. Trudności na tym polu były wręcz gigantyczne, albowiem jeśli ktoś pochopnie uważa, że nie ma większego problemu w znalezieniu kilku niezależnych naukowców, gotowych podjąć minimalne ryzyko, to jest w błędzie. Zadanie bowiem odnalezienia w Polsce minimum siedmiu szczęśliwych alkoholików i przegrupowanie ich w kierunku piramidy okazało się w praktyce niewykonalne.

 

Dlaczego?

Są prawie sami nieszczęśliwi normalnie.

Szczęśliwego alkoholika od nieszczęśliwego różni jeden ale niezwykle istotny szczegół – otóż ma on… szczęście - i to było właśnie owo kryterium, którego zdumiewająca większość chętnych do ekspedycji nie mogła za żadne skarby świata przeskoczyć. Szczęśliwy alkoholik w odróżnieniu od nieszczęśliwego ma niezabrane prawo jazdy, posiada samochód, pieniądze i całą resztę przydatną podczas ekspedycji w tym o dziwo, działające w bani neurony. Nieszczęśliwy alkoholik natomiast nie posiada szczęścia a zatem nie ma oczywiście prawa jazdy, samochodu, pieniędzy i działających jeszcze neuronów gdyż wszystko to systematycznie powędrowało w szyję. I wszyscy są takiemu stanu rzeczy winni, (dziewczyna, chłopak, rodzice, koledzy, środowisko, komuna, koczownicy, itp., itd., wszyscy... tylko nie on – poszkodowany przez cały nieprzychylny jemu świat, nieszczęśliwy alkoholik Smile

 

Takie są niestety realia.

A ponieważ zarówno szczęście jak i pech są bardzo mocno zaraźliwe tak więc tylko i wyłącznie szczęśliwi alkoholicy wchodzili podczas rekrutacji w rachubę. Jeśli ktoś bowiem nie jest w stanie otaczającej rzeczywistości znieść na trzeźwo (ale robi to naukowo, czyli pije z głową Smile to oczywiście nie pozwoli sobie zabrać prawa jazdy, pieniędzy i całej reszty i o takich właśnie naukowców chodziło organizatorowi.

I chociaż bardzo przykro jest mi to mówić to ten właśnie eksperyment udowodnił i to ponad wszelką wątpliwość, że w całej Polsce nie ma siedmiu szczęśliwych alkoholików.

Jest tylko trzech Smile

 

Elita.

Tak więc zamiast siedmiu wspaniałych, jak przewidywał pierwotny, zbyt optymistyczny plan, ku piramidzie wyruszyło trzech muszkieterów.

 

Szczęście to jednak nie wszystko co było potrzebne aby wyłonić elitę, która może wziąć udział w tak szlachetnej  ekspedycji i dlatego opracowany został przez organizatora szereg podchwytliwych testów po to, aby odsiać z tych którzy się zgłosili element niepożądany – pechowców, koczowników, zdrajców, tchórzy, egoistów, cwaniaczków oraz tych wszystkich, którym jest obce pojęcie wierność, dzielność lub przede wszystkim lojalność dla sprawy. Oczywiście nie jest łatwo tego dokonać wobec ludzi których się nigdy nawet na oczy wcześniej nie widziało ale… nie jest to niemożliwe. Wystarczy odrobinka geniuszu i starannego planowania. Jeśli ktoś ma co do tego jakieś wątpliwości raport z ekspedycji je rozwieje, bo krok po kroku poda wszystkie testy, (oprócz oczywiście tych bardzo ściśle tajnych) w jakich wzięli udział uczestnicy i to nawet stosunkowo szczegółowo, po to aby ci którzy się nie załapali zrozumieli... dlaczego tak się stało.

 

Pierwszym testem, był test teoretyczny, rozesłany drogą mailową, który miał wyłonić osoby posiadające zdolność do zachowania zimnej krwi i logicznego myślenia w każdych warunkach a zwłaszcza ekstremalnych.

Każdy kto się zgłosił do ekspedycji otrzymał mniej więcej taki test:

 

Witaj kandydacie na tomb raidera Smile

Zasady tego prostego testu są takie, że myśleć nad odpowiedzią możesz ile tylko zechcesz pod warunkiem że zmieścisz się w pół minucie, bo od momentu kiedy powiem „start” będziesz miał 30 sekund na udzielenie odpowiedzi, a potem jej odesłanie na mojego maila. W przypadku nadmiaru chętnych decyduje szybkość nadesłania odpowiedzi. Sprawdź więc zatem czy masz otwarte okienko poczty no i przygotuj zegarek.

 

A teraz sam test:

Wyobraź sobie że jesteś żydem. Dorosłym żydem. Masz ślubną żydóweczkę i z nią małe nie obrośnięte jeszcze pejsami żydziątko. Niemowlę. Oprócz najbliższej rodziny mieszkasz też z dalszą – dwudziestoma krewnymi w mieszkaniu, no bo jest ciasno, jest okupacja i jest nagle niezapowiedziana obława na żydów. Niemiecka obława. Jak to za okupacji. Robisz więc to, co wszyscy żydzi w takiej właśnie sytuacji – wpełzasz z całą resztą żydów do jakiejś nory pod podłogą i starasz się przeczekać łapankę.

 

Czas zatrzymuje się w miejscu.

Niemcy węszą nad waszymi głowami, rozmawiają, palą papierosy, żartują, Tarantino robi film nie ponaglając operatorów, a ty i reszta żydów w napięciu czekacie. Siedzicie tam jak trusie, bo to sprawa życia i śmierci, aż tu nagle...

...  zaczyna płakać żydziątko. Jako rodzic trzymający je na rękach, odruchowo zakrywasz mu własną dłonią szczelnie usta. Niestety ale razem z płaczem tłumisz też u żydziątka, dopływ tlenu. Co wykombinujesz? Start.

Tyk, tyk, tyk... tyk, tyk, tyk... tyk, tyk, tyk... czas minął.

 

I jak tam?

Dałeś dziecku zaczerpnąć tchu, czy pozwoliłeś mu się udusić?

Hm...?

Ciekawe, prawda?

Niestety ale odpowiedź jest do bólu przewidywalna. Tylko i wyłącznie psychopata udusiłby żydziątko. Stąd 30 sekund, bo tyle może cherlawy, żydowski niemowlak wytrzymać. Cała reszta ludzi, tych tak zwanych „normalnych” dałaby mu się wypłakać no i przy okazji skazać na śmierć wszystkich. Ciebie, innych żydów oraz oczywiście żydziątko także.

Tylko psychopata ocaliłby całą resztę. Wyłącznie on jest w stanie stłumić emocje, uruchomić korę mózgową i... dojść do oczywistego wniosku że: żydziątko w momencie płaczu i w jednym i w drugim przypadku... nie żyje. Koniec kropka.

 

Koniec testu

Tak było i cóż, test teoretyczny to jednak tylko… teoria, prawda? Bo on niestety, ale pozwala jedynie pogrupować kandydatów na tych którzy nie oszukiwali i nie zdali, na tych którzy nie oszukiwali i zdali oraz na tych którzy oszukiwali i zdali. Test teoretyczny wyłonił bezbłędnie jedynie tych którzy nie oszukiwali i oblali – tak więc osobiste podziękowania za wasze zgłoszenia i korzystając z okazji – wielki, bardzo wielki szacun za waszą uczciwość. To że oblaliście jest tu bez znaczenia – uczciwość jest dużo ważniejsza, jest ona bezcenna a fakt, że się nie załapaliście nie jest dla was żadną ujmą. To tylko oznaka, że akurat do tej - konkretnej i bardzo, bardzo wyjątkowej ekspedycji się ludziska nie nadawaliście. A ponieważ ekspedycja była psychopatyczna jak to tylko możliwe, (gdyż tylko taka miała szanse na powodzenie) – gratulacje przy okazji, że nie jesteście psychopatami. To że nie wzięliście udziału było dla was lepsze i mam również niezbitą pewność, że kiedy tylko się zapoznacie do końca z niniejszym raportem – wy także to samo przyznacie. Jeszcze raz – wielki szacun za waszą uczciwość.

 

Ktoś może tutaj oczywiście teraz grymasić, że test był głupi, brutalny, rasistowski, bla bla totalnie niesprawiedliwy lub zbędny i tak dalej ale... jak doczyta do końca przekona się, że był on... doskonały. I tak genialny że... nieomylny Smile Nie przeszedł go bowiem w praktyce nikt kto nie powinien tego zrobić i tylko o to w nim chodziło. Drugą sprawą był mój obowiązek jako organizatora przewidzieć wszystkie możliwe warianty i w miarę możliwości te najgorsze już na starcie wyeliminować. Czarnym wariantem na przykład była wspinaczka do piramidy w wysokich górach. I kto wie co zrobiłby przysłowiowy leszczyk o miękkim sercu w sytuacji, gdyby jeden z uczestników spadł z liny i pociągnął resztę w przepaść. To w sumie normalna sytuacja w sporcie wspinaczkowym ale nienormalne jest ludzkie zachowanie - bo co wy którzy to teraz czytacie zrobilibyście w sytuacji kiedy do wyboru byłoby albo odcięcie pechowca aby poleciał w przepaść i zginął albo zawahanie się i pozwolenie aby pociągnął w nią pozostałych?

 

Ciekawe pytanie, prawda?

I tylko dlatego ten testy był tak bardzo psychopatyczny a nie inaczej.

Na dalszym etapie pozostało więc tylko sprawdzenie przy pomocy serii już praktycznych testów czy ci którzy zdali nie oszukiwali no i to tyle. Testy te są oczywiście w poniższym raporcie - przynajmniej niektóre.

Aha to bardzo ważne, podczas ekspedycji nie wszystko to co się odbyło było dozwolone a więc materiał nie zawiera oczywiście tego co nie powinno nigdy zostać ujawnione ze względu na dobro uczestników. Ponadto uczestników wiąże zmowa tak zwany pakt milczenia i te sprawy, których sobie oni nie życzą nie zostaną nigdy ujawnione. Tak więc proszę zaakceptować fakt, że relacja nie zawiera wszystkich szczegółów, absolutnie żadnych danych personalnych i nie naciskać na to aby zostały ujawnione. Fragmenty oznaczone „ściśle tajne” są dostępne tylko i wyłącznie dla uczestników ekspedycji. Raport zawiera tylko to co zawiera i nic ponadto, żadnych imion, żadnych fotografii, żadnych wskazówek, których być nie powinno, aby narazić na szwank uczestników wyprawy.

 

To co jest w raporcie jest wierne do bólu z wyjątkiem oczywiście dialogów. Dialogi są tu tylko po to, aby oddać klimat wydarzeń i chociaż z grubsza naświetlić to o czym były nasze rozmowy, bo było ich przecież mnóstwo w przeciągu kilku tygodni. Dialogi są oczywiście pisane po niemal roku w dodatku z pamięci, bo chyba oczywiste jest to, że niedorzeczne byłoby nagrywanie jakiś rozmów podczas wyprawy. Wydarzenia są autentyczne i tyle, dialogi dorobione aby oddać klimat i to myślę w zupełności wystarczy.

 

Tak więc zespół trzech muszkieterów – Mały, Większy i Największy, (dane personalne oczywiście bardzo ściśle tajne) po pewnych perturbacjach związanych z zagłuszaniem przez NASA sygnału GPS w końcu umożliwił zbłądzonym i spóźnionym jakoś się odnaleźć we Francji w umówionym miejscu i o ile pamiętam nastąpiło to w połowie lipca. Sorki za brak precyzji ale do dat mam także bardzo słabą pamięć a poza tym ta ekspedycja to jest ostatnia rzecz, jaką powinni sobie zaprzątać głowy pseudo naukowcy. Historycy mogą jedynie się zaniepokoić no ale to w końcu tylko histerycy Smile

 

Spotkanie wyznaczono w miejscowości Plaisir (Przyjemność) pod Paryżem, po to, aby wszystkim od razu zrobiło się miło i przyjemnie.

Cóż, kiedy tylko organizator ujrzał przybyłych na miejsce uczestników, natychmiast przestało być przyjemnie, bo nie oszukujmy się ale kto, by chciał plądrować piramidy z ludźmi wyglądającymi mniej więcej tak:

Pomińmy więc ze względu na dobre obyczaje potok gorzkich słów, jakimi organizator przywitał przybyłych ekspertów, bo w sumie nic tak nie łagodzi początkowej niechęci jak tuzin oryginalnych żubrów, jakie w darze ofiarnym przywieźli z Polski kandydaci na muszkieterów.

 

Przydługa nieco rozmowa kwalifikacyjna zakończyła się grillem integracyjnym na pobliskim polu kukurydzy i dziką ucieczką przed rozszalałym farmerem, który się uwziął aby krucjatę już na samym początku rozpędzić swoim gigantycznym ciągnikiem. (Grill był oczywiście stuprocentowo świniowy po to, aby wyeliminować z ekspedycji krypto koczowników. - wskazówka dla kolejnych tomb raiderów)

 

Tak więc nie tylko afroamerykańska agencja kosmiczna ale również francuski sektor rolny się zawziął, aby pokrzyżować plany zdobycia piramidy. (uwaga – kolejna wskazówka dla potencjalnych naśladowców - nie wolno wydeptywać kukurydzy i palić w niej ognisk, a już w ogóle odpalać w niej petard aż fruwają w kosmos kaczany, bo was satelita szpiegowski namierzy i napuści natychmiast ciężki sprzęt polowy)

Cały plecak petard bowiem przyjechał wraz z muszkieterami i oddano oczywiście kilka salw na wiwat no i po to aby je po prostu wypróbować. Petardy dały radę Smile

 

Zanim jednak jeszcze ekspedycję namierzył satelita udało się nakarmić uczestników, ugasić ognisko petardami no i uchwalić najważniejsze zasady krucjaty, czyli prosty regulamin.

1. Na krucjacie uczestnicy są lojalni i uczciwi wyłącznie wobec siebie a wszelka kasa wędruje tylko i wyłącznie w jednym możliwym kierunku - sprawiedliwie i po równo w stronę uczestników, bez żadnych wyjątków od tej reguły.

2. Wyborna zabawa to warunek nadrzędny i nie do obejścia lub przeskoczenia.

3. Gdyby ktokolwiek z uczestników zapragnął samowoli lub zbędnych wydatków - patrz punkt pierwszy albo drugi.

Kiedy rolniczy ogon został po intensywnym pościgu zgubiony organizator wspaniałomyślnie postanowił:

- Panowie, skoro już mamy jechać razem do piramidy to niestety ale trzeba was będzie ubrać w przyzwoity sposób.

- Ubrać? – zapytał Mały – Przecież jesteśmy ubrani.

- Ależ skąd? To co macie na sobie to nie jest ubranie. Ta sportowa kolekcja od Łachmaniego to jest jakieś chore nieporozumienie. To nie jest ubiór tylko jakiś psychodeliczny koszmar zdziczałego blokersa.

- A co ty mi się tu będziesz do mojego ubioru przypier*alał? – zaperzył się Większy. – Chodzę w tym co mi się podoba…

- Być może w bloku. Ale nie na krucjacie. Na krucjacie trzeba wyglądać jak poszukiwacz skarbów.

- Co?

- To proste. Jak się chce poszukiwać skarbów trzeba wyglądać jak poszukiwacz skarbów a nie jak fan trampkarzy grywających na obrysowanym kredą gnoju.

 - Hę?

- Poszukiwacz skarbów nie może wyglądać jak poszukiwacz kłopotów. Strażak nie gasi pożarów w piżamie, palant nie łapie na radar w slipkach, a żołnierz nie idzie na wojnę w kapciach, ok? Każdy fach ma odpowiedni ubiór, ponieważ to jest bardzo ważne. Dlatego musimy wyglądać tak, aby wzbudzać respekt a nie natychmiast się ośmieszyć i przy okazji trzy pokolenia naszych przodków wystawić na pośmiewisko. Zwłaszcza jeśli się jedzie na pogranicze. Wiecie jak to jest na pograniczu, prawda? Wchodzisz do baru a tam milczące, zacięte ryje tylko patrzące z nienawiścią na obcych. Gdybyście na pograniczu weszli do baru w tych wiejskich dresach miejscowi na pewno rzucili by się wam do gardeł i utłukli na miejscu, to proste.

- Pogranicze? To gdzie w końcu jest ta piramida?

- W wysokich górach. Na pograniczu. Jakieś tysiąc kilometrów od Paryża.

- W Alpach czy Pirenejach? – (tak, tak, to jest kolejna wskazówka Smile

- Zobaczycie na miejscu. Ale najpierw się porządnie ubierzemy. Wszyscy.

Organizator oczywiście nie uprzedził uczestników że tak zwane "porządne ubieranie" to tylko kolejny test (tym razem praktyczny) mający po prostu odsiać ewentualnych mięczaków lub tych którzy w teście teoretycznym oszukiwali.

Ale nie uprzedzajmy faktów.

Jeszcze tego samego dnia teleportowaliśmy się na drugą stronę Paryża, aby pod wieczór znaleźć się pod Disneylandem. Oczywiście w korkach ugrzęźliśmy na pół dnia ale jakoś udało się w końcu wydostać wszystkim cało z tego gnoju na peryferyku - czyli plątaniny obwodnic wokół miasta.

Disneyland wieczorkiem prezentował się wyśmienicie.

- Tam są ubrania. Do wyboru do koloru. Można się przebrać za królewnę Śnieżkę, Piotrusia Pana albo Chewbakę z Gwiezdnych Wojen. Nas interesuje oczywiście ubiór Clinta Eastwooda ewentualnie Indiany Jonesa.

- Dobra. - zgodzili sie zbyt optymistycznie. - To o której otwierają żeby można kupić bilety.

- Bilety? Zapomnijmy o biletach. Zakup biletów byłby jawnym pogwałceniem punktu pierwszego regulaminu krucjaty.

- Faktycznie. Więc jak się tam dostaniemy?

- Sposobów jest mnóstwo na wejście bez biletu. I te sposoby generalnie dzielą się na dwie grupy - wejścia indywidualne i wejścia zbiorowe. Indywidualnie można oczywiście przeskoczyć płot to jest najprostszy sposób - ale od razu zaznaczam, że to dobre tylko dla młodych lekkoatletów. Starsi juz nie są już tak bardzo skłonni do brawury i być może nie zechcą ryzykować rozdarcia genitaliów na drucie kolczastym.

- A inny sposób?

- Kolejnym sposobem jest oczywiście zorganizowanie jakiegoś biletu z metra i włożeniu go do kołowrotka, który na bramkach wpuszcza ludzi. Kołowrotek oczywiście nie uzna tego biletu ale tu nie chodzi o kołowrotka tylko o to aby murzynek pilnujący kołowrotków widział, że coś się w ogóle wkłada do kołowrotka. Kiedy kołowrotek odmówi i wypluje z powrotem nieważny bilet, należy zrobić dobrą minę do złej gry i zignorować kołowrotka bez zwracania na siebie uwagi murzynka. Można wypluty bilet bowiem wziąć do ręki zupełnie jakby był zatwierdzony przez kołowrotka i z miną pokerzysty zrobić mały myk biodrami wokół kołowrotka omijając go w cholerę pomimo jego blokady. Aby patent udał się jest tylko jeden warunek - należy być szczupłym i wcisnąć dupę pomiędzy ramiączka kołowrotka. Grubi nie przejdą - tak chyba mawiał Gandalf ...

- No ale nas chyba nie dotyczą wejścia indywidualne. - zauważył spostrzegawczo Większy.

- To prawda. I dlatego powinniśmy się skoncentrować na wejściach grupowych. Wejść grupowych również jest kilka wariantów, z których najprostszy polega po prostu na ekonomicznym kupnie jednego biletu. Bilet należy kupić na obydwa parki bo nie wiem czy wiecie ale jest tu dwóch Disneylandów. Dwa niezależne parki, na które można nabyć jeden bilet ważny jeden dzień. Z takim biletem można nielimitowaną ilość razy wchodzić i wychodzić do obydwu parków. Tak więc osoba nr jeden wchodzi a jak tylko minie kołowrotki idzie na bok i podaje przez płot bilet kolejnej osobie - najlepiej schowany wewnątrz aparatu fotograficzego albo komórki aby nie zdenerwować murzynków pilnujących sytuacji wokół kołowrotków. Osoba nr dwa wchodzi i jak tylko minie kołowrotki podaje przez płot bilet kolejnym osobom... to bardzo proste, szalenie ekonomiczne no i oczywiście niezawodne. Nawet autokar widzów może w ten sposób wejść na jeden bilet...

- No dobrze. Ale czy to nie kłóci się przypadkiem z punktem pierwszym regulaminu? - zapytał Mały

- Oczywiście że sie kłóci. I dlatego również odpada. My aby nie gwałcić regulaminów wejdziemy grupowo ale totalnie bezpłatnie.

- Jak?

- Bawiliście się kiedyś w chowanego? Bo dziś w nocy może się wam tego typu doświadczenie przydać. Zaatakujemy Disneya o wpół do trzeciej nad ranem kiedy będzie jeszcze ciemno. Musimy tylko jeszcze dziś skombinować w castoramie obcęgi.

Nocą zaparkowaliśmy auta parę kilometrów dalej w miasteczku i wyruszyliśmy na spacerek. Po drugiej z minutami byliśmy na miejscu. Disney był oświetlony latarniami od strony ogrodzenia ale niezbyt dokładnie. W pewnym miejscu stoi sobie bowiem tuż przy ogrodzeniu spory transformatorek który wręcz przepięknie osłania fragment ogrodzenia przed niepożądanym wzrokiem. Pomiędzy transformatorkiem a ogrodzeniem była mała przytulna przestrzeń akurat dla muszkieterów więc od razu wcisnęliśmy się tam i przystąpiliśmy do pracy. Klik, klik, klik i obcęgi dały radę i już po krótkiej chwili mieliśmy przed sobą już tylko bardzo śmieszny żywopłot.

Zaczęliśmy się przez niego czołgać.

Kolce drapały, ludzie z tylu przeklinały, gałązki kogoś nieustannie ze świstem po twarzy smagały no ale jakoś dotarliśmy do końca żywopłotu prawie nie porysowani. Przed nami ukazała się jakaś asfaltowa droga wewnętrzna ale kilka susów i byliśmy już w wewnętrznym żywopłocie po drugiej stronie jezdni. Tam deja vu - kolce drapały, ludzie z tyłu przeklinały i tylko gałązki nieco częściej niż poprzednio kogoś nieustannie ze świstem po twarzy smagały. Kiedy skończył się żywopłot znaleźliśmy się w końcu na Dzikim Zachodzie. Co za ulga. Udaliśmy się do fortu obmyć sie pod wodopojem i powyciągać kolce z twarzy a potem porobić sobie trochę fotek z westernowymi rekwizytami. Większość nie wyszła, bo nie używaliśmy flasha w nocy gdyż nie jesteśmy debilami, no ale to było jeszcze do nadrobienia za dnia. Nieważne. Ważne że jeszcze nie było nawet czwartej więc udaliśmy się w bambusy poszukać jakiegoś miejsca do spania, aby się kimnąć z parę godzin dzielących nas od rana. Po drodze napotkałem znajomy cmentarz więc przystanąłem aby pochować godnie obcęgi pośród ich chyba już piętnastu lub szesnastu towarzyszy walki - kilka ruchów sprawnymi dłoniami grabarza i było gotowe - obcęgi leżały w dołku głową na wschód i czekały na swój pogrzeb.

- Czy ktoś chciałby coś powiedzieć? - zapytałem.

- Z rudy powstałeś i w rdzę się obrócisz. - westchnął Mały ocierając łzę i sypnął obcęgom garstkę piachu.

Większy też sypnął. A potem ja no i dokończyłem tym samym uroczystość pogrzebową. Przyklepaliśmy butem mogiłę i podsypaliśmy na wierzch świeżych liści, żeby padlinożercy obcęgów nie zwęszyli.

Tuż za lasem bambusów był jakiś namiot - chyba Indiany Jonesa - bo był tam stolik z jego epoki no i jakaś prycza. Dwuosobowa niestety. Zagraliśmy więc w papier nożyce i kamień i Mały wygrał nocleg na stoliku. Ja i Większy walnęliśmy się na pryczy i przez dłuższą chwilę robiliśmy mu szyderę widząc jak sie wije na blacie nie mogąc w żaden sposób się ułożyć. Zabawny widok bo ten stolik był wielkości skrzynki na truskawki no ale Mały sie zawziął i postanowił że sie na nim wyśpi

O chyba dziewiątej wpuścili lemingów do parku. Kuźwa jaki harmider. Ci wszyscy ludzie są dziwni, najpierw cały rok gdzieś na drugim końcu świata oszczędzają a potem przyjeżdżają tu robić tłok razem ze swoimi bachorami. Coś niepojętego, normalnie. Wyspać za cholerę się nie można w takich warunkach. Wyskoczyliśmy więc z namiotu i lawirując krzaczkami wskoczyliśmy pomiędzy tłumek aby sie wtopić. Pierwsze kroki to oczywiście była toaleta aby odpowiedzieć na zew natury i się ogarnąć przy dziennym świetle, bo niestety ale po ciemku nie udało nam sie pozbyć wszystkich kolców z żywopłotu jakie tkwiły nadal w naszych ciałach. Potem kawka a po kawce ruszyliśmy na te wszystkie sklepy z pamiątkami wybrać jakiś ubiór.

Jako pierwsze wpadły nam w oko sklepy z modą Dzikiego Zachodu. Każdy chciał wyglądać jak Clint Eastwood więc się rzuciliśmy na wieszaki z ponczami.

Po wstępnych przymiarkach wersja z Clintem Eastwoodem okazała jednak się totalnym nieporozumieniem.

Dlaczego?

Ponieważ zamiast tak:

Wyszło mniej więcej tak:

- I jak? - zapytał Mały prężąc sie z dumą przed lustrem.

- Nic z tego.

- Dlaczego, podoba mi się. - odezwał sie Mały z wyrazami protestu.

- Mi też sie wydaje, że ponczo jest spoko. - poparł go Większy.

- Zapomnijmy już o tym. - pokręciłem głową.

- Ale co jest? Te ponczo jest wygodne...

- Ech kuźwa, przecież nie można pojechać na poszukiwanie skarbów wyglądając jak Kadafi. No więcej powagi, panowie. Plan był dobry z tym wizerunkiem, przyznaję, no ale w praktyce... hmmm... to chyba problem wieku. Bo jako że nikt nigdy nie słyszał o młodym Clincie Eastwoodzie tako i my jako pierwsi raczej nie róbmy tego typu profanacji.  - postanowiłem załagodzić jakoś te nieporozumienia z ponczami. - I chyba dlatego ponczo dobrze leży jedynie na... tego... na trochę większych facetach... no i starszych, rzecz jasna. Za młody jesteś na ponczo po prostu Mały.

- To co zrobimy?

- Co innego Indiana Jones - Indiana był jak najbardziej młody i chyba w tym kierunku powinniśmy kontynuować nasze poszukiwania dobrego imażu.

               Zespół ekspertów zostawił sektor z ponczami i przeteleportował się do innej części Disneylandu namierzyć ubranka Indiany Jonesa.

Kapelusze były. Koszul, jednakże ci cholerni Chińczycy jeszcze Waltowi Disneyowi nie dowieźli.

Poszliśmy więc w kapelusze. Ha, jaki wybór, co kolejny to piękniejszy. Na każdą głowę na każdy wiek - każdemu pasuje, każdy wygląda wspaniale. No coś cudownego założyć na głowę oryginalny kapelusz Indiany Jonesa.

Taki kapelusz to nie jest byle co. W nim każdy wygląda poważnie no i budzi respekt. I kto by pomyślał, że zanim trafił on w ręce muszkieterów przebył tak długą drogę po kuli ziemskiej. Bo najpierw go nosił Indiana Jones, kiedy ganiał po Egipcie nazistów, potem go ulepił z filcu jakiś malutki Chińczyk za miseczkę ryżu i kilka ziarenek nadgodzin, potem go przetransportował z Chin do USA jakiś tajwański frachtowiec z załogą malutkich Filipińczyków, potem nie do końca rozwinięci farmerzy ze Stanów Zjednoczonych Afroameryki przerzucili go przez cały kontynent prosto do Dżordża Lukasa aby ten obszył kapelusze swom logo "Lucasfilm" i na koniec oryginalny kapelusz Indiany Jonesa pojechał ubotem do Europy, aby poczekać aż go zdobędą trzej muszkieterowie.

Muszkieterowie docenili więc trud Chińczyków, Tajwańczyków, Filipinek i Dżordża Lucasa no i zdobyli oryginalny kapelusz.

Sztuk trzy. ???

Pewnie Indiana Jones miał brata i łysiejącą siostrę albo dwóch braci, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że istnieją trzy oryginalne kapelusze Indiany Jonesa? To zagadka nadal z tych niewyjaśnionych.

Pewien problem stanowiły tylko takie małe i bardzo wredne kapsułki z farbą umieszczone w kapeluszach po to, aby wrogowie Indiany Jonesa mu go nie ukradli, no ale udało się to obejść. Zagraliśmy w nożyce i kamień i Mały udał się biegiem w bambusy zrobić obcążkom ekshumację.

Przekopując cmentarz nie trafił co prawda na obcęgi tylko szkielet kombinerek ale dały radę. Wystarczyło owinąć kapsułki reklamówką i potraktować je tym dynksem do cięcia kabli od strony ćwieka. Podczas procedury amputacji farba z kapsułek oczywiście się rozlała ale wszystko i tak poszło w worek, tak że nawet nie ma o czym rozmawiać.

Z kapeluszem reszta poszła już jak z płatka, bowiem nie tylko króliki tam się mieszczą ale także swobodnie wchodzi paczka chipsów, orzeszków no i mała cola. Nie wzbudzając podejrzeń, no bo kto by podejrzewał Indianę Jonesa z jego zacną rodziną, zaopatrzyliśmy się w prowiant żeby nie krążyć z pustymi brzuchami i udaliśmy się na ładnych kilka kursów kolejkami górskimi. Wypas. Ganialiśmy nimi do wieczora. Pod wieczór, kiedy już wszystkie gnaty nas bolały, opuściliśmy obiekt na kompletnie miękkich nogach. Ledwie się dowlekliśmy do samochodów.

Muszkieterowie się sprawdzili ale ponieważ nie był to jeszcze ostatni test nie komunikowałem im że się nadają, jako że jeszcze przed nimi był jeszcze test na kondycję.

Na odwagę.

No i na wytrzymałość... Smile

Na razie byłem zadowolony bardzo no, bo kto by nie był, skoro się okazało że muszkieterowie nie pękają rabować, (jakiś nieważnych w sumie dupereli) jadąc... obrabować piramidę. I o to chodziło, o wiarygodność. Nikt nie odpadł - super.

Na drugi dzień tuż o świcie ekspedycja naukowa robi intensywną gimnastykę, aby ponastawiać wypadnięte na kolejkach kręgosłupy, po czym obiera (ściśle tajny kierunek) i jedzie dalej... mocno na południe... kierując się znacznie bliżej ostatecznego celu, czyli San .....   .....  (pierwszy człon trzywyrazowej nazwy miejscowości leżącej najbliżej piramidy - wskazówka Smile

(koniec części pierwszej)

 w drugiej części:

- akcja aprowizacja

- piramida, podejście pierwsze

Ocena: 

2
Średnio: 2 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika duch

" pionierska ekspedycja bacy

" pionierska ekspedycja bacy pozostawiła w pobliżu wierzchołka zakopany (niezbyt głęboko) najprawdziwszy skarb."-chyba się domyślam co to może być hehe,relacja z wyprawy zaje....,ciekawe czy dresiarze okażą się takimi kozakami jak przeszli test:D
 
Czekam na kolejny odcinek,pomysłów Baca Ci nie brakuje:)

Portret użytkownika 543210

Ja tego Baca nie szukałem

Ja tego Baca nie szukałem Streetem tylko, zdjęciami salteliarnymi, na GoogleEarth można
 zmieniać kąt, a zdjęcia z tego rejonu są bardzo wyraźne, więc sądzę, że jest to do znalezienia, no ale skoro to nie to, to przecież nie będę przeszukiwał każdego cm2 Smile

Portret użytkownika Raffi5000

Ha ha ha baca, co za

Ha ha ha Biggrin baca, co za kwintesencja ! Z dużym rozbawieniem można się wreszcie dowiedzieć, jak mogła wyglądać wyprawa. Poprostu rewelacyjny język Smile
Uszanowanko !!!

Wszystkim jest energia, nawet masą...a nawet przede wszystkim...

Portret użytkownika Szaman

Ożesz krwaaa!! miałem jechać

Ożesz krwaaa!!
miałem jechać z Wami! i czułem że coś z tego będzie! i tak podejrzewałem! i chciałem ruszyć w świat za przygodą!
a posłuchałem rady siostry i zostałem w domu.. ;/
krwwaaaa krwa krrrr!!
 
ps: tekst zabójczy! pióro ostre.. pozdrówki! Smile

"jesteśmy ludem lasów, jesteśmy ludem podmokłych łąk,
szukamy sensu życia, przeczeszemy cały glob!"

Strony

Skomentuj