Niezwykłe opowieści o zielonych dzieciach

Kategorie: 

Źródło: ancientcode

W XII-wiecznej Anglii formą krajowej legendy przekazywana jest ciekawa historia o zielonych dzieciach z Woolpit, które do dzisiaj posiadają żyjących potomków. Około 1150 roku wieśniacy oporządzający pola natknęli się na dwójkę dzieci w pobliżu wilczej jamy, które rozmawiały ze sobą w nieznanym im języku.

 

Poza dziwnymi ubraniami, które nosiły dzieci, wieśniaków zdziwiła ich odmienna karnacja. Dzieci zostały przygarnięte przez swoich znalazców, a ich zielony odcień skóry tracił z czasem na sile. Niestety chłopiec niedługo potem zachorował i zmarł. Dziewczynka natomiast cała i zdrowa została nazwana Agnes. Gdy przystosowała się do życia i nauczyła angielskiego wreszcie była w stanie odpowiedzieć na pytania skąd pochodzą.

źródło: pinterest

Agnes opowiedziała jak razem z bratem pasli bydło ojca, gdy usłyszeli odgłos dzwonków, który dobiegał z przestrzeni dookoła. Dzień, który im towarzyszył nie był taki jak dzień w naszym pojęciu, ze Słońcem na niebie, ale był nocą o pełnym i jasnym księżycu. Dzwięk zaprowadził ich do jaskini. Po wyjściu z niej oboje znaleźli się w Woolpit i tam spotkali ich wieśniacy.

Ze względu na swoją niezwykłą historię Agnes zainteresowała sobą, a następnie poślubiła arcyksięcia Ely, Richarda Barre. Para miała przynajmniej jedno dziecko, więc potomkowie zielonej kobiety mogą istnieć do dzisiaj. Według East Anglian Daily Times kobieta była znana ze swojego "bezczelnego zachowania". Mówi się, że błękitna krew Anglii, nawet dzisiaj, ma zielony odcień w linii rodowej za sprawą Agnes. Zdarzenia z Woolpit do dziś owiane są tajemnicą i wielu uważa, że rodzeństwo pochodzi z równoległego świata lub wymiaru. Możliwym jest, że dzieci przeszły przez portal znajdujący się w jaskini przy której je znaleziono i wylądowali w stosunkowo gęsto zaludnionym mieście. 

 

Czy naprawdę pochodzą z miejsca, w którym wszyscy mieli zieloną skórę? Skoro byli zwykłymi dziećmi, to dlaczego nie szukali ich krewni? Istnieje wiele historii o niebiańskich istotach, które pochodziły z podziemnego lub ukrytego królestwa, które za pośrednictwem portali, np. w megalitycznych budowlach przemieszczały się między nimi. Gdy weźmie się pod uwagę, że do tej pory najgłębszy ziemski odwiert wykonany na Półwyspie Kolskim ma raptem 12 kilometrów, to skąd ta pewność, co znajduje się kilkaset kilometrów niżej?

Ocena: 

5
Średnio: 5 (2 votes)

Komentarze

Portret użytkownika Racjonalista

Rozumiem, że ludzie

Rozumiem, że ludzie udzielający się na tej stronie wierzą w wiele dziwnych rzeczy, ale nie mogę się nadziwić liczbie minusów przy Twoim komentarzu pod artykułem o ewidentnie wyssanej z palca średniowiecznej bajeczce

W DYSKUSJI WYRAŻAM WŁASNE POGLĄDY KTÓRE NIE MAJĄ NA CELU NIKOGO OBRAZIĆ ,TYM NIEMNIEJ OBRAŻALSKIM WSTĘP DO DYSKUSJI SUROWO ZABRONIONY !!!

Portret użytkownika Racjonalista

Ok, może za szybko podszedłem

Ok, może za szybko podszedłem do całego tematu z bagażem współczesnej wiedzy, racjonalizmu i sceptycyzmu - to tzw. efekt pewności wstecznej, paskudny błąd poznawczy. Przyznaję. Rzeczywiście po bardzo długiej chwili zastanowienia, odrzuceniu dzisiejszej wiedzy, popuszczeniu wodzy fantazji, przymknięcia oczu i stanięciu na głowie wyobraziłem sobie punkt widzenia niedouczonych wieśniaków z wczesnego średniowiecza. Może faktycznie ci biedni, niewyedukowani ludzie spotkali zagubione dzieci - co w tamtych okrutnych czasach nie było niczym zaskakującym - z rzadką chorobą, skutkami ciężkiego niedożywienia i/lub objawami zatrucia metalami ciężkimi skorelowanymi z brakiem opieki i wykształcenia (co skutkowało opóźnieniem w rozwoju i czymś, co uznano za dziwny język). Jestem gotów uwierzyć, że takie znalezisko było na tyle niecodzienne i przeraziło ówczesnych mieszkańców, że w prymitywnej społeczności zostało zapamiętane, a powstała legenda to próba wyjaśnienia nieznanego zjawiska. Ale to tyle.

Skomentuj