Hitlerowcy szukali śladów kosmitów na Elbrusie

Kategorie: 

Rosyjscy poszukiwacze natknęli się na załogę faszystów pochowanych pod lodem. Zdjęcia znaleziska pokazali  lokalnemu historykowi Wiktorowi Kotliarowowi, członkowi Towarzystwa Geograficznego i zorganizowali kolejną wyprawę na Elbrus.

 

Ekspedycja wyruszyła w połowie lipca br. Jednakże, w górach zaczęły się ulewne deszcze. Poszukiwanie w takich warunkach jest bardzo niebezpieczne. Po tygodniowym marszu nie udało się dotrzeć do orientacyjnego miejsca pochówku. Góry wciąż były skute lodem i śniegiem. Członkowie wyprawy zbadali teren dookoła, aby nie tracić czasu i natknęli się na niezwykłe artefakty. Znaleziono walizkę z kośćmi i czaszkę nieznanego pochodzenia, a także niezwykły pierścień. Prawdopodobnie takie torby podróżne mieli na wyposażeniu emisariusze tajnej organizacji Ahnenerbe.

„Ta walizka - przestronna, brązowa ze skórzanym uchwytem oraz godłem organizacji Ahnenerbe na wieku - została znaleziona w jaskini” - tłumaczy Wiktor Kotliarow. Wcześniej jeden z mieszkańców lokalnej wioski Zajukowo powiedział nam, że w czasie wojny w domu rodziców mieszkali Niemcy. Tak więc jeden z oficerów ciągle chodził z brązową walizeczką. Faszysta strzegł jej, jak źrenicę oka i nigdy nie rozstawał się z nią. Wydaje się, że takie torby podróżne wchodziły w zestaw członków tajnej organizacji Ahnenerbe. Widziano je także u innych grup nazistów, prowadzących poszukiwania w górach”.

Wewnątrz kufra rosyjscy podróżnicy znaleźli czaszkę i kości, których pochodzenie jest bardzo trudne do ustalenia. Części szkieletu naziści przechowywali w znalezionej w górach walizce. Stwór ma duże oczy i nozdrza, ale brakuje mu otworu na usta.

„To jasne, że to nie jest człowiek” - mówi Kotliarow. „Ale i zwierzę to nie jest”.

Kotliarow pokazał szczątki lokalnemu specjaliście, który nie był w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi, co to jest.

„Te stwory mają dwa odgałęzienia na głowie, jakby to były rogi. Czaszki mają olbrzymie oczodoły, dwa otwory nosowe, ale nie mają ust. Każdy, kto je widział twierdzi, że to UFO, mimo że oficjalnie tego nie potwierdzono”.

„Pierścień należał rzekomo do myśliwego z pododdziału Edelweiss. To znalezisko pokazali mi ludzie, którzy znaleźli i zamrożony oddział w ubiegłym roku” - wyjaśnia Kotliarow. „Mówią, że odkryli to w grobie. Nie ma dowodów, że nie należało to do zamarzniętego oddziału. Poszukiwacze, oprócz pierścienia, posiadają  także komplet niemieckich uniformów. Mówią, że znaleźli w górach całą ziemiankę. W środku był telefon i niemieckie mundury SS".

„Może należy kopać w tym miejscu, gdzie spoczywa oddział? Na razie nie jest to możliwe. Zimą tego roku spadło bardzo dużo śniegu i w interesującym nas wąwozie, wciąż się on nie roztopił. To jak szukanie igły w stogu siana. Śnieg zniknie w najlepszym wypadku pod koniec sierpnia lub na początku września. Tylko w okresie, gdy pokaże się lód można będzie realnie poznać tajemnicę „zamrożonego batalionu”. Poczekamy. Mamy nadzieję, że nasza cierpliwość zostanie wynagrodzona” – tłumaczy rosyjski historyk. Jego zdaniem, hitlerowcy zamierzali wywieźć kości do Niemiec."

Fotografie znaleziska w górach pokazano Konstantinowi Zaleskiemu, historykowi III Rzeszy, pisarzowi i publicyście.

„W tym obszarze naprawdę działał zespół Herberta Yankuna (znany w Niemczech w tamtych latach archeolog, historyk, profesor), który kierował Ahnenerbe” - powiedział Zaleski. „Ona była najpierw na Krymie, a następnie dotarła do Kaukazu. To jest udokumentowane. Ahnenerbe była strzeżona przez jednostki bojowe SS. Zespół zajmował się przede wszystkim wyszukiwaniem i grabieżą artefaktów archeologicznych. Zespół Ahnenerbe został stworzony w pierwszej kolejności do poszukiwania korzeni narodu niemieckiego i na początku wojny zespół Yankuna trafił do południowej części Związku Radzieckiego w poszukiwaniu artefaktów archeologicznych, które miały pomóc zrozumieć przede wszystkim dzieje gotów. Według jednej z teorii, są to plemiona bliskie germanom. Oznacza to, że na Kaukazie, w wersji nazistowskiej, zamieszkiwały ludy bliskie aryjczykom, a więc miała to być ojczyzna niemiecka. Czaszki w pełni może zaliczyć do artefaktów archeologicznych, na które polowali Ahnenerbe, i które powinni byli zabrać do Niemiec. Zamarznięty batalion to być może ci, którzy towarzyszyli poszukiwaczom Ahnenerbe”.

Zdjęcia czaszki pokazano Mikołajowi Owodowowi, antropologowi, starszemu pracownikowi naukowemu Instytutu Archeologii, Etnografii i Paleontologii.

„Być może jest to czaszka owcy” – powiedział Owodow. „Czaszka prawdopodobnie przeleżała jakiś czas w strumieniu wody z piaskiem, żwirem i zdeformowała się przez lata. Nie wykluczam, że naziści byli w stanie uznać czaszkę za coś mistycznego, nawet myśleli o obcych. Zazwyczaj poszukiwacze nie bardzo się orientują w kościach i czaszkach, a oni na pewno nie przeprowadzali ekspertyz”.

1.Pierścień. Na pierścieniu przedstawiono profil zwykłego żołnierza w bergmutse.

„Przedstawia profil zwykłego żołnierza w bergmutse – tzw. czapce górskiej, do której przymocowane są liście dębu” - wyjaśnia Konstantin Zaleski. „Takie nakrycie głowy nosili strażnicy górscy w armii austriackiej. Na dole widać kwiat szarotki, który jest symbolem jednostki górsko-strażniczej w Wehrmachcie (i nie tylko). Zazwyczaj takie pierścienie wykonane były ze srebra niskiej próby, a rzadziej z żelaza”.

Najprawdopodobniej, jest to domowej roboty podróbka, których w Wehrmachcie i SS było sporo. Wiadomo, że jej właściciel w latach 1939 - 1941 służył w jednostkach piechoty górskiej Wehrmachtu, najprawdopodobniej utworzonej w Austrii.

2.Na pokrywie walizki widniej oficjalne godło Ahnenerbe. Sposób, którym wykonano napis, był rozpowszechniony w tej „tajnej" organizacji.  Sam tytuł Besondere Bekl [eiderung] oznacza mniej więcej „specjalny pakunek".

„Nigdy nie spotkałem takiego oznakowania, ale takie mogło być stosowane” –tłumaczy ekspert.

 

 

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Komentarze

Strony