Wiedza tajemna, krok po kroku - od A do Z

Kategorie: 

internet

Wiedza tajemna, czyli jak odnieść sukces ekonomiczny bez magii, szamanizmu i matek boskich. Temat jest baaardzo na czasie bo jako, że w Polsce mamy kryzys ekonomiczny już coś... trzecie stulecie, no więc mały poradnik jak sobie dać radę, jest myślę zawsze aktualny.

 

Aby odnieść sukces ekonomiczny generalnie potrzeba trzech niezbędnych składników: Słowianina, słowiańskiej fantazji i kapki wiedzy tajemnej. To wszystko. Z dwoma pierwszymi skladnikami nie ma problemu ale z ostatnim tak i stąd ten tekst. Kapłanom i żydowskim pośrednikom możemy więc od razu podziękować w tym momencie bardzo serdecznie. Innym razem, panowie... innym razem, ok? Smile

 

O czym my tu tego... aha... otóż nie wiem czy wiecie ale ekonomia w ujęciu bacologicznym oznacza po prostu zwiększenie wydajności. Patrząc na zjawisko przez pryzmat bacologii nawet początkujący adept tej nauki zauważy, że ekonom to był po prostu wyrośnięty koleś o krzepkich łapkach, który prał niemiłosiernie batem po grzbiecie niewolników po to, aby zwiększyć indeks uczciwej roboczodniówki.

 

To jest kochani najlepsza definicja jaką znam i to bezpośrednio z niej pochodzą współczesne pojęcia ekonomia oraz ekonomista. To poganiacze niewolników oraz nauka o poganianiu ich do roboty – nic więcej. „Od pucybuta do milionera” - pewnie każdy nie raz słyszał już te przysłowie, czyż nie? Jest jeszcze jedno: „Pierwszy milion trzeba ukraść”, ale to tylko pic na wodę, gdyż ukraść można no pewnie że tak, ale po co kraść, kiedy lepiej zarobić to samo legalnie, no tak czy nie?

 

W Empikach pełno jest obszernych jak pierwsza dama poradników heh... „Jak odnieść sukces”, „Jak zostać bogaczem”... i tym podobnych, no ale powiedzmy sobie szczerze: te „poradniki” leżą tam i cuchną jak przeterminowany nawóz – już kilka, kilkanaście, a co niektóre kilkadziesiąt lat już tam sobie gniją.

 

Jest tak gdyż tylko skończony idiota mógłby uwierzyć w to, że ktoś napisał książkę o tym jak zarobić pieniądze i zapragnął się tą wiedzą podzielić przy pomocy Empików, gdyż jest mu z tymi pieniędzmi po prostu samotnie i smutno.  Przypomina się znana z reklam w Tel-awizji barwna postać elektromontera Henryka Zająca, który naprawiał całe życie pralki. Kiedy już się pan Henryk przyzwoicie obłowił na tych pralkach i uzbierał miliony, no to przecież nie czekał aż ludzie oszaleją z powodu nagromadzonego kamienia w bębnie, o nie, tylko raz dwa wykupił czas antenowy we wszystkich możliwych stacjach i natychmiast podzielił się tym sekretnym sposobem jak uratować przed kamieniem pralkę ze wszystkimi ofiarami kamienia. Półtora roku niezmordowanie Henryk Zając płacił za czas antenowy i opowiadał jak uratować pralkę. Czyż to z jego strony nie był szlachetny gest?

Jeszcze lepszy miała pani Gożdzikowa, która na przekór całej medycznej mafii ostrzącej skalpele na salach operacyjnych odkryła tani i relatywnie prosty sposób na nietrzymanie moczu, kamienie na nerkach i chyba hemoroidy a potem również wykupiła czas antenowy i wszystkim przez cale lata opowiadała jak się przy pomocy zaufanego farmaceuty wyleczyć z tych przypadłości i to tak żeby nie bolał nikogo łeb i nie odpadła wątroba. Mafia medyczna ją zaciekle ścigała jako źródło niewygodnych przecieków, Goździkowa całymi latami całkiem sprytnie się ukrywała, a była na tyle przebiegła że jako jedyna kobieta w Polsce miała szyld z nazwiskiem umieszczony nie od klatki schodowej ale od wewnętrznej strony drzwi Smile ale koniec końców i tak ją dopadli płatni mordercy z wielkiej pharmy. Zanim umarła, Goździkowa wydała jednak na czas antenowy fortunę i uratowała przecież przed hemoroidami miliony dzieci i osób nietrzymających moczu również, no tak czy nie?

 

ten archiwalny materiał filmowy Komisji Śledczej ds. etopiryny jest dowodem że to agent wielkiej pharmy w przebraniu listonosza ją wytropił i sypnął... wydając siepaczom na niechybną śmierć... Zresztą, nie tylko w tv ale nawet w Internecie co chwilę jakiś Wujek Dobra Rada nie żałując kasy na reklamy i swojego prywatnego czasu stara się uszczęśliwić wszystkich sprzedając jakiś ułatwiający życie „sekret”. „Sekret” do darmowych kamerek w internecie, „sekret” wydłużania penisa, „sekretne” miejsce gdzie tysiące seksownych lasek czeka aby cię poznać (i to w twojej okolicy :), lub coś „sekretnego” na odchudzanie nawet dla tych, którym nawet obróbka skrawaniem nie była w stanie już pomóc.

 

Tego typu właśnie są owe poradniki i sekrety „Jak odnieść sukces” i powiedzcie teraz sobie sami: czyż nie są to przypadkiem opowieści dla debili?  TEN poradnik natomiast taki nie jest - jest to bowiem czysta bacologia, darmowa, bezinteresowna i cholernie niezawodna. Ekonomia od a do zet, bez bełkotu, w najczystszej możliwej pigułce. Po przeczytaniu każdy może zostać milionerem. Ot co.

 

Aby podnieść poprzeczkę słowo „każdy” rozumiemy jako „każdy człowiek”, ok? Zapewniam, nawet jełop, da radę jeśli tylko odrobinkę mu się zechce. Aby jeszcze bardziej podnieść poprzeczkę słowo „milion”, rozumiemy jako „realny milion” ok? Realny czyli funty, dolary, złotówki lub szwajcarskie franki. Nie jakieś kameruńskie „miliony”, których trzeba z osiemset wydać za paczkę marlboro, ok?

 

Aby poprzeczkę wywindować na najwyższy level poradnik jest totalnie free. Nie musicie mi ani za niego płacić ani nawet... dziękować. Wasza krytyka lub pochlebstwa i tak mi zresztą powiewają jak powiedzmy... przerośnięta łechtaczka na plaży nudystów he he... Pasują założenia? Bo myślę że raczej tak Smile

 

To w takim razie jedźmy z tym finansowym koksem i to maksymalnie jasno po to, aby nawet wspomniany jełop wszystko zrozumiał i „dał radę” zostać milionerem. Ten materiał z bacologii „o zarabianiu kasy” powinien każdy zaliczyć gdyż chyba nie ma takiej osoby której nie przydałby się milion, no tak czy nie? Prawdziwy milion. A więc rozluźnijcie się, zróbcie sobie kubana kawki, odpalcie papieroska czy czegoś tam i zaczynamy.

 

Pieniądze, pieniądze, pieniądze. Pozornie problem wygląda na zawiły, no bo czyż nie? Na szczęście to tylko pozory. A zatem zacznijmy temat zdobywania pieniędzy od samego źródła, czyli sedna, aby go rozwiązać. Tak jak wszystko, jak zawsze, jak wszędzie. Rozwiązanie w bacologii stanowi po prostu pozbycie się rzeczy niewiadomych. Nie inaczej jest i w tym przypadku.

 

Skąd się zatem biorą pieniądze? No skąd? Otóż wnikając w problem kasy u samego źródła okazuje się że pieniądze drukuje bank. Jak zatem wejść w ich posiadanie? No jak sprawić, aby przepłynęły z banku do ciebie? Od producenta do użytkownika?

Jest aż siedem metod ludziska:

  1. też je wydrukować.
  2. ukraść komuś kto już je ma.
  3. zarobić je.
  4. znaleźć je.
  5. odziedziczyć je.
  6. wygrać je.
  7. wyłudzić je.

Tyle to nawet mi przyszło do głowy a kto wie być może sposobów jest jeszcze więcej... a to cieszy, prawda? Mamy więc jak widać powyżej całkiem sporo możliwości i teraz wystarczy jedynie po kolei przelecieć je, czyli starannie wyselekcjonować i... wybrać najlepszy sposób.

 

I tak, wariant pierwszy niestety odpada bo do druku pieniędzy potrzeba pozwolenia, masy kosztownego sprzętu, skomplikowanej wiedzy poligraficznej i takich tam. Ponadto trzeba by jeszcze zabić jakiegoś prezydenta gdyby nam rzucał kłody. Nie pomoże tu nawet założenie własnego banku bo nie każdy bank może uzyskać zgodę na druk, no nie? Może to robić jedynie bank centralny. Tego banku natomiast nie założymy gdyż taki już dawno jest i nie cierpi konkurencji. Zabili by nas ot co, i to zanim jeszcze nadeszłaby odpowiedź w sprawie wniosku o założenie banku. Odpada zatem punkt pierwszy.

 

Druk bez pozwolenia też odpada bo jest nielegalny a my przecież chcemy uczciwie zrobić z ciebie milionera, prawda? Bacologia to jak islam – synonim pokoju i nigdy, przenigdy nie nakłania do przemocy lub łamania prawa. Takie niestety są ograniczenia w kościele bacystycznym – i musisz się z tym człowieku pogodzić. Kradzież pieniędzy również sobie zatem odpuszczamy bo to nielegalne, karalne i to jak cholerka. Zarobić się też ich nie da, bo to przecież nierealne skoro rozmawiamy o milionach, no bo czyż nie? Odpada więc, skreślamy... znikł.

 

Znalezienie ich, odziedziczenie lub wygrana jest tak samo realna jak... zarobienie, no więc też dajemy sobie siana z tym sposobem, bo byśmy po prostu nigdy nie doczekali się, a czekając pomarszczyli jak te krasnoludki od Sierotki Marysi. Pozostaje więc jedyna uczciwa i szybka metoda na zdobycie pieniędzy. Wyłudzenie. Jest to metoda prosta, szlachetna, legalna, posiadająca największą tradycję w demokracji, gwarantująca ponadto powodzenie i pasmo sukcesów... no więc jej i tylko jej trzymajmy się aby pod koniec tego szybkiego kursu zrobić z ciebie bogacza. Milionera po prostu.

 

Gra w posiadanie pieniędzy jest bowiem niezwykle prosta: otóż jest w obiegu tyle i tyle gotówki (moim skromnym zdaniem zdecydowanie za mało) i niestety ale jej ilość jest bardzo ściśle kontrolowana, po to... aby nie wystarczyło jej dla wszystkich. Pewnie, gdyby ją sprawiedliwie podzielić pomiędzy wszystkich, na każdego wypadłoby tyle ile potrzeba na wydatki życiowe, no ale tak oczywiście nie jest. Tutaj sprawa wygląda podobnie do tak zwanej „średniej krajowej” – czyli że kiedy wynosi ona dajmy na to 5 tysięcy złotych to moja gwarancja że ty nawet jak będziesz miał sto lat, to nie dożyjesz w ciągu całego żywota spotkania z osobą która tyle zarobiła choćby raz na sto lat. Jest tak właśnie, albowiem bardzo wąska grupa ludzi (ta której nigdy nie poznasz) zgarnia ponad 90 procent pieniędzy składających się na tak zwaną „średnią”, której ty jako średniak oczywiście nigdy na oczy nie ujrzysz.

 

To samo i to wręcz identycznie jest z będącą w obiegu gotówką. Garstka ludzi ma jej tyle że pozostała znakomita większość musi wręcz z gardeł sobie wyrywać tę żałosną część pieniędzy, która pozostała w obiegu. I stąd właśnie jest jej za mało w realnym świecie. Tak wygląda świat finansów i nie martw się – to przecież nie jest twoja wina że jest tak a nie inaczej urządzony. A skoro to nie jest twoja wina nie możesz się także również dręczyć tym że aby samemu się wzbogacić możesz to uczynić tylko i wyłącznie kosztem odebrania części pieniędzy od innych. Musisz im po prostu odebrać część pieniędzy, których ilość jest i tak żałosna w obiegu po to, aby je dać sobie. Innej legalnej metody nie ma.

 

I stąd jako porządny człowiek masz do wyboru tylko wyłudzenie lub wyłudzenie. To szlachetny sposób powtarzam, zgodny z prawem, a ponadto rekomendowany przez niezliczone, niepodważalne i powszechnie uznane osobistości i autorytety i... jeszcze mający parę innych zalet ale nas interesuje najważniejsza z nich: ten sposób jest na wskroś legalny.

 

Aby zatem wyłudzić pieniądze od innych ludzi musimy opracować prosty, nieskomplikowany ale skuteczny czyli niezawodny plan. Dlaczego prosty? Bo jak już wiemy z poprzedniego materiału z bacologii proste działa i się sprawdza a skomplikowane przeważnie się pierd**, jasne? Uprośćmy więc metodę na wyłudzenie dużych pieniędzy do absolutnego maksimum a po uproszczeniu wyjdzie nam taki oto a nie inny PLAN:

 

Masz człowieku tysiąc złotych i wszystko co potrzeba to znaleźć target przekrętu, czyli ofiarę, która za twój tysiąc da ci... no powiedzmy tysiąc pięćset złotych. Przebitka jest godziwa, zysk zatem warty zachodu no i pamiętaj że prawo tego nie zabrania, jeśli tylko jest to dobrowolne, no bo czyż nie? Następnie powtórzysz ten proces ze dwa tysiące razy no i... masz pierwszy milion. Proste?

 

Nie musisz być tytanem komputera, zarośniętym w resztkach pizzy programistą, geniuszem ekonomii albo dzieckiem autystycznym ogrywającym w pamięci wszystkie kasyna. Wystarczy ci człowieku w zupełności matematyka na poziomie klasy 3c szkoły podstawowej. Plus minus i mnożenie. Dzielić się kasą z nikim nie musisz więc tylko te trzy działania matematyczne wystarczy opanować na drodze do sukcesu.

 

Jeśli tylko zdałeś do czwartej to predyspozycje umysłowe na sto procent posiadasz a jeśli z wiekiem dopadł cię alzheimer i analfabetyzm wtórny i obecnie jesteś goły i wesoły i nie masz kompletnie nic no to wybacz ale szkoda mojego czasu na wyjaśnianie skąd zdobyć „pierwszy tysiąc złotych”, no nie? W końcu to nie jest poradnik dla upośledzonych, pt „Jak zbierać aluminiowe puszki”, lub coś. Jeśli nie umiesz zbierać puszek to poproś aby je pozbierał dla ciebie ktoś inny, ok?

 

Nieważne, jeśli chcesz zostać milionerem, czyli czytać dalej to niestety ale tysiąc złotych musisz już posiadać, bo przecież nawet gdybyś chciał objąć posadę pucybuta i rozwijać karierę zawodową wyłącznie w tym kierunku no to wkład na urządzenie stanowiska pracy i tak musisz mieć. Krzesełko, pasty do butów, ściereczki, szczotki itp. Tak czy siak ten początkowy tysiąc musisz mieć jeśli chcesz być milionerem.

 

Jeśli masz tysiąc złotych to mam dla ciebie świetną wiadomość – będziesz milionerem człowieku. Więc tak, bierzesz ten pierwszy tysiąc w kieszeń i ruszasz na łowy. Po drodze pojawia się natychmiast niewielki problem pod tytułem gdzie go znaleźć. Tego targeta, rzecz jasna. Pójdźmy więc ponownie po jak najmniejszej linii oporu, odsiewając wszelkie niepotrzebne komplikacje, upraszczając to co tylko się da uprościć i spróbujmy zrobić w balona najbardziej nadający się do tego celu, cel. Niech za naszą ofiarę wyłudzenia robi ten przysłowiowy wioskowy idiota jakich wszędzie pełno w miastach oraz wsiach. No bo dlaczego by nie? Świat finansów jest bezwzględny, mam rację?

 

Nieważne, przecież jak wiesz, to nie ty urządzałeś świat no i poza tym tutaj chodzi o szmal. Odsuwamy na bok wszelkie sentymenty. W poszukiwaniu wioskowego idioty udajesz się zatem na wieś i co widzisz? Widzisz na zapleczu byłego geesu idiotycznych kolesi walczących z idiotyczną zgrzewką browca oraz samotnego trębacza ćwiczącego namiętnie hejnał na butelce bełta.

 

Pojedynczą ofiarę zawsze łatwiej odłowić niż jakieś stado, wie o tym każdy drapieżnik... a więc...? Tak, tak, doskonale kombinujesz... namierzasz hejnalistę. Mamy więc tysiąc, jest target, podchodzisz do niego i walisz mu taki oto tekst:

–           Siema ziomal. Jak jest?

–           Eeeeee?

Błyskotliwa odpowiedź tylko upewnia nas że target jest znakomity.

–           Posłuchaj, mam zajebisty plan.

-            Kogo?

-            Posłuchaj mnie ziom, możesz zrobić interes życia, jeśli kupisz ode mnie tysiąc zeta za półtora kawałka.

I tu są dwa warianty tego co nastąpi.

 

Wariant pierwszy, oberwiesz sztachetą przez łeb. Wariant drugi, po własnej głowie postuka się wioskowy idiota swoim własnym palcem w kształcie korkociąga. Plan aczkolwiek taki prosty, że wręcz genialny nie wypalił, no nie?

 

Aby więc wypalił potrzebna jest nie jakaś zmiana planów, o nie, bo gwarantuję ci że ten właśnie plan jest najlepszy i nic genialniejszego już nie da się już wymyślić, ale wystarczy nam do sukcesu tylko drobna modyfikacja. Drobniutka wręcz. Należy tylko i wyłącznie okrasić nasz plan czymś co się nazywa... wiedza tajemna aby się po prostu powiódł i... już.

 

Nie bój nic, wiedza tajemna nie jest wiedzą tajemną w swej istocie. Jest czymś co jest dostępne ale jej wyjątkowość polega na tym że nikt, nigdzie nie naucza jej. Nie wykłada się jej na żadnym kierunku w żadnej uczelni, ponieważ właśnie o to chodzi aby była niedostępna. I stąd bezpośrednio ta niezbyt trafna nazwa. Lepszej nie znam po prostu, a ty? Nieważne, kiedy ty wiedzę tajemną posiądziesz już za parę chwil zobaczysz że pozwoli ci ona urzeczywistnić ten jakże nierealny pozornie plan na uczciwe wyłudzenie pieniędzy. Zobaczysz, obiecuję ci, ale najpierw poznasz i to niejeden sposób jak jej szukać. Tej wiedzy tajemnej, ok? Wiedza tajemna jest niemal wszędzie. Aby ją zdobyć nie musisz jechać na jakieś trzydziestoletnie medytacje do Tybetu, czy coś. Nie musisz przez pół życia szukać Mistrza Tajemnicy, który cię wtajemniczy w nią jak już będziesz stał nad grobem.

 

Aby ją posiąść należy tylko otworzyć na moment oczy i dostrzec to, co jest przed nimi.

Należy widzieć rzeczy, dokładnie oraz precyzyjnie takimi jakimi one są.

 

To coś jak pobudka i pierwsza czynność po przebudzeniu, kojarzysz już? To właśnie jest  to. Recepta na pieniądze i wszystko inne jest tuż przed tobą. Na wprost twoich oczu. Nie trzeba jej szukać w dajmy na to niedostępnych i odległych miejscach. Ona jest na widoku. Niemal na samym wierzchu. Wystarczy tylko że jesteś na tyle mądry aby ją dostrzec a zapewniam cię występuje ona przede wszystkim w najbardziej widocznych miejscach. Pod latarnią jest najciemniej i to jest niezaprzeczalny fakt. Gdybyś ty chciał ją gdzieś schować na pewno zrobiłbyś to samo i położył ją na samym widoku.

 

Jest „ukryta” na przykład w filmie Jamesa Camerona Titanic. Tak mi kiedyś tam powiedziano i też tak jak ty teraz byłem pełen niedowierzania. A wiedza tajemna tam jest. Wiedza pozwalająca zdobyć wręcz nieograniczona ilość pieniędzy. I aby ją dostrzec wystarczy ukończyć trzy klasy szkoły podstawowej.

Wiem co teraz sobie myślisz:

„Daj spokój, no wiesz? Przecież oglądałem Titanica i to nie raz. Guzik tam jest a nie wiedza tajemna. Jest Leonardo di Caprio i ta przygruba jak jej tam...”

Jest recepta. Masz moją gwarancję że ona tam jest. Obejrzyj Titanica uważnie. Obejrzyj i... wzbogać się ile tylko chcesz. Mi zajęło prawie tydzień odnalezienie tej wiedzy tajemnej z Titanica ale przecież nie będę nikogo trzymał przez tydzień „w niepewności” tylko opisze krok po kroku od razu co i jak. Otóż, jak tylko dowiedziałem się tego samego dokładnie co teraz wy to natychmiast skombinowałem oczywiście z jakiegoś tor renta Titanica i dwa, trzy razy dziennie katowałem się Leonardem i jego miłością do grubej kobiety na tonącym statku. W kółko i w kółko i wciąż. Szperałem czy może nie ma gdzieś jakiejś tajnej kopi tego arcydzieła, jakiejś reżyserskiej, jakiejś rozszerzonej, jakiejś kuźwa z czeskim dubbingiem, jakiejś innej po prostu.

 

Porażka.

Zero.

No nic.

 

Wziąłem więc na warsztat Celinę, która wyje przez cały film. Po przerobieniu całego tekstu jej pieśni – też kompletnie nic. Już miałem się poddać kiedy pod koniec „Tygodnia z Titanikiem” wreszcie olśniło mnie.

 

Och kuźwa ależ ja byłem głupi. Przecież tu nie chodzi o Leonarda, Celinę lub jakiś film tylko o to czego nie ma na filmie Jamesa Camerona Titanic. Nie ma a powinno być! To powinno tam być zamiast wręcz nieprawdopodobnie naciąganego romansu irlandzkiego chudziaka, który traci zupełnie głowę dla beczki angielskiego  smalcu, no nie? Reszta poszła piorunem bo nie trwała dłużej niż jeden dzień. Rzeczywiście wystarczyło otworzyć oczy i dostrzec dosłownie to co jest przed nimi. Odpaliłem wyszukiwarkę i raz dwa dowiedziałem się że właścicielem Titanica była spółka White Star Line a jej szefem John Pieremont Morgan.

 

Koleś był gołodupcem czyli używając współczesnej terminologii biznesmenem a mimo to plany miał ambitne jak rzymski cesarz co najmniej. Otóż, w czasach kiedy nie było odrzutowców on chciał zmonopolizować rynek transportu ludzi i towarów za Atlantyk. W tym celu postanowił zbudować kilka statków bliźniaków, Titanica, Olimpica i zdaje się Atlantica. Kiedy nabrał pożyczek gdzie się dało a kasy w praktyce nie wystarczyło mu nawet na jeden kompletny statek – znów mówiąc współczesnym językiem w pewnym momencie nasz rekin popłynął finansowo gdyż to był tylko tak naprawdę tylko leszcz. Powinien zbankrutować ale... tak się nie stało. Dziwne, no nie?

 

To, że nie zbankrutował a powinien był upewniło mnie że to dobry trop. Dalej było naprawdę ciekawie, bo nagle nasz biznesmen rozpuścił plotki, że jego statki będą najlepszej klasy, że będą niezatapialne, że będą najszybsze i w ogóle naj. Raz dwa zatem rząd brytyjski stwierdził że po cholerę wysyłać za ocean złoto, pieniądze itp. zwyczajowo jakimiś wojskowymi konwojami płacąc tysiącom ludzi jakiś żołd, podczas kiedy Titanic będzie nie do zatopienia a poza tym może niejako po drodze zabrać je za pół darmo do Ameryki. Teraz się robi jeszcze ciekawiej bo skoro mamy do czynienia ze złotem czyli skarbem w postaci sztab to i ubezpieczenie takiego transportu idzie w górę, no tak czy nie? Ubezpieczenie zatem poszybowało, statek wypłynął w dziewiczy rejs a pod pokładem nadal jeszcze go wykańczano, gdyż był nieukończony po prostu. A skoro był nie ukończony to nie był niezatapialny gdyż to właśnie grodzi wodoszczelnych nie zdążono mu zbudować. Następnie dziwnym trafem przy zupełnie spokojnym morzu nasz Titanic razem z Leonardem di Caprio poszedł na dno w no masz... najgłębszym akurat miejscu na całej trasie. Jak pech to pech. Gruba kobieta co prawda uratowała się i potem zapodała dietę, ale to już zupełnie nie ma nic do rzeczy.

 

Minął prawie wiek i w końcu... odnaleziono zaginiony wrak. Zanurkowano, przez pokłady się przewiercono, wypatroszono palnikami cały okręt wzdłuż i wszerz. Znaleziono dzwon, pamiątki oraz mnóstwo czaszek oraz porcelany ale ani jednej sztaby złota. Hmmmmmm? Toż to kuźwa powinno postawić na nogi cały Scotland Yard, no nie? Gdzie jest kuźwa złoto? Złoto Banku Anglii? No gdzie? Kto się ośmielił opierd** z kasy jaśnie króla? No kto to taki opierdzielił koncertowo statek jego jeb** mości?

 

Warianty ze złotem przyszły, mi do głowy trzy. Albo go nie było wcale, gdyż chodziło tylko o wyłudzenie absurdalnie wysokiego odszkodowania za statek z góry przeznaczony wyłącznie do zatopienia. Albo odpłynęło w siną dal w szalupach, których dla pasażerów zabrakło. Wariant trzeci że leży na dnie jest już nieaktualny. Wszystkie trzy warianty są mocno kryminalne ale nie bada się... żadnego z nich.

 

Zamiast tego James Cameron niehumanitarnie każe Leonardowi badać ginekologicznie grubą babę. Zapodaj człowieku tak jak ja przez tydzień Titanica a przysięgam, będziesz płakał jak bóbr nad tą tragedią. Pokochać kwintal sadła to rzeczywiście jest rozrywający serce melodramat wyciskający łzy. Wycie Celiny w tle, tak samo jak śmiech hieny w zoo, sprawi że na bank wzruszysz się i bardzo szybko pójdziesz posłuchać jak pierdzą słonie aby się zrelaksować i powrócić do zachwianej równowagi po tej „pieśni”.

 

Ja przez dwa dni spędzone na detoksie przy słoniach musiałem się leczyć z uzależnienia Titanikiem... tak podstępny jest to proch. Nieważne już jestem czysty... a kiedy i wy już wypłaczecie się i przelejecie na Leonarda całe swoje współczucie jakie tylko macie, to zauważycie że natychmiast po tym rejsie John Pieremont Morgan otworzył w Ameryce czwarty co do wielkości bank. Nasz biznesmen z bankruta nagle trafił na sam szczyt i rzecz jasna nigdy nikogo to nie zaniepokoiło nawet, co, jak lub skąd. Pozycja numer cztery jednak była nie do przyjęcia gdyż jak pamiętamy JP Morgan był ambitny. Raz dwa zatem podpatrzył jak też się osiąga lepszą pozycję na rynku i ponownie wprowadził ją w ruch. Najlepszą metodą na wykoszenie konkurencji jest jej wycięcie po prostu w pień. Zwłaszcza jeśli chodzi o finanse. Bank JP Morgan zatem skopiował pamiętną panikę z 1907–go roku, która zatrzęsła Amerykańskim światem finansów za pomocą plotki że konkurencja jest niewypłacalna. To rzeczywiście pomogło gdyż mimo iż plotka była fałszywym alarmem, to jednak skuteczna się okazała, bo od tamtej pory aż do dziś bank JP Morgan jest już w pierwszej trójce, która rządzi światem szmalu. Efektem ubocznym tej jego plotki był oczywiście Wielki Kryzys i jakaś Wojna Światowa no ale to już inna historia. W naszej historii chodziło o to że wielkimi krokami zbliża się rok 2007, czyli okrągła stuletnia rocznica tamtej pierwszej, najważniejszej plotki jaka postawiła na nogi obecny system finansowy.

 

Jak? Jak? Jak?

 

Te powyższe pytanie przez parę ładnych dni łamało mi głowę bo to był przypuszczałem ten klucz, którego szukałem. To była wiedza tajemna. Jak data 2007 może stanowić receptę na klucz do bogactwa? No jak? Po przemyśleniach na ten temat wydedukowałem, że świat finansów czyli stary dobry JP Morgan nie ma bata ale na pewno będzie chciał po raz kolejny pokazać światu kto tu naprawdę rządzi no i rozdaje karty. Spodziewałem się, że JP Morgan tylko po to aby należycie „uczcić” okrągłą rocznicę tamtego kryzysu w sposób chory i wyrachowany dla własnej uciechy zrobi... to samo jeszcze raz. Bo dlaczego by nie miał tego zrobić skoro już tyle razy to robił bezkarnie, no nie? Jesienią byłem normalnie pewien że pod koniec 2007 a najpóźniej na początku 2008 będzie... kryzys.

I co?

I... stał się kryzys. Ot co?

A kryzys to nie jest byle co o ile się wie o nim z wyprzedzeniem. Taki, przewidziany kryzys ma swoje zalety bo o ile przed nim można byłoby postawić tylko przyzwoity dom to w czasach kryzysu wystarczyłoby nawet i na własną kamienicę. Spada robocizna, lecą ceny materiałów na ryj – no samo miodzie, czyż nie? Nagle transport robi się gratis, magazyny pękają w szwach, wypożyczalnie sprzętu i narzędzi stają się uprzejme, itp.

 

Dla nieznającego wiedzy tajemnej szklanka jest w połowie pusta. Dla znającego jest w połowie pełna Smile Niby to samo a jednak nie. Nieważne, wróćmy do tego, jak z ciebie, który to czytasz zrobić milionera bo to chyba bardziej spędza ci sen z powiek niż cokolwiek innego, prawda? Nie bój nic, nie jestem cham tylko miły gość. Wiedzą tajemną podzielę się z tobą za darmo podając ci ją po prostu na tacy chociaż mnie zadano w tym celu do odrobienia okrutny i niehumanitarny test. Do dziś czasami budzę się w nocy zlany zimnym potem, kiedy mi się przyśni że tonę w lodowatej wodzie a na twarzy siedzi mi gruba i niezatapialna kobieta z Titanica odcinając tlen. Rozpaczliwie macam wokoło szukając jakichś drzwi od stodoły lub chociaż organów kościelnych lub przynajmniej klapy od fortepianu a tu... nie ma nic. Ponad wodę wystaje tylko moja biedna twarz... a olbrzymka jak drapieżna orka zbliża się aby sobie usiąść... no masakra. Młócąc wodę dłońmi jak bochenki chleba wiosłuje prosto w moją stronę. Nie ma nawet żadnego rekina aby oprzeć nogi...  ich nigdy nie ma kiedy są potrzebni... no więc tonę i... budzę się...

 

Nie będę też zmuszał cię do karkołomnych ciągów logiczno detektywistycznych abyś tę wiedzę tajemną mógł mieć. Uproszczę wszystko do maksimum. Tak więc wiedza tajemna jest. Jednakże skoro zatem numer z Titanicem jest już nieco nieaktualny wróćmy do naszego sposobu na wyłudzenie pieniędzy, czyli zrobienia z ciebie milionera. Najpierw jednak, coś jeszcze jednak należy w naszym doskonałym planie odrobinkę zmienić no bo nie chcemy przecież abyś czytelniku zaliczył cios sztachetą w łeb. Nie chcemy, jasne?

 

W tym celu zmieńmy, tak sobie myślę, zatem target na jakiś nieagresywny, ok? Proponuję ci zatem niniejszym zostawić w spokoju wioskowych idiotów i na cel wziąć ludzi wykształconych, wyedukowanych, znających języki obce, posiadających wysoki iloraz inteligencji, ukończone studia, bo taka jest prawda, że im człowiek jest bardziej ucywilizowany tym mocniej zanika u niego agresja. Kulturalni ludzie nie walą się po ryju sztachetami, dlatego myślę jest to o wiele bezpieczniejszy od wioskowego idioty cel do wyłudzania pieniędzy. Z punktu widzenia naszego, czyli naciągaczy na pewno tak jest.

 

Teraz tak. Mamy udoskonalony plan, mamy również nowy doskonalszy target, podchodzimy więc do kulturalnej kobiety na przykład jakiejś szanowanej pani sędzi albo prokurator i mówimy uprzejmie:

–           Dzień dobry bardzo pani, czy zechciałaby łaskawa pani kupić mój tysiąc złotych za powiedzmy tysiąc pięćset?

I już po chwili słyszymy uprzejmą odpowiedź:

–           Paaaaaaanie, idź pan w chu*.

Widzisz ten postęp czytelniku? Widzisz go? Żadnych sztachet, żadnej przemocy, żadnego pukania się w łeb. Pełna kultura i zero chamstwa.

 

Nie przejmuj się tym, że nie wypaliło, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o target a ten jest idealny, no bo czyż nie? Prawnik jak nikt zna bowiem prawo więc na sto procent nie przyjeb** ci w łeb. Resztę, czyli ten chwilowy niewypał zaraz usunie się. Jak? No jak to jak? Stosując wiedzę tajemną naturalnie. A wiedzę tajemną już znasz. Nie znasz? Przecież powinieneś, podałem ci ją na tacy w poprzednim wykładzie z bacologii. Tym o manipulacji, ok?

 

W tym konkretnym przypadku chodzi o instynkt kopiowania emocji występujący zawsze u homo sapiens. Homo sapiens o tym nawet nie wie że go ma ale go MA! Ty już o tym wiesz a on nie. Wykorzystaj ten fakt. I żadna pani prokurator lub pani sędzia lub dowolna inna pani lub też dowolny szanowny pan nie ma z 97 % prawdopodobieństwem bladego o nim pojęcia. Nie ma gdyż to jest WIEDZA TAJEMNA! A więc zastosujmy wiedzę tajemną w praktyce a zobaczysz jak radykalnie zmienia się nastawienie targetu do naszej, tej samej przecież, propozycji finansowej, czyli wyłudzenia kasy.

 

Aby więc szanowny obywatel uwierzył ci, że kupno tysiąca złotych za tysiąc pięćset jest zajebistą okazją do interesu życia musisz zwiększyć po prostu liczbę... testerów, czyli manipulantów, czyli w tym przypadku naciągaczy. Ot co! Naciągacze mają proste zadanie. Mają tak przekonywująco okłamać i oszukać target, że to jest świetny interes z tym tysiącem że ten... uwierzy im. A jak tylko uwierzy, natychmiast... kupi ten kit!

 

Wyraz twarzy to jedyny czynnik decydujący o kopiowaniu emocji, pamiętasz? Jeśli na kogoś wrzaśniesz – z mety masz wroga. Jeśli się uśmiechniesz – on natychmiast też. Tak działa kopiowanie emocji. Jeśli teraz myślisz że to jakaś dęta lipa, gdyż to jest w praktyce trudne jak nie wiem co, jesteś w błędzie. Nie ma nic prostszego, człowieku. Dochodzi bowiem jeszcze jedna niezwykle pomocna sprawa: „efekt klakiera”, czyli wyśmienity wzmacniacz ułatwiający manipulantowi nawet trudne zadanie.

 

Nawet jeśli ty nie potrafisz przekonywująco kłamać tak, aby ktoś się na to nabrał, nie martw się. Bez najmniejszego trudu zrobią to za ciebie inni. Klakierzy. Profesjonaliści. Oszuści zawodowo żyjący z udawania innych. Ludzie rewelacyjnie skutecznie podszywający się pod dowolną osobę, od żebraka do prezydenta. Są to naprawdę zawodowi oszuści potrafiący z powodzeniem dziś w szpitalu udawać lekarza a jutro w sądzie adwokata i to tak dobrze, że nikt nie wtajemniczony nie będzie miał nawet o tym bladego pojęcia.

 

Ponadto nie ma takiej profesji jakiej nie mogliby stuprocentowo oszukańczo udawać przez dowolny okres czasu. To są aktorzy po prostu. Mistrzowie oszukańczego rzemiosła. Każdego możesz wynająć. Dosłownie.Możesz zatrudnić Marka Kondrata, Piotra Fronczewskiego a nawet psa Fąfla i oni odwalą za ciebie całą brudną robotę i to ze stuprocentową skutecznością.

 

Powiedzą z jednego kanału tv, z drugiego, z trzeciego, z czwartego... i z niezliczonych reklam w sieci wszystkim targetom, że wzięli zajebisty kredyt na karmę dla Fąfla i od tamtej pory uśmiech nie schodzi im z gęby tak że mają permanentny orgazm. Zrobili interes życia kupując tysiąc za tysiąc pięćset, i... bardzo przekonywująco zdziwią się że targeci jeszcze nie? Kiedy chodziłeś sam po mieście nie działało, no nie? A jak ruszyło kilka kanałów jednocześnie działa, prawda? Śmiejesz się? A nie powinieneś bo to naprawdę działa. I to jak? Człoooowieku!

 

Miliony targetów się na to nabiera. Miliony. A zyski z tej lichwy idą w miliardy. I nie mam tu na myśli kilku wioskowych idiotów tylko wielomilionową rzeszę ludzi pozornie wykształconych oraz inteligentnych. Cóż... mają pseudoktoraty z pseudonauk a z bacologii... totalne miernoty. Ci wszyscy sędziowie, adwokaci i prokuratorzy, te nauczycielki, ci pracownicy banków. Wszyscy oni zapierd*** jak mróweczki żeby kupić pralkę, dom, samochód... o wiele później niż ktoś wtajemniczony w wiedzę tajemną. Później, gdyż dłużej będą przecież spłacać pralkę za tysiąc pięćset niż za tysiąc, no tak czy nie?

 

Teraz ci zapodam szybki archiwalny news:

Gazeta Wielkopolska 23.03.2010

POWIAT JAROCIŃSKI – Podpalacz policjantów na trzy miesiące do aresztu

„Mężczyzna, który oblał benzyną i podpalił policjantów, został aresztowany na trzy miesiące. Taką decyzją podjął podczas dzisiejszego posiedzenia Sąd Rejonowy w Jarocinie.

Przez kilka godzin policjanci i prokuratorzy z Jarocina badali miejsce zdarzenia w Komorzu.

Ze względu na zaburzenia osobowości, 47–latek z Komorza znajdzie się na oddziale szpitalnym przy areszcie śledczym. Areszt jest konieczny, ponieważ istnieje ryzyko, że mężczyzna ponownie może usiłować zabójstwo. 47–latkowi grozi dożywocie. Wczoraj postawiono mu zarzuty usiłowania zabójstwa, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i czynnej napaści na funkcjonariuszy publicznych...”

Newsa skróciłem bo chociaż dalej były ze trzy strony i to bardzo szczegółowo o obrażeniach jakich doznali policjanci towarzyszący komornikom, nie było nawet najmniejszej wzmianki o co poszło. A poszło o konfiskatę poloneza z przyczepką, którym bezrobotny utrzymywał się zbierając złom i gruz. Ba, nie było nawet nazwy tego bezrobotnego no więc będę go sobie nazywał swojsko... pan Stach. Nie było po to ABYŚ SIĘ Z NIM NIE ZIDENTYFIKOWAŁ PRZYPADKIEM. Wiedza tajemna tłumaczy ten brak.

 

Jeśli więc komuś tak jakoś wydaje się że to jakaś lipa to co ja tu wypisuję, bo oni czyli targety już dziś „przecież” mają dom a nie za powiedzmy dziesięć lat, czeka ich smutne rozczarowanie jak tych rzekomych „posiadaczy” domów w USA lub naszego obecnego bohatera – pana Stacha, który chyba jeszcze czeka na wyrok, bo kiedy się przekonał że jego polonez z przyczepką służący mu do zbierania złomu i gruzu, nie należy tak naprawdę do niego, bo się spóźnił z jedną ratą i że nadszedł czas oddać go komornikowi, tak się wściekł że oblał benzyną i podpalił siebie, poloneza i policję towarzyszącą komornikom. Rozumiesz?

 

Miał butelki z benzyną akurat pod ręką zamiast sztachety. Zobaczył przed sobą wrogo nastawionego komornika, wrogo nastawioną policję i... skopiował emocje, prawda czy nie? Sąd lichwiarzy mu więc łaskawie dopierd** ileś tam, żeby w więzieniu na spokojnie wyleczył sobie oparzenia i to nie jest nic a nic śmieszne tylko zmusza do myślenia i automatycznie pojawia się pytanie: co to za skurwys** jeb** stworzył system, który obdziera ludzi najbiedniejszych z jedynych źródeł utrzymania? No kto to taki?

 

Nie wierzysz jakoś jeszcze, że ten system systematycznie obdziera? Nie? Myślisz że kapitalizm to kuźwa jakieś cudo? Że pan Stachu to jakiś wyjątek? Zobacz naprawdę jak to działa:

 

A możesz to zrobić tylko i wyłącznie z innej perspektywy – z perspektywy milionera. Patrząc pod górkę niczego nie ujrzysz na szczycie. Patrząc z dołu będziesz myślał że Fronczewski jest szczęśliwy. Dopiero patrząc z góry zobaczysz świat takim jakim on naprawdę jest, czyli że przecież Fąfel i spółka jest... aktorem. A zatem tylko kuźwa udaje! On tylko gra! ON GRA! Umożliwia to wyłącznie wiedza tajemna a zatem teraz przedstawiam ci kolejny dowód na jej istnienie czyli:

 

OPOWIEŚĆ NA DOBRANOC O USZATKU

Dawno, dawno temu żył sobie Uszatek. Uszatek nie dlatego był Uszatkiem bo klapnięte uszko kuźwa miał, tylko dlatego że miał odstające uszy. Dwa. Skurwiel tylko właśnie dzięki uszom tym, był bardzo łatwy do zapamiętania. Uszatek po spolszczeniu nazwiska nazywał się Jerzy Urban. Oprócz wyczesanych uszu, Uszatek miał też zabójczą twarz. Miał oblicze wyglądające jak pośladki, kogoś kto pół roku wcześniej wpadł do rzeki i utopił się. Uszatek był rzecznikiem komuny i prowadził co wtorek konferencje prasowe, na których objaśniał zainteresowanym co też przez ubiegły tydzień wyknuł sobie cały komunistyczny rząd. Moim zdaniem poziom tych konferencji osiągnął tylko dzięki Uszatkowi ekstremalnie wysoki pułap rozrywki. Poziom, na który udało się wcześniej wejść tylko jednemu programowi z tv. Serialem, który tak absurdalnie wysoko podniósł poprzeczkę był oczywiście Latający Cyrk Monty Pythona. Od tamtej też pory dla mnie jest po prostu epoka przed Cyrkiem oraz po. Jedynym kamieniem milowym, który zahaczył o poziom Cyrku były właśnie konferencje prasowe Uszatka. A potem aż do dziś długo... nic.

 

Żeby nie przynudzać opowiem z pamięci jedną z nich. Była komuna, straszliwy reżim znaczy, niewygodne dla reżimu pytania zatem były trendy, a więc... jakiś demokratyczny dziennikarz przedarł się z Zachodu do Polski, przez zieloną granicę tego dokonał w całkowitej konspiracji. Nie dał się złapać ubekom, esbekom i enerdowskim grenschutzom, słowem wykołował całą bezpiekę Układu Warszawskiego podróżując przez inwigilowany, komunistyczny świat. Przedostawał się nasz dzielny dziennikarz z jednego zakonspirowanego lokalu do innego, zmieniał miasta, ubrania, wygląd oraz lewe dokumenty, po drodze rzecz jasna przytargał do kraju ulotki i drukarnię jakie miał wszyte w płaszcz, szmal na działalność konspiracyjną miał zaszyty w majtkach, i na koniec jako człowiek niezwykle wyczulony oczywiście na łamanie wszelkich możliwych praw człowieka, wystawił do wiatru wszystkie możliwe tajne służby pilnujące Uszatka, dostał się konspiracyjnym podkopem pod tynkiem na konferencję prasową no i jeb... na oczach całego świata wyjechał do niego z takim właśnie niewygodnym zapytaniem:

 

–           Panie rzeczniku?

–           Tak?

–           Nazywam się tak i tak i jestem z CNN. Dlaczego w Polsce łamie się prawa człowieka, prześladuje opozycję, zamyka ją i tak dalej?

–           Nie prześladuje się, no skąd?

–           Ale... przecież siedzą...

–           No nie prześladuje się, powtarzam to jeszcze raz. Zamiast się zatem zajmować problemami, które nie istnieją proponuję rozwiązać istniejące.

–           Jakie?

–           Jest pan z Ameryki więc pewnie pan ten kłopot doskonale zna. Mam na myśli bezdomnych na ulicach. Idzie zima więc proponuję zorganizować zbiórkę śpiworów dla tych ludzi. Co pan na to?

 

Wiesz co się po tych słowach działo, czytelniku? Czy ty to wiesz? Cały kraj się zatrząsł z oburzenia. Cały kuźwa normalnie. Kraj który wydał światu Jana Pawła, Kopernika i dynastię Piastów wyszedł na ulice niosąc transparenty: PRECZ Z KOMUNĄ lub WYPIER** Z USZATKIEM. Uszatek momentalnie stał się najbardziej znienawidzoną osobą w Polsce. Nawet Monty Python takiej sławy nigdy nie zaznał.

 

Aby zrozumieć ową reakcję musisz czytelniku poznać wiedzę tajemną i to na bank. Aby natomiast poznać wiedzę tajemną czyli sposób jej odczytania zrób po prostu tak: po pierwsze otwórz oczy aby coś ujrzeć, po drugie po chwili zamknij oczy aby dostrzec wiedzę tajemną. I to tyle. To działa. O tym że to jedyna metoda na poznanie wiedzy tajemnej przekona cię poniższy test:

 

Sporządź na kartce papieru taką oto listę:

JASIU

ADAŚ

BOGUŚ

ŁUKASZEK

KUBUŚ

OLA

Kartkę tę trzymaj sobie w dłoni za plecami i do eksperymentu weź drugą osobę. Stań naprzeciwko. Potem każ jej otworzyć oczy i błyskawicznie mignij jej tą kartką przed oczami. Ważne: zrób to tak szybko jak tylko potrafisz. Jak potrenujesz to ci się uda to zrobić w czasie niewiele dłuższym niż mrugnięcie powieką. Chodzi o to żeby w żaden sposób osoba ta nie miała możliwości na przeczytanie treści. Ale żeby ją na moment ujrzała. Zasady już rozumiesz?

 

Po tym jak migniesz jej przed oczami kartką, każ jej napisać dowolne słowo na jakiejś innej kartce. Dowolne. Każdy człowiek zna według własnych predyspozycji od kilku tysięcy do kilkuset tysięcy możliwych słów, no nie? Nawet wioskowy idiota zna pareset różnych nazw na jedno i to samo wino. Zdziwisz się ale z zależności od indywidualnego poziomu debilizmu osoby towarzyszącej, na kartce ujrzysz z 97 % prawdopodobieństwem: JABŁKO, JABKO albo JAPKO

 

Jak to możliwe, zapytasz? Jak w czasie uniemożliwiającym przeczytanie nawet jednego z wielu imion z twojej kartki, ktoś zdążył to zrobić i je na tyle głęboko przeanalizować, że wydębił z nich ukryty w pierwszych literach zupełnie inny wyraz, czyli nazwę owocu? To proste: wiedza tajemna. Jest tak jak to już pisałem, pamiętasz?

 

Aby coś NAPRAWDĘ zobaczyć trzeba więc najpierw otworzyć oczy i obrzucić coś spojrzeniem, potem należy otworzyć drugie powieki, czyli te umysłowe. Aby tego dokonać należy zamknąć pierwsze powieki, które już niczego nowego nie wniosą. Wręcz przeciwnie, one jeśli zbyt długo będą otwarte, zaciemnią obraz tego co masz przed oczami. Dlatego zawsze ale to zawsze, czytając coś lub oglądając, odruchowo szukam tego co... nie napisano. Tego czego nie widać. Tego co nie pokazano. Ale co oczywiście, przecież POWINNO BYĆ! I stąd bezpośrednio cały ten tekst. Wiedza tajemna i tyle.

 

Wracając do Uszatka użyj więc tym razem sam owej wiedzy aby rzeczy dostrzec takimi jakimi są, czyli na przykład wczuj się w ich położenie i przeanalizuj zachowania ludzi którzy wyszli na ulicę z transparentami wrogimi Uszatkowi. No przeanalizuj przez chwilę. Już doszedłeś do oczywistych wniosków? Do takich że go znienawidzili ponieważ uznali go za KŁAMCĘ, po prostu. Oczywiście że go uznali. Jako ciemna masa nie mieli przecież bladego pojęcia o wiedzy tajemnej, no nie? Do oceny świata używali wyłącznie pierwszych powiek, tak? A skoro używali tylko ich, no to co dostrzegli?

 

Oczywiście dostrzegli to co mieli przed nimi za długo a nie to co POWINNI DOSTRZEC już na pierwszy, najważniejszy rzut oka. I tak, każdy z tych baranów miał przecież telewizor w domu, no nie? Każdy miał też antenę satelitarną. A skoro satelita plus telewizor dają obraz no to wpatrywali się w ten obraz godzinami. Jak zombie normalnie. Tak długo ci idioci się wpatrywali w ten obraz świata z satelity, że zgłupieli po prostu. Znali z autopsji szarą komunę. Znali kolejki do sklepów, znali widok beznadziejnie pustych półek, brak towarów. Znali też dla równowagi z satelity wypełnione towarami sklepy, te kolorowe śliczne ulice, znali marki tych wszystkich błyszczących samochodów jeżdżących po Zachodzie. Mieli taki właśnie obraz świata oglądanego całymi dniami własnymi oczami że do szału ich doprowadził Uszatek, pieprzący o śpiworach jakiś. Skoro u nas jest przecież tysiąc razy gorzej niż na Zachodzie a mimo to nikt przecież nie śpi na ulicach... nie dali po prostu wiary Uszatkowi. Obalili komunę i z hukiem wyjeb** z telewizora sympatycznego bądź co bądź Uszatka.

 

Teraz czytelniku na spokojnie i używając wiedzy tajemnej przeanalizuj to sam i odpowiedz uczciwie na parę moich pytań:

–           są bezdomni w demokracji, czy ich nie ma?

–           czy mocno są oni zainteresowani swoimi prawami człowieka, hę?

–           czy choć 1 (słownie jeden) z nich, czy chociaż jeden kuźwa jedyny, nie chciałby być prześladowany w identyczny sposób jak prześladowała opozycję komuna?

–           czy Wałęsa i spółka nie został odosobniony po prostu za pieprzenie od rzeczy, przypadkiem?

Twoje mogą być zupełnie inne ale moje wnioski są takie:

–           bezdomnych jest od zajeb**.

–           mają w dupie prawa człowieka wolą pogadać o pięciu złotych na przykład.

–           każdy jeden z nich mocno chciałby być „internowany”, czyli otrzymać willę jaką miał Wałęsa w Arłamowie, darmową armię ochroniarzy, stół do ping ponga plus ogrzewanie i koryto za friko. Każdy z nich dałby się wręcz dziś pochlastać za takie „prześladowanie”.

–           Wałęsa rzeczywiście pieprzy od rzeczy, (a więc wymaga humanitarnego odosobnienia), bo jak nie pieprzy uważasz być może, no to mam proste pytanie: gdzie jest kuźwa moje 300 baniek?

 

Ja wiedzę tajemną posiadam od jakichś parunastu lat. Uszatek co najmniej od dwudziestu. Ty chusteczka wie kiedy ją posiądziesz. To kwestia indywidualna. Stąd ten tekst. Ale jedno ci powiem czytelniku. O Uszatku można wiele powiedzieć ale nikt kuźwa nie ma prawa powiedzieć że Uszatek kłamie, bo nikt go kuźwa, tego przeklętego żyda, nigdy nie przyłapał na ani jednym, jedynym kłamstwie i to jest cały problem z Uszatkiem. Prawda boli ułomów i jest dla nich nie do zniesienia po prostu. Oni nigdy zatem nie zaakceptują tego całego Uszatka. A Uszatek?

 

Uszatek tymczasem żyje z wiedzy tajemnej, nie żeruje przecież w żaden sposób na nieszczęściu innych, (na innej konferencji prasowej przecież to zresztą powiedział, czyli że „ma ułomów w dupie i jak by co to się zawsze sam wyżywi”), i przy tym non stop zapewnia poziom rozrywki na najwyższym poziomie. Po Monty Pythonie zostały jedynie wyblakłe kasety i tęskne wspomnienia a Uszatek nadal mnie bawi do łez. Normalnie gardzę żydami gdyż notorycznie kłamią – ten jeden jednakże nigdy nie łże. To jakiś ewenement, no nie?

 

Uszatek jest jak ten biedny szatan z biblii – ma czarny pijar i jest powszechnie znienawidzony ale... ale przecież on nigdy, nikogo nie okłamał nawet do licha. Nigdy. Nie tylko nie okłamał ale nawet nie zamordował, nie utopił, nie spalił i nie wystawił na żałosne zwyrodniałe próby oczywiście również jak dajmy na to ten wspaniały dobry bóg. No szatan, normalnie a nie stara dobra hiena dziennikarska, no nie?

 

Ba, jak mam piątkę która mi się wala po kieszeni to wolę ją dać dla Uszatka bo mnie bawi po prostu do łez. Bezdomni spod spożywczaka natomiast mogą się walić, bo... Uszatek ich uczciwie ostrzegał. Bo... oni ani za grosz nie są zabawni. Bo... już Rzymianie twierdzili „Niech kupujący ma się na baczności”. No więc jeśli ktoś kupuje kapitalizm, czyli... tysiąc za półtora... niech go ma.

 

Tak więc jak zostać milionerem już wiesz, prawda? Moja stuprocentowa gwarancja że ci się uda – jeśli tylko będziesz chciał w każdej chwili zostaniesz autentycznym prawdziwym milionerem. Wynajmij Fronczewskiego lub Fąfla i kogoś kto jak prostytutka odda ci za pieniądze cały swój wizerunek budowany w komunizmie. Tanio ich możesz mieć, bo w porównaniu do zysków z milionów targetów zapłacisz im drobniaki normalnie. Nie bój nic zgodzą się na współpracę. Przecież nawet obydwaj Stuhrowie w swoim czasie sprostytuowali się (dla moderatorów: „sprostytuować się” nie oznacza „bycie prostytutką” więc nie bądźcie nadgorliwi, ok?) w interesie jakiegoś Raifeisen Banku. Skoro reklamowali lichwę dla Niemca tym bardziej będą skłonni dla „rodaka”, no tak czy nie?

*** przerwa na reklamę ***

Pamiętaj, tylko wiedza tajemna uzyskana na tajnych kompletach z bacologii pozwala ci ujrzeć rzeczy takimi jakimi naprawdę są: posiadając tę wiedzę bez trudu ujrzysz aktorów grających ustawioną role w reklamach. No tak, czy może nie?

 

Jeśli natomiast zaprzedasz się siłom ciemności, jakiejś zwyczajnej, bezbożnej i ordynarnej hebro pseudonauce, zostaniesz zmanipulowany: uwierzysz, i to jest naprawdę straszne, ze po każdym uzyskanym kredycie Fronczewski uzyskuje orgazm. Uwierzysz że stary Sthur a nie listonosz jest ojcem młodego Sthura albo w jeszcze większe perwersje. Dasz sobie rękę obciąć żeby Goździkowa zmartwychwstała i opowiedziała ci głosem zza grobu co by ci tu mogło pomóc na ten upierdliwy hemoroid. Takie właśnie pokusy czekają, (oprócz oczywiście standardowego czyśćca), na tych którzy zbłądzą z jasnej i prostej ścieżki bacologii prowadzącej prosto do zbawienia. Strzeżcie się pokus ludziska, zaprawdę powiadam wam. Orgazm na oślinionej mordzie Fąfla nie jest warty waszej duszy i... waszych pieniędzy Smile

*** i po reklamie ***

A kiedy już zostaniesz milionerem - spoko. Nie musisz szaleć po niepewnych międzynarodowych rynkach finansowych. Nie musisz ryzykować na rynku nieruchomości. Nie musisz studiować indeksów wig kuźwa jakiś giełdowych. Nic nie musisz, bo wiesz co?

Fronczewski, Kondrat, Sthur i Fąfel znają ludzi którzy całe ryzyko biorą na siebie. To oni „ryzykują” a nie ty. Daj im tylko swój milion na lokatę na pięć procent a po roku za nic kapnie ci pięćdziesiąt tysięcy z odsetek. Rozumiesz? Nie robisz kompletnie nic, nie orasz, nie siejesz, nie wychodzisz kuźwa nawet z domu a tu samo puchnie konto. Taką właśnie grają rolę, czyż nie?

 

Nie dostrzegasz tu nic podejrzanego? Wyjaśnijmy więc sobie coś. Wpłacasz bowiem do banku owy milion dla tych wszystkich Fąfli z wiecznie oślinioną mordą no i... mija obiecany rok. Mija, idziesz zatem do banku po swoją wypłatę i co?

 

Ano nic. Bank wypłaca ci kasę bez problemu, wiesz? Milion przecież non stop leżał w sejfie, no problem. No ale skąd bank wziął te pięćdziesiąt tysięcy? No skąd? Bank przecież nie może ich wydrukować sobie, no nie? A skoro nie może to znaczy że pieniądze te nawet... nie istnieją. Nie istnieją bo tylko druk może sprawić że ich przybędzie w realnym świecie. A więc to tylko wirtualna wartość bo przecież kasa się nie rozmnaża od samego leżenia w sejfie, no nie? Mała pozorna sprzeczność, prawda? Prawda jest tymczasem taka że aby ci wypłacić te nieistniejące pięćdziesiąt tysięcy bank doprowadzić musi oczywiście z tysiąc takich panów Stachów do ruiny, czyż nie? Innej możliwości przecież nie ma. Tysiące ludzi musi pójść z torbami abyś ty i inni milionerzy te swoje odsetki miał.

 

Odpowiedz teraz uczciwie sobie sam:

Czy system utrzymujący najbogatszych pasożytów, takich którzy kompletnie nic nie robią tylko kuźwa są, kosztem najbiedniejszych, ciężko pracujących ludzi jest uczciwy? Sprawiedliwy? Humanitarny? Czy to jest kurwa dobre?

Czy po prostu należy kapitalizm wyrwać raz na zawsze z korzeniami aby już nigdy nie powrócił i nie gnoił ludzkości?

 

Dalej nie rozumiesz? No to zobacz na to samo ale z dołu tylko jeszcze jeden raz. Jesteś pierwszym klientem pierwszego banku na świecie, ok? Bank wydrukował zatem pierwsze i jedyne sto złotych i pożyczył ci je jako kredyt. Twoja rola to po prostu po roku oddać mu tę stówę oraz pięćdziesiąt procent jako odsetki. Mija rok. Idziesz do banku i co robisz?

No co?

No co?

No co?

No stówę masz, ok. Ale skąd do licha masz wziąć te „brakujące” pięćdziesiąt złotych? Przecież to nawet nie jest możliwe mieć te pieniądze gdyż... one przecież nie istnieją realnie, no tak? Bank ich przecież nawet nie wydrukował więc skąd ty masz je wziąć? To jest po prostu niemożliwe oddać tego typu „dług”.

 

Dlatego według matematyki i logiki to nieistniejący dług. Tego nie ma! To tylko i wyłącznie oszustwo! I każde normalne dziecko z trzeciej klasy (o ile nie chodzi do szkoły specjalnej/hebrajskiej) bez trudu UDOWODNI TO! Bank ci zatem TYLKO NIEUDOLNIE wmawia że możesz to odpracować i tak stajesz się jego niewolnikiem, bo za tę pracę on ci płaci kolejną stówką na kredyt.

 

I tak to właśnie działa. Taki właśnie dług zafundowała ci demokracja bo za komuny takie coś nie miało nawet racji bytu, jako ewidentne, parszywe, prymitywne, oszustwo. Lichwa. Demokracja zaraz po nastaniu od razu zniosła ten jeden jedyny artykuł kodeksu karnego, który uniemożliwiał robienie szwindli na wielką skalę. Teraz wolno je robić zatem, wyłudzanie kasy jest legalne. Nie wierzysz mi? No to porównaj ostatni komunistyczny kodeks karny i pierwszy demokratyczny. Różnią się tylko i wyłącznie „brakiem” artykułu oraz kary za gigantyczne przestępstwa gospodarcze. To dlatego od tamtej pory wyłudzanie pieniędzy jest legalne, kuźwa mać!

 

Ten niemożliwy do spłacenia dług nosi nazwę dług publiczny i umie tylko rosnąć, bo taki jest po prostu jego cel. To tylko hipotetyczna liczba – z rodzaju liczb UROJONYCH. Poszukaj w sieci a dowiesz się kto w końcu zgarnia cały realny szmal skoro wszystkie kraje na świecie posiadają identyczny, gigantyczny, „dług publiczny”. No bo skoro wszyscy na świecie mają taki sam dług, no to komu do cholery w końcu wszystkie te kraje winne są pieniądze? Ciekawe pytanie, prawda? No pewnie że nie, bo ciekawe jest DLACZEGO NIKT GO NIE ZADAJE?

 

Twoim celem w kapitalizmie jest popadać w coraz większa nędzę łudząc się ze kiedyś tam i do ciebie się uśmiechnie los. Sorry czytelniku ale to po prostu niemożliwe nawet w teorii jest. Wie o tym każdy koks, każdy dres, każdy gang. Jak świat długi i szeroki żadna mafia nigdy, nigdzie nie tolerowała na swoim terenie jakiejkolwiek konkurencji. W Polsce tą mafią jest po prostu tak zwany skarb państwa i on nigdy, przenigdy za pomocą sędziów, urzędów skarbowych, prokuratorów, komorników, tajnych agencji oraz policji nie pozwoli abyś się wzbogacił. Nigdy.

 

Pamiętasz co się stało z takimi firmami jak Optimus? Pamiętasz dopalacze? Pamiętasz automaty do gry? Nie ma absolutnie żadnej branży w której mógłbyś legalnie i uczciwie odnieść sukces, bo jest realne ryzyko że pokażesz innym, że można lepiej żyć, lepiej prowadzić finanse, lepiej dbać o ludzi niż robi to... skarb państwa. Legalnie w tym kraju wolno jedynie... wyłudzać pieniądze. Między bajki uczciwe szanse na zostanie milionerem sobie zatem włóż. Policja w tym systemie pilnuje aby to bank ci odebrał środki do życia a nie na odwrót. Przy pierwszej lepszej okazji obal ten kapitalistyczny syf. Jeśli nie wierzysz że to możliwe spójrz na Tunezję (2011).

 

Kiedy jakiemuś niepiśmiennemu arabowi policjant skonfiskował cały dobytek, czyli osiołka i dwa kosze warzyw ten się udał do urzędu ze skargą na niesprawiedliwość. Tam urzędniczka po prostu rutynowo go spoliczkowała. W sumie niby nic. Koleś się jednak tak jak pan Stachu podpalił z rozpaczy i... stał się cud. Wybuchły zamieszki i chociaż pośmiertnie ale ten analfabeta sprawił że upadł najpotężniejszy w tym kraju człowiek – król.

 

Nic nie jest niemożliwe więc tym bardziej wieczne. I nie myśl czytelniku że zrobiłem cię tą bajką w chu**. Nie myśl tak nawet. Obiecałem że będziesz milionerem – więc będziesz, jasne? Jeśli powyższy sposób nie odpowiada ci bo w odróżnieniu do Fronczewskiego, Sthurów i Fąfli ty masz sumienie i nie chcesz aby przez resztę życia śniło ci się tysiące oblanych benzyną panów Stachów, którzy w sposób legalny zrzucili się na twój niegodziwy zysk podam ci kolejny sposób na pierwszy milion, ok?

 

Tym razem jednak spróbujmy z zupełnie innej strony się wzbogacić, dobrze? Więc tak: udasz target i zrobisz w bambuko bank. Pasuje taki model? No myślę. Podam więc przepis jak tego dokonać. Legalnie, rzecz jasna. Aby udać target musisz znać zasady. Właściwie tylko jedną. Otóż w każdym banku siedzi jakaś pani na stanowisku powiedzmy doradcy finansowego lub coś. Żadnym oczywiście doradcą ona nie jest ale tylko i wyłącznie wyszukiwarką targetów, jasne?

 

Musisz zatem po prostu ją zmylić, ot co. Ona nie może się poznać że jesteś człowiekiem z sumieniem bo nie dostaniesz kredytu. Nie ubieraj się zatem i nie odzywaj jak wioskowy idiota kiedy do niej pójdziesz, bo jak tylko ona się zorientuje że jesteś wioskowym idiotą odmówi ci. Ona przecież ma ładną buzię więc nie chce abyś ją kiedyś tam obił sztachetą lub oblał benzyną, jasne? Aby plan się powiódł musisz więc wyglądać i zachowywać się jak jej target – nieszkodliwy, wykształcony debil. Najlepiej pracownik wymiaru sprawiedliwości.

 

Jak to zrobić? Znajdź jakiś sąd, prokuraturę i zatrudnij się jako powiedzmy... sprzątaczka. Jak cię spławią i powiedzą, że nie ma miejsc lub coś, daj im propozycję nie do odrzucenia ok? Lubią żerować na innych a zatem powiedz im tak: – ja mam proszę państwa bardzo wysokie kwalifikacje, mam dwadzieścia lat bogatego doświadczenia przy zamiataniu podłóg, znam języki obce no i mam własny kubeł oraz mop. Jestem gotów pracować za ćwierć darmo, czyli hmmm „na staż”. Nikt z nich takiej oferty nie odrzuci, moja gwarancja. Uznają cię za idiotę ale uwaga... ten się śmieje kto się śmieje ostatni, no nie? Cierpliwości zatem. Na razie niech myślą że znaleźli debila większego od siebie.

 

Masz zatem pracę oraz BARDZO WAŻNY ŚWISTEK że jesteś pracownikiem najbardziej wiarygodnej firmy w kraju, czyli wymiaru sprawiedliwości no więc formalności aby udać target z głowy. Przecież to demokracja stworzyła naciągaczy którzy się obecnie nazywają „doradca finansowy”, „konsultant” itp. Ty zrób zatem identycznie produkując papiery oraz inne wizytówki. Nie wpisuj w rubrykę stanowisko sprzątacz lub sprzątaczka bo to przecież uwłaczające twojej godności, tylko zamiast tego napisz jeden z wariantów:

  1. „kurator naczelny przy prokuraturze wojewódzkiej ds. wewnętrznych”, a jeśli pani zapyta tępo... co to? – od niechcenia jej wyjaśnij – chodzi po prostu o wnętrza, jestem mecenasem istniejącego krajobrazu szczególnie budynków, mam specjalizację drugiego stopnia z ciągów komunikacyjnych...
  2. „naczelny opiekun z ramienia adwokatury do spraw powierzchni komunikacyjnych przy sądzie rejonowym takim a takim tutaj i tu”. Jeśli tu padnie zagadkowe pytanie: a co to? – odpowiedz z tajemniczym uśmiechem że jesteś po prostu adwokatem od spraw śliskich, czyli „sprzątasz brudy w kościołach” itp., a jeśli o takie jej chodzi to pochwal się że nie przegrałeś jeszcze żadnej sprawy – bo tam gdzie inni widzą śliskie mokre schody wkraczam ja i zamieniam to w płaską bezpieczną jak sucha podłoga powierzchnię i... wręcz jej wizytówkę.
  3. Możesz nawet uczciwie napisać „generalny, powiatowy, rejonowy lub grodzki konserwator zabytków” jeśli budynek który sprzątasz ma powyżej 50 lat.

Teraz jeszcze trzeba zmylić wyglądem panią z banku. Kupujesz garnitur, uczysz się języków obcych, czyli wkuwasz na pamięć kilka zagranicznych zdań  – che pasa hombre? (hiszpański), – ca va? (francuski) – what the fuck? (angielski) i rzucając nimi od niechcenia sprawiasz wrażenie osoby kulturalnej, wykształconej, elokwentnej, no bo czyż nie? Mile widziane jest używać języków obcych kiedy rozmawiając z panią w sprawie kredytu, „nagle” zadzwoni twój telefon i zaczniesz i to w aż trzech językach z „kimś” rozmawiać „o interesach”, rzecz jasna.

 

Jeśli jeszcze dodatkowo przedstawiając jej swój biznes plan, w pewnym momencie zrobisz rozbiegane oczka i zaczniesz porozumiewawczo mrugać że masz też niezawodny plan na obejście fiskusa – sukces gwarantowany. Pani z okienka z pewnością uzna cię za debila, któremu rzeczywiście warto sprzedać dwa miliony złotych w cenie trzy. Moja gwarancja. Masz więc dwa miliony, nie? Mając je, czy masz jakiś problem w zakupie kilkunastu domów w USA? Z zysku z ich wynajmu natomiast możesz cały kredyt spłacić nie jak chce bank w dwadzieścia lub trzydzieści lat, tylko niemal w rok lub dwa. I to pomimo że jest milion więcej do oddania!

 

Plan doskonały, czytelniku. Legalny ponadto. Jest tylko jeden mały problem. Właściwie dwa. Pierwszy: znów te cholerne sumienie, no nie? Drugi: tamtejsi panowie Stachowie mają nie tylko sztachety i tanią benzynę. Mają bowiem też od cholery broni. A skoro mają to nie ma praktycznie dnia aby ktoś z fiskusa lub sądownictwa lub sektora bankowego nie został w USA odstrzelony jak pies. Nawet immunitet senatora nie daje gwarancji na przeżycie. Tamtejsi panowie Stachowie skoro już „muszą” iść na dno – no to przynajmniej zabierają ze sobą tylu pozbawionych sumienia skurw*** („doradców finansowych”) ile tylko się da. No i mają też niefajny zwyczaj zajmować z powrotem domy które wcześniej zajął im bank. I nie chcą z nich wyjść!

 

A u nas pan Stachu niestety walczy samotnie... walczy sam z całym lichwiarskim systemem po to aby... u siebie na własnej ziemi tylko czy może aż... żyć! On chce tylko nie kraść no i kupić amciu i opłacić swoje własne mieszkanie – a ktoś się ośmiela zwalać mu cały aparat przemocy po to aby mu udowodnić że... go nie stać na uczciwość. To od ciebie zależy czy np. ceny mieszkań osiągną poziom normalny. Aby tak się stało wystarczy usunąć z nich jedynie to co jest wirtualne – te 400 lub 500 procent kapitalistycznej/lichwiarskiej krzywdy ludzi takich jak pana Stacha. Obal człowieku kapitalizm, a słowo stanie się ciałem. Mieszkania „zrobią się” po 60 tysięcy a nie po 300, papierosy po 1 zł a nie 10 i tak dalej, i tak dalej...

 

I nie mów, że w komunie to niemożliwe bo w komunie chińskiej na przykład nie istnieje takie coś jak... publiczny dług. A skoro nie istnieje nie ma też... akcyz. Nie ma podatków dochodowych. Nie ma... skarbówek. Dużo rzeczy tam nie ma, wiesz? Na przykład bezdomnych. Tam są tylko czy może aż „prześladowani” obrońcy praw człowieka. Oni też mają Noble, też mają internat albo areszt domowy, też mają ochroniarzy i oni też grają w ping pong, oni również mają od „niedobrej” komuny darmowe amciu :–)

 

PS. Któregoś pięknego dnia kiedy byłem na zakupach rzucił mi się w oczy sklepowy telewizor a w nim wiadomości (tvn 24) że sprawa jest już zakończona. Było tak: w czasie prognozy pogody, kiedy kamera pokazywała prześliczne słoneczko gdzieś nad Gubałówką lub cholera wie gdzie, na pasku informacyjnym przemknęła niczym meteor wieść, że pan Stach usłyszał wyrok i rozpoczął już odbywanie kary. W tle leciała sobie w tym czasie uspokajająca pieśń, wykonywana po angielsku przez radosny, pogwizdujący sobie wesoło chór śpiewający jakoś tak: „zawsze szukaj jasnej strony życia, fiu, fiu, fiu...”

 

Poszedłem więc rozgorączkowany do kiosku i kupiłem Angorę bo tam jest już wszystko to co trzeba wiedzieć wyzbierane starannie przez redaktorów z wszystkich innych gazet. Oto zatem więcej szczegółów:

Tygodnik Angora nr 8 – luty 2011

Surowa kara za złość – Hieronim M. bronił przed komornikiem swojego poloneza i podpalił policjantów. Usłyszał wyrok: 15 lat

Z całego artykułu najciekawsze jest nie to, że pan Stachu nie jest żadnym Stachem tylko nazywa się Hieronim M., ale uzasadnienie wyroku: „ – Hieronim M. nie widzi własnej winy w tym, co się stało i dał tego potwierdzenie. Nie obchodzi go los poszkodowanych policjantów, tylko wciąż uparcie wraca do swojego konfliktu z sąsiadem. Ciągle czuje się pokrzywdzony. Zdaniem sądu brak samokrytyki i taka postawa może sprawiać zagrożenie dla otoczenia.”

Na koniec zatem mam dla ciebie który to czytasz zadanie domowe. Jeśli je odrobisz to nie mniej nie więcej tylko będziesz wtajemniczony w wiedzę tajemną. Odpowiedz poprawnie na poniższe pytanie:

Pan Stachu, czyli Hieronim M. broniąc się za swój czyn nie powinien w żadnym bądź razie nieudolnie użalać się przed obliczem sądu nad samym sobą, tylko zamiast tego powinien okazać surową samokrytykę oraz ukierunkować całe swoje współczucie na:

A – komornika,

B – policję,

C – bank.

To bardzo podchwytliwe pytanie ostrzegam cię bo bez wiedzy tajemnej nijak nie uzyskasz poprawnej odpowiedzi. Jeśli chcesz to sprawdź się i wpisz ją w komentarzach.

Podam ci tylko podpowiedź: ta wesoła pogwizdywana pieśń i melodyjka z tvn 24 pochodzi ze sceny końcowej Żywotu Briana Monty Pythona, wykonywana jest tuż przed napisami końcowymi, kiedy już wszyscy bohaterowie wiszą ładnie ukrzyżowani na krzyżach i czekają sobie na śmierć :–)

„...zawsze szukaj jasnej strony życia, fiu, fiu, fiu...”

 

 

Adnotacja:

Poglądy autora powyższej publikacji nie stanowią odwierciedlenia poglądów właściciela portalu innemedium.pl

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika kura brawura

Cenię sobie Twoją stronę

Cenię sobie Twoją stronę internetową ponieważ zawiera wiele ciekawych i nieszablonowych informacji. Masz ciekawe podejscie do otaczającej nas rzeczywistości. Świetny styl literacki, z pazurem Wink Mam jednak inny wniosek na temat reklamy z tel-awizji o Henryku Zającu:" Kiedy już się pan Henryk przyzwoicie obłowił na tych pralkach i uzbierał miliony, no to przecież nie czekał aż ludzie oszaleją z powodu nagromadzonego kamienia w bębnie, o nie, tylko raz dwa wykupił czas antenowy we wszystkich możliwych stacjach i natychmiast podzielił się tym sekretnym sposobem jak uratować przed kamieniem pralkę ze wszystkimi ofiarami kamienia. Półtora roku niezmordowanie Henryk Zając płacił za czas antenowy i opowiadał jak uratować pralkę. Czyż to z jego strony nie był szlachetny gest?"

Może niektórych zaskoczę jednak czy przebudzeni czy też nie, mamy zakorzenione w naszych umysłach pewne bardzo głębokie schematy. Więc Pan Henryk dorobiwszy się milionów, zyskawszy ogromną pewnośc siebie po tym jak udwodnił samemu sobie swój "geniusz" oraz po okresia szaleństwa i dzikiej radości z wydawanych pieniędzy okrzepł w końcu. Usiadł na krześle i jeśli było mu dane pomyślał, że kolejne zera na koncie to już tylko kolekcjonerstwo. Myślał cóż tu począć - kolejny jacht już go nie kręci bo w poprzednim już ma wszystko co najnowsze. Był na wszystkich najbardziej modnych i dzikich wyspach świata i (o dziwo) zauważył, że tam to samo - woda, roślinność i ludzie. Czy to nad Wisłą czy na Kajmanach. Wszędzie i tak trzeba spać, zjeść i zrobić kupę. Myślec zaczął i wyszło mu z kalkulacji, że trza począć coś więcej i tak się Pan Henryk rzeczywiście uszlachetnił - nie zatraciwszy przy tym oczywiście swojej żyłki do robienia pieniędzy ( co bardzo było rozsądne). Napisał Henio książkę, oczywiście zdając sobie sprawę, że tylko 1% populacji będzie w stanie zrealizować zadania w niej zawarte. Ehh same zadania banalnie łatwe przecież, ale... no własnie... Silnej woli potrzeba. A, że ludziska takową mają, ale głęboko pogrzebaną pod pokrywą strachu i nałogów, to książkę i owszem przeczytają, ale nazajutrz zapomną i pójdą po pracy na pięć piw zamiast usiąć w spokoju z samym sobą i wydobyć z siebie potencjał jak faktycznie zrealizować swoje pragnienia, których nota bene nawet nie są świadomi. Reasumując, tak, Henio ze szlachetności książkę faktycznie mógła napisać, lecz tylko człowiek kontrolujący siebie i z silną wolą może te Henia rady wprowadzić w życie ? Dleczegóż to, zapytacie? Ano dlatego, że w książce tylko słowa, słowa, słowa... ale między wierszami prawdziwe informacje zawarte. Bo tych słowami przekazać się NIE DA.

Mam na myśli to, że po osiągnięciu pewnego statusu finansowego inaczej postrzega się świat i ludzie faktycznie chcą pomagać innym ludziom ponieważ - co przykre;) -działa w nich mechanizma ego,  który chce sprawić by poczuli się dobrze i szlachetnie. EGO jest, chcąc nie chcąc - no przykro mi...- motywatorem wszystkich działań w materialnym świecie, równiez pomocy innym... Tylko, że człowiek zarabiający miliony czy miliardy czuje, że ludzie "z dołu" czyli Ci zarabiający mniej, są kilometry świetlne za nim dzięki czemu chętnie im pomaga.

Portret użytkownika Panteista

No nawet ciekawe. Za dużo

No nawet ciekawe. Za dużo tylko tutaj krasomówstwa, którego nie znoszę (wolę same konkrety) no i za dużo wtrąceń typu  „no nie”, „no tak czy nie”. Przez to momentami przypomina to wywiad z amerykańskimi dziewkami od śpiewu pokroju Britney Spears, które za każdym razem wtrącają w wypowiedź „you know”. Ale generalnie artykuł Oki. Nie rozumiem tylko niektórych twierdzących, że artykuł kogoś obraża, pisownia może momentami i soczysta, ale nie obraźliwa.

Portret użytkownika SAH

Tak patrzę , czytam . I wasze

Tak patrzę , czytam . I wasze wypowiedzi rozumiem . każda wypowiedź reprezentuje człowieka , jego poglądy , widzenie świata . Jego wychowanie , i naprawdę ogarnia nieraz mnie przerażenie , jacy my naprawdę jesteśmy . wystarczy dać temat , myśl nie zgodną z poglądami nam wciskanymi przez TVN czy inne stacje a automatycznie robisz się wrogiem publicznym nm1 Wink dziwne i przerażające ........

Portret użytkownika waldek

Ten Baca was obraża i co

Ten Baca was obraża i co drugi akapit nazywa was ludzie wprost per "debile" a wy jeszcze zadowoleni jesteście i uważacie, że tak fajnie napisał że ho-ho aj-waj. No chyba że wy ludze nie jesteście ludzie tylko ta wyższa rasa żydowska naród wybrany ... no tak wtedy jak wasz żydowski kierownik możecie innymi pomiatać i wylewać na kogo się tylko da te wasze zboczone żydowskie pomyje.

Strony

Skomentuj