Słowianie i demony czyli ciąg dalszy odkopywania przeszłości

Kategorie: 

Źródło: 123rf.com

Słowianie tak jak i inne kultury uznawały istnienie wielu rodzajów nadnaturalnych istot zwanych obecnie demonami najczęściej związanych z określonym miejscem lub żywiołem. Przykładowo, przetrwało kilka przekazów wskazujących na to, że wyobraźnię Słowian pobudzała woda, która miała dla nich znaczenie oczyszczające i uzdrawiające. Magia emanująca z niej wywoływała zarówno fascynacje jak i strach, dlatego brzegi leśnych jezior i rzek zaludniły się istotami tajemniczymi i niebezpiecznymi.

 

Słowianie praktykowali obrzęd karmienia wody składając ofiary z chleba soli, kur, jagniąt miało to zapobiec powodziom lub posusze a także pomóc w szczęśliwiej podróży drogą wodną lub przy budowie mostu, grobli. Słowianie uważali, że człowieka tonącego nie ratuje się, aby nie osłabić wody. Demony wodne pochodziły z dusz ludzi przedwcześnie zmarłych lub nagle, szczególnie zaś topielców i dzieci przeklętych przez matki. I to im składano dary a nie  samemu żywiołowi wody gdyż Słowianie nie deifikowali matki- wody jak np. robiły to ludu ugrofińskie. Wodni topcowie, bo tak nazywa ich wykład katechizmu ks. Pawła Gilowskiego z 1579.W Rosji noszą nazwę vodjanoj lub łobasta (z tureckiego Albasta), u Czechow i Słowaków są to vodniki i vodni.

 

Były to istoty złe i złośliwe, wylegujące się na brzegach. Zwabionych ludzi topiły w wirach, potrafiły przyjmować postać ryb i zwierząt. Z okolic Archangielska pochodzi wzmianka o ofiarowaniu cała gromadą konia bóstwu wodnemu. Konia kupowano nie targując się o cenę, namaszczano łeb konia miodem i topiono przywiązując dwa kamienie do szyi roku 1887 Zygmunt Gloger odnotował, że nad jednym z jezior augustowskich ludność dorocznie rzuca kurę w tonie jeziora dla topielców, co ma ich obłaskawić.

Wyobrażenie wodnika

Na pograniczu wód i lasów żyją rusałki znane tylko na Białorusi i Ukrainie, są to dusze młodych dziewcząt, które nagie z rozpuszczonymi włosami przybranymi w wianki, śpiewem i tańcem przy nowiu wabią i zadają zagadki do rozwiązania. Łaskoczą też aż do załaskotania na śmierć. Starszą nazwą rusałek są wiły, które występują w staroruskich tekstach kościelnych z X i XIw. Wiłom składano ofiary pod drzewami w jaskiniach i na kamieniach. Są to istoty ogniookie czasami kozionogie mogą przybierać postać łabędzi i sokołów. Pląsami i śpiewem wabiły młodych chłopców. Do tej samej grupy zaliczyć można naszą rodzimą boginkę, mamunę, odmienice i dziwożone, białoruską czarciche i ukraińską dziwą-babę.

Wyobrażenie Rusałek

Boginkami miały się stawać kobiety zmarłe przy porodzie, samobójczynie i morderczynie dzieci. Porywały one lub podmieniały dzieci w kołyskach na własne szkaradne. Sposobem na odzyskanie dziecka było porzucenie podmieńca wtedy dziwożona tknięta płaczem dziecka oddawała porwane i zabierała swoje. Wyobrażano je sobie, jako stwory szkaradne, długopierśne, wielkogłowe i krzywonogie, prały według nich ubrania kijankami o północy. Do innych mitycznych mieszkańców wód należą, świetlki i błędne ognie. Są to małe demony, które rozpalały na bagnach ognie zwodząc ludzi w topieliska. Zdarzało się, że demony te litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu drogę z bagien. Słowianie wierzyli, że ognikami stawały się dusze ludzi okrutnych i nieuczciwych za życia.

 

Inną dziedziną zamieszkaną przez duchy i demony były lasy, które jak woda fascynowały i przerażały ludzi. Las pozostał dla nich dziedziną mroczną i nieoswojoną. Najważniejszym duchem leśnym był Leszy, białoruski lesavik ich polskimi odpowiednikami były borowy, Boruta, serbsko-chorwacki vucij-pastir (wilczy pasterz) oraz ich żeńska odmiana  Gorska majka, sumina mati (Górska matka). Duch lasu był duchem raczej neutralnym w stosunku do ludzi. Jego postawa zależała od tego, z jakimi zamiarami przychodzili do lasu, mógł zaprowadzić intruzów w głąb lasu lub bezpiecznie z niego wyprowadzić zagubionych, mógł wydać na pastwę dzikich zwierząt lub ochronić przed atakiem zbójców, przybierał postać wilka, puchacza lub wichru, jego wzrost zależał od wysokości drzewostanu, przez który przechodził. Wyobrażano go sobie, jako mężczyznę o nienaturalnie białej twarzy.

Wyobrażenie Leszego

Pięknym przykładem tego jak stare wierzenia przetrwały w folklorze jest podanie zanotowane przez Bohdana Baranowskiego, w którym borowy pomógł w ucieczce dezerterowi z carskiego wojska, w tych czasach wyobrażano go sobie w mundurze strażnika leśnego przedstawieniu huculskim wypasał on stada jeleni a jego straż tworzą niedźwiedzie. W celu zapewnienia spokoju od leśnego ducha składano mu odpowiednie ofiary. Jako władczyni lasu pojawia się czasem Baba Jaga. Z podziwem patrzył chłop słowiański na niedźwiedzia uosobienie siły. Obchodzono święta-uczty, które miały mu pomóc lepiej się ułożyć do zimowego snu 30 listopada i wstać z niego 25 marca.

 

Gliniane łapy niedźwiedzie składano w kurhanach, wszystko to jest objawem czci dla niedźwiedzia, o którym chłop rosyjski mawiał ” silniejszy jest od samego czarta”. Innym mieszkańcem lasu otaczanym przez Słowian był dzik. W licu przednim wału grodu gnieźnieńskiego z X wieku archeolodzy odkryli rzeźbiony łeb dziczy. Tak jak pazury kreta, szpony ptaków i poroże zwierzyny płowej miało to chronić od uroku. Thietmar w początku XI wieku odnotował mit Redarów, że ”ilekroć grożą im srogie przeciwności krwawej wojny domowej, wychodzi z jeziora potężny odyniec z pianą połyskującą na białych kłach i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów”.

 

Podziw dla mieszkańców lasu objawiał się nie tylko w bojaźni, ale też w chęci imitacji cech przydatnych w wale o byt, stąd powszechne były amulety mające odstraszać złe moce i dodające odwagi czy przebiegłości np. picie z turzego rogu dawało siłę a noszenie pasów ze skóry tura ułatwiało kobietom połóg. Wilkołactwo zostało po raz pierwszy odnotowane wśród Prasłowian przez Herodota V wiek p.n.e. i odnosiło się do ludu Neurów. Według jednej z hipotez wierzenia w wilkołactwo miały swój początek w obrzędach inicjacyjnych młodzieży wojskowej.

 

Drogą doświadczeń magiczno–religijnych i przy pomocy substancji oszołamiających dochodziło do rytualnego przekształcenia młodych wojowników w zwierzę, uwalniając bezgraniczną agresywność, a założenie skóry drapieżnika przekształcało ich psychikę zwalniając z norm ludzkich. W Skandynawii znani są berserk (skóry niedźwiedzie).Obchodzono także „wilcze święta”, co przetrwało w folklorze i w czasach późniejszych w Bułgarii i wśród Hucułów zapraszano wilka na ucztę wigilijną. Unikano także wymawiania jego nazwy ”nie wywołuj wilka z lasu”.

Wyobrażenie wilkołaka

Także powietrze nie było wolne od duchów i demonów, zjawiska atmosferyczne przerażały i zadziwiały człowieka. Dlatego upatrywali tam interwencji duchów. Ogólnosłowiańskie złowrogie smoki powietrzne zwane żmijami miały wiele nazw lokalnych zależnie od regionu Słowiańszczyzny. Znane są nam bałkańskie ażdachy i chały nazwa ta jest perska i za pośrednictwem ludów tureckich przyjęta przez Słowian.

 

Mieszkają one w czarnych chmurach lub jeziorach. Potrafią niszczyć dobytek porywać ludzi wichurą, zagrażają słońcu pożarciem, stad przekonanie, że krwawa barwa słońca to wynik ich ukąszeń a swoimi skrzydłami powodowały zaćmienia. Górale polscy i słowaccy umieszczają je w jaskiniach i bagnach. Są ślady wierzeń, że to czarownicy wypuszczali smoki i można zobaczyć ich ogony zwisające z chmur. Z Polski i z Rosji są wzmianki wierzeń, że tęcza to ogromny smok pijący wodę z morza i rzek, aby ją zwrócić chmurom. Chmury były miejscem przebywania także ludzi-demonów takich jak obłocznicy, płanetnicy, chmurnicy. W

 

Wierzenia o chmurnikach mają dwoiste znaczenie, czasami mówi się o nich jak w Małopolsce, jako o żywych, młodych i silnych chłopcach wciągniętych przez burze w chmury gdzie nimi kierują. Na Bałkanach są to dusze żywych, mądrych junaków czasem tylko dziewcząt, które we śnie lecą do walki z obcymi duchami, aby oddalić grad lub aby sprowadzić potrzebny deszcz. W Bośni, Serbii i Czarnogórze nazywają ich stuha, czasami ich rozmowy słychać w górach. Na pograniczu macedońsko-bułgarskim miejsce stuhy zajmuje zmaj lub zmej. Jest to człowiek, który urodził się z małymi skrzydełkami pod pachami. We śnie leci na bój z potworami takimi jak ażdachy i chały powodującymi zniszczenie.

 

Ocena: 

3
Średnio: 3 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Ja

Piękne opowiadania, ale

Piękne opowiadania, ale uważam że były to tylko opowiadania które nabrzmiały do rangi wierzeń, a które miały na celu utrzymaniu ciekawskich i nieposłusznych dzieci oraz młodzieży z dala od niebezpiczeństw takich jak, kompiele w zbiornikach wodnych bez nadzoru starszych "mozliwość utonięcia" czy zapuszczaniu się w głąb lasu samotnie "możliwość ataku drapieżnych zwierząt, możliwość wpadnięcia w jakąś pułapkę, zagubienie się" albo pójścia na otwarte przestrzenie zaraz przed nastaniem burz "możliwość rażenia piorunem" tak więc straszono dzieci aby były posłuszne, dla ich dobra :]
Czy obecnie nie słyszymy o róznych właśnie tego typu przypadkach? Zaginięć, utonięć, ataków dzikich zwierząt, porażęń prądem/piorunem, a których to dzieci nie są świadome bo jak inaczej mu wytłumaczyć że to jest niebezpieczne... jak nie strasząc, bo zakazy wiadomo jak działają :]

Portret użytkownika Ja

a może było troche

a może było troche inaczej:
najpierw była wiara słowiańska, poźniej weszło w to wszystko chrześcijaństwo namieszało zdyskedytowało pozwalając na przeinaczenie wierzeń w formie folkloru "jako że Wedy były celem chrześcijaństwa wiara uległa zniekształceniom", a teraz mamy takie o to historyjki Blum 3

Portret użytkownika Taurus

Ano topielica wciągała i

Ano topielica wciągała i wciąga nadal jest wiele takich przypadków w całym kraju...zwłaszcza jak jakiś nieborak nachyli się nad studnią po kilku wypitych wcześniej tanich winach......chlup i dup...i już po tamtej stronie mocy.....

Strony

Skomentuj