Niebieskie światło poznania prawdy 'prajnaloka'

Kategorie: 

Źródło: popotopie.blogspot.com

Patańdżali to żyjący w II w. p.n.e. indyjski filozof, jogin i znawca sanskrytu, autor jednego z najważniejszych traktatów na temat jogi jakim są Jogasutry (Yogasutra), jednak badacze pewności w tej kwestii nie mają.

 

Przypisano mu dzieło zapoczątkowania systemu jogi. Warto wspomnieć, że jego kultyczny wygląd przedstawiany jest jako istota w połowie wężowata. Wspomniane wielkie dzieło Jogasutr obejmuje w czterech rozdziałach lub księgach (pada) nauczanie jogicznych praktyk prowadzących do oświecenia. W wyniku tychże praktyk adept jogi uzyskuje nadnaturalne zdolności powstające w wyniku medytacji.

Osoba posiadająca umiejętności posługiwania się tymi nadnaturalnymi mocami to siddha. Moce te Patańdżali określa jako moce okultystyczne osiągane poprzez praktykowanie sanjamy. Natomiast sanajama to termin praktyk opisany w trzecim rozdziale "Jogasutr" Patańdżalego "O wibhuti, czyli nadludzkich mocach" i w skrócie oznacza manipulacje/modyfikacje świadomości jogina: skupienie (ściągnięcie) na jednym przedmiocie świadomościowym (wisaja) trzech stanów: przykucia uwagi, kontemplacji i skupienia. Ktoś bardziej mądry, gorliwszy uczeń Yody mógłby zapytać, czy oprócz uzyskania mocy "Rycerzy Jedi" sanajama przekazuje coś wartościowszego ? Patańdżali naucza, że po pogłębieniu (przez sanjamę) koncentracji na przedmiocie świadomościowym nastaje światło poznania prawdy (prajnaloka). Cóż to za światło prawdy ?! Zaprezentujmy opis tego tajemniczego (niebieskiego) światła mądrości. Pochodzi on z książki chrześcijańskiego Jogina  Paramahamsy Joganandy.

 

Mistrzu, coż za zbieg okoliczności! Czyżby świeżo odnowione ściany miały tyle dawnych wspomnień? - Rozglądałem się dokoła po swym skromnie umeblowanym pokoju z wielkim zainteresowaniem. - To długa historia. - Guru uśmiechnął się sięgając do wspomnień: - Fakir ów nazywał się Afzal Ehan. Zdobył on niezwykłe władze dzięki spotkaniu pewnego hinduskiego jogina. - Synu, jestem spragniony; przynieś mi trochę wody. - Taką prośbę wypowiedział pewnego dnia do Afzala pokryty pyłem sannyasin; Afzal był wówczas młodym jeszcze chłopcem, mieszkającym w małej wsi we wschodnim Bengalu. - Mistrzu, jestem mahometaninem. Jakże mógłbyś jako Hindus przyjąć wodę z moich rąk. - Podoba mi się twoja prawdomówność, moje dziecko. Ja nie przestrzegam zakazów bezbożnych sekciarzy. Idź, przynieś szybko wody. Pełne szacunku posłuszeństwo Afzala zostało wynagrodzone miłującym spojrzeniem jogina. Posiadasz dobrą karmę z poprzednich żywotów - zauważył on uroczyście. - Nauczę cię pewnej metody jogi, która da ci władzę nad jedną z niewidzialnych dziedzin życia. Wielkiej władzy, jaka będzie ci dana, należy używać do godnych celów; nie używaj jej nigdy egoistycznie!

Zdjęcie: Pierwszy z lewej Sri Jukteśwar i Paramahamsa Jogananda

Dostrzegam, niestety, że przyniosłeś z poprzednich żywotów pewne zalążki destrukcyjnych skłonności. Nie pozwól im zakiełkować i rozwinąć się przez pobudzenie ich nowymi grzesznymi czynami. Cała twoja poprzednia karma wymaga, abyś wykorzystał obecne swe życie na połączenie swych osiągnięć w zakresie jogi z najwyższymi humanitarnymi celami. Po zapoznaniu zdumionego chłopca ze skomplikowaną techniką -- mistrz znikł. Afzal przez dwadzieścia lat wiernie wykonywał swe ćwiczenia z zakresu jogi. Cudowne jego możliwości zaczęły przyciągać powszechną uwagę. Jak się zdaje, towarzyszył mu zawsze pozbawiony ciała duch, którego on nazywał Hazratem. Ta niewidzialna istota potrafiła spełniać każde życzenie fakira. Zlekceważywszy jednak ostrzeżenie swego mistrza Afzal zaczął nadużywać swych zdolności. Każdy przedmiot, którego dotknął i położył z powrotem, niebawem znikał bez śladu. Ta kłopotliwa zdolność czyniła Afzala niepożądanym gościem! Od czasu do czasu odwiedzał on wielkie jubilerskie sklepy w Kalkucie w roli ewentualnego kupca. Każdy klejnot, który wziął na chwilę do ręki, znikał niebawem po jego wyjściu ze sklepu. Afzala otaczało często kilkuset uczniów, przyciąganych ku niemu nadzieją poznania jego tajemnicy. Fakir zapraszał ich do wspólnej podroży. Na stacji zamawiał i brał do ręki paczkę biletow. Za chwilę zwracał je kasjerowi z wyjaśnieniem: Zmieniłem swe zamiary i nie kupię ich teraz.

Gdy potem wsiadał do pociągu wraz ze swą świtą, posiadał już potrzebne bilety. (Mój ojciec powiedział mi później, że Kompania Kolei Bengalsko-Nadżpurańskiej była także jedną z ofiar praktyk Afzala.) Te postępki wywołały oburzenie przeciw niemu; bengalscy jubilerzy i kasjerzy kas kolejowych popadali w rozstrój nerwowy na widok Afzala! Policja, ktora usiłowała aresztować go, była bezsilna, gdyż fakir potrafił usunąć obwiniające go dowody prostym poleceniem: "Hazrat, zabierz to"! Sri Jukteśwar powstał z krzesła i wyszedł na balkon mego pokoju, z którego roztaczał się widok na Ganges. Poszedłem za nim, pragnąc się dowiedzieć czegoś więcej o tym mahometańskim Rafflesie. - Pensjonat "Panthi" należał przedtem do jednego z mych Przyjaciół. Pewnego razu przyjaciel ten zaprosił mnie i około dwudziestu sąsiadów. Byłem wtedy młodzieńcem i bardzo byłem ciekaw głośnego fakira. - Mistrz roześmiał się: Ostrzeżono mnie, aby nie mieć przy sobie nic cennego! Afzal popatrzył na mnie badawczo, a potem rzekł: - Ty masz silne ręce. Zejdź do ogrodu, weź gładki kamień i napisz na nim kredą swoje nazwisko, a potem wrzuć go jak najdalej do. Posłuchałem go. Gdy tylko kamień zniknął w odległych falach rzeki, Afzal odezwał się do mnie ponownie: - Nabierz do garnka wody z Gangesu, aż pod domem.

Gdy wrociłem z naczyniem wody, fakir zawołał: Hazrat, wrzuć kamień do garnka! Kamień zjawił się natychmiast. Wydobyłem go z garnka i znalazłem na nim swój podpis równie dobrze czytelny jak tuż po napisaniu Babu (nie pamiętam nazwiska tego przyjaciela Sri Jukteswara i dlatego muszę go nazywać po prostu "Babu" - pan), jeden z mych przyjaciół znajdujących się w pokoju, nosił ciężki antyczny złoty zegarek z łańcuszkiem. Fakir oglądał go ze złowróżbnym podziwem i niebawem zegarek z łańcuszkiem znikł! - Afzal, proszę cię, zwroć mi tę cenną pamiątkę rodzinną! - Babu był bliski płaczu. Mahometanin milczał chwilę stoicko, a potem rzekł: - W żelaznej kasie masz pięćset rupii. Przynieś je, a ja ci powiem, gdzie się znajduje twój zegarek. - Zrozpaczony Babu udał się natychmiast do domu. Niebawem wrócił i wręczył Afzalowi żądaną sumę. - Idź do małego mostu w pobliżu twego domu - pouczał fakir. - Wezwij Hazrata, aby ci dał zegarek i łańcuszek. Babu wyszedł. Gdy powrócił, na twarzy jego widniał uśmiech ulgi, ale nie miał przy sobie żadnych kosztowności. - Gdy zgodnie ze wskazówką wydałem rozkaz Hazratowi - opowiadał - zegarek mój koziołkując w powietrzu przyleciał do mej prawej dłoni! Możecie być pewni, że schowałem go do kasy pancernej zanim wybrałem się tu z powrotem! Przyjaciele Babu, którzy byli świadkami tragikomicznego okupu za zegarek, spoglądali na Afzala z oburzeniem.

On zaś odezwał się pojednawczo: - Powiedzcie, co chcecie pić: Hazrat zaraz dostarczy. Jedni poprosili o mleko, inni o soki owocowe. Nie byłem zbytnio zaskoczony, gdy zdenerwowany Babu zażądał whisky! Mahometanin wydał rozkaz, a Hazrat dostarczył z powietrza opieczętowane naczynia, które z głuchym łoskotem spoczęły na podłodze. Każdy z obecnych otrzymał napój, jakiego sobie życzył. Obietnica czwartej w tym dniu sztuczki niewątpliwie wynagrodzi naszego gospodarza: Afzal ofiarował się dostarczyć natychmiast obiad- - Zażądajmy najkosztowniejszych potraw - zaproponował posępnie Babu. - Ja chcę mieć wystawny obiad za moje pięćset rupiii. Wszystko ma być podane na złotych talerzach! Skoro tylko każdy wypowiedział swe życzenia, fakir przemówił do niewyczerpanego Hazrata. Powstał duży szum; złote półmiski pełne przygotowanych w skomplikowany sposob potraw, gorących luczi, wielu pozasezonowych owoców wylądowały znikąd u naszych stop. Wszystko było wyborne. Po godzinie uczty zaczęliśmy opuszczać pokój. Ogromny hałas, jak gdyby ktoś rzucał półmiski i talerze na stos, zmusił nas do obejrzenia się. I oto patrzcie! Nie było śladu po błyszczących talerzach ani po resztkach jedzenia! - Gurudżi - przerwałem - jeśli Afzal mogł łatwo uzyskiwać tak cenne przedmioty jak złote półmiski, to dlaczego pożądał cudzej własności? - Fakir nie należał do ludzi wysoko rozwiniętych - wyjaśnił Sri Jukteśwar. - Opanowanie pewnej techniki jogi otwarło mu wstęp do świata astralnego, gdzie każde życzenie może być natychmiast zmaterializowane. Dzięki współdziałaniu astralnej istoty, Hazrata, mógł on aktem potężnej woli zakląć atomy energii eterycznej w dowolny kształt.

Wytworzone jednak w ten spósob przedmioty są strukturalnie nietrwałe; nie można ich na dłużej zachować. Afzal zaś wciąż jeszcze pożądał bogactw świata, ktore choć ciężej zapracowane, mają trwalszy byt. Roześmiałem się. - One także znikają w sposób najbardziej nieprzewidziany! - Afzal - mowił Mistrz dalej - nie był człowiekiem, który urzeczywistniał w sobie Boga. Prawdziwi święci dokonują cudow o trwałym i dobroczynnym charakterze, a to dzięki swemu zharmonizowaniu się ze Stworcą. Afzal był tylko zwyczajnym człowiekiem o niezwykłej zdolności sięgania do subtelnego świata astralnego, normalnie dostępnego dla ludzi śmiertelnych tylko po śmierci. Teraz rozumiem, Gurudżi. Świat pośmiertny zdaje się posiadać także pociągające cechy. Mistrz zgodził się ze mną. - Od owego dnia nigdy już nie widziałem Afzala. Kilka dni później Babu przyszedł do mego domu i pokazał mi gazetę, w której zamieszczone było publiczne wyznanie Mahometanina. Z niej to dowiedziałem się o wtajemniczeniu, którego mu udzielił hinduski guru. Treść końcowej części opublikowanego dokumentu, jak go sobie Sri Jukteswar przypominał, była następująca: - Ja, Afzal Khan, piszę słowa jako akt pokuty i przestrogi dla tych, co dążą do posiadania cudownych władz. W ciągu wielu lat nadużywałem zdolności użyczonych mi dzięki łasce Boga i mego mistrza. Oszołomił mnie egoizm i złudzenie, że jestem wyższy ponad zwykłe prawa moralności. Nadszedł wreszcie dzień mego obrachunku.

Niedawno spotkałem pewnego starca na drodze pod Kalkutą Utykał on boleśnie, niosąc błyszczący złotem przedmiot. Odezwałem się do niego z żądzą w sercu. - Jestem Afzal Khan, wielki fakir. Co tam masz? - Ta złota kula to całe moje materialne bogactwo; nie może ono interesować fakira. Błagam cię, panie, uzdrów moje kalectwo. Dotknąłem kuli i poszedłem dalej nic nie odpowiadając. Starzec kuśtykał za mną. Niebawem krzyknął: Moje złoto znikło! Gdy nie zwracałem na to uwagi, odezwał się nagle bardzo silnym głosem, dziwnie nie licującym z jego słabym ciałem: - Czy nie poznajesz mnie? Stanąłem jak wryty, oniemiały i przerażony spóźnionym odkryciem, że ten niepozorny stary kaleka jest ni mniej ni więcej tylko wielkim świętym, który dawno, dawno temu wtajemniczył mnie w jogę. Wyprostował się, a ciało jego stało się natychmiast silne i młodzieńcze. - Tak to! - Spojrzenie mego guru było płomienne. - Na własne oczy widzę, że sił swych używasz nie na wspomaganie cierpiącej ludzkości, lecz na łupienie jej jak pospolity złodziej! Odejmuję ci twe tajemne zdolności; Hazrat jest już wolny od ciebie. Nie będziesz już dłużej postrachem Bengalu! Zawołałem Hazrata z boleścią, lecz po raz pierwszy nie zjawił przed mym wewnętrznym okiem. Jakaś ciemna zasłona mayi nagle podniosła się wewnątrz mnie; ujrzałem jasno bluźnierczy charakter swego życia.(...)

Zrozumienie Boga - Bhaktivedanta Prabhupada

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Homo sapiens

"Zgodnie z Mahabharatą

"Zgodnie z Mahabharatą asurowie na skutek powtarzających się klęsk w walkach z dewami i pozbawieni władzy i nieba zaczęli inkarnować się w ludzi z królewskich rodów (a dziś byśmy mogli powiedzieć, że w "elity" patrz artykuł pt "Chrześcijaństwo jakiego nie znamy – o wojnie informacyjnej w Tv Trwam"). Jako wcieleni i źli z natury bogowie (w liczbie wielu tysięcy) zaczęli szerzyć na Ziemi śmierć i zniszczenie." więcej w artykule "Starożytna niebieska materia" na blogu pod tym adresem http://popotopie.blogspot.com/2016/11/starozytna-niebieska-materia.html

Los dał ludziom odwagę znoszenia cierpień.-Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo.

Portret użytkownika X

Nie widzę nic niezwykłego w

Nie widzę nic niezwykłego w tych staruszkach odzianych w togi. Utrzymują się jedynie z naiwności głupich ludzi i gadają od rzeczy. Nie posiadają oni na swoim koncie żadnych niezwykłych osiągnięć ani nie wyglądają imponująco. Według mnie są zwykłymi oszustami.

Los dał ludziom odwagę znoszenia cierpień.-Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo.

Skomentuj