Pieska Sprawa

Kategorie: 

Źródło: Internet

Pies, czyli tak zwany „najlepszy przyjaciel człowieka” jest zagadką większą niż jakakolwiek inna tajemnica. To ogromny, niezgłębiony sekret. Ba, pieska sprawa jest największą z tajemnic, bo najstarszą, jaka nęka ludzkość.

 

 

 

I chociaż może to zabrzmi absurdalnie ale na bardzo proste pytanie: „Co to jest pies?”.... dosłownie nikt na całej kuli ziemskiej nie zna odpowiedzi. A skoro nie wiadomo czym jest pies, no to jak może być wiadomo czy jest on przyjacielem?

 

No jak?

Oczywiście nie wiadomo tego – wiadomo tylko, że autora tego „najlepszego przyjaciela człowieka” bardzo mocno pogięło zanim je wymyślił. Według mnie najlepszym przyjacielem człowieka wcale nie jest pies tylko bacologia. No tak przynajmniej wynika z niezliczonych objawień i nieprzebranych wręcz dowodów naukowych dostarczonych potrzebującym przez moją skromną ekscelencję.

 

Na temat psa natomiast są tylko debilne frazesy i jeszcze debilniejsze pseudo mądrości, z rodzaju już wspomnianego „najlepszego przyjaciela”, które weszły na dobre do powszechnego obiegu. Innym takim durnym dogmatem znanym doskonale wszystkim, jest na przykład „pies ogrodnika – który sam nie zje a drugiemu nie da” – jest to oczywiście idiotyzm, bo pies słynie właśnie z tego że… sam zeżre a drugiemu nie da. Pies jest przecież do licha jedynym do tego stopnia głupim stworzeniem, że mając pożywienie – będzie je żarł do chwili aż zdechnie z przejedzenia. Durny psiur ma zawsze pustą michę, bo pochłania wszystko produkując z wartościowego pożywienia wyłącznie gówno. Ile mu nie nasypać tyle przerobi. No taka jest prawda i nie ma się co dąsać, kiedy widzimy jak nasz pupil tuż po ukończeniu pełnej michy zaczyna wpierd**** gówna innych zwierząt – ale właśnie aż do takiego stopnia jest on pazerny na wszystko. Jeśli ma żarcie no to będzie żerował do chwili aż zdechnie no i nie ma sposobu na tej planecie, aby go tego oduczyć. Ba, gówna innych psów to dla niego jak Chanel nr 5 i viagra w jednym i w związku z tym nawet jak go przemocą karcherem do czysta wyczyścić to i tak się pójdzie w nich wytarzać a potem otrząśnie się z nich jak do domu powróci spowijając wszystko w niewyobrażalnym smrodzie.

 

To tyle spostrzeżeń naukowych ale w ferworze obserwacji tej hałaśliwej, czworonożnej, parszywej, samobieżnej fabryki gówna nie zapominajmy o najważniejszej zagadce ludzkości: co to jest pies?

Brak jest na nią odpowiedzi i to jest smutna prawda. Tak smutna jak psie gówienko namakające na deszczu przy krawężniku, leżące tam tygodniami w chłodzie i głodzie, kompletnie zwietrzałe i pozbawione już nadziei, że jakiś pies je zwęszy a potem zje i czekające tylko desperacko aż ktoś w końcu w nie wdepnie.

Dobrej odpowiedzi rzecz jasna brakuje, bo bełkotu pseudo naukowego nigdy dosyć.

A pytanie jest.

Co to jest pies?

Na przestrzeni dziejów i pradziejów nieprzeliczone rzesze niezmordowanych pianotwórców: biologów, antropologów, archeologów oraz he he kynologów dostarczają z zapałem opętanych szaleńców milionów „odpowiedzi” no ale cóż… wszystkie one co do jednej są błędne. Miliony i miliardy książek i prac „naukowych” napisano tylko na ten temat no i nadal brak jest prostej odpowiedzi na proste pytanie.

Co to jest pies?

Prawda jest bolesna i brutalna – nikt nie wie co to jest pies.

Nikt nie wie skąd on się wziął, jak powstał, a już najmniej wiadomo dlaczego cholerka jest on niby „najlepszym przyjacielem człowieka”?

Ostatnio za problem psa zabrali się wreszcie genetycy i…?

I zamiast coś nam tu wyjaśnić pieska sprawa jeszcze bardziej się zagmatwała, bo o ile wcześniej można było się posługiwać myśleniem zdroworozsądkowym i wyciągać wnioski na podstawie obserwacji i wysnuwać domysły poprzez szukanie podobieństw, czyli dochodzić do przekonań na przykład, że psy powstały poprzez udomowienie czysto dzikich psowatych typu psy dingo, kojoty, szakale, hieny lub dajmy na to wilki, no to po badaniach genetycznych – szlag te zdroworozsądkowe teoryjki trafił. Odeszły do lamusa wszystkie jednocześnie, bo się okazuje, że wszystkie bez wyjątku psy, nawet dingo i kojoty pochodzą wyłącznie od wilka. Mało tego – wbrew wcześniejszym teoryjkom, że wyodrębnienie gatunku psa nastąpiło kilka tysięcy lat temu, co do bólu wręcz lansowali zwolennicy jeszcze innej teoryjki Darwina – szukając tu rozpaczliwie dowodu na tę swoją śmieszną żydomasońską ewolucję – okazuje się, że pies jako pies powstał na podstawie materiału genetycznego pochodzącego od wilka jakieś 150 tysięcy lat temu, czyli wniosek jest taki… że został „udomowiony” przez człowieka i to zanim jeszcze istniał człowiek.

Hmm… ten pakiet bredni można uzupełnić jeszcze - bezcenną z punktu widzenia badaczy obłędu zabawną teoryjką – tą, że to wilk udomowił człowieka, kiedy wilczyca znalazła i wykarmiła jakiegoś Romka i Atomka :-).

Po badaniach genetycznych wyszła zatem mega paranoja, która do reszty pogrążyła światek pseudonauki, który tak mocno na punkcie głupiego psa już zdurniał, że dla dobra sprawy oficjalnie już go nie porusza.

Na temat psa wśród największych światowych naukowych „autorytetów” panuje zdrowa cisza Smile

Nadęte mordy w końcu się zamknęły.

Wśród propagandy natomiast czyli największych światowych kłamców typu podręczniki lub wikipedie przeróżne, nadal jednak panuje beztroski, paranukowy bełkot oszołomów. Że pies to od szakala, że od kojota, że od wilka, że udomowiono go parę tysięcy lat temu no i tym podobne.

Jedna mundra encyklopedia podważa kolejną mundrą encyklopedię, a jedno mundre źródło obala poprzednie. Paranoja i totalny brak zgodności. Parada oszołomów trwa w najlepsze.

Kiedy genetyka rozstrzygnęła przy okazji, że drogi wilka i szakala na dobre rozeszły się ponad milion lat temu – już nie ma przynajmniej zmasowanego bełkotu, że pies jest zmutowanym szakalem, albo psem dingo, bo szakal to też jest jak cała reszta psowatych tylko zmutowanym wilkiem.

Tu i tam jednak się takie chore rzeczy jako naukę lansuje jeszcze ale to jak już wiemy są to tylko brednie i dlatego część co „światlejszych” naukowców i hodowców już pogodziła się z „linią wilka” ale nadal bez cienia rozumu powtarza kolejny idiotyzm, że pies jest… udomowionym wilkiem.

Możecie się sami zapytać jednego, drugiego, czwartego, milionowego hodowcy psów, skąd się wziął pies i właśnie to wam odpowie.

Jeśli zapytacie go podchwytliwie: a niby jak odbyło się owo udomowienie, że powstał nowy gatunek, opowie wam na pewno mętną historyjkę w stylu „stuletni piernik naucza o życiu” – czyli będzie bredził, że dawno, dawno, pradawno temu, kiedy człowiek był myśliwym, wędrownym zbieraczem no to tak sobie wędrował aż zawędrował do lasu i tam zatłukł wilczycę. Potem zabrał albo znalazł w gnieździe malutkie słodkie wilczki no i je przygarnął bo mu się serduszko wzruszyło a wilczki mu się mocno spodobały ponadto. Potem nasz wędrowny zbieracz je wykarmił własną piersią i wychował jak swoje szczenięta no i w ten oto sposób nastąpiło udomowienie wilka.

Ładna historyjka?

Pewnie że ładna – prawie tak samo urocza jak ta, w której podejrzany Jezus Ch. został postawiony w stan oskarżenia za sam zamiar udomowienia żydów.

A skoro historyjka była ładna – szeroko pojęta odpustowa gawiedź – ta sama, która wszelką dostępną wiedzę zasysa tylko i wyłącznie od gadatliwego kolesia z ambony który nosi sukienkę, a ten z kolei wyssał ją wcześniej spod sukni swojego biskupa - ta gawiedź uwierzyła w tę mega wyssaną historyjkę o wrażliwym myśliwym, który udomowił osierocone wilczki i to wiedząc doskonale, że podejrzanego Jezusa Ch. skazano prawomocnym wyrokiem za podobne herezje.

Bacologia nie łyka jednak takich historyjek no bo wie doskonale jak się zakończyły znacznie nam bliższe czasowo wszelkie próby udomowienia żydów. Wiemy to, prawda? Po co tu więc pytać o jakieś starożytne wilki? No po co?

Przecież znamy odpowiedź: na świecie istnieją setki, tysiące, miliony… hodowców psów, nieprawdaż?

Prawdaż.

No to dlaczego żadnemu, ani jednemu z nich, powtarzam - ani jednemu hodowcy – NIGDY – nie udało się wziąć wilków i… wyhodować z nich psów?

No dlaczego?

Czyżby HODOWCY psów, mieli jakiś niezrozumiały problem z WYHODOWANIEM psa?

Hę?

To proste pytanie – takie na poziomie dziecka – no i jego moc jest tak olbrzymia, że powoduje he he natychmiastowy atak serca u „hodowców” jeśli tylko nie zawahać się i je zadać.

Magiczna formuła wywołująca zawał brzmi następująco: „Weź mi tu koleś nie pier*** farmazonów o wilczkach, Romkach i Atomkach tylko weź no sobie wilczka i… wyhoduj pieska.”

Innymi słowy historyjkę o wyhodowanych i udomowionych wilczkach można tylko o kant dupy rozbić – to są znowu tylko brednie ani razu nie potwierdzone doświadczalnie! Nigdy! To w związku z tym nie jest nawet jakaś „teoria” tylko co najwyżej niepotwierdzona hipoteza.

Pytanie: „co to jest pies?” jest nadal aktualne.

Wiadomo tylko dzięki genetyce, że pies jest zmutowanym wilkiem, ale zamiast coś tu wyjaśnić sprawa jeszcze bardziej się gmatwa, bo nie wiadomo niby jak doszło do tej mutacji, która nawet teoretycznie nie jest możliwa.

Bo, aby powstał drogą mutacji kolejny gatunek i mógł wywołać u Darwina orgazm, musiałyby  sobie dwa egzemplarze zmutować jednocześnie! Samiec i samica oczywiście no bo wilki nie potrafią się zbiedronić a potem jeszcze rozmnażać. No i w związku z tym prawdopodobieństwo, że na całej kuli ziemskiej jednocześnie zaszły dwie identyczne mutacje, heh… w tym samym czasie a nie dajmy na to pięć lat w tę lub tamtą, czyli że oba zmutowane egzemplarze spotkały się och na całej kuli ziemskiej… no że i miały one potomstwo, które zapoczątkowało nowy gatunek – takie prawdopodobieństwo po prostu nie istnieje. Dużo bardziej prawdopodobne jest to, że dwa meteoryty z kosmosu nadlecą i uderzą w to samo miejsce na Ziemi… jednocześnie Smile

Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają, to chyba oczywiste a więc leży i to na łopatkach niedorobiona teoryjka o zmutowanych wilkach. A musiałyby w ten właśnie sposób zrobić orgazm u Darwina tysiące razy te nasze mutujące radośnie wilki. Raz w przypadku psa dingo, dwa w przypadku szakala, trzy w przypadku kojota… i tak dalej aż do miliarda w przypadku… psa „domowego”. I TO JEST WŁAŚNIE NIEMOŻLIWE!

Jeszcze żaden „hodowca” nie wyhodował nigdy psa z wilka – pamiętamy im to i to chyba będzie koronny dowód, prawda?

Jedyną sensowną odpowiedzią jest zatem ta, którą przynosi ludzkości bacologia. To ta, że ktoś bardzo wredny, kiedyś, bardzo dawno temu (150 tysięcy lat przed naszą erą) dokonał celowej mutacji genetycznej pewnej populacji wilków po to, aby stworzyć nowy gatunek. I tylko ta odpowiedź tłumaczy precyzyjnie – co to jest pies. Pies to jest mutant stworzony sztucznie. To taka starożytna beta-czupakabra. Produkt hmm… bardzo daleki od doskonałości – inaczej mówiąc kompleksowo nieudany.

Chce ktoś dowód, że i w tym przypadku jest nieomylna moja ekscelencja?

Proszę bardzo – przyjrzyjmy się bliżej słynnemu na cały świat „najlepszemu przyjacielowi człowieka”, ok?

Przyjrzeliśmy się? No to co ten „przyjaciel” robi? No co takiego? Pójdzie za nas do roboty? Zaliczy zakupy? Egzamin? Posprząta za nas psie gówienka, hę? A może chociaż przypilnuje porządku?

Od tego przecież są przyjaciele – tak czy nie?

On nie umie sprzątać? Nie umie pracować? No to co on potrafi? Szczekać? Pięknie. Srać? Bardzo ładnie. Coś jeszcze ma z supermocy?

No to dlaczego jest niby „najlepszym przyjacielem”?

Ja wiem, wiem, znam jakieś wiejskie legendy, że niby jakiś pies z alkoholem sam nie wypił tylko uratował kogoś spod lawiny żeby przemarznięty biedak także mógł się nachlać, że niby jakiś pies z alkomatem wyciągnął kogoś spod gruzów albo wraku samochodu… no znam te wszystkie opowieści ale chodzi o to, że to tylko… wiejskie legendy, ok? Opowieści dla debili, bo w prawdziwym życiu – takim realnym – nie znam ani jednej osoby uratowanej przez psa.

Wręcz przeciwnie znam mnóstwo przypadków kiedy to człowiek uratował psa: z pożaru, z płynącej kry, z powodzi, z tornada, z mrozu, spod kół, itp. itd. To człowiek jest więc najlepszym przyjacielem… psa. Głupi człowiek oczywiście, bo mądry nie będzie nonsensu jakim jest osobiste narażanie się dla jakiegoś psa robił nigdy.

Znam również niezliczoną ilość przypadków, że to pies lub psy zagryzły człowieka – nierzadko „swojego” heh… właściciela! Ba, o ile się nie mylę, no to psy właśnie dzierżą światowy rekord, jeśli chodzi o zabitych przez zwierzęta… ludzi. Piranie się do psów nie umywają, (nawet pancerne piranie jakie odkryłem niedawno :-), rekiny, węże, hipopotamy, jadowite węże pająki i nosorożce ŁĄCZNIE nie zabijają tyle ludzi ile… psy właśnie.

Dlaczego więc namolnie lansuje się te chore opowieści dla upośledzonych z „najlepszym przyjacielem człowieka” na czele?

Oto jest pytanie?

Bo moja opinia jest taka, że ktoś generalnie bardzo nieprzychylny ludziom stworzył wilki a potem kiedy nie wypaliło i ludzie wytłukli je niemal doszczętnie, sztucznie stworzył z ich niedobitków psy, po to aby mieć ludzkość pod kontrolą.

Wilki jako stworzenia terytorialne miały nam uniemożliwić po prostu cywilizację, czyli tryb osiadły i wymusić na prymitywnych ludziach tryb koczowniczy, przepędzając nas ze „swojego” terytorium to tu to tam szczerząc zęby, co sprawić miało że ludzie będą po wsze czasy prymitywnymi tułaczami. Dowodem na to jest ten oczywisty fakt że ani żydzi, ani Cyganie, ani inne plemiona koczownicze, nigdy jeszcze nie stworzyli nawet śladu kultury lub cywilizacji. I taka była po prostu rola wilków.

Ten plan jednak oczywiście nie wypalił bo ludzkość… wytłukła kulturalnie wilki, przeszła na tryb osiadły no i stała się cywilizowana.

I dlatego z ich niedobitków stworzono psa jakieś 150 tysięcy lat temu. Pies ma od tamtej pory infiltrować ludzkość „od wewnątrz” i udawać „najlepszego przyjaciela” co jest absurdalne jeśli ktoś naprawdę otworzy oczy.

Nie może być inaczej, bo tak jak kiedyś wilki tak teraz psy mają niefajny zwyczaj wyć do Księżyca, czyli składać raporty i donosy, a to na Księżycu właśnie znajduje się baza wrogich ludzkości konstruktorów psów i wilków.

Złe siły tam siedzą od bardzo dawna stąd te próby zniewolenia ludzkości no ale ta heca z Księżycem to zupełnie inna opowieść – dopracuję ją kiedyś w tekście o obcych…

Tę opowieść można podsumować logicznym i niepodważalny wnioskiem, że nadszedł czas najwyższy wejść na jeszcze wyższy poziom ludzkiej kultury i kulturalnie… zlikwidować w końcu pieski. Wszystkie. Co do jednego. Znikną wówczas z ludzkich oczu nie tylko góry gówna ale też szpiedzy i mordercy ludzkości. Żadne inne zwierzę nie zabija tylu ludzi co pies właśnie – warto to zapamiętać.

To koty są najlepszym i najmilszym przyjacielem człowieka i nigdy nie uda się tej oczywistej prawdy obalić. Ponadto kota nigdy nie uda się przerobić w maszynkę do zabijania ludzi a psa z łatwością.

Jeśli jakimś „miłośnikom psiurów” naiwnie się teraz wydaje że „w pełni kontrolują” swojego pupila no to mają rację – są naiwniakami Smile

W rzeczywistości, bowiem to psiur kontroluje swoich naiwnych „właścicieli” ot chociażby jak w przypadku spacerków, bo niestety ale gołe fakty są takie, że to „właściciel” idzie na spacerek kiedy piesek się musi wysrać, a nie odwrotnie. Gdyby był takim „wielkim przyjacielem” jak głoszą wiejskie legendy no to by się sam chodził odesrać zamiast ciągnąć ze sobą widownię. No ale ciąga ze sobą i ta naiwna widownia chodzi i widowisko podziwia.

- Jak tam piesek panie sąsiedzie?

- A bardzo dobrze, mój już się wysrał. A u pańskiego był stolec?

- Oczywiście, że był i to jaki ładny. Proszę powąchać…

- No no, rzeczywiście. Chyba będę musiał kupić więcej wiader karmy dla mojego aby i on robił taki błyszczący i dorodny…

I tak co wieczór, i tak co rano. Na wpół ogłupiali i niewyspani debile zamieniają się w zombie, czyli „spacerujących” koczowników podziwiających całymi dniami srające psy i wysrane przez nie góry gówna.

To wszystko jest oczywiście po to aby zniszczyć ludzką cywilizację – przebiegły plan mutantów polega tutaj na tym, aby cieszącego się dorobkiem cywilizacyjnym człowieka za wszelką cenę ogłupić „przyjaźnią największego przyjaciela” no i oderwać od trybu osiadłego (który przecież daje rozwój) i poprzez formę spacerku znowu go przerobić w koczownika, który się cofnie w rozwoju do poziomu prymitywu. I to działa – bo proszę zauważyć że „miłośnikami psów” są przecież w znakomitej większości miernoty i wszelkiej maści życiowi nieudacznicy – te wszystkie przysłowiowe ciecie i sprzątaczki, które „mając” psa WRESZCIE mogą sobie „porządzić”. Regułą żelazną jest tutaj niezbity fakt, że ci nieudacznicy z samego dna – te wszystkie bezdomne i beznadziejne przypadki żuli wszelkiego rodzaju OBOWIĄZKOWO mają „najlepszego przyjaciela”. Mają, mają, a skoro mają no to ten już im zapewnia i to na całego… żywot koczownika i pozbawia już raz na zawsze jakiejkolwiek szansy na tryb osiadły i odrobinę kultury, no tak czy nie tak? Każdy menel posiada kundla i już przynajmniej wiadomo dlaczego.

Natura nie toleruje mutantów. Pies musi zatem odejść – to tylko nieudany eksperyment genetyczny – nic więcej. Widłami, kijami, wnykami i zderzakami – cywilizowana ludzkość pokona z łatwością narzędzia tyranów z Księżyca. Pies jest z gruntu zły – stworzony do bycia takim - a więc żaden skowyt tutaj nie pomoże. Pomóc tu może już jedynie hycel Smile

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika pako1205

Interesujące.Przyznam,że

Interesujące.Przyznam,że odświeżyłeś Baca moje dawne przemyślenia w tym temacie i co do pochodzenia psów-faktycznie,coś jest inaczej,jak tylko stwierdzenie,że od wilka.Choć lubię psy (łagodne),to jednak siedzi przy mnie kocur,to moja wibracja.

Portret użytkownika Sajgoniarz

"Nie może być inaczej, bo tak

"Nie może być inaczej, bo tak jak kiedyś wilki tak teraz psy mają niefajny zwyczaj wyć do Księżyca, czyli składać raporty i donosy, a to na Księżycu właśnie znajduje się baza wrogich ludzkości konstruktorów psów i wilków." + kawałek o psach wyprowadzających ludzi na spacer - Baca nie wiem co bierzesz, ale bierz to dalej. Ubrechtałem się co nie miara Biggrin

Portret użytkownika Ewito

Baco, nie każdy pies wyżera z

Baco, nie każdy pies wyżera z michy aż zdechnie, mój jajnik szorstkowłosy który był już odszedł, nie wyżerał  do końca, bo miał syndrom zgrabnej sylwetki Wink a ja musiałam to żarcie wyrzucać, bo skubany nie ruszył nieświeżego, a do tego że: "menelami" nie jesteśmy, to i pies nie miał menelskich odruchów, nie szczekał na ludzi ani na koty, w ogóle mało szczekał, a jak nie było nas w domu to tym bardziej, kulturalny był nad wyraz i ludziom wyciem nie dokuczał. Jak nasrał to się z obrzydzeniem odwaracał, nie zżerał cudzych odchodów.
....dochodzę do wniosku, że to chyba jednak nie był pies...żydem tyż nie, tym bardziej pobratymcem genetycznym wilka, gdyż nigdy nie szczerzył zębisk, no cóż udany był z niego pies Smile
 
A swoją drogą, dlaczego do niektorych ludzi mówi się: "ty psie"... bo gryzą, srają na ulicy i warczą....nie, to znaczy że ma się o nich jak najgorsze zdanie...tak jak o przyjacielu Wink  choć może niektórzy miewają właśnie takich, wtedy nie dziwi nic.
 
Baco, każdy za przeproszeniem: sra, jeden na ulicy, drugi do kuwety, ale żeby nie trudzić rączek babraniem w kuwecie, trzeba nauczyć kota załatwiać te sprawy na spacerku...tylko jakoś nie widzę takich udomowionych kotków pod krzaczkiem, w czym problem czyżby z nauką...zostawiam otwarte pytanie Smile
Jak otrzymam odpowiedz, wezmę sobie kotka, bo kuwety mnie nie cieszą Wink a kotek się przyda na zbolałe kiedyś kostki!
 

"Najwłaściwsza droga życiowa to ta, którą wyznacza i oświetla, gwiazda naszej intuicji"
"Dziwny jest ten świat......gdzie człowiekiem gardzi człowiek"

Portret użytkownika baca

Twój jajnik musiał być...

Twój jajnik musiał być... rozpieszczony. To powiadasz, obumarł?
co za strata - bo podobno był zgrabny Smile
a kot wcale nie musi miec kuwety - w zupełności wystarczy mu doniczka z kwiatkiem - jak się przepełni to koteczek jest tak miły że sam ją sprzątnie łapką z parapetu sygnalizując żeby kupić nową ziemię Smile
zauważyłaś jak podjuszka sie zdenerwowała? ile nowych nicków od wczoraj wyprodukowała? ten nieskoordynowany "atak na minusy"? no coś ją chyba musiało dotkliwie zaboleć Smile
chyba przeczytała ten fragment że każdy żul posiada kundla no i niestety ale skojarzyła go z własną fotką na której siedzi z tępą miną przy zabitym jeleniu w stylu "no i kto tutaj jest szefem" w obecności trzech swoich kundli - ciekawe czy wydmuszka wpadła na to że ktoś może o niej teraz pomyśleć jak o potrójnym żulu lub nieudaczniku?
jak myślisz Ewaito?
uda się podjuszce kiedyś być psim szefem?

Strony

Skomentuj