Za dwa miesiące będzie koniec świata albo poczatek nowego

Kategorie: 

Źródło: scc.losrios.edu

Już mniej niż dwa miesiące pozostały do hipotetycznego końca świata. Jako główną przyczynę jego wystąpienia wskazuje się na przewidywani Majów. Rok 2012 stał się wręcz popkulturowym symbolem a magiczna data 21 grudnia 2012 znana jest chyba przez wszystkich.

 

 

Podstawowe stwierdzenie brzmi, że dwudziestego pierwszego grudnia tego roku kończy się kalendarz Majów.  Wraz z nim, według sceptyków, na Ziemię spadnie kataklizm, który zniszczy naszą cywilizację.  Niektórzy, na przykład, że organizatorzy festiwalu na Łotwie, który odbędzie się w dniu 21 grudnia, nabyli specjalne ubezpieczenie, które gwarantuje odszkodowanie w przypadku "zerwania kontinuum, z którego można dostać się do równoległych światów."

 

Lamowie tybetańscy nie ukrywają faktu, że ryzyko poważnego wydarzenia pod koniec grudnia jest dość duże.  Astrolodzy zwracają uwagę, że planety systemu linii w rzędzie, co jest przypadkiem szczególnym.  Gdy nadejdzie ten dzień, Ziemia zacznie przechodzić przez galaktyczny równik. Według niektórych teorii jest to specjalny obszar, w którym wygaszona jest cała energia. Panuje tam ciemność, dlatego przelot przez ten obszar może spowodować słynne trzy dni ciemności powracające zawsze przy przekazach na temat końca świata.

 

Co się stanie potem pozostaje zagadką. Katastrofiści wierzą, że czeka nas przebiegunowanie i wielki ogólnoświatowy potop, który jest zjawiskiem cyklicznym. Niedawno naukowcy bułgarscy odkryli, że Morze Czarne powstało właśnie w wyniku globalnego potopu. Gdyby założyć, że wiedza Majów została im przekazana można zaryzykować twierdzenie, że kalendarz Majów wskazuje na symboliczną datę stanowiącą punkt zwrotny, początek nowego cyklu. Tym nowym początkiem może być próba przetrwania i odtworzenia cywilizacji. Być może działo się to już w przeszłości wielokrotnie.

 

Są i tacy, którzy twierdzą, że w grudniu tego roku nie będzie żadnego końca świata tylko raczej początek nowego. Tutaj kluczowe wydaje się pytanie czy na naszej planecie wszystko zostanie po staremu, czy tez jak chcą niektórzy Ziemia a z nią my, przeniesie się do następnego poziomu rozwoju i przeniesie się do czegoś, co umownie nazywane jest czwartą gęstością. Jest to pojęcie na tyle abstrakcyjne, że możemy tylko przyjąć, że jest to czterowymiarowy świat, którego nie jesteśmy w stanie pojąć.

 

Wielkie odliczanie trwa a werble zmian zaczynają grać coraz szybciej i głośniej. Czy magiczna data 21 grudnia 2012 to coś więcej niż kolejny dzień z kalendarza? Przekonamy się już za mniej niż dwa miesiące.

 

 

Ocena: 

1
Średnio: 1 (1 vote)

Komentarze

Portret użytkownika Elżbieta

Dodam do wcześniejszej mojej

Dodam do wcześniejszej mojej wypowiedzi, że zmiany na świcie następują, niektórzy zmieniają się na lepsze i budzą się do innego wyższego poziomu życia, inni zaś popadają w martwotę jeszcze bardziej przywiązując się do świata materialnego i lenistwa. Tak nasilają się energie dobra i zła, że przecież widać to wokół nas, na w nas. Nasila się w człowieku wszystko co wewnątrz siebie skrywa, wszystko się ujawnia w czynach i słowach dobrych lub złych...Można wyczuć ciśnienie,energię które na nas wpływa.
A żeby móc, być może, wejść na inny poziom duchowy, do którego przechodzi świat, należy porzucić wszystko to, co człowiek "osiągnął" przez dziesiątki lat, zmienić całe nasze myślenie, porzucić stare ideały, dogmaty, wiarę, wszystko to co stworzył rozum człowieka...zmienić całkowicie tok myślenia, oddać się własnym przeżyciom, sumieniu, odczuwaniu. Stać się zupełną jednostką w poszukiwaniu Prawd i sensu bytu. Po prostu przestać żyć według reguł i poglądów dyktowanych przez innych ludzi. Każdy z nas odczuwa, ma w sobie siłę, aby żyć jako jednostka w społeczeństwie, potrafimy badać, obserwować, kochać i każdy inaczej, każdy na swój sposób, i można zauważyć że mimo reguł, wiar i zasad jakie obowiązują w świecie ówczesnego człowieka, każdy z nas mimo tego, że religie, ludzie, politycy i  wodzowie dyktują nam jak mamy żyć, zastraszając nas, każdy z nas jednak głęboko w sercu ma własne odczucia, a poglądy każdego z nas mimo wszystko też są ukrywane często, ale są indywidualne, inne od toku myślenia i uczuć innych ludzi i nikt tego nie zmieni, to właśnie dar od Boga. Mamy żyć w miłości, w społeczeństwie, tworzymy jedną wielką rodzinę, ale każdy z osobna. I wtedy tak naprawdę żyjemy, gdy pozwolimy duchowi zapanować nad rozumem, porzucając poglądy nasuwane przez ludzi,gdy podążymy własną drogą badań i odczuwania. Gdy pozwolimy sobie i innym bliźnim na to by sami decydowali o swoim życiu, by sami badali stworzenie i życie, byśmy sami prawdziwie życie przeżywali poprzez nieustanne dążenie do poznania. Przecież naukowcy, politycy, władze, całe systemy i cywilizacje okazują się wielką porażką człowieka. Tylko się wystarczy przyjrzeć...to skoro ci co dyktują nam jak mamy żyć, narzucając prawa, obowiązki, systemy i swoją wolę są mylni i ich światopoglądy kruche jak uschnięte rośliny, czemu nie możemy myśleć jako jednostka? Tworzyć indywidualnie, nie narzucając przy tym swojej woli innym, którzy poszukują tak jak my? Wszyscy mamy do tego prawo, wszyscy potrafimy i mamy taki obowiązek. I człowiek po to robi błędy, aby się na nich uczyć, dochodzi w życiu do poznania, po to by znów doznać kolejnych poznań...poznawać stworzenie możemy całe życie, a i tak go nie zrozumiemy do końca. Każdy indywidualnie może poznawać, inni dojdą wyżej inni niżej w poznaniu, każdy tam gdzie sobie sam zapracuje, każdy tam gdzie jest wytyczona jego granica poznania. Człowiek musi pogodzić się z tym, że nie pojmie w pełni Boga i wiedzy całej, bo jest tylko stworzeniem Bożym, nie może stawiać siebie na równi z Bogiem...Boga możemy czuć w stworzeniu, poznawać Go, ale nigdy nie staniemy na równi z Nim, ani wyżej...
Nie pozwólmy się zastraszać i podporządkować ponownie innym, jeśli już budzimy się, zaczynamy tęsknić za Prawdą i Miłością, gdy dostrzegamy martwotę i niechęć do tego co stworzył dotychczas człowiek. Prośmy  Boga o siłę, aby nie ominęła nas szansa wejścia na nowy poziom.
Jesteśmy rozleniwieni, uśpieni, to hańba człowieka, grzech ogromny, chodzimy jak zombi. Ale nie obwiniajmy o to innych, władz krajów, kościołów, przecież my też mamy tyle winy co oni...Daliśmy się uśpić. Teraz jest czas gdy ciężko się obudzić, bo przylgnęliśmy do wygody, lenistwa duchowego i świata materialnego.
Do tej pory byliśmy podporządkowani, ale ludzie budzą się ze starego świata, który dobiega końca, do nowego na wyższym poziomie duchowym, gdzie nie będzie miejsca dla dyrygujących, nadchodzi czas wolności jednostek! Czas prawdziwego życia, w którym ludzie nie będą tacy znieczuleni. Już nie potrafimy okazywać uczuć prawdziwie, bo to niby drętwe, zacofane, niemodne...Nadchodzi czas gdy ludzie przestaną być więźniami ludzi i przez nas samych, stworzonego sztucznego świata.
Dziękuję Boże za Prawdę i możliwość poznawania!
Życzę wszystkim ludziom zmiany na lepsze, życzę by się obudzili i przeszli na nowy poziom duchowy. Życzę ludziom prawdziwego życia według woli Boga.

 

Portret użytkownika Elżbieta

Dodam do wcześniejszej mojej

Dodam do wcześniejszej mojej wypowiedzi, że zmiany na świcie następują, niektórzy zmieniają się na lepsze i budzą się do innego wyższego poziomu życia, inni zaś popadają w martwotę jeszcze bardziej przywiązując się do świata materialnego i lenistwa. Tak nasilają się energie dobra i zła, że przecież widać to wokół nas, na w nas. Nasila się w człowieku wszystko co wewnątrz siebie skrywa, wszystko się ujawnia w czynach i słowach dobrych lub złych...Można wyczuć ciśnienie,energię które na nas wpływa.
A żeby móc, być może, wejść na inny poziom duchowy, do którego przechodzi świat, należy porzucić wszystko to, co człowiek "osiągnął" przez dziesiątki lat, zmienić całe nasze myślenie, porzucić stare ideały, dogmaty, wiarę, wszystko to co stworzył rozum człowieka...zmienić całkowicie tok myślenia, oddać się własnym przeżyciom, sumieniu, odczuwaniu. Stać się zupełną jednostką w poszukiwaniu Prawd i sensu bytu. Po prostu przestać żyć według reguł i poglądów dyktowanych przez innych ludzi. Każdy z nas odczuwa, ma w sobie siłę, aby żyć jako jednostka w społeczeństwie, potrafimy badać, obserwować, kochać i każdy inaczej, każdy na swój sposób, i można zauważyć że mimo reguł, wiar i zasad jakie obowiązują w świecie ówczesnego człowieka, każdy z nas mimo tego, że religie, ludzie, politycy i  wodzowie dyktują nam jak mamy żyć, zastraszając nas, każdy z nas jednak głęboko w sercu ma własne odczucia, a poglądy każdego z nas mimo wszystko też są ukrywane często, ale są indywidualne, inne od toku myślenia i uczuć innych ludzi i nikt tego nie zmieni, to właśnie dar od Boga. Mamy żyć w miłości, w społeczeństwie, tworzymy jedną wielką rodzinę, ale każdy z osobna. I wtedy tak naprawdę żyjemy, gdy pozwolimy duchowi zapanować nad rozumem, porzucając poglądy nasuwane przez ludzi,gdy podążymy własną drogą badań i odczuwania. Gdy pozwolimy sobie i innym bliźnim na to by sami decydowali o swoim życiu, by sami badali stworzenie i życie, byśmy sami prawdziwie życie przeżywali poprzez nieustanne dążenie do poznania. Przecież naukowcy, politycy, władze, całe systemy i cywilizacje okazują się wielką porażką człowieka. Tylko się wystarczy przyjrzeć...to skoro ci co dyktują nam jak mamy żyć, narzucając prawa, obowiązki, systemy i swoją wolę są mylni i ich światopoglądy kruche jak uschnięte rośliny, czemu nie możemy myśleć jako jednostka? Tworzyć indywidualnie, nie narzucając przy tym swojej woli innym, którzy poszukują tak jak my? Wszyscy mamy do tego prawo, wszyscy potrafimy i mamy taki obowiązek. I człowiek po to robi błędy, aby się na nich uczyć, dochodzi w życiu do poznania, po to by znów doznać kolejnych poznań...poznawać stworzenie możemy całe życie, a i tak go nie zrozumiemy do końca. Każdy indywidualnie może poznawać, inni dojdą wyżej inni niżej w poznaniu, każdy tam gdzie sobie sam zapracuje, każdy tam gdzie jest wytyczona jego granica poznania. Człowiek musi pogodzić się z tym, że nie pojmie w pełni Boga i wiedzy całej, bo jest tylko stworzeniem Bożym, nie może stawiać siebie na równi z Bogiem...Boga możemy czuć w stworzeniu, poznawać Go, ale nigdy nie staniemy na równi z Nim, ani wyżej...
Nie pozwólmy się zastraszać i podporządkować ponownie innym, jeśli już budzimy się, zaczynamy tęsknić za Prawdą i Miłością, gdy dostrzegamy martwotę i niechęć do tego co stworzył dotychczas człowiek. Prośmy  Boga o siłę, aby nie ominęła nas szansa wejścia na nowy poziom.
Jesteśmy rozleniwieni, uśpieni, to hańba człowieka, grzech ogromny, chodzimy jak zombi. Ale nie obwiniajmy o to innych, władz krajów, kościołów, przecież my też mamy tyle winy co oni...Daliśmy się uśpić. Teraz jest czas gdy ciężko się obudzić, bo przylgnęliśmy do wygody, lenistwa duchowego i świata materialnego.
Do tej pory byliśmy podporządkowani, ale ludzie budzą się ze starego świata, który dobiega końca, do nowego na wyższym poziomie duchowym, gdzie nie będzie miejsca dla dyrygujących, nadchodzi czas wolności jednostek! Czas prawdziwego życia, w którym ludzie nie będą tacy znieczuleni. Już nie potrafimy okazywać uczuć prawdziwie, bo to niby drętwe, zacofane, niemodne...Nadchodzi czas gdy ludzie przestaną być więźniami ludzi i przez nas samych, stworzonego sztucznego świata.
Dziękuję Boże za Prawdę i możliwość poznawania!
Życzę wszystkim ludziom zmiany na lepsze, życzę by się obudzili i przeszli na nowy poziom duchowy. Życzę ludziom prawdziwego życia według woli Boga.
 

Głosuj przeciw
-42
Portret użytkownika Elżbieta

WSZYSTKIM KTÓRZY SIĘ BUDZĄ,

WSZYSTKIM KTÓRZY SIĘ BUDZĄ, WSZYSTKIM KTÓRZY POSZUKUJĄ PRAWDY I BOGA
 
Od dziecka czułam, że nie pasuje mi ten świat i jak ludzie się traktują, jako bardzo mała dziewczynka wątpiłam w idealność rodziców, kościoła itp...Widywałam duchy, tak . Gdy miałam kilka lat, może 3-5, pamiętam do dziś, często ale nie zawsze czułam obecność "kogoś" i nie było to przyjemne uczucie, więc nie twierdzę do dziś,że były to zawsze dobre duchy, choć te również gościły wokół mojej osoby...Będąc już w wieku dojrzewania, gdy chodziłam do kościoła, choć nie ciągnęło mnie tam...pomimo, że czułam ogromną tęsknotę już wtedy za Bogiem( gdy było mi źle, zawsze prosiłam aby Zabrał mnie do siebie, bo tu mi źle, mam wrażenie, że tęskniłam do miejsca do którego tak naprawdę tęsknił mój duch, który dzięki wrażliwośći i uczuciowości, której nigdy nie skrywałam, miał możliwość panować nad moim rozumem-nie tak jak to teraz wygląda u nas ludzi że najpierw rozum potem miłość i duch, a Bóg to wogóle na końcu....wracając więc do mojego ducha po prostu miał kontakt z moim ciałem i potrafił powoli budzić mnie z tej agonii duchowej, która być może zawładnęłaby całkowicie moim ciałem i uśpiła mnie do końca życia, tak że duch by starcił całkowitą łączność z ciałem, gdyby nie właśnie siła wewnętrzna i próba znalezienia logiki w tym całym świecie, jakże wtedy dziwnym i nieprzyjaznym dla nostolatki, któremu pozwalałam i staram się pozwalać panować nad moim rozumem...).
 
Więc najpierw jako dziecko miotał mną stach przed nieznanymi istotami które widywałam, słyszałam, czułam, śniłam o nich... a potem niezrozumienie ze strony bliskich, z resztą sama nie rozumiałm i nie rozumniem taj znieczulicy społecznej....
 
Następnie pojawiły się sny, a pierwszym z nich był sen, w którym wchodzę po schodach na strych i mówię do mamy która była za mną- mamo musimy posprzątać bo Pan Bóg do mnie przychodzi, i zobaczyłam pudła, wyjmowałam z nich obrazki z Jezusem i Maryją, krzyżyki...a dajej podchodząc zobaczyłam wannę, w której leżała piękna czerwona szata-i obudziłam się Smile
 
Od tego właśnie snu zaczęły się kolejne, prorocze i takie w których nawiedzały mnie duchy...aż do momentu gdy zaczęłam miewać sny z Jesusem, a także Maryją.
 
Powinnam teraz podkreślić, że zawsze gdy chodziłam do kościoła, łzy same cisnęły mi się do powiek! Nie rozumiałam i nie podzielałam zdania, i czułam to w sercu, że Bóg wcale nie chciał, aby Jego syn został ukrzyżowany, czego też nie chciał sam Chrystus(sam mówi podczas modlitwy, żeby Bóg zabrał ten kielich, ale jeśli taka wola Boga niech się tak stanie- w tych słowach udowadnia według mnie nie to, że Bóg nie chce śmierci Slowa Bożego, które posłał ludziom na ziemię w ciele Syna swego, ale Chrystus po prostu -jak ja kiedyś będąc młoda i zabłąkana w świecie-oddaje się całkowicie pod opiekę Boga podkreślając, że do końca służy Bogu i tylko Bogu i tylko do Ojca swego się zwróci w najdotkliwszej sytuacji, bo tylko Bóg jest w stanie pomóc przezwycieżyć słabości-a strach był wtedy słabością Chrystusa, strach i pewnie nie chciał umierać w taki sposób, przecież Jezus skoro jest Synem Boga i ma w sobie Jego cząstkę, nie zrozumie bestialstwa i nienawiści, bo Bóg jest Miłością, a ta nie zna złego...).
 
Także przestałam powoli wierzyć w to co mówi kościól, który ma na swoim koncie od stuleci niecne występki, otacza się złotem,bogactwem,mordował dla swoich korzyści,ludzie a zwłaszcza kobiety który,ch dusze widocznie w tamtych czasach po prostu budziły się, miały prorocze sny i wizje, które szkodziły władzy kościelnej po prostu mordowano i palono na stosach! aferami pedofilstwa, alhoholem, hazardem,sam ustanawia sakramenty, posty(zmieniają je aby dopasować je do teraźniejszych czasów? :/) ustanawiają świętych z ludzi, którzy nigdy nimi nie byli i nie są, bo nie są nieskaziteli i idealni, jak można człowieka, istotę mylną, tak daleką ideałowi, która ma w sobie zarówno dobro, jak i zło,porównać do Boga!TYLKO BÓG JEST ŚWIĘTY i Nieskazitelny i do Boga tylko należy się Modlić. Każą się do nich modlić, każą się modlić do bożków w złotych ramkach, do rzeźb, pomników, nie do Boga Żywego! Kazali modlić się do Maryi matki ziemskiej Jesusa, a przecież my mamy i powinniśmy tylko Jednemu Bogu pokłon oddawać-Bogu miłości, którego nie ma w Kościele, ani w obrazie! Każą się modlić do Jezusa a on sam 2000lat temu nauczył nas modlitwy do Tego którego MAMY sie modlić "Ojcze nasz któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jak w niebie tak i na ziemi, chleba naszego powszedniego daj nam dziiaj i odpuść nam nasze winy jak i my odpuszczamy naszym winowajcom i nie wódź nas na pokuszenie ale nas zbaw ode złego". Jezus nauczył nas modlitwy abyśmy pokłaon oddawali tylko Bogu, nie jemu, pokazał poprzez podarowanie nam modlitwy "Ojcze nasz..." że mamy się modlić tylko i wyłącznie do Boga, sam mówił natomiast często, że przyszedł na świat służyć Bogu, i sam oddawał pokłon Bogu!
 
Wracając do kościoła, nie dawałam sobie rady z moimi snami, a zawłaszcza z duchami które mnie odwiedzały...bałam sie(za każdym jednak razem, nawet we śnie,gdy pojawiał się zły duch, nawet demon, odmawiałam modlitwę"Ojcze nasz..."i gdy mówiłam amen, albo się od razu budziłam bądź duch znikał,ponieważ sny były bardzo rzeczywiste). W snach zaczęłam w wieku 16 -17 lat widywać Jezusa, pierwszy sen to taki, gdy idę do kościoła i nagle dostrzegam na ścianie wiszący krzyż a na nim umierający Chrystus, twarz zakryta mokrymi z deszczu włosami, głowa opuszcona, a ja zaczęłam płakać i myśleć co my ludzie zrobiliśmy?przecież widzę żę on nie chce wcale umierać!widzę jak cierpi!wszystko czuła a sen mimo że mam 26 lat pamiętam jak do dziś.Kolejne sny gdy idę do kościoła wchodzę, okazuje się że jestem w jaskini, unosi się jakby czerwony kurz a na miejscu ołtarza leży ogromny krzyż na nim Chrystus, a mnichy w kapturach wbijające gwoździe w stopy Chrystusa. On zaczyna krzyczeć, ja zaczynam płakać, uciekam z jaskini, znów jestem przed kościołem, podchodzi do mnie mnich, podnoszę głowę i widzę okropna jakby małpią? twarz który mówi do mnie strasznym głosem : "i czego się boisz? hahhahhah" i odchodzi, ja się budzę...Jeszcze jeden sen gdy jestem na wycieczce klasowej w jakiejś komnacie, wisi tam półka, dwie z desek a na nich obrazki kościelne, kwiety,po prawej stronie komnaty są drzwi jak w zamku starym, wielka klamka, idę tam choć kogoś tam czuję i się boję, są moi znajomi, znikają , ja chęcę wybiec ale drzwi sie zamykają, ktoś podchodzi, ja go nie widzę, mówi :"Elu poznasz mnie po zapachu" i sypie mi pyłkiem w oczy, potem psika zapacham,ja mówię: "Panie Jezu ten zapach jest twój!", wtedy już nie odczuwam strachu, siedzę Jezusowi na kolanach, ale nadal go nie widzę, pytam: "Panie Jezu czy zawsze będziesz przy mnie?", "tak"-odpowiada, "i zawsze będziesz moim przyjacielem"-pytam, "tak zawsze, ale jeszcze nikomu o tym nie mów". Wychodzę okazuje się,że z łazienki u babci, w kuchni szklanki same się przesuwają, szafki otwierają, na krześle siedzi ciocia króta naprzemian z wujkiem zamienia się ciałami migotając i powtarzają ze zdziwieniem :"nie wierzę, nie wierzę". W snach Jesus nie pokazywał mi twarzy, chyba że była wykuta z kamienia i zaczynała się poruszać...Ale był sen gdy wracam do domu, jest już widno, ale lekka mgła jak to rano, wchodzę przez bramę i zamykam ją trzskając lewą ręką, nawet się nie odwracając za siebie, ale furtka wraca do dłoni, to ponownie robie zamach i puszczam furtkę, ta znów wraca, gdy chcę się odwrócić nagle ktoś łapie mnie za rękę między łokciem, a ramieniem, mężczyzna, patrzę a na wyskokości moich oczu widzę stopy w powietrzu unoszące się, wystające spod białej szaty błyszczącej bielą nie do opisania,stopy nie mają ran, ale wiem że to Jezus, padam na kolana, Jezus kuca przy mnie, przytula i całuje w usta...ja mówię: "Panie Jezu, ale ja cię kocham inna miłością" pierwszy raz widzę jego twarz,on uśmiecha się, spogląda w prawo i mówi uśmiechnięty :"Ty jeszcze nie wiesz co cię czeka", a ja się budzę.Było jeszcze kilka takich snów,ale przejdę do takiego, w którym leżę na łóżku, widzę miskę,podchodzę myję twarz i tak jakbym w wzwolnionym tempie ujrzała 3 razy przemywającego sobie wodą, twarz Jesusa. Odwracam się w lewo i widzę posąg maryi i on zaczyna się ruszać i uśmiechać do mnie.
Zdażyło mi się, obudzić gdy ktoś głaskał mnie po ramieniu, otworzyć oczy w nocy i zobaczyć ducha,słyszeć kogoś kroki. Raz z nocy obudziłam się i jie mogłam zasnąć czułam jak któs się na mnie patrzy i jest obok mnie, poczułam mrowienie rąk, nóg, dziwne odcinanie się mojego mózgu od ciała?nie potrafię wytłumaczyć, ale z pewnością nie potrafiłam powiedzieć słowa, ruszyć palcami, miałam wrażenie że krzyczę imiona bliskich(nie spałam sama) by mi pomogli, słyszałam swóje głos...ale właśnie ta energia, tej istoty której nie zobaczyłam,przesunęła mnie w dół wzdłuż łóżka jekieś kilka centymetrów-czułam jak włosy zostają na górze ciało suwa się ku końcu łóżka i zaraz wróciłam z powrotem na miejce poduszki, ale usłyszałam męsko-damski głos istoty która stała obok łóżka, powiedziała 3 razy-"Przyjdzie do ciebie Jezus..." i wraz z jej odejściem ja mogłam znów się poruszyć.
 
Przejdę do opisania kilku snów dotyczących wydaje mi się tych czasów. Wtedy nie zawracałam sobie głowy szperaniem po stronach internetowych w poszukiwaniu dni ostatecznych w tych czasach, interesowała mnie apokalipsa, czułam że chcę poznać znaki apokalipsy z biblii.
 
Śnił mi się cały układ słoneczny, planety usawione w linii prostej i jakaś planeta która pojawia się w układzie słonecznym i porusza się dziwnie w układzie.
Śnił mi się ogromna planeta ognista która doslownie omija się z ziemią ocierając się tuż przede mną.
Śniły mi się kilkakrotnie rozbijające się samoloty, jeden pamiętam z ludźmi w których rozmawiałam z chłopcem i mówił, że lecieli do Indii lub z?
Śnił ni się Polski samolot, który rozbija się, w pierszym śnie niekontrolowanie jakby lecieł na niskiej wysokości nad jeziorem i na łące koło lasu się dozbija na kawałki, w drugim rozbija się na polu kolo granicy(miedzy) też niekontrolowanie z wielką siła uderza w dól.Dokładnie widzę że to Polski samolot.
Śnila mi się ziemia, ja stoję na kuli ziemskiej, ona jest jakby mniejsza pod stopami,za moimi plecami Jezus, ziemia kręci się w przeciwnym kierunku i widzę minione stulecia dokładnie ludzi, rodzię ubraną w jakiąś średniowieczną odzież,
Śni mi się szaro czerwone niebo, na nim wszystkie maszyny lotnicze jakie człowiek skonstruował począwszy od wielkiego sterowca, kończąc na sprzęcie wojskowym, wszystkie w jednym miejscu nierucgome, jakby czas się zatrzymał.
Śniły mi się trąby powietrzne w Polsce.
Śniły mi się trąby powietrzne na wybrzeżu Wielkiej Brytanii chyba.
Śniło mi się ogromne trzęsienie ziemi, skały, nic nie było prawie widać bo w powietrzu unosił się czerwonawy pył, skały pękały a z nich uchodziły dusze zmarłych.
Śniło mi się że stoję na brzegu ogromnego morza, chyba na zachodniej Polskiej granicy i wiem że tak była Wielka Brytania.
Śni mi się ogromne trzęsienie ziemi, biegnę w stronę rodzinnego domu od strony lasu, ziemia pęka między moimi nogami, wpadam, czuję strach.
Śniły mi się statki kosmiczne latające zimą.
Śniła mi się walka dobra ze złem-obraz nie do opisania.
 
Muszę podkreślić, że opisane sny pamiętam jak do dziś, a miały miejsce w latach 2000 i późniejszych. Całkowicie przewróciły moje życie, zaczęłam je spisywać, analizować, bezskutecznie z resztą i teraz może i część zrozumiałam, lecz z całą pewnością nie ostatecznie. Odeszłam od wiary kościołowi, starciłam także wiarę w państwo, bo jestem zakochana w Polsce ale rozczarowana polityką i naszym postępowaniem...dlaczego naszym?bo rzadne z nas nie jest ideałem bez winy, kumulujemy i wysyłamy złą negatywną energię, tworzymy konflikty, zamiast się miłować. Świat może być piękny, to my ludzie jesteśmy jego zmorą...
Jedyną osobą, która mówi dla mnie PRAWDĘ jest Jezus Chrystus.On daje nam Słowo Boże, które było na początku i będzie na wieki nie zmienione-nawet przez człowieka-jak biblia, dlatego Jezus jest dla mnie jedyną osobą która niesie Słowo Prawdy bo pochodzi Ona od Boga przez syna Jezusa. Tylko z ust Jezusa, który jest bramą do życia, możemy usłyszeć Prawdę. Powrócę do tych słow pod koniec mojej wypowiedzi.Ja zaczęłam bać się Boga, ale jednocześnie Go kochać i pokladać tylko w nim wszystkie nadzieje.Nie słucham już innych ludzi, gdy czytam wypowiedzi i spekulacje innych na temat politylki, i innych czy na temat apokalipsy, po prosu olewam to ponieważ nie chcę stracić tego malutkiego Poznania do którego dzięki prośbom i wysłuchaniu przez Boga doszłam.Otworzyły mi się oczy, ale muszę być cały czas czujna, słuchać serca i sumienia, bo zło knuje by znów uśpić ducha.
 
Jakieś 4 lata temu, obserwowałam na internecie co dzieję się na ziemi...Ludzie tego nie widzą, śpią, niektórzy nie chcą się obudzić, niektórzy boją się uwierzyć, może ja też...
Ale na ziemi Bóg przez przyrodę pokazuje już swą moc i ludzką nieudolność wobec Boga, człowiek myślali że stoi na najwyższym poziomie rozwoju...lecz niektórzy z nas już widzą że cały ten rozwój techniczny, gospodarka, polityka, religie,egzystencja czlowieka to wszystko to tylko obraz jednego wielkiego upadku ludziekgo! Człowiek nie zrobił nic przytecznego. Zepsuł wszystko od łańsucha pokarmowego, świata przyrody, kończąc na swoim wyglądzie i zachowaniu. Zasiał zło i negatywną energię, zamiast cieszyć się życiem i każdą chwilą poświęcaną Bogu...zatraca się w błyskotkach jakie rzuca szatan w błyskotkach tego świata!
Jesteśmy zastraszani przez tyranów politycznych i bogaczy, którzy żyją innym życiem, my nawet nie wiemy o ich wielkich występkch wobec ludzkości...możemy je czasem zaobserwować w życiu codziennym jak nas usypiają na swoją korzyść swoimi produktami ,techniką, tonami niezdrowej żywności, chemią która niszczy środowisko.Banki, spekucacje. Upadająca UE którą ratują chyba dla swoich korzyści...Wojny za wschodzie, co niby dla pokoju i walce z terroryzmem? Zawsze kosztem śpiochów chodzi o ich portfele i interesy...katastrofa smoleńska i samolot rozwalony na kawałki wraz z ludźmi z wysokości 50m? kpina co wciskają nam ludziom! Ufo? Napewno nie jesteśmy sami we wszechświecie. Nie wiem co myśleć o tych statkach z Ufo? Kryzys? Ale dla kogo? Przecież nie dla tych pieniężnych gigantów, którzy na tym zarabiają! Media kłamią, korupcja, nawet mundurówce nie wierzę , bo na marszu niepodległości za kiboli byli w maskach przebrani! Podburzali prawicę.
Ja już jestem czujna i nie wierzę w te bzdety i tym ludziom! Naukowcy co rusz zmieniają tezy! Nie mają wytłumaczenia bo brak w tym wszystkim Boga! Człoweik chciałby za dużo! Chciałby być nad Bogiem. Przekonuje się jednak że to Bóg jest idealny i należy się Go bać.
Człowiek zapomniał o Bogu ale Bóg mu o Sobie przypomina przez naturę:)
 
Boję się apokalipsy, ale z drugiej strony może zostaną ci dobrzy tu na ziemi i człowiek nie zdoła zniszczyć pięknego dzieła stworzenia. Przecież czlowiek ma chyba też zadanie uczestniczyć w budowie stworzenia?
 
Na koniec chciałabym wrócić tak jak wspomniałam wcześniej do snów o Jezusie. Otórz nie wiem do końca co myśleć o nich, ale ożywiły mnie, zmusiły do szukania i doprowadziły do Jezusa Chrystusa z Polski, który żyje pośród nas. Ponownie ludzie jak 2000lat temu szydzą z Niego, ale ja z Nim rozmawiałam przez telefon, otrzymałam od Jezusa "Przesłanie Świętego Graala" i "Przesłanie Miłośći w świetle Prawdy".

Portret użytkownika paula2807

Napisałaś to wszystko tak

Napisałaś to wszystko tak zadziwiająco podobnie do moich odczuć, zachowań , snów , toku myślenia i spostrzegania świata ,że po prostu jestem w szoku ... Wiele z tych rzeczy ,które wymieniłaś działy się w moim życiu bądź śniłam o podobnych rzeczach .. Fakt faktem ,że mi Jezus nie śnił sie tak często jak Tobie ale jednak śnił kilka razy i pamiętam dokładnie szczegóły .. mało tego podobnie jak Ty bywałam w "transie" (czy nie wiem jak to nazwać ) podczas którego czułam czyjąś obecność w nocy, czułam ,że mam otwarte oczy , próbowałam wołać o pomoc , nie mogłam oddychać tak jak gdyby ktoś mnie "dusił" ale nic nie mogłam zrobić, byłam całkowicie "sparaliżowana" .. a na końcu kończyło się zawsze przebudzeniem, zapaleniem światła , modlitwą i po jakimś czasie wszystko wracało do normy tylko nie do końca mam pewność czy rzeczywiście wstawałam i zapalałam to światło czy to ten swoisty"trans" i "sen" .. również śniłam często o spadających samolotach , często bywałam na pokładzie a potem dziwnym trafem upadek na ziemię  widziałam będąc na ZIEMI  z jakiejś tam odległości większej lub mniejszej.. Sniła mi się też kilka razy ogromna powódź , ludzie poruszający się łódkami  ale co ciekawe śniło mi się ,że wyczekiwałam końca.. widze ogromną planetę zbliżającą się i nagle wszystko znika ale na koniec snu mówię: żyjemy! to jakiś cud. Mierwałam sny kiedyś bardzo często teraz już nie miewam w ,których coś mnie "ciągnie" na zewnatrz .. by otworzyć drzwi .. otwieram i nagle czyjaś ręka zamyka mi przed oczami te drzwi , nie pozwala otworzyć.. albo jak na mój rodzinny dom napadają jacyś ludzie , przestępcy , strzelają ale ja zawsze wychodzę z tego cało. Nie pamiętam snu i nie było raczej takiego w ,którym bym zginęła, przeważnie mogłam uciekać i za każdym razem przetrwałam .. ale to chyba dobrze Wink Miewałąm też koszmary , chaotyczne sny z czarnymi postaciami , czułam wówczas potężne zło ale zawsze uciekałam od tego zła i ratowało mnie światło takie dzięki któremu odczuwałam ulgę ,że zło przeminęło.. o jakiś istotach pozaziemskich też sniłam wielokrotnie ..i mam takie wewnętrzne wrażenie ,że jeżeli "coś się kiedys stanie" to te istoty mnie uratują .. może to i głupie ale tylko piszę o swoich odczuciach Smile ja nie wiem czasem zastanawiałam się czy nie zwariowałam , że może za dużo się naoglądałam filmów sc fiction , horrorów itp ale zastanawiające jest to ,że np Ty przeżyłąś lub odczułaś podobne rzeczy.. niesamowite. Osobiście też czuję silną więź z Bogiem , czuję jego miłość , pomoc chociaż nigdy go nie widziałam i to jesdt piękne .. wiesz może gdyby rzeczywiście sie coś wydarzyło już nie bawem ludzkość zawróciłaby ze złej drogi na dobrą, obudziłaby swoje wnętrza i w wierze i miłości naprawiłaby świat .. większość ludzi w to nie wierzy , śmieje się i szykanuje wizję "końca świata" . Ja osobiście czuję ,że "coś "się wydarzy ale wnetrze podpowiada iż wszystko dobrze się skończy i ocaleję. Jak to sie mówi cos sie konczy a cos zaczyna więc szczerze wierzę w to ,że ten SWIAT , który naprawdę mógłby byc piękny , pełen miłości dla siebie samych, Boga i bliźniego odrodzi się i nastąpi NOWY PORZĄDEK. Może te nasze sny i przeczucia nie  byłysą bez przyczyny.. już niebawem się okaże. Pozdrawiam Cię i cieszy mnie fakt ,że znalazłam Ciebie tutaj i mogłam dzięki temu opisać też moje wrażenia Smile

Portret użytkownika ariel

a ciękawe czy bierzecie pod

a ciękawe czy bierzecie pod uwage, ze wlasnie dokladnie chodzi o to by jak najwiecej ludzi wierzylo w te date 21 grudnia 2012. przciez im wiecej ludzi w to wierzy tym wieksza szansa ze cos zqistnieje, sami twierdzicie, ze iluminaci tworza paradygmaty z wyprzedzniem na stulecia.
- data na kalendarzu majow nie jest do konca potwierdzona
- prawie co miesiac jakies duze meteory lataja blisko ziemi
- noetyka udowodnila, ze 11 wrzesnia wystapily zaburzenia losowosci na skale swiatowa
- 21 grudnia plus trzy dni ciemnosci daje 24 grudni, czyli swieto przyjscia boga slonce, w kosciele katolickim jest to pokazywwne wiernym pod nazwa bozenarodzenie

Portret użytkownika RaV

Co będzie 21 12 2012? Po

Co będzie 21 12 2012? Po prostu wybudzimy się z dotychczasowej hipnozy, by natychmiast obudzić się w kolejnej... a czy to takie ważne, skoro i tak żyjemy iluzją? Tylko że tak na prawdę, to do końca nie wiemy, kto w naszym imieniu ma te iluzje?

Portret użytkownika RaV-myślenie ma przyszłość

Nigdy sie nic nie wydzrzy, bo

Nigdy sie nic nie wydzrzy, bo niby dla czego teraz lub za naszych wnuków albo prawnuków? A nawet jeśli już, to dopiero za jakieś parę tysięcy lat. Z tym że... nawet i za tych pare tysięcy lat będą tacy, którzy myśleli będą tak, jak ja teraz a po nich następni i następni... więc, dlatego nic się nie wydarzy.

Portret użytkownika Angelus Maximus Rex

...Niestety, nie mogę się z

...Niestety, nie mogę się z Tobą zgodzić...Wydarzy się o ile dalej tabuny norkowych gryzoni będą wierzyć w kosmiczne, czy ezoteryczne przemiany Wszechświata...
 Elity wiedzą o tym i stąd trwa szczególnie nachalna propaganda tych "przemian"!
 Jak na razie to zjawisko sprzyjaich planom...

Strony

Skomentuj