UFO w górskiej części Norwegii

Kategorie: 

Na początku października 2012 w Internecie pojawiło się nagranie przedstawiające przelot niezidentyfikowanego obiektu latajacego w dolinie. Na nagraniu widzimy dyskoidalny pojazd powoli przelatujący nad nieustaloną niestety miejscowością.

Całe nagranie wygląda bardzo autentycznie. Obserwacja wygląda na rejestrowaną w pośpiechu. Pojazd pojawia się w obiektywie praktycznie od razu. Filmujący jest w stanie utrzymać go w kadrze praktycznie przez cały czas, aż znika w oddali. Nie ma dobrego wyjaśnienia dla tego fenomenu a obserwacja ta jest na tyle niezwykła, że aż dziw bierze, że nie znalazła zainteresowania w mainstreamowych mediach.

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
loading...

Komentarze

Portret użytkownika UFO-Emilcin

Była szósta rano 21 stycznia

Była szósta rano 21 stycznia 1959 r. Nagle niebo nad wzburzonym morzem w porcie w Gdyni rozświetlił błysk. Pracownicy portu i marynarze ze statków przycumowanych w Basenie Polskim ujrzeli spadający do Bałtyku niezidentyfikowany obiekt latający. Czy było to UFO, czy fragment amerykańskiego satelity szpiegowskiego? Do dziś ta sprawa pozostaje niewyjaśniona.
Choć od tego wydarzenia minęły 52 lata, dyskusja na temat UFO nad Gdynią nadal trwa. Jedni utrzymują, że był to latający talerz, drudzy, że amerykański satelita szpiegowski wyłowiony od razu przez KGB i wywieziony do ZSRR. To, że jednak coś spadło z nieba do basenu nr IV nie budzi wątpliwości. Dwa dni po tym zdarzeniu o UFO nad Gdynią pisał już „Wieczór Wybrzeża”.

„Coś” raczej półkoliste

– Ja i pięciu moich kolegów pracowaliśmy w tym czasie w ładowni. Ten dźwięk przypominał raczej zgrzyt, powstały na skutek tarcia metali. „Coś” było długości około metra, raczej półkoliste niż okrągłe, najpierw różowe, później coraz bardziej czerwieniejące. Woda wytrysła na wysokość 1,5 metra – opowiadał dźwigowy Władysław Kuczyński.

– Miałem wtedy 30 lat. Nagle zrobiło się widno, coś płonącego wpadło do basenu. Pobiegłem na statek „Jarosław Dąbrowski”, zwróciłem się do lukowego z pytaniem, czy coś widział. Potwierdził. To było wielkości dwustulitrowej beczki! – wspominał Stanisław Kołodziejski, pracownik portu.

Dwa dni po niewyjaśnionej do dziś katastrofie do redakcji „Wieczoru Wybrzeża” zadzwoniło małżeństwo Płonczkierów – pracowników gdyńskiego portu. Opowiadali, że około godz. 6 rano 21 stycznia widzieli nadlatujący nad miasto latający talerz. Obiekt zawisł nad miastem, a później spadł do morza.

Dziennik relacjonował: „Zaobserwowany obiekt był dużych rozmiarów i miał kształt koła. Talerz ten był koloru pomarańczowego, jego brzegi zabarwione były na różowo. Obiekt nadleciał od strony miasta i wykonując gwałtowny manewr, jakby chciał uniknąć rozbicia się o ląd, spadł prawie pionowo do wód portu”.

W kolejnym artykule napisano: „Pierwszym, który oficjalnie zgłosił w Kancelarii Miejskiej MO swoje spostrzeżenia był pracownik portu, Jan Blok”.
 
UFO w Urzędzie Bezpieczeństwa

Świadków tego zdarzenia było jednak niewielu. Do dnia dzisiejszego wielu z nich zmarło. Trudno jest zatem ustalić, z czym mieliśmy faktycznie do czynienia. Spekulacji na temat UFO nad Gdynią pojawiło się bardzo wiele. Jak wynika z relacji jednego ze świadków, z basenu portowego jednak coś wyciągnięto.

– Był to walcowaty pojemnik jakby z folii szklanej, wypełniony rdzawą cieczą o wiele cięższą od wody. Nasze laboratorium bardzo bało się sprawdzić ten pojemnik. Wie pani, po wojnie dno morza usiane było różnymi świństwami. Podejrzewano, że to może być iperyt albo fosgen. Problem został rozwiązany w bardzo prosty sposób: natychmiast pojawił się pracownik Urzędu Bezpieczeństwa, który zabrał znalezisko. I tyle je widzieliśmy – wspomina inż. Alojzy Data z gdyńskiego portu.

Hipoteza, że Niezidentyfikowanym Obiektem Latającym (NOL) zainteresowały się od razu służby bezpieczeństwa Polski oraz ZSRR jest najbardziej prawdopodobna. Ufolodzy twierdzą nawet, że to same służby stworzyły legendę o UFO by ukryć, że w ich ręce dostał się satelita szpiegowski USA. Niektórzy twierdzą, że w tym celu stworzono specjalną historię na wzór rzekomego statku kosmicznego, który miał wylądować w okolicach amerykańskiego miasteczka Roswell, by nie dać Amerykanom pretekstu do szukania szczątków swojego satelity. Zresztą w końcówce lat 50. było mało prawdopodobne, aby służby mocarstw zachodnich legalnie mogły działać w krajach bloku socjalistycznego. Amerykanom też było na rękę nie ujawnianie swoich tajemnic wojskowych związanych z szpiegostwem z kosmosu. Badacze niewyjaśnionych zjawisk sugerują nawet, że na zaangażowanie służb specjalnych w tę sprawę wskazywałaby nagła amnezja wszystkich świadków. Nagle sprawę przestali relacjonować dziennikarze, bo świadkowie zamilkli.

Legenda mówi o zaobserwowaniu nad Trójmiastem jakiegoś NOL-a już po katastrofie. Sugerowano, że szukał on wraku rozbitego UFO. Oficjalnie założono, że w Gdyni doszło do katastrofy UFO, w wyniku której Rosjanie wydobyli potajemnie wrak NOL-a z basenu nr IV i wywieźli do siebie.
 
Dziwna postać z plaży

Sprawa jednak nie umarła naturalną śmiercią. Choć w Polsce o gdyńskim UFO się nie mówiło, to nasz badacz – Bronisław Rzepecki, który pracował nad wyjaśnieniem tej sprawy – znalazł zapiski w źródłach zachodnich. Otóż opisywały one, że w kilka dni po upadku NOL do basenu gdyńskiego portu, strażnicy portowi znaleźli dziwną postać na plaży. Osobnik nie mówił w żadnym znanym języku i ubrany był w niespotykany uniform. Część jego ciała była spalona, co miało wskazywać, że był ofiarą katastrofy. Ufoludka przewieziono do szpitala uniwersyteckiego i poddano badaniom.

Pierwszą trudnością było rozebranie istoty. Mundur był z nieznanego materiału, którego rozcięcie wymagało użycia specjalnych narzędzi. Badania wykazały, że znaleziona na plaży postać ma zupełnie inny niż ludzi układ narządów wewnętrznych i krwioobieg. Miała również inną od człowieka liczbę palców u rąk i nóg. Na ręku miała dziwną bransoletę. Kiedy ją zdjęto, istota umarła. Podczas badań szpital miał być otoczony przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy po śmierci osoby z plaży zabrały ją i wywiozły nie wiadomo dokąd. Jedni twierdzą, że została wywieziona do ZSRR, inni że trafiła do tajnego laboratorium polskich służb specjalnych. Jeszcze inni uznają, że zwłoki trafiły do chłodni jednego ze szpitali w Polsce lub do jakiegoś laboratorium.

O tym, że nie jest to tylko wymysł ludzkiej fantazji mogą świadczyć dokumenty, które odnalazł przy pisaniu pracy doktorskiej jeden z oficerów Szkoły Orląt w Dęblinie. W jednym z tajnych raportów miał znaleźć opis katastrofy UFO w Gdyni oraz znalezienia po niej istoty, która przechowywana jest w inkubatorze w stanie śpiączki. Oficjalnie nikt jednak tej informacji nie potwierdził.
 
UFO czy szpiegowski satelita

Jest jeszcze inna teoria wydarzeń ze stycznia 1959 r. w Gdyni. Niektórzy badacze twierdzą, że to, co spadło do basenu nr IV, to szczątki amerykańskiego satelity szpiegowskiego – SCORE (Signal Communication by Orbitoid Relay Equipment). Może to oznaczać, że była to pierwsza katastrofa sztucznego satelity Ziemi.

Na początku roku 2005 kontrowersyjny ufolog ukraiński dr Anton A. Anfałow oraz Adam Chrzanowski z Golubia-Dobrzynia cofnęli się do grudnia 1958 r. Przywołali rejestry lotów amerykańskich satelitów z tego okresu. Wskazali na wystrzelonego 18 grudnia satelitę łącznościowego do celów wojskowych Zeta SCORE.

Wystrzelony 18 grudnia z przylądka Canaveral SCORE – jak wynika z materiałów w literaturze specjalistycznej – miał zostać zniszczony właśnie 21 stycznia. Zbieg okoliczności? Miał nadawać na cały świat orędzie świąteczne nagrane przez prezydenta USA Dwighta Eisenhowera.

Satelita był wyposażony w najnowocześniejszy wówczas sprzęt łączności, skonstruowany w Army Signal Research and Development Laboratory pod kierownictwem Advanced Research Projects Agency. Jako rakiety nośnej użyto ICBM Atlas, należącego do US Air Force. Rakietę postanowiono umieścić na orbicie, zaś panel ze sprzętem telekomunikacyjnym zintegrowano z konstrukcją głowicy bojowej tego pocisku. Niska orbita oraz związany z tym krótki okres istnienia satelity (2–3 tygodnie) dawały możliwość nawiązania łączności przez dwie radiostacje położone daleko od siebie w realnym czasie.

Nie powinno zatem dziwić, że szczątkami satelity od razu zainteresował się polski i radziecki wywiad. Blok socjalistyczny rywalizował wówczas ze Stanami Zjednoczonymi w podboju kosmosu. Rok przed wystrzeleniem SCORE Rosjanie posłali na orbitę okołoziemską swoje Sputniki 1 i 2. Jednak SCORE był najnowszym krzykiem amerykańskiej technologii kosmicznej. Rosjanie nie przepuściliby takiej gratki, jak jego zbadanie. Wprawdzie ze źródeł amerykańskich wynika, że SCORE przed zniszczeniem był obserwowany nad Pacyfikiem w okolicach wyspy Guam, to – jak twierdzą niektórzy badacze – nie można tym informacjom do końca ufać.

Sprawa UFO nad Gdynią nie została wyjaśniona. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy do basenu nr IV spadł NOL, czy szczątki amerykańskiego satelity wojskowego. Czy dla ukrycia rzeczywistych celów socjalistyczne Służby nie zastosowały modelu sprawdzonego w USA, czyli rozpuszczenia nieprawdziwych plotek o UFO, by przykryć badania zdobytych technologii wrogów zza „żelaznej kurtyny”? Przypomina to legendę o katastrofie UFO w Roswell, która przyniosła sławę temu miastu.

Portret użytkownika Homo sapiens

Przyzwyczajeni jesteśmy, że

Przyzwyczajeni jesteśmy, że historia biegła tak, jak podaje to podręcznik szkolny i jak wymagał od nas nauczyciel. I tak zapewne jest w zakresie podręcznika szkolnego. Lecz gdy już głębiej sięgniemy do książek popularnonaukowych, zaczyna się ona jawić jako zlepek nieprzystających do siebie teorii.
Przeglądając książki popularnonaukowe, czy też artykuły naukowców, niekiedy natrafia się na materiały i dowody, które burzą dotychczasowy, ułożony świat historii. I wszystko w świetle podawanych przykładów i dowodów wydaje się wyglądać zupełnie inaczej...
 
by zastanowić się nad tym pytaniem, weźmy do ręki książkę Hansa-Joachima Zillmera „Największe pomyłki w dziejach ziemi. Ludzie i dinozaury żyli równocześnie, epoki kamiennej nie było, a teoria ewolucji jest błędna". Jest to również autor słynnej książki „Pomyłka Darwina". Otóż w jednym rozdziale znajdujemy dowód, poparty wieloma znaleziskami, na to, że człowiek żył razem z dinozaurami. Naukowcy znajdują ślady podobne do śladów ludzkich stóp odciśnięte w skałach, których wiek szacuje się na 150 - 600 milionów lat. Ślady przypominające ludzkie stopy znaleziono w Ameryce w stanach Kentucky, opisane w „Science News Letter" z roku 1938, Missouri, Pensylwanii, lecz również w Turkmenii („Moskiewskije Nowosti" nr 24 z roku 1983), gdzie odkryto ślady stopy ludzkiej odbitej w pobliżu stopy trójpalczastego dinozaura.
W parku narodowym Natural Bridges znajduje się rysunek naskalny z wizerunkiem dwóch Indian Anasazi oraz dwóch dinozaurów, które dziś rozpoznawane są jako dwa gatunki dinozaurów żyjących rzeczywiście ok. 150 milionów lat temu. Dinozaury te nasza nauka zidentyfikowała dopiero w latach 1877-1878. Jak stare są te rysunki, nie da się ustalić, lecz pokrywa je naturalny nalot pustynny - werniks. Jak podaje geolog Halka Chronik „Pages of Stone", werniks powstaje bardzo powoli, stąd na powstanie tak grubej warstwy, jak warstwa pokrywająca te rysunki, potrzeba kilku wieków, a nie 150 lat, które dzielą nas od momentu zidentyfikowania tych dinozaurów przez obecną naukę. Istnieje jeszcze inny rysunek dinozaura pokryty werniksem znaleziony w 1924 roku w północnej Arizonie, przez ekspedycję kierowaną przez dwóch kustoszów amerykańskich muzeów, gdzie odkryto rysunek dinozaura i ok. 5 m dalej rysunek człowieka i mamuta. (raport z badań w muzeum Peabody na Harwardzie). A więc w czasach dinozaurów żyli nie tylko ludzie, ale i wielkie ssaki, co potwierdzają gadania genetyczne („Nature", 392/1998).
W roku 1862 w „Geologist" ukazał się artykuł o odnalezieniu ludzkich szczątków w złożu węgla kopalni w Macoupin w stanie Ilinois. Szczątki te znajdowały się na głębokości 28 metrów i przykryte były skorupą twardego materiału w kolorze węgla. To złoże węgla datowane jest na 285-320 milionów lat. W Niemczech w złożu Braun ok. roku 1909 znaleziono prehistoryczną kość ludzką. Węgiel w tym pokładzie datowany jest na 300 mln lat.
Autor tłumaczy to wszystko w taki sposób: dinozaury i ludzie żyli w tym samym czasie. Powstanie węgla kamiennego, jak i znajdowanych w warstwach węgla kości, to efekt ogólnoświatowego kataklizmu, jakim mógł być potop.
Jako dodatkową poszlakę autor pokazuje również, że dinozaury, a w zasadzie smoki (chińskie słowo dinozaur tłumaczone jest jako „straszliwy smok"), jako element zdobniczy występują w wielu kulturach, między innymi chińskiej, ale też u Wikingów. Czy pierwowzorem smoków były maleńkie jaszczurki żyjące w naszych szerokościach geograficznych? Czy wygląd tych spokojnych stworzonek mógł tak przerażać człowieka, aby stały się symbolem grozy i zniszczenia?
Dodatkowo autor udowadnia, że powstanie skamieniałych odchodów (koprolitów) tak licznie prezentowanych w muzeach, jest z geologicznego punktu widzenia niemożliwe, gdyż odchody rozłożą się szybciej niż zajdą zjawiska mineralizacji, bo przecież nie jest to materiał twardy i łatwo poddaje się erozji pod wpływem działania otoczenia. Aby powstało skamienienie, związki organiczne ulegające rozkładowi muszą zostać zastąpione związkami mineralnymi, co zdaniem autora o przytaczanych przez niego opinii geologów nie jest możliwe. Oczywiście przytoczyłem tu cząstkę z dowodów popierających kreacjonizm...
 
Zakazana archeologia - Behemot i Lewiatan
http://www.youtube.com/watch?v=qRL51fHx7yk
http://www.youtube.com/watch?v=W2FaQYsOdbE
http://www.youtube.com/watch?v=f0Url8TQkqE
http://www.youtube.com/watch?v=jIoax8Y-XYc

Los dał ludziom odwagę znoszenia cierpień.-Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo.

Los dał ludziom odwagę znoszenia cierpień.-Rzeczą człowieka jest walczyć, a rzeczą nieba – dać zwycięstwo.

Portret użytkownika Kassa

To jezioro to Mjeose okolice

To jezioro to Mjeose okolice Hemalu, we wrzesniu lataliśmy tam na lotniach, ale jajka ktoś nas nagrał i zrobił z nas UFO, ten na filmiku to Marian z Poznania, hahahaha ale sie uśmiałem z tego UFO.
Pozdrawiam wszystkich.

Strony