Wirakocza - starożytny Bóg, który opuścił swój lud

Kategorie: 

Źródło: freeimages.com

Według starożytnych legend, Wirakocza stworzył wszechświat, Słońce, księżyc, gwiazdy i czas. Dopiero potem stworzył zalążki przyszłych cywilizacji. Podobnie jak wielu innych bogów Mezoameryki, udał się w podróż po Ziemi i nauczał starożytne cywilizacje ludzkości nowych technologii oraz zasad prawa i porządku. Tak jak wszyscy jego poprzednicy, on też pewnego dnia odszedł i obiecał powrócić gdy jego lud będzie go potrzebować.

 

 

Wirakocza był uważany za jedno z najważniejszych, bóstw w kulturze Inków. Według relacji mitologicznych,  wzrósł on z jeziora Titicaca i "przyniósł światło w czasie ciemności". Stworzył ludzkość z kamieni, ale to nie ona była jego pierwszym dzieckiem. Na samym początku Wirakocza stworzył bezmózgich i okrutnych gigantów, z których był bardzo niezadowolony. Historii tej nie można włożyć całkowicie między bajki, ponieważ wiele plemion Ameryki Południowej posiada legendy o rasie białych gigantów, którzy w pewnym momencie zostali wybici co do jednego. Opowieści takie pojawiają się choćby u plemion Czoktawów, Komanczy, Nowajów czy peruwiańskich Mantów. Zadziwiająco wiele z nich w znacznym stopniu się ze sobą pokrywa.

Jak dobrze nam wiadomo hiszpańscy kronikarze z XVI wieku twierdzili, że gdy konkwistadorzy pod wodzą Francisco Pizarro po raz pierwszy zetknęli się z Inkami zostali przywitani jak długo oczekiwani Bogowie. Z jakiegoś powodu Indianie uznali, że walka z Hiszpanami nie ma sensu. Wciąż nazywali ich per "Wirakocza”, przy czym słowo to zwykle padało w zbitce z innymi a samo w sobie miało prawdopodobnie podkreślać boski charakter przybyszów. Zapisy stworzone przez hiszpańskich kronikarzy opisują go jako "Białego Boga" z długą białą brodą. Nie da się ukryć, że opis ten brzmi co najmniej znajomo.

Już sam fakt, że Wirakocza jest przedstawiany jako bóstwo posiadające brodę i wąsy oznacza coś bardzo niezwykłego. Indianie nie mieli w zwyczaju posiadać tak dużego zarostu, a dziwna prezencja Wirakoczy jest bardzej podobna do Bogów starożytnego Sumeru w Mezopotamii. Stąd też urodziła się dość interesująca teoria. Co jeśli "Wirakocza" to nie opis jednego Boga a całej rasy białych przybyszów ?

Jeden z kronikarzy przemierzający Środkową i Południową Amerykę, Pedro de Cieza de Leon, opisuje, co usłyszał od Indian w trakcie swojej podróży w latach 1530 a 1550. Twierdzi on, że mówili mu o innych białych ludziach, którzy mieszkali w okolicy Jeziora Titicaca. Mieli oni posiadać wielką moc i byli w stanie czynić cuda a nawet latać. Gdy Bóstwa opuszczały swoje ziemie obiecali na odchodnym, że jeszcze powrócą. W rezultacie pojawienie się Hiszpanów przyjęte zostało, jako powrót bogów z przeszłości. 

Według podań ustnych obecnych w wielu cywilizacjach epoki prekolumbijskiej w podobny sposób opisuje się odejście Wirakoczów. Jest to dosłownie opis startu pojazdu odlatującego w przestrzeń kosmiczną. Jeden z kronikarzy napisał, że Indianie opowiadali o wielkim blasku większym niż Słońce i o ogromnym huku towarzyszącym temu odlotowi do Nieba. Ten opis funkcjonuje zresztą w wielu kulturach amerykańskich i nie tylko. Nie da się ukryć, że wizja ta wręcz idealnie komponuje się z chrześcijańskim przedstawieniem Wniebowstąpienia.

Pozostaje jednak pytanie czego to wszystko dowodzi? Ilość informacji jest niestety zbyt mała by ferować wyrokami, ale wyłania sie nam z tego układanka, która wskazuje nam na to, że w przeszłości Ameryki Południowej rzeczywiście mogło dojść do interakcji tubylców z jakimiś tajemniczymi wysokimi blondwłosymi istotami o jasnej karnacji skóry. Istoty przewyższały rdzennych mieszkańców tych ziem pod każdym praktycznie względem, ale nagle coś spowodowało, że musiały one odejść.

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Komentarze

Skomentuj